4 stycznia 2015

21

Przypominam, że tekst pisany kursywą jest wypowiadany w języku polskim ;)




Siedziba Syco Music

     Dzisiejszy dzień zapowiadał się normalnie. W planach miałem znaleźć z Kate odpowiedniego perkusistę dla chłopaków, wrócić do domu i poprzytulać się do mojej pięknej przyszłej żony. Nic nie wzbudzałoby moich podejrzeń i odrobiny lęku, gdyby nie zachowanie mojej siostrzyczki. Siedziała obok mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie widać po niej było nawet cienia smutku czy bojowego nastawienia. Nie wyczuwało się wokół niej lodowej tafli, którą otaczała się przez większość czasu. Jej uśmiech był idealny. I w tym tkwił problem.
- Coś dzisiaj taka radosna?- spojrzałem na brunetkę kątem oka. Starałem się udawać, że skupiam się na występach ludzi, którzy przyszli dzisiaj na przesłuchanie, ale raczej marnie mi to wychodziło.
- Nie wiem czy powinnam ci o tym mówić...- westchnęła, uśmiechając się jeszcze szerzej.
- Przyznam, że przerażasz mnie odrobinę w takim stanie.
- Przeraża cię to, że jestem szczęśliwa?- spytała, marszcząc przy tym brwi. Radość zastąpiło coś na kształt zdziwienia pomieszanego z oburzeniem. 
- A jesteś?
Nim odpowiedziała, podziękowała niejakiemu Joshowi i zapewniła, że na pewno się z nim skontaktujemy. Odłożyła swój notatnik na bok, po czym odwróciła się w moją stronę, gdy zostaliśmy sami.
- Tak- odparła pewnie.
- To dobrze.
- Wiem- skrzyżowała ręce na piersi.
- To super.
- Świetnie.
- Lepiej być nie może- uniosłem ręce do góry, aby zakończyć tą bezsensowną wymianę zdań.
- O co ci chodzi Savan?- spytała gniewnie- Czy nie zasługuję na chociaż jeden dzień spokoju? Chwilę radości żebym mogła w końcu odetchnąć i cieszyć się tym co mam?
- Oczywiście, że zasługujesz! Ja tylko upewniam się czy wszystko gra. Jeśli tak, nie pozostaje mi nic innego jak cieszyć się razem z tobą.
- Dobra- burknęła pod nosem, wyjmując telefon z kieszeni.
- Dobra- szturchnąłem ją lekko w bok, aby się rozchmurzyła.
- Nie zaczynajmy tej poruszającej konwersacji jeszcze raz- poprosiła- Wybacz, ale Gaba napisała mi, że dostałam jakiś list z sądu.
- Sądu?- uniosłem do góry brwi z zaskoczenia- A co oni mogą od ciebie chcieć?
Kate jedynie wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, ale wolę od razu sprawdzić o co chodzi. Pewnie to jakaś pomyłka.
- A co z przesłuchaniem?
- Weźmiemy tego ostatniego- stwierdziła, spoglądając na jedno ze zdjęć przyczepione do CV- Josh Davine. 
- Na pewno?
- Masz jakieś wątpliwości?- zarzuciła kurtkę na ramiona.
- Zastanawiałem się nad tym Nickiem. Był chyba trzeci.
- Ja jestem za Joshem. Moim zdaniem był najlepszy.
- Skoro tak twierdzisz...- zacząłem zbierać resztę papierów, które zostały na stole. Nagle poczułem jak dziewczyna zaplata mi ręce wokół szyi i całuje w policzek.
- Jak chcesz może być Nick, ale wtedy ty bierzesz na siebie całą odpowiedzialność i przedstawiasz go Simonowi, gdy spotkamy się z nim popołudniu. 
- Nick?- spojrzałem na nią zdziwiony- Jaki Nick?!
- Tak myślałam- zaśmiała się pod nosem i ucałowała mnie jeszcze raz- Pa braciszku!
- Do zobaczenia Kate. Nie zapomnij o jutrzejszym spotkaniu Z Aną!
- Jasne!
Odprowadziłem ją wzrokiem do wyjścia. Szła swoim pewnym krokiem owijając chustkę wokół szyi. Głowa, która z reguły była zwieszona, aby bronić się przed światem teraz była uniesiona do góry, a ramiona opuszczone w dół i rozluźnione. Wyglądała tak radośnie i spokojnie. Za spokojnie...

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Pożegnania są zawsze trudne. Nawet jeśli zdajesz sobie sprawę z tego, że w każdej chwili możesz wsiąść w samolot i za kilka godzin znów znajdziesz się wśród swoich bliskich, wargi zaczynają ci drgać, a oczy zachodzić łzami. O wiele łatwiej jest sobie poradzić z tęsknotą jeśli znajdziesz kogoś, kto będzie potrafił zapełnić pustkę powstałą w twoim sercu. Kogoś kto będzie cię wspierał nim zdołasz wrócić do normalnego funkcjonowania.
  Uczepiłam się ramienia Nialla, ściskając je z całej siły, kiedy moi rodzice ostatni raz sprawdzali czy na pewno wszystko mają. 
- Zabrałeś swój paszport?- spytała po raz setny mama, a mój brat wywrócił oczami.
- Mam wszystkie. Kazałaś mi ich pilnować.
- Sprawdzić nigdy nie zaszkodzi- stwierdziła- Na co czekasz?
Burcząc coś niezrozumiałego pod nosem, wyciągnął z przedniej kieszeni plecaka dokumenty i pomachał nimi w powietrzu.
- Ja mam bilety- uprzedził jej kolejne pytanie tata, chowając trzy kartoniki z powrotem do wewnętrznej kieszeni marynarki. 
- Świetnie- uśmiechnęła się, zadowolona z poprawy zdolności organizacyjnych jej mężczyzn. Jeszcze dwa lata temu biegaliby po całym mieszkaniu i wrzeszczeli jeden na drugiego, że coś zgubili- W takim razie czas się pożegnać- wyciągnęła ręce w moim kierunku- Chodź tu do mnie.
Podeszłam do niej ze łzami w oczach i przytuliłam z całej siły. Odwzajemniła mój gest, po czym odsunęła mnie lekko od siebie żeby móc ucałować mnie w oba policzki.
- Nie płacz kochanie- uśmiechnęła się, choć smutek malował się również na jej twarzy- Niedługo się zobaczymy. Może Niallowi również uda się wygospodarować trochę czasu i odwiedzicie nas oboje?- Spojrzała za moje plecy, ucieszona słysząc jego odpowiedź.
- Mam nadzieję. Byłbym zaszczycony- odezwał się pogodnie Horan.
- W takim razie jesteśmy umówieni- puściła mnie i przytuliła również jego.
- Czy to aby na pewno jest normalne, że umawiasz się z chłopakiem swojej córki?- wtrącił się Adam spoglądając na nich z udawanym obrzydzeniem.
- Oj zamknij się młody...- pokręciłam z politowaniem głową- Chodź tu i mnie przytul.
- Nie ma mowy- skrzyżował ręce na klatce piersiowej- Nie będę nikogo przytulał.
- To się jeszcze okaże- wyciągnęłam rękę i pociągnęłam go za rękaw bluzy. Było mi o wiele łatwiej, gdyż nie stawiał oporu. Mimo tego, że byłam starsza, był już ode mnie zdecydowanie wyższy i silniejszy. Gdyby tylko chciał, wygrałby ze mną w każdym naszym bratersko-siostrzanym starciu. 
- Dobra, dobra! Nie przesadzaj!- skrzywił się, kiedy próbowałam go cmoknąć w policzek- jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy spokrewnieni i moja reputacja legnie w gruzach.
- Ty nie masz żadnej reputacji- odgryzłam się za co odpłacił się łaskotkami.
- Nie wierzę, że to są moje dzieci- powątpiewał w nasze pokrewieństwo tata- To jest niemożliwe.
- Trzeba było się bardziej postarać- wzruszyła ramionami mama, co bardzo rozbawiło Nialla. Spoważniał jednak, kiedy poczuł na sobie surowe spojrzenie mojego ojca.
- A ty kolego masz za zadanie strzec Gabrysi jak oka w głowie i dbać o to żeby była szczęśliwa, a jeśli usłyszę, że spadł jej chociaż jeden włos z głowy to pożałujesz. Rozumiemy się?
- Mamo!- jęknęłam próbując jakoś interweniować, ale co ja mogłam? Faceci i te ich zwyczaje, czy cokolwiek to było...
- To będzie dla mnie przyjemność- Horan uśmiechnął się i wyciągnął przed siebie dłoń.
- Nie powiedziałem, że ma ci to sprawiać radość- zmierzył go kolejnym zimnym spojrzeniem, ale ostatecznie wymienili się pojednawczym uściskiem- I przekaż temu całemu Harry'emu, że jego też będę miał na uwadze.
- Oczywiście- zgodził się bez zbędnych komentarzy.
- Szkoda, że Kate nie mogła zostać i się z nami pożegnać- westchnął niezadowolony Adam.
- Nie zapominaj, że to ja jestem twoją siostrą- wskazałam na siebie palcem.
- Tak formalnie to ja też.
Odwróciliśmy się wszyscy natychmiast, słysząc zdyszany głos Kasi. Przyjaciółka opierała się o futrynę i ciężko oddychała.
- Biegłaś?- spytałam, zauważając kroplę potu, która pojawiła się na jej skroni.
- Brawo Sherlocku!- uniosła kciuk do góry- Stwierdziłam, że może uda mi się zdążyć zanim wyjedziecie na lotnisko i jestem!- rozłożyła ręce, czekając aż ktoś zdecyduje się do niej podejść. Oczywiście pierwszy rzucił się (i wcale nie przesadzam) na nią mój brat.
- No w końcu ktoś za kim będę naprawdę tęsknić- zamknął ją w swoich ramionach i ucałował w czubek głowy.
- Słyszałam!- prychnęłam oburzona, zaciskając mocniej zęby. Nie wiem czemu, ale moja zaborczość względem niego wywołała śmiech reszty. 
- Nie przejmuj się Gaba- uśmiechnęła się do mnie brunetka- On tak mówi tylko po to, żebym upiekła mu ciasto jak wpadnę w odwiedziny.
- Nie prawda!- oburzył się- Ja to mówię z głębi serca! Ty nie będziesz za mną płakać?
- Oczywiście, że będę- zapewniła go, teatralnym ruchem kładąc rękę na piersi- Jak możesz w to wątpić. Co najmniej przez tydzień będę chodzić z podkrążonymi oczami, ponieważ nie będę mogła zasnąć usychając z tęsknoty.
- Jeszcze trochę i się porzygam- ostrzegłam, wkładając jeden palce do buzi.
- Cicho tam!- uciszyli mnie oboje- Nie zniszczysz naszego momentu!
- A ja tak- zabrała głos mama- Jeśli zaraz nie wyjdziemy, to spóźnimy się na samolot.
 Adam niechętnie wypuścił ze swych objęć swoją przyszywaną siostrę, dzięki czemu mogła pożegnać się z rodzicami.
- Bardzo się cieszę, że nas odwiedziliście- oznajmiła- Musicie nas częściej odwiedzać.
- Następnym razem postaramy się zostać trochę dłużej- obiecał tata.
- Trzymam za słowo- uśmiechnęła się do niego promiennie.
Ostatni raz wszyscy powiedzieliśmy sobie "do zobaczenia", po czym każde z nich wzięło swój bagaż i zniknęło za drzwiami.
- Fajnie było, nie?- jako pierwszy zabrał głos Niall, po minucie wpatrywania się w drewnianą powłokę. 
- Jakoś inaczej to sobie wyobrażałam- stwierdziłam, nie będąc do końca przekonana czy powinnam uznać ich pobyt za udany.
- Przecież przeżyłem rozmowę z twoim ojcem.
- I przy okazji o mało nie zerwaliśmy- przypomniałam mu ten nieszczęsny wieczór.
- Słucham?- Kasia popatrzyła na nas z przerażeniem- Jak to o mało nie zerwaliście?!
- To długa historia. Opowiem ci później.
- Ale...
- Daj spokój...- machnęłam ręką- Lepiej powiedz czemu tak wcześnie wróciłaś.
- Podobno masz dla mnie jakiś list z sądu- zaczęła rozglądać się po pokoju szukając nowej poczty.
- Leży na twoim biurku- wskazałam ruchem głowy na jej pokój. Przyjaciółka poszła do siebie, a ja wtuliłam się w bok Nialla, kiedy mnie objął.
- Wszystko w porządku?- spytał, całując mą skroń.
- Tak. Po prostu trochę mi smutno.
- To normalne- zapewnił, przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie, o ile było to w ogóle możliwe- Ja gdy wyjeżdżałem z domu płakałem ja bóbr.
- Naprawdę?
- Tak- przytaknął- Tylko nie mów o tym chłopakom, bo będą się ze mnie śmiali.
- Pod warunkiem, że będziesz grzeczny- oświadczyłam, na co zrobił zdziwioną minę.
- A czy ja kiedykolwiek byłem niegrzeczny?
- No wiesz...- przygryzłam dolną wargę i stanęłam na palcach, ale nim zdążyłam posunąć się dalej, usłyszałam krzyk z drugiego pokoju.
- Że co kurwa?!
Horan popatrzał na mnie zdezorientowany, więc pobiegłam zobaczyć coś się stało. Gdy wbiegłam do sypialni, Kasia stała na środku, a w trzęsących się rękach trzymała kartkę papieru. Oczy miała mocno zaciśnięte, a usta tworzyły jedną cienką linię. Wyglądała przerażająco.
- Czy wszystko...- nie zdążyłam dokończyć zdania, kiedy zaczęła powtarzać w kółko, przepełnionym gniewem głosem.
- Zabiję ją. Ja Boga kocham, zabiję ją. Najnormalniej w świecie ją zabiję!
- Co się dzieje?- pociągnął mnie za rękę Niall, dalej nic nie rozumiejąc. Nie wiedziałam jak mam mu odpowiedzieć. Sama nie miałam zielonego pojęcia, co mogło ją tak wyprowadzić z równowagi.
- Kaśka, co jest?!- stanęłam przed nią, choć nie byłam do końca przekonana czy to dobre posunięcie.
Gdy powoli otworzyła oczy i spojrzała na mnie, ciarki przebiegły mi po plecach. Jej tęczówki przybrały kolor malachitu*, a złość paliła moją skórę niczym niewidzialny laser.
- Kasia...- zagadnęłam niepewnie, ale ona była niczym zacięta płyta.
- Zabiję ją. Przyrzekam, że ją zabiję.- powtórzyła po raz kolejny, a następnie wybiegła z pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi.
- Powiesz mi o co w tym wszystkim chodzi?- domagał się po raz kolejny jakiejś wskazówki Horan.
- Nie mam pojęcia, ale coś czuję, że niedługo twoja tekściarka będzie poszukiwana listem gończym za zabójstwo.

