1 września 2014

19

Hyde Park

       Zgodnie z obietnicą złożoną Gabie zabrałam jej brata jak najdalej o Nialla. Nie zajęło mi dużo czasu na namówienie go na krótki spacer i pomoc w zakupach. Całą drogę opowiadał mi o rzeczach, które mu się przydarzyły od czasu kiedy się ostatni raz widzieliśmy. Zaczął od tego, że w mieście, które kiedyś nazywaliśmy naszym, otworzono nową galerię handlową dzięki czemu nie ma już problemu z znalezieniem ciuchów, które mu się podobają, a skończył na pokazywaniu mi zdjęć swojej nowej dziewczyny, którą nota bene poznał właśnie w miejscu stworzonym do wydawania pieniędzy. Serio nie umiem sobie wyobrazić jak w przymierzalni można znaleźć swoją bratnią duszę...
- Ładna, co nie?- wyszczerzył się, przystawiając mi telefon pod nos.
- Musiałeś wybrać zdjęcie, na którym się całujecie?- skrzywiłam się, widząc jak rudowłosa dziewczyna z piegami na nosie i policzkach, styka się z nim słodko ustami- Wiesz, że łamiesz mi tym serce?
- Serio? Nie możliwe- pokręcił przecząco głową- Ciesz się, że ci ją w ogóle pokazałem. Zawsze mogłem postąpić tak jak co poniektórzy i w ogóle nie wspomnieć o tym, że zmieniłem partnerkę- spojrzał na mnie wymownie.
Wywróciłam oczami, zdając sobie sprawę, że moja przyjaciółka najwyraźniej jest w stanie utrzymać tylko jeden sekret w tajemnicy. 
- Twoja siostra nie umie trzymać buzi na kłódkę i czasami mam ochotę ją za to walnąć- westchnęłam zrezygnowana- Tak, mam nowego chłopaka.
- No wreszcie!- klasnął w dłonie uradowany- Uczepiłaś się tego Tomka jak rzep psiego ogona. Myślałem, że już nigdy nie przejrzysz na oczy. Może i niezły z niego kumpel, ale chłopak beznadziejny. Przynajmniej dla ciebie.
- Tak sądzisz?
Nie wierzę. Czy tylko ja byłam na tyle głupia i ślepa żeby trwać w czymś co nie miało prawa w ogóle zaistnieć? Moja psychika chyba już nigdy nie wróci na właściwe tory. 
- To jasne jak słońce!-pocieszył mnie- Więc? Jaki on jest?
- Wysoki, z zielonymi oczami...
- Chodzi mi o charakter!- przerwał mi- Przecież wiem, że nie umawiałabyś się i obściskiwała z kimś, kto przypomina ogra.
- Uda, że nie słyszałam tej drugiej części- spojrzałam na niego zniesmaczona- W sumie to ciężko go opisać. Jest pełen sprzeczności.
- To znaczy?
Wzruszyłam ramionami, nie wiedząc jak mu to wyjaśnić. Czy ktoś byłby w stanie opisać Harry'ego Styles'a w kilku zdaniach. To jest niemożliwe. Dla mnie tym bardziej, ponieważ dalej go do końca nie rozgryzłam.
- Kasia?- Adam położył mi rękę na ramieniu, sprowadzając mnie na ziemię.
- On jest po prostu... inny- stwierdziłam- Totalnie namieszał mi w głowie i zupełnie nie wiem co mam z tym zrobić. Bywa tak, że nie mogę od niego wzroku oderwać i uśmiecham się na samą myśl o nim. Kiedy jest dla mnie miły i wręcz nienormalnie dobry muszę się uszczypnąć, żeby sprawdzić czy nie śnię, ale czasami doprowadza mnie do szału i wtedy mam ochotę go rozszarpać gołymi rękoma. 
- Ciekawy przypadek- trafnie zauważył.
- Dokładnie- zgodziłam się- Problem w tym, że nie wiem czy dam sobie z nim radę na dłuższą metę. Boję się, że pewnego dnia nie wytrzymam, pęknę i nic ani nikt nie będzie mi w stanie pomóc. 
- Powinienem go poznać- oznajmił ni z tego ni z owego, zaskakując mnie tym- Chętnie spotkam chłopaka, który cię mi odbił.
- To chyba nie najlepszy pomysł- odparłam- Poza tym skoro ja nie mogę poznać mojej konkurentki z jakiej racji ty masz mieć okazję spotkać Harry'ego?
- Czyli ma na imię Harry- uśmiechnął się cwanie, kiedy wyciągnął ze mnie jego imię- Czy tak czasem nie nazywa się jeden z przyjaciół Nialla?
- Cieszę się, że w końcu nauczyłeś się imienia chłopaka swojej siostry- starałam się zmienić temat, co nie okazało się aż tak trudne.
- Nawet mi on nim nie mów- zmarszczył brwi na wspomnienie o Horanie.
- Czemu? Co z nim nie tak?
- Dlaczego Gabryśka postanowiła umawiać się z kolesiem, który farbuje sobie włosy? Że się tak zapytam- SERIO?! Jak mam się niby tym chwalić przed kumplami?
- I to jest jego jedyna wada?- spytałam śmiejąc się z powodu, przez który Blondynek nie przypadł mu do gustu.
- To i w sumie mógłby się trochę ciszej śmiać. Wczoraj miałem ochotę zatkać mu buzię brudną skarpetą byleby go uciszyć. 
Nie mogłam opanować rozbawienia wyobrażając sobie jak mogłaby wyglądać taka sytuacja. Musiałam wyglądać naprawdę komicznie niemal kładąc się na najbliższej ławce byleby się uspokoić. Siedząca nieopodal staruszka z pieskiem patrzyła na mnie jak na wariatkę. Pewnie zastanawiała się kto odważył się mnie wypuścić na ulicę, albo gdzie porzuciłam swój biały kaftan. 
- To wcale nie jest śmieszne Kaśka- oburzył się Adam moim zachowaniem.
- Jasne, że nie- przyznałam, zakrywając ręką usta- Jestem całkowicie poważna.
- Właśnie widzę- prychnął pod nosem- Chodźmy lepiej na te zakupy, zanim ktoś postanowi wysłać cię do wariatkowa.

Dom One Direction

     Z słuchawkami w uszach oddawałem się błogiemu lenistwu. Chłopaki ogłosili, że nie będą dzisiaj na obiedzie, więc nie musiałem się zastanawiać co ugotuję dla mojej małej, pięcioosobowej gromadki (Niall liczy się za dwóch). Z głową schowaną między poduszkami, nuciłem sobie pod nosem Use somebody, kiedy poczułem, że materac lekko się ugina z mojej lewej strony. Uniosłem się na łokciach i zobaczyłem siedzącą do mnie tyłem Kate. W odpowiednim momencie wyjąłem słuchawki by usłyszeć co do mnie mówi.
- Fajna piosenka. Lubię ją.
Ucieszony jej widokiem, poderwałem się do góry i próbowałem cmoknąć w policzek na powitanie, ale pośpiesznie wstała. Nieco zdezorientowany, popatrzyłem na nią ze zmarszczonymi brwiami.
- Co się stało?- spytałem, siadając na skraju łóżka.
- Musimy porozmawiać- odparła niezwykle poważnie. Muszę przyznać, że jeszcze tak spiętej jej w życiu nie widziałem.
- Jeśli chodzi o Tomka, to nie mam zamiaru zmieniać mojego ultimatum- zaznaczyłem na wstępie.
- Nie chodzi o niego. Może poniekąd- poprawiła się- Już podjęłam decyzję i wybrałam ciebie- oznajmiła, patrząc mi prosto w oczy.
Zaprało mi dech w piersi. Nie spodziewałem się, że zajmie jej to tak mało czas. Lepiej! Nie spodziewałem się, że wybierze mnie! Gdzieś w głębi serca wiedziałem, że nie powinienem wymuszać na niej takiej decyzji, ale nie mógłbym żyć ze świadomością, że ta łachudra (mówię o jej byłym chłopaku) ciągle się gdzieś kręci. Może i postąpiłem egoistycznie, ale dla własnego spokoju musiałem się go pozbyć. 
 Niestety moja wewnętrzna radość nie trwała zbyt długo, gdy dziewczyna nie spuszczała ze mnie wzroku i przez skórę czułem, że dzień mojej chwały jeszcze nie nadszedł.
- Chciałbym się zacząć cieszyć, ale coś mi się zdaje, że nie mam ku temu powodu- odezwałem się ostrożnie.
- Cieszę się, że nie muszę ci tego uświadamiać.
- Więc?- ponaglałem ją ruchem ręki- O co chodzi?
- Skoro nie wolno mi się z nim kontaktować, ktoś musi przejąć jego obowiązki- odparła beznamiętnie, ale po zaciskających się coraz mocniej pięściach zorientowałem się, że to nie będzie łatwa i przyjemna rozmowa. 
- A dokładniej?- popatrzyłem na nią zdziwiony. A jakie on miał do tej pory obowiązki z nią związane?
- Tomek zna mnie od dziecka, więc wie o mnie absolutnie wszystko. Można powiedzieć, że jest dla mnie swego rodzaju bazą danych. Z racji tego, że niektóre aspekty mojego życia nie są zbyt kolorowe, ja staram się wyrzucić je z pamięci, a on przechowuje je w razie potrzeby i używa kiedy są przydatne- wyjaśniła- Teraz kiedy nie mogę korzystać z jego... usług- zawahała się żeby znaleźć odpowiednie słowo opisujące ich układ- Potrzebuję kogoś kto zajmie jego miejsce. Pytanie tylko czy odważysz się podjąć tego zadania.
 Otworzyłem szeroko oczy. Nie spodziewałem się tego. Dałbym sobie rękę uciąć, że po naszej wczorajszej, praktycznie niemej sprzeczce, przyjdzie tutaj i zacznie na mnie krzyczeć, że nie mam prawa kierować jej życiem i decydować z kim może się spotykać, a z kim nie. Sądziłem, że ze mną zerwie i już nigdy jej nie zobaczę. Uwierzyłbym w każdy scenariusz, ale nie w ten.
- Czemu ja? Czemu nie może to być Gaba?
- To moja najlepsza przyjaciółka, ale ma za słaby charakter żeby sobie ze mną poradzić, gdy jestem w dołku- oznajmiła- Potrzebuję kogoś kto będzie umiał mi się przeciwstawić. Ty, ze swoim talentem do stawiania na swoim, wydajesz się być idealnym kandydatem. Zobacz do czego doprowadziłeś- machnęła rękami jakby wokół nas istniała niewidzialna plansza, z której mógłbym odczytać wszystkie swoje osiągnięcia- Zmusiłeś mnie do odwrócenia się od osoby, za którą wskoczyłabym w ogień. Czy to nie jest godne podziwu?
 Nie podobał mi się ton jej głosu. Zaczęła przemawiać przez nią wściekłość, nad którą ledwo była wstanie zapanować. Jej ruchy były chaotyczne i nerwowe. Z zaciśniętych dłoni odpłynęła krew, a szczęka była napięta. Po raz kolejny w jej przypadku zacząłem żałować ruchu jaki wykonałem. Postanowiłem się poddać.
- Jeśli tak bardzo zależy ci na kontakcie z Tomkiem...
- Nie Harry- przerwała mi, podchodząc bliżej i ujmując moją twarz w swe drobne rączki- Czas żebyś nauczył się ponosić konsekwencje za swoje czyny i słowa- zabrzmiała groźnie, aż ciarki przeszły mi po plecach- To twoja ostatnia szansa na wycofanie się. Więcej nie zadam tego pytania- ostrzegła- Chcesz usłyszeć całą prawdę? Historię tajemniczej Kate G, która cię tak zafascynowała od samego początku? Chcesz się dowiedzieć jak i przede wszystkim dlaczego ją stworzyłam?
 Zawahałem się. Nigdy w życiu nie byłem tak przerażony. Jeśli się zgodzę spełnię swoje największe marzenia, które daje mi o sobie znać zawsze, kiedy widzą tą piękną brunetkę z kręconymi włosami, nienormalnie zielonymi oczami i malutkim ustami, na punkcie których dostaję totalnego fioła. Dowiem się wszystkiego. Absolutnie wszystkiego. I kiedy mam w końcu taką możliwość, zgłębić tą wiedzę z najlepszego źródła, wcale nie jestem taki pewien czy aby na pewno tego chcę. Co jeśli mnie to przerośnie? Może nie jestem gotowy żeby to usłyszeć? Nie przeżyłbym gdybym nie umiał wykorzystać nowej wiedzy w odpowiedni sposób. Gdybym ją zranił.
- Nie boisz się?- zapytałem, sam trzęsąc się ze strachu- Co jeśli nie sprostam zadaniu i nie będę w stanie go zastąpić?
- Cholernie się boję- przyznała siadając na moich kolanach- Niemniej jednak gdybym nie wierzyła, że sobie poradzisz nie byłoby mnie tutaj.
- Aż tak we mnie wierzysz?
Skinęła głową, po czym złączyła nasze usta razem. Pocałunek był powolny i delikatny. Idealnie odzwierciedlający obawę, która tkwiła wewnątrz niej i narastała z każdą sekundą. Zacisnąłem powieki, kiedy nieco się odsunęła i oparła swoje czoło o moje.
- Jeszcze jedno...- szepnęła, a mi serce podeszło do gardła- Jeśli kiedykolwiek pożałuję tego co ci za chwilę zdradzę to przyrzekam, że wynajmę najlepszego płatnego zabójcę i cię zamorduję. Zrozumiałeś?
Uśmiechnąłem się pod nosem i pocałowałem ją ponownie.
- Sam po niego zadzwonię- zapewniłem, że jeśli do tego dojdzie, dobrowolnie poddam się karze. Będzie to o wiele mniej bolesne niż patrzenie na jej smutną twarz.
- Świetnie. Lubię robić z tobą interesy Styles- mrugnęła do mnie okiem i wyswobodziła z moich ramion- W takim razie zaczynajmy. Najlepiej od samego początku. 
Ostatni raz przełknąłem głośno ślinę i starałem się przygotować na to co miałem zaraz usłyszeć, ale szczerze? Na coś takiego nigdy nie można być przygotowanym.

