Anglia, Londyn, lotnisko Heathrow
Życie lubi rzucać nam kłody pod nogi. Czasem mniejsze, kiedy indziej większe, ale zawsze coś musi pójść nie tak. Poziom mojej frustracji sięgnął zenitu gdy po raz trzeci odkąd przyjechałam na lotnisko, kobieta o przesłodzonym głosiku poinformowała czekających na samolot z Polski, że lot jest opóźniony o kolejne piętnaście minut. Starałam się czymś zająć chodząc wte i wewte, bawiąc się zamkiem od kurtki lub zastanawiając się czy sukienka, którą postanowiłam założyć na imprezę urodzinową Harry'ego będzie pasowała do moich butów. Jednak nawet tak ważna kwestia nie potrafiła odciągnąć mnie od zastanawiania się co zrobię gdy zobaczę Kasię. Powinnam pobiec i ją przytulić gdy tylko znajdzie się w zasięgu mojego wzroku, czy może wybadać najpierw jaki ma humor i podejść do tego ze stoickim spokojem? "Stoicki spokój? Już to widzę...". Wtrąciło się moje drugie Ja, a mi nie pozostało nic innego jak przyznać mu rację. Co jak co, ale choćbym nie wiem jak bardzo chciała, nie uda mi się opanować wszystkich emocji, które rozrywają mnie na strzępy od kilku dni. Z jednej strony smutek i tęsknota za przyjaciółką, z drugiej szczęście, że wraca, wymieszane z obawą w jakim stanie ją zastanę po powrocie z Wrocławia. Nie zapominajmy o tym, że jestem wściekła za to, że ukrywa przede mną co się wydarzyło i po co tam w ogóle poleciała.
Moja bitwa z własnymi uczuciami została przerwana, gdy po raz kolejny ta sama kobieta poinformowała całe lotnisko, że oczekiwany przeze mnie samolot w końcu wylądował. Pobiegłam szybko w miejsce gdy umówiłam się z Kasią i spokojnie... "Spokojnie?" Znaczy się po prostu na nią czekałam. Po kolejnych ciągnących się w nieskończoność piętnastu minutach kręcona brąz głowa pojawiła się na horyzoncie, z białymi słuchawkami w uszach i torbą przerzuconą przez ramię. W tym momencie należałoby dodać do mojego wachlarzu emocji zaskoczenie, wywołane spokojem na jej twarzy. Z reguły gdy odbierałam ją z tego typu podróży w ciągu kilku sekund jest już w samochodzie, błagając żebym zawiozła ją do mieszkania. Tymczasem dzisiaj szła wolnym krokiem, mijając spieszących się na swój lot pasażerów i rozglądała się dookoła. Gdy mnie zauważyła uśmiechnęła się delikatnie i dalej nie spiesząc się podeszła bliżej i przytuliła mnie na powitanie.
- Ale się za tobą stęskniłam!- uściskała mnie mocno jednocześnie całując w policzek- Co się stało?- spytała przyglądając się mojej zaszokowanej minie.
- Nie... Tak... To znaczy... Yyy!- plątałam się z jednoznaczną odpowiedzią- To chyba ja powinnam się spytać czy wszystko w porządku...
- Nie jest źle, choć dalej mam ochotę uciec stąd jak najdalej- puściła do mnie oczko i wyjęła jedną ze słuchawek, która dalej znajdowała się w jej uchu- Nie wiem czemu wcześniej sama nie wpadłam na pomysł żeby słuchać muzyki podczas lotu- pokręciła z niedowierzaniem głową, po czym schowała swojego ipoda do kieszeni.
- To faktycznie dziwne- przyznałam- W takim razie kto ci podsunął tą świetną metodę?
Kasia spojrzała na mnie niepewnie, po czym spuszczając wzrok na swoje buty szepnęła cicho "Harry", wprawiając mnie w jeszcze większe zdumienie. Otworzyłam szeroko oczy i wpatrywałam się w nią bez słowa. Dopiero kiedy uszczypnęłam się trzeci raz moja zdolność logicznego myślenie i kojarzenia faktów wróciła do pracy na pełnych obrotach.
- Masz na myśli Styles'a?
- A znamy jakiegoś innego?- spytała retorycznie, skupiając się na osobach przechodzących obok nas. Za kim ona się tak rozgląda?
- Z tego co wiem to nie, ale ty nigdy nie zwracasz się do niego po imieniu, więc może jest ktoś o kim nie wiem- wyjaśniłam, dalej będąc w szoku. Mam wrażenie, że ominęło mnie znacznie więcej niż mi się wydaje.
- Cóż, teraz tak mówię, więc możesz się zacząć przyzwyczajać, bo nie chce mi się za każdym razem dodawać kogo miałam na myśli- odparła wyraźnie spięta tematem naszej rozmowy. Rozluźniła się nieco gdy przy jej boku stanął... Tomek?! A co on tu robi?!
- Co ty tu robisz?!- powtórzyłam moje niewypowiedziane przed chwilą na głos słowa.
- Wróciłem razem z Kasią- odpowiedział jak gdyby nigdy nic.
- Był z tobą przez cały czas?!- niemal krzyknęłam na przyjaciółkę, którą spojrzała na mnie spod uniesionych brwi.
- To, że ty się do niego nie odzywasz, nie znaczy, że przestał być moim przyjacielem i nie mogę prosić go o pomoc i wsparcie.
- Wsparcie? Jak możesz prosić jego o wsparcie...- wytknęłam palcem jej byłego chłopaka- a nie mnie? I jak mam się do niego odzywać po tym co ci zrobił? Nie rozumiem jak możesz chcieć na niego patrzeć, a co dopiero...
- Gaba!- Kasia warknęła na mnie głośno, sprawiając tym samym, że przechodząca koło nas grupka dzieci zapewne z jakiejś wycieczki szkolnej popatrzyła na nią z przerażeniem- Masz na myśli to, że starał się mnie nie zranić pomimo tego, że pragnął kogoś innego?
- Z twoim postrzeganiem świata i podejściem do niektórych spraw naprawdę jest coś nie tak. Powinnaś iść się leczyć...
- Dziewczyny!- do naszej agresywnej wymiany poglądów wtrącił się Tomek- Może darujecie sobie odgrywanie scen w miejscach publicznych i powstrzymacie się od powiedzenia czegoś, czego później będziecie żałować?
Chłopak popatrzał na nas surowym wzrokiem, a my ograniczyłyśmy się jedynie do wyimaginowanego rzucania w siebie piorunami. W przeładowanej napięciem ciszy wyszliśmy z budynku lotniska. Gdy zobaczyłam zmierzającą w naszą stronę szatynkę, na twarzy której gościł coraz większy uśmiech z każdym kolejnym krokiem, który przybliżają ją do nas pomyślałam, że to już nawet nie jest jakiś śmieszny żart tylko jedna wielka porażka.
Obróciłam się z wściekłością wymalowaną na twarzy w stronę Tomka i wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Tylko mi nie mów, że to Caroline...
Chłopak wzruszył przepraszająco ramionami i uśmiechnął się bezczelnie.
- Nie sądzę żebyś chciała mnie podwieźć, więc musiałem sobie załatwić transport do domu- wyjaśnił rozbawiony i przytulił długonogą piękność, która zdążyła już do nas dotrzeć. Moja mina musiała być bezcenna gdy Kasia przyłączyła się do ich przywitania, gdyż oboje z Tomkiem nie mogli ukryć swojego rozbawienia. Na szczęście ta cała Caroline była na tyle przyzwoita, że zmieszała się i niepewnie wyciągnęła do mnie rękę.
- Jestem...- zaczęła się przedstawiać, ale udawałam, że nie zauważam jej egzystencji.
- Czekam w samochodzie. Zaparkowałam tam- zwróciłam się do Kasi, wskazując jej miejsce gdzie zostawiłam auto i udałam się jak najdalej od tej przesączonej przyjaźnią i bezpodstawnym zaufaniem atmosferę.
Z daleka widziałam wściekłą minę Gaby, która siedziała za kierownicą i nerwowo wystukiwała nieznany mi rytm. Gdy zajęłam miejsce pasażera, nawet nie raczyła obdarzyć mnie jednym spojrzeniem, tylko przekręciła kluczyk w stacyjne, uruchamiając silnik i włączając się do ruchu. Bawiło mnie jej zachowanie. Nikt nie potrafi wyolbrzymiać rzeczy tak jak ona.
- Długo masz zamiar się do mnie nie odzywać?- spytałam, kiedy zatrzymałyśmy się na czerwonym.
- Tak.
- Ok- odparłam, skupiając swój wzrok na czarnym audi stojącym przed nami. Tak jak myślałam przyjaciółka nie wytrzymała długo przed wyrzuceniem z siebie co leżało jej na sercu.
- W ogóle cię nie rozumiem...- zaczęła zaciskając mocniej pięści na kierownicy- Jak możesz udawać, że nic się nie stało i tak po prostu prosić Tomka o pomoc? Na dodatek traktujesz jego nową dziewczynę, z którą cię zdradził jak starą, dobrą znajomą! Zwariowałaś?!
- Postanowiłam mu wybaczyć i to właśnie zrobiłam. Tłumaczyłam ci już, że nie mogę go tak po prostu skreślić i wyrzucić z mojego życia. Za dużo o sobie wiemy i za dużo nas łączy. Ty też powinnaś mu darować. Ostatecznie to też twój przyjaciel i zawsze mogłaś liczyć na jego dobrą radę tak samo jak ja. Nie brakuje ci go?
- Nie- odparła po chwili zawahania.
- Kłamiesz- wytknęłam jej nieudolną próbę zamaskowania swoich uczuć- Skoro tak bardzo go teraz nienawidzisz to ciekawe czemu zadzwoniłaś akurat do niego, po tym jak skończyłam rozmawiać z twoim tatą kilka dni temu...- wypomniałam jej jak bez zastanowienia wybrała jego numer i poprosiła żeby natychmiast przyjechał, co też zrobił.
- Ponieważ wiedziałam, że tylko on może coś z tobą zrobić kiedy jesteś w taki stanie jak byłaś wtedy. Niestety ja tego nie potrafię...- odpowiedziała smutno, zatrzymując się na kolejnych światłach.
- Skoro to wiesz to czemu chcesz za wszelką cenę namówić mnie do tego żebym zerwała z nim wszelkie kontakty? Doskonale zdajesz sobie sprawę, że to niemożliwe i nikt mnie do tego nie przekona.
- Ja po prostu nie jestem w stanie pojąć jak mogłaś po czymś takim przejść bez problemu do porządku dziennego.
- Wcale tak nie było- oburzyłam się- Byłam załamana gdy zobaczyłam go w Sztokholmie z Caroline. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, gdzie pójść...
- Aż nagle pojawił się Harry...- dodała z niezadowoloną miną, zatrzymując się pod naszą kamienicą.
- Możesz mi powiedzieć wprost o co ci chodzi?- spytałam nie mogąc już dłużej wytrzymać jej dziecinnego zachowania.
- Absolutnie o nic- uniosła do góry ręce udając niewiniątko- Pragnę jedynie zauważyć, że zachowujesz się nieodpowiedzialnie i dziecinnie. Powinnaś wtedy zadzwonić do mnie, a nie wskakiwać do łóżka z....
Uniosłam do góry dłoń żeby powstrzymać ją przed kontynuowaniem jej wypowiedzi, która nie doprowadziłaby do niczego dobrego.
- Doprawdy? Do tej pory byłaś przeszczęśliwa, że to właśnie Styles był tym, który chciał mnie pocieszyć. Gdy tylko o tym usłyszałaś skakałaś pod sam sufit z radości. Co takiego się nagle zmieniło?- spytałam, ale nie czekałam na odpowiedź. Słowa wypływały ze mnie jak z przerwanej tamy i nic nie mogło ich zatrzymać- Zarzucasz mi, że zachowuję się nieodpowiedzialnie? Od dłuższego czasu zarzucasz mi, że nie robię nic innego tylko zachowuję się jak zgorzkniała stara panna, a gdy postanawiam zrobić coś według ciebie nieodpowiedzialnego uważasz besztasz mnie za to? Zdecyduj się na coś!- krzyknęłam przepełniona złością, gdy poczułam jak pod powiekami zaczynają zbierać mi łzy. Gaba widząc moje zdenerwowanie i szkliste oczy wyciągnęła do mnie rękę chcąc ująć moją dłoń, ale szybo ja zabrałam.
- Kasia...
- Nie "Kasiuj" mi tu teraz!- ostrzegłam ją- Tak właściwie to nie musisz już nic mówić. Doskonale wiem o co ci chodzi. Jesteś zła, że nie dzwonię z każdym problemem do ciebie i nie zwierzam ci się ze wszystkiego ze szczegółami. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, ale ja po prostu nie mogę tego robić. Nie chodzi tu o to, że ci nie ufam, tylko o to, że nie chcę cię dłużej zadręczać moimi problemami i rozterkami. A już na pewno nie zrobię tego po tym co usłyszałam od twoich rodziców...
- Co? Co takiego ci powiedzieli?
- To nie ma znaczenia. Ważne jest to, że bardzo cię przepraszam i przyrzekam, że gdybym tylko mogła cofnąć czas wszystko potoczyłoby się inaczej. Niestety nie mam takiej mocy i musimy sobie jakoś poradzić z tym co mamy teraz, tutaj...
Pociągnęłam za klamkę i otworzyłam drzwi wyskakując z samochodu. Otworzyłam bagażnik i zabierając swoje rzeczy udałam się na górę do naszego mieszkania, zostawiając przyjaciółkę, która dalej siedziała na miejscu kierowcy, nie mając zielonego pojęcia co się dzieje.
Dom One Direction
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jedzenie gotowe, napoje naszykowane, a Zayn stał już przy swojej konsoli i przygotowywał się do zabawiania gości swoją najnowszą składanką. Byłem w szoku jak szybko i sprawnie udało nam się wszystko zorganizować. Nawet nie musiałem zbytnio kontrolować chłopaków. Wykonywali rzetelnie każde zadanie, które im powierzyłem, oczywiście z wyjątkiem Harry'ego, który miał wolne z racji tego, że to miała być jego impreza urodzinowa. Jego jedynym obowiązkiem było zaproszenie gości i oczekiwanie na ich przybycie. Pozostało nam jedynie pilnowanie żeby Niall nie wyjadł wszystkiego zanim pojawią się pierwsi goście. Louis postanowił ostatni raz poprawić strój naszego solenizanta, co nie spotkało się z jego aprobata.
- Obiecuję, że jeśli jeszcze raz dotkniesz moich włosów to urwę ci te twoje rączki u samej dupy!- Styles próbował uciec od przyjaciela, ale Tommo nie dawał za wygraną. Ganiali się wokół stołu jak małe dzieci.
- Poczekaj chwilę! Odstaje ci tu jeden kosmyk- wskazał na grzywkę bruneta, który wywrócił oczami.
- Louis! Moje włosy są kręcone! Zawsze mi coś odstaje!- wyrzucił ręce do góry rozdrażniony.
- Dobra, już dobra...- jęknął wyraźnie niezadowolony szatyn- Ja tylko chciałem żebyś wyglądał zabójczo przystojnie w razie czego.
- W razie czego?- popatrzył na niego zdziwiony Hazza- Zresztą nie ważne. A tak na marginesie ja zawsze wyglądam zabójczo przystojnie i na dodatek seksownie.
- Większego narcyza niż ty to ja w życiu nie widziałem- skomentował zawyżone ego chłopaka Malik.
- Ja tylko stwierdzam fakt- bronił się loczek, przeglądając się kolejny raz w szybie regału.
- Nie wiem po co ci tak na tym zależy skoro pewnie i tak jej nie będzie...- dodał Zayn, a Harry zastygł w miejscu z ręką utkwioną w swojej czuprynie. W pokoju zapanowała grobowa cisza, a nasze spojrzenia powędrowały w stronę Nialla, który bawił się telefonem, podjadając co chwila coś ze stołu. I zostaw go tu człowieku na chwilę samego przy misce z jedzeniem...
- Nie patrzcie się tak na mnie. Tym razem nic nie wiem- zastrzegł wkładając do ust kolejną garść chipsów. Założyłem ręce na piersi i zmierzyłem go groźnym spojrzeniem.
- Niall...
- O jejku...- jęknął niezadowolony- Strasznie marudny jesteś Liam. Jak stara baba.
- A do ciebie można mówić a i tak wszystko odbija się jak grochem o ścianę- odgryzłem się, a on rozłożył bezradnie ręce jakby nic nie mógł na to poradzić. Postanowiłem darować sobie dzisiaj wychowywanie go i zwróciłem się do Harry'ego- Zaprosiłeś ją chociaż?
Chłopak pokręcił przecząco głową, a ja otworzyłem szerzej oczy. Zerknąłem kątem oka na Louisa, który jedynie wzruszył ramionami, nie komentując decyzji przyjaciela- Czemu?
- Po co sobie robić nadzieję, że przyjdzie? Teraz przynajmniej jestem pewny, że się nie pojawi i nie będę się przez cały wieczór rozglądał dookoła czy czasem nie stoi za moimi plecami.
- Dobrze zrobiłeś- przyznałem mu rację, a on spojrzał na mnie zdumiony.
- Naprawdę?
- Tak. Bez względu na to czy Kate się jeszcze kiedykolwiek do ciebie odezwie czy nie, musisz się dzisiaj świetnie bawić. W końcu to twoje urodziny! Nawet nie waż się być smutny lub na coś narzekać! No chyba, że Zayn zacznie puszczać jakieś smuty...
- Ej!- oburzył się nasz dj- Ja nie puszczam żadnego lamentu!
- To ciekawe czego ostatnio słuchałem z twojej playlisty jak pożyczyłeś mi telefon...- przypomniałem sobie to niedawne wydarzenie. Kto by pomyślał, że uchodzący w naszym zespole za bad boy'a Malik słucha Sary Bareilles...
- Puszczam to sobie gdy nie mogę zasnąć!- bronił się, ale wszyscy zdążyliśmy już zacząć pokładać się ze śmiechu widząc jego zaciętą minę mówiącą "I tak was przekonam, że moja siostra to wgrała!"
- Jasne... tylko winny się tłumaczy- zaznaczył Lou, a gdy mulat chciał mu coś odpowiedzieć usłyszeliśmy pierwszy dzwonek do drzwi.
- Nadeszła pora żeby wyjawić światu twój gust muzyczny Zayn- poklepałem go po ramieniu przechodząc obok niego i kierując się razem z Harry'm przywitać nowoprzybyłych. Jako pierwsi pojawili się Ed i Savan.
- Witamy naszego dorosłego mężczyznę!- wyszczerzyli się obaj i mocno go wyściskali, tworząc na jego głowie jeszcze większy nieład. Ed wyciągnął zza pleców dwie butelki wódki i podał mi je krzycząc na całe gardło:
- Czas zacząć zabawę!
Mieszkanie Kasi i Gaby
Nie jestem fanką telewizji. Uważam, że w większości przypadków nie wprowadza ona do naszego życia niczego wartościowego, dlatego ograniczam jej oglądanie do minimum. Przed telewizorem można mnie zobaczyć tylko i wyłącznie wtedy, kiedy razem z Gabą zasiadamy wygodnie na naszej sofie, ubrane w ciepłe piżamy i szlafroki z miską pyszności między nami, oczekując na kolejny odcinek serialu "Doktor House". Zawsze zaskakiwało mnie to jak po odbiciu kilku razy piłeczką o ścianę lub słysząc czyjąś wypowiedź, główny bohater nagle odstaje olśnienia i stawia bezbłędną diagnozę co może być jego nowemu pacjentowi po niezliczonej ilości badań i przypuszczeń. Choć sama miewam czasami takie przebłyski słysząc czyjąś rozmowę i nagle wpadam na pomysł nowej piosenki, tak opcja rzucania piłką czy kręcenia laską wydawała mi się mało prawdopodobna co do jej skuteczności w rozwiązywaniu jakichkolwiek problemów. Jednak tonący brzytwy się chwyta i tym razem postanowiłam spróbować i tego.
Od godziny leżałam na łóżku z nogami uniesionymi do góry i opartymi o ścianę, odbijając o nią moją prowizoryczną piłeczką zrobioną z poskręcanych i połączonych ze sobą apaszek. Ich zdolność do sprężystego odbicia pozostawiała wiele do życzenia, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma... czy jakoś tak.
Naśladując głównego bohatera serialu, próbowałam poukładać sobie w głowie wydarzenia ostatnich dwóch tygodnia. Najpierw propozycja dalszej współpracy z One Direction od Simona, potem pocałunek Harry'ego, spóźniony i kompletnie nieoczekiwany prezent od nieżyjących rodziców... jakkolwiek to brzmi i w końcu kolejna kłótnia z najlepszą przyjaciółką. Pominęłam coś? Nawet jeśli to może lepiej, że tego nie pamiętam, bo moja głowa już pęka od natłoku myśli i gdybym sobie o czymś jeszcze przypomniała to mogłaby eksplodować, a nie sądzę żeby ładnie wyglądała na moich ciemnoniebieskich i szarych ścianach. Moje gdybanie na temat wpasowania się dosłownie krwistej czerwieni do jak napisał producent na opakowaniu "granatowej nuta" i "szarej symfonii" (tylko ja mogłam wybrać kolory o nazwach związanych z muzyką. Zboczenie zawodowe) przerwało pukanie do drzwi. Nie musiałam się odzywać żeby wiedzieć, że osoba za nimi i tak wejdzie bez czekania na pozwolenie.
Gaba weszła do środka ubrana w soczyście malinową, obcisłą sukienkę i wysokie czarne szpilki. Włosy z jednej strony miała podpięte dwoma spinkami ozdobionymi małymi kryształkami, a makijaż miała lekki i stonowany. Przynajmniej w porównaniu do reszty.
- Przyszłam się tylko zapytać czy jedziesz ze mną na urodziny Harry'ego- stanęła w progu, opierając się o framugę z rękami skrzyżowanymi na piersi. Zerknęłam na nią kątem oka, po czym wróciłam do wcześniej przerwanej czynności.
- Nie zostałam zaproszona, więc nie- przypomniałam jej. Z jednej strony czułam ulgę nie dostając żadnej wiadomości o choćby minimalnej chęci ze strony Styles'a zobaczenia mnie na jego imprezie, ale z drugiej za każdym razem gdy myślałam o tym czemu postanowił mnie nie zapraszać czułam ukłucie rozczarowania. Moja psychika zdecydowanie szwankuje.
- Myślę, że ty nie musisz dostać zaproszenia. Poza tym pewnie myśli, że nie masz ochoty przyjść po tym co się stało i dlatego nie dostałaś żadnej wiadomości.
- A kto powiedział, że chcę tam pójść?- złapałam pęk apaszek i obróciłam się na bok, skupiając na niej całą swoją uwagę.
- Wiesz Kasia, może nigdy nie będę w stanie być dla ciebie takim wsparciem jak Tomek, ale nie ukryjesz przede mną tego co czujesz do tego chłopaka. Może sama sobie jeszcze nie zdajesz z tego sprawy, ale dla mnie jest to jasne jak słońce.
- Ciekawe...- prychnęłam pod nosem udając obojętność na to co usłyszałam.
- Nie mam zamiaru się już więcej dzisiaj z tobą kłócić. W ogóle nie chcę tego robić, ale ostatnio coś się zmieniło- oznajmiła, potwierdzając moje wnioski wysnute z mojej wcześniejszej analizy. Jednak ta piłka działa!- Chyba sama muszę przyznać, że zaczęło się to w momencie gdy poznałyśmy One Direction. Od tamtego czasu wszystko jest inne- dodała, a ja usiadłam na łóżku zaskoczona jej słowami. Nie spodziewałam się, że będzie o to obwiniać akurat ich- Niemniej jednak nie cofniemy czasu do jak się okazuje feralnego piątku, grudnia zeszłego roku i nie zrezygnujemy z pójścia na finał X Factora. Z jednej strony żałuję, że tam poszłam, bo gdybym wiedziała, że tak odbije się to na naszej przyjaźni prawdopodobnie bym się na to nie zdecydowała. Z drugiej strony dzięki temu poznałam najwspanialszego chłopaka na ziemi i znalazłam swoją bratnią duszę.
- Gaba...- chciałam się wtrącić, ale mi na to nie pozwoliła.
- Chodzi mi tylko o to, że po raz kolejny muszę przyznać ci rację. Nie możemy cofnąć czasu i zmienić podjętych przez nas decyzji. Musimy wziąć za nie odpowiedzialność i żyć dalej. Nie wiem co takiego powiedzieli ci moi rodzice, ale mam nadzieję, że kiedyś mi powiesz i będę mogła się do tego jakoś odnieść, ponieważ znając ciebie to coś sobie ubzdurałaś w tej swojej popieprzonej główce i źle ich zrozumiałaś- westchnęła, kręcąc zrezygnowana głową- Jeśli będziesz chciała możesz w każdej chwili przyjechać i świętować z nami urodziny Harry'ego. Jeśli nie, to trudno- wzruszyła ramionami i obróciła się na swoim wysokim obcasie- I jeszcze jedno...- spojrzała na mnie przez ramię- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że mogłabyś być równie szczęśliwa jak ja i znaleźć prawdziwą miłość. Oczywiście gdybyś tylko sobie na to pozwoliła...
Przyjaciółka opuściła mój pokój, a ja siedziałam jak skamieniała na łóżku, próbując odczytać każdą najdrobniejszą przesłankę jej wypowiedzi. Dopiero gdy usłyszałam drugie trzaśnięcie i odgłos przekręcanego klucza w zamku, ocknęłam się i rozejrzałam dookoła. Przyglądałam się rzeczom porozrzucanym po pokoju, nierówno zawieszonej zasłonie i stosie kartek leżących na biurku i półkach. Widok przede mną idealnie odzwierciedlał mój aktualny stan. Ostatnio wszystko w moim życiu było jednym wielkim bałaganem, który rozpętywał chaos również w mojej głowie i sercu, a prawda była taka, że tylko ja wiedziałam jak to wszystko poukładać w odpowiednich miejscach. Jednak im bardziej starałam się wszystko naprawić i stworzyć pozory panującego porządku, tym gorzej mi to wychodziło, przez co pakowałam się w jeszcze większe bagno. Być może Gaba ma rację. Może potrzebuję kogoś kto pomoże mi w posprzątaniu nie tylko mojego pokoju, ale także myśli? Tylko czy ktokolwiek będzie na tyle odważny żeby się tego podjąć?