Siedziba Syco Music

- Możesz do niej zadzwonić?- poprosił mnie po raz kolejny Simon.
- Mówiłem już, że nie odbiera.
  Mężczyzna pokręcił niezadowolony nosem, a ja zacząłem stukać palcami o oparcie fotela.
Gdzie ona się podziewa? Przecież Kate nigdy się nie spóźnia. Nigdy.
- Pewnie utknęła w korku. W końcu są godziny szczytu- podsunął jedną z możliwości Liam.
- Albo zapomniała czegoś ze sobą zabrać jak wybiegała z domu- zabłysł kolejnym pomysłem Niall.
- Możliwe- przytaknąłem, choć ta opcja była mniej prawdopodobna. Ona nigdy niczego nie zapomina. Wiem to, przecież to moja siostra. Przyszywana ale jednak.
- A czemu wybiegała?- zainteresował się tym tematem Harry- Stało się coś?
- Dostała jakiś list, a gdy go przeczytała zaczęła coś krzyczeć. Potem już tylko usłyszałem trzaśnięcie drzwiami i tyle ją widziałem.
- To się robi niedorzeczne- odezwał się ponownie Cowell- Powinna tu być godzinę temu. 
Po tych słowach, dosłownie jak za dotknięciem zaczarowanej różdżki, drzwi do jego gabinetu otworzył się z hukiem, a do środka wparowała przemoknięta Kate. Włosy kleiły się jej do twarzy, a ubranie wyglądało jakby zostało dopiero wyciągnięte z pralki.
- Zapomniałaś parasola?- zaśmiał się pod nosem Zayn, ale ona nie zareagowała na jego zaczepkę. Zamiast tego stanęła na samym środku i zmierzyła wszystkich wzrokiem.
- Który z was grzebał w moich rzeczach?!- wysyczała zdenerwowana przez zaciśnięte zęby.
- Co takiego?- spytał zaskoczony Louis.
- Czy ja mówię po chińsku Tomlinson?!- skupiła przez chwilę na nim swoją uwagę, po czym powróciła do skanowania reszty- Powtarzam po raz ostatni. Kto z was grzebał w moich rzeczach?!- mówiła coraz głośniej, a jej ciało trzęsło się coraz bardziej przez narastającą wściekłość.
- Nikt nic nie ruszał- zapewniłem ją- Możesz powiedzieć co się stało?
- Nie bądź ich adwokatem Savan. Nie tym razem!- pogroziła mi palcem- Macie dziesięć sekund żeby się dobrowolnie przyznać. Jeśli tego nie zrobicie, to nie ręczę za siebie.
W pomieszczeniu zapadła głucha cisza, a jedyne co dało się usłyszeć to szybki i niekontrolowany oddech dziewczyny. Gdy nie uzyskała żadnej odpowiedzi, zacisnęła mocno pięści i zaczęła mruczeć coś pod nosem.
- Kate...- Harry wstał ze swojego miejsca i pomału zaczął do niej podchodzić- Myślę, że powinnaś się uspokoić i wytłumaczyć nam co się dzieje.
Chłopak dotknął jej ramienia, ale od razu się od niego odsunęła tak, aby nie mógł jej sięgnąć.
- Nie teraz Harry!- warknęła, podnosząc ostrzegawczo do góry dłoń- Na nic się nie zdadzą twoje miłe słówka i próby poskromienia mnie, dlatego odejdź zanim zrobię coś czego będę żałować.
- Wpadasz do mojego gabinetu, spóźniona godzinę, po czym zaczynasz na wszystkich wrzeszczeć- Simon wyciągnął się na swoim fotelu, najwyraźniej znudzony przedstawieniem rozgrywanym przed nim- Czy mogłabyś łaskawie przejść do sedna twojego problemu?
- Ależ oczywiście- uśmiechnęła się do niego sztucznie- Laura Marin oskarżyła mnie o plagiat.
- Co takiego?!- krzyknęliśmy wszyscy jednocześnie.
- Żartujesz?!- popatrzyłem na nią z niedowierzaniem- Przecież to niemożliwe!
- Wyglądam na rozbawioną?- spytała retorycznie- Uważa, że utwór "Broken Heels" należy do jednej z jej podopiecznych. Podobno ukradłam go i sprzedałam tobie- wskazała palcem na Simona, który się zrobił blady jak ściana.
- Zrobiłaś to?- zapytał poważnie, a ona otworzyła usta ze zdziwienia.
- Jaja sobie ze mnie robisz?!- krzyknęła- Pracuję dla ciebie od dobrych kilku lat, a ty uważasz, że zrobiłabym coś takiego?! Jak możesz?!
- Wszyscy powinniśmy się uspokoić- zaproponowałem i złapałem ją za ramiona, prowadząc do miejsca, które wcześniej zajmował Harry- Usiądź i opowiedz wszystko po kolei.
Dziewczyna zamknęła oczy i wzięła kilka głębokich wdechów zanim była w stanie coś z siebie wykrztusić, nie grożąc przy tym nikomu.
- Dostałam rano smsa, że Gaba odebrała dla mnie list z sądu. Z resztą wiesz, byłeś przy tym- spojrzała na mnie, a ja potwierdziłem ten fragment jej opowieści- Na początku myślałam, że to jakaś pomyłka, ale gdy wróciłam po przesłuchaniach do domu i przeczytałam go...- kolejny raz zacisnęła mocno pięści i przymknęła oczy- Było tam napisane, że mam stawić się na rozprawę, ponieważ zostałam oskarżona o plagiat przez Laurę Marin. A potem...- urwała, niepewna czy powinna kontynuować.
- Przyjechałaś tutaj?- zgadywał Liam, ale ku memu zaskoczeniu odpowiedź była zupełnie inna.
- Nie do końca...- przygryzła policzek od środka i spuściła wzrok.
- Kate...- uniosłem jej głowę za podbródek, aby na mnie spojrzała- Co zrobiłaś?
- Nic takiego- wzruszyła ramionami, ale nie był do tylko niedbały gest- Pojechałam do jej hotelu.
- Co zrobiłaś?!
- Chciałam się tylko dowiedzieć o co jej znowu chodzi.
- A jak ją znalazłaś?- wtrącił się Niall, zaintrygowany zdolnościami szpiegowskimi mojej siostry.
- Zawsze zatrzymuje się w tym samym hotelu. Takie żmije jak ona mają swoje nawyki- burknęła poirytowana.
- Mnie bardziej interesuje co się stało jak ją spotkałaś- popatrzyłem na resztę chłopaków i niemo dałem im do zrozumienia żeby nie przerywali- Więc?
- Akurat stała w holu, więc podeszłam do niej i zapytałam się co to wszystko ma znaczyć.
- To będzie dobre!- klasnął w dłonie podekscytowany Zayn, licząc na niezłą historię. Chyba jako jedyny nie zdawał sobie sprawy w jakiej beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy. Wszyscy. Na szczęście nikt nie zwrócił na niego uwagi, a brunetka kontynuowała swoją wypowiedź.
- Ona rozłożyła bezradnie ręce i z miną niewiniątka oznajmiła, że bardzo jej przykro, ale nie mogła tak tego zostawić, dlatego poszła do prokuratury. Wściekłam się na nią i...
- I?- ponagliłem ją ruchem ręki.
- Uderzyłam ją.
- O w dupę!- zasłonił sobie usta Louis.
- Ty jak coś wymyślisz...- spojrzała na niego z politowaniem- W twarz.
- O w mordę!- zdziwił się Horan.
- Masz rację- zgodziła się z nim, choć chyba nie to było jego celem- To jest lepsze określenie.
 Wszyscy zamilkli i tylko co jakiś czas dało się usłyszeć ciche przeklinanie Simon w stylu "ja pierdolę" i "kurwa mać". Harry przysiadł obok Kate i delikatnie gładził ją po plecach przekonując, że wszystko się jakoś ułoży, a ona kręciła przecząco głową.
- Potrzebuję adwokata. Dobrego adwokata- oznajmiła nagle- Laura zrobi wszystko żeby mnie zniszczyć.
- Domyślasz się jakim cudem zdobyła tą piosenkę?- zwrócił się do niej producent, który kartkował swój notatnik z numerami telefonów, zapewne w poszukiwaniu najlepszego mecenasa w Londynie.
- Nie mam zielonego pojęcia- odparła załamanym głosem- Napisałam ją gdy byłam z chłopakami w Sztokholmie, dlatego pomyślałam...- westchnęła, patrząc na nich przepraszająco- Nie chciałam was o nic bezpodstawnie oskarżać.
- Wszystko w porządku. Rozumiemy- zapewniał ją Payne- Prawda chłopaki?
- Jasne!- odpowiedzieli chórem, a ona delikatnie się do nich uśmiechnęła.
- Umówię cię jak najszybciej z moim przyjacielem- ogłosił plan działania Cowell, po tym jak skończył rozmawiać przez telefon- To najlepszy adwokat jakiego znam. Jest oficjalnym reprezentantem wytwórni. W końcu i tak firmie też się za to oberwie.
- Z jakiej racji?- oburzył się Styles- Przecież nic złego nie zrobiła. To ta ruda małpa próbuje ją oczernić!
- Uspokój się. Zachowujesz się jakby Kate była twoją dziewczyną.
Brunetka zamarła w bezruchu, a Harry zabrał swoją rękę i odwrócił wzrok. Trzeba było interweniować. 
- Powinnaś iść do domu- starałem się jak najszybciej zmienić temat- I tak już nic dzisiaj nie zdziałasz, a wyglądasz okropnie. 
- Dzięki- prychnęła pod nosem- Ty to umiesz pocieszyć człowieka.
- Pewnie- mrugnąłem do niej okiem, ale mój żart na nic się nie zdał- Obiecuję, że wszystkim się zajmę, a ty postaraj się nie denerwować.
- Czemu ty zawsze wymagasz ode mnie niemożliwego?
- Ponieważ wiem, że i tak zawsze uda ci się podołać postawionemu zadaniu- ucałowałem ją czule i odprowadziłem do drzwi.
- Wiesz Savan, oboje się myliliśmy- zatrzymała się na chwilę nim wyszła.
- To znaczy?
- Bycie szczęśliwą... to nie dla mnie.