       Kate chodziła po moim pokoju w tę i z powrotem. W pewnym momencie zdjęła swój granatowy sweter i rzuciła go w stronę krzesła, które stało przy biurku. Nawet nie zauważyła, że spadł na podłogę, a ja nie byłem w stanie wstać żeby go podnieść. Dosłownie byłem przygwożdżony do łóżka. Próbowałem skrupulatnie zapamiętać wszystko co mówiła. Nie sądziłem, że zacznie swoją opowieść od samego początku, choć wcześniej o tym wspominała. Do tej pory nie było w tej historii mrożących krew w żyłach chwil, a raczej opis bardzo szczęśliwej, małej dziewczynki, która lubiła biegać po ogródku i budować babki z piasku. Dowiedziałem się, że co tydzień odwiedzała swoją babcię, która zawsze raczyła ją pysznymi smakołykami, a jej ulubionym była kruszonka z malinami na ciepło. Odruchowo zapamiętałem, żeby sprawdzić jak przyrządza się taki podwieczorek i obiecałem sobie, że kiedyś go jej przyrządzę. Kolejną informacją było to, że dzięki swojemu talentowi była popularna w szkole. Zwłaszcza w liceum. Brała udział w każdym przedstawieniu, akademii czy festynie. Zaskoczyła mnie gdy powiedziała, że tam śpiewała. Teraz trudno było ją przekonać żeby wystąpiła przed kilkoma osobami, a co dopiero przed całą szkołą, która nie mogła przecież składać się tylko z jednej klasy. Jak się szybko domyśliłem coś co zdradzi mi niedługo spowodowało jej niechęć do publicznych występów. Pozostawało mi tylko cierpliwie czekać. 
- Nienawidziłam matematyki- oznajmiła z grymasem na twarzy- Do tej pory nie rozumiem po co mi te wszystkie sinusy, cosinusy i inne bzdety. Nawet kiedy przyjechałam tutaj, Ana musiała mi pomagać z tym diabelskim przedmiotem, żebym mogła wcześniej skończyć szkołę. To była katorga!
- To też nie był mój ulubiony przedmiot- odważyłem się w końcu odezwać po dwóch godzinach, ale mnie nie usłyszała. Może to i lepiej. 
Nie chciałem jej wytrącać z transu, w który popadła. Czasami sama śmiała się z tego co jej się przytrafiło, by zaraz popaść w zadumę nad mottem, które zawsze powtarzała jej babcia. Brzmiało ono "Nie pieprz tylko rób!". Bardzo życiowe przyznam. 
- Teraz przejdę do części, która ci się nie spodoba- ostrzegła, zerkając na mnie kątem oka, ale wydawała się nie przejmować żadną moją reakcją. W pełni pozostawał skupiona na sobie żeby nie pominąć niczego ważnego i tego mniej też- W liceum oprócz tego, że urywałam się z chemii, zaczęłam spotykać się z Tomkiem- zrobiła dłuższą pauzę, ale kiedy odpowiedziała jej cisza, kontynuowała- W pewnym sensie to było coś naturalnego. Każdy mówił, że prędzej czy później skończymy razem. Odkąd pamiętam. Nasi rodzice przesiadywali na werandzie przed jego domem i śmiali się, że powinni odkładać na wesele, kiedy my mając po kilka lat dokuczaliśmy sobie nawzajem. Wiesz, mamy takie powiedzenie- kto się lubi ten się czubi. Być może coś w tym jest, nawet jeśli spojrzymy na nas- stwierdziła, wyłapując moje spojrzenie, które nie opuszczało jej ani na chwilę, ale zaraz odwróciła wzrok- Do tej pory wszystko w moim życiu było wręcz idealne. Sporadycznych kłótni z mamą na temat stroju, który upierałam się założyć do szkoły, nie można było uznać za złe chwile. Uwierzyłbyś, że kiedyś byłam fanką krótkich spódniczek i bluzek z wielkim dekoltem chociaż nigdy nie miałam się za bardzo czym pochwalić?- zaśmiała się nerwowo, kiedy jej oczy zaczęły wypełniać się łzami. Wiedziałem co zaraz nastąpi- Za to mój tata nigdy na mnie nie krzyknął. Po prostu się do mnie nie odzywał. Siedział w swoim skórzanym fotelu, który odziedziczył po swoim dziadku i traktował mnie jak powietrze. To było straszne. Wolałabym żeby wyrzucił mnie z domu niż być przez niego ignorowaną. Zwłaszcza, że przeważnie zawsze byłam w centrum uwagi. Dopiero kiedy siadałam mu na kolanach i przepraszałam za coś co zrobiłam, oplatał mnie swoimi ramionami i mówił, że już wszystko jest w porządku.
 Nie wytrzymała. Po jej policzkach zaczęły ściekać mokre stróżki, a ręce zaczęły się niekontrolowanie trząść. Nie mogłem na to patrzeć. Szybko wstałem, żeby wziąć ją w objęcia, ale powstrzymała mnie wyciągając przed siebie rękę.
- Nie- pokręciła głową- Muszę skończyć, a jeśli tu podejdziesz nigdy tego nie zrobię.
Skinąłem ledwo zauważalnie, zastanawiając się czy na pewno dobrze robię wycofując się, ale postanowiłem jej posłuchać. Odetchnęła z ulgą, gdy zająłem swoje stare miejsce.
- To był dwudziesty siódmy lipca- westchnęła ciężko, podchodząc do okna- Byłam wtedy w Paryżu na konkursie muzycznym. Czekałam za kulisami na swoją kolej i wypatrywałam czy moi rodzice już dotarli. Czasami śni mi się, że dalej stoję za wielką, czerwoną kotarą i próbuję ich wypatrzeć w pełnej sali ludzi.
 Dziewczyna spuściła wzrok na swoje splecione dłonie, które wyginała w każdą możliwą stronę. Tak bardzo chciałem je zamknąć w swoich i dodać jej otuchy, pocieszyć... ale nie mogłem. Siedziałem jak skamieniały, wstrzymując oddech. Pod moimi powiekami również zaczęły wzbierać nieproszone łzy, kiedy tak patrzyłem na jej przygarbioną od natłoku złych wspomnień sylwetkę.
- Jak się pewnie domyślasz nie zobaczyłam ich. Nie przyjechali- odezwała się przeraźliwie cichym głosem- Zginęli w wypadku samochodowym w drodze na lotnisko. Pijany kierowca wjechał na skrzyżowanie kiedy przez nie przejeżdżali i wepchnął ich pod ciężarówkę jadącą z drugiej strony. Z auta praktycznie nic nie zostało.
- Kate...- jęknąłem czując bijący od niej ból, chociaż nie mogłem zobaczyć jej twarzy kiedy stała odwrócona do mnie tyłem.
- Mój opiekun, z którym byłam wbiegł do garderoby zdyszany. Gdy tylko ujrzałam jego minę wiedziałam, że stało się coś strasznego. Nie sądziłam jednak, że aż tak...- opuściła głowę, zamykając się w sobie jeszcze bardziej- Nie wystąpiłam tego dnia. Podobnie jak kolejnego i następnego również. Nigdy więcej nie stanęłam na żadnej scenie, a muzykę traktowałam jak największe zło. Od tamtego momentu zaczęłam bać się latać samolotami. Zabawne, prawda?- zerknęła na mnie przez ramię. Przysięgam, że nie wiedziałem co śmiesznego miała na myśli- Powinnam oponować przed jazdą autem, a nie panikować w drodze na lotnisko- zaśmiała się nerwowo pod nosem, kręcąc z rezygnacją głową- Po powrocie do domu nie odzywałam się przez trzy miesiące. Siedziałam w swoim pokoju i patrzyłam się tępo w ścianę. Nie byłam w stanie wyjrzeć przez okno. Byłam wściekła, że cały świat nie zatrzymał się w miejscu, a ludzie przechodzący obok mojej furtki zachowywali się jakby nic się nie stało. Nie rozumieli, że straciłam dwie najważniejsze osoby w moim życiu i to doprowadzało mnie do szału. Pewnego dnia, kiedy usłyszałam dzieci bawiące się na ulicy wybiegłam do nich w starej piżamie, którą dostałam od mamy pod choinkę i zaczęłam je przeganiać. Na szczęście Tomek akurat postanowił mnie odwiedzić i odciągnął mnie od wystraszonych dziewczynek. Od tamtego momentu nie odstępował mnie na krok. Można powiedzieć, że praktycznie się do mnie wprowadził. Przez pierwsze dwa tygodnie nie chodził do szkoły, a gdy już musiał wyjść upewniał się, że ktoś inny ze mną zostanie dopóki nie wróci.
 Śledziłem ją wzrokiem, kiedy poruszyła się, niszcząc swoją zastygłą pozycję i przysiadła niedaleko mnie na skraju łóżka. Już nie płakała. Ze wzrokiem wbitym w swoje kolana mówiła dalej.
- Nie miałam żadnej innej rodziny. Rodzice Gaby przejęli nade mną opiekę prawną i załatwili mi psychologa, który przychodził do mnie na terapię. Nie pomagała, a ja nie chciałam brać żadnych leków. Myślałam wtedy, że sprawią, iż zapomnę o wszystkim co się wydarzyło. Zrobią mi pranie mózgu i pozbawią mnie wszelkich wspomnień. Moja psychika nie miała się wtedy zbyt dobrze i chyba do tej pory jest z nią coś nie tak. Jak sądzisz?
Spojrzała na mnie wyczekująco, ale nie odpowiedziałem. Zamiast tego zadałem pytanie, wciąż niepewny czy powinienem się odzywać.
- J-jak to się stało, że zaczęłaś... mówić?
- A tak!- machnęła ręką jakbym jej właśnie przypomniał o czymś co pominęła w swojej opowieści- Pewnego wieczora Tomek nie wytrzymał. Zapytał czy mam ochotę na zupę, a ja jak zwykle nawet nie drgnęłam. Zaczął na mnie wrzeszczeć, że jeśli się zaraz nie odezwę to wyjdzie i już nigdy nie wróci. Jakoś nie zrobiło to na mnie wrażenia. Dopiero, kiedy chwycił moją pierwszą gitarę, którą tata mi kupił za plecami mojej mamy oprzytomniałam. Pamiętam jak wyzywała, na niego kiedy postanawiałam o trzeciej w nocy, że to odpowiednia pora na naukę gry- uśmiechnęła się na to wspomnienie- Ale wracając do mojej nagłej przemiany... Tomek chwycił za gryf i zamachnął się żeby nią uderzyć o ścianę. W tym momencie zaczęłam krzyczeć żeby przestał. Rzuciłam się na niego i odebrałam moją własność. Nie umiem opisać uczucia, które wtedy czułam. Gdybym mu na to pozwoliła to tak jakbym uśmierciła jeszcze raz moich rodziców. Zrobiłam to raz i nie miałam zamiaru powtarzać tego błędu. Niezła terapia szokowa, co?
- Nie jesteś winna śmierci swoich rodziców- odparłem szybko.
- Wszyscy mi to mówią- obróciła się w moją stronę, ścierając kciukiem łzę, która spływała po moim policzku- Ale czy czasami nie jest tak jak z tym powiedzeniem? Według wszystkich byłam już komuś przeznaczona, aż tu nagle pojawiłeś się ty...
 Splotłem nasze palce razem i ucałowałem wierzch jej dłoni. Jak mogła porównać dwie tak skrajne sprawy?
- To zupełnie coś innego.
- Nie prawda- zaprzeczyła- To, że wszyscy coś twierdzą, wcale nie oznacza, że jest to prawdą i tak powinno być.
- Kate, proszę cię...- westchnąłem zmęczony natłokiem informacji. Nie miałem siły jej tego tłumaczyć, ponieważ i tak by się ze mną nie zgodziła. Na pewno nie dzisiaj.
- To ja cię proszę żebyś wysłuchał mnie do końca. Jeszcze trochę. 
Niemo dałem jej pozwolenie na kontynuowanie, na które czekała.
- Kiedy w miarę doszłam do siebie, postanowiłam odciąć się od wszelkich wspomnień. Zarówno tych dobrych jak i złych. Nie mogłam tak po prostu wstać rano i zejść do pustej kuchni, gdzie nigdy więcej nie znalazłam mamy czytającej porannej prasy i taty smażącego gofry. Chciałam uciec. Musiałam. Wtedy przypomniałam sobie, że mój tata jest... to znaczy był właścicielem niewielkiego mieszkania w starej kamienicy. Można sobie wymarzyć lepsze miejsce na nowy start niż zatłoczony i próbujący wyprzedzić czas Londyn? Dla mnie wydawało się to idealną odskocznią. Przedstawiłam swój plan rodzicom Gaby, jej samej i Tomkowi. Kupiłam bilet, spakowałam rzeczy i wyjechałam. Na początku był ciężko. Miałam nadzieję, że od tak poddam się nowemu trybowi życia, ale okazało się, że było to trudniejsze niż się spodziewałam. Kompletnie nie rozumiałam Brytyjczyków. To przez ten wasz cholerny akcent. Zresztą wasze poczucie humoru dalej stanowi dla mnie zagadkę- uniosła lekko kącik ust, gdy mimowolnie się zaśmiałem słysząc jej opinię- Na szczęście szybko poznałam Savana i Anę, potem Eda... Jakoś się zaaklimatyzowałam, choć nie nazwałabym tego miejsca moim domem. Aktualnie nie wiem gdzie on jest, ale tutaj mi dobrze. Mimo takiego jednego chłopaka, którego poznałam niedawno- zacisnęła mocniej palce wokół moich- Ciągle mnie denerwuje, ale ma w sobie to coś. Nie wiem jak to nazwać...
- Musi być niezwykle czarujący- stwierdziłem, na co wywróciła oczami.
- Taa... on też tak myśli.
Między nami zapadła cisza. Kate czekała aż się odezwę, a ja przetwarzałem wszystko to co mi powiedziała. Był tego ogrom, ale musiałem sobie z nim poradzić. Zarówno dla siebie jak i dla niej.
- Mogę cię o coś spytać?- zwróciłem się do niej, kiedy zauważyłem brak jednego elementu układanki. 
- Jasne. O co tylko chcesz.
- Kiedy...- zabrakło mi na chwilę słów- Kiedy wróciłaś do muzyki?
Brunetka zastanawiała się chwilę, po czym spojrzała na mnie z czymś co przypomniało podziw.
- Dobre pytanie Styles. Naprawdę dobre- pokiwała głową z uznaniem- Tego samego wieczoru co odezwałam się po długiej ciszy. Tomek usnął na moim łóżku, a ja zeszłam do salonu, usiadłam na kanapie i zaczęłam komponować. Gdy zamieszkałam w Anglii przypomniałam sobie tamten wieczór, kiedy dostałam swoje pierwsze zlecenie dzięki Savanowi. Potrzebowałam wtedy kasy i uznałam, że może to być sposób na wyjście z finansowego dołka. Zawsze lubiłam słuchać cudzych historii, a zamienianie je na nuty przychodziło mi z łatwością, dlatego szybko pokochałam moją pierwszą pracę. Kto by pomyślał, że będzie to mój sposób na życie...
- Tęsknisz?- zadałem kolejne pytanie, które było mało precyzyjne.
- Za czym?
- Za występami. Za byciem w centrum uwagi.
- Czasami- przyznała- Ale kiedy zdam sobie sprawę, że nigdy nie będę mogła zaprezentować się przed najważniejszą dla mnie publicznością, ochota na śpiewanie odchodzi tak szybko jak przyszła. Bez nich to już nie jest to samo, zwłaszcza po tym jak przyzwyczaili mnie do tego, że są na każdym występie. Co do bycia pępkiem świata...- uśmiechnęła się łobuzersko- Czasami dalej nim jestem. Chociażby wtedy kiedy jestem na jakimś ważnym spotkaniu. Bądźmy szczerzy, Paul i Cowell nie odrywają ode mnie wtedy wzroku.
Oboje zaczęliśmy się śmiać, ale szybko ukłuła mnie zazdrość. Kate od razu zauważyła moją zmianę nastroju, co jeszcze bardziej ją rozbawiło.
- Nie przejmuj się- pocieszyła mnie- Mogą nawet siedzieć mi na kolanach, a ja i tak będę zwracać uwagę tylko na ciebie.
- Czy to nie ja powinienem rzucać takimi romantycznymi tekstami?- zmarszczyłem lekko brwi a motyle, które fruwały w moim brzuchu (lub cokolwiek innego co tam się znajdowało) zaczęły mocniej trzepotać skrzydłami.
- Nasza relacja pod żadnym względem nie jest normalna. Nie tworzymy szablonowego związku, więc to chyba nie stanowi problemu.
- Racja, ale to nie zmienia faktu, że dla mnie ty jesteś całym moim światem. Odkąd cię poznałem nie myślę o nikim innym. Niespodziewanie wtargnęłaś w moje życie i nim zawładnęłaś.
Kate wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Kilka razy otwierała usta, ale kiedy nic z nich nie wychodziło zamykała je z powrotem. Musiałem dodać coś jeszcze.
- Kate, ja...
- Nie- wstała nagle, odsuwając się ode mnie- Nie dzisiaj. To... to nie jest dobry moment na żadne wyznania.
- Kiedy ja...- próbowałem coś powiedzieć, ale mi na to nie pozwoliła.
- Proszę cię Harry- przeczesała ręką niesforne loki- Ostatnie kilkanaście godzin nie jest dla mnie łatwe. Nie utrudniaj mi tego.
 Powoli ruszyłem w jej kierunku żeby jej nie wystraszyć. Gdy stanąłem na przeciw niej, wodziła po mnie wzrokiem przerażona, a kiedy pochyliłem się żeby ją pocałować wstrzymała oddech. Moje usta spoczęły na jej słonym od zaschniętych łez policzku, po czym przytuliłem ją do siebie. Trochę czasu zajęło zanim całkowicie się rozluźniła, a ja stwierdziłem, że to dobry moment aby zabrać głos.
- Chcesz iść?- przytaknęła- Dobrze. Ja też potrzebuję trochę czasu żeby to wszystko przetrawić. Zostawiasz mnie z głową pełną rozbieganych myśli.
- Wiem- westchnęła- Robię to po to żebyś zrozumiał czemu jestem taka... jaka jestem.
- Nie martw się- złożyłem dłuższy niż zwykle, czuły pocałunek na jej czole- Dam sobie z tym radę. Możesz być o to spokojna
- Jestem- zapewniła- Gdybym sądziła, że to dla ciebie za trudne nie przyszłabym 
tu.
Uśmiechnąłem się zaciskając mocniej ramiona wokół jej ciała.
- Zobaczymy się jutro?
- Tak.
I tyle mi wystarczyło aby ją uwolnić i pozwolić odejść, będąc jednocześnie pewnym, że niedługo znów znajdę się blisko niej. Będzie moja. Tylko moja. 