Natchniona nagłym przypływem odwagi i determinacji, zeskoczyłam szybko z łóżka i rzuciłam się w kierunku szafy. Klęknęłam przed nią i próbowałem znaleźć obiekt moich poszukiwań pod stertą wrzuconych do niej luźno ubrań. Na mojej twarzy pojawił się cień uśmiechu kiedy poczułam swoją zdobycz. Wyciągnęłam ją przed siebie i wzięłam głęboki oddech nim zaczęłam się przebierać z podartych jeansów i luźnej koszuli. Po upływie czterdziestu minut byłam gotowa, przepełniona ekscytacją połączoną ze strachem. Z myślą, że kto nie ryzykuje ten nie wygrywa, zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania i zeszłam do czekającej już na mnie na dole taksówki. Jadąc w dobrze znanym mi kierunku moje obawy zaczęły narastać. Świetnie zdawałam sobie sprawę, że nie jestem gotowa na porażkę, ale nie tylko to spędzało mi ostatnio sen z powiek. Pytanie brzmiało- czy jestem gotowa na wygraną?
Dom One Direction
Impreza rozkręciła się na całego. Zaraz po przybyciu Eda z Savanem zaczęli przybywać kolejni goście, więc nie musieliśmy długo czekać aż salon i reszta domu wypełniła się masą ludzi. Przybyli starzy przyjaciele Harry'ego, nowi znajomi z X Factora oraz kilka osób zaproszonych przeze mnie i chłopaków, których Styles nawet nie zna, ale nie wygląda żeby jakoś bardzo mu przeszkadzało. Stwierdziliśmy, że im więcej pozna nowych osób, tym mniej będzie myślał o Kate. Stałem za swoją konsolą, obserwując tańczących przede mną ludzi, co chwilę popijając przygotowanego przez Liama drinka. Moją uwagę przykuła niewysoka blondynka, która poruszała się zmysłowo do każdej puszczanej przeze mnie piosenki, co chwilę zerkając na mnie i zmysłowo przygryzając dolną wargę. Skupiony na lustrowaniu jej ciała i obserwowaniu każdego ruchu, nie zauważyłem kiedy podszedł do mnie Louis.
- Skup się na robocie, bo zaraz zamiast muzyki, za atrakcję będzie robić twoja widoczna erekcja- klepnął mnie w plecy, sprowadzając mnie tym samym na ziemię.
- Myślałby kto!- zrzuciłem jego dłoń z mojego ramienia- Myślisz, że nie widzę jak wpatrujesz się w tą szczupłą brunetkę, która przyszła ze znajomymi Stylesa?
- Ja przynajmniej AŻ TAK tego nie okazuję- puścił do mnie oko i wyszczerzył się bezczelnie, ale nim zdążyłem się odgryźć usłyszeliśmy krzyk Nialla.
- Proszę wszystkich o uwagę!- uderzył kilka razy łyżką od sałatki w półmisek.
- Uświadomi go ktoś, że powinien użyć do tego kieliszka?- zwróciłem się do Liama, który pojawił się przy moim boku.
- Ja już nie mam siły go o niczym uświadamiać...- machnął na przyjaciela ręką i upił łyk swojego kolorowego napoju. Postanowiłem zrobić to samo i oczekiwałem co ważnego ma nam do powiedzenia Horan.
- Chciałbym ogłosić, że oficjalnie jesteśmy już w komplecie, dlatego to chyba najlepszy moment żeby odśpiewać naszemu solenizantowi Happy Birthday i złożyć życzenia.
Gaba, która niedawno przyjechała, zadbała o to żeby Harry w trakcie odśpiewywania wszystkim doskonale znanej piosenki był w centrum uwagi. Wciągnęła go na jedno z krzeseł, dzięki czemu wszyscy goście mieli na niego doskonały widok. Przez chwilę wydawało mi się, że chłopak się zarumienił czując na sobie wzrok kilkudziesięciu osób. Jakoś na scenie nie ma z tym problemu. Po kilku minutach zawstydzania loczka, nadszedł czas na składanie życzeń i wręczanie prezentów. Jako pierwszy dosłownie rzucił się na niego Lou, który zaczął go ściskać i całować w oba policzku, krzycząc mu do ucha:
- Wszystkiego najlepszego!- objął go ramieniem i poczochrał jego perfekcyjną fryzurę.
- Louis zostaw moje włosy!- wyrwał się z jego uścisku Styles- Możesz odpuścić przynajmniej w moje urodziny?
- Zastanowię się nad tym- jeszcze raz wyciągnął rękę w kierunku jego głowy, ale chłopak zdążył zrobić unik.
- Weź go już zostaw!- następny w kolejce był Liam- Harry, Harry, Harry...- uściskał go krótko Payne- Ja Ci po prostu życzę żebyś był szczęśliwy bez względu na to co się wydarzy.
- Dzięki Li- loczek odwzajemnił jego uśmiech i przytulił go jeszcze raz.
- Jak słodko...- mruknąłem pod nosem- Przesuń się. Teraz moja kolej!- podszedłem do najmłodszego z nas bliżej i pokręciłem z politowaniem głową patrząc na jego szeroki uśmiech- Pozwolisz, że ja ograniczę się jedynie do powiedzenia wszystkiego najlepszego. Nie dla mnie takie tkliwe zbliżenia.
- Zdziwiłbym się gdybyś był równie wylewny co reszta- przyjaciel zaśmiał się i wymienił ze mną szybki uścisk.
- Jezu, jak wy się wleczecie!- jęknęła rozdrażniona Gaba. Od razu kiedy ją zobaczyłem wiedziałem, że coś jest nie tak. Niestety nie miałem okazji dowiedzieć się co się stało, że ma taki zły humor. Gdy stanęła przed Harry'm, uśmiechnęła się do niego przepraszająco i podała mu małe pudełeczko owinięte czerwoną kokardką- Życzę Ci żebyś zdołał sobie wszystko wyjaśnić z...- Niall głośno odchrząknął i posłał swojej dziewczynie wymowne spojrzenie. Brunetka westchnęła cicho i ucałowała Stylesa w policzek- Wszystkiego najlepszego.
- Dzięki. Cieszę się, że przyszłaś- również podarował jej krótkiego całusa, na co Horan przyciągnął Gabę do siebie.
- Bo zacznę być zazdrosny...- ostrzegł nas wszystkich, jakbyśmy nie pamiętali jaki to potrafi być bojowy kiedy zaczyna czuć się zagrożony przez innych przedstawicieli płci męskiej. Czy on jest ślepy i nie widzi jak Gabrysia jest w niego zapatrzona? Czasami mam wrażenie, że gdyby się nawzajem nie kontrolowali to jedno z nich co chwilę wpadałoby na ścianę, albo uderzało w słup na ulicy, ponieważ nie mogą oderwać od siebie wzroku.
- Zazdrosny Niall równa się zły Niall- skomentował postawę przyjaciela Tommo, a my wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
Słuchając kolejnych żartów przyjaciół, jednocześnie rozglądałem się za wcześniej dostrzeżoną przeze mnie blondynką, z którą zdecydowałem się porozmawiać. "Żeby tylko...". Uśmiechnąłem się dam do siebie, kiedy dojrzałem obiekt moich poszukiwań przy drzwiach wejściowych do salonu. Rozmawiała z jakąś średniego wzrostu brunetką, która stała do mnie tyłem, dlatego nie mogłem rozpoznać kto to jest, chociaż wydawała mi się dziwnie znajoma. W pewnym momencie blondynka wskazała na naszą grupkę palcem z uśmiechem, a dziewczyna stojąca przed nią zerknęła przez ramię, sprawdzając co znajduje się za jej plecami.
- Kate?- powiedziałem sam do siebie, ale mój zaskoczony ton usłyszał Lou. Spojrzał w tą samą stronę co ja i otworzył szeroko oczy, po czym bez słowa ruszył w kierunku naszej tekściarki.
Idiotka. Co ja sobie myślałam? Jak niby mam to zrobić? Tak po prostu wejść i się przywitać? Sześć razy prosiłam kierowcę żeby zawrócił z powrotem do mojego mieszkania, więc dlaczego pomimo tego tu przyjechałam? "Przestań panikować i właź tam!". Nie. "Tak". Nie. "Tak!". Dobra! Już idę...
Trzęsącą się ręką bardziej ze zdenerwowania niż z zimna, nacisnęłam na klamkę i przeszłam przez wielkie białe drzwi. W środku przywitał mnie tłum ludzi i głośny gwar. Większość z nich trzymała w rękach kubki wypełnione alkoholem lub małe przekąski. Każdy wydawał się być w wyśmienitym humorze oprócz mnie. Z żołądkiem podchodzącym do gardła, zdjęłam płaszcz i rzuciłam go na stertę ubrań innych gości. Przecisnęłam się przez dyskutującą na jakiś mało ważny temat grupkę i weszłam do wypełnionego tańczącymi, rozgrzanymi ciałami salonu. Zrobiło mi się słabo. Czułam jak po plecach przechodzą mi ciarki, kiedy kilu chłopaków zaczęło wskazywać na mnie palcem, szepcząc coś jeden do drugiego. Nikogo nie rozpoznawałam i miałam wrażenie, że każdy uważa mnie tu za intruza. Z jednej strony mieli rację. Nie miałam oficjalnego zaproszenia, od któregokolwiek z chłopaków, dlatego też nie powinno mnie tu być. Nerwowo rozglądałam się za chociażby jedna znajomą twarzą, gdy nagle przy moim boku pojawiła się brunetka o kręconych włosach.
- Kate! Witaj kochana!- przytuliła się do mnie, a następnie wyciągnęła na szerokość swoich ramiona- Wyglądasz nieziemsko w tej sukience!- dokładnie przyjrzała się mojemu strojowi i uśmiechnęła się do mnie szeroko. Ja z kolei pomyślałam "Kim ona do cholery jest i skąd zna moje imię?!". Najwyraźniej moja mina mówiła dokładnie to samo, ponieważ dziewczyna postanowiła mi przypomnieć skąd się znamy- Pewnie mnie nie pamiętasz. Poznałyśmy się na sylwestrze u chłopaków. Jestem Danielle.
Danielle! Tak! Teraz pamiętam! To ta dziewczyna, w której zadurzył się Liam. I wszystko jasne!
- Przepraszam, że Cię nie poznałam. Strasznie dużo tu nowych twarzy i ciężko mi się w tym wszystkim połapać- machnęłam ręką na tłum za nami i przed nami, a ona zaśmiała się pod nosem.
- Onieśmiela cię?
- Można to tak ująć- zgodziłam się z jej stwierdzeniem i westchnęłam cicho- Widziałaś może któregoś z chłopaków?
- Gdzieś tutaj byli...- wyciągnęła swoją długą szyję ponad zgromadzonych obok nas ludzi, choć podejrzewam, że mogła to zrobić tylko i wyłącznie dzięki swoim niebotycznie wysokim szpilkom. Naprawdę nie rozumiem jak można w czymś takim chodzić- Zaczekaj tutaj chwilę. Zaraz wracam!- puściła do mnie oczko i zniknęła w otchłani nastolatków.
Miałam ochotę za nią krzyknąć żeby nie zostawiała mnie samej, ale było już za późno. Postanowiłam nie stać jak kołek i zwracać na siebie jeszcze większej uwagi innych gości. Po kilku głębokich wdechach odważyłam się zrobić pierwszy krok w poszukiwaniu kogokolwiek kogo znałam, ale od razu wpadłam na jakąś blondynkę.
- Przepraszam!- złapałam ją za ramię kiedy straciła równowagę. Zdecydowanie za dużo wypiła, choć jest dopiero dziewiąta.
- Nic się nie stało cukiereczku!- zachichotała słodko pod nosem. Wywróciłam w duchu oczami, starając się nie zwrócić kurczaka, którego zjadłam na obiad. Zdecydowałam darować sobie wyjaśniania, że nie jestem żadnym "cukiereczkiem", ponieważ i tak bym nic nie osiągnęła.
- Widziałaś może któregoś z chłopaków, którzy tu mieszkają?- zapytałam, kiedy w końcu przestała się śmiać z nie wiadomo czego.
- Nie wiem, którego konkretnie szukasz, ale ten przystojniak z czarnymi włosami i tatuażami stoi tam- wskazała palcem za moje plecy, a kiedy obróciłam się zobaczyłam przyglądającego się nam, zaskoczonego Zayna- Tylko czasem do niego nie zarywaj. Jest już zaklepany- spojrzała na mnie wymownie, po czym uśmiechnęła się ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
- Jasne. Jest twój- zapewniłam ją. Biedny Malik...
Nim zdążyłam znów spojrzeć w kierunku chłopaków poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
- Kate?- wzięłam głęboki wdech i obróciłam się, stając przodem do Louisa.
- Cześć...- uśmiechnęłam się krzywo- Ja... Przepraszam, że tak bez zapowiedzi, ale...- chłopak przerwał moje układane przez całą drogę tutaj wyjaśnienia, wybijając mnie z rytmu.
- Cieszę się, że jednak przyszłaś- uśmiechnął się do mnie ciepło, a ja odwdzięczyłam się tym samym.
- Tak... Posłuchaj, chciałabym...- próbowałam skupić się na tym co chciałam powiedzieć, ale po raz kolejny nie dano mi szansy. Tym razem przeszkodą okazała się Gaba.
- Co ty tu robisz?- spytała, zaskoczona moją obecnością.
- Właśnie staram się to wyjaśnić, ale co chwilę ktoś mi przerywa- mruknęłam zirytowana pod nosem, czego pewnie nawet nie słyszeli przez głośno grającą muzykę. Nim zdążyłam zebrać się w sobie i zacząć od początku, dołączyła do nas reszta One Direction, łącznie z Harry'm. Z nich wszystkich on wyglądał na najbardziej zaskoczonego. Nie wiedziałam czy jest zły, że przyszłam, czy wręcz przeciwnie. Szczerze wolałabym tą drugą opcję, ale nie liczyłam na żaden cud.
- Jesteś...- szepnął, a znaczenie jego słów dało się jedynie wyczytać z ruchu jego malinowych warg. Nie! Nie myśl o tym!
Uśmiechnęłam się do niego nerwowo, nie wiedząc co zrobić. Staliśmy wpatrzeni w siebie, nie zwracając uwagi na cała resztę dookoła. Dopiero kiedy Lou szturchnął go łokciem, chłopak ocknął się i przestał lustrować mnie wzrokiem. Przeczesał swoje jak zwykle nieułożone włosy i podszedł do mnie nieco bliżej.
- Masz ochotę się czegoś napić?- spytał, nachylając się w moją stronę.
- Moglibyśmy najpierw porozmawiać?- poprosiłam, przekrzykując muzykę. Chłopak złapał mnie za rękę, chcąc wyprowadzić mnie z salonu, kiedy usłyszeliśmy piskliwy głos jakiejś kobiety.
- Harry!- zatrzymałam się w miejscu, rozglądając się za osobą, która szukała najważniejszej osoby dzisiejszego wieczoru. Po chwili pojawiła się przy nas kolejna blondynka. Serio?! To są chyba jakieś żarty...
- Caroline...- warknął Harry, ściskając mocniej moją dłoń, a ja wywróciłam oczami.
- Wszędzie cię szukałam!- rzuciła się mu na szyję, przez co byłam zmuszona odsunąć się od jego boku- Wszystkiego najlepszego kochanie!- ucałowała go w usta, a mnie zatkało. Nie sądziłam, że przez kilka dni może się zmienić tak wiele.
Chcąc pogodzić się z przewidywaną wcześniej porażką, wycofałam się, zostawiając ich samych. Pierwszą myślą było wyjście stąd i dostanie się jak najszybciej do mojego mieszkania, ale moje plany pokrzyżowała stająca mi na drodze Gaba.
- Wychodzisz już?- spytała tak samo zaskoczona, jak wtedy kiedy mnie tu zobaczyła. Mogłaby się w końcu zdecydować czy się cieszy z mojego przybycia czy nie.
- Nie powinnam była tu w ogóle przychodzić.
- Co się stało?
- Nic- wzruszyłam ramionami- Powiedzmy, że mam ostatnio pecha i prześladują mnie śliczne dziewczyny o imieniu Caroline- wskazałam ruchem głowy na tulącą się do Styles'a kobietę.
- Wow...- skwitowała krótko obrazek za mną- Naprawdę chcesz już iść?
- Sama nie wiem...- pokręciłam zrezygnowana głową- Z tego co widzę to nie ma sensu żebym tu była ani chwili dłużej.
Gaba uśmiechnęła się do mnie smutno i przyciągnęła do siebie.
- Może pójdziesz na górę, a ja za chwilę do ciebie dołączę z czymś mocniejszym do picia?- zaproponowała, prowadząc mnie w stronę schodów- Będę za dwie minuty!
Weszłam na górę i usiadłam na kanapie, znajdującej się na końcu korytarza. Od razu przypomniała mi się sytuacja, kiedy zdecydowałam się tu odetchnąć podczas sylwestra u chłopaków, później dołączył do mnie Harry, a następnie naszą rozmowę przerwała nam Caroline... Cóż za ironia! Oparłam się o zimną skórę sofy i zamknęłam oczy, starając się skupić i zdecydować co teraz. Ale najpierw muszę się napić.
Zbycie Caroline zajęło mi dłużej niż sądziłem. Wiedziałem, że jest irytująca, ale żeby aż tak? Jak to się w ogóle stało, że ją zaprosiłem? Ktoś musiał mnie czymś naćpać.
Gdy w końcu udało mi się od niej uwolnić, szybko odnalazłem Gabę, która stała przy mini barze i najwyraźniej czekała aż Liam zrobi jej drinka. Bez dłuższego zwlekania podszedłem do niej i wypaliłem prosto z mostu.
- Gdzie jest Kate?
Dziewczyna zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem, od którego dostałem ciarek. Takiej to jej jeszcze nie widziałem.
- Nie mogłeś mi wcześniej powiedzieć, że znalazłeś już sobie pocieszenie, zanim starałam się przekonać ją żeby tu przyszła?!- krzyknęła na mnie, zwracając tym samym na nas uwagę kilku osób.
- O czym ty mówisz?!- zacząłem się bronić- Nikogo sobie nie znalazłem!
- To jak niby wyjaśnisz mi tą akcje z jakąś blondyneczką?! Jak mogłeś pocałować ją na oczach Kasi?!- uderzyła pięścią w stół. Co w nią wstąpiło? "Też mam ochotę ci przywalić!". Jeszcze ty!
- Pocałowałeś kogoś innego niż Kate?!- Payne spojrzał na mnie jakbym co najmniej kogoś zabił.
- Nikogo nie pocałowałem! To ona się na mnie rzuciła!
- Jasne...- prychnęła pod nosem Gaba.
Zacisnąłem pięści, starając się nie wybuchnąć i nie narażać się Niallowi, który pewnie zaraz by przybył swojej damie na ratunek, co skończyłoby się moim nokautem.
- Obiecuję, że wszystko jej wytłumaczę tylko powiedz mi gdzie jest!- podniosłem nieco głos, tracąc nad sobą kontrolę. Jeszcze chwila i ta rozmowa źle się skończy. Powinienem skorzystać z prezentu od Louisa.
- Chyba, że już wyszła...- wtrącił się Li, dla którego lepiej byłoby gdyby się wcale nie odzywał. Dla jego dobra, postanowiłem udać, że go nie usłyszałem i wpatrywałem się wyczekująco w Gabrysię.
- Jest na górze- odezwała się, ale zanim zdążyłem się ruszyć wyciągnęła w moją stronę rękę z wypełnioną po brzegi szklanką- Jej drink- wyjaśniła widząc moje zdziwienie. Wziąłem od niej napój i czym prędzej popędziłem na piętro domu.
Oparty o ścianę przyglądałem się z niewielkiej odległości Kate, która siedziała na kanapie z zamkniętymi oczami. Starałem się nacieszyć oczy jej widokiem, ponieważ nie wiedziałem czy kiedykolwiek jeszcze będę mógł ją tak bezkarnie obserwować. "Rusz się w końcu, bo będziesz tak stał do jutra, albo ktoś zaraz przyjdzie i nici z rozmowy!", upomniała mnie moja podświadomość. Zmuszony do przyznania jej racji, wziąłem się w garść i podszedłem do brunetki zajmując miejsce koło niej. Gdy tylko usiadłem obok, od razu otworzyła oczy i spojrzała na mnie... wystraszona?
- Hej...- szepnąłem, podając jej drinka. Dziewczyna ostrożnie wzięła ode mnie napój, po czym skupiła wzrok na swoich zaciśniętych na szklance dłoniach.
- Gdzie Gaba?
- Na dole. Przekonałem ją żeby powiedziała mi gdzie jesteś- wyjaśniłem czemu to ja się tu znalazłem, a nie jej przyjaciółka. Sądziłem, że zaraz wstanie i zostawi mnie tu samego, nie chcąc mnie słuchać, ale nic takiego się nie stało. Cisza i napięcie, które zawisło nad nami było nie do zniesienia.
- Jak podróż?- wypaliłem pierwsze co nawinęło mi się na język, żeby tylko nie zaczynać żadnego drażliwego tematu. Jeszcze nie teraz.
- Zadziwiająco dobrze- odpowiedziała cicho- Dziękuję za listę piosenek, którą mi wysłałeś. Muszę przyznać, że zdziałała cuda.
Słysząc jej słowa, moje serce zaczęło się radować jak nigdy dotąd, co odzwierciedliło się nieśmiałym uśmiechem na mojej twarzy.
- Cieszę się, że mogłem pomóc.
- Drugi raz w życiu wysiadłam z samolotu bez ochoty zwrócenia wszystkiego co zjadłam w ciągu ostatniego tygodnia- przyznała, jakby sama nie wierzyła, że to możliwe.
- Kiedy był pierwszy?- pociągnąłem temat, który wydawał się być aktualnie najbardziej neutralny i bezpieczny.
- Kiedy wracaliśmy razem ze Szwecji- oznajmiła, obracając się w moją stronę i krzyżując nasze spojrzenia. Niesamowita zieleń jej oczu przeszywała mnie na wskroś, powodując ciarki na moim ciele. Za każdym razem gdy się w nich zatapiałem, miałem wrażenie, że mają inny, jeszcze piękniejszy odcień, choć sądziłem, że to niemożliwe. Mój wewnętrzny zachwyt nad jej urodą przerwał jej równie piękny głos- Jak ci się podoba impreza?
Słysząc jej pytanie zacząłem się śmiać. Naprawdę po tym wszystkim pyta mnie czy dobrze się bawię? Skoro chce wiedzieć...
- Jak na razie nie mogę narzekać. Chłopcy się bardzo postarali- doceniłem ich starania- Ale chyba największą niespodzianką jest twoje przybycie.
Kate odwróciła z powrotem wzrok i upiła łyk swojego alkoholu.
- A jak prezenty?- udała, że nie usłyszała tego co powiedziałem, a ja nie chciałem za bardzo na nią naciskać.
- Hmm... To zależy. Niektóre są kompletnie nie trafione, jak na przykład młynek do kawy, ale z większości będzie pożytek.
- Młynek do kawy?- popatrzyła na mnie jak na wariata, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Najważniejsze, że znów mogłem podziwiać jej twarz.
- W sumie to nawet nie wiem od kogo to. Może sprzedam go na ebay'u.
- Albo naucz się parzyć dobrą kawę- zaproponowała.
- Umiem parzyć kawę!- oburzyłem się jej mała wiarą w moje zdolności- Nie chcę ci nic wypominać, ale to ja wygrałem nasz mały pojedynek w kuchni...
- Rzeczywiście- uśmiechnęła się tajemniczo pod nosem. Czyżby coś ukrywała?- To który prezent jest najfajniejszy?
- Wszyscy stwierdzili jednogłośnie, że ten od Louisa.
- A co ci dał?- spytała autentycznie zainteresowana.
- Taką małą skrzyneczkę, do której wsadził paczkę melisy, herbatki ziołowe na uspokojenie i płytę z muzyką relaksującą- opisałem jej zawartość pudełka- O! I jeszcze jakieś śmierdzące kadzidełka- skrzywiłem się, przypominając sobie ich zapach. Gdzie on kupił takie ohydztwo?!
- Muszę przyznać, że faktycznie jest to chyba najbardziej udany prezent- poparła zdanie reszty moich przyjaciół, na co ja wywróciłem oczami.
W tym momencie temat się wyczerpał, a między nami znów zapanowała nieznośna cisza, którą przerwały odgłosy kilku osób, które wchodziły na piętro.
- Możemy iść gdzieś indziej? Naprawdę musimy porozmawiać...- poprosiła kolejny raz i tym razem zrobiłem wszystko żeby nam nikt nie przerwał. Chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do mojego pokoju zamykając za nami drzwi. Dziewczyna rozglądała się dookoła, przechodząc przez środek, aż stanęła przy wyjściu na balkon. Kolejny raz przelatywałem wzrokiem po jej ciele od góry do dołu, podziwiając zgrabną sylwetkę, którą dzisiejszego wieczoru podkreśliła białą sukienką na jedno ramię, sięgającą do połowy jej uda. Swoje lekko falowane włosy opięła w luźnego koka, odsłaniając tym samym głębokie wycięcie na plecach. Nie mogłem się powstrzymać od przygryzania wargi chcąc zahamować tworzące się w mojej głowie scenariusze, które gdyby tylko była moja od razu wprowadziłbym w życie. Po chwili obróciła się do mnie chowając twarz w dłoniach. Nie wiedziałem co się dzieje, dlatego postanowiłem zainterweniować.
- Kate...
- Nie- przerwała mi unosząc swą drobną dłoń do góry- Kiedy tu jechałam miałam wszystko poukładane i dokładnie wiedziałam co chcę ci powiedzieć, ale gdy tu przyszłam, zobaczyłam cię z Caroline...
- To nie tak jak myślisz...- wtrąciłem się, ale ona nie chciała mnie wysłuchać.
- To nie ma teraz znaczenia Harry.
- Oczywiście, że ma!- uniosłem się, ale widząc smutek na jej twarzy mój rozszalały wewnątrz temperament od razu przygasł- Ona nic dla mnie nie znaczy. Uczepiła się mnie jak rzep psiego ogona!
-Styles!- podeszła do mnie i położyła palec na ustach- Możesz mnie wysłuchać w spokoju chociaż raz? Nie chcę żeby ta rozmowa skończyła się tak ja poprzednia.
Wspomnienia nawiedziły moją głowę, kiedy to opanował mnie strach, że już nigdy więcej jej nie zobaczę przez własną głupotę. Nie mogłem popełnić drugi raz tego samego błędu. Skinąłem lekko głową dając jej do zrozumienia, że nie będę się wtrącał, a ona opuściła rękę.