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Gdy tylko zobaczyłem minę Gaby po przekroczeniu progu jej mieszkania wiedziałem, że nie jest dobrze.
- Aż tak źle?
- Gorzej.
- Cholera!- zakląłem cicho, przeczesując ręką włosy.
- Jeśli do tej pory nie wątpiła w sprawiedliwość na tym świecie, to właśnie zmieniła zdanie na ten temat- stwierdziła- Za to ty masz okazję się wykazać.
- Co masz na myśli?
- Normalnie już dawno zadzwoniłabym po Tomka i prosiła go o pomoc. Kto wie?- rozłożyła ręce przesadnie gestykulując- Może już dawno wyszłaby z dołka, ale niestety nie mógł zainterweniować, ponieważ zmusiłeś ją do tego, aby zerwała z nim wszelkie kontakty- popatrzyła na mnie srogo- W związku z tym musiałam czekać na ciebie aż się łaskawie zjawisz i mi pomożesz, ale skoro już jesteś, to co to dla ciebie, prawda?- machnęła niedbale dłonią, uśmiechając się sarkastycznie. 
- Po pierwsze...- zacząłem powoli by móc się uspokoić i nie wszczynać niepotrzebnej kłótni- Nie moja wina, że przez ponad dwie godziny byliśmy wszyscy przesłuchiwani przez Simona i Savana w sprawie Kate, co myślę jest dość ważną kwestią w tym wypadku. Jeśli mi nie wierzysz to zadzwoń do Niall, a po drugie...- kontynuowałem- ciekawe co ty byś zrobiła na moim miejscu, gdyby twój chłopak miał taką przyjaciółkę.
- Na pewno nigdy nie kazałabym mu zrywać z nią kontaktu- odpowiedziała pewnie.
- Ty to ty, a ja to ja. Cieszę się, że tak bardzo ufasz swojemu chłopakowi.
- A ty nie ufasz Kasi?- spojrzała na mnie podejrzliwie. Ta cała rozmowa coraz bardziej wyprowadzała mnie z równowagi, co nie wróżyło nic dobrego. Miałem ochotę zamknąć Gabę w jej pokoju i kazać jej czytać te głupie romansidła, dopóki nie zrobię tego po co ty przyszedłem.
- Nie ufam jemu i oboje dobrze wiemy, że mam ku temu powody.
Brunetka otworzyła jeszcze usta żeby coś powiedzieć, ale ostatecznie się poddała. W tej kwestii miałem rację. Po tym jak Tomek rzucił się na moją Kate, nie miałem zamiaru pozwolić zbliżyć mu się do niej choćby na kilka metrów. Gdybym dowiedział się, że próbował się z nią kontaktować, rozszarpałbym go gołymi rękami, bez mrugnięcia okiem.
- Dobrze- skrzyżowała ręce na piersi- W takim razie rób co do ciebie należy i udowodnij, że zasłużyłeś na jej zaufanie i poznanie całej historii. Że to ty zasługujesz na to, by być blisko niej. 
- Tak zrobię- odparłem przekonany, że dam radę i ruszyłem w stronę jednej z dwóch sypialni. Usłyszałem jak Gaba życzy mi powodzenia za moimi plecami, w momencie, w którym nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
  Kate siedziała na podłodze, zawalonej papierami, z głową spuszczoną w dół i dłońmi splecionymi na karku. Wydawało mi się, że nawet nie słyszała jak wszedłem do środka, dopóki nie usłyszałem jej cichego głosu.
- Przyszedłeś sprawdzić czy już zamknęli twoją dziewczynę?
- Dokładnie. Podobno umawianie się z kryminalistkami jest teraz modne. Mógłbym się chwalić na mieście- uklęknąłem naprzeciw niej- Skąd wiedziałaś, że to ja?
- Poczułam twoje perfumy- uniosła głowę i spojrzała na mnie przekrwionymi oczami- A co do umawiania się z kryminalistkami...- zastanowiła się chwilę- Naprawdę dobry tekst. Może i bym się zaśmiała, ale jakoś nie mam humoru.
- A mogę go jakoś poprawić?
- Możesz spróbować, ale wątpię.
- W takim razie chodź do mnie- podniosłem się na równe nogi i wyciągnąłem w jej kierunku dłoń.
- O nie- pokręciła przecząco głową- Jestem zbyt przybita żeby znaleźć się wyżej niż poziom mojego biurka. Ej! Co robisz? Zwariowałeś?- próbowała mnie powstrzymać, kiedy brałem ją na ręce i zaniosłem do łóżka.
- Nie stawiaj oporu to będzie mi łatwiej- poprosiłem, kładąc się obok niej na materacu.
- Ze mną nigdy nie jest łatwo- zaznaczyła.
- I komu ty to mówisz?
Na jej bladej twarzy po raz pierwszy pojawił się cień uśmiechu. Potarłem kciukiem zaschnięte stróżki łez, które niedawno musiały spływać po jej policzkach.
- Płakałaś.
- Nie prawda.
- Kłamiesz- upomniałem ją taktownie- Dlaczego to robisz?
- Powinnam się w tym podszkolić zanim zaczną mnie przesłuchiwać, nie sądzisz?
- Przecież nie jesteś winna- wywróciłem oczami- Nie są ci w stanie nic udowodnić.
- A jeśli są?- spytała lekko przestraszona- Jeśli Laura sfabrykowała jakieś dowody, które mogłyby mnie pogrążyć? Teraz już nie wiem czego się po niej spodziewać. 
- Nie dramatyzuj. Simon załatwi ci adwokata, powiesz całą prawdę, jak wpadłaś na pomysł napisania tej piosenki i wszystko będzie dobrze.
- To nie jest takie proste.
- Wiem- przyznałem- Ale im bardziej będziesz wariować, w tym trudniej będzie ci przez to przebrnąć.
- A co ty byś zrobił na moim miejscu?- uniosła się na łokciu, żeby móc spojrzeć na mnie z góry- Przeszukałam już prawie wszystkie zakamarki w tym pokoju i nie mogę znaleźć niczego co dowodziłoby, że to był mój pomysł. Jedyne co mam to gotowy utwór na komputerze, a niemożliwym jest żebyśmy wymyśliły identyczną piosenkę. 
- Może nie jest identyczna. Skąd możesz to wiedzieć?
- Podczas naszej małej pogawędki, Laurą powiedziała, że jestem bezczelna nie zmieniając choćby jednego słowa.
- Dziwne.
 Zmarszczyłem brwi i zacząłem się zastanawiać jak mogło do tego dojść. Sam pamiętam jak pracowała nad tym utworem, gdy byliśmy razem w Szwecji. Nie spuszczałem z niej oka, a jedynymi rzeczami, które miała przy sobie był zeszyt, ołówek i gitara. Jakim cudem miałaby wykraść czyjś utwór? Poza tym kto jak kto, ale ona nie potrzebuje takiej pomocy. Jest na tyle zdolna, że mogłaby napisać hit w dziesięć minut.
 Moje rozmyślania przerwało chyba najgłupsze pytanie jakie kiedykolwiek padło z jej ust.
- Odwiedzisz mnie w więzieniu?
- Kate!- zerwałem się z łóżka i stanąłem obok niego- Nikt nie pójdzie do żadnego więzienia, jasne? 
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale"!- uniosłem się- Powiedz mi jedno. Zrobiłaś to? Ukradłaś tą piosenkę?
- Oczywiście, że nie!- zbulwersowała się.
- To czemu chrzanisz takie głupoty?- rozłożyłem bezradnie ręce- Myślałem, że jesteś mądrzejsza. Jedyne co dzięki temu osiągniesz, to większa depresja i zwątpienie w samą siebie, a właśnie na tym zależy Laurze. Naprawdę chcesz dać jej taką satysfakcję?
 Dziewczyna wpatrywała się we mnie przez chwilę bez słowa. W końcu wyciągnęła do mnie rękę.
- Przepraszam- pociągnęła mnie na łóżko i usiadła mi na kolanach, chowając twarz w zagłębieniu mojej szyi. Przymknąłem oczy, kiedy poczułem jej ciepły oddech- Tyle się ostatnio dzieje, że zaczynam świrować. Myślałam, że wszystko się nareszcie ułożyło, ale najwidoczniej nigdy nie będę miała chociaż chwili wytchnienia.
- Damy radę- objąłem ją ramionami w talii- Przeszłaś już tak wiele, więc i to uda ci się przetrwać.
- Jakoś nie wierzę w powiedzenie "co nas nie zabije to nas wzmocni".
- Nie musisz- uśmiechnąłem się do niej ciepło- Pomogę ci. Cały czas będę przy tobie. Nie pozwolę ci upaść. 
- Harry...
Odsunęła się, ujmując moją twarz w swe drobne dłonie. Podążała wzrokiem za opuszkami palców, które błądziły po mych ustach, kościach policzkowych, docierając aż do włosów, gdzie zacisnęła na nich palce. Mój oddech przyspieszył, a serce zaczęło pracować dwa razy szybciej. Jej dotyk był tak delikatny, intymny... odczuwałem go tak jakby był przeznaczony tylko dla mnie.
- Wiesz o czym czasami marzę?- spytała, a ja czekałem aż sama odpowie, za bardzo rozproszony jej ruchami- Chciałabym nigdy nie dorosnąć. Żyć w świecie gdzie wszystko jest proste i jasne. Gdzie nie musiałabym się niczym przejmować, nikomu niczego tłumaczyć. To co bym robiła byłoby wystarczające żeby mnie zrozumieć. Czas by się zatrzymał razem z moimi rozbieganymi myślami. Czułabym się wolna, a jedyną osobą, która mogłaby tego ze mną doświadczyć byłbyś ty- spojrzała mi prosto w oczy, po czym sięgnęła po moją dłoń i położyła ją w miejscu gdzie biło jej serce- Jedyną rzeczą, którą pozostawiłabym niezmienną to to co do ciebie czuję. I choć teraz nie wiem jak to udowodnić, tam potrafiłabym bez wahania oddać ci moje serce, po tym jak rozkochałbyś mnie w sobie do szaleństwa.
 Patrzyłem na nią szeroko otwartymi oczami, nie mogąc uwierzyć w to co usłyszałem. Przez chwilę myślałem, że śnię, ale gdy poczułem jej usta na moich wiedziałem, że ta scena to nie tylko wytwór mojej wyobraźni.
- Poczekaj- cofnąłem się, a jej oczy momentalnie zaszły łzami.
- Przepraszam. Nie powinnam. Ja tylko...- próbowała wyswobodzić się z mojego uścisku, ale jej na to nie pozwoliłem. 
- Spokojnie- pogładziłem ją po plecach, przytrzymując w miejscu- Nie zrobiłaś nic złego. Muszę ci najpierw coś wyznać...
- Harry ja...- przerwałem jej, przykładając palec do ust.
- Nic nie mów. Teraz moja kolej, ale najpierw musisz mi obiecać, że nie przestraszysz się tego co usłyszysz. 
- Nie mogę ci tego obiecać.
- Przynajmniej spróbuj, dobrze?
Skinęła lekko głową, a ja wziąłem głęboki oddech.
- Chciałem ci to powiedzieć wcześniej, ale nie dałaś mi dojść do słowa. Jednak tym razem nie dam się tak łatwo. Kate... Kocham cię. Proszę cię tylko nie panikuj- błagałem, kiedy przestała oddychać, a po jej policzkach zaczęły spływać słone krople- Nie mogę dłużej tego dusić w sobie. Zrozum, to dla mnie straszna udręka widzieć jak się nie doceniasz, podczas gdy dla mnie jesteś idealna, pomimo tego, że czasem się nie zgadzamy i doprowadzasz mnie do szału. Kocham cię za to jaka jesteś. Za twoją osobowość, wygląd, talent i poczucie humoru. Za to jak poświęcasz się dla tych, którzy są dla ciebie ważni, bez względu na to czy jest to proste, czy też musisz pokonać wiele przeszkód by im pomóc. Kocham również twoje wady. Maskę, którą zakładasz za każdym razem gdy chcesz coś przede mną ukryć. Albo gdy nie pozwalasz mi do ciebie przyjechać, ponieważ musisz skończyć ważny projekt, a jedyne o czym marzę cały czas, to być blisko ciebie. Nawet gdybym mógł tylko przyglądać ci się z daleka. Kocham cię Kate i nic tego nie zmieni.
- N-nie mogę, nie p-potrafię...- zaczęła się jąkać, nie wiedząc co zrobić.
- Nie mówię tego po to, by usłyszeć to samo- zapewniłem ją- Nie potrzebuję żadnej jasnej deklaracji. Nie musisz wyznać, że też mnie kochasz, nawet jeśli tak czujesz. Poczekam aż będziesz gotowa. Może kiedy twoje życie się nieco uspokoi. Nigdzie mi się nie spieszy. Kiedy znajdziesz dla siebie odpowiedni moment, będę obok. Obiecuję. Jedyne czego pragnę to móc uświadamiać ci ile dla mnie znaczysz bez obawy o to, że uciekniesz.
- Nie ucieknę- przyrzekła- Nigdy.