Mieszkanie Kasi i Gaby

       Rodzina Gabrysi okazała się wspaniała. Odniosłem wrażenie, że bardzo mnie polubili zupełnie tak jak ja ich. Przy wczorajszej kolacji przeskakiwaliśmy z jednego tematu na drugi, dzięki czemu nie zapadała między nami niezręczna cisza. Dodatkowo byłem wdzięczny Kate, że podbudowała moją pozycję w ich oczach. Przy każdej nadarzającej się okazji wychwalała mnie pod niebiosa, co na pewno działało na moją korzyść, nawet jeśli nie mówiła tego szczerze. Skora do pochwał to ona nie jest. Niestety nie miałem okazji jej za to podziękować, ponieważ zanim zdążyłem przyjechać, wyszła gdzieś z Adamem. Nie rozumiałem czemu Gaba była taka przerażona faktem, że poznałem jej rodziców. Aż do teraz.
- Niall, czym chcesz się zajmować w przyszłości?
 Pan Szymański dopadł mnie w salonie gdzie grzecznie czekałem, na powrót mojej ukochanej ze sklepu, gdzie wybrała się ze swoją mamą. Mogę się założyć, że cała akcja była ukartowana byleby tylko dać możliwość jej ojcu wziąć mnie pod ostrzał. W sumie to należało się tego spodziewać. Dzielnie odpowiadałem na każde zadane mi pytanie.
- Zdecydowanie muzyką. To coś o czym marzyłem od dziecka i do czego dążyłem. Niedawno podpisałem kontrakt płytowy z moim nowym zespołem. Z pomocą Kate nagrywamy płytę. 
- Tak, tak. Wspominała coś o tym...- potarł palcem wskazującym swoją brodę i zmrużył oczy, zastanawiając się nad czymś- Kasia uważa, że macie sporą szansę na międzynarodową karierę. 
- Byłbym przeszczęśliwy gdyby nam się udało- przyznałem szczerze- Chyba każdy by tego chciał.
- Być może- skinął głową, przenosząc swoje intensywne spojrzenie na mnie. Choć Gabrysia wyglądem bardzo przypominała swoją mamę, oczy były w stu procentach zasługą jej ojca- Mogę cię o coś spytać?
- Oczywiście- uśmiechnąłem się. Robisz to od trzydziestu minut- pomyślałem, ale w życiu nie odważyłbym się powiedzieć tego na głos. Równie dobrze mógłbym od razy strzelić sobie w łeb. 
- Załóżmy, że przewidywania Kasi okażą się prawdą, jak to zwykle bywa- zaczął, nie spiesząc się- Oczywiście życzę wam tego z całego serca, ale martwi mnie jedna rzecz.
- Mianowicie?- a skąd ja znam takie ładne słowa?! Umawianie się z dziewczyną studiującą literaturę daje mi się we znaki. Nie żebym narzekał!
- Co z moją córką?
Przez chwilę wpatrywałem się w niego wzrokiem pełnym zaskoczenia. 
- Przepraszam, ale chyba nie rozumiem pańskiego pytania...
Mężczyzna pochylił się do przodu i oparł łokcie o kolana, zmniejszając odległość między nami. Po plechach przeszły mi ciarki, ale udawałem, że wcale mnie to nie ruszyło. 
- Gabrysia jest piękną i inteligentną, młoda kobietą. Kiedy oświadczyła, że wyjeżdża do Anglii byłem załamany, ale w głębi serca wiedziałem, że da sobie radę. Z tobą u boku wydaje się jeszcze szczęśliwsza niż była.
- Dziękuję- uśmiechnąłem się, ale nawet nie zwrócił na to uwagi.
- Co będzie gdy wyjedziesz w trasę na kilka miesięcy, a ona zostanie tutaj? Nie jestem do końca przekonany czy będzie jej odpowiadał związek na odległość zwłaszcza, jeśli będą się za tobą uganiały fanki. Moja córka to niepoprawna romantyczka rodem wyjęta z dzieł, które nałogowo czyta. Ciężko będzie to ze sobą pogodzić. 
- Jeszcze nie wiadomo jak rozwinie się moja kariera- zaznaczyłem na wstępie- Poza tym nawet jeśli się nam poszczęści, Gabrysia zawsze będzie mogła podróżować ze mną.
- A co z jej studiami?- podrzucał kolejne argumenty na "nie"- To nie jest tylko jakieś hobby. Zawsze o nich marzyła i nie pozwolę żeby je rzuciła.
- Nie mam zamiaru jej do tego zmuszać ani nakłaniać- zaoponowałem- Wiem jak ważna jest dla niej szkoła. 
- Zatem jaki masz pomysł na rozwiązanie tego problemu? Nie wspominając o innych.
 Patrzyłem na niego szeroko otwartymi oczami i nie wiedziałem co powiedzieć. Jeszcze przed chwilą rzucałbym przykładami na lewo i na prawo, ale gdy tak przyszpilał mnie sowim bacznym spojrzeniem, z moich ust nie było w stanie wydostać się żadne słowo, a w głowie odbijały się echem jego ostatnie. Zacisnąłem ręce w pięści czując nieprzyjemne zdenerwowanie, które narastało z każdą sekundą. Nie mogąc już wytrzymać pewności siebie, która biła od tego faceta, gwałtownie wstałem i wyrzuciłem z siebie jedyną rzecz, której byłem w stu procentach pewien. 
- Nie wiem jak potoczy się dalej moje życie. Nie wiem czy będę miał okazję zwiedzać świat, jednocześnie dzieląc się z innymi moim talentem. Jest tylko jedna rzecz, którą wiem na pewno. Kocham pańską córkę i nie mam zamiaru rezygnować ani z niej, ani ze swoich marzeń. Jeszcze nie wiem jak uda mi się to wszystko pogodzić, ale dam radę. Nie mam innego wyboru, ponieważ decydując się tylko na jedno już nigdy nie zaznał bym szczęścia. Gabrysia jest moim szczęściem, którego mam zamiar kurczowo się trzymać, dopóki mi na to pozwoli.
 W tym momencie usłyszałem jak coś upada na ziemię. Podniosłem wzrok, a pan Szymański obrócił się na fotelu. (Wciąż) moja dziewczyna stała w progu oniemiała a zawartość reklamówki, którą trzymała w ręce rozproszyła się po całej podłodze. Nie zwracając już na nikogo uwagi podszedłem do niej i pomimo obecności jej mamy, która stała tuż obok, pocałowałem ją.
- Wybacz, ale muszę iść. Zadzwonię później- ponownie złączyłem nasze usta razem, po czym skierowałem się w stronę drzwi.
- Ale Niall!- zawołała za mną, jednak nie mogłem się zatrzymać. Zbiegłem po schodach i wypadając na świeże powietrze, głęboko się nim zaciągnąłem. Do mojej głowy wpadła pierwsza nieproszona myśl- a co jeśli on ma rację?