- Zanim przejdę do sedna, chciałabym ci złożyć życzenia, dobrze?- ponownie przytaknąłem, a brunetka wzięła głęboki wdech- Przede wszystkim życzę ci spełnienia marzeń. Żebyś razem z chłopakami osiągnął sukces o jakim nawet nie śniliście. Naprawdę wierzę, że stać was na wiele i jeśli tylko nie zatracicie tego jacy jesteście cały świat was pokocha. Poza tym chciałabym abyś zawsze czuł się spełniony w tym co robisz i żeby sprawiało ci to radość. Żebyś otaczał się ludźmi, którzy będą wywoływać uśmiech na twojej twarzy, ukazując te słodkie dołeczki, nawet wtedy kiedy nie będzie ich obok- nie mogłem się nie uśmiechnąć słysząc jej słowa, a gdy tylko to zrobiłem wytknęła oba wspomniane przez nią punkty na mich policzkach- I na koniec pozwól, że ukażę swoją egoistyczną stronę i połączę życzenia dla ciebie z jednym swoim. Życzę nam obojgu żebyśmy w końcu przestali ze sobą walczyć. Do niczego to nie prowadzi, a jedynie krzywdzi nas oboje- spuściła wzrok i skupiła go na czubkach swoich butów. Złapałem ją za podbródek i uniosłem go do góry, zmuszając ją żeby na mnie spojrzała.
- Dziękuję- szepnąłem opierając swoje czoło o jej- To najlepsze życzenia jakie kiedykolwiek słyszałem.
- Cieszę się- uśmiechnęła się lekko- W takim razie czas na prezent...
- Prezent?- spytałem zaskoczony- Masz dla mnie prezent?
- Oczywiście, że tak. Jak mogłabym przyjść na czyjeś urodziny nie dość, że nie zaproszona to jeszcze bez prezentu?- pokręciła z niedowierzaniem głową- Poczekaj tu chwilę, a ja zaraz wracam.
Wciąż w lekkim szoku usiadłem na brzegu mojego łóżka i w napięciu czekałem na powrót Kate. Na szczęście moja cierpliwość nie została wystawiona na wielką próbę, ponieważ po niecałej minucie była już z powrotem. Zdziwił mnie jej widok z gitarą w ręce, ale to jeszcze bardziej podsyciło moje zaciekawienie.
- Nie miałam czasu na kupienie czegokolwiek, ponieważ sama nie spodziewałam się, że tu przyjdę, dlatego nie masz co liczyć na coś materialnego i oczywiście nie będzie on lepszy niż podarunek Louisa, ale zawsze warto spróbować- tłumaczyła się, ale zupełnie niepotrzebnie. Dla mnie wystarczającym prezentem było to, że tu przyszła- Z racji tego, że nie jestem zbyt dobrym mówcą jeśli chodzi o wyrażanie samej siebie i tego co myślę o innych, postanowiłam zrobić dla ciebie coś co robię najlepiej stąd też musiałam się posunąć do kradzieży gitary Nialla- wskazała ręką na instrument spoczywający na jej kolanach- Tylko nic mu nie mów, bo mnie jeszcze zwolni, albo poda do sądu- puściła do mnie oczko, a ja zacząłem się śmiać.
- Obiecuję- położyłem rękę na piersi, a ona uśmiechnęła się do mnie znad długich rzęs.
- W takim razie pewna o moją przyszłość chyba mogę zacząć...
Kate złapała pierwszy akord i pociągnęła za kilka strun. Tak ja zawsze była bardzo skupiona na tym co robi, zwłaszcza kiedy grała. Mógłbym bez końca przyglądać się jej spokojnej sylwetce kiedy robiła to co kocha. Starałem się wyłapać każde słowo i każdy najmniejszy dźwięk z piosenki, którą dla mnie napisała. Tylko dla mnie. Czy to nie wspaniałe?
Choć na początku wydawała mi się ona dość smutna i przygnębiająca, w końcu zrozumiałem, że wcale tak nie jest. W jej słowach zawarte były wszystkie obawy i rozterki. Wszystko to czego bała się wypowiedzieć na głos zaczynało wydobywać się z jej zamkniętego do tej pory na cztery spusty wnętrza. To nie była zwykła piosenka. Były to odpowiedzi na część niezadanych przeze mnie do tej pory pytań, na które dostawałem odpowiedź bez obawy o to, że mogę ją zranić swoim zbytnim zainteresowaniem i wścibstwem. Tak bardzo chciałem żeby chociaż na chwilę oderwała wzrok od gitary i spojrzała na mnie. Żebym dosłownie przez sekundę mógł dostrzec odbicie jej duszy i w pełni zrozumieć jej zachowanie, podejmowane decyzje i charakter. Dowiedzieć się czemu jest tym kim jest i co do tego doprowadziło. Czemu tak naprawdę tu przyjechała, czemu w ogóle wyjechała i co skrywa jej wciąż mało znana dla mnie przeszłość.
Koncentrując się znów na śpiewającej dziewczynie udało mi się wyłapać coś jeszcze. Coś czego nigdy nie spodziewałem się usłyszeć z jej ust, a co dopiero po tak krótkim czasie od naszego ostatniego, nieszczęsnego spotkania. Była to pewna forma obietnicy, która napawała mnie niesłychaną radością. Nie mogłem uwierzyć, że Kate właśnie dała mi słowo, że spróbuje być lepszą, pomimo tego, że obawiała się tego czego od niej oczekuję. Prawda jest taka, że dla mnie już była idealna pomimo swoich wad. Sam do końca nie wiedziałem czego pragnę. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie mogę wymagać od niej jednoznacznych deklaracji, i że muszę ją jak najszybciej o tym uświadomić, ale nie chciałem jej przerywać. Jak mógłbym to zrobić?
Gdy skończyła przez moment wciąż wpatrywała się w gitarę, po czym odłożyła ją na bok oczekując mojej reakcji. Przysunąłem się bliżej niej i objąłem jej twarz jedną ręką pocierając kciukiem o policzek. Dziewczyna położyła swoją dłoń na mojej opuszczając jej razem, ale nie przerwała naszego kontaktu kiedy znalazły się na jej udach. Po jej szczerym wyznaniu przyszedł czas na moje.
- Przepraszam za wszystko co zrobiłem i powiedziałem. Nie powinienem się tak zachowywać i dać ponosić emocjom- zacząłem, a ona słuchała dokładnie każdego mojego słowa, zupełnie tak jak ja przed chwilą jej- Nie potrafię się zamknąć w odpowiednim momencie i zachować to co myślę dla siebie, ale obiecuję, że nad tym popracuję. Proszę cię tylko żebyś mi dała jeszcze jedną szansę. Wiem, że robiłem to już wiele razy, ale chyba jeszcze nigdy mi tak na tym nie zależało jak teraz. Nie wiem co zrobię jeśli mi nie wybaczysz...- wstałem zdenerwowany i zacząłem chodzić w tę i z powrotem po pokoju- Tracę przy tobie głowę. Nie wiem co robię, ani mówię. Czuję się jakbym żył w jakimś alternatywnym wszechświecie. Wszystko nagle staje się inne i lepsze gdy tylko wkraczasz do tego samego pokoju co ja. Gdy mogę cię dotknąć to tak jakbym dotykał czegoś świętego i zakazanego, ale choćbym miał spędzić przez to całą wieczność w piekle to i tak jest to tego warte- zaciągnąłem się powietrzem, chcąc kontynuować swój monolog- Nie umiem tego wytłumaczy słowami. To coś...
- Wiem- odezwała się, patrząc przed siebie.
- Wiesz?- powtórzyłem, a dziewczyna przytaknęła.
- Jest wiele rzeczy, które ciężko wyjaśnić, a to... coś jest jedną z nich.
Wstała z łóżka i podeszła do mnie stając tak blisko, że dzieliły nas dosłownie milimetry. Mój zakazany owoc, bliżej niż na wyciągnięcie ręki.
- Nie potrafię i nie chcę zapomnieć tego co do tej pory sobie powiedzieliśmy i zrobiliśmy. To i tak by nic nie dało. Poza tym lepiej żebyśmy o tym pamiętali i starali się nie powtarzać tych samych błędów, nie sądzisz?- skinąłem twierdząco głową, a ona uśmiechnęła się delikatnie i ujęła moją twarz w swoje dłonie- Zrobię teraz coś czego być może będę jutro żałować, przez co będę się dziwnie zachowywać, a być może nawet nie odezwę się do ciebie przez jakiś czas, ale chcę żebyś wiedział, że to nie twoja wina tylko moja.
- Jeśli ja również muszę ponieść za to karę to się nie zgadzam- oznajmiłem, opuszczając jej dłonie i odsuwając się trochę, ale Kate nic sobie z tego nie robiła. Zamiast uszanować moje zdanie ponownie zbliżyła się do mnie tym razem tak, że nasze ciała się stykały.
- Nie interesuje mnie to. Mówiłam już, że czasami jestem egoistką i to jest właśnie ten moment- chwyciła mnie za przedramiona i oplotła je wokół swojej talii- Nawet nie waż się przerywać dopóki ja tego nie zrobię, jasne?
Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, dziewczyna zarzuciła mi ręce na szyję i zbliżyła nasze twarze do siebie. Byłem w szoku kiedy poczułem jej bladoróżowe usta na swoich. Delikatnie smakowały się nawzajem, aż Kate pogłębiła nasz pocałunek. Nie wiedziałem co się dzieje. Bałem się drgnąć żeby jej tylko nie wystraszyć. Za nic nie chciałem żeby przestawała i byłem gotowy nawet się udusić, ale nigdy nie pozwoliłbym jej się ode mnie odsunąć. Niestety kiedyś musiał nadejść ten moment, a gdy tak się stało pokój wypełniał jedynie odgłosy naszych ciężkich oddechów.
- Wszystkiego najlepszego Harry- szepnęła mi prosto w usta i wyswobodziła z moich objęć.
- Czemu to zrobiłaś?- spytałem przykładając palce do nabrzmiałych ust, wciąż nieco oniemiały.
- Uznałam, że ze wszystkich błędów jakie do tej pory popełniłam ten będzie najlepszy- wzruszyła bezradnie ramionami i zaczęła kierować się w stronę drzwi. Chyba sobie żartowała jeśli myślała, że pozwolę jej tak po prostu odejść. Pociągnąłem ją za rękę i przyparłem plecami do ściany. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona wstrzymując oddech.
- Harry...- chciała coś powiedzieć, ale przyłożyłem jej palce do ust, żeby ją uciszyć.
- Teraz moja kolej- upomniałem ją- Wiem, że nie możesz mi nic obiecać, tak samo jak ja tobie. Wiem, że być może moje największe marzenie związane z twoją osobą nigdy się nie spełni, ale chcę żebyś zdawała sobie sprawę z tego, że niczego od ciebie nie oczekuję. Zależy mi jedynie na tym abyś za każdym razem gdy usłyszysz moje imię, delikatnie się rumieniła i uśmiechała przypominając sobie dzisiejszy wieczór tak samo jak ja będę to robił. A teraz pozwól, że ja popełnię najlepszy błąd życia i wbrew twojej woli postaram się naprawić wspomnienie naszego pierwszego pocałunku, który był beznadziejny- oznajmiłem, a ona zaśmiał się pod nosem, ale gdy tylko poczuła moją rękę na swojej talii przestała. Tym razem to ja przejąłem kontrolę, przez co nasz pocałunek był o wiele dłuższy i bardziej namiętny. Zupełnie zapomnieliśmy o imprezie odbywającej się na dole, zatracając się w sobie bez reszty w tym niezwykłym i niepowtarzalnym doznaniu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Cześć!
Witam wszystkich po dość długiej przerwie. Na początku chciałabym bardzo podziękować za waszą cierpliwość i zrozumienie. Dzięki temu zdałam sesję śpiewająco i bez niepotrzebnych zmartwień mogłam napisać ten rozdział :) Tym którzy trzymali kciuki i życzyli mi powodzenia dziękuję podwójnie! W ramach podziękowania dedykuję wam ostatni akapit tego rozdziału. Mam nadzieję, że spełnił wasze oczekiwania. A tak w ogóle to jak wam się podobało? ;>
Dodatkowe podziękowanie kieruję to mojej kochanej @charls_grey (greenaple), która pomogła mi z dodaniem piosenki do rozdziału. Dziękuję kochana! Jesteś najlepszą przyszywaną siostrą ever! <3
Jeszcze raz dziękuję za cierpliwość!
Pozdrawiam!
Xx.
W ciągu jednej nocy Jej świat wywrócił się do góry nogami. Próbując ponownie odnaleźć się w otaczającej jej rzeczywistości, wyjeżdża do Anglii, gdzie stara się zacząć nowe życie. Niezwykle uzdolniona muzycznie dziewczyna staję się najlepszą i najbardziej pożądaną "tekściarką" w muzycznym show biznesie. Jednak czy TO jej wystarczy aby znów być szczęśliwą? Czy pięciu chłopaków z najsłynniejszego boysband'u na świecie namiesza jej w głowie i pokaże jak w pełni cieszyć się z życia?
8 lutego 2014
13 stycznia 2014
1
Mieszkanie Kasi i Gaby
Jedno z najgorszych uczuć jakiego można doświadczyć jest wtedy, gdy patrzysz na osobę którą kochasz i wiesz, że jest załamana, a ty nie możesz jej pomóc. Czułem się taki bezsilny. Gabrysia od kilku dni była niespokojna i co chwilę zerkała na telefon, sprawdzając czy przyjaciółka nie zostawiła jej przypadkiem jakiejś wiadomości. Lubię Kate, ale gdy tylko wróci to nie zostawię na niej suchej nitki. Chociaż może lepiej powierzyć to zadanie Harry'emu? On ma w tym większe doświadczenie, a poza tym i tak ma już u niej przerąbane.
Leżeliśmy na łóżku i udawaliśmy, że jesteśmy zajęci. Ja zawzięcie wpatrywałem się w ekran komputera, a Gabrysia "czytała" książkę, choć od dwudziestu minut dalej była na tej samej stronie. Przyciągnąłem ją bliżej siebie i ucałowałem w czubek głowy, ale dziewczyna nawet tego nie zauważyła. Kate naprawdę ma u mnie wielkiego minusa.
- Na pewno wszystko jest w porządku- szepnąłem ściskając jej dłoń. Brunetka podniosła się nieco wyżej i spojrzała na mnie z niezrozumieniem- Sugeruję żebyś przestała się denerwować, ponieważ Kate nic nie jest i niedługo wróci. Rozmawiałaś z nią wczoraj?
- Tak, ale nie była to długa rozmowa...- westchnęła opierając się o wezgłowie łóżka- Nienawidzę żyć w takiej niepewności. Muszę wiedzieć co się dzieje, ale ona nie chce mi nic powiedzieć.
- Może to nic ważnego czym wypadałoby się martwić- zasugerowałem, a Gabrysia prychnęła pod nosem.
- Oczywiście, że to coś ważnego!- oburzyła się- Nie widziałeś w jakim była stanie gdy skończyła rozmawiać z moim tatą- zacisnęła oczy przypominając sobie reakcję przyjaciółki- Irytuje mnie to, że nikt nie chce mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi. Nawet moi rodzice. W końcu to ja jestem ich rodzoną córką, a ona...- ugryzła się w język, napinając wszystkie mięśnie. Wstała i za wszelką cenę unikała mojego wzroku.
- A ona co?- dopytywałem się, ale odpowiadała mi cisza. Gabrysia w końcu spojrzała na mnie z zakłopotaniem wymalowanym na twarzy. Już otworzyła usta by coś powiedzieć, kiedy zadzwonił jej telefon.
- Halo? Kasia!- przysiadając na krześle przy biurku oddając się bez reszty rozmowie- Co słychać? U mnie wszystko w porządku, a u ciebie? Też tęsknię...- zerknęła na mnie i słabo się uśmiechnęła- Wracasz?! Kiedy?- jej uśmiech zdecydowanie się poszerzył, a w oczach znów zaczęły tańczyć te wesołe iskierki, które mogłem podziwiać dotąd każdego dnia, a przez Kate znikły na jakiś czas- To świetnie! Odebrać cię z lotniska? To napisz mi o której. Wcale nie! Sama jesteś pajacem! Spadaj!- dziewczyna zaczęła się śmiać, a moje serce zaczęło się radować słysząc ten piękny dźwięk- Obiecuję, że będę na czas. Do zobaczenia. Też cię kocham...
Gabrysia wskoczyła na łóżko i mocno mnie od siebie przytuliła, po czym zaczęła całować. W tym momencie nadszedł czas na zadanie sobie najtrudniejszego pytania w moim dotychczasowym życiu. Bardziej chcę się dowiedzieć co powiedziała Kate, czy pozwolić sytuacji się rozwinąć. A niech mnie!
Odsunąłem ją nieco od siebie, a ona spojrzała na mnie nieco zaskoczona moim zachowaniem, ale dalej z zadowoleniem na twarzy.
- Nie żebym narzekał czy coś, ale powiesz mi co takiego mówiła Kate?- spytałem, wciąż przytrzymując ją blisko siebie w razie gdyby odpowiedź brzmiała "nie", dzięki czemu mógłbym od razu powrócić do przerwanej czynności.
- Wraca za trzy dni. Mam odebrać ją z lotniska.
- Za trzy dni?!
- Taaak... To źle?
- Świetnie, ale wtedy Harry ma urodziny i organizujemy mu przyjęcie. Oczywiście jesteś zaproszona- uśmiechnąłem się do niej i skradłem małego całusa- O której wraca?
- Wieczorem powinna wylądować na Heathrow. Najwyżej się nieco spóźnię.
- A może zabierzesz ją ze sobą?- zaproponowałem, a dziewczyna spojrzała na mnie jak na wariata.
- Naprawdę sądzisz, że to dobry pomysł? Ona sama do tej pory nie przyznała się przede mną o tym, że Styles ją pocałował, a myślisz, że będzie chciała jechać do niego na urodziny? Niepoprawny optymista z ciebie Niall- ucałowała mnie w czubek nosa i położyła obok, wtulając w mój bok.
- Tak tylko głośno myślę...- westchnąłem, przeczesując jej krótkie włosy.
- Mogę się jej ewentualnie zapytać czy miałaby ochotę pójść jeśli w ogóle będzie w stanie ze mną rozmawiać.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie i obserwowałem jak jej napięta do tej pory sylwetka zaczyna się rozluźniać. Jeden telefon i jakby ręką odjął. Może jednak nie będę się wyżywał na naszej tekściarce i pozwolę jej napisać jeszcze kilka hitów.
- Mogę cię o coś spytać?- złapałem ją za podbródek i uniosłem go do góry żeby na mnie spojrzała. Brunetka skinęła lekko głową- Możesz mi wytłumaczyć co miałaś na myśli mówiąc, że jesteś rodzoną córką swoich rodziców, a Kate kimś innym? Miałaś na myśli, że ona jest tylko przyjaciółką, tak?
Całe napięcie, które z niej zeszło wróciło z podwójną siłą. Czy ja mógłbym się czasem zamknąć? Chyba zaraziłem się tym niepotrzebnym gadulstwem od Hazzy. Trzeba go zamknąć w izolatce. Może piwnica by się do tego nadawała?
Gabrysia nie odzywała się przez dłużą chwilę, wpatrując się w plakaty wiszące na ścianie. Kiedy już miałem powiedzieć, że nie musi odpowiadać jeśli nie chce, powierzyła mi chyba największą tajemnicę na temat Kate jak do tej pory.
- Widzisz, ona...- wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy myśląc, że gdy to zrobi jej wina ujawnienia tego sekretu będzie mniejsza- Kasia jest moją przyrodnią siostrą. W pewnym sensie.
- Chyba nie rozumiem...- pokręciłem zmieszany głową- Albo nią jest albo nie. Nie może być "w pewnym sensie".
- To dość skomplikowana sytuacja- odparła odsuwając się ode mnie i siadając na kraju łóżka- Kocham cię nad życie Niall, ale jeśli chodzi o Kasię to naprawdę powinnam trzymać język za zębami. To nie jest tak, że nie chcę ci powiedzieć. Po prostu nie mogę. Musisz to zrozumieć.
- Rozumiem tylko...
- Jeśli rozumiesz to nie może być żadnego "tylko"- stwierdziła stanowczo patrząc mi prosto w oczy- Nie chcę się o to kłócić. Już i tak powiedziałam tobie i chłopakom za dużo.
- Sądzisz że mógłbym się wygadać?
Gabrysia westchnęła i schowała twarz w dłoniach.
- Oczywiście, że nie, ale chociażby ze strony czysto moralnej nie powinnam nawet o tym wspomnieć. To jej sekret i jeśli kiedyś będzie chciała to wam go wyjawi. Ja nie mam do tego prawa. Gdyby tu chodziło tylko o mnie od razu bym ci powiedziała, ale tak nie jest, dlatego proszę zakończmy ten temat- powiedziała na jednym wdechu i popatrzyła na mnie błagalnie.
- To chyba faktycznie bardzo skomplikowane skoro Savana nazywa swoim bratem, a na pewno nie jest jego przyrodnią siostrą, a ciebie nie. Chociaż z nią to nic nie wiadomo. Jeszcze trochę i okaże się, że ja jestem jej rodziną...
- Niall! Błagam! Odpuść!- wyrzuciła ręce w górę, po czym zdenerwowana podeszła do okna. Chyba rzeczywiście powinienem się zamknąć.
- Przepraszam...- westchnąłem stając za nią i obejmując ramionami w talii- Nienawidzę patrzeć jak jesteś smutna, dlatego mnie trochę poniosło- wyjaśniłem swoje zachowanie, co wcale go nie usprawiedliwiało- Nie gniewaj się na mnie. Proszę.
- Nie gniewam- obróciła się w moich ramionach, stając do mnie przodem- Nic nie jest takie jak ci się wydaje. Prawda jest taka, że im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Sama się wpakowałam w ten krąg tajemnic, ale wcale nie żałuję. Dla niej zrobiłabym to jeszcze raz, pomimo tego, że chodzę teraz i obgryzam z nerwów paznokcie.
- Łe! Nie robisz tego!- ująłem jej dłoń i zacząłem przyglądać się jej wypielęgnowanym palcom.
- Jasne, że nie! Tak się tylko mówi- klepnęła mnie w ramię, śmiejąc się przy tym z mojej zdegustowanej miny- Nie rozmawiajmy już o tym. Cieszmy się, że Kasia wraca i zapomnijmy o wszystkich problemach. Masz jakiś pomysł jak to zrobić?- spojrzała na mnie niewinnie, a ja od razu wiedziałem co ma na myśli. Zbliżyłem swoją twarz do jej i szepnąłem prosto w usta.
- Chyba mam pewien pomysł...
Polska, Wrocław, kancelaria notarialna
Kiedy już myślałem, że ten okropny dzień dobiegł końca moja sekretarka poinformowała mnie, że mam jeszcze jedno spotkanie.
- Jak to możliwe? Przecież pracujemy tylko do osiemnastej- spytałem srogo, lustrując moją nową pracownicę od góry do dołu.
- Tak, ale sam pan powiedział, że jeśli ta dziewczyna będzie się chciała z panem umówić na spotkanie mam nie zwracać uwagi ani na dzień, ani na godzinę...- odpowiedziała tak cicho, że ledwie byłem w stanie ją usłyszeć. Nim zdążyłem się zapytać kogo ma dokładnie na myśli rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę!- krzyknąłem przez gabinet, a w progu stanęła elegancko ubrana młoda dziewczyna. Od razu ją rozpoznałem po tym wyjątkowo tajemniczym błysku w oku- Katarzyna. Miło mi cię znowu widzieć- uścisnąłem jej dłoń kiedy razem z jakimś chłopakiem stanęła naprzeciwko mnie.
- Odpowiedziałabym tak samo, ale chyba nie wypada okłamywać prawnika- uśmiechnęła się lekko i przedstawiła swojego towarzysza- To jest Tomek, mój przyjaciel. Chciałabym żeby uczestniczył w tym spotkaniu jeśli to nie stanowi żadnego problemu.
- Oczywiście, że nie- zgodziłem się i wskazałem na dwa fotele stojące przy biurku- Usiądźcie. Może chcecie coś do picia?
- Dziękujemy- dziewczyna odpowiedziała za nich oboje, chociaż wydawało mi się, że jej przyjaciel miał ochotę na szklankę wody.
- Jak ci się podoba Anglia? Dalej mieszkasz w Londynie?- spytałem będąc ciekawy jak potoczyła się historia tej biednej dziewczyny.
- Tak. Pogoda mogłaby być nieco lepsza, ale nie narzekam. To dobre miejsce żeby uciec i poddać się wirowi pracy- odpowiedziała nie spuszczając ze mnie wzroku. Jedno mogę powiedzieć- zmieniła się i teraz już nie przypomina przestraszonej i zagubionej nastolatki, którą zobaczyłem po raz pierwszy- Co słychać w pięknym Wrocławiu? Dużo się zmieniło odkąd wyjechałam?
- Tyle tylko, że jest więcej dziur w drogach i kilka odświeżonych kamienic. Nic specjalnego...- machnąłem ręką, a dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Chyba powinnam się wybrać na małe zwiedzanie zanim wrócę- stwierdziła zerkając na Tomka- Ale chyba czas żebyśmy przeszli do omówienia powodu naszego spotkania. Nie chcę pana zatrzymywać po godzinach, więc może wyjaśni mi pan po co mnie tu ściągnął?
Nie zawracając sobie głowy niepotrzebnym wprowadzeniem, wyjąłem z szuflady biurka czarną teczkę i podałem ją brunetce, która przyglądała mi się z zaciekawieniem i lekkim dystansem.
- Co to takiego?- spytała otwierając ją i zaglądając do środka.
- Spóźniony prezent urodzinowy od twojego ojca- poinformowałem ją, a ona w momencie przestała wertować kartki i zastygła w bezruchu- Razem z nim spisaliśmy te dokumenty gdy byłaś jeszcze mała. Pamiętam jakby to było wczoraj kiedy przyszedł do mojego biura i oznajmił, że chce przepisać swojej córce piękny dworek pod Wrocławiem. Zastrzegł jedynie, że mam przekazać ci akt własności gdy skończysz osiemnaście lat i według polskiego prawa będziesz dorosła. Może bał się, że gdy odziedziczysz go wcześniej nie będziesz doceniała jego wartości.
- Nie rozumiem...- przerwała mi mój monolog- Rodzice nigdy nie wspominali, że są właścicielami jakiegoś domu oprócz tego, w którym się wychowywałam i mieszkania w Londynie.
- To miała być niespodzianka. Posiadłość ta należała do twoich pradziadków ze strony mamy i była przepisywana kolejnym pokoleniom, w testamentach. Byłabyś pierwszym członkiem rodziny, który otrzymał go wcześniej.
Kasia wpatrywała się w dokumenty wielkimi oczami i rozchylonymi ustami. Kilka razy otwierała je i zamykała próbując coś powiedzieć, ale każda próba kończyła się fiaskiem. W końcu odłożyła dokumenty na blat i zaczęła chodzić w tę i z powrotem po moim gabinecie.