*Malachit- minerał o ciemnozielonej barwie (w razie gdyby ktoś nie wiedział ;))
*Nie znam się na prawie polskim, a tym bardziej brytyjskim, więc nie czepiajcie się jeśli coś to będę pisać okaże się niezgodne z prawdą. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Krótki i trochę inny niż zamierzałam na początku, ale z powodu braku czasu musi wam wystarczyć tylko to :( 
Trochę spóźnione, ale szczere życzenia-SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! <3 Xx.



31 października 2014

Bad (?) news.

Cześć wszystkim!

  Zazwyczaj gdy widzicie dodany post, który nie jest rozdziałem zawiera on dobre informacje. Niestety tym razem jest inaczej. Nadszedł czas abym przestała oszukiwać samą siebie myśląc "w następnym tygodniu dam radę!".
  Jak może niektórzy z was wiedzą jestem studentką, a mój plan w przeciwieństwie do innych kierunków jest bardzo obfity w zajęcia (nie to żebym myślała, że jako jedyna mam przerąbane). Jednak ten rok powala pozostałe w przedbiegach. Nie wiem czy jest sens tu narzekać ile czasu spędzam na uczelni, a gdy już ją opuszczę nad książkami i pracą. Nie będę też użalać się nad innymi, prywatnymi sprawami i  "życiowym pechem", który postanowił uprzykrzyć mi moją marną egzystencję na tym świecie. Piszę to wszystko tylko z jednego powodu. Gdy widzę komentarze i pytania "kiedy będzie następny rozdział?" a ostatnio także, że tęsknicie, jest mi cholernie przykro, że nie mogę wam nic pokazać i umilić nieco ten ponury dzień. Pragnę jedynie podkreślić- NIE ZAWIESZAM OPOWIADANIA! Obiecałam sobie, że tego nie zrobię i będę się trzymać tego postanowienia rękami i nogami. Gdy tylko znajdę czas będę pisać. W autobusie, na wykładach, przerwach między ćwiczeniami i w wolnej chwili po tym, jak uparty klient nie będzie mi stękał nad głową "za ile dostanę moją kawę?!". Wierzcie mi (choć może zabrzmi to trochę egoistycznie), że w dużej mierze piszę dla was, ale przede wszystkim dla siebie. Nie ma to jak oderwanie się od szarej rzeczywistości po ciężkim dniu pracy i ucieczka do "drugiego świata", o którego formie mogę sama decydować. Lubię takie uczucie władzy ;). 
  Dziękuję, że trzymacie nerwy na wodzy i jeszcze nie zaczęliście mi grozić, ani uświadamiać jak bardzo was ostatnio zawodzę. Dzięki temu nie mam aż takich wyrzutów sumienia (choć i tak zżerają mnie już od środka) i nie wykorzystałam jeszcze żadnego z tysiąca mostów, znajdujących się w mieście, w którym studiuję. Głupio by było znaleźć się na pasku TVN24 z takiego powodu, prawda?
  Jeszcze jedna informacja...

JESTEŚCIE NAJLEPSI NA ŚWIECIE!!! (ale o tym to chyba wiecie ;))

Pozdrawiam, całuję i jeszcze raz przepraszam!
Lots of love!

Kate G. Xx. 