        Herbata już dawno zdążyła ostygnąć, za to głowa pomimo dwóch tabletek wciąż bolała mnie niemiłosiernie. Intensywne pulsowanie, które odczuwałam od czasu rozmowy z tatą nie ustępowało ani na chwilę. Jak on mógł się tak zachować? Gorzej, ja nawet nie wiem co takiego powiedział, że Niall wybiegł z mieszkania jak poparzony, nie zwracając w ogóle uwagi na moje prośby aby został. 
 W drzwiach wejściowych przekręcił się kluczyk. Kasia- pomyślałam i na dowód tego, że miałam rację, ujrzałam jej sylwetkę w progu kuchni. Zmierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu i usiadła na przeciwko, uważnie mnie obserwując.
- Co jest?- spytała bez ogródek.
- Właśnie nie wiem- westchnęłam, chowając twarz w dłoniach- Zostawiłam na chwilę Nialla samego z moim ojcem, a gdy wróciłam dał mu dobitnie do zrozumienia, że mnie kocha i wyszedł. 
- Horan postawił się twojemu tacie?- wygięła do góry brwi, okazując swoje zadziwienie.
- Nie nazwałabym tak tego. Nawet nie wiem co takiego się stało, że tak zareagował. Mój tata nie chciał mi nic powiedzieć. Jak zwykle...
- Ciekawe- oparła plecy o parapet okna i skrzyżowała ręce na piersi- Musiała to być poważna rozmowa. Blondynka trudno wytrącić z równowagi no chyba, że chodzi o ciebie.
- Boję się zgadywać o co poszło.
- Nic się nie martw- uśmiechnęła się do mnie pocieszająco- Cokolwiek by się nie stało, Niall sobie ciebie nie odpuści, choćby miał być ścigany przez twojego tatę na drugi koniec świata. Prędzej cię porwie i zamknie w jaskini u podnóża Mont Everestu, niż pozwoli komukolwiek sobie ciebie odebrać.
 Jak ona to robi, że nawet kiedy ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę jest śmianie się, przy niej nie umiem powstrzymać się od żartowania? Jak jak ja ją kocham. 
- Chyba wolałabym żeby uwięził mnie w jakimś cieplejszym miejscu.
- Sahara?- zaproponowała, zastanawiając się nad innymi opcjami- Albo jakaś dżungla w pobliżu Amazonki. Chociaż nie- pokręciła głową nie zgadzając się sama ze sobą- Tam jest za dużo insektów. Jeszcze jakiś cię ugryzie, a nie sądzę żeby twój chłopak znał się na pierwszej pomocy. Podejrzewam, że gdyby musiał jej kiedyś udzielić to zrzuciłby to zadanie na resztę chłopaków, a sam rozsiadł się na kanapie z miną "To nie mój problem. Ja nic nie zrobiłem" *.
- Jesteś nienormalna- stwierdziłam, śmiejąc się jak głupia.
- Racja, ale założę się, że tak by to wyglądało.
Kasia sięgnęła po mój wystudzony napój i upiła łyk, krzywiąc się przy tym. Spojrzała na, jak przypuszczała, truciznę po czym wstała i wylała ją do zlewu.
- Nie dziwę się, że twój dzień nie jest udany, skoro pijesz takie świństwo. Mój przez to stał się jeszcze gorszy niż był do tej pory. Chcesz coś lepszego?
Grzecznie poprosiłam żeby mi coś przygotowała, a ona od razu wzięła się do roboty. Wyjęła z szafki nasze ulubione kubki, a do czajnika nalała wody i postawiła na kuchence. Z metalowego pojemnika, który stał na blacie, wyciągnęła dwie torebki wiśniowej herbaty, dodając do tego nico brązowego cukru. Podeszła do lodówki i wydobyła z niej skrzętnie ukryte ciasto, o którego istnieniu nawet nie miałam pojęcia, co na pewno było jej celem. Gdybym tylko je zauważyła, nie miałaby mnie czym częstować podczas naszej wieczornej pogawędki. Spryciula.
- Co masz na myśli mówiąc, że twój dzień był nienajlepszy?- spytałam kiedy zalewała aromatycznie pachnące torebeczki wrzątkiem.
- To mało powiedziane- westchnęła, stawiając kubek w kwiatki przede mną, a ten z wymalowanymi nutkami objęła dłońmi- Po pierwsze zerwałam z Tomkiem.
Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się czy coś mnie ostatnio ominęło, ale nie przypominałam sobie sytuacji, w której przyjaciółka oznajmiłaby mi, że wróciła do swojego byłego chłopaka.
- Sądziłam, że to już było dawno.
- Chodzi mi o to, że zerwałam z nim wszelkie kontakty- poprawiła się.
- Czemu?!
- Harry jest o niego zazdrosny. Kazał mi wybrać między nimi- wzruszyła bezradnie ramionami.
- Żartujesz...- otworzyłam szerzej oczy- Nie może tego zrobić!
- Może, nie może... ja już zdecydowałam. Nie jest mi z tym szczególnie źle, zwłaszcza po tym jak opowiedziałam mu swoją historię. 
- Nie wiem co bierzesz, ale zmień dilera- odparłam zszokowana- Powiedziałaś mu wszystko? 
- Wszystko- potwierdziła, rozwiewając moje wszelkie przypuszczenia- To była najtrudniejsza i najbardziej szczera rozmowa jaką z nim przeprowadziłam
- Nie wierzę w to co słyszę.
Ta wiadomość zaparła mi dech w piersiach. Nigdy bym nie podejrzewała, że kiedykolwiek zdradzi mu całą prawdę. Odkąd pamiętam unikała tego tematu jak ognia, a gdy tylko ktoś w jej towarzystwie wspomniał o rodzinie, wymigiwała się od wyrażania swojej opinii i dzielenia się swoimi spostrzeżeniami odnośnie absurdalnych szlabanów czy dziwacznych tradycji panujących w większości domów. Z reguły usprawiedliwiała się masą obowiązków i brakiem czasu na takie głupoty, a następnie pogrążała się w pracy byleby tylko nie zacząć przywoływać bolesnych wspomnień. 
- Nie było sensu przed nim tego ukrywać- odezwała się po chwili- I tak by wszystko ze mnie wyciągnął, a poza tym nie chcę mieć przed nim żadnych sekretów. Chroniąc ciągle swoje tajemnice daleko byśmy nie zaszli.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z moją przyjaciółką?- dotknęłam ją jednym palcem, sprawdzając czy jest prawdziwa. Zaczynałam podejrzewać, ze rozmawiam z jej klonem o zupełnie odmiennym charakterze i podejściu do życia.
- To cały czas ja- odsunęła się, żebym przestała ją dźgać paznokciem- Sama się sobie dziwię, gdy dochodzi do tego mojego tępego mózgu co ostatnio robię. Czasami przeraża mnie świadomość, że potrafi czytać ze mnie jak z otwartej księgi, a ja mu na to pozwalam. Niemniej jednak wydaje mi się, że dzięki temu wracam do normalności.
- Normalności?- powtórzyłam zmieszana.
- Wiesz...- westchnęła, skupiając swój wzrok na parujące cieszy- Może przy nim stanę się taka, jaka byłam kiedyś. Wesoła, zabawna, mniej przejmująca się wszystkim. Przestanę planować wszystko na trzy kroki do przodu. Po prostu będę normalna.
- Przecież wszystko z tobą w porządku. Skoro Styles polubił cię taką jaka jesteś teraz, to nie musisz się dla niego zmieniać.
- Nie zmieniam się dla niego i tak naprawdę obie dobrze wiemy, że nigdy nie będę taka jak przedtem, ale jeśli dostrzegę minimalną szansę na to, żeby coś ze sobą zrobić to ją wykorzystam. Harry daje mi taką nadzieję i możliwość. Nie mam zamiaru tego zaprzepaścić- odparła pewnie i stanowczo- Pokaż mi chociaż jednego naszego rówieśnika, który kładzie się spać, zastanawiając się kto jutro będzie chciał go wyrolować lub zająć jego miejsce, w pogoni za pieniędzmi i dobrą pozycją- moja małomówność była bardzo wymowna- No właśnie. Tego nie zmienię, ale jeśli przez czas, który spędzam z Harry'm będę mogła się całkowicie zrelaksować bez obawy, że zada mi trudne dla mnie pytanie, moje zdrowie psychiczne na pewno na tym zyska. Przy okazji nie będę dostawała zawału co pięć minut. 
- Masz rację- przyznałam w końcu, nie mogąc nie zgodzić się z jej argumentami- Chyba powinnam mu podziękować. Jeszcze kilka lat ciągłego napięcia i byś nie wytrzymała. Kto by mi wtedy gotował?
- Tylko dlatego się ze mną przyjaźnisz?- spytała oburzona, próbując ukryć uśmiech, który wkradał się na jej usta- Myślałam, że znaczę dla ciebie o wiele więcej.
- Oczywiście, że tak!- mrugnęłam do niej okiem- Przy okazji opłacasz większą część czynszu i połowę rachunków, na które samą na pewno nie byłoby mnie stać.
- Ja udam, że tego nie słyszałam, a ty lepiej się już nie pogrążaj- ostrzegła mnie, wstawiając pusty kubek do zlewu- Jadę popracować, a gdy wrócę rano obie będziemy żyć dalej jak gdyby nigdy nic, jasne?
- Masz zamiar spędzić kolejną noc w studiu? Przecież możesz spać u mnie w pokoju, skoro oddałaś swoje łóżko Adamowi. Albo jego wygonimy na podłogę w salonie- zaproponowałam, wyobrażając sobie jak mój brat wstałby rano połamany. Byłaby to idealna kara za głupie pytania, które zadawał Niallowi. Idiota.
- Chcesz żebym zaryzykowała to, że w nocy pomylisz mnie ze swoim chłoptasiem i zaczniesz się do mnie ślinić?- popatrzyła na mnie z odrazą- Nie ma mowy. Wolałabym spać na schodach. Poza tym i tak po dzisiejszym bardzo emocjonującym dniu wena rozrywa mnie od środka, więc na zdrowie mi wyjdzie kiedy pozwolę się jej wykazać. Zapamiętaj moja droga- uniosła jeden palce do góry, dając mi znak bym skupiła się na tym co teraz powie- Najlepsze rzecz powstają nocą, kiedy panuje kompletna cisza i nic cię nie rozprasza. Pewnie dlatego ludzie przeważnie uprawiają seks w nocy, skupiając się na przyjemnych doznaniach a nie autobusie, który przejeżdża za oknem. Założę się, że dzieci, które zostały spłodzone w cichej atmosferze są ładniejsze i spokojniejsze po urodzeniu.
- Przerażają mnie twoje porównania i życiowe prawdy- oznajmiłam, kręcąc z niedowierzaniem głową- Oszczędź je dla swojego chłopaka. Na pewno chętnie poruszy z tobą tego typu tematy. 
- Gorzej jak będzie się upierać na przetestowanie teorii w praktyce.
- Kaśka!- klepnęłam ją w ramię, a następnie zatkałam uszy- Nie chcę tego słuchać!
- Oj przestań!- machnęła na mnie ręką- Nie wmówisz mi, że twój Horanek jest zawsze grzeczny i nie ma zboczonych myśli z tobą w roli głównej.
- Przestań!- oberwałaby kolejny raz, gdyby nie zdążyła się odsunąć.
- Powinnaś się cieszyć, że to ty zaprzątasz jego głowę, a nie jakaś blond cizia z cyckami większymi od mózgu. I wierz mi...- spojrzała na mnie wymownie- Za każdym razem gdy wkłada ci rękę pod bluzkę przestaje być taki słodki i miły. Nie powstrzymaj go chociaż raz, a zobaczysz na co go stać.
- Uważam tą rozmowę za zakończoną!- obróciłam się na pięcie i skierowałam do swojego pokoju, słysząc za sobą histeryczny śmiech mojej współlokatorki, która zdecydowanie ma nierówno pod sufitem. 