- A moi rodzice dali mi na osiemnastkę tylko dwie stówy- zaśmiał się pod nosem Tomek, przeglądając akt własności. Chciałem do niego dołączyć wspominając swój prezent urodzinowy, ale widząc mordercze spojrzenie jego przyjaciółki ugryzłem się w język. Nie dziwię się, że nie było jej do śmiechu.
- To nie jest zabawne- odparła szorstko, jedną dłonią przeczesując nerwowo bujne loki, a drugą kładąc na biodrze.
- Przepraszam- posłał jej ciepły uśmiech i wskazał ruchem głowy na plik kartek- Co masz zamiar z tym zrobić?
Brunetka wpatrywała się przez chwilę w bliżej nieokreślony punkt, zastanawiając się nad odpowiedzią. Kilka razy pokręciła przecząco głową, bijąc się z własnymi myślami i przygryzając wargę. Wyglądała jakby od tej decyzji miało zależeć całe jej życie. Jeśli tak było to choć widziałem i słyszałem już wiele rzeczy jako notariusz tego w życiu bym się nie spodziewał.
- Proszę to sprzedać- odezwała się, nie zerkając na żadnego z nas.
- Słucham?- pochyliłem się nieco aby usłyszeć jeszcze raz co powiedziała, gdyż nie byłem pewny czy mój zmysł mnie nie zawodzi.
- Chcę żeby go pan sprzedał. Jak najszybciej. Może pan nawet zaniżyć cenę. Nie interesują mnie pieniądze.
- Jesteś pewna?- dopytywałem się nie mogąc uwierzyć w jej słowa. Każdy by się cieszył z takiego prezentu, a ona chce go sprzedać?
- Nie możesz tego zrobić!- wtrącił się Tomek i złapał ją za ramiona- Nie pozwolę ci na to.
- Nie masz w tej kwestii nic od powiedzenia- przypomniała mu, a on zaśmiał się jej prosto w twarz.
- Czyżby?- uniósł pytająco brew- Sama mnie tu przyciągnęłaś żebym cię wspierał i pomógł w razie czego podjąć właściwą decyzję, więc nie mów mi, że mam siedzieć i patrzeć jak popełniasz wielki błąd.
- TO jest jedyna słuszna decyzja.
- Nie prawda! Nawet nie widziałaś tego dworku.
- I co z tego? Po co miałabym go oglądać?
- Nie chcesz wiedzieć co jest w nim takiego wyjątkowego, że twój tata chciał ci go podarować akurat na osiemnaste urodziny?
Kasia przez chwilę wpatrywała się w niego z jawną wściekłością, która aż promieniowała z jej osoby, ale Tomek nic sobie z tego nie robił. Dalej mocno trzymał ją za ramiona i czekałem tylko aż nią potrzęsie żeby rozum wrócił jej do głowy.
- Co mam zrobić z tymi dokumentami?- odezwałem się, kiedy cisza zaczęła się uciążliwie przeciągać- Jeśli chcesz możemy pojechać go jutro obejrzeć i wtedy zdecydujesz czy go sprzedasz czy nie.
- Zgódź się- chłopak niemal jej rozkazał, a ona przytaknęła po chwili, nie odrywając od niego wzroku.
- Dobrze...- popatrzyłem zdziwiony na parę przede mną, nie za bardzo wiedząc co teraz zrobić- Przyjedźcie do mojego biura jutra o dziesiątej i pojedziemy razem go obejrzeć. Pasuje wam ta godzina?
- Tak- po raz kolejny odpowiedzi udzielił Tomek, a brunetka stała nic nie mówiąc tylko kiwając głową.
- W takim razie to wszystko na dzisiaj. Chyba, że macie jeszcze jakieś pytania.
- Nie. Wiem wszystko i nawet więcej niż chciałam- dziewczyna w końcu zabrała głos i uścisnęła moją dłoń- Widzimy się jutro rano.
- Oczywiście- uśmiechnąłem się i odprowadziłem ich do wyjścia. Wymieniliśmy jeszcze kilka grzeczności, kiedy brunetka spojrzała przez moje ramię na sekretarkę siedzącą w holu.
- Granie niedostępnego i groźnego nie pomaga w relacjach między pracownikiem, a pracodawcą. Proszą ją traktować z szacunkiem- powiedziała zbijając mnie tym z tropu. Zerknąłem na blondynkę, która układała jakieś dokumenty. Zwróciłem się z powrotem w stronę Kasia i spojrzałem na nią zaskoczony.
- Skąd u tak młodej osoby taka wiedza?
- Doświadczenie nabrane w ekspresowym tempie, proszę pana- uśmiechnęła się delikatnie i wraz ze swoim przyjacielem zniknęła za drzwiami.
Kto by pomyślał? Kiedyś małomówna i przerażona, teraz twardo stąpa po ziemi. To już nie jest ta sama osoba, którą poznałem za pierwszym razem. Z pogrążonej w depresji dziewczyny wyrosła piękna, mądra i pewna siebie młoda kobieta. Nie sądziłem, że w stosunkowo tak krótkim czasie, ludzie potrafią się tak zmienić. Mam nadzieje, że odnalazła szczęście i uporała się z demonami przeszłości. Podobnie jak cała jej rodzina, jest to klientka, która zapisała się na długo w mojej pamięci.
Studio taneczne "London Studio Center"
Wcale się nie dziwię, że Simon był taki wkurzony kiedy do mnie zadzwonił, kiedy przyjechałem i gdy skończyliśmy pierwszą część próby. Dzisiaj nie wychodziło nikomu absolutnie nic. Coś strasznego...
- Cześć Savan!- usłyszałem wesoły głos Niall, który razem z resztą One Direction wszedł na salę oczekując na swoją kolej. Ogłosiłem piętnaście minut przerwy i usiadłem obok nich na widowni.
- Co słychać? Wyglądacie jakbyście szli na skazanie- stwierdziłem widząc ich tęgie miny- Niall co z nimi?
- Zachowują się tak odkąd Kate wyjechała. Nawet meczu nie można z nimi obejrzeć!- spojrzał na swoich przyjaciół z pogardą, po czym uśmiechnął się do mnie szeroko- Skoro mamy jeszcze trochę czasu nie obrazisz się jak skoczę coś zjeść?
- Leć- machnąłem ręką, a chłopak pobiegł uradowany do części bufetowej- A wy panowie lepiej weźcie się w garść, bo Cowell jest naprawdę mocno wkurzony i nie chcecie mu dzisiaj podpaść.
- To akurat żadna nowość...- burknął Harry.
- Czyżbyś znowu był nie w sosie Styles?
- No proszę! Zamieniasz się w niezłego psychologa.
- Trzeba było słuchać co niektórzy mają ci do powiedzenia, a nie rzucać się na nich i ich całować to teraz śmigałbyś po scenie jak na chłopaka w twoim wieku przystało- odparłem, mierząc go spojrzeniem z serii "myślałeś, że nie wiem?". Nabrał wody w usta i więcej się nie odzywał.
- Skąd o tym wiesz?- spytał Louis.
- Gaba mi powiedziała, choć sądziłem, że Liam pierwszy mnie poinformuje o kolejnym głupim zachowaniu waszego kolegi- zerknąłem na Payne, który udawał, że mnie nie słyszy i zawzięcie bawił się swoim telefonem.
- To żadna nowość, więc nie było sensu ci o tym mówić- do rozmowy włączył Zayn. Szkoda, że nie ma Kate to zgasiłaby go jednym słowem.
- W sumie to masz rację. Tym razem nie mam zamiar nadstawiać za was głowy. Sami rozwiążcie to nieporozumienie.
- Nie nazwałbym tego nieporozumieniem.
- Słucham? Przecież gdyby Harry wysłuchał Kate...
- Nie mówię o tym, że wyjechała tylko na trochę, ale o pocałunku- sprostował chłopak- Myślę, że nasz zadurzony po uszy Loczek zrobiłby to tak czy siak. Może nie wtedy, ale kiedyś na pewno.
- Chyba powinniśmy mu parzyć melisę codziennie rano- zaproponował Liam, a Louis zaczął się śmiać.
- Myślę, że to by go nie powstrzymało- skwitował Tommo, patrząc na przyjaciela, który siedział z założonymi rękami na klatce piersiowej i ściągał wkurzony brwi. Kto tu się na kogo powinien wkurzać... W międzyczasie dołączył do nas Niall, który trzymał w ręku paczkę chipsów.
- Wyobrażacie sobie, że skończyły się naleśniki z bitą śmietaną?! Nie wiem za co im płacą na tej stołówce...- prychnął oburzony i władował sobie do buzi garść tłustych plasterków z ziemniaków- O czym rozmawiacie?
- A jak myślisz? Co jest ostatnio top tematem w naszym domu?- spytał z ironią w głosie Zayn.
- Narwany charakter Harry'ego?
- I?- namawiał go do wytężenia szarych komórek mulat.
- Kate!- odparł uradowany Horan odgadując temat naszej pogawędki- Ona raczej szybko nie spadnie z piedestału, zwłaszcza jeśli pojawi się na urodzinach Hazzy, a ten znów coś odwali.
- Co?!- Styles zerwał się z miejsca i podszedł do blondyna- Jak to "jeśli pojawi się na moich urodzinach"?!
- Tak to- odparł wzruszając ramionami- Wraca do Londynu pierwszego lutego, a z tego co pamiętam masz wtedy urodziny- wyjaśnił mu jak krowie na granicy.
- Skąd to wiesz i czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?!
- Bo dowiedziałem się o tym niedawno. Kate dzwoniła do Gaby i prosiła żeby odebrała ją z lotniska.
- Czemu nie poprosiła mnie?- zapytałem sam siebie, ale Niall postanowił odpowiedzieć na dręczące mnie pytanie.
- Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że nie wie o tym, że wiesz o akcji z całowaniem, więc pewnie nie chciał ci się tłumaczyć. Przynajmniej na razie.
- Czemu nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?- dopytywał się dalej Louis chcąc dowiedzieć się czemu przyjaciel zwlekał z ujawnieniem tej informacji.
- Szczerze to miałem wam w ogóle nie mówić. Zwłaszcza tobie- wskazał palcem na Tomlinsona- Bez obrazy Lou, ale znamy się na tyle, że mogę dam sobie rękę uciąć o to, że właśnie obmyślasz plan jak zeswatać Harry'ego z Kate.
- A mi?- wtrącił się Loczek.
- Po pierwsze nie wiem na sto procent czy się pojawi, a po drugie uznałem, że mogłaby to być miła niespodzianka- tłumaczył swoje postępowanie.
- Masz rację- poklepał go po ramieniu Styles- Najlepsza niespodzianka w całym moim życiu.
- W takim razie nie pozostaje nic innego jak nadzieja, że przyjedzie.
- Ja już dawno straciłem nadzieję na cokolwiek.
- Chłopaki! Do roboty!
Usłyszeliśmy za naszymi plecami rozzłoszczony głos Cowella, co oznaczało, że trzeba na chwilę zapomnieć o problemach i rozterkach miłosnych. Pora wziąć się w garść i pokazać na co nas stać.
Polska, wieś pod Wrocławiem- Św. Katarzyna
- Powiedzcie, że robicie sobie ze mnie jaja...- mruknęłam łapiąc się za głowę.
- Czemu tak uważasz?- mój notariusz obrócił się na przednim fotelu, aby na mnie spojrzeć.
- Chce mi pan powiedzieć, że wieś, w której znajduje się ten domek nazywa się "Św. Katarzyna"?- tym razem zwróciłam się bezpośrednio do niego.
- Owszem. Myślisz, że dlaczego dano ci tak na imię?- popatrzył na mnie rozbawiony.
- Do tej pory myślałam, że rodzice nie mogli dojść w szpitalu do porozumienia, więc przypadkiem padło akurat na to.
- Nic nie dzieje się przypadkiem- stwierdził ciepło się do mnie uśmiechając i obracając z powrotem w kierunku jazdy.
- Jasne... Tak poza tym to dość dziwne, że wie pan takie rzeczy, a ja nie. Zupełnie jakby miał pan więcej informacji na temat mojej rodziny niż ja- nachyliłam się w jego kierunku, a on wzruszył niedbale ramionami.
- Po prostu moja rodzina zna się z twoją bardzo długo. Głównie przez interesy jakie razem prowadzimy, ale jak to często bywa, podczas spotkania biznesowego zawsze znajdzie się temat, który zahaczy o życie osobiste. Podobno jesteś w tym doświadczona, więc powinnaś o tym wiedzieć najlepiej- zerknął na mnie kątem oka.
- Taa...- burknęłam pod nosem, poprawiając się na fotelu, kiedy moją uwagę przyciągnęła głupia mina Tomka- I z czego się śmiejesz?!
- Absolutnie z niczego!- uniósł ręce w geście obronnym, nie zaprzestając prób ukrycia swojego rozbawienia. Idiota- Ale tak na serio to nie uważasz, że to dość zabawne? Nie dość, że wspaniała to jeszcze święta? Choć z tym drugim to chyba trochę przesadzili...
- Jesteśmy na miejscu- odezwała się kobieta, która zatrzymała samochód na kamiennym podjeździe, uniemożliwiając mi tym samym posłanie chłopakowi ciętej riposty.
Moje serce zaczęło szybciej bić, a ręce niemiłosiernie pocić. Otworzyłam drzwi, a gdy stanęłam na chwiejnych nogach musiałam się oprzeć o samochód, aby się nie przewrócić. Widok przede mną był niesamowity. Przez dłuższą chwilę próbowałam ogarnąć wzrokiem i innymi zmysłami urok domu przed którym się znajdowałam. Parterowy budynek otoczony lasem, z małym ogródkiem przed wejściem wyglądał jak wyjęty prosto z bajki. Wolnym krokiem weszłam na niedużą werandę i czekałam aż będę mogła wejść do środka. Gdy w końcu uporaliśmy się z lekko przymarzniętym zamkiem, drżącą ręką chwyciłam za klamkę i pociągnęłam ją. Moim oczom ukazał się długi hol prowadzący w głąb domu. Stukot moich butów stykających się z drewnianym parkietem odbijał się echem między białymi ścianami. Weszłam do dużego holu, w którym stało kilka przykrytych prześcieradłami mebli. Po lewej stronie znajdowało się przejście do jadalni, a kuchnia z tego co dowiedziałam się od oprowadzającej nas kobiety była za drzwiami, które wcześniej minęłam po prawej stronie. Mało docierało do mnie z tego co agentka nieruchomości do nas mówiła, ponieważ nie mogłam się skupić na niczym innym niż widok za wielkimi tarasowymi drzwiami które wychodziły na drugi ogród znajdujący się z tyłu domu.
- Zapiera dech w piersiach, co?- usłyszałam koło ucha szept Tomka, który sprowadził mnie na ziemię.
- Niesamowity...- przyznałam, nie odrywając wzroku od krajobrazu za oknem.
- A ty chciałaś go sprzedać- prychnął i pociągnął mnie za rękę- Choć. Zobaczmy co jest wyżej.
- Wyżej?- spytałam zaskoczona.
- Podobno jest tu zagospodarowane poddasze- mrugnął do mnie okiem i zaprowadził na górę.
Weszliśmy schodami na coś co jak sądziłam będzie zwykłym strychem. Tak bardzo się myliłam! Znaleźliśmy się w wielkim pokoju obitym boazerią wykonaną z ciemnego drewna, do którego światło wpadało przez trzy małe, półokrągłe okienka umieszczone tuż przy łączeniu ścian z dachem. Tutaj również znajdowało się kilka mebli zasłoniętych białym materiałem. Odsłoniłam jedną z komód, która wyglądała jak jakiś antyk. Otworzyłam pierwszą szufladę i ku memu zdziwieniu znalazłam w niej jakieś rzeczy, jednak moją uwagę przyciągnęła stara książka, oprawiona w czarną skórę, ze złotym napisem na okładce. Wyciągnęłam ją i po otwarciu okazało się, że to nie książka, a album. Po napisach umieszczonych pod zdjęciami wywnioskowałam, że to mój album rodzinny. Nie rozpoznawałam osób z pierwszych zdjęć. Dopiero przedostatnie przedstawiające moich dziadków utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem spokrewniona z ludźmi ze wcześniejszych fotografii. Ostatnia przedstawiała mnie i moich rodziców. Jak wyczytałam były to moje pierwsze urodziny. Sądząc po ubraniach mamy i taty oraz tym czymś czym ja byłam owinięta, zdecydowanie musiał to być początek lat dziewięćdziesiątych. Ohyda. Przejechałam kilka razy opuszkami palców po twarzach moich bliskich i gdy minęła pierwsza faza szoku i kiedy dotarło do mnie na co patrzę, z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Byłam tak przejęta, że nawet nie zauważyłam kiedy Tomek wziął mnie w ramiona, szeptając uspokajające słowa.
- Nie płacz...- przytulił mnie mocniej i ucałował w czubek głowy- Powinnaś się cieszyć, że odkryłaś swoje dziedzictwo.
- Dziedzictwo?- zaczęłam się histerycznie śmiać- Kolejny, który urwał się z historycznej powieści!- otarłam mokre policzki i wzięłam głęboki oddech- Jest wiele rzeczy które powinnam, a nie robię.
- Mi akurat nie musisz tego mówić- mrugnął do mnie okiem i jeszcze raz ucałował.
- I jak?- do pokoju wszedł notariusz wraz ze swoją asystentką- Podjęłaś już decyzję?- zwrócił się w moją stronę z wyczekiwaniem.
- Tak- odpowiedziałam zerkając na przyjaciela- Nie sprzedaję tego domu.
- Świetna decyzja- skomentował i wręczył mi akt własności pokazany wczoraj- Gratuluję. Zostałaś właścicielką pięknego dworku z pierwszej połowy osiemnastego wieku i ziemi o łącznej powierzchni trzech hektarów.
- Jakoś nigdy nie byłam dobra w jednostkach powierzchni, więc za dużo mi to nie mówi...- przyznałam, a przyjaciel wywrócił oczami.
- Więcej ci nie potrzeba- zapewnił mnie starszy mężczyzna- Chcecie zostać czy możemy już wracać?
- Moglibyśmy posiedzieć tu jeszcze parę minut?- poprosiłam, a on zgodził się bez dłuższego namysłu- Dziękuję- uśmiechnęłam się i złapałam Tomka za rękę- Gotowy na małe zwiedzanie?
Dom One Direction
Pomimo naprawdę złego humoru Simona i kilkukrotnych prób zabicia mikrofonem Nialla przez Harry'ego i Louisa przeżyliśmy ten tydzień bez większych uszczerbków na zdrowiu. Przynajmniej tym fizycznym, bo o nasz stan psychiczny nie będę się spierał. Szczególnie jeśli mówimy o naszym najmłodszym przyjacielu, który od wyjazdu Kate zrobił się nienormalnie cichy. Szkoda, że dopiero teraz...
Wszyscy zajęci byli swoimi sprawami. Niall z Louisem oglądali mecz, choć Horan bardziej był przejęty tym co mówiła do niego Gaba przez telefon niż tym co działo się na boisku, a Zayn malował coś u siebie w pokoju. Żadna z tych rozrywek nie była dla mnie wystarczająco kusząca, abym dołączył do któregoś z nich, dlatego też postanowiłem przygotować sobie kolację. Przechodząc przez korytarz zauważyłem uchylone drzwi wejściowe. Chciałem je zamknąć, ale dostrzegłem siedzącego na schodach Loczka.
- Co ty tu robisz?- spytałem sięgając po swoją kurtkę i wychodząc z domu.
- Podziwiam krajobraz- odpowiedział wiąż patrząc przed siebie.
- Chętnie popodziwiam go z tobą jeśli mi powiesz co takiego ciekawego jest w asfaltowym podjeździe i żelaznej bramie.
Harry uśmiechnął się pod nosem i schował ręce do kieszeni. W powietrzu zawisła cisza, którą zaburzało jedynie głośne myślenie bruneta. Naprawdę. Gdybyśmy byli postaciami z kreskówki, to z jego uszu wydobywała by się para, a nad głową pojawiały się chmurki z kolejnymi pomysłami na jakie by wpadał.
- Ciągle o niej myślisz- bardziej stwierdziłem niż zapytałem, a Styles głośno westchnął.
- Ciężko tego nie robić.
- Masz rację. Też czasami się na tym łapię...
- Naprawdę?- chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak. Co prawda nie tak często jak ty i nie w takim sensie, ale też gdzieś tam krząta się w mojej głowie- uśmiechnąłem się do niego- Co zamierzasz zrobić?
- To znaczy?- zmarszczył brwi, nie rozumiejąc o co mi chodzi.
- Co zrobisz gdy się w końcu spotkacie? Znów będziesz przepraszał i błagał o kolejną szansę?
- Nie wiem Liam...- pokręcił zrezygnowany głową- Już nie wiem co by było lepsze.
- A czego ty byś chciał?
Styles zaczął się śmiać i popatrzył na mnie z rozbawieniem.
- Sądzisz, że to ma znaczenie? Powinienem się skupić na tym aby nie zawalić naszej szansy na osiągniecie sukcesu, a nie na tym czego bym chciał jeśli chodzi o Kate. To nie ma znaczenia...
- Oczywiście, że ma!- oburzyłem się- Nie wybijemy się jeśli będziesz wychodził na zdjęciach z taką miną jak teraz. Każdy pomyśli, że zmuszamy cię do śpiewania, a nie że robisz z miłości.
- Masz rację. Kocham to robić i na tym muszę się skoncentrować.
- Ty nic nie rozumiesz...- potarłem zrezygnowany dłonią kark- Chodziło mi raczej o to, że jeśli nie będziesz szczęśliwy na co dzień, to nie będziesz też na scenie, w studiu, czy podczas wywiadu. Jeśli Kate sprawiłaby, że budziłbyś się codziennie z uśmiechem na twarzy i chęcią do stawienia czoła kolejnemu dniu to musisz walczyć o swoje marzenia. Nawet te mało realne.
Przyjaciel przyglądał mi się przez chwilę uważnie, analizując moje słowa. Trochę to trwało nim wyciągnął poprawne wnioski.
- Sugerujesz żebym się nie poddawał i spróbował jeszcze raz?- spytał chcąc potwierdzić wyniki swojej wnikliwej interpretacji- Do tej pory dawałeś mi jasno do zrozumienia, że najwyższy czas odpuścić.
- Wiem- przyznałem- Ale widząc cię w takim stanie doszedłem do wniosku, że to nie jest dobre. Poza tym sądzę, że Kate tak naprawdę też coś do ciebie czuje.
- Skąd to wiesz?
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami- Po prostu tak mi się wydaje. Może nie jest w tobie aż tak zadurzona jak ty w niej, ale na pewno cię lubi, choć możliwe, że nawet sama przed sobą się do tego nie przyznaje.
- Czyli jakaś szansa jest...
- Szansa jest zawsze, tylko musisz ją dobrze wykorzystać- poklepałem go po ramieniu i uśmiechnąłem pocieszająco- Chodź bo jeszcze będziesz chory i Simon mnie zabije, że cię nie przypilnowałem.
- Kate miała racje- odparł rozbawiony.
- Z czym?- spytałem zaskoczony jego wypowiedzią.
- Z tym, że powinniśmy mówić na ciebie "Daddy"- mrugnął do mnie okiem, a ja palnąłem go w głowę.
- Bardzo śmieszne... Gdybyście nie byli tacy nieogarnięci nie musiałbym za wami latać i mówić co macie robić.
- Kto jest niedorozwinięty?- wtrącił się Louis, który wracał z kuchni z miską popcornu.
- Nie powiedziałem... chociaż to określenie też do was pasuje- przyznałem, po krótkim namyśle.
- Gdzie byliście?- dołączył do nas umazany farbą Zayn schodzący z góry.
- Nasz kochany Daddy pilnował żebym się nie przeziębił- poinformował ich Styles mocno się do mnie przytulając.
- Awww! To takie słodkie i kochane!- do uścisku dołączył się Tommo.
- Co tu się dzieje?- Niall popatrzał na nas jak na wariatów- Zresztą nie ważne. Ja też chcę!- rzucił się na naszą trójkę, przez co wylądował na moich ramionach.
- No chyba sobie ze mnie żartujecie...- jęknąłem próbując zrzucić z siebie Horana. Nieskutecznie.
- Zayn! Na co czekasz? Chodź do nas!- machnął do niego Hazza, a Malik wywrócił oczami.
- A co mi tam. I tak prędzej czy później zarażę się od was głupotą.
Podszedł do nas zdecydowanie spokojniej niż blond przyjaciel i objął cała szerokością ramion.
- Jaka z nas piękna rodzinka!- wyszczerzył się Lou.
- Pomyliło ci się. Słowo, którego chciałeś użyć i zaczyna się na "p" to nie "piękna" tylko "patologiczna"- poprawił go mulat i wszyscy wybuchliśmy gromkim śmiechem, przez co nie miałem już siły utrzymać Nialla, w wyniku czego wylądował na podłodze. Gdybym wiedział, że to tak zadziała to wcześniej rzuciłbym jakimś żartem.
Polska, Wrocław, dom rodzinny Gaby
Rodzina. Ludzie, których nie możemy sobie wybrać i samemu zdecydować czy chcemy ich nazywać naszymi najbliższymi czy nie. Niektórzy mają szczęście i rodzą się w domu pełnym miłości i ciepła, a inni nie trafiają tak dobrze. Ja zaliczam się do grupy podwójnych szczęściarzy. Moja prawdziwa, biologiczna rodzina była z rodzaju tych pierwszych. Żyjących w zgodzie i darzących się bezgraniczną i bezinteresowną miłością. Otaczałam się ludźmi, którzy bez zastanowienia skoczyliby za mną w ogień i stanęli po mojej stronie nawet gdyby wiedzieli, że nie mam racji. Obdarowywali mnie każdego dnia pięknym uczuciem chcąc, żebym w przyszłości mogła przekazać je dalej. Potrafiła kochać. Niestety nie zdążyli nauczyć mnie wszystkiego. Pomimo moich różnych występków i małych grzeszków życie postanowiło mnie w pewien popieprzony sposób oszczędzić i postawiło na mojej drodze ludzi, którzy podjęli się próby przekazywania mi tej tajemnej wiedzy.
Patrząc na nich z boku stwierdziłam, że idealnie się nadają do tego zadania. Dom w którym wychowywała się Gaba jest wprost idealny. Oczywiście zdarzają się drobne sprzeczki, ale są one przydatne żeby od czasu do czasu rozładować atmosferę i wyjaśnić sobie to i owo. Spokojnie mogłabym przedstawić tą rodzinę jako wzór do naśladowania. Moją rodzinę. Odsunęłam szybko od siebie tą myśl, zdając sobie sprawę, że tak jak z większością ludzi których znam, łączy mnie z nimi swego rodzaju umowa, którą podpisali żeby mi pomóc. Zrobili dla mnie tak dużo, że nie mam prawa sama mianować się członkiem ich rodziny i choć sami wiele razy sugerowali żebym "czuła się jak w domu", czy mówili że kochają mnie jak własną córkę, nie potrafię spełnić ich prośby. Nie zasługuję na to.