PS. Przepraszam (znowu), że nie odpisałam na ostatnie komentarze. Mam nadzieję, że to również mi wybaczycie.
  

19 września 2014

20

Bardzo proszę o przesłuchanie całej piosenki dołączonej do rozdziału, zanim zaczniecie czytać dalszy tekst z perspektywy Harry'ego. Zróbcie to chociażby ze względu na fakt, że to naprawdę piękny utwór :).


Dom One Direction

       Niall nie zjadł śniadania. Niall. Nie. Zjadł. Śniadania. Czy zdajecie sobie sprawę z powagi tej sytuacji? Kiedy ogłosił rano wszem i wobec, że nie ma ochoty na gofry, a patrząc na kanapkę z serem i pomidorem zrobił kwaśną minę, włączyłem telewizor żeby sprawdzić czy Majowie nie ogłosili czasami kolejnego końca świata. W wiadomościach nie wspomnieli o zmierzającym w Ziemię meteorycie, a wulkany i tsunami zrobiły sobie wolne, dlatego stwierdziłem, że to jeszcze nie dzisiaj. Spokojnie mogłem wyjść wieczorem z Danielle na randkę. Jednak czemu Horan tak dziwnie się zachowywał? Od wczoraj nie jest sobą. Nie odzywa się, nie śmieje i nie JE! Przy jego przemianie materii za dwa dni zostanie z niego tylko skóra i kości. 
 Zastanawiając się nad najbardziej prawdopodobnym wyjaśnienie dziwnego zachowania przyjaciela, przechodziłem przez salon i dostrzegłem go siedzącego na schodach tarasu. Zgarbiony, ze spuszczoną głową wpatrywał się w trawnik jakby nigdy wcześniej nie widział nic bardziej tak zielonego. 
- Hej, wszystko w porządku?- zapytałem, wychodząc na zewnątrz. Nawet nie drgnął- Niall?
- Jak się ma Dani?- spytał, nie podnosząc na mnie wzroku.
- Yyy... dobrze- odpowiedziałem niepewnie- Zobaczę się z nią dzisiaj to mogę jeszcze to dla ciebie sprawdzić- klepnąłem go w ramię, uśmiechając się, ale nawet tego nie zauważył- Stary, co jest?
- Zastanawiałeś się ostatnio co będzie jeśli nam się uda? Osiągniemy sukces i takie tam...- machnął niedbale ręką i po raz pierwszy na mnie spojrzał. Oczy miał przekrwione, a sińce pod nimi wskazywały na to, że niedużo dzisiaj pospał.
- Jak to co będzie? Będzie super! Przecież zawsze o tym marzyliśmy.
- Niby tak...
- Niby?- uniosłem do góry brwi w geście zaskoczenia- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz zamiar się wycofać. Nie teraz kiedy wszystko dopinamy na ostatni guzik.
- Jasne, że nie- zapewnił- W życiu bym nie zrezygnował z takiej szansy.
- W takim razie o co chodzi?
Przyjaciel pokręcił zrezygnowany głową, po czym ciężko westchnął i oparł łokcie na kolanach. Muszę przyznać, że jak na niego była to bardzo dramatyczna poza. 
- Poznałem rodziców i brata Gaby- oświadczył.
- I?
- Miałem małą pogawędkę z jej tatą.
- O w mordę!- poklepałem go pocieszająco po plecach- Zagroził, że połamie ci nogi, czy utopi w Tamizie, jeśli złamiesz jej serce?
- Ani to, ani to.
- Naprawdę? Myślałem, że każdy ojciec tak robi. Przynajmniej tak było we wszystkich filmach, które oglądałem z moimi siostrami- na samo wspomnienie przeszły mnie ciarki. Nigdy więcej głupich komedii romantycznych- Ale skoro nic takiego nie padło, to czemu jesteś taki załamany?
- Spytał co się stanie jak już będę naprawdę sławy. Będę spędzał większość czasu poza domem, otaczać mnie będą fanki, a brukowce czekać na każde małe potknięcie. 
- I co mu odpowiedziałeś?
- Że Gabrysia nie ma się o co martwić, bo to ona jest dla mnie najważniejsza.
- Sądząc po twojej minie nie był to zadowalający go argument- stwierdziłem, kiedy wyraźnie zmarszczył czoło.
- Niestety- westchnął jakby miał się zaraz poddać w walce, którą podjął sam ze sobą- On ma racje.
- Żartujesz? Niby z czym?
- Jej życie toczy się tutaj. W Londynie. Ma tu szkołę, przyjaciół, Kate... Ja będę stanowił jedynie dodatek co jakiś czas, o ile w ogóle tego zechce. 
- Zwariowałeś?- spytałem poważnie i obawiałem się, że może okazać się to prawdą- Gaba jest w tobie zakochana po uszy tak samo jak ty w niej. 
- A co to ma do rzeczy?- warknął zirytowany- Jeśli mnie tu nie będzie, szybko o mnie zapomni. Poza tym co ze mnie za chłopak, skoro nie będę wstanie jej wspierać w każdym ważnym dla niej momencie, bo będę akurat kilkaset kilometrów dalej? 
- Sugerujesz, że wasz związek nie ma szansy przetrwać ze względu na to, jaka będzie dzieliła was odległość?- przytaknął głową, a ja zaśmiałem się z jego głupoty- Gdybym ja tak do tego podchodził to w życiu nie zacząłbym spotykać się z Danielle.
- Ty i ona to co innego.
- Niby czemu?
- Bo jakby na to nie patrzeć Dani trochę siedzi w tym biznesie, a dla Gabrysi jest to zupełnie coś nowego i podejrzewam, że nawet nie zdaje sobie do końca sprawy z tego jak to może wyglądać w niedalekiej przyszłości- wstał i zaczął krążyć przede mną, wymachując rękami- Ona jest taka słodka i niewinna. Nie daj Boże, żeby ktoś napisał jakąś głupotę w gazecie, ona weźmie to sobie do serca, a ja pójdę się powiesić, że sprawiłem jej przykrość. Tak to się skończy. Może lepiej by było gdybyśmy...
- Nawet nie kończ tego zdania!- zerwałem się na równe nogi i zatkałem mu ręką usta- Nie wiem jak się dalej potoczy twój związek, ale nie pozwolę żebyś zrezygnował z takiej dziewczyny jak ona. I zapewniam cię, że jeśli palniesz jeszcze jedno głupstwo to dostaniesz przez łeb, jasne?
Dopiero kiedy przytaknął, zabrałem dłoń i popatrzyłem na niego z politowaniem, a następnie przytuliłem. 
- Idiota z ciebie, wiesz?
- Zamknij się- burknął, odwzajemniając uścisk.
- Ekhem...- usłyszeliśmy odgłos dochodzący z boku, a gdy odwróciliśmy głowy, dostrzegliśmy stojącego na progu tarasu Zayna- Nie chcę wam przeszkadzać gołąbeczki, ale jeden z was ma gościa.

       Podróż taksówką jeszcze nigdy nie wydawała mi się tak przeraźliwie długa i krótka zarazem. Mój wzrok przeskakiwał z jednego mijanego budynku na kolejny z prędkością światła, choć pewnie kierowca nie jechał szybciej niż czterdzieści kilometrów na godzinę. Umysł za to pracował na spowolnionych obrotach. Serce biło mi jak szalone i żeby nie dać mu wyskoczyć z piersi mocniej owinęłam się połami mojego płaszcza. Biorąc głęboki wdech, zamknęłam oczy i jeszcze raz wróciłam do rozmowy z moją mamą, którą odbyłyśmy kilkadziesiąt minut temu.