Kawiarnia Starbucks

      Wywróciłam oczami, kiedy Chloe po raz kolejny opanowały wyrzuty sumienia. Też jej się zebrało na przedstawianie mi swojej listy "za i przeciw". Pomału zaczynało wytrącać mnie to z równowagi.
- Nie uważasz, że to lekkie przegięcie z twojej strony?- spytała setny raz w ciągu ostatnich dwudziestu minut- Rozumiem, że nie łączą was dobre stosunki, ale żeby zaraz podejmować takie radykalne kroki? Moim zdaniem to przesada.
- Czy pytałam się o twoje zdanie?- oparłam brodę na dłoni, znudzoną jej gadaniną- Dobrze wiedziałaś w co się pakujesz, kiedy zgodziłaś się ze mną współpracować. 
- Żartujesz?!- uniosła się. Kilka osób siedzących obok nas spojrzało na nią podejrzliwie- Wtedy nie było mowy o tym, że masz zamiar iść z tym do sądu. Przecież jeśli twój plan nie wypali, zamkną cię w więzieniu.
- Mnie?- zaśmiałam się pod nosem- Przecież to ty ukradłaś tą piosenkę. Bez mrugnięcia okiem wkradłaś się do jej pokoju i skopiowałaś ją. 
- Bo mi kazałaś!- broniła się, ale była na tyle głupia, że nie wiedziała w jakie bagno wpadła.
- Kochaniutka...- uśmiechnęłam się przebiegle- Nie pamiętasz jak to było?- posłałam jej kolejne triumfalne spojrzenie- Przybiegłaś do mojego gabinetu z jak oznajmiłaś swoją pierwszą piosenką. Nie mogłaś ukryć radości, a ja postanowiłam pomóc ci ją nagrać. Skąd miałam wiedzieć, że sama jej nie skomponowałaś? Przecież wyglądasz na taką dobrą i uczciwą dziewczynę. W życiu bym nie przypuszczała, że mogłabyś zrobić coś takiego. Takie rozczarowanie...- pokręciłam z politowaniem głową.
- Nie zrobisz tego- odparła załamanym głosem- Jeśli będzie trzeba powiem jak było naprawdę.
- Nie powiesz. Jesteś w prawie takiej samej sytuacji jak ja. Z tą różnicą, że ja mam kasę żeby się wykaraskać. A ty? Nie masz nic. Jeśli zmusisz mnie do działania sprawię, że nikt już nigdy ci nie uwierzy.
- Jak możesz?- spytała przez łzy- Jesteś potworem!
- Nazywaj mnie jak chcesz. Nie obchodzi mnie to- wzruszyłam ramionami- W przeciwieństwie do ciebie ja nie boję się poświęcić innych dla własnego dobra. Radzę ci żebyś szybko się tego nauczyła, jeśli chcesz przetrwać w tym biznesie. Poza tym...- przechyliłam głowę, aby lepiej się przyjrzeć jej przerażonej minie- Źle bawiłaś się z tym całym Zaynem?
- Nie wciągaj go do tego!- ostrzegła mnie, ale jej groźby były nic nie warte.
- Sama go w to wplątałaś- zaznaczyłam- Może ci wybaczy, jeśli faktycznie tak bardzo cię lubi, chociaż wątpię. Podejrzewam, że jest wierniejszy swojej tekściarce niż własnej matce. 
- Co ja najlepszego zrobiłam?- zwróciła się sama do siebie, ale postanowiłam pomóc jej znaleźć odpowiedź. Niech zna moje dobre serce.
- Odważyłaś się sięgnąć po swoje marzenia. Tak to się właśnie robi i pogódź się z tym. A na razie rób to co ci każę i trzymaj buzię na kłódkę.
 Dziewczyna spojrzała na mnie przekrwionymi od płaczu oczami, po czym wybiegła z kawiarni. Klienci siedzący obok nas ponownie dali mi do zrozumienia, że nasze zachowanie jest co najmniej niestosowne, ale nie obchodziło mnie to. Byłam zbyt zajęta delektowaniem się wizją, która odgrywała się w moich myślach. Wyobrażałam sobie jak to będzie zobaczyć wielki upadek niesamowitej i niepowtarzalnej Kate G. Szeroki uśmiech wypłynął na moje twarz, kiedy zdałam sobie sprawę, że niedługo moje marzenie się spełni. I dokonam tego ja, Laura Marin. Ze mną się nie zaczyna. Nigdy. 






~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Są tu prawdziwe Directioners? Czy ktoś domyśla się o jakiej sytuacji myślałam, opisując ten fragment? Być może dla pierwszej osoby, która zgadnie czeka jakaś nagroda... ;)

22 sierpnia 2014

18

*Dialog pod koniec rozdziału pisany kursywą wypowiadany jest w języku polskim. Tak dla jasności ;)


Dom One Direction

       Leżałam na plecach, wpatrując się w pomalowany na biało sufit. W mojej głowie gromadziło się tysiące myśli, ale za wszelką cenę starałam się nie zwracać na nie uwagi. Skupiłam wzrok na jednym punkcie, zastanawiając się czy może coś się w nim zmieni. Kilkakrotnie próbowałam zamknąć oczy i odpłynąć do wspaniałej krainy snów, gdzie życie było o wiele bardziej kolorowe. Niestety za każdym razem gdy zapadała ciemność mój umysł przywoływał niechciane obrazy z wczorajszego dnia. 
 Wzdrygnęłam się lekko gdy przypomniałam sobie jak Harry nokautował Tomka na podłodze w jego salonie. Potrząsnęłam lekko głową chcąc wymazać nieprzyjemne wspomnienie. Gdy w końcu udało mi się odepchnąć niechcianą myśl, dopadała mnie kolejna. Udręczona twarz Harry'ego zawieszona tuż nad moja, kiedy przepraszał mnie za swój wybuch gniewu, składając na moich ustach delikatne pocałunki, które po chwili stawały się coraz bardziej zachłanne i namiętne. Jego palce uparcie starające się rozpiąć guziki mojej białej koszuli i ciche pomruki niezadowolenia kiedy mu na to nie pozwalałam. Nie mogłam. Musiałam być na niego zła. Chciałam tego, chociaż swoim czułym dotykiem wcale nie ułatwiał mi tego zadania. 
 Szybko rozwarłam powieki i przeczesałam poirytowana włosy, kiedy mój oddech zaczął niekontrolowanie przyśpieszać. Harry, który upodobał sobie moja klatkę piersiową jako poduszkę, poczuł mój nagły zryw i mocniej zacisnął swoje ramie, które oplatało mnie w talii. Spojrzałam w dół, sprawdzając czy się nie obudził. Jego długie i gęste rzęsy, za które większość dziewczyn dałaby się pociąć, rzucały lekki cień na jego policzki. Przez lekko rozchylone usta uchodziło ciepłe powietrze, a loki łaskotały moją szyję, gdy poruszał głową, aby poprawić swoją pozycję. Rękę, która została w nocy przygnieciona jego ciałem, włożyłam w jego bujną fryzurę i delikatnie pociągnęłam, aby chociaż w minimalnym stopniu odciążył zdrętwiałe ramię. Usiłowałam wyswobodzić się z jego uścisku, ale za każdym razem gdy wykonałam nawet najmniejszy ruch, on przyciskał się do mojego ciała jeszcze mocniej. Tym razem postanowił udaremnić mi ucieczkę splatając razem nasze nogi. Odetchnęłam ciężko gdy zdałam sobie sprawę, że tak daleko nie zajdę. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. 
- Harry- szturchnęłam go lekko- Harry!- powiedziała nieco głośniej.
Chłopak jęknął coś niezadowolony. Uniósł nieznacznie głowę i zamrugał kilka razy zanim jego wzrok przyzwyczaił się do jasności, którą gwarantowały promienie słońca wpadające przez niezasunięte zasłony. 
- Dzień dobry piękna- uśmiechnął się i cmoknął mnie w policzek.
- Zgniatasz mi rękę- zwróciłam mu uwagę. Od razu uniósł się na łokciu, a ja wyjęłam spod niego zdrętwiałą kończynę. 
- Przepraszam- powiedział, rozmasowując obolałe miejsce.
- Za co konkretnie?- spytałam, patrząc mu prosto w oczy. 
Wciąż lekko zamglone tęczówki przyglądały mi się uważnie, kiedy czekałam na jego odpowiedź. 
- Myślałem, że zakończyliśmy ten temat- mruknął ujmując moją dłoń, po czym pocałował jej wierzch- Starałem się wczoraj pokazać ci jak mi przykro, ale nie dawałaś mi zbyt dużego pola do popisu.
- Naprawdę myślałeś, że to załatwi całą sprawę i od tak zapomnę o tym co wczoraj zrobiłeś?- popatrzyłam na niego z niedowierzaniem- Nie udawaj głupiego. 
Stanęłam na równe nogi, gdy kolejna fala złość zaczęła ogarniać moje ciało. Nie zwracając uwagi na to, że zamiast normalnej piżamy mam na sobie nieco za dużą koszulkę Styles'a, która ledwo zakrywała mi tyłek podeszłam do okna i usiadłam na parapecie. Kątem oka dostrzegłam jak chłopak siada na łóżku, kręcąc z rezygnacją głową. Czułam ciarki, które przeszywały moje ciało, kiedy skanował moje odsłonięte ciało wzrokiem. Próba rozciągnięcia materiału, z którego była wykonana moja jedyna część garderoby zakończyła się fiaskiem. Harry zsunął się z materaca i paradując w samych bokserkach, przeszedł przez pokój, stając obok mnie. Chwycił mnie pod kolana i obrócił tak żebym była zwrócona do niego przodem. Lekko rozchylił moje uda, dzięki czemu mógł stanąć pomiędzy nimi, a następnie przeniósł swoje duże dłonie na moją talię i przyciągnął bliżej siebie. Między nami nie było żadnego prześwitu. Jego nagi tors przylegał do mojej klatki, a czoło oparł o ramię. Nie trwało to jednak długo, ponieważ jego pełne wargi postanowiły zapoznać się bliżej ze skórą mojej szyi, torując sobie ścieżkę w górę, aż do ucha delikatnymi muśnięciami. Wstrzymałam oddech, gdy przygryzł jego ucha i mruknął cicho.
- Jesteś strasznie uparta- stwierdził, przenosząc się na linię żuchwy, docierając do rozchylonych ust. Od razu to wykorzystał i pogłębił nasz pocałunek łaskocząc moje podniebienie swoim językiem.
Obiektywna ocena sytuacji, w której się znalazłam wcale nie była łatwa, tym bardziej, że moje zdradzieckie ciało wcale nie miało zamiaru współpracować z rozumem, który z sekundy na sekundę stawał się coraz mniej pomocny. Właściwie zupełnie przestał spełniać swoją funkcję. Ku uciesze Harry'ego przegrywałam tą walkę na całej linii.
- Wyglądasz tak seksownie w tej koszulce- szepnął nie przerywając naszego kontaktu.
- Harry...- westchnęłam, kiedy palcem przejechał po mojej nagiej skórze wzdłuż kręgosłupa, wywołując przyjemne mrowienie. Nawet nie wiem kiedy jego dłonie się tam znalazły.
- Taka wrażliwa- mruknął z zadowoleniem- Kto by pomyślał...
Byłam gotowa na kolejne przyjemne doznanie, gdy mocniej przycisnął opuszek palca przy moim karku, ale przerwało mu pukanie do drzwi. 
- Harry?- rozpoznałam głos Liama- Nie chcę przeszkadzać, ale jeśli jest z tobą Kate to przekaż jej, że jej komórka nieustannie wibruje. Zostawiła ją na dole.
Wykorzystując nieuwagę mojego chłopaka, zeskoczyłam z parapetu i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je na tyle żeby wychylić przez nie głowę.
- Dzięki- uśmiechnęłam się do szatyna pogodnie.
- Nie ma za co- odwzajemnił mój gest i wskazał kciukiem na schody- Jeśli chcesz to śniadanie jest na dole.
Nim zdążyłam odpowiedzieć, zostałam siłą wciągnięta do pokoju. Drewniana powłoka zatrzasnęła się przed nosem Payne'a, kiedy Harry przyparł mnie do niej swoim ciałem. Zaskoczona i całkowicie unieruchomiona, poczułam jak w mojej ręce ponownie zaczyna dzwonić mój telefon. Nie sprawdzając kto tak zawzięcie próbuje się ze mną skontaktować, przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?
- Cześć.
Zamarłam. Przygryzłam dolną wargę, unosząc wzrok, który padł na pytające spojrzenie chłopaka, który chciał dowiedzieć się z kim rozmawiam. 
- Cześć T-tomek...- odezwałam się najciszej jak umiałam, z nadzieją, że tylko jeden z nich usłyszy moje słowa.
Niestety po raz kolejny okazało się, że nadzieja niekiedy pozostaje tylko i wyłącznie tym jednym uczuciem, które stara się podnieść nas na duchu nawet w najgorszych momentach naszego życia. I wierzcie mi, że ten był jednym z nich. 
Oczy Harry'ego w ułamku sekundy pociemniały o kilka odcieni a ręka, która do tej pory spoczywała na moim biodrze wyrwała mi telefon.
- Mówiłem żebyś się od niej odpierdolił!- warknął przez zaciśnięte zęby i zakończył połączenie.
- Oddaj!- chciałam odebrać moją własność, ale schował ją za swoimi plecami.
- Nie chcę żebyś się z nim kontaktowała- oznajmił- Nigdy.
- Nie możesz mi tego zabronić- odparłam zdenerwowana.
- Mogę i właśnie to robię- złożył na moich ustach długi pocałunek, który zdecydowanie mi się nie spodobał. Nie było w nim nic z czułości, której doświadczyłam wcześniej z jego strony. Odepchnęłam go z całej siły, okazując tym swoje niezadowolenie- Ja albo on. Wybieraj.
Ostatni raz złączył nasze usta razem, po czym odsunął mnie na bok i zostawił z rozdziawioną buzią, w czasie gdy on spokojnym krokiem zszedł na dół.