Z moich wewnętrznych rozterek wyrwał mnie ciepły głos mamy Gaby:
- Od kiedy to słodzisz siedem łyżeczek cukru?- spytała zatrzymując moją dłoń z kolejną pełną porcją w powietrzu.
- Zamyśliłam się- uśmiechnęłam się do niej przepraszająco i odłożyłam łyżeczkę do cukierniczki.
- Nic się nie stało kochanie- kobieta pogłaskała mnie po głowie i ucałowała w skroń- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że przyleciałaś! Tak dawno się nie wdzieliśmy. Strasznie się za tobą stęskniłam.
- Naprawdę?- spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że tak! Wiesz jak Adam się cieszył, że nas odwiedzisz? Zaraz zrobił listę rzeczy, które musi ci opowiedzieć i pokazać gdy się spotkacie- zaczęła się nabijać ze swojego syna, demonstrując jego zachowanie kiedy to dostali wiadomość, że przylatuję.
- Szkoda tylko, że wróciłam w takich okolicznościach...
- Jakich?- spytała zaskoczona.
- Takich...- machnęłam rękami w bliżej nieokreślonym kierunku- Wie pani... Dowiedziałam się, że mój tata ukrywał przede mną ten wielki dom i...
- Uważasz to za niesprzyjające okoliczności?- uniosła zaskoczona brwi- Żartujesz, prawda?
- Nie?- odpowiedziałam niepewnie zupełnie jakbym odpowiadała na podchwytliwe pytanie nauczyciela w szkole.
- To są świetne okoliczności! Dowiedziałaś się skąd pochodzi twoja rodzina i pomimo tego, że twoich rodziców już nie ma dalej potrafią cię zaskoczyć.
- Jak jasna cholera...- skomentowałam za co dostałam ścierką po nogach- Przepraszam. Po prostu myślałam, że gdy wyjadę uda mi się o wszystkim zapomnieć i zacząć żyć od nowa, a tymczasem wszystkie wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą. Chyba nie jestem na tyle silna żeby je zablokować.
- Nie rób tego- pani Szymańska ujęła moje dłonie i uśmiechnęła się do mnie serdecznie, w czasie gdy moje oczy zrobiły się szkliste od napływających do nich łez- Nie możemy zapominać o przeszłości choćby nie wiem jak była ona ciężka i przykra. Przeszłaś w życiu więcej gorszych rzeczy niż ja i mój mąż razem wzięci, a dalej potrafisz stawiać czoła wyzwaniom dnia codziennego.
- Nie jestem tego taka pewna...- wtrąciłam się, o ona pogładziła mnie wierzchem dłoni po policzku ścierając tym samym spływającą po nim samotną łzę.
- Kasia... Musisz nauczyć się żyć będąc świadoma tego kim byłaś, jesteś i kim chcesz być. To co się wydarzyło miało na ciebie wielki wpływ i zdziwiłabym się gdyby nie odcisnęło to na tobie żadnego piętna. Jednak pomimo tej tragedii musisz radzić sobie z tym co cię dopiero czeka. Nie raz podwinie ci się noga i nie raz ktoś cię skrzywdzi, ale musisz pamiętać, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy cię kochają i zrobią dla ciebie wszystko. Nie jesteś sama. Masz nas, Gabrysię, Tomka i tych przyjaciół o których nam opowiadałaś. Sadama czy jak mu tam...
- Savana- zaczęłam się śmiać, jednocześnie nie mogąc powstrzymać łez- Proszę mnie już nie przekonywać, że moje życie nie jest beznadziejne. Wiem, że mogę na was liczyć tylko... Nie chcę tego. Nie chcę nadużywać waszej dobroci. Już tyle dla mnie zrobiliście, że nie mam prawa prosić o więcej.
- Jakie ty głupoty wygadujesz dziewczyno! Oczywiście, że możesz nas prosić o więcej. Jesteś dla nas jak córka.
- Naprawdę proszę mnie tak nie nazywać- odezwałam się błagalnie, ale na nic się to nie zdało.
- Kasia...- kobieta westchnęła ciężko- Nie wymagam żebyś mówiła do mnie "mamo" czy też "ciociu". Wiem, że to dla ciebie za dużo. Taki masz już charakter, ale proszę cię nie mów mi kogo mam kochać i jak mocno, dobrze?
Pokręciłam zrezygnowana głową. Jak ja mam rozmawiać z tą kobietą?
- Nie możesz być dla siebie taka okrutna. Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy chcą obdarzyć cię miłością i musisz im na to pozwolić. Dla własnego dobra. Ale przede wszystkim najpierw musisz pokochać samą siebie. Jeśli we własnym mniemaniu stwierdzisz, że nie zasługujesz na szczęście to nigdy go nie osiągniesz. Każdy błąd, który popełnisz dowodzi tego, że nie boisz się próbować i starasz się zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Powinnaś docenić te lekcje i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski. Czasami najgorsze błędy okazują się tymi najlepszymi- puściła do mnie oczko, przytulając do siebie mocno.
- Chciałabym być taka mądra jak pani- szepnęłam jej do ucha, a ona zaczęła się śmiać.
- Kochanie... Oczywiście, że jesteś mądra! Tylko jeszcze sama się do tego nie przyznałaś.
- Co wy tu wyprawiacie?!- naszą poważną rozmowę przerwał krzyk brata Gaby- Mamo! Coś ty jej zrobiła?! Czemu Kasi płacze?! Chcesz żeby zapamiętała pobyt u nas jako traumatyczne przeżycie i już nigdy nie wróciła?!
- Adam nie histeryzuj...- wywróciła oczami na swojego syna i wróciła do zagniatania ciasta.
- Nie robiłbym tego gdybym nie musiał. Zostawić cię z kimś na chwilę i od razu doprowadzasz go do łez.
- Wszystko jest w porządku- podeszłam do niego i uściskałam na przywitanie- Słyszałam, że ucieszyłeś się na wiadomość o moim przyjeździe.
- No pewnie!- objął mnie ramieniem- Mamy tyle do obgadania! Przede wszystkim musisz mi dokładnie opowiedzieć wszystko co wiesz na temat tego całego Nate czy jak mu tam.
- Nialla!- poprawiłam go.
- Niech mu będzie jak tam chce. Zresztą co to za różnica? Dalej nie mogę uwierzyć, że moja starsza siostra umawia się z jakimś blondasem. Pewnie jeszcze farbowanym...
Nie mogłam przestać się śmiać słysząc jego opinię na temat Horana. Chyba za dużo czasu spędził przed komputerem, szukając informacji na jego temat, przygotowując się do naszej rozmowy.
- Może poczekajcie z tym do powrotu taty?- zaproponowała mama mojej przyjaciółki- On też chętnie posłucha czegoś ciekawego na temat swojego przyszłego zięcia.
- Nie sądziłam, że będę przesłuchiwana. To chyba u was rodzinne- zauważyłam, przypominając sobie wszystkie razy kiedy to odpowiadałam na pytania pod czujnym okiem Gaby. Zdecydowanie ma to we krwi. Teraz wiem po kim.
- Skarbie chcesz czy nie chcesz należysz do naszej rodziny, więc mogłaś się tego spodziewać. Dziwi mnie to, że jesteś jeszcze tym zaskoczona.
Adam przyciągnął mnie bliżej siebie i ucałował w policzek.
- Dokładnie. A tak na marginesie, bo pewnie jeszcze nikt ci tego nie powiedział- witaj w domu!
Kolacja była pyszna. Nie wiem po kim Gaba odziedziczyła zdolność od masakrowania wszystkich dań, które próbuje przygotować, ale na pewno nie jest to jej mama. Może ma to po tacie? Nie przypominam go sobie w kuchni, w sytuacji innej niż wyciąganie schładzanego piwa z lodówki.
Pomimo tego, że była nas tylko piąta w jadani panował duży gwar. Tomek razem z ojcem Gaby dyskutował na temat polityki krajowej i zagranicznej (artysta znający się na polityce- nudy), a pani Szymańska pochłaniała każde słowo wypowiadane przez jej syna, który to chwalił się swoimi ostatnimi osiągnięciami sportowymi. Obserwowałam ich zadowolone twarze i starałam się nie użalać nad faktem, że ja już nigdy nie ujrzę takiej sceny z moimi rodzicami w roli głównej. Odepchnęłam od siebie tą przykrą myśl, kiedy pan Szymański wytarł kąciki ust serwetką i zwrócił się bezpośrednio do mnie i do Tomka.
- Dobrze moi drodzy...- zaczął, lustrując nas wzrokiem. Przesłuchanie w wykonaniu Szymańskich, część I, zaznajomienie się ze swoją ofiarą- Jak wam się mieszka w pochmurnej i deszczowej Anglii?
Popatrzeliśmy po sobie z przyjacielem, uśmiechając się przy tym, gdyż doskonale wiedzieliśmy co nas czeka.
- Bardzo dobrze- chłopak odpowiedział za nas oboje- Co prawda ja spędziłem ostatnio sporo czasu we Francji, ale chyba nie zamieniłbym Wysp na nic innego.
- Nie chciałbyś wrócić do Polski?
- Tego nie powiedziałem- zaznaczył- Tęsknię za rodziną i tutejszymi zwyczajami, ale na razie jest mi dobrze tak jak jest.
- A ty Kasia?- jego uwaga skupiła się na mnie.
- Moja praca wymaga żebym była przez większość czasu w Londynie, więc raczej nie mam wielkiego wyboru.
- Mogłabyś pisać tutaj i wysyłać swoje materiały.
- Rozszerzyłam ostatnio nico swój zakres obowiązków, więc takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę- oznajmiłam- Poza tym w Londynie bardziej skupiam się na teraźniejszości niż na przeszłości. Myślę, że na razie to dla mnie dobre rozwiązanie.
- Na razie...- mruknął pod nosem Tomek, za co obdarzyłam go wymownym spojrzeniem. Na szczęście temat zszedł na moją współlokatorkę.
- A jak Gabrysia radzi sobie na studiach?- wtrąciła swoje trzy grosze jej mama.
- Jak zwykle świetnie. Tak samo jak w szkole jest z niej pilna uczennica, więc o to nie muszą się państwo martwić.
- Lepiej jej pilnuj, bo skoro ten oszukany blondynek tak zakręcił jej w głowie, to nie wiadomo jak to się skończy.
I tym oto miłym akcentem przeszliśmy do głównej części przesłuchania- Horana. Do tej pory omijano ten temat szerokim łukiem, traktując go jak jakieś tabu, ze względu na mój zły stan psychiczny (tak to ładnie nazwijmy), ale skoro mi się polepszyło nadszedł czas na zadanie nurtujących pytań.
- Niall prawda?- podłapał temat mężczyzna w średnim wieku, siedzący po mojej prawej stronie.
- Zgadza się- potwierdziłam, poprawiając się na krześle i czekając na to co nadejdzie.
- Mogłabyś nam coś o nim opowiedzieć? Gabrysia przedstawia go w samych superlatywach, a dobrze wiemy, że nikt nie jest idealny.
- Nie za bardzo wiem co chcieliby państwo usłyszeć.
- Ustaliliśmy już, że jest farbowany- przypomniał nam po raz kolejny Adam.
- Uspokój się!- matka klepnęła go w ramię, a on rozłożył ręce z miną typu "No co?! Przecież mówię prawdę!"
- To naprawdę bardzo miły i fajny chłopak- zaczęłam opisywać im z kim spotyka się ich córka- Zabawny i nawet przystojny...
- Widzieliśmy zdjęcia- oznajmił pan Szymański.
- W taki razie tą kwestię możemy pominąć- odznaczyłam ten aspekt w powietrzu, a Tomek zaczął chichotać widząc moje męczarnie- Za jego wady mogłabym jedynie uznać, że jest bardzo głośny, nienaturalnie szeroko się uśmiecha i strasznie dużo je. Poza tym szczerze przyznam, że jest utalentowany i dba o waszą córkę. Założę się, że gdy wrócę to skopie mi tyłek za to, że wyjechałam bez słowa wyjaśnienia, co pewnie ją zdenerwowało.
- Niech lepiej trzyma łapy przy sobie, bo inaczej będzie miał ze mną do czynienia- stanął w mojej obronie Adam.
- Poinformuję go o tym- mrugnęłam do niego okiem i zaśmiałam pod nosem widząc jego przygotowaną do walki postawę.
- Myślę, że powinniśmy dać Kasi w spokoju zjeść deser, a nie zadręczać ją pytaniami- zainterweniowała pani Szymańska, zwracając się do męża i gromiąc go wzrokiem. Pomimo moich zapewnień, że mi to nie przeszkadza i wszystko jest w porządku, mężczyzna postanowił wytłumaczyć swoje zachowanie.
- Chciałem się tylko upewnić czy nasze dziecko jest szczęśliwe. Jeśli uważa, że ten chłopak jest dla niej odpowiedni to świetnie, ale sama przyznaj, że przez to, że niedługo stanie się osobą publiczną boisz się co będzie musiała znosić, gdy dowiedzą się o niej zazdrosne fanki. Tyle się teraz słyszy o groźbach jakie padają pod adresem partnerów gwiazd. Nie chcę żeby ktoś ją zranił.
- Proszę się nie martwić- próbowałam ich uspokoić- Osobiście dopilnuję żeby Gaba nie odczuła tej gorszej strony sławy swojego chłopaka. Mogę was zapewnić, że Niall też się o to postara.
- To nie jest jedyny problem- odezwał się nagle Adam, który do tej pory bawił się swoim kawałkiem ciasta, wbijając w niego co chwilę widelczyk.
- A co nim jest?
- To, że wszyscy chcielibyście żeby Gabryśka wróciła. Może gdyby jednak dostała takie pogróżki spakowała by manatki i wróciła do domu, a tymczasem wszystko wskazuje na to, że zostanie w Anglii na stałe, choć miała tam siedzieć tylko do czasu aż się pozbierasz i ewentualnie na studia.
Otworzyłam szeroko usta nie wiedząc co powiedzieć, ani jak zareagować. Poczułam się tak jakby ktoś mnie właśnie spoliczkował. Wychodzi na to, że przyjaciółka wyjechała za granicę przeze mnie. Żeby mnie wesprzeć i przypilnować abym nie zrobiła nic głupiego. Ale czemu miałaby się tak dla mnie poświęcać? Nie prosiłam jej o to. Sama mi to zaproponowała, nie chcąc nawet słyszeć żadnego sprzeciwu.
- Kasia on nie miał tego na myśli...- próbowała sprostać wypowiedź swojego syna, kobieta siedząca na przeciwko mnie.
- P-przepraszam...- wydukałam chcą dodać coś jeszcze, ale nie byłam w stanie sklecić porządnego zdania. Nie rozumiałam tej sytuacji. Przecież byli tacy szczęśliwi gdy dowiedzieli się, że Gaba dostała się na studia w Londynie. A może tylko udawali żeby nie wywołać u mnie poczucia winy i jeszcze bardziej dobić? Jeśli nie wtedy to teraz udało im się to z podwójną siłą.
- Źle go zrozumiałaś- odezwał się ojciec mojej przyjaciółki, widząc moją pobladłą twarz- Oczywiście, że chcielibyśmy aby nasza mała córeczka wróciła kiedyś do domu. Każdy rodzic tego pragnie. I tak jesteśmy szczęściarzami, że odwiedza nas tak często, pomimo dzielącej nas odległości. Niektórzy nie widzą swoich dzieci po kilka lat chociaż mieszkają na jednym osiedlu.
Nie docierały do mnie jego zapewnienia, że taka jest kolej rzeczy i to normalne, że dzieci opuszczając swój rodzinny dom, wkraczając w dorosłe życie, a to czy dzieje się to w tym samym mieście czy tysiące kilometrów dalej nie ma żadnego znaczenia. Pomimo tego wciąż czułam się okropnie. Zupełnie jakbym była oskarżona o odebranie im kogoś bliskiego na stałe. W sumie to zrobiłam.
Nagle poczułam ciepłą dłoń ściskającą moje udo pod stołem. Obróciłam głowę i ujrzałam zmartwioną twarz Tomka.
- Masz ochotę się przejść?- spytał szeptem, nachylając się w moją stronę. Skinęłam lekko głową i podążyłam za nim do przedpokoju, gdzie pomógł mi założyć kurtkę, po czym wyszliśmy na zewnątrz.
Spacerowałam z Tomkiem trzymając się kurczowo jego ramienia, nie zwracając kompletnie uwagi na ludzi dookoła mnie. Dopiero kiedy chłopak się zatrzymał przez co i ja musiałam stanąć zorientowałam się gdzie jesteśmy. Znajdowaliśmy się na Ostrowie Tumskim, a dokładniej na stosunkowo niedużym moście, na którym zakochane pary przychodzą i zawieszają kłódki ze swoimi inicjałami, aby przypieczętować swój związek.
- Pamiętasz jak przyszliśmy tu jako para pierwszy raz?- chłopak uśmiechnął się do mnie i kucnął, aby przyjrzeć się dowodom wiecznej miłości.
- Wyciągnąłeś mnie z domu w największą ulewę tamtego lata- przypomniałam sobie jak biegaliśmy po mieście nie zwracając uwagi na deszcz, a ludzie patrzeli na nas z dezaprobatą lub rozbawieniem.
- Fajnie było...- spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się lekko- Szkoda, że był to ostatni raz kiedy widziałem cię taką szczęśliwą i beztroską- dodał nie spuszczając ze mnie wzroku. Westchnęłam cicho i wzruszyłam niewinnie ramionami.
- Cóż... dobrze, że chociaż możesz sobie przypomnieć tamtą Kasię.
- Myślisz, że to wystarczy?
- Musi.
Przyjaciel wstał wywracając oczami i podszedł do mnie bliżej.
- Uparta małpa- szepnął mi na ucho i poczochrał po włosach.
- Spadaj!- odsunęłam się od niego i starałam się ułożyć niesforne loki, które pod wpływem wilgoci wyglądały jak moherowy beret.
Tomek próbował mi jeszcze podokuczać, ale nie pozwoliłam mu na to. Gdy w końcu się uspokoił westchnął ciężko i spojrzał mi prosto w oczy, opierając się o barierkę mostu.
- Wiesz, że nie powinnaś się przejmować tym co usłyszałaś dzisiaj na kolacji?
- Nie mogę udawać, że nic się nie stało- odparłam smutno- Przeze mnie Gaba wyjechała, a jej rodzice widują ją rzadziej niż powinni.
- To nie twoja wina- zapewniał mnie- Już nie pamiętasz jak obie marzyłyście, że razem wyjedziecie na studia do Anglii? Obie byłyście tak napalone na ten pomysł, że gdybyście tylko mogły to od razu spakowałybyście walizki, a moje rachunki znacznie by wzrosły przez naliczany roaming kiedy bym do was dzwonił.
- Tak ale...
- Nie ma żadnego "ale"- powiedział stanowczo- To było wasze marzenie i dopięłyście swego. W pewnym sensie. Gaba tak czy inaczej by wyjechała. To był jej główny cel w życiu. A to czy wróci czy nie to już nie twoja sprawa. Nie możesz nic na to poradzić.
- To czemu Szymańscy mnie za to obwiniają?- spytałam załamana.
- Nie robią tego. Adam powiedział to tylko ze względu na to, że nadrzędny powód naszego wyjazdu nie był taki jak planowaliśmy.
- Czyli to jednak moja wina.
- Kaśka! Czy ty słuchasz co się do ciebie mówi?- spojrzał na mnie sfrustrowany, przeczesując włosy ręką- To. Nie. Jest. Twoja. Wina. Mam ci to na czole napisać żebyś mi uwierzyła? Wiesz, że nigdy bym cię nie oszukał...
- Doprawdy?- uniosłam zdziwiona brwi słysząc jego wypowiedź- A kto ukrywał przede mną, że ma inną dziewczynę?
Chłopak schował twarz w dłoniach i pokręcił zrezygnowany głową. Nie wiem ile staliśmy tak pogrążeni w ciszy, ale wcale mi się to nie podobało.
- Powiesz coś...- mruknęłam na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
- Co mam powiedzieć? Że mi przykro? Że zawaliłem? Nie lubię się powtarzać- chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie- Przepraszam. Powinienem ci od razu powiedzieć, ale pierwszy raz w życiu nie wiedziałem jak. To poczucie winy nie dopuszczało mnie do głosu. Bałem się...- wyznał, a ja zmarszczyłam brwi słysząc jego słowa.
- Czego?
- Że cię stracę. Nie jesteś dla mnie tylko przyjaciółką. Jesteś kimś znacznie więcej i wierz lub nie, ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Umarłbym gdybyś po poznaniu prawdy, oznajmiła, że nie chcesz mnie więcej widzieć.
Wpatrywałam się w jego twarz, na której malowała się wściekłość na samego siebie. Wiedziałam, że wiele dla niego znaczę, ale żeby aż tyle? Czego się jeszcze dowiem podczas pobytu tutaj?
Stanęłam naprzeciwko niego i objęłam mocno ramionami.
- W życiu bym tego nie zrobiła. Ty też jesteś dla mnie bardzo ważny. Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczam. Nigdy nie uda mi się spłacić zaciągniętego u ciebie długu.
- Nie musisz- uśmiechnął się słabo- Wystarczy, że jesteś.
Tomek włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej małą niebieską kłódkę z naszymi inicjałami i datą moich urodzin, po czym wyciągnął ją w moją stronę.
- Co to takiego?
- Dowód naszej dozgonnej przyjaźni. Ta data to nie tylko dzień twoich urodzin, ale także dzień kiedy cię poznałem. Co prawda kompletnie nic nie pamiętam z tamtego okresu, gdyż byłem za mały, ale założę się, że już wtedy uznałem cię za kogoś z kim będę chciał się użerać do końca życia- puścił do mnie oczko i szeroko się uśmiechnął.
- Jakie to miłe...- burknęłam nie ukrywając uśmiechu, który zagościł również na mojej twarzy.
- Zaczepiamy?- spytał z zadowoleniem w oku.
- Pewnie!
Wzięłam od niego kłódkę i przypięłam ją na jednym z prętów mostu, przejeżdżając kilka razy palcem po wygrawerowanych inicjałach. Poczułam ulgę i przyjemne ciepło rozprzestrzeniające się wewnątrz mnie. Nawet jeśli nie jesteśmy sobie przeznaczeni to i tak to coś co nas łączy przetrwa wszystko i tak już pozostanie. Na zawsze.
Jedno z najgorszych uczuć jakiego można doświadczyć jest wtedy, gdy patrzysz na osobę którą kochasz i wiesz, że jest załamana, a ty nie możesz jej pomóc. Czułem się taki bezsilny. Gabrysia od kilku dni była niespokojna i co chwilę zerkała na telefon, sprawdzając czy przyjaciółka nie zostawiła jej przypadkiem jakiejś wiadomości. Lubię Kate, ale gdy tylko wróci to nie zostawię na niej suchej nitki. Chociaż może lepiej powierzyć to zadanie Harry'emu? On ma w tym większe doświadczenie, a poza tym i tak ma już u niej przerąbane.
Leżeliśmy na łóżku i udawaliśmy, że jesteśmy zajęci. Ja zawzięcie wpatrywałem się w ekran komputera, a Gabrysia "czytała" książkę, choć od dwudziestu minut dalej była na tej samej stronie. Przyciągnąłem ją bliżej siebie i ucałowałem w czubek głowy, ale dziewczyna nawet tego nie zauważyła. Kate naprawdę ma u mnie wielkiego minusa.
- Na pewno wszystko jest w porządku- szepnąłem ściskając jej dłoń. Brunetka podniosła się nieco wyżej i spojrzała na mnie z niezrozumieniem- Sugeruję żebyś przestała się denerwować, ponieważ Kate nic nie jest i niedługo wróci. Rozmawiałaś z nią wczoraj?
- Tak, ale nie była to długa rozmowa...- westchnęła opierając się o wezgłowie łóżka- Nienawidzę żyć w takiej niepewności. Muszę wiedzieć co się dzieje, ale ona nie chce mi nic powiedzieć.
- Może to nic ważnego czym wypadałoby się martwić- zasugerowałem, a Gabrysia prychnęła pod nosem.
- Oczywiście, że to coś ważnego!- oburzyła się- Nie widziałeś w jakim była stanie gdy skończyła rozmawiać z moim tatą- zacisnęła oczy przypominając sobie reakcję przyjaciółki- Irytuje mnie to, że nikt nie chce mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi. Nawet moi rodzice. W końcu to ja jestem ich rodzoną córką, a ona...- ugryzła się w język, napinając wszystkie mięśnie. Wstała i za wszelką cenę unikała mojego wzroku.
- A ona co?- dopytywałem się, ale odpowiadała mi cisza. Gabrysia w końcu spojrzała na mnie z zakłopotaniem wymalowanym na twarzy. Już otworzyła usta by coś powiedzieć, kiedy zadzwonił jej telefon.
- Halo? Kasia!- przysiadając na krześle przy biurku oddając się bez reszty rozmowie- Co słychać? U mnie wszystko w porządku, a u ciebie? Też tęsknię...- zerknęła na mnie i słabo się uśmiechnęła- Wracasz?! Kiedy?- jej uśmiech zdecydowanie się poszerzył, a w oczach znów zaczęły tańczyć te wesołe iskierki, które mogłem podziwiać dotąd każdego dnia, a przez Kate znikły na jakiś czas- To świetnie! Odebrać cię z lotniska? To napisz mi o której. Wcale nie! Sama jesteś pajacem! Spadaj!- dziewczyna zaczęła się śmiać, a moje serce zaczęło się radować słysząc ten piękny dźwięk- Obiecuję, że będę na czas. Do zobaczenia. Też cię kocham...
Gabrysia wskoczyła na łóżko i mocno mnie od siebie przytuliła, po czym zaczęła całować. W tym momencie nadszedł czas na zadanie sobie najtrudniejszego pytania w moim dotychczasowym życiu. Bardziej chcę się dowiedzieć co powiedziała Kate, czy pozwolić sytuacji się rozwinąć. A niech mnie!
Odsunąłem ją nieco od siebie, a ona spojrzała na mnie nieco zaskoczona moim zachowaniem, ale dalej z zadowoleniem na twarzy.
- Nie żebym narzekał czy coś, ale powiesz mi co takiego mówiła Kate?- spytałem, wciąż przytrzymując ją blisko siebie w razie gdyby odpowiedź brzmiała "nie", dzięki czemu mógłbym od razu powrócić do przerwanej czynności.
- Wraca za trzy dni. Mam odebrać ją z lotniska.
- Za trzy dni?!
- Taaak... To źle?
- Świetnie, ale wtedy Harry ma urodziny i organizujemy mu przyjęcie. Oczywiście jesteś zaproszona- uśmiechnąłem się do niej i skradłem małego całusa- O której wraca?