- Czemu masz taką kwaśną minę?
- Tak jakoś- odpowiedziałam, starając się za wszelką cenę uniknąć wzroku mojej matki. Nie miałam czasu na tłumaczenie jej czemu od rana wypowiedziałam raptem parę słów, a jednym z nich było ciche "dzień dobry". Aktualnie moje myśli zajmował chłopak o blond włosach i jego wczorajsze zachowanie, po tym jak wróciłam do mieszkania. Mogę się założyć, że za tą całą sprawą stoi mój kochany ojciec. 
- Nawet jeśli nagle zaczniesz się uśmiechać do obcych na ulicy to i tak nie uwierzę, że nic cię nie gryzie- złapała mnie za rękę, zatrzymując przed nieznaną mi cukiernią- Wejdźmy tu i porozmawiajmy.
Bez czekania na moją zgodę, wepchnęła mnie do środka i posadziła przy jednym ze stolików, znajdujących się przy oknie. Sama udała się do kasy, za którą stała niewysoka brunetka, ubrana w roboczy uniform z logo firmy na piersi. Wymieniły kilka zdań, a po kilku minutach stała przede mną gorąca latte z fikuśnym wzorem stworzonym z puszystej pianki i kakao. Przeżyłam deja vu spoglądając na kubek, kiedy przypomniałam sobie, że identyczną kawę dostałam, kiedy byliśmy z Niallem tydzień temu w kawiarni.
- Zamówiłam nam jeszcze mały torcik z truskawkami. 
Słodycze. Według mojej mamy są najlepszym lekiem na całe zło tego świata, a zwłaszcza na złamane serce. Problem w tym, że ja nie mam złamanego serca! Przynajmniej na razie...
- Naprawdę nic mi nie jest- nie wiem kogo próbowałam bardziej przekonać- ją czy siebie.
- Gabrysiu...- no i proszę! Ten przesłodzony ton oznacza, że nie odpuści mi dopóki nie osiągnie swojego celu, którym będzie podzielenie się ze mną jakąś prawdą życiową. I choć z reguły ma rację, preferuję te wygłaszane przez Kate. Przynajmniej większość z nich jest zabawna na swój sposób, a jeśli chodzi o przesłuchania, to już wolę siedzieć na przeciwko ojca. Z nim od razu wiadomo czego się spodziewać, tymczasem mama potrafi tak dobierać słowa, że nie wiesz czy za chwilę ochrzani cię z uśmiechem na ustach, czy poklepie po ramieniu mówiąc, że wszystko będzie dobrze- Przez ostatnie lata wiele się zmieniło. Dorosłaś, zamieszkałaś sama, usamodzielniłaś się...- zerknęła na mnie tym spojrzeniem, przez które nie wiem czy jest ze mnie dumna czy ma mi coś do zarzucenia. Mimo kilkunastu lat znajomości dalej nie mogę jej rozgryźć- Ale to nie oznacza, że nie jesteś już moją małą córeczką, która może do mnie przyjść z każdym problemem jaki stanie jej na drodze. Zdaję sobie sprawę, że ludzie się zmieniają, ty również. Niemniej jednak niektóre nawyki pozostają do końca niezmienne, więc nie myśl, że oszukasz starą matkę twierdząc, że wszystko jest w porządku skoro na pierwszy rzut oka widzę, że jest dokładnie na odwrót. 
- Mamo...- jęknęłam, pochylając się do przodu. Na szczęście w ostatnim momencie przypomniałam sobie o kawie, dzięki czemu nie zanurzyłam w niej włosów- Nie wyjdziemy stąd dopóki ci się nie wyspowiadam, prawda?
- To nie jest kościół, a ty nie jesteś przed pierwszą komunią żebym miała cię do czegokolwiek zmuszać. Jeśli chcesz możemy po prostu zjeść kawałek ciasta, a potem pójść do tego sklepu z książkami, o którym mi wczoraj opowiadałaś. Powinnam coś kupić babci zanim wyjedziemy. 
Kelner przyniósł nasze zamówienie, a ja wpatrywałam się w moją mamę jak sroka w kość, kiedy niespiesznie analizowała skład tortu, aby móc później namówić tatę do zrobienia takiego samego. Jej obojętna mina mówiła wszystko- albo powiesz mi teraz i będziesz miała to z głowy, albo dopadnę cię później. Wywróciłam oczami, bijąc się w duchu w pierś. Cudownie...
- Wiesz o czym tata rozmawiał z Niallem?- spytałam niewinnie, a niebieskie tęczówki mojej mamy zaświeciły się nowym blaskiem. Zupełnie tak samo jak u Adama, kiedy dostał swoją pierwszą deskorolkę. 
- Mój jedyny i niezmienny od ponad dwudziestu lat mąż nie dzieli się ze mną takimi informacjami. Poza tym jak przyprowadziłaś swojego pierwszego chłopaka... jak mu to było?
- Bartek- burknęłam, przypominając sobie moje wcześniejsze wybory. O czym ja wtedy myślałam kiedy chodziliśmy razem do kina?!
- Właśnie! Próbowałam wyciągnąć z niego co takiego mu powiedział, że uciekł bez pożegnania i więcej się nie pojawił, ale twój ojciec stwierdził, że to męskie sprawy i nic mi do tego. Mogę cię jedynie zapewnić, że jeśli faktycznie doszło do konfrontacji między nim, a Niallem to wyglądało to zupełnie inaczej niż zazwyczaj.
- To znaczy?- ściągnęłam brwi, nie widząc różnicy między tym jak zachował się Horan w porównaniu do innych.
- Obie słyszałyśmy jak mu się postawił i oświadczył prosto w twarz, że cię kocha, co moim zdaniem było bardzo przekonywujące. 
- Ale potem wyszedł- zaznaczyłam, na co moja mama się uśmiechnęła.
- I co z tego? Gdybyś nie była taka przejęta to zauważyłabyś, że ojciec był pod wrażeniem jego postawy. Może nie ogłaszał tego na lewo i prawo, ale możesz mi wierzyć, że tak było i dalej jest. Z kolei jeśli chcesz się dowiedzieć czemu twój chłopak wyszedł obiecując, że zadzwoni to już musi jego spytać- oznajmiła- Tak na marginesie, zadzwonił?- przytaknęłam, a jej uśmiech zrobił się jeszcze szerszy.
- Co cię tak cieszy?- zapytałam.
- Nic- wzruszyła ramionami- Niall zrobił na mnie dobre wrażenie, do tego Kate też go chwali i widzę po niej, że nie robi tego tylko dlatego, aby pomóc mu zaskarbić sobie nasze względy. Jestem zadowolona, że udało ci się znaleźć kogoś kto podkreśla na każdym kroku, że cię szanuje i dba o ciebie. 
- Tak sądzisz?
- Oczywiście!- nabrała kolejną porcję bitej śmietany na widelczyk- Pamiętam jak twój tata o mnie zabiegał. Twojemu dziadkowi dosłownie para z uszu wylatywała kiedy widział, jak łapiemy się za ręce lub skradamy pojedyncze cmoknięcia w policzek. Zupełnie tak jak ty i on na ostatniej kolacji. A kiedy przyszło do tej "męskiej rozmowy"- zrobiła cudzysłów w powietrzu i zaśmiała się pod nosem- zamknęli się w gabinecie babci i nie wychodzili przez dobrą godzinę.
- A co ty wtedy robiłaś?- i czemu wcześniej nie słyszałam tej historii?
- Płakałam z twarzą schowaną w poduszkę, ponieważ myślałam, że mój ukochany nie wróci stamtąd żywy. To była jedna z najgorszych chwil mojego życia. 
- Co było potem?- siedziałam jak na szpilkach, czekając na ciąg dalszy. To jest lepsze niż powieść, którą omawialiśmy ostatnio na zajęciach z panią Hudson! 
- Wyszli stamtąd jak gdyby nigdy nic, a następnym razem zobaczyłam się z twoim tatą po trzech dniach milczenia. Byłam przekonana, że ze mną zerwie. Ku mej radości w sobotę po południu, przyszedł do mnie z bukietem róż i zaprosił na kolację. Pamiętam to jak dziś. Wyobrażasz to sobie? Ja w starej piżamie, wyglądająca jak strach na wróble po przepłakanych nocach, a on w śnieżnobiałej koszuli i marynarce. 
- O Jezu...- wytrzeszczyłam na nią oczy. Teraz już wiem czemu mama zawsze powtarza, że należy o siebie dbać przez cały czas, bo nigdy nie wiadomo co nam się przydarzy. 
- Żeby tylko- machnęła ręką- Gdy go spytałam, czemu się nie odzywał oznajmił, że musiał sobie wszystko przemyśleć i doszedł do wniosku, że po tym co przeżył w tamtym gabinecie nie mam innego wyboru jak za niego wyjść. Po trzech latach zgodziłam się, a potem to już wiesz jak było.
- O Boże...
- Możesz zrzucać winę na wszelkie bóstwa, ale ja myślę, że to jego męski upór sprawił, że dziadek go nie zakopał za domem, dzięki czemu mogliśmy się pobrać. 
- To... to jest najlepsza historia miłosna jaką w życiu słyszałam!- uśmiechnęłam się szczerze po raz pierwszy od dłuższego czasu.
- Czasami nasze życie jest lepszą książką niż te, o których cię uczą- puściła mi oczko, po czym ujęła moje dłonie- Proszę cię tylko żebyś nie popełniła mojego błędu. Nie czekaj i weź sprawy w swoje ręce.
- Ale przecież ty nie zrobiłaś nic złego- odparłam zaskoczona jej wyznaniem- Ta opowieść ma swój happy end. Tata ci się oświadczył i...
- Twój ojciec to nie to samo co Niall- oznajmiła jakby znała go od zawsze- Oprócz tego, że jest uparty jak osioł to przy okazji kieruje nim egoizm. Niekiedy, ale jednak. Niall z kolei będzie stawiał twoje dobro ponad wszystko, dlatego nie masz gwarancji, że tym razem będzie można potwierdzić, że historia lubi się powtarzać. Nie pytaj skąd jestem o tym taka przekonana. 
- Czyli...- odwróciłam od niej wzrok i wytężyłam swój umysł- Twierdzisz, że on... że mnie zostawi?
- Uważam, że powinnaś do niego jechać i wyjaśnić wszystko. Nie mamy zielonego pojęcia co mu wczoraj naopowiadano, ale jeśli to co myślę to biedaczyna zachodzi teraz w głowę jak pogodzić dwie miłości swojego życia. 
 Gdyby nie fakt, że aż pięć lat zajęło mi oduczenie się obgryzania paznokci, w tym momencie wróciłabym do starego przyzwyczajenia, które stosowałam w stresujących sytuacjach. Ta była na tyle poważna, że pewnie nic by nie zostało z mojego czerwonego lakieru, który doradziła mi kosmetyczka. 
- Złapać ci taksówkę?