Mieszkanie Chloe

       Po scenie, którą zafundował nam z rana Harry wraz z Kate poczułem nieprzyjemny uścisk w spodniach. Szybszym niż zazwyczaj krokiem, kierowałem się do mieszkanie Chloe, która mogła pomóc mi zwalczyć uzewnętrzniający się dyskomfort. Zaśmiałem się pod nosem przypominając sobie co do tego doprowadziło.

  Sięgałem po kolejnego tosta, którego akurat udało się Louisowi nie przypalić i rozsmarowałem na nim grubą warstwę dżemu. Nikt nie śmiał pójść na górę i domagać się od Styles'a śniadania. Nie kiedy był zamknięty w swojej sypialni z Kate. Jej torebka, która pozostała w korytarzu jednoznacznie wskazywała na jej obecność w naszym domu, a skoro nie była z żadnym z nas, ani w kuchni mogła być tylko w jednym miejscu. Chłopak tak długo czekał na ten moment, że jako dobrzy przyjaciele postanowiliśmy mu nie przeszkadzać. Może z wyjątkiem Nialla, dla którego posiłek był zawsze ważniejszy niż czyjaś prywatność. Na szczęście udało mi się go przekonać, że jeśli chce jeszcze trochę pochodzić po tym świecie o własnych nogach, lepiej żeby siedział na tyłku i nigdzie się nie ruszał.
 W pewnym momencie usłyszeliśmy ciche brzęczenie za drzwiami. Popatrzyliśmy po sobie zdezorientowani, ale gdy odgłos nie ustawał, Liam postanowił sprawdzić co to takiego. Wrócił z własnością naszej tekściarki i położył ją na wyspie kuchennej. Po chwili czarna otchłań, do której kobiety zmieszczą absolutnie wszystko bez względu na jej rozmiar znów zaczęła wibrować przed nami.
- Kto się poświęci i im przeszkodzi?- spytał Louis, który nie miał zamiaru zgłosić się na ochotnika. 
Nie wiedzieć czemu (gdy tak naprawdę wszyscy wiedzieliśmy czemu) jednocześnie przenieśliśmy nasze spojrzenia na Payne'a, który pewnie gdyby mógł to również zrobiłby to samo. Jednak ze względów czysto technicznych było to niemożliwe. Ostatecznie wywrócił oczami, bez problemu znalazł telefon w torebce i opuszczając kuchnię, zaczął wspinać się po schodach. Nie musieliśmy długo czekać aż wróci, o dziwo, cały i zdrowy. 
- I jak?- domagał się odpowiedzi na niezadane pytanie Lou.
- Widziałeś coś?- bardziej sprecyzowałem wypowiedź kumpla.
- A co miałem widzieć?- zmarszczył brwi- Kate tylko uchyliła drzwi i wystawiła za nie głowę. jedyne co wam mogę zdradzić to to, że chyba była ubrana w koszulkę Hazzy, ale nie miałem czasu się przypatrzeć, bo po chwili wciągnął ją z powrotem do pokoju.
- Co tam się musi dziać!
Poprawiłem się na krześle, kiedy bardzo nieprzyzwoite obrazy zaczęły formować się w mojej głowie. Może powinienem coś z tym zrobić, gdyż ktoś mógłby uznać wyobrażanie sobie swojej seksownej kompozytorki nagiej, wijącej się z rozkoszy pod ciałem przyjaciela z zespołu było nie na miejscu, ale za to jakie podniecające. Jako potwierdzenie tego drugiego, poczułem jak moje spodnie zaczynają się wybrzuszać w bardzo strategicznym miejscu.
- Dobrze się czujesz Zayn?- zwrócił się do mnie zaniepokojony Horan, kiedy odetchnąłem głęboko aby się nieco wyciszyć. 
Nie zdążyłem odpowiedzieć kiedy do kuchni pewnym krokiem wszedł Loczek. Zdziwiłem się jego widokiem. Nie sądziłem, że zobaczę go przed obiadem. Czyżby było go stać tylko na tyle? Myślałem, że drzemie w nim większy potencjał.
- Już po wszystkim?- uniosłem zaskoczony brwi do góry- Rozczarowałeś mnie kolego....
- Doprawdy?- uśmiechnął się chytrze- Ciekawe kiedy ty byłeś ostatnio u Chloe. Przeszedłeś na emeryturę Malik? 
- Bardzo zabawne- pokazałem mu język.
Mimo wszystko próbowałem sobie przypomnieć kiedy ostatnio raz się z nią widziałem. Od pewnego czasu rzadko odbierała moje telefony, a gdy już to robiła to unikała podjęcia jakiejkolwiek dłuższej rozmowy. 
Z mojego rozmyślania wyrwało głośne trzaśnięcie drzwiami, które odbiły się od ściany. W ten sposób Kate ogłosiła swoje nadejście. Z gniewem, który był niemal namacalny ominęła wyciągniętą w jej stronę dłoń Styles'a i usiadła między mną a Horanem. 
- Wszystko w porządku?- spytał niepewnie Liam, ale zamiast uraczyć nas jakąkolwiek odpowiedzią brunetka zabrała mojego tosta i odgryzła duży kęs.
- To moje!- oburzyłem się, ale gdy napotkałem jej lodowate spojrzenie doszedłem do wniosku, że wcale mi nie przeszkadza gdy podkrada mi jedzenie- Smacznego.
Starałem patrzeć się wszędzie tylko nie na nią, ale źle zapięty guzik jej białej koszuli sprawił, że miałem idealny widok na jej dekolt. Kurwa, moje spodnie. Mojej uwagi nie był wstanie odwrócić nawet naprawdę udany komentarz Louisa.
- Hazz musiałeś być naprawdę beznadziejny, skoro twoja dziewczyna jest taka wkurzona.
- Ja bym nie zmarnował takiej szansy- odezwałem się nieświadomie. 
Nie wiem co wywołało większe ciarki na moich plecach. Styles, który bojąc się o swoją pozycję postanowił wcisnąć się pomiędzy mnie i Kate uderzając mnie przy tym, czy brunetka która mimo tego nachyliła się w moim kierunku jeszcze bardziej eksponując swoje niewielkie krągłości.
- Cóż Zayn...- uśmiechnęła się do mnie figlarnie- Może postawiłam na złego członka zespołu. Jeśli wiesz co mam na myśli...
Doskonale wiedziałem, ze robi to tylko i wyłącznie po to żeby odgryźć się za coś na swoim chłopaku, ale i tak podziałało to na mnie niezwykle pobudzająco. 
Odchrząknąłem głośno, a Louis, Liam i Niall zaczęli się śmiać z mojej reakcji. Jedynie Loczek nie wyglądał na rozbawionego. Wyraźnie sfrustrowany zachowaniem swojej ukochanej, zerwał się ze stołka i ruszył w kierunku wyjścia. Zatrzymał się jednak w pół kroku i wrócił z powrotem, odwracając w swoją stronę zdezorientowaną brunetkę i bez ostrzeżenia wpił się zachłannie w jej usta. Nie przeszkadzała mu widownia, a my szeroko otworzyliśmy oczy ze zdziwienia. Nawet w najmniejszym stopniu nie przypominało to jego czułych całusów, które ukradkiem starał się jej skraść wczorajszego wieczoru u Eda. Sądząc po minie tekściarki, nie podobało się jej jego zachowanie, ale nie miała szansy się uwolnić gdyż przytrzymywał jej nadgarstki jedną ręką, w czasie gdy druga spoczywała na jej karku uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Gdy w końcu się od niej oderwał, jego głos był tak niski i ochrypły jak nigdy.
- Pamiętaj co ci powiedziałem- niemal warknął w jej stronę.
Dziewczyna wytarła usta wierzchem dłoni i za wszelką cenę unikała jego wzroku. On z kolei zupełnie nie przejmował się jej ponurą miną. Bez żadnego "do widzenia" udał się na górę. Dopiero po chwili zauważyłem jak brunetka wypuszcza z płuc zalegające w nich powietrze i opiera łokcie na kolanach.
- Kate...- zwrócił się do niej nieśmiało Horan- Twój telefon znowu dzwoni.
Z rezygnacją i na wpół przymkniętymi oczami sięgnęła za siebie i chwyciła urządzenie, które leżało na marmurowym blacie.
- Halo? Witam panie Cowell. W czym mogę pomóc tym razem?

  Tym oto sposobem nieznacznie odsłonięte piersi mojej tekściarki sprawiły, że znalazłem się przed drzwiami mieszkania Chloe. Gdy nie otworzyła za pierwszym razem pomyślałem, że być może jej nie ma. W końcu nie wysłałem nawet głupiego smsa z zapytaniem czy znajdzie dla mnie czas, ale postanowiłem spróbować jeszcze raz. Tym razem szczęście mi dopisało i po chwili przed moimi oczami stanęła ubrana w krótkie szorty i niebieską bluzkę na ramiączkach blondynka.
- Tęskniłaś?- puściłem do niej oczko i nie czekając na zaproszenie, wszedłem do środka. 
- Zayn...- wypowiedziała moje imię, jakby chciała się upewnić, że to na pewno ja- Nie wiedziałam, że wpadniesz.
- Sam tego nie planowałem, ale sytuacja uległa zmianie- uśmiechnąłem się przebiegle. 
Podszedłem do niej i wkładając dłonie do tylnych kieszeni jej spodenek ścisnąłem krągłe pośladki, jednocześnie przysuwając ją bliżej siebie. Pochyliłem się nieco aby móc złączyć nasze usta w namiętnym pocałunku. Westchnęła cicho kiedy poczuła na swoim brzuchu mojego domagającego się więcej miejsca i uwagi przyjaciela.
- Myślisz, że uda nam się coś na to poradzić?- szepnąłem w jej nabrzmiałe od naszego zbliżenia wargi.
- Zayn, ja...- położyła swoje dłonie na moim torsie i lekko się odsunęła- Jestem tak jakby trochę zajęta.
Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc co ma na myśli. Dopiero kiedy kątem oka dojrzałem stertę pudeł w salonie uruchomiły się trybiki w mojej głowie.
- Wybierasz się gdzieś?
- Nie, ja tylko...- zająknęła się- Postanowiłam zrobić porządki w szafkach. 
- Porządki?- powtórzyłem nie do końca przekonany co do jej szczerości- Mi to raczej wygląda na przygotowania do przeprowadzki.
- Ale wymyśliłeś!- zaśmiała się nerwowo- Gdyby tak było pierwszy byś się o tym dowiedział, żeby móc mnie znaleźć w nagłych przypadkach. Na przykład takim jakich jak ten.
Zarzuciła swoje długie ręce na moją szyję i pociągnęła mnie w dół aby móc szepnąć do mojego ucha.
- Może pomógłbyś mi w sypialni?- zapytała kokieteryjnie- Zastanawiam się czy nie wymienić łóżka. Mógłbyś ze mną sprawdzić czy jest wygodne?
- Jak mógłbym odmówić damie w potrzebie?