- Wieczorem powinna wylądować na Heathrow. Najwyżej się nieco spóźnię.
- A może zabierzesz ją ze sobą?- zaproponowałem, a dziewczyna spojrzała na mnie jak na wariata.
- Naprawdę sądzisz, że to dobry pomysł? Ona sama do tej pory nie przyznała się przede mną o tym, że Styles ją pocałował, a myślisz, że będzie chciała jechać do niego na urodziny? Niepoprawny optymista z ciebie Niall- ucałowała mnie w czubek nosa i położyła obok, wtulając w mój bok.
- Tak tylko głośno myślę...- westchnąłem, przeczesując jej krótkie włosy.
- Mogę się jej ewentualnie zapytać czy miałaby ochotę pójść jeśli w ogóle będzie w stanie ze mną rozmawiać.
Przyciągnąłem ją bliżej siebie i obserwowałem jak jej napięta do tej pory sylwetka zaczyna się rozluźniać. Jeden telefon i jakby ręką odjął. Może jednak nie będę się wyżywał na naszej tekściarce i pozwolę jej napisać jeszcze kilka hitów.
- Mogę cię o coś spytać?- złapałem ją za podbródek i uniosłem go do góry żeby na mnie spojrzała. Brunetka skinęła lekko głową- Możesz mi wytłumaczyć co miałaś na myśli mówiąc, że jesteś rodzoną córką swoich rodziców, a Kate kimś innym? Miałaś na myśli, że ona jest tylko przyjaciółką, tak?
Całe napięcie, które z niej zeszło wróciło z podwójną siłą. Czy ja mógłbym się czasem zamknąć? Chyba zaraziłem się tym niepotrzebnym gadulstwem od Hazzy. Trzeba go zamknąć w izolatce. Może piwnica by się do tego nadawała?
Gabrysia nie odzywała się przez dłużą chwilę, wpatrując się w plakaty wiszące na ścianie. Kiedy już miałem powiedzieć, że nie musi odpowiadać jeśli nie chce, powierzyła mi chyba największą tajemnicę na temat Kate jak do tej pory.
- Widzisz, ona...- wzięła głęboki oddech i zamknęła oczy myśląc, że gdy to zrobi jej wina ujawnienia tego sekretu będzie mniejsza- Kasia jest moją przyrodnią siostrą. W pewnym sensie.
- Chyba nie rozumiem...- pokręciłem zmieszany głową- Albo nią jest albo nie. Nie może być "w pewnym sensie".
- To dość skomplikowana sytuacja- odparła odsuwając się ode mnie i siadając na kraju łóżka- Kocham cię nad życie Niall, ale jeśli chodzi o Kasię to naprawdę powinnam trzymać język za zębami. To nie jest tak, że nie chcę ci powiedzieć. Po prostu nie mogę. Musisz to zrozumieć.
- Rozumiem tylko...
- Jeśli rozumiesz to nie może być żadnego "tylko"- stwierdziła stanowczo patrząc mi prosto w oczy- Nie chcę się o to kłócić. Już i tak powiedziałam tobie i chłopakom za dużo.
- Sądzisz że mógłbym się wygadać?
Gabrysia westchnęła i schowała twarz w dłoniach.
- Oczywiście, że nie, ale chociażby ze strony czysto moralnej nie powinnam nawet o tym wspomnieć. To jej sekret i jeśli kiedyś będzie chciała to wam go wyjawi. Ja nie mam do tego prawa. Gdyby tu chodziło tylko o mnie od razu bym ci powiedziała, ale tak nie jest, dlatego proszę zakończmy ten temat- powiedziała na jednym wdechu i popatrzyła na mnie błagalnie.
- To chyba faktycznie bardzo skomplikowane skoro Savana nazywa swoim bratem, a na pewno nie jest jego przyrodnią siostrą, a ciebie nie. Chociaż z nią to nic nie wiadomo. Jeszcze trochę i okaże się, że ja jestem jej rodziną...
- Niall! Błagam! Odpuść!- wyrzuciła ręce w górę, po czym zdenerwowana podeszła do okna. Chyba rzeczywiście powinienem się zamknąć.
- Przepraszam...- westchnąłem stając za nią i obejmując ramionami w talii- Nienawidzę patrzeć jak jesteś smutna, dlatego mnie trochę poniosło- wyjaśniłem swoje zachowanie, co wcale go nie usprawiedliwiało- Nie gniewaj się na mnie. Proszę.
- Nie gniewam- obróciła się w moich ramionach, stając do mnie przodem- Nic nie jest takie jak ci się wydaje. Prawda jest taka, że im mniej wiesz tym lepiej śpisz. Sama się wpakowałam w ten krąg tajemnic, ale wcale nie żałuję. Dla niej zrobiłabym to jeszcze raz, pomimo tego, że chodzę teraz i obgryzam z nerwów paznokcie.
- Łe! Nie robisz tego!- ująłem jej dłoń i zacząłem przyglądać się jej wypielęgnowanym palcom.
- Jasne, że nie! Tak się tylko mówi- klepnęła mnie w ramię, śmiejąc się przy tym z mojej zdegustowanej miny- Nie rozmawiajmy już o tym. Cieszmy się, że Kasia wraca i zapomnijmy o wszystkich problemach. Masz jakiś pomysł jak to zrobić?- spojrzała na mnie niewinnie, a ja od razu wiedziałem co ma na myśli. Zbliżyłem swoją twarz do jej i szepnąłem prosto w usta.
- Chyba mam pewien pomysł...
Polska, Wrocław, kancelaria notarialna
Kiedy już myślałem, że ten okropny dzień dobiegł końca moja sekretarka poinformowała mnie, że mam jeszcze jedno spotkanie.
- Jak to możliwe? Przecież pracujemy tylko do osiemnastej- spytałem srogo, lustrując moją nową pracownicę od góry do dołu.
- Tak, ale sam pan powiedział, że jeśli ta dziewczyna będzie się chciała z panem umówić na spotkanie mam nie zwracać uwagi ani na dzień, ani na godzinę...- odpowiedziała tak cicho, że ledwie byłem w stanie ją usłyszeć. Nim zdążyłem się zapytać kogo ma dokładnie na myśli rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę!- krzyknąłem przez gabinet, a w progu stanęła elegancko ubrana młoda dziewczyna. Od razu ją rozpoznałem po tym wyjątkowo tajemniczym błysku w oku- Katarzyna. Miło mi cię znowu widzieć- uścisnąłem jej dłoń kiedy razem z jakimś chłopakiem stanęła naprzeciwko mnie.
- Odpowiedziałabym tak samo, ale chyba nie wypada okłamywać prawnika- uśmiechnęła się lekko i przedstawiła swojego towarzysza- To jest Tomek, mój przyjaciel. Chciałabym żeby uczestniczył w tym spotkaniu jeśli to nie stanowi żadnego problemu.
- Oczywiście, że nie- zgodziłem się i wskazałem na dwa fotele stojące przy biurku- Usiądźcie. Może chcecie coś do picia?
- Dziękujemy- dziewczyna odpowiedziała za nich oboje, chociaż wydawało mi się, że jej przyjaciel miał ochotę na szklankę wody.
- Jak ci się podoba Anglia? Dalej mieszkasz w Londynie?- spytałem będąc ciekawy jak potoczyła się historia tej biednej dziewczyny.
- Tak. Pogoda mogłaby być nieco lepsza, ale nie narzekam. To dobre miejsce żeby uciec i poddać się wirowi pracy- odpowiedziała nie spuszczając ze mnie wzroku. Jedno mogę powiedzieć- zmieniła się i teraz już nie przypomina przestraszonej i zagubionej nastolatki, którą zobaczyłem po raz pierwszy- Co słychać w pięknym Wrocławiu? Dużo się zmieniło odkąd wyjechałam?
- Tyle tylko, że jest więcej dziur w drogach i kilka odświeżonych kamienic. Nic specjalnego...- machnąłem ręką, a dziewczyna uśmiechnęła się lekko.
- Chyba powinnam się wybrać na małe zwiedzanie zanim wrócę- stwierdziła zerkając na Tomka- Ale chyba czas żebyśmy przeszli do omówienia powodu naszego spotkania. Nie chcę pana zatrzymywać po godzinach, więc może wyjaśni mi pan po co mnie tu ściągnął?
Nie zawracając sobie głowy niepotrzebnym wprowadzeniem, wyjąłem z szuflady biurka czarną teczkę i podałem ją brunetce, która przyglądała mi się z zaciekawieniem i lekkim dystansem.
- Co to takiego?- spytała otwierając ją i zaglądając do środka.
- Spóźniony prezent urodzinowy od twojego ojca- poinformowałem ją, a ona w momencie przestała wertować kartki i zastygła w bezruchu- Razem z nim spisaliśmy te dokumenty gdy byłaś jeszcze mała. Pamiętam jakby to było wczoraj kiedy przyszedł do mojego biura i oznajmił, że chce przepisać swojej córce piękny dworek pod Wrocławiem. Zastrzegł jedynie, że mam przekazać ci akt własności gdy skończysz osiemnaście lat i według polskiego prawa będziesz dorosła. Może bał się, że gdy odziedziczysz go wcześniej nie będziesz doceniała jego wartości.
- Nie rozumiem...- przerwała mi mój monolog- Rodzice nigdy nie wspominali, że są właścicielami jakiegoś domu oprócz tego, w którym się wychowywałam i mieszkania w Londynie.
- To miała być niespodzianka. Posiadłość ta należała do twoich pradziadków ze strony mamy i była przepisywana kolejnym pokoleniom, w testamentach. Byłabyś pierwszym członkiem rodziny, który otrzymał go wcześniej.
Kasia wpatrywała się w dokumenty wielkimi oczami i rozchylonymi ustami. Kilka razy otwierała je i zamykała próbując coś powiedzieć, ale każda próba kończyła się fiaskiem. W końcu odłożyła dokumenty na blat i zaczęła chodzić w tę i z powrotem po moim gabinecie.
- A moi rodzice dali mi na osiemnastkę tylko dwie stówy- zaśmiał się pod nosem Tomek, przeglądając akt własności. Chciałem do niego dołączyć wspominając swój prezent urodzinowy, ale widząc mordercze spojrzenie jego przyjaciółki ugryzłem się w język. Nie dziwię się, że nie było jej do śmiechu.
- To nie jest zabawne- odparła szorstko, jedną dłonią przeczesując nerwowo bujne loki, a drugą kładąc na biodrze.
- Przepraszam- posłał jej ciepły uśmiech i wskazał ruchem głowy na plik kartek- Co masz zamiar z tym zrobić?
Brunetka wpatrywała się przez chwilę w bliżej nieokreślony punkt, zastanawiając się nad odpowiedzią. Kilka razy pokręciła przecząco głową, bijąc się z własnymi myślami i przygryzając wargę. Wyglądała jakby od tej decyzji miało zależeć całe jej życie. Jeśli tak było to choć widziałem i słyszałem już wiele rzeczy jako notariusz tego w życiu bym się nie spodziewał.
- Proszę to sprzedać- odezwała się, nie zerkając na żadnego z nas.
- Słucham?- pochyliłem się nieco aby usłyszeć jeszcze raz co powiedziała, gdyż nie byłem pewny czy mój zmysł mnie nie zawodzi.
- Chcę żeby go pan sprzedał. Jak najszybciej. Może pan nawet zaniżyć cenę. Nie interesują mnie pieniądze.
- Jesteś pewna?- dopytywałem się nie mogąc uwierzyć w jej słowa. Każdy by się cieszył z takiego prezentu, a ona chce go sprzedać?
- Nie możesz tego zrobić!- wtrącił się Tomek i złapał ją za ramiona- Nie pozwolę ci na to.
- Nie masz w tej kwestii nic od powiedzenia- przypomniała mu, a on zaśmiał się jej prosto w twarz.
- Czyżby?- uniósł pytająco brew- Sama mnie tu przyciągnęłaś żebym cię wspierał i pomógł w razie czego podjąć właściwą decyzję, więc nie mów mi, że mam siedzieć i patrzeć jak popełniasz wielki błąd.
- TO jest jedyna słuszna decyzja.
- Nie prawda! Nawet nie widziałaś tego dworku.
- I co z tego? Po co miałabym go oglądać?
- Nie chcesz wiedzieć co jest w nim takiego wyjątkowego, że twój tata chciał ci go podarować akurat na osiemnaste urodziny?
Kasia przez chwilę wpatrywała się w niego z jawną wściekłością, która aż promieniowała z jej osoby, ale Tomek nic sobie z tego nie robił. Dalej mocno trzymał ją za ramiona i czekałem tylko aż nią potrzęsie żeby rozum wrócił jej do głowy.
- Co mam zrobić z tymi dokumentami?- odezwałem się, kiedy cisza zaczęła się uciążliwie przeciągać- Jeśli chcesz możemy pojechać go jutro obejrzeć i wtedy zdecydujesz czy go sprzedasz czy nie.
- Zgódź się- chłopak niemal jej rozkazał, a ona przytaknęła po chwili, nie odrywając od niego wzroku.
- Dobrze...- popatrzyłem zdziwiony na parę przede mną, nie za bardzo wiedząc co teraz zrobić- Przyjedźcie do mojego biura jutra o dziesiątej i pojedziemy razem go obejrzeć. Pasuje wam ta godzina?
- Tak- po raz kolejny odpowiedzi udzielił Tomek, a brunetka stała nic nie mówiąc tylko kiwając głową.
- W takim razie to wszystko na dzisiaj. Chyba, że macie jeszcze jakieś pytania.
- Nie. Wiem wszystko i nawet więcej niż chciałam- dziewczyna w końcu zabrała głos i uścisnęła moją dłoń- Widzimy się jutro rano.
- Oczywiście- uśmiechnąłem się i odprowadziłem ich do wyjścia. Wymieniliśmy jeszcze kilka grzeczności, kiedy brunetka spojrzała przez moje ramię na sekretarkę siedzącą w holu.
- Granie niedostępnego i groźnego nie pomaga w relacjach między pracownikiem, a pracodawcą. Proszą ją traktować z szacunkiem- powiedziała zbijając mnie tym z tropu. Zerknąłem na blondynkę, która układała jakieś dokumenty. Zwróciłem się z powrotem w stronę Kasia i spojrzałem na nią zaskoczony.
- Skąd u tak młodej osoby taka wiedza?
- Doświadczenie nabrane w ekspresowym tempie, proszę pana- uśmiechnęła się delikatnie i wraz ze swoim przyjacielem zniknęła za drzwiami.
Kto by pomyślał? Kiedyś małomówna i przerażona, teraz twardo stąpa po ziemi. To już nie jest ta sama osoba, którą poznałem za pierwszym razem. Z pogrążonej w depresji dziewczyny wyrosła piękna, mądra i pewna siebie młoda kobieta. Nie sądziłem, że w stosunkowo tak krótkim czasie, ludzie potrafią się tak zmienić. Mam nadzieje, że odnalazła szczęście i uporała się z demonami przeszłości. Podobnie jak cała jej rodzina, jest to klientka, która zapisała się na długo w mojej pamięci.
Studio taneczne "London Studio Center"
Wcale się nie dziwię, że Simon był taki wkurzony kiedy do mnie zadzwonił, kiedy przyjechałem i gdy skończyliśmy pierwszą część próby. Dzisiaj nie wychodziło nikomu absolutnie nic. Coś strasznego...
- Cześć Savan!- usłyszałem wesoły głos Niall, który razem z resztą One Direction wszedł na salę oczekując na swoją kolej. Ogłosiłem piętnaście minut przerwy i usiadłem obok nich na widowni.
- Co słychać? Wyglądacie jakbyście szli na skazanie- stwierdziłem widząc ich tęgie miny- Niall co z nimi?
- Zachowują się tak odkąd Kate wyjechała. Nawet meczu nie można z nimi obejrzeć!- spojrzał na swoich przyjaciół z pogardą, po czym uśmiechnął się do mnie szeroko- Skoro mamy jeszcze trochę czasu nie obrazisz się jak skoczę coś zjeść?
- Leć- machnąłem ręką, a chłopak pobiegł uradowany do części bufetowej- A wy panowie lepiej weźcie się w garść, bo Cowell jest naprawdę mocno wkurzony i nie chcecie mu dzisiaj podpaść.
- To akurat żadna nowość...- burknął Harry.
- Czyżbyś znowu był nie w sosie Styles?
- No proszę! Zamieniasz się w niezłego psychologa.
- Trzeba było słuchać co niektórzy mają ci do powiedzenia, a nie rzucać się na nich i ich całować to teraz śmigałbyś po scenie jak na chłopaka w twoim wieku przystało- odparłem, mierząc go spojrzeniem z serii "myślałeś, że nie wiem?". Nabrał wody w usta i więcej się nie odzywał.
- Skąd o tym wiesz?- spytał Louis.
- Gaba mi powiedziała, choć sądziłem, że Liam pierwszy mnie poinformuje o kolejnym głupim zachowaniu waszego kolegi- zerknąłem na Payne, który udawał, że mnie nie słyszy i zawzięcie bawił się swoim telefonem.
- To żadna nowość, więc nie było sensu ci o tym mówić- do rozmowy włączył Zayn. Szkoda, że nie ma Kate to zgasiłaby go jednym słowem.
- W sumie to masz rację. Tym razem nie mam zamiar nadstawiać za was głowy. Sami rozwiążcie to nieporozumienie.
- Nie nazwałbym tego nieporozumieniem.
- Słucham? Przecież gdyby Harry wysłuchał Kate...
- Nie mówię o tym, że wyjechała tylko na trochę, ale o pocałunku- sprostował chłopak- Myślę, że nasz zadurzony po uszy Loczek zrobiłby to tak czy siak. Może nie wtedy, ale kiedyś na pewno.
- Chyba powinniśmy mu parzyć melisę codziennie rano- zaproponował Liam, a Louis zaczął się śmiać.
- Myślę, że to by go nie powstrzymało- skwitował Tommo, patrząc na przyjaciela, który siedział z założonymi rękami na klatce piersiowej i ściągał wkurzony brwi. Kto tu się na kogo powinien wkurzać... W międzyczasie dołączył do nas Niall, który trzymał w ręku paczkę chipsów.
- Wyobrażacie sobie, że skończyły się naleśniki z bitą śmietaną?! Nie wiem za co im płacą na tej stołówce...- prychnął oburzony i władował sobie do buzi garść tłustych plasterków z ziemniaków- O czym rozmawiacie?
- A jak myślisz? Co jest ostatnio top tematem w naszym domu?- spytał z ironią w głosie Zayn.
- Narwany charakter Harry'ego?
- I?- namawiał go do wytężenia szarych komórek mulat.
- Kate!- odparł uradowany Horan odgadując temat naszej pogawędki- Ona raczej szybko nie spadnie z piedestału, zwłaszcza jeśli pojawi się na urodzinach Hazzy, a ten znów coś odwali.
- Co?!- Styles zerwał się z miejsca i podszedł do blondyna- Jak to "jeśli pojawi się na moich urodzinach"?!
- Tak to- odparł wzruszając ramionami- Wraca do Londynu pierwszego lutego, a z tego co pamiętam masz wtedy urodziny- wyjaśnił mu jak krowie na granicy.
- Skąd to wiesz i czemu mi wcześniej nie powiedziałeś?!
- Bo dowiedziałem się o tym niedawno. Kate dzwoniła do Gaby i prosiła żeby odebrała ją z lotniska.
- Czemu nie poprosiła mnie?- zapytałem sam siebie, ale Niall postanowił odpowiedzieć na dręczące mnie pytanie.
- Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że nie wie o tym, że wiesz o akcji z całowaniem, więc pewnie nie chciał ci się tłumaczyć. Przynajmniej na razie.
- Czemu nie powiedziałeś nam o tym wcześniej?- dopytywał się dalej Louis chcąc dowiedzieć się czemu przyjaciel zwlekał z ujawnieniem tej informacji.
- Szczerze to miałem wam w ogóle nie mówić. Zwłaszcza tobie- wskazał palcem na Tomlinsona- Bez obrazy Lou, ale znamy się na tyle, że mogę dam sobie rękę uciąć o to, że właśnie obmyślasz plan jak zeswatać Harry'ego z Kate.
- A mi?- wtrącił się Loczek.
- Po pierwsze nie wiem na sto procent czy się pojawi, a po drugie uznałem, że mogłaby to być miła niespodzianka- tłumaczył swoje postępowanie.
- Masz rację- poklepał go po ramieniu Styles- Najlepsza niespodzianka w całym moim życiu.
- W takim razie nie pozostaje nic innego jak nadzieja, że przyjedzie.
- Ja już dawno straciłem nadzieję na cokolwiek.
- Chłopaki! Do roboty!
Usłyszeliśmy za naszymi plecami rozzłoszczony głos Cowella, co oznaczało, że trzeba na chwilę zapomnieć o problemach i rozterkach miłosnych. Pora wziąć się w garść i pokazać na co nas stać.
Polska, wieś pod Wrocławiem- Św. Katarzyna
- Powiedzcie, że robicie sobie ze mnie jaja...- mruknęłam łapiąc się za głowę.
- Czemu tak uważasz?- mój notariusz obrócił się na przednim fotelu, aby na mnie spojrzeć.
- Chce mi pan powiedzieć, że wieś, w której znajduje się ten domek nazywa się "Św. Katarzyna"?- tym razem zwróciłam się bezpośrednio do niego.
- Owszem. Myślisz, że dlaczego dano ci tak na imię?- popatrzył na mnie rozbawiony.
- Do tej pory myślałam, że rodzice nie mogli dojść w szpitalu do porozumienia, więc przypadkiem padło akurat na to.
- Nic nie dzieje się przypadkiem- stwierdził ciepło się do mnie uśmiechając i obracając z powrotem w kierunku jazdy.
- Jasne... Tak poza tym to dość dziwne, że wie pan takie rzeczy, a ja nie. Zupełnie jakby miał pan więcej informacji na temat mojej rodziny niż ja- nachyliłam się w jego kierunku, a on wzruszył niedbale ramionami.
- Po prostu moja rodzina zna się z twoją bardzo długo. Głównie przez interesy jakie razem prowadzimy, ale jak to często bywa, podczas spotkania biznesowego zawsze znajdzie się temat, który zahaczy o życie osobiste. Podobno jesteś w tym doświadczona, więc powinnaś o tym wiedzieć najlepiej- zerknął na mnie kątem oka.
- Taa...- burknęłam pod nosem, poprawiając się na fotelu, kiedy moją uwagę przyciągnęła głupia mina Tomka- I z czego się śmiejesz?!
- Absolutnie z niczego!- uniósł ręce w geście obronnym, nie zaprzestając prób ukrycia swojego rozbawienia. Idiota- Ale tak na serio to nie uważasz, że to dość zabawne? Nie dość, że wspaniała to jeszcze święta? Choć z tym drugim to chyba trochę przesadzili...
- Jesteśmy na miejscu- odezwała się kobieta, która zatrzymała samochód na kamiennym podjeździe, uniemożliwiając mi tym samym posłanie chłopakowi ciętej riposty.
Moje serce zaczęło szybciej bić, a ręce niemiłosiernie pocić. Otworzyłam drzwi, a gdy stanęłam na chwiejnych nogach musiałam się oprzeć o samochód, aby się nie przewrócić. Widok przede mną był niesamowity. Przez dłuższą chwilę próbowałam ogarnąć wzrokiem i innymi zmysłami urok domu przed którym się znajdowałam. Parterowy budynek otoczony lasem, z małym ogródkiem przed wejściem wyglądał jak wyjęty prosto z bajki. Wolnym krokiem weszłam na niedużą werandę i czekałam aż będę mogła wejść do środka. Gdy w końcu uporaliśmy się z lekko przymarzniętym zamkiem, drżącą ręką chwyciłam za klamkę i pociągnęłam ją. Moim oczom ukazał się długi hol prowadzący w głąb domu. Stukot moich butów stykających się z drewnianym parkietem odbijał się echem między białymi ścianami. Weszłam do dużego holu, w którym stało kilka przykrytych prześcieradłami mebli. Po lewej stronie znajdowało się przejście do jadalni, a kuchnia z tego co dowiedziałam się od oprowadzającej nas kobiety była za drzwiami, które wcześniej minęłam po prawej stronie. Mało docierało do mnie z tego co agentka nieruchomości do nas mówiła, ponieważ nie mogłam się skupić na niczym innym niż widok za wielkimi tarasowymi drzwiami które wychodziły na drugi ogród znajdujący się z tyłu domu.
- Zapiera dech w piersiach, co?- usłyszałam koło ucha szept Tomka, który sprowadził mnie na ziemię.
- Niesamowity...- przyznałam, nie odrywając wzroku od krajobrazu za oknem.
- A ty chciałaś go sprzedać- prychnął i pociągnął mnie za rękę- Choć. Zobaczmy co jest wyżej.
- Wyżej?- spytałam zaskoczona.
- Podobno jest tu zagospodarowane poddasze- mrugnął do mnie okiem i zaprowadził na górę.
Weszliśmy schodami na coś co jak sądziłam będzie zwykłym strychem. Tak bardzo się myliłam! Znaleźliśmy się w wielkim pokoju obitym boazerią wykonaną z ciemnego drewna, do którego światło wpadało przez trzy małe, półokrągłe okienka umieszczone tuż przy łączeniu ścian z dachem. Tutaj również znajdowało się kilka mebli zasłoniętych białym materiałem. Odsłoniłam jedną z komód, która wyglądała jak jakiś antyk. Otworzyłam pierwszą szufladę i ku memu zdziwieniu znalazłam w niej jakieś rzeczy, jednak moją uwagę przyciągnęła stara książka, oprawiona w czarną skórę, ze złotym napisem na okładce. Wyciągnęłam ją i po otwarciu okazało się, że to nie książka, a album. Po napisach umieszczonych pod zdjęciami wywnioskowałam, że to mój album rodzinny. Nie rozpoznawałam osób z pierwszych zdjęć. Dopiero przedostatnie przedstawiające moich dziadków utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem spokrewniona z ludźmi ze wcześniejszych fotografii. Ostatnia przedstawiała mnie i moich rodziców. Jak wyczytałam były to moje pierwsze urodziny. Sądząc po ubraniach mamy i taty oraz tym czymś czym ja byłam owinięta, zdecydowanie musiał to być początek lat dziewięćdziesiątych. Ohyda. Przejechałam kilka razy opuszkami palców po twarzach moich bliskich i gdy minęła pierwsza faza szoku i kiedy dotarło do mnie na co patrzę, z moich oczu zaczęły cieknąć łzy. Byłam tak przejęta, że nawet nie zauważyłam kiedy Tomek wziął mnie w ramiona, szeptając uspokajające słowa.