To były ostatnie słowa, jakie usłyszałam od mojej mamy zanim wybiegłam z cukierni. Teraz zatrzymałam się przed dobrze znanym mi domem i modliłam się żebym nie musiała opuszczać go ze zmiażdżonym sercem. 
- Cześć Gaba- w drzwiach przywitał mnie jak zwykle zaspany i z papierosem między zębami Zayn.
- Jest Niall?
- Jasne, widziałem go na tarasie. Wchodź- wpuścił mnie do środka i poprowadził przez dom. 
Gdy dotarliśmy do wielkiego okna wychodzącego na ogródek, zobaczyłam jak Liam obejmuje mojego chłopaka, a ten po chwili odwzajemnia jego gest.
Ekhem...- Malik odchrząknął aby zwrócić na nas ich uwagę- Nie chcę wam przeszkadzać gołąbeczki, ale jeden z was ma gościa.
Chłopcy niespiesznie się odwrócili, a gdy uchwyciłam spojrzenie Horana, zamarłam. Jego włosy były oklapnięte i odstawały tylko gdzieniegdzie od nerwowego poszarpywania za nie, a oczy były bez żadnego wyrazu. 
- To ja was zostawię- odezwał się gdzieś w oddali mego umysłu Payne, zwracając się ostatni raz do swojego przyjaciela zanim zniknął mi z pola widzenia- Pamiętaj co ci mówiłem.
Blondyn lekko skinął głową, po czym bez słowa usiadł na kamiennych schodkach. Nie do końca wiedziałam co powinnam zrobić. Gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że gdy mnie tylko zobaczy, rzucimy się sobie w ramiona i wyznamy miłość, ale najwidoczniej takie rzeczy dzieją się tylko w bajkach, które właśnie teraz zaczęłam nienawidzić. Ostatecznie zdecydowałam się zająć miejsce koło niego i wpatrywać się w drzewo oddalone od nas o kilkanaście metrów. Tym razem liczyłam na to, że na korze pokażą się słowa, które powinnam wypowiedzieć w takiej sytuacji, ale to by już podchodziło pod powieść typu science fiction i pewnie skończyłabym na obserwacji psychiatrycznej. 
- Nie miałaś być czasem z mamą na zakupach?- odezwał się cichym głosem, zupełnie jakbym słyszała ducha. Nie żebym kiedykolwiek jakiegoś spotkała i czy rozmawiała... z resztą nie ważne. 
- Byłam, ale skończyłyśmy wcześniej niż się spodziewałam, więc postanowiłam wpaść- odparłam- Nie jesteś zły, że odwiedziłam cię bez zapowiedzi, prawda?
- Oczywiście, że nie- pokręcił głową, wpatrując się w swoje splecione palce- Myślałem tylko, że może będziesz miała coś ciekawszego do roboty.
- Ciekawszego?- skupiłam na nim wzrok, a on zaczął przygryzać policzek od środka.
- No wiesz, pogadać na jakieś babskie tematy z Kate lub spędzić czas z bratem... Dawno się nie widzieliście. 
- Wolę być z tobą- odparłam pewnie. Chciałam się do niego przytulić, ale coś mnie powstrzymało.
- A co zrobisz gdy mnie nie będzie?- spytał, obracając twarz w moją stronę.
- Czemu miałoby cię nie być?
Chłopak uśmiechnął się smutno pod nosem, po czym pokręcił z rezygnacją głową.
- Twój tata miał rację- szepnął sam do siebie, ale zdołałam go usłyszeć.
- To znaczy?
- Gaba ja...- urwał nagle i złapał mnie za dłonie, przybliżając je do swoich ust i całując delikatnie- Nie wiem co mam zrobić.
 - Z czym?- zacisnęłam palce wokół jego- Zaczynasz mnie przerażać.
-  Pomyślałaś o tym co będzie jak wyjadę?
- Niby gdzie?- patrzyłam na niego, wstrzymując oddech. Za nic nie potrafiłam się skupić na tym co do mnie mówi, przez krew szalejącą w moich żyłach.
- Nie bądź naiwna- poprosił, choć w jego głosie można było usłyszeć odrobinę złości- W trasę. Na miesiąc, dwa...
- Przecież wrócisz. Poza tym jeśli tylko znajdę czas i będziesz miał ochotę żebym cię odwiedziła to mogę...
- To już nie będzie to samo- puścił moje dłonie, a ja poczułam się jakby ktoś wylał na mnie wiadro zimnej wody przez ogarniający mnie chłód- Teraz widujemy się codziennie. Nie umiem sobie wyobrazić co będziesz czuć kiedy nagle rozstaniemy się na dłużej niż kilkanaście godzin. Nie chcę tego wiedzieć.
Ja chyba śnię- pomyślałam i błagałam aby ktoś mnie uszczypnął, żebym mogła się zbudzić z tego koszmaru. To nie mogło się dziać naprawdę. Po prostu... nie.
- Co ja będę czuć?- powtórzyłam- Jakoś gdy wyjechałeś ostatnio w trasę z programu dałam sobie radę.
- To było coś innego- stwierdził, a ja po raz pierwszy w życiu miałam ochotę go uderzyć. 
- Wcale nie!- niemal krzyknęłam co zaskoczyło zarówno jego jak i mnie- Codziennie chodziłam spać zastanawiając się czy też już leżysz w swoim łóżku, a w ciągu dnia dumałam co robisz w danym momencie. Czy masz próbę, czy tylko wygłupiasz się z chłopakami, a Paul zwraca wam uwagę żebyście przestali. Kiedy kończyliśmy rozmawiać przez telefon, miałam ochotę wykręcić twój numer ponownie, bo już zdążyłam się stęsknić, a widząc filmy jak te wszystkie nastolatki wykrzykują twoje imię pod sceną bałam się, że spojrzysz na którąś z nich w takim sam sposób jak na mnie podczas finału. Mimo to wytrzymałam naszą rozłąkę, więc czemu tym razem miałoby być inaczej?
- Ponieważ tym razem będzie gorzej- stwierdził, bawiąc się w proroka przepowiadającego przyszłość ze szklanej kuli- Nie będę miał tyle czasu, bo dojdą wywiady, zdjęcia i inne obowiązki, z których będę musiał się wywiązać. 
- Czyli to koniec?- spytałam odruchowo.
- Koniec?
- Niall jeszcze chcesz ze mną zerwać to po prostu to zrób- tym razem nie oszczędzałam moich strun głosowych- Nie wiem i nie rozumiem do czego zmierzasz mówiąc mi to wszystko, ale zdecydowanie nie jest to coś na co liczyłam, dlatego gdybyś był tak łaskaw to powiedz mi szczerze o co ci do jasnej cholery chodzi!
- Ja sam tego nie wiem!- odpowiedział równie dobitnie, wyrzucając ręce górę- Już ci to tłumaczyłem.
- Gówno prawda!- warknęłam, a on spojrzał na mnie zaskoczony moim słownictwem.
- Gaba, posłuchaj...
- Nie to ty posłuchaj Niall!- wytknęłam go palcem, kiedy pod moimi powiekami zaczęły wzbierać łzy- Dajesz mi do zrozumienia, że po wydaniu waszej płyty wszystko się zmieni. Będziesz ciągle zajęty, w rozjazdach i może wyglądam na głupią, ale wbrew pozorom doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Nie wiem co masz na celu mówiąc mi te wszystkie rzeczy, ale sądziłam, że ja dałam ci jasno do zrozumienia, że dla ciebie jestem w stanie znieść wszystko. A wiesz dlaczego? Ponieważ cię kocham!- tym razem to ja przesadnie gestykulowałam, a on stał w miejscu skamieniały. Było mi już wszystko jedno. Po policzkach zaczęły mi spływać gorące łzy, a dłonie trząść się jakby na dworze było co najmniej minus dziesięć stopni- Nie wiem co ci nagadał mój tata, ale z twojej reakcji wywnioskowałam, że czujesz do mnie to samo, jednak mogłam coś źle usłyszeć. Powiedz, mylę się?
- Zwariowałaś?- spytał rozzłoszczony moim powątpiewaniem- Wykrzyczałem mu to prosto w twarz! Jak możesz po czymś takim przypuszczać, że nic do ciebie nie czuję?
- Bo zamiast wrzeszczeć na siebie nawzajem, powinieneś wziąć mnie w ramiona i zapewnić, że nie ważne co sądzą inni nam się uda bez względu na wszystko. Że mimo naszej rozłąki będziesz mnie dalej kochał, a kiedy wrócisz pozwolisz mi kochać cię jeszcze bardziej niż do tej pory, bo za każdym razem kiedy do siebie wracamy, dociera do mnie jak wielkie szczęście spotkało mnie, gdy podarowałeś mi to jedno spojrzenie tamtego grudniowego wieczoru. Nie ma znaczenia czy jest to jedna noc, tydzień czy miesiąc, ponieważ ja zawsze za tobą tęsknię- teraz to już wrzeszczałam na całego i nie obchodziło mnie jak muszę teraz wyglądać- Może moja matka się myliła twierdząc, że nie jesteś egoistą. Może jesteś jeszcze gorszy od mojego ojca, bo zamiast stawić czoła temu co nadejdzie wolisz mnie zostawić, zanim dopadnie cię poczucie winy, że wyjechałeś na tak długo, a ja jestem tu sama. Jeśli w ogóle miałbyś jakieś wyrzuty sumienia. 
- Przestań! Nie mogę tego słuchać!- zaczął się kierować w moją stronę, a gdy byłam na wyciągnięcie jego ręki, chwycił mnie za ramię i przyciągnął do siebie- Nigdy więcej nie waż się mówić, że nic do ciebie nie czuję, zrozumiano? Niech ci to nawet przez myśl nie przejedzie!
- J-ja... ja już nie wiem co powinnam o tym wszystkim sądzić- odwróciłam głowę, aby uwolnić się o jego przenikliwego wzroku.
- Spójrz na mnie- rozkazał, ale widząc brak jakiejkolwiek reakcji z mojej strony, jego głos nieco złagodniał- Proszę cię Gaba. Spójrz na mnie. Błagam...
Moim ciałem wstrząsnął szloch słysząc jego udrękę. Byłam w kompletnej rozsypce. Zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać jeśli odważę się otworzyć oczy i zmierzyć się z tymi błękitnymi tęczówkami, które śnią mi się co noc. 
Chłopak pociągnął mnie lekko za podbródek i oparł swoje czoło o moje, ciężko wzdychając.
- Kochanie nie płacz. To mnie zabija. Świadomość, że jesteś przeze mnie nieszczęśliwa jest nie do zniesienia. 
- N-nikt mnie nie uszczęśliwia t-tak jak ty- wydukałam, oplatając ramiona wokół jego talii. 
Wszystkie jego mięśnie napięły się w jednej chwili, a zaraz potem poczułam jak scałowuje łzy, które zostawiają słone ścieżki na mych zaróżowionych policzkach.
- No dalej- ponaglał mnie, kierując się w stronę ust- Chcę zobaczyć te piękne oczy, w których zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Możesz mi je pokazać?- potarł nosem o mój nos i cmoknął mnie delikatnie w usta. Powoli uniosłam powieki do góry, a on ciepło się uśmiechnął- Tak, to one. Dokładnie takie same jak je zapamiętałem.
- Niall...
- Ciii...- przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze- Nic nie mów. Teraz moja kolej- oświadczył, całując mnie delikatnie- Twój tata ma rację. Nie jestem w stanie cię zapewnić, że będę przy tobie za każdym razem kiedy będziesz tego potrzebowała. Niekiedy będzie tak, że sama będziesz musiała się z czymś zmierzyć, ale pamiętaj, że ja zawsze będę cię wspierał mimo odległości, która będzie nas dzielić. Wszyscy myślą, że jesteś słaba, ale to nieprawda. Jesteś sto raz silniejsza ode mnie, ponieważ kiedy ty będziesz tutaj robiąc to co do ciebie należy mimo moje nieobecności, ja będę wariował z tęsknoty. Powiedziałem to twojemu ojcu, a teraz czas na ciebie- jesteś moim szczęściem i nie zrezygnuję z ciebie dopóki będziesz mi pozwalać cieszyć się tobą. Kocham cię. Nigdy więcej w to nie wątp. Sprawiasz mi tym większy ból, niż gdybyś trzymała się ode mnie z daleka. Jedyne na czym mi zależy to żebyś zdawała sobie sprawę co do ciebie czuję.
Złączyłam nasze usta i kompletnie zatraciłam się w pocałunku. Był on zupełnie inny niż wszystkie, które do tej pory razem dzieliliśmy. Zupełnie jakbyśmy wkroczyli na nowy poziom okazywana sobie uczuć. Nie było w nim nic słodkiego czy niewinnego. Przepełniała go pasja, w kompletnie nowym tego słowa znaczeniu.
- Kocham cię- jęknęłam, przytłoczona miłością, którą go darzyłam.
- Ja ciebie bardziej- odparł, zaciągając się życiodajnym powietrzem.
- Nie prawda- nie zgodziłam się z nim, a on przygryzł wargę słysząc moje słowa.
- O takie rzeczy możemy się kłócić.