Siedziba Syco Music

      Sączyłem letnią już kawę, wyglądając przez okno mojego biura. Pogoda była dzisiaj zaskakująco łaskawa i postanowiła obdarzyć nas kilkoma promieniami słońca, którym udało się przedrzeć przez gęste chmury. Uniosłem nieco jeden kącik ust do góry, kiedy usłyszałem ciche pukanie. Bez sprawdzania kto przekroczył próg gabinetu przywitałem się z moim gościem.
- Witaj Kate- odstawiłem filiżankę na stolik, który znajdował się obok okna i poprawiłem lnianą koszulę odwracając się do niej przodem.
- Niewiarygodne- usłyszałem w jej głosie uznanie- Czyżbyś zaczął rozpoznawać mnie po stukocie moich obcasów? A może to moje perfumy?
- Jestem umówiony dzisiaj tylko z tobą, ale muszę przyznać, że twoje perfumy pachną wyjątkowo. Jakaś nowa mieszanka?
- Pewien przystojny ekspedient wcisnął mi je do koszyka na wyprzedaży. Wiesz jak jest...- wzruszyła niewinnie ramionami- Nie mogłam się mu oprzeć.
- Ach te feromony- skwitowałem- Może usiądziesz? Coś do picia?
Brunetka przerzuciła swoje włosy na jedno ramię, po czym usiadła na skórzanym fotelu, dziękując.
- Mogę wiedzieć czemu zawdzięczam zaproszenie na to spotkanie?- jak zwykle przeszła od razu do konkretów.
- Chciałbym z tobą omówić dwie kwestie- oznajmiłem- Może zacznijmy od tego, że jestem niesamowicie zadowolony z twojego ostatniego projektu. Naprawdę nie wiem jak dałaś radę to wszystko zrealizować w tak krótkim czasie. 
- Dziękuję- skinęła głową w moją stronę- A to jak to zrobiłam niech pozostanie moją słodką tajemnicą- zaproponowała nie przyjmując odmowy- Jeśli to wszystko w tym temacie, może przejdziemy do kolejnego powodu, dla którego musiałam się tu zjawić? 
- Mam dla ciebie pewną propozycję.
- Obyś tylko nie próbował wcisnąć mi kolejnego boys bandu- zastrzegła.
- Ta sprawa tyczy się jeszcze tego starego.
- Czyżby?- skrzyżowała ręce na piersiach- A cóż ja bym mogła jeszcze zrobić dla One Direction? Nasza umowa wygasła jakiś czas temu.
- Chodzi o to żebyś pomogła wybrać resztę zespołu- wyjaśniłem.
- Chyba nie bardzo rozumiem...- zmarszczyła czoło- Jak to resztę?
- Gitarzystów, perkusistę...- zacząłem wymieniać po kolei- Wiesz co mam na myśli. Zorganizuję mały casting i zobaczymy kogo uda nam się znaleźć.
- Nie sądzę żebym była do tego potrzebna- stwierdziła- Masz pod sobą mnóstwo ludzi, którzy mogą się tym zająć i niekoniecznie muszę to być ja. Jestem tekściarką, a nie jury. To twoja działka.
- Nie mówimy teraz o programie telewizyjnym- zwróciłem jej uwagę- Aż tak na muzyce się nie znam. 
- A to nowość- uśmiechnęła się nieznacznie- Moja odpowiedź brzmi nie. Nadszedł moment kiedy moje drogi z One Direction rozeszły się raz na zawsze- oznajmiła zbyt dosadnie nawet jak na nią. 
- Czemu nie chcesz się zgodzić?- zapytałem wprost- Chodzi o nich czy o pieniądze?
- Powiedziałam nie.
- Może to cię przekona.
Wyjąłem z szuflady kartkę papieru i napisałem na niej kwotę, którą byłem jej w stanie zaoferować za podjęcie się nowego zadania. Podsunąłem ją bliżej niej, aby mogła zobaczyć sumę. Gdy tak się stało otworzyła szerzej oczy.
- Zwariowałeś?- popatrzyła na mnie jak na kosmitę- Tyle pieniędzy za głupie doradztwo?
- Myślę, że zwróci mi się to z nawiązką, gdy tylko wydadzą swój pierwszy album. Poza tym chyba tak samo jak oni mam do ciebie słabość.
- Słabość?- powtórzyła- Kto ci powiedział, że mają do mnie słabość? 
- Nikt- wzruszyłem ramionami- To widać.
Kate zastygła w bezruchu słysząc moje słowa. Wydawało mi się, że chce coś powiedzieć, ale nie wie jak. Jej reakcja była co najmniej dziwna.
- Co konkretnie?- dopytywała się zaciekle.
- Spokojnie- uniosłem ręce do góry- Po prostu widziałem jak liczą się z twoim zdaniem i cię słuchają. Być może powinienem inaczej się wysłowić.
Dziewczyna przygryzła wargę, przenosząc swój wzrok ze mnie na kartkę papieru, która znalazła się w jej dłoniach. Kilka razy obróciła ją między palcami, po czym odłożyła ją z powrotem na biurko. 
- Zgodzę się pod warunkiem, że ich przy tym nie będzie- przystała w końcu na moją propozycję.
- Jak sobie życzysz.
- I chcę mieć tą kwotę na piśmie.
- Nie ma problemu- odparłem z uśmiechem na ustach- Uwielbiam robić z tobą interesy. 
- Tak...- westchnęła- Jeśli to wszystko pozwolisz, że już sobie pójdę.
- Oczywiście.
Wstałem i odprowadziłem ją do wyjścia. Wymieniliśmy służbowy uścisk dłoni i przytrzymałem dla niej drzwi. 
- Kate!- zawołałem za nią gdy kroczyła korytarzem, a ona spojrzała na mnie przez ramię- Pozdrów swojego przystojniaka. 
- S-słucham?- spytała jakby lekko przerażona.
- Tego z perfumerii.
- Och, tego- uniosła lekko kącik ust do góry- Tak zrobię. 

 Mieszkanie Kasi i Gaby

Her lips, her lips
I could kiss them all day if she'd let me
Her laugh, her laugh 
She hates it but I think it's so sexy
She's so beautiful
And I tell her ever day...*

  Wpatrywałam się urzeczona w blondyna, który siedział przede mną z gitarą na kolanach. Nie mogłam oderwać od niego oczu kiedy grał i śpiewał dla mnie. Przechyliłam nieco głowę na bok aby lepiej mu się przyjrzeć. Uśmiechnął się szeroko kiedy zorientował się, że skanuję wzrokiem jego pochyloną nad instrumentem sylwetkę. Nie przerywając piosenki mrugnął do mnie i kontynuował. Mogłabym go słuchać godzinami. Jego głos był po prostu idealny. Czasami ogarniała mnie zazdrość z tego powodu. Nie wiem czy to dobrze dla mojej psychiki, że połowa moja znajomych jest tak uzdolniona muzycznie, a ja... no cóż... umiem czytać książki. Też mi talent.
Kiedy piosenka dobiegła końca zaczęłam klaskać i głośno skandować jego imię. Chłopak zaśmiał się, odkładając na bok gitarę. Wyciągnął w moim kierunku dłoń, a ja bez zastanowienia podałam mu swoją. Pociągnął mnie lekko i posadził sobie na kolanach.
- Jak ci się podobało?
- Byłeś wspaniały Niall! Jak zwykle zresztą- cmoknęłam go w policzek- Jestem twoją największą i najszczęśliwszą fanką pod słońcem. Nie każda ma możliwość być na takim prywatnym koncercie.
- Żadna z nich nie jest tak wyjątkowa jak ty- zaznaczył, trącając nosem o mój- Ja też jestem twoim fanem.
- Moim?- powtórzyłam zmieszana- Jak to?
- Za każdym razem kiedy opowiadasz mi o tym co przeczytałaś opowiadasz o tym z takim przejęciem. Dla mnie to tylko książki, a ty potrafisz dostrzec w nich głębię przekazu. Czasami odnoszę wrażenie, że lepiej wiesz co autor miał na myśli niż on sam- wyjaśnił- To niesamowite.
- To nic niezwykłego- zarumieniłam się słysząc ten komplement- Każdy to potrafi.
- Nie prawda- pokręcił przecząco głową- Ja tak nie umiem, a Louis pewnie nawet nie umie zrozumieć tytułu gazety, którą przegląda. Podejrzewam, że tylko ogląda obrazki.
Zaczęłam się śmiać słysząc jego komentarz na temat zdolności analizy tekstu swojego kolegi.
- Uwielbiam ten dźwięk- złapał za mój podbródek i skierował twarz w jego stronę- Jest o wiele lepszy o czyjegokolwiek śpiewu.
Zamknęłam oczy kiedy uwodzicielsko musnął moje wargi swoimi. 
 Zastanawialiście się kiedyś czemu to robimy? Czemu podczas doznawania silnych emocji zamykamy oczy? Nie ważne czy są pozytywne czy wręcz przeciwnie. Po prostu to robimy. Przynajmniej większość z nas. Można to uznać za odruch bezwarunkowy. Kiedy dotyczy to jakiegoś przyjemnego aspektu, na przykład pocałunku, zamykamy oczy żeby czuć więcej. Żeby mocniej odczuwać ciepło, które rozprzestrzenia się po całym naszym ciele, a motyle w brzuchu ulatywały niemal na wysokość serca. Żeby nic nas nie rozpraszało, a nasz cała uwaga mogła skupić się tylko na tym jednym, wyjątkowo przyjemnym geście. 
- Kocham cię- wyszeptałam, ciężko łapiąc oddech kiedy moje płuca zmusił mnie do nabrania życiodajnego tlenu. 
- Ja ciebie też- zapewnił mnie o swoich uczuciach i kiedy ponowie chciałam zamknąć oczy żeby po raz kolejny poddać się boskiemu uniesieniu, ktoś wszedł do salonu.
- Czy ja ci przypadkiem nie mówiłam, że masz zamykać drzwi?
Kasia opadła na fotel, rzucając swoją wielką torbę koło niego. Przerzuciła nogi przez podłokietnik i zsunęła z nóg swoje czarne botki.
- Jest ze mną, więc nic jej nie grozi- oświadczył pewny tego co mówi Horan.
- Jasne...- mruknęła pod nosem- Jesteście głodni? Mam ochotę na chińszczyznę, a wy?
- Umieram z głodu!- ucieszyłam się na myśl o tym, że czeka mnie wyjątkowo pyszna kolacja. Nie żebym na co dzień mogła narzekać na zdolności kulinarne mojej współlokatorki, ale to danie wychodziło jej fenomenalnie. Zawsze.
- Czemu mnie to nie dziwi?- spytała retorycznie, a następnie udała się do kuchni. 
Niczym dzieci w przedszkolu podążyliśmy za nią, trzymając się za ręce. Brunetka spięła włosy w wysokiego kucyka i przerzuciła marynarkę przez oparcie krzesełka, która jeszcze przed chwilą okrywała jej ramiona. Wyjęła z szafek potrzebne składniki, między innymi ryż i oliwę, a potem otworzyła lodówkę w poszukiwaniu papryki. Z kolei ja z powrotem usiadłam na kolana swojego chłopaka i bacznie śledziłam jej poczynania. Nie żebym robiła to po to żeby się czegoś nauczyć. Po prostu lubiłam się przyglądać jak gotuje. Była wtedy w swoim drugim żywiole, gdyż pierwszy od zawsze i niezmiennie stanowiła muzyka i wszystko co było z nią związane. 
  Po dwudziestu minutach kurczak smażył się na patelni, a warzywa pokrojone w drobną kostkę czekały na swoją kolej. Zapach roznoszący się po całym mieszkaniu sprawiał, że ślinka ciekła. Mój ukochany był tak niecierpliwy, że co chwilę zerkał przyjaciółce przez ramię i pytał się czy długo jeszcze musimy czekać. Parę razy próbował podkraść coś z przeźroczystej miski wypełnionej świeżo zrobioną sałatką, ale za każdym razem dostawał po rękach.
- Gaba, jeśli go zaraz nie zabierzesz to przysięgam, że będzie to jego ostatni posiłek- ostrzegła mnie po znajomości, gdy blondyn znów dobierał się do pomidora- Zostaw to!
- Kochanie...- położyłam ręce na jego ramionach i odciągnęłam od poirytowanej jego zachowaniem dziewczyny- Jeśli będziesz grzeczny to załatwię ci, że niedługo spróbujesz jej wyśmienitego ciasta ze śliwkami.
Chłopak przeniósł swój wzrok ze mnie na Kasię i z powrotem. Po przemyśleniu mojej propozycji i przeanalizowaniu korzyści jakie z niej płynęły, odpuścił. Nasza kucharka odetchnęła z ulgą, a w tym samym momencie usłyszeliśmy dźwięk dzwonka.
- Spodziewasz się kogoś?- spojrzała na mnie, ale zaprzeczyłam kręcąc głową- Sprawdzę kto to.
Wzruszyłam ramionami, widząc pytającą minę Nialla. Korzystając z chwili kiedy byliśmy sam na sam, chciałam dokończyć to co przerwała nam Kasia. Zaplotłam ręce wokół jego szyi i złączyłam nasze usta razem. Niestety nie mogłam długo cieszyć się tym zapierającym dech w piersiach momentem.
- Cześć siostra!
Oniemiałam, kiedy rozpoznałam głos mojego brata. Natychmiast odsunęłam się Horana i zerkając wystraszona przez jego ramię ujrzałam moją rodzinę. Mama wyglądała na nieco zaskoczoną, za to tata mrużył gniewnie oczy. O kurczę! 
- C-co wy tu robicie?- nie mogłam należycie wydobyć z siebie słów, byłam w takim szoku.
- Postanowiliśmy cię odwiedzić. Nie przyszedł Mahomet do góry, to góra przyszła do Mahometa- zabrała głos moja mama.
Kasia stała obok Adama. Widziałam jak za wszelką cenę stara się ukryć rozbawienie, które ją ogarnęło kiedy zobaczyła moją minę. Musiałam wyglądać nieciekawie. Na szczęście postanowiła przyjść mi z pomocą, kiedy ja stałam jak słup soli. Podeszła do kompletnie zdezorientowanego blondyna, który nic nie rozumiał z tego co mówiliśmy.
- Chyba powinieneś się przedstawić- szturchnęła go łokciem- To są rodzice Gaby, państwo Szymańscy. 
- Że niby... co?- potrząsnął głową- Ale, że jak? Oni... Och!- załapał w końcu, kiedy przyjaciółka za każdym razem przytakiwała.
- Dokładnie- poklepała go po plecach.
- Bardzo miło mi państwa poznać- wyciągnął rękę w stronę mojej mamy, a gdy ona podała mu swoją, ucałował jej wierzch- Jestem Niall.
- Dla nas to również przyjemność- uśmiechnęła się do niego pogodnie- To mój mąż, a to brat Gabrysi, Adam.
Wymienili typowo męski uścisk dłoni. Mój ojciec postanowił pokazać kto tu rządzi, kiedy zbyt długo i zapewne zbyt mocno odwzajemnił jego gest. Za to mój brat... to po prostu mój brat.
- Wiedziałem, że jest farbowany- wyszczerzył swoje równe zęby, korzystając z tego, że biedny chłopak nie rozumie tego co mówi.
- Adam!- skarciłam go, stając między nimi- Zamknij się.
- Przecież i tak nie czai o czym mówię.
- I co z tego?!
- Na długo państwo przyjechali?- wtrąciła się Kasia przerywając naszą małą potyczkę.
- Kilka dni- mój tata zdecydował się w jakiś sposób uszanować mojego ukochanego i nie wprawiając go w jeszcze większe zakłopotanie odpowiedział w znanym mu języku- Wiemy, że to trochę niespodziewana wizyta, ale akurat udało nam się wziąć w tym samym czasie urlop. Mam nadzieję, że nie będziemy przeszkadzać?
- Oczywiście, że nie- zapewniła go- Właśnie mieliśmy siadać do kolacji. Na pewno są państwo głodni.
- Co tam dobrego upichciłaś siostra?!- Adam podszedł do kuchenki i nachylił się nad garnkami- Nie gadaj, że to moja ulubiona chińszczyzna.
- Może- mrugnęła do niego okiem- Pomóż mi z talerzami, a zaraz się przekonasz.