- Nie płacz...- przytulił mnie mocniej i ucałował w czubek głowy- Powinnaś się cieszyć, że odkryłaś swoje dziedzictwo.
- Dziedzictwo?- zaczęłam się histerycznie śmiać- Kolejny, który urwał się z historycznej powieści!- otarłam mokre policzki i wzięłam głęboki oddech- Jest wiele rzeczy które powinnam, a nie robię.
- Mi akurat nie musisz tego mówić- mrugnął do mnie okiem i jeszcze raz ucałował.
- I jak?- do pokoju wszedł notariusz wraz ze swoją asystentką- Podjęłaś już decyzję?- zwrócił się w moją stronę z wyczekiwaniem.
- Tak- odpowiedziałam zerkając na przyjaciela- Nie sprzedaję tego domu.
- Świetna decyzja- skomentował i wręczył mi akt własności pokazany wczoraj- Gratuluję. Zostałaś właścicielką pięknego dworku z pierwszej połowy osiemnastego wieku i ziemi o łącznej powierzchni trzech hektarów.
- Jakoś nigdy nie byłam dobra w jednostkach powierzchni, więc za dużo mi to nie mówi...- przyznałam, a przyjaciel wywrócił oczami.
- Więcej ci nie potrzeba- zapewnił mnie starszy mężczyzna- Chcecie zostać czy możemy już wracać?
- Moglibyśmy posiedzieć tu jeszcze parę minut?- poprosiłam, a on zgodził się bez dłuższego namysłu- Dziękuję- uśmiechnęłam się i złapałam Tomka za rękę- Gotowy na małe zwiedzanie?
Dom One Direction
Pomimo naprawdę złego humoru Simona i kilkukrotnych prób zabicia mikrofonem Nialla przez Harry'ego i Louisa przeżyliśmy ten tydzień bez większych uszczerbków na zdrowiu. Przynajmniej tym fizycznym, bo o nasz stan psychiczny nie będę się spierał. Szczególnie jeśli mówimy o naszym najmłodszym przyjacielu, który od wyjazdu Kate zrobił się nienormalnie cichy. Szkoda, że dopiero teraz...
Wszyscy zajęci byli swoimi sprawami. Niall z Louisem oglądali mecz, choć Horan bardziej był przejęty tym co mówiła do niego Gaba przez telefon niż tym co działo się na boisku, a Zayn malował coś u siebie w pokoju. Żadna z tych rozrywek nie była dla mnie wystarczająco kusząca, abym dołączył do któregoś z nich, dlatego też postanowiłem przygotować sobie kolację. Przechodząc przez korytarz zauważyłem uchylone drzwi wejściowe. Chciałem je zamknąć, ale dostrzegłem siedzącego na schodach Loczka.
- Co ty tu robisz?- spytałem sięgając po swoją kurtkę i wychodząc z domu.
- Podziwiam krajobraz- odpowiedział wiąż patrząc przed siebie.
- Chętnie popodziwiam go z tobą jeśli mi powiesz co takiego ciekawego jest w asfaltowym podjeździe i żelaznej bramie.
Harry uśmiechnął się pod nosem i schował ręce do kieszeni. W powietrzu zawisła cisza, którą zaburzało jedynie głośne myślenie bruneta. Naprawdę. Gdybyśmy byli postaciami z kreskówki, to z jego uszu wydobywała by się para, a nad głową pojawiały się chmurki z kolejnymi pomysłami na jakie by wpadał.
- Ciągle o niej myślisz- bardziej stwierdziłem niż zapytałem, a Styles głośno westchnął.
- Ciężko tego nie robić.
- Masz rację. Też czasami się na tym łapię...
- Naprawdę?- chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- Tak. Co prawda nie tak często jak ty i nie w takim sensie, ale też gdzieś tam krząta się w mojej głowie- uśmiechnąłem się do niego- Co zamierzasz zrobić?
- To znaczy?- zmarszczył brwi, nie rozumiejąc o co mi chodzi.
- Co zrobisz gdy się w końcu spotkacie? Znów będziesz przepraszał i błagał o kolejną szansę?
- Nie wiem Liam...- pokręcił zrezygnowany głową- Już nie wiem co by było lepsze.
- A czego ty byś chciał?
Styles zaczął się śmiać i popatrzył na mnie z rozbawieniem.
- Sądzisz, że to ma znaczenie? Powinienem się skupić na tym aby nie zawalić naszej szansy na osiągniecie sukcesu, a nie na tym czego bym chciał jeśli chodzi o Kate. To nie ma znaczenia...
- Oczywiście, że ma!- oburzyłem się- Nie wybijemy się jeśli będziesz wychodził na zdjęciach z taką miną jak teraz. Każdy pomyśli, że zmuszamy cię do śpiewania, a nie że robisz z miłości.
- Masz rację. Kocham to robić i na tym muszę się skoncentrować.
- Ty nic nie rozumiesz...- potarłem zrezygnowany dłonią kark- Chodziło mi raczej o to, że jeśli nie będziesz szczęśliwy na co dzień, to nie będziesz też na scenie, w studiu, czy podczas wywiadu. Jeśli Kate sprawiłaby, że budziłbyś się codziennie z uśmiechem na twarzy i chęcią do stawienia czoła kolejnemu dniu to musisz walczyć o swoje marzenia. Nawet te mało realne.
Przyjaciel przyglądał mi się przez chwilę uważnie, analizując moje słowa. Trochę to trwało nim wyciągnął poprawne wnioski.
- Sugerujesz żebym się nie poddawał i spróbował jeszcze raz?- spytał chcąc potwierdzić wyniki swojej wnikliwej interpretacji- Do tej pory dawałeś mi jasno do zrozumienia, że najwyższy czas odpuścić.
- Wiem- przyznałem- Ale widząc cię w takim stanie doszedłem do wniosku, że to nie jest dobre. Poza tym sądzę, że Kate tak naprawdę też coś do ciebie czuje.
- Skąd to wiesz?
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami- Po prostu tak mi się wydaje. Może nie jest w tobie aż tak zadurzona jak ty w niej, ale na pewno cię lubi, choć możliwe, że nawet sama przed sobą się do tego nie przyznaje.
- Czyli jakaś szansa jest...
- Szansa jest zawsze, tylko musisz ją dobrze wykorzystać- poklepałem go po ramieniu i uśmiechnąłem pocieszająco- Chodź bo jeszcze będziesz chory i Simon mnie zabije, że cię nie przypilnowałem.
- Kate miała racje- odparł rozbawiony.
- Z czym?- spytałem zaskoczony jego wypowiedzią.
- Z tym, że powinniśmy mówić na ciebie "Daddy"- mrugnął do mnie okiem, a ja palnąłem go w głowę.
- Bardzo śmieszne... Gdybyście nie byli tacy nieogarnięci nie musiałbym za wami latać i mówić co macie robić.
- Kto jest niedorozwinięty?- wtrącił się Louis, który wracał z kuchni z miską popcornu.
- Nie powiedziałem... chociaż to określenie też do was pasuje- przyznałem, po krótkim namyśle.
- Gdzie byliście?- dołączył do nas umazany farbą Zayn schodzący z góry.
- Nasz kochany Daddy pilnował żebym się nie przeziębił- poinformował ich Styles mocno się do mnie przytulając.
- Awww! To takie słodkie i kochane!- do uścisku dołączył się Tommo.
- Co tu się dzieje?- Niall popatrzał na nas jak na wariatów- Zresztą nie ważne. Ja też chcę!- rzucił się na naszą trójkę, przez co wylądował na moich ramionach.
- No chyba sobie ze mnie żartujecie...- jęknąłem próbując zrzucić z siebie Horana. Nieskutecznie.
- Zayn! Na co czekasz? Chodź do nas!- machnął do niego Hazza, a Malik wywrócił oczami.
- A co mi tam. I tak prędzej czy później zarażę się od was głupotą.
Podszedł do nas zdecydowanie spokojniej niż blond przyjaciel i objął cała szerokością ramion.
- Jaka z nas piękna rodzinka!- wyszczerzył się Lou.
- Pomyliło ci się. Słowo, którego chciałeś użyć i zaczyna się na "p" to nie "piękna" tylko "patologiczna"- poprawił go mulat i wszyscy wybuchliśmy gromkim śmiechem, przez co nie miałem już siły utrzymać Nialla, w wyniku czego wylądował na podłodze. Gdybym wiedział, że to tak zadziała to wcześniej rzuciłbym jakimś żartem.
Polska, Wrocław, dom rodzinny Gaby
Rodzina. Ludzie, których nie możemy sobie wybrać i samemu zdecydować czy chcemy ich nazywać naszymi najbliższymi czy nie. Niektórzy mają szczęście i rodzą się w domu pełnym miłości i ciepła, a inni nie trafiają tak dobrze. Ja zaliczam się do grupy podwójnych szczęściarzy. Moja prawdziwa, biologiczna rodzina była z rodzaju tych pierwszych. Żyjących w zgodzie i darzących się bezgraniczną i bezinteresowną miłością. Otaczałam się ludźmi, którzy bez zastanowienia skoczyliby za mną w ogień i stanęli po mojej stronie nawet gdyby wiedzieli, że nie mam racji. Obdarowywali mnie każdego dnia pięknym uczuciem chcąc, żebym w przyszłości mogła przekazać je dalej. Potrafiła kochać. Niestety nie zdążyli nauczyć mnie wszystkiego. Pomimo moich różnych występków i małych grzeszków życie postanowiło mnie w pewien popieprzony sposób oszczędzić i postawiło na mojej drodze ludzi, którzy podjęli się próby przekazywania mi tej tajemnej wiedzy.
Patrząc na nich z boku stwierdziłam, że idealnie się nadają do tego zadania. Dom w którym wychowywała się Gaba jest wprost idealny. Oczywiście zdarzają się drobne sprzeczki, ale są one przydatne żeby od czasu do czasu rozładować atmosferę i wyjaśnić sobie to i owo. Spokojnie mogłabym przedstawić tą rodzinę jako wzór do naśladowania. Moją rodzinę. Odsunęłam szybko od siebie tą myśl, zdając sobie sprawę, że tak jak z większością ludzi których znam, łączy mnie z nimi swego rodzaju umowa, którą podpisali żeby mi pomóc. Zrobili dla mnie tak dużo, że nie mam prawa sama mianować się członkiem ich rodziny i choć sami wiele razy sugerowali żebym "czuła się jak w domu", czy mówili że kochają mnie jak własną córkę, nie potrafię spełnić ich prośby. Nie zasługuję na to.
Z moich wewnętrznych rozterek wyrwał mnie ciepły głos mamy Gaby:
- Od kiedy to słodzisz siedem łyżeczek cukru?- spytała zatrzymując moją dłoń z kolejną pełną porcją w powietrzu.
- Zamyśliłam się- uśmiechnęłam się do niej przepraszająco i odłożyłam łyżeczkę do cukierniczki.
- Nic się nie stało kochanie- kobieta pogłaskała mnie po głowie i ucałowała w skroń- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że przyleciałaś! Tak dawno się nie wdzieliśmy. Strasznie się za tobą stęskniłam.
- Naprawdę?- spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Oczywiście, że tak! Wiesz jak Adam się cieszył, że nas odwiedzisz? Zaraz zrobił listę rzeczy, które musi ci opowiedzieć i pokazać gdy się spotkacie- zaczęła się nabijać ze swojego syna, demonstrując jego zachowanie kiedy to dostali wiadomość, że przylatuję.
- Szkoda tylko, że wróciłam w takich okolicznościach...
- Jakich?- spytała zaskoczona.
- Takich...- machnęłam rękami w bliżej nieokreślonym kierunku- Wie pani... Dowiedziałam się, że mój tata ukrywał przede mną ten wielki dom i...
- Uważasz to za niesprzyjające okoliczności?- uniosła zaskoczona brwi- Żartujesz, prawda?
- Nie?- odpowiedziałam niepewnie zupełnie jakbym odpowiadała na podchwytliwe pytanie nauczyciela w szkole.
- To są świetne okoliczności! Dowiedziałaś się skąd pochodzi twoja rodzina i pomimo tego, że twoich rodziców już nie ma dalej potrafią cię zaskoczyć.
- Jak jasna cholera...- skomentowałam za co dostałam ścierką po nogach- Przepraszam. Po prostu myślałam, że gdy wyjadę uda mi się o wszystkim zapomnieć i zacząć żyć od nowa, a tymczasem wszystkie wspomnienia wracają ze zdwojoną siłą. Chyba nie jestem na tyle silna żeby je zablokować.
- Nie rób tego- pani Szymańska ujęła moje dłonie i uśmiechnęła się do mnie serdecznie, w czasie gdy moje oczy zrobiły się szkliste od napływających do nich łez- Nie możemy zapominać o przeszłości choćby nie wiem jak była ona ciężka i przykra. Przeszłaś w życiu więcej gorszych rzeczy niż ja i mój mąż razem wzięci, a dalej potrafisz stawiać czoła wyzwaniom dnia codziennego.
- Nie jestem tego taka pewna...- wtrąciłam się, o ona pogładziła mnie wierzchem dłoni po policzku ścierając tym samym spływającą po nim samotną łzę.
- Kasia... Musisz nauczyć się żyć będąc świadoma tego kim byłaś, jesteś i kim chcesz być. To co się wydarzyło miało na ciebie wielki wpływ i zdziwiłabym się gdyby nie odcisnęło to na tobie żadnego piętna. Jednak pomimo tej tragedii musisz radzić sobie z tym co cię dopiero czeka. Nie raz podwinie ci się noga i nie raz ktoś cię skrzywdzi, ale musisz pamiętać, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy cię kochają i zrobią dla ciebie wszystko. Nie jesteś sama. Masz nas, Gabrysię, Tomka i tych przyjaciół o których nam opowiadałaś. Sadama czy jak mu tam...
- Savana- zaczęłam się śmiać, jednocześnie nie mogąc powstrzymać łez- Proszę mnie już nie przekonywać, że moje życie nie jest beznadziejne. Wiem, że mogę na was liczyć tylko... Nie chcę tego. Nie chcę nadużywać waszej dobroci. Już tyle dla mnie zrobiliście, że nie mam prawa prosić o więcej.
- Jakie ty głupoty wygadujesz dziewczyno! Oczywiście, że możesz nas prosić o więcej. Jesteś dla nas jak córka.
- Naprawdę proszę mnie tak nie nazywać- odezwałam się błagalnie, ale na nic się to nie zdało.
- Kasia...- kobieta westchnęła ciężko- Nie wymagam żebyś mówiła do mnie "mamo" czy też "ciociu". Wiem, że to dla ciebie za dużo. Taki masz już charakter, ale proszę cię nie mów mi kogo mam kochać i jak mocno, dobrze?
Pokręciłam zrezygnowana głową. Jak ja mam rozmawiać z tą kobietą?
- Nie możesz być dla siebie taka okrutna. Na świecie jest mnóstwo ludzi, którzy chcą obdarzyć cię miłością i musisz im na to pozwolić. Dla własnego dobra. Ale przede wszystkim najpierw musisz pokochać samą siebie. Jeśli we własnym mniemaniu stwierdzisz, że nie zasługujesz na szczęście to nigdy go nie osiągniesz. Każdy błąd, który popełnisz dowodzi tego, że nie boisz się próbować i starasz się zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Powinnaś docenić te lekcje i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski. Czasami najgorsze błędy okazują się tymi najlepszymi- puściła do mnie oczko, przytulając do siebie mocno.
- Chciałabym być taka mądra jak pani- szepnęłam jej do ucha, a ona zaczęła się śmiać.
- Kochanie... Oczywiście, że jesteś mądra! Tylko jeszcze sama się do tego nie przyznałaś.
- Co wy tu wyprawiacie?!- naszą poważną rozmowę przerwał krzyk brata Gaby- Mamo! Coś ty jej zrobiła?! Czemu Kasi płacze?! Chcesz żeby zapamiętała pobyt u nas jako traumatyczne przeżycie i już nigdy nie wróciła?!
- Adam nie histeryzuj...- wywróciła oczami na swojego syna i wróciła do zagniatania ciasta.
- Nie robiłbym tego gdybym nie musiał. Zostawić cię z kimś na chwilę i od razu doprowadzasz go do łez.
- Wszystko jest w porządku- podeszłam do niego i uściskałam na przywitanie- Słyszałam, że ucieszyłeś się na wiadomość o moim przyjeździe.
- No pewnie!- objął mnie ramieniem- Mamy tyle do obgadania! Przede wszystkim musisz mi dokładnie opowiedzieć wszystko co wiesz na temat tego całego Nate czy jak mu tam.
- Nialla!- poprawiłam go.
- Niech mu będzie jak tam chce. Zresztą co to za różnica? Dalej nie mogę uwierzyć, że moja starsza siostra umawia się z jakimś blondasem. Pewnie jeszcze farbowanym...
Nie mogłam przestać się śmiać słysząc jego opinię na temat Horana. Chyba za dużo czasu spędził przed komputerem, szukając informacji na jego temat, przygotowując się do naszej rozmowy.
- Może poczekajcie z tym do powrotu taty?- zaproponowała mama mojej przyjaciółki- On też chętnie posłucha czegoś ciekawego na temat swojego przyszłego zięcia.
- Nie sądziłam, że będę przesłuchiwana. To chyba u was rodzinne- zauważyłam, przypominając sobie wszystkie razy kiedy to odpowiadałam na pytania pod czujnym okiem Gaby. Zdecydowanie ma to we krwi. Teraz wiem po kim.
- Skarbie chcesz czy nie chcesz należysz do naszej rodziny, więc mogłaś się tego spodziewać. Dziwi mnie to, że jesteś jeszcze tym zaskoczona.
Adam przyciągnął mnie bliżej siebie i ucałował w policzek.
- Dokładnie. A tak na marginesie, bo pewnie jeszcze nikt ci tego nie powiedział- witaj w domu!
Kolacja była pyszna. Nie wiem po kim Gaba odziedziczyła zdolność od masakrowania wszystkich dań, które próbuje przygotować, ale na pewno nie jest to jej mama. Może ma to po tacie? Nie przypominam go sobie w kuchni, w sytuacji innej niż wyciąganie schładzanego piwa z lodówki.
Pomimo tego, że była nas tylko piąta w jadani panował duży gwar. Tomek razem z ojcem Gaby dyskutował na temat polityki krajowej i zagranicznej (artysta znający się na polityce- nudy), a pani Szymańska pochłaniała każde słowo wypowiadane przez jej syna, który to chwalił się swoimi ostatnimi osiągnięciami sportowymi. Obserwowałam ich zadowolone twarze i starałam się nie użalać nad faktem, że ja już nigdy nie ujrzę takiej sceny z moimi rodzicami w roli głównej. Odepchnęłam od siebie tą przykrą myśl, kiedy pan Szymański wytarł kąciki ust serwetką i zwrócił się bezpośrednio do mnie i do Tomka.
- Dobrze moi drodzy...- zaczął, lustrując nas wzrokiem. Przesłuchanie w wykonaniu Szymańskich, część I, zaznajomienie się ze swoją ofiarą- Jak wam się mieszka w pochmurnej i deszczowej Anglii?
Popatrzeliśmy po sobie z przyjacielem, uśmiechając się przy tym, gdyż doskonale wiedzieliśmy co nas czeka.
- Bardzo dobrze- chłopak odpowiedział za nas oboje- Co prawda ja spędziłem ostatnio sporo czasu we Francji, ale chyba nie zamieniłbym Wysp na nic innego.
- Nie chciałbyś wrócić do Polski?
- Tego nie powiedziałem- zaznaczył- Tęsknię za rodziną i tutejszymi zwyczajami, ale na razie jest mi dobrze tak jak jest.
- A ty Kasia?- jego uwaga skupiła się na mnie.
- Moja praca wymaga żebym była przez większość czasu w Londynie, więc raczej nie mam wielkiego wyboru.
- Mogłabyś pisać tutaj i wysyłać swoje materiały.
- Rozszerzyłam ostatnio nico swój zakres obowiązków, więc takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę- oznajmiłam- Poza tym w Londynie bardziej skupiam się na teraźniejszości niż na przeszłości. Myślę, że na razie to dla mnie dobre rozwiązanie.
- Na razie...- mruknął pod nosem Tomek, za co obdarzyłam go wymownym spojrzeniem. Na szczęście temat zszedł na moją współlokatorkę.
- A jak Gabrysia radzi sobie na studiach?- wtrąciła swoje trzy grosze jej mama.
- Jak zwykle świetnie. Tak samo jak w szkole jest z niej pilna uczennica, więc o to nie muszą się państwo martwić.
- Lepiej jej pilnuj, bo skoro ten oszukany blondynek tak zakręcił jej w głowie, to nie wiadomo jak to się skończy.
I tym oto miłym akcentem przeszliśmy do głównej części przesłuchania- Horana. Do tej pory omijano ten temat szerokim łukiem, traktując go jak jakieś tabu, ze względu na mój zły stan psychiczny (tak to ładnie nazwijmy), ale skoro mi się polepszyło nadszedł czas na zadanie nurtujących pytań.
- Niall prawda?- podłapał temat mężczyzna w średnim wieku, siedzący po mojej prawej stronie.
- Zgadza się- potwierdziłam, poprawiając się na krześle i czekając na to co nadejdzie.
- Mogłabyś nam coś o nim opowiedzieć? Gabrysia przedstawia go w samych superlatywach, a dobrze wiemy, że nikt nie jest idealny.
- Nie za bardzo wiem co chcieliby państwo usłyszeć.
- Ustaliliśmy już, że jest farbowany- przypomniał nam po raz kolejny Adam.
- Uspokój się!- matka klepnęła go w ramię, a on rozłożył ręce z miną typu "No co?! Przecież mówię prawdę!"
- To naprawdę bardzo miły i fajny chłopak- zaczęłam opisywać im z kim spotyka się ich córka- Zabawny i nawet przystojny...
- Widzieliśmy zdjęcia- oznajmił pan Szymański.
- W taki razie tą kwestię możemy pominąć- odznaczyłam ten aspekt w powietrzu, a Tomek zaczął chichotać widząc moje męczarnie- Za jego wady mogłabym jedynie uznać, że jest bardzo głośny, nienaturalnie szeroko się uśmiecha i strasznie dużo je. Poza tym szczerze przyznam, że jest utalentowany i dba o waszą córkę. Założę się, że gdy wrócę to skopie mi tyłek za to, że wyjechałam bez słowa wyjaśnienia, co pewnie ją zdenerwowało.
- Niech lepiej trzyma łapy przy sobie, bo inaczej będzie miał ze mną do czynienia- stanął w mojej obronie Adam.
- Poinformuję go o tym- mrugnęłam do niego okiem i zaśmiałam pod nosem widząc jego przygotowaną do walki postawę.
- Myślę, że powinniśmy dać Kasi w spokoju zjeść deser, a nie zadręczać ją pytaniami- zainterweniowała pani Szymańska, zwracając się do męża i gromiąc go wzrokiem. Pomimo moich zapewnień, że mi to nie przeszkadza i wszystko jest w porządku, mężczyzna postanowił wytłumaczyć swoje zachowanie.
- Chciałem się tylko upewnić czy nasze dziecko jest szczęśliwe. Jeśli uważa, że ten chłopak jest dla niej odpowiedni to świetnie, ale sama przyznaj, że przez to, że niedługo stanie się osobą publiczną boisz się co będzie musiała znosić, gdy dowiedzą się o niej zazdrosne fanki. Tyle się teraz słyszy o groźbach jakie padają pod adresem partnerów gwiazd. Nie chcę żeby ktoś ją zranił.
- Proszę się nie martwić- próbowałam ich uspokoić- Osobiście dopilnuję żeby Gaba nie odczuła tej gorszej strony sławy swojego chłopaka. Mogę was zapewnić, że Niall też się o to postara.
- To nie jest jedyny problem- odezwał się nagle Adam, który do tej pory bawił się swoim kawałkiem ciasta, wbijając w niego co chwilę widelczyk.
- A co nim jest?
- To, że wszyscy chcielibyście żeby Gabryśka wróciła. Może gdyby jednak dostała takie pogróżki spakowała by manatki i wróciła do domu, a tymczasem wszystko wskazuje na to, że zostanie w Anglii na stałe, choć miała tam siedzieć tylko do czasu aż się pozbierasz i ewentualnie na studia.
Otworzyłam szeroko usta nie wiedząc co powiedzieć, ani jak zareagować. Poczułam się tak jakby ktoś mnie właśnie spoliczkował. Wychodzi na to, że przyjaciółka wyjechała za granicę przeze mnie. Żeby mnie wesprzeć i przypilnować abym nie zrobiła nic głupiego. Ale czemu miałaby się tak dla mnie poświęcać? Nie prosiłam jej o to. Sama mi to zaproponowała, nie chcąc nawet słyszeć żadnego sprzeciwu.
- Kasia on nie miał tego na myśli...- próbowała sprostać wypowiedź swojego syna, kobieta siedząca na przeciwko mnie.
- P-przepraszam...- wydukałam chcą dodać coś jeszcze, ale nie byłam w stanie sklecić porządnego zdania. Nie rozumiałam tej sytuacji. Przecież byli tacy szczęśliwi gdy dowiedzieli się, że Gaba dostała się na studia w Londynie. A może tylko udawali żeby nie wywołać u mnie poczucia winy i jeszcze bardziej dobić? Jeśli nie wtedy to teraz udało im się to z podwójną siłą.
- Źle go zrozumiałaś- odezwał się ojciec mojej przyjaciółki, widząc moją pobladłą twarz- Oczywiście, że chcielibyśmy aby nasza mała córeczka wróciła kiedyś do domu. Każdy rodzic tego pragnie. I tak jesteśmy szczęściarzami, że odwiedza nas tak często, pomimo dzielącej nas odległości. Niektórzy nie widzą swoich dzieci po kilka lat chociaż mieszkają na jednym osiedlu.
Nie docierały do mnie jego zapewnienia, że taka jest kolej rzeczy i to normalne, że dzieci opuszczając swój rodzinny dom, wkraczając w dorosłe życie, a to czy dzieje się to w tym samym mieście czy tysiące kilometrów dalej nie ma żadnego znaczenia. Pomimo tego wciąż czułam się okropnie. Zupełnie jakbym była oskarżona o odebranie im kogoś bliskiego na stałe. W sumie to zrobiłam.
Nagle poczułam ciepłą dłoń ściskającą moje udo pod stołem. Obróciłam głowę i ujrzałam zmartwioną twarz Tomka.
- Masz ochotę się przejść?- spytał szeptem, nachylając się w moją stronę. Skinęłam lekko głową i podążyłam za nim do przedpokoju, gdzie pomógł mi założyć kurtkę, po czym wyszliśmy na zewnątrz.
Spacerowałam z Tomkiem trzymając się kurczowo jego ramienia, nie zwracając kompletnie uwagi na ludzi dookoła mnie. Dopiero kiedy chłopak się zatrzymał przez co i ja musiałam stanąć zorientowałam się gdzie jesteśmy. Znajdowaliśmy się na Ostrowie Tumskim, a dokładniej na stosunkowo niedużym moście, na którym zakochane pary przychodzą i zawieszają kłódki ze swoimi inicjałami, aby przypieczętować swój związek.
- Pamiętasz jak przyszliśmy tu jako para pierwszy raz?- chłopak uśmiechnął się do mnie i kucnął, aby przyjrzeć się dowodom wiecznej miłości.
- Wyciągnąłeś mnie z domu w największą ulewę tamtego lata- przypomniałam sobie jak biegaliśmy po mieście nie zwracając uwagi na deszcz, a ludzie patrzeli na nas z dezaprobatą lub rozbawieniem.
- Fajnie było...- spojrzał na mnie przez ramię i uśmiechnął się lekko- Szkoda, że był to ostatni raz kiedy widziałem cię taką szczęśliwą i beztroską- dodał nie spuszczając ze mnie wzroku. Westchnęłam cicho i wzruszyłam niewinnie ramionami.
- Cóż... dobrze, że chociaż możesz sobie przypomnieć tamtą Kasię.
- Myślisz, że to wystarczy?
- Musi.
Przyjaciel wstał wywracając oczami i podszedł do mnie bliżej.
- Uparta małpa- szepnął mi na ucho i poczochrał po włosach.
- Spadaj!- odsunęłam się od niego i starałam się ułożyć niesforne loki, które pod wpływem wilgoci wyglądały jak moherowy beret.
Tomek próbował mi jeszcze podokuczać, ale nie pozwoliłam mu na to. Gdy w końcu się uspokoił westchnął ciężko i spojrzał mi prosto w oczy, opierając się o barierkę mostu.
- Wiesz, że nie powinnaś się przejmować tym co usłyszałaś dzisiaj na kolacji?
- Nie mogę udawać, że nic się nie stało- odparłam smutno- Przeze mnie Gaba wyjechała, a jej rodzice widują ją rzadziej niż powinni.
- To nie twoja wina- zapewniał mnie- Już nie pamiętasz jak obie marzyłyście, że razem wyjedziecie na studia do Anglii? Obie byłyście tak napalone na ten pomysł, że gdybyście tylko mogły to od razu spakowałybyście walizki, a moje rachunki znacznie by wzrosły przez naliczany roaming kiedy bym do was dzwonił.
- Tak ale...
- Nie ma żadnego "ale"- powiedział stanowczo- To było wasze marzenie i dopięłyście swego. W pewnym sensie. Gaba tak czy inaczej by wyjechała. To był jej główny cel w życiu. A to czy wróci czy nie to już nie twoja sprawa. Nie możesz nic na to poradzić.
- To czemu Szymańscy mnie za to obwiniają?- spytałam załamana.
- Nie robią tego. Adam powiedział to tylko ze względu na to, że nadrzędny powód naszego wyjazdu nie był taki jak planowaliśmy.
- Czyli to jednak moja wina.
- Kaśka! Czy ty słuchasz co się do ciebie mówi?- spojrzał na mnie sfrustrowany, przeczesując włosy ręką- To. Nie. Jest. Twoja. Wina. Mam ci to na czole napisać żebyś mi uwierzyła? Wiesz, że nigdy bym cię nie oszukał...
- Doprawdy?- uniosłam zdziwiona brwi słysząc jego wypowiedź- A kto ukrywał przede mną, że ma inną dziewczynę?
Chłopak schował twarz w dłoniach i pokręcił zrezygnowany głową. Nie wiem ile staliśmy tak pogrążeni w ciszy, ale wcale mi się to nie podobało.
- Powiesz coś...- mruknęłam na tyle głośno żeby mnie usłyszał.
- Co mam powiedzieć? Że mi przykro? Że zawaliłem? Nie lubię się powtarzać- chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie- Przepraszam. Powinienem ci od razu powiedzieć, ale pierwszy raz w życiu nie wiedziałem jak. To poczucie winy nie dopuszczało mnie do głosu. Bałem się...- wyznał, a ja zmarszczyłam brwi słysząc jego słowa.
- Czego?
- Że cię stracę. Nie jesteś dla mnie tylko przyjaciółką. Jesteś kimś znacznie więcej i wierz lub nie, ale nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. Umarłbym gdybyś po poznaniu prawdy, oznajmiła, że nie chcesz mnie więcej widzieć.
Wpatrywałam się w jego twarz, na której malowała się wściekłość na samego siebie. Wiedziałam, że wiele dla niego znaczę, ale żeby aż tyle? Czego się jeszcze dowiem podczas pobytu tutaj?
Stanęłam naprzeciwko niego i objęłam mocno ramionami.
- W życiu bym tego nie zrobiła. Ty też jesteś dla mnie bardzo ważny. Nawet nie wiesz ile ci zawdzięczam. Nigdy nie uda mi się spłacić zaciągniętego u ciebie długu.
- Nie musisz- uśmiechnął się słabo- Wystarczy, że jesteś.
Tomek włożył rękę do kieszeni i wyjął z niej małą niebieską kłódkę z naszymi inicjałami i datą moich urodzin, po czym wyciągnął ją w moją stronę.
- Co to takiego?
- Dowód naszej dozgonnej przyjaźni. Ta data to nie tylko dzień twoich urodzin, ale także dzień kiedy cię poznałem. Co prawda kompletnie nic nie pamiętam z tamtego okresu, gdyż byłem za mały, ale założę się, że już wtedy uznałem cię za kogoś z kim będę chciał się użerać do końca życia- puścił do mnie oczko i szeroko się uśmiechnął.
- Jakie to miłe...- burknęłam nie ukrywając uśmiechu, który zagościł również na mojej twarzy.
- Zaczepiamy?- spytał z zadowoleniem w oku.
- Pewnie!
Wzięłam od niego kłódkę i przypięłam ją na jednym z prętów mostu, przejeżdżając kilka razy palcem po wygrawerowanych inicjałach. Poczułam ulgę i przyjemne ciepło rozprzestrzeniające się wewnątrz mnie. Nawet jeśli nie jesteśmy sobie przeznaczeni to i tak to coś co nas łączy przetrwa wszystko i tak już pozostanie. Na zawsze.
5 stycznia 2014
Prolog
Często musimy dokonywać wyborów, które niejednokrotnie sprawiają nam wielką trudność. Czasami nasze uczucia są tak sprzeczne, że ciężko nam zdecydować co jest lepsze i co stanowi mniejsze zło. Z takimi wyzwaniami, które polegają na podjęciu właściwej decyzji spotykamy się codziennie. Z reguły zajęcie odpowiedniego stanowiska nie zajmuje nam wiele czasu, ale bywa tak, że ze znalezieniem odpowiedzi borykamy się kilka dni, a nawet i dłużej. Dotyczyć one mogą rzeczy błahych takich jak wybór czy na drugie śniadanie zjemy kanapkę z serem czy pomidorem, lecz w większości skupiają się one na czymś poważniejszym i to wtedy dostrzegamy trudności w nich ukryte. Szybkość i trafność podjęcia (teoretycznie oczywiście) właściwych kroków zależy od osoby, którą życie postawi przed takim zadaniem. Im człowiek "prostszy" tym mniej analizuje i przejmuje się ewentualnymi konsekwencjami swoich czynów. W związku z tym ludzie uważają go za głupiego, ale jednocześnie szczęśliwszego i być może taka jest prawda. Jednak żeby nie było nudno, świat został tak stworzony, że nie każdy potrafi patrzeć na niego tylko i wyłącznie przez różowe okulary. A już na pewno nie ona...
Kasia zdecydowanie nie należy do osób o pospolitym sposobie myślenia. Dla niej wszystko jest skomplikowane i ma w sobie drugie dno. Zawsze tak było, ale nie zawsze stanowiło to dla niej taki problem. Ale do tego na pewno jeszcze kiedyś wrócimy...
Zwykły spacer w dość niezwykłym miejscu może okazać się nie lada zagwozdką. W końcu kto normalny wybiera się w mroźny, zimowy wieczór na cmentarz? Jest tyle innych miejsc! Parki, niezatłoczone uliczki oddalone od centrum miasta... Wszystkie są piękne, ale żadne z nich nie pozwala na pojednanie z przeszłością.
Cmentarz większości z nas kojarzy się z miejscem gdzie w pewnym momencie naszego życiu przychodzi nam rozstać się i pożegnać z bliskimi. Oczywistym jest fakt, że dla znacznej większości jest to miejsce pełen bólu i smutku. Ale jak już wspominałem nie mówimy o większości tylko o jednostce, a to diametralnie zmienia postać rzeczy.
Idąc zaśnieżonymi alejkami, Kasia nie czuła przygnębienia, a jej wyraz twarzy wskazywał na to, że jest zadowolona z tego gdzie się znajdowała. Dla niej widok migoczących się za kolorowym szkłem płomieni, nie był wyrazem żałoby i zadumy. Fakt, że pomimo tylu lat od czyjejś śmierci, ktoś dalej pamięta o tym, że inni kiedyś chodził po tej samej ziemi co my, budził w niej radość i nadzieję na to, że może kiedyś i o niej ktoś będzie pamiętał. Będzie wspominał szczęśliwe momenty, które z nią przeżył i wypominał błędy, które popełniła. Nie zostanie nikim. Kolejnym nazwiskiem wyrytym w marmurowym kamieniu. Dalej będzie ważna, nawet gdy nie będzie jej obok.
Wróćmy jednak do początku, czyli problemu podejmowania właściwych decyzji. Skoro znaczna większość społeczeństwa uznaje takie miejsce jak to za kojarzące się jedynie z bólem i koniecznością rozstania, to czy właściwym jest postrzeganie go tak jak robi to Kasia? Sam długo się nad tym zastanawiałem, ale odpowiedź przyszła do mnie sama w momencie gdy dziewczyna znalazła się u celu swojej wędrówki. Prawda jest taka, że nie ma na to pytanie odpowiedzi, gdyż wszystko zależy od perspektywy, z której na nie spojrzymy. Czujemy co innego gdy patrzymy na grób kogoś zupełnie nam obcego, a co innego gdy stajemy przed miejscem gdzie spoczywają najważniejsze osoby w naszym życiu pomimo tego, że już dawno odeszły.
Kasia przysiadła na małej ławeczce, a po jej policzkach zaczęły spływać strumienie łez. Nawet nie próbowała ich powstrzymać, ponieważ była to z góry przegrana walka. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w zdjęcia na granitowej płycie nim zdecydowała się podjąć rozmowę, dla której tu przyszła.
- Cześć... Dawno mnie nie było, co? Pewnie uważacie mnie teraz za najgorszą córkę na świecie, ale musicie zrozumieć, że nie mogłam zrobić tego wcześniej. Pewnie gdyby nie ty tato, to dalej byście na mnie czekali. Tak na marginesie to ciekawe co takiego przede mną ukrywałeś, że nawet po śmierci zmusiłeś mnie do powrotu tutaj. Jak się okaże, że to jakiś głupi żart i zapomniałeś mi przekazać kolekcję swoich monet to wrócę i skopię ci tyłek- uśmiechnęła się lekko, wpatrując się w czarno-białe zdjęcie przystojnego trzydziestokilkulatka- Wiem, że mi nie odpowiesz. Nawet gdybyś mógł i tak byś tego nie zrobił w ramach kary za to, że opuściłam was na tak długo- westchnęła i przeniosła wzrok na podobiznę pięknej kobiety w średnim wieku- Przepraszam mamo... Nie powinnam była wyjeżdżać, ale...- głos się jej załamał przez co nie mogła dalej mówić. Dopiero po kilku głębokich wdechach była w stanie kontynuować tą jednostronną rozmowę- Myślę, że wtedy to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Mogłabym próbować się bronić i zrzucić winę na rodziców Gaby, którzy mnie do tego namawiali, ale nie ma sensu tego robić. Sama o tym zadecydowałam. Właśnie! Macie od nich pozdrowienia. To naprawdę wspaniali ludzie. Opiekowali się mną kiedy was zabrakło. Teraz robi to Gaba choć marnie jej to wychodzi. Sami dobrze wiecie jaka ona jest...- machnęła ręką wspominając przyjaciółkę- Zaczytana w tych swoich romansidłach, które zawsze maja szczęśliwe zakończenie. Najgorsze jest to, że wydaje jej się, że tak jest w prawdziwym życiu. Niestety się myli, a my o tym wiemy lepiej niż ktokolwiek inny. Pewnie patrzycie od czasu do czasu na mnie z góry. Nie muszę więc wam mówić, że nasza niepoprawna romantyczka znalazła swojego księcia z bajki. Mam prośbę... Moglibyście czasami czuwać też nad nią? Marna ostatnio ze mnie przyjaciółka, a zależy mi na tym aby ktoś miał na nią oko- uśmiechnęła się smutno do szarych fotografii i skupiła wzrok na swoich dłoniach- Na pewno wiecie też o mnie i o Tomku... Mam nadzieję, że rozumiecie naszą decyzję. Wiem, że wszyscy od zawsze uważali nas za bratnie dusze i rzeczywiście nimi jesteśmy, ale nie do tego stopnia żeby spędzić ze sobą resztę życia jako para. Jest lepiej tak jak teraz. Dla nas obojga.
Dziewczyna nie odzywała się przez dłuższy czas borykając się z myślami. Po małej zmarszczce formującej się na jej czole i nerwowym bawieniu się pierścionkiem widać było, że coś jeszcze ją gryzie.
- Jak źle to zabrzmi gdy powiem wam, że z jednej strony cieszę się, że was tu nie ma? Jeśli do tej pory uważaliście mnie za wyrodną córkę, to wolę nie wiedzieć co sądzicie o mnie teraz, a już na pewno nie zasługuję na ani gram miłości, którą mi podarowaliście za życia. Niestety taka jest prawda. Nie chciałabym żebyście mnie widzieli w takim stanie. Spotkali taką mnie. Nie jestem już waszą małą, ukochaną córeczką, którą trzeba było pocieszać i całować na dobranoc. Zmieniłam się i to tak bardzo, że sama siebie nie poznaję. Stałam się zimną i oschłą kobietą, która nie zważa na uczucia innych. Gdyby nie moja praca, która wymaga ode mnie krzty człowieczeństwa, zrozumienia i empatii w stosunku do innych to należałoby zmienić płeć w moim dowodzie z "kobieta" na "robot" i to wcale nie miało być zabawne. Nie bylibyście ze mnie dumni. Nie wspominając o tym, że nie poszłam na studia tak jak chciałaś mamo. Proszę nie susz mi o to głowy. Może jeszcze się zdecyduję. Teraz mam za dużo problemów na głowie... Co mogłabym wam jeszcze opowiedzieć?
Stałem niedaleko i wpatrywałem się w jej trzęsącą się z zimna sylwetkę. Powoli podszedłem do niej i położyłem dłoń na rozdygotanym ramieniu. Kasia uniosła głowę i spojrzała na mnie wypełnionymi łzami oczami.
- Jestem żałosna, co? Gadam do pomnika...- pokręciła z politowaniem głową i schowała twarz w dłoniach.
- Oczywiście, że nie!- usiadłem obok i objąłem ją ramieniem- Myślę, że powinnaś robić to częściej.
- Wiem, ale nie mogę tu zostać...
- Nie musisz być tutaj żeby móc rozmawiać z rodzicami. Na co dzień masz ich tu- przycisnąłem palec w miejscy gdzie biło jej pokaleczone serce.
Kasia przez chwilę wpatrywała się we mnie swoimi szklistymi, zielonymi tęczówkami, po czym wtuliła się w mój bok. Starłem z jej zarumienionego od zimna policzka kilka łez i uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Dziękuję, że przyleciałeś Tomek. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
- Mówiłem, że nigdy cię nie zostawię i zawszę będę przy tobie gdy będziesz tego potrzebowała- ucałowałem ją w czubek głowy i złapałem za rękę- Chodźmy, bo zaraz mi tu zamarzniesz, a tego mi twoi rodzice nie wybaczą.
Przyjaciółka delikatnie się uśmiechnęła i położyła na grobie czerwony znicz, który oświetlił uśmiechające się do nas ze zdjęć twarze. Pociągnąłem ją lekko za rękę, a ona zerknęła jeszcze przez ramię na twarze swoich rodziców i szepnęła.
- Kocham was.
Kasia zdecydowanie nie należy do osób o pospolitym sposobie myślenia. Dla niej wszystko jest skomplikowane i ma w sobie drugie dno. Zawsze tak było, ale nie zawsze stanowiło to dla niej taki problem. Ale do tego na pewno jeszcze kiedyś wrócimy...
Zwykły spacer w dość niezwykłym miejscu może okazać się nie lada zagwozdką. W końcu kto normalny wybiera się w mroźny, zimowy wieczór na cmentarz? Jest tyle innych miejsc! Parki, niezatłoczone uliczki oddalone od centrum miasta... Wszystkie są piękne, ale żadne z nich nie pozwala na pojednanie z przeszłością.
Cmentarz większości z nas kojarzy się z miejscem gdzie w pewnym momencie naszego życiu przychodzi nam rozstać się i pożegnać z bliskimi. Oczywistym jest fakt, że dla znacznej większości jest to miejsce pełen bólu i smutku. Ale jak już wspominałem nie mówimy o większości tylko o jednostce, a to diametralnie zmienia postać rzeczy.
Idąc zaśnieżonymi alejkami, Kasia nie czuła przygnębienia, a jej wyraz twarzy wskazywał na to, że jest zadowolona z tego gdzie się znajdowała. Dla niej widok migoczących się za kolorowym szkłem płomieni, nie był wyrazem żałoby i zadumy. Fakt, że pomimo tylu lat od czyjejś śmierci, ktoś dalej pamięta o tym, że inni kiedyś chodził po tej samej ziemi co my, budził w niej radość i nadzieję na to, że może kiedyś i o niej ktoś będzie pamiętał. Będzie wspominał szczęśliwe momenty, które z nią przeżył i wypominał błędy, które popełniła. Nie zostanie nikim. Kolejnym nazwiskiem wyrytym w marmurowym kamieniu. Dalej będzie ważna, nawet gdy nie będzie jej obok.
Wróćmy jednak do początku, czyli problemu podejmowania właściwych decyzji. Skoro znaczna większość społeczeństwa uznaje takie miejsce jak to za kojarzące się jedynie z bólem i koniecznością rozstania, to czy właściwym jest postrzeganie go tak jak robi to Kasia? Sam długo się nad tym zastanawiałem, ale odpowiedź przyszła do mnie sama w momencie gdy dziewczyna znalazła się u celu swojej wędrówki. Prawda jest taka, że nie ma na to pytanie odpowiedzi, gdyż wszystko zależy od perspektywy, z której na nie spojrzymy. Czujemy co innego gdy patrzymy na grób kogoś zupełnie nam obcego, a co innego gdy stajemy przed miejscem gdzie spoczywają najważniejsze osoby w naszym życiu pomimo tego, że już dawno odeszły.
Kasia przysiadła na małej ławeczce, a po jej policzkach zaczęły spływać strumienie łez. Nawet nie próbowała ich powstrzymać, ponieważ była to z góry przegrana walka. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się w zdjęcia na granitowej płycie nim zdecydowała się podjąć rozmowę, dla której tu przyszła.
- Cześć... Dawno mnie nie było, co? Pewnie uważacie mnie teraz za najgorszą córkę na świecie, ale musicie zrozumieć, że nie mogłam zrobić tego wcześniej. Pewnie gdyby nie ty tato, to dalej byście na mnie czekali. Tak na marginesie to ciekawe co takiego przede mną ukrywałeś, że nawet po śmierci zmusiłeś mnie do powrotu tutaj. Jak się okaże, że to jakiś głupi żart i zapomniałeś mi przekazać kolekcję swoich monet to wrócę i skopię ci tyłek- uśmiechnęła się lekko, wpatrując się w czarno-białe zdjęcie przystojnego trzydziestokilkulatka- Wiem, że mi nie odpowiesz. Nawet gdybyś mógł i tak byś tego nie zrobił w ramach kary za to, że opuściłam was na tak długo- westchnęła i przeniosła wzrok na podobiznę pięknej kobiety w średnim wieku- Przepraszam mamo... Nie powinnam była wyjeżdżać, ale...- głos się jej załamał przez co nie mogła dalej mówić. Dopiero po kilku głębokich wdechach była w stanie kontynuować tą jednostronną rozmowę- Myślę, że wtedy to była najlepsza decyzja jaką mogłam podjąć. Mogłabym próbować się bronić i zrzucić winę na rodziców Gaby, którzy mnie do tego namawiali, ale nie ma sensu tego robić. Sama o tym zadecydowałam. Właśnie! Macie od nich pozdrowienia. To naprawdę wspaniali ludzie. Opiekowali się mną kiedy was zabrakło. Teraz robi to Gaba choć marnie jej to wychodzi. Sami dobrze wiecie jaka ona jest...- machnęła ręką wspominając przyjaciółkę- Zaczytana w tych swoich romansidłach, które zawsze maja szczęśliwe zakończenie. Najgorsze jest to, że wydaje jej się, że tak jest w prawdziwym życiu. Niestety się myli, a my o tym wiemy lepiej niż ktokolwiek inny. Pewnie patrzycie od czasu do czasu na mnie z góry. Nie muszę więc wam mówić, że nasza niepoprawna romantyczka znalazła swojego księcia z bajki. Mam prośbę... Moglibyście czasami czuwać też nad nią? Marna ostatnio ze mnie przyjaciółka, a zależy mi na tym aby ktoś miał na nią oko- uśmiechnęła się smutno do szarych fotografii i skupiła wzrok na swoich dłoniach- Na pewno wiecie też o mnie i o Tomku... Mam nadzieję, że rozumiecie naszą decyzję. Wiem, że wszyscy od zawsze uważali nas za bratnie dusze i rzeczywiście nimi jesteśmy, ale nie do tego stopnia żeby spędzić ze sobą resztę życia jako para. Jest lepiej tak jak teraz. Dla nas obojga.
Dziewczyna nie odzywała się przez dłuższy czas borykając się z myślami. Po małej zmarszczce formującej się na jej czole i nerwowym bawieniu się pierścionkiem widać było, że coś jeszcze ją gryzie.
- Jak źle to zabrzmi gdy powiem wam, że z jednej strony cieszę się, że was tu nie ma? Jeśli do tej pory uważaliście mnie za wyrodną córkę, to wolę nie wiedzieć co sądzicie o mnie teraz, a już na pewno nie zasługuję na ani gram miłości, którą mi podarowaliście za życia. Niestety taka jest prawda. Nie chciałabym żebyście mnie widzieli w takim stanie. Spotkali taką mnie. Nie jestem już waszą małą, ukochaną córeczką, którą trzeba było pocieszać i całować na dobranoc. Zmieniłam się i to tak bardzo, że sama siebie nie poznaję. Stałam się zimną i oschłą kobietą, która nie zważa na uczucia innych. Gdyby nie moja praca, która wymaga ode mnie krzty człowieczeństwa, zrozumienia i empatii w stosunku do innych to należałoby zmienić płeć w moim dowodzie z "kobieta" na "robot" i to wcale nie miało być zabawne. Nie bylibyście ze mnie dumni. Nie wspominając o tym, że nie poszłam na studia tak jak chciałaś mamo. Proszę nie susz mi o to głowy. Może jeszcze się zdecyduję. Teraz mam za dużo problemów na głowie... Co mogłabym wam jeszcze opowiedzieć?
Stałem niedaleko i wpatrywałem się w jej trzęsącą się z zimna sylwetkę. Powoli podszedłem do niej i położyłem dłoń na rozdygotanym ramieniu. Kasia uniosła głowę i spojrzała na mnie wypełnionymi łzami oczami.
- Jestem żałosna, co? Gadam do pomnika...- pokręciła z politowaniem głową i schowała twarz w dłoniach.
- Oczywiście, że nie!- usiadłem obok i objąłem ją ramieniem- Myślę, że powinnaś robić to częściej.
- Wiem, ale nie mogę tu zostać...
- Nie musisz być tutaj żeby móc rozmawiać z rodzicami. Na co dzień masz ich tu- przycisnąłem palec w miejscy gdzie biło jej pokaleczone serce.
Kasia przez chwilę wpatrywała się we mnie swoimi szklistymi, zielonymi tęczówkami, po czym wtuliła się w mój bok. Starłem z jej zarumienionego od zimna policzka kilka łez i uśmiechnąłem się pocieszająco.
- Dziękuję, że przyleciałeś Tomek. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
- Mówiłem, że nigdy cię nie zostawię i zawszę będę przy tobie gdy będziesz tego potrzebowała- ucałowałem ją w czubek głowy i złapałem za rękę- Chodźmy, bo zaraz mi tu zamarzniesz, a tego mi twoi rodzice nie wybaczą.
Przyjaciółka delikatnie się uśmiechnęła i położyła na grobie czerwony znicz, który oświetlił uśmiechające się do nas ze zdjęć twarze. Pociągnąłem ją lekko za rękę, a ona zerknęła jeszcze przez ramię na twarze swoich rodziców i szepnęła.
- Kocham was.
2 stycznia 2014
Dziękuję! Xx.
Cześć!
Witamy w 2014 roku! :) Jak przywitaliście Nowy Rok? Mam nadzieję, że świetnie się bawiliście, a Ci którzy skończyli osiemnaście lat mieli szampańską zabawę ;) Jednak nie po to jest ten post...
Dziękuję bardzo za wszystkie oddane głosy w konkursie zorganizowanym przez autorki strony www.spis1d.blogspot.com i jestem bardzo szczęśliwa, iż mogę was oficjalnie poinformować, że moje opowiadało zajęło II miejsce! Mogłam sobie wyobrazić lepszy początek roku? Raczej nie ;) Jeszcze raz BARDZO dziękuję i cieszę się, że aż tak podoba wam się ta historia :) Trochę spóźnione, ale z głębi serca życzenia SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! <3
Kate G.
Xx.
Witamy w 2014 roku! :) Jak przywitaliście Nowy Rok? Mam nadzieję, że świetnie się bawiliście, a Ci którzy skończyli osiemnaście lat mieli szampańską zabawę ;) Jednak nie po to jest ten post...
Dziękuję bardzo za wszystkie oddane głosy w konkursie zorganizowanym przez autorki strony www.spis1d.blogspot.com i jestem bardzo szczęśliwa, iż mogę was oficjalnie poinformować, że moje opowiadało zajęło II miejsce! Mogłam sobie wyobrazić lepszy początek roku? Raczej nie ;) Jeszcze raz BARDZO dziękuję i cieszę się, że aż tak podoba wam się ta historia :) Trochę spóźnione, ale z głębi serca życzenia SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! <3
Kate G.
Xx.
Subskrybuj:
Posty (Atom)