  Na pierwszy rzut oka wszystko przebiegało gładko. Kolacja była przepyszna, a nastroje wszystkim dopisywały. Rozmowy toczyły się na przeróżne tematy. Niektóre z nich uznałabym nawet za ciekawe w normalnych okolicznościach, ale te do nich nie należały, dlatego też przez większość czasu siedziałam cicho. Nie tak wyobrażałam sobie spotkanie moich rodziców z Niallem. To nie tak miało być!
- Kasia to było przepyszne!- zachwalała posiłek moja rodzicielka- Masz talent.
- No- potwierdził niezwykle wymownie mój brat- Niebo w gębie.
- Mam twój przepis, ale nigdy nie wychodzi mi to danie tak dobrze jak tobie- stwierdził z lekkim grymasem mój tata, który przejął obowiązki domowego żywiciela po tym jak zorientował się, że jego żona wie tyle na temat gotowania co o fizyce kwantowej. Przynajmniej wiem po kim to odziedziczyłam.
- Bardzo się cieszę, że państwu smakowało- uśmiechnęła się do nich szczerze.
- Ile razy mam ci powtarzać żebyś przestała z tym państwem?- zwróciła jej uwagę mama- Obiecałaś, że będziesz się do mnie zwracać po imieniu.
- Postaram się- obiecała- A teraz proszę mi wybaczyć, ale muszę na chwilę wyjść. Śniadanie dla tak licznej grupy wymaga nieco więcej produktów, niż znajduje się w naszej lodówce.
Podniosłam na nią wzrok i otwarłam szeroko buzię. Czy ona właśnie oświadczyła, że zostawia mnie samą? Odpowiedzią na moje niewypowiedziane na głos pytanie było jej podniesienie się z kanapy i udanie do przedpokoju. Przepraszając na chwilę moją rodzinkę, niemal pobiegłam za nią.
- Nie zostawisz mnie- ściszyłam swój głos, w czasie gdy ona wciągała na nogi buty.
- Opanuj się, to tylko twoi rodzice.
- Tylko? Tylko?!- popatrzyłam na nią jak na wariatkę- Wiesz co tu się zaraz będzie działo? Mój ojciec już pewnie szuka w kieszeni listy pytań, którymi będzie torturował Nialla.
- Kiedyś i tak by to nastąpiło- zaznaczyła, zarzucając kurtkę na ramiona- Ciesz się, że wszyscy znają angielski to przynajmniej nie będziesz musiała bawić się w tłumacza- marnie mnie pocieszyła, co szybko sama zauważyła- Chociaż w sumie nie wiem czy to powód do radości. Tak to mogłabyś chociaż kontrolować to co mówią.
- Nie dobijaj mnie- oparłam czoło o zimną ścianę- To jakaś katastrofa!
- Nie będzie tak źle. Lepiej tam wracaj żeby cię nic nie ominęło.
- Ale pogadasz z nim jak wrócisz?- poprosiłam błagalnym tonem.
- Tak- westchnęła- Zapewnię go, że Horan to jedyny dobry kandydat na twojego męża.
- A co z Adamem?- spytałam- Wiesz jaki on jest głupi czasami.
- Będę go trzymała od niego z daleka. Na tyle na ile mi się uda, ale to nie powinno być aż tak trudne.
Rzuciłam się jej w ramiona i przytuliłam mocno.
- Jesteś najlepsza, wiesz?
- Wiem- zaśmiała się pod nosem- Jedyne czego nie wiem to co byś beze mnie zrobiła.

       Wracałam ze sklepu z siatką pełną zakupów. Jak zwykle obserwowałam mijających mnie ludzi i zastanawiałam się co takiego wydarzyło się dzisiaj w ich życiu. Co wywołało uśmiech na ich twarzy, a co sprawiło, że posmutniali. Niespodziewanie poczułam jak ktoś kładzie rękę na moim ramieniu. Obróciłam się żeby zobaczyć kto to i ujrzałam zupełnie nieznanego mi starszego mężczyznę, który spoglądał na mnie przyjaźnie. 
- Nie przejmuj się- poklepał mnie pocieszająco- Jutro też jest dzień. Taka ładna i młoda dziewczyna jak ty nie powinna chodzić ze spuszczoną głową. Nigdy nie wiadomo kto zakocha się w twoim uśmiechu.
Mimowolnie wygięłam do góry usta.
- Tak lepiej- odparł zadowolony widzieć moją reakcję i odszedł.
Stałam w miejscu jeszcze przez kilka sekund, zanim zniknął mi z pola widzenia, skręcając na rogu ulicy.
  Kolejny przystanek zrobiłam przed wejściem do naszej kamienicy. Spojrzałam w górę i ujrzałam cienie poruszające się na zasłonach mojego mieszkania. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam rodziców Gaby, a Adam jak zwykle umiał poprawić mi humor nawet się nie starając. Potrzebowałam powiewu świeżości, który ze sobą przywieźli. Miło było dowiadywać się od nich nowych rzeczy. Tego jak mama mojej przyjaciółki zmieniła pracę na lepszą, a brat znalazł nową dziewczynę, wciąż uparcie twierdząc, że i tak ja jestem dla niego najważniejsza. Chociaż na chwilę oderwało mnie to od myśli, które zaprzątały cały dzień moją głowę. 

Ja albo on. Wybieraj.

  Na początku miałam nadzieję, że się przesłyszałam, ale surowy wzrok Harry'ego dał mi jasno do zrozumienia, że nie żartuje. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak mógł mi postawić taki warunek? Czy jego celem było wywrócenie mojego życia do góry nogami. Być może, ponieważ aktualnie stałam tylko na jednej kończynie i wcale nie czułam się pewnie w tej pozycji. Może gdybym pozwoliła mu na dokończenie swojego dzieła odnalazłabym równowagę? W nowym położeniu, nowym świecie. Oznaczało to jednak, że musiałam pozbyć się starych przyzwyczajeń, a konkretnie jednego. 
  Postawiłam stopę na pierwszym stopniu chcąc udać się na górę, ale szybko zrezygnowałam. Okrywając się ciaśniej kurtką, usiadłam na schodach przed drzwiami. Niespiesznie wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni moich jeansów i jednym ruchem palca odblokowałam ekran. Niezupełnie kontrolowałam to co robię. Otworzyłam album ze zdjęciami, które były zapisane w jego pamięci i zaczęłam je przeglądać. Sama się zdziwiłam, kiedy zobaczyłam, że są na nich pamiątki z czasów kiedy jeszcze chodziłam do szkoły. Na jednej z fotografii razem z Gabą stroiłyśmy głupie miny, a na następnej udawałyśmy, że nic takiego nie miało miejsca. Przyglądałam się każdej z nich czując pewne ukłucie w środku. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłyśmy takie beztroskie. Przynajmniej ja. 
  Odnalazłam krótki filmik, który nakręciłyśmy podczas naszego wypadku za miasto. Lato po pierwszej klasie liceum. Razem z Tomkiem wybrałyśmy się nad jezioro. Domek, który znalazłyśmy w internecie i wynajęłyśmy, okazał się kompletną speluną. Dzięki temu, że temperatura wtedy panująca porównywalna była do tej na Saharze, cały weekend przespaliśmy pod gołym niebem, wylegując się na materacach do pływania. 
  Nacisnęłam play i mimowolnie się uśmiechnęłam. Przyjaciółka bawiła się kamerą w czasie gdy ja z moim ówczesnym chłopakiem postanowiliśmy urządzić sobie skoki do wody. Śmiechu było co niemiara. Koniec nagrania uwiecznił nasz długi pocałunek.
  Szybko wyłączyłam telefon i westchnęłam ciężko. Aktualnie wydawało mi się to niewłaściwe. Takie nie na miejscu. Zachodziłam w głowę, czy gdybym obejrzała ten film kilka miesięcy temu, czy też odczuwałabym swego rodzaju dyskomfort. Czy już wtedy wiedziałam, że to tylko wspomnienie, nic więcej? Czy to prawda, że to już koniec i może faktycznie powinnam przerwać łączącą mnie z nim więź? Ale czy można tak po prostu stracić kontakt z kimś, kto zrobił dla nas tyle dobrego? 
  Ponownie odblokowałam telefon i bez większego namysłu wybrałam numer Tomka. Odebrał po drugim sygnale.
- Możesz już rozmawiać?- spytał bez uprzedniego przywitania.
- Tak- odpowiedziałam- Jestem sama.
- Już się bałem, że zamknął cię w złotej klatce i nie pozwoli wyjść.
- Coś w tym jest- przyznałam. Czasami myślałam, że zrobiłby to z wielką chęcią. Zwłaszcza dzisiaj- Tomek ja...- zawahałam się zamykając oczy- Chyba powinniśmy trochę od siebie odpocząć. To znaczy...
- Wiem co to znaczy- przerwał mi- On ci kazał?
- Nie, ja tylko...
- Nie chce żebyś się ze mną spotykała- dodał- Chce żebyś zupełnie zerwała ze mną kontakt. 
Nic się nie odezwałam, a przeciągająca się z mojej strony cisza, utwierdziła go w przekonaniu, że ma rację.
- Tam myślałem- westchnął po drugiej stronie- Pytanie tylko czy ty też tego chcesz. Jeśli tak jakoś się z tym pogodzę. Nie będę miał wyjścia.
- Strasznie to utrudniasz- jęknęłam- Potrzebuję trochę czasu żeby mu udowodnić, że to on jest dla mnie najważniejszy. Przestanie być o ciebie zazdrosny i wszystko wróci do normy.
- Kasia, Kasia...- wyobraziłam sobie jak kręci z politowaniem głową- Oboje wiemy, że to nie prawda. Nic już nie jest takie jak przedtem.
Dokładnie- pomyślałam. Nic już nie jest tak jak było i w tym tkwił problem, a przynajmniej tak mi się wydawało. 
- Więc?- domagał się mojej decyzji.
- Nie wiem...
- Kochasz go?- spytał niespodziewanie. Kolejna przydługa cisza i kolejne stwierdzenie z jego strony- Musisz go kochać skoro w ogóle zaczęłaś rozważać takie wyjście- oznajmił ze smutkiem- Na mnie nigdy nie patrzyłaś tak jak na niego.
- Tomek, proszę...- przeczesałam ręką potargane od wiatru włosy.
- Nic nie szkodzi. Rozumiem- odparł pocieszająco- Chcę żebyś była szczęśliwa. Jeżeli jemu uda się przywołać ten uśmiech, który pokochałem już w dzieciństwie sam będę mu wdzięczny i szczerze podziękuję. 
Do moich oczu zaczęły napływać łzy, a moim ciałem wstrząsnął głośny szloch. To było trudniejsze niż się spodziewałam.
- Nie płacz- poprosił, a w jego głosie wyczuwałam niewyobrażalny smutek- Coś musi się skoczyć, żeby kolejna rzecz mogła się zacząć. Takie jest życie.
- Nie podoba mi się ta reguła- przyznałam.
- Mi też nie, ale nic na to nie poradzimy. Mimo to pamiętaj, że nie ważne co się stanie ja zawsze jestem tu dla ciebie. Zawsze.
Przytaknęłam głową choć nie mógł tego zobaczyć. Zakryłam ręką usta aby się nie rozpłakać jeszcze bardziej.
- Gdybyś chciała wiedzieć... powiedziałem Caroline.
- Jak to przyjęła?- spytałam biorąc głęboki wdech żeby się uspokoić. 
- Powiedzmy, że tak jak ty jestem teraz pod specjalnym nadzorem- zaśmiał się- Ale ja mogę liczyć na ulgowe traktowanie w przeciwieństwie do ciebie.
- Zawsze spadałeś na cztery łapy. U mnie nigdy nie było tak różowo.
- Faktycznie- zgodził się- Tak czy inaczej muszę ponieść karę za to co zrobiłem. Nie sądziłem tylko, że będzie ona tak duża.
Nienawidzę pożegnań. Niestety kiedyś musiało ono nadejść. Spoglądając na parę, stojącą po drugiej stronie ulicy, która nie szczędziła sobie czułości, usłyszałam go po raz ostatni. 
- Będę tęsknić. Bardzo.
- Ja też Kasia. Ja też

*Fragment piosenki "Just the way you are"- Bruno Mars