Mieszkanie Kasi i Gaby 

       Możecie wyobrazić sobie moje zaskoczenie, kiedy zostałem przywitany w mieszkaniu Kate przez chłopaka, którego nigdy wcześniej nie widziałem, za to on wydawał się wiedzieć o mnie zadziwiająco dużo.
- Czyli to ty jesteś Harry- zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu, przez co poczułem się nieswojo.
- Tak, na to wygląda- utwierdziłem go w przekonaniu, że się nie pomylił. Co tu się dzieje?
- Harry?- powtórzył mężczyzna w średnim wieku, mrużąc na mnie oczy.
- Nowy chłopak Kaśki- odezwał się ponownie młodszy, a ten drugi przyjął taką postawę jakby miał mnie zaraz pogrzebać żywcem. Przecież jeszcze nic nie zrobiłem! 
- Och kochanie, nie patrz tak na niego. Wystarczy, że wczoraj jednego pogoniłeś- z salonu wyłoniła się kobieta ubrana w elegancką sukienkę i wyciągnęła do mnie rękę- Witaj Harry. Jesteśmy rodzicami Gabrysi, a to jej brat Adam.
- Mi również miło państwa poznać- uścisnąłem jej lekko pomarszczoną dłoń- Zastałem może Kate?
- Jest u siebie. Niedawno wróciła z pracy- poinformowała mnie, łapiąc swojego męża pod rękę- Możesz jej przekazać, że wychodzimy i wrócimy dopiero wieczorem?
- Oczywiście.
- Dziękuję mój drogi- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie i pociągnęła swojego męża w stronę drzwi. Adam z kolei pożegnał się słowami "Jest moja", wskazując ruchem głowy na drzwi do jednej z sypialni, zza których można było usłyszeć dźwięki gitary. 
 Kiedy wyszli, nieco zdezorientowany całą sytuacją ruszyłem do pokoju Kate. Zapukałem kilka razy, ale z racji tego, że nikt mi nie odpowiedział, postanowiłem się wprosić. 
Dziewczyna siedziała do mnie tyłem na swoim łóżku, a wokół niej rozłożonych było mnóstwo kartek zapisanych czarnym atramentem. Z koka, który zdobił jej głowę wystawał długopis, a po chwili pisania czegoś przed sobą dodała do niego ołówek. Jak zwykle była w swoim świecie i może gdyby zaczęło się palić to ocknęłaby się ze swojego transu
Uwielbiałem słuchać jak gra. Była tym tak pochłonięta i oddawała całą siebie temu co robiła, że wydawało się to wręcz nieprawdopodobne. Słyszałem wiele piosenek i widziałem wielu artystów śpiewających na żywo, ale żaden z nich nie wywoływał u mnie takich doznań jak ona. Bez względu na to co prezentowała, potrafiła się wczuć w muzykę jak nikt inny. Nawet gdyby śpiewała w nieznanym mi języku, mógłbym bez problemu stwierdzić czy dany utwór opowiada o czymś szczęśliwym, czy jest to przepełniona smutkiem historia. Tworzyła z nim jedną całość, a dzięki ruchom jej ciała, mimice i modulacji głosu, człowiek stawał się częścią całego przedstawienia. Zupełnie tak jakby sam już kiedyś przeżył to o czym śpiewa. 
Podszedłem bliżej i usiadłem za nią, obejmując ją w talii.
- Nie przestawaj- poprosiłem, szepcząc jej do ucha. Zrobiła to co chciałem i z nikłym uśmiechem na ustach kontynuowała. 

The time that I've taken
I pray is not wasted
Have I already tasted my piece of one sweet love?

Sleepless nights you creep inside of me
Paint your shadows on the breath that we share
You take more than just my sanity
You take my reason not to care
No ordinary wings I'll need
The sky itself will carry me back to you
The things I dream that I can do I'll open up
The moon for you
Just come down soon...

Kiedy skończyła przez moment panowała cisza, a ona wpatrywała się w tekst przed sobą, który na moje oko i tak już doskonale znała. Jej wzrok przesuwał się ze jednego słowa na drugie, po czym odwróciła głowę i przeniosła go na mnie. 
- Podobało ci się?- spytała opierając głowę na moim ramieniu.
- Wszystko co piszesz mi się podoba. Masz niesamowity talent- zaśmiała się cicho, a ja ucałowałem ją w szyję- To o nas? O naszej ostatniej rozmowie?
- Ktoś tu odrobił lekcję i nauczył się czytać między wierszami.
- Cieszę się, że dostrzegasz moje postępy- odparłem, spoglądając na zapisane jej charakterystycznym pismem słowa.
- Odkąd cię poznałam, widzę wszystko co robisz Harry.
- Czy to nie ja powinienem mówić ci takie romantyczne rzeczy?
- Prawdopodobnie- przyznała- W takim razie weź się do roboty Styles!- klepnęła mnie zaczepnie w ramię.
Oparłem brodę na jej ramieniu i zacząłem czytać na głos słowa, które szczególnie zwróciły moją uwagę.
- I undress my mind and dare you to follow. Paint a portrait of my mystery. Tak, to zdecydowanie jest o naszym ostatnim wieczorze- stwierdziłem pewnie, po czym czytałem dalej- Sleepless nights you creep inside of me. Cóż mogę powiedzieć? Mam nadzieję, że twoje myśli są równie gorące i perwersyjne co moje.
- Jeśli masz zamiar robić sobie z tego żarty to lepiej się zamknij- ostrzegła mnie, choć usłyszałem w jej głosie nutkę rozbawienia. Mimo wszystko wolałem nie ryzykować. 
You take more than just my sanity. Ten fragment dotyczy nas oboje.
- Odbieram ci rozsądek?- spytała zdziwiona. 
- Odkąd przekroczyłem próg tego pokoju nie wiem jak się nazywam- przyznałem- Dobra, co my tu mamy dalej... Your unexpected love provides my solitary's suicide, oh I wish I knew. Czyli, że...
- No dawaj Styles. Wysil się trochę.
- Chyba wolałbym w tym wypadku nie palnąć żadnej głupoty. 
Kate westchnęła cicho i utkwiła we mnie swoje zniewalające spojrzenie, powodując gęsią skórkę na moim karku. 
- Chodziło mi o to, że może gdybym...- przerwała. Patrzyła na mnie przez chwilę po czym odwróciła twarz w stronę okna- Gdybym wiedziała co się stanie, jeśli postawię wszystko na jedną kartę już dawno bym to zrobiła.
- A co się stało?- spytałem, skłaniając ją aby ponownie na mnie spojrzała. Złapaliśmy kontakt wzrokowy, kiedy przyłożyłem dłoń do jej policzka i zacząłem go delikatnie pocierać kciukiem.
- Uśmierciłeś moją samotność Harry.
Szczerość, która od niej biła sprawiła, że zabrakło mi tchu. Od czasu kiedy się przede mną otworzyła, nie umiałem postrzegać jej tak jak przedtem. Na początku naszej znajomości miałem ją za zimną i niezwykle wyrachowaną kobietę, która stąpa twardo po ziemi. Wydawało mi się to niesamowicie seksowne i pociągające, ale im lepiej ją poznawałem tym mój podziw dla niej stawał się jeszcze większy. Po tym wszystkim co przeszła, potrafiła stanąć na nogi. Odbić się od dna i osiągnąć sukces, o jakim inni nawet nie śmią marzyć. 
Czułem się niezwykle zaszczycony kiedy zdałem sobie sprawę, że udało mi się zdobyć jej zaufanie i usłyszeć jej historię od niej samej. Stanowiło to dla mnie większą nagrodę niż wygranie w lotto czy nawet podpisanie kontraktu. 
Teraz kiedy wpatrywała się we mnie nie ukrywając żadnych emocji, dostrzegałem jej prawdziwe oblicze. Przestraszonej i samotnej dziewczyny, która chowa się przed światem na wszelkie sposoby. I właśnie to sprawiło, że pokochałem ją bardziej niż kogokolwiek innego na świecie. 
- Kate, ja... nie wiem co mam powiedzieć- choć pewnie powinienem wyznać jej to co przed chwilą pomyślałem. 
- Nie musisz nic mówić- uśmiechnęła się ciepło- Wystarczy jak ze mną będziesz.
- Będę- odparłem, zapewniając ją, że nie tylko zostanę w jej pokoju, ale również w jej życiu- Dopóki tego chcesz.
- Chcę. Bardzo.
Spojrzałem na jej blade usta i nie mogłem się powstrzymać aby ich nie pocałować. To co czuję za każdym razem kiedy pozwala mi ich dotknąć i posmakować jest nieprawdopodobne. Cały świat przestaje istnieć, a ja mam wrażenie, że przenoszę się do zupełnie innej czasoprzestrzeni. Moje dłonie automatycznie szukają odsłoniętego skrawka jej skóry, aby być jeszcze bliżej. Żeby poczuć ją jeszcze wyraźniej. 
Brunetka niechcący pociągnęła za struny co sprawiło, że przez pokój przeszedł bliżej nieokreślony dźwięk. 
- Cholera- przeklęła, patrząc w dół- Chyba powinnam ją odłożyć zanim je przez ciebie pozrywam.
- To ta gitara, którą dostałaś od swojego taty?.
- Skąd wiesz?- spytała zaskoczona, co dowodziło tego, że zgadłem.
- Nigdy nie przyniosłaś jej ze sobą do studia, więc wnioskuję, że musi być wyjątkowa.
- Owszem, jest- odparła, odstawiając ją pod okno- Piszę na niej tylko moje piosenki.
- Twoje?
- Takie, które opowiadają o moim życiu- wyjaśniła- Nic co skomponowałam przy jej użyciu nie trafi do sprzedaży.
- Czyli nigdy nie usłyszę w radiu One Sweet Love?
- Nie- potwierdziła moje przypuszczenia- Kończę jedną piosenkę i zabieram się za drugą, a ta poprzednia przepada. Można powiedzieć, że w pewien sposób ginie.
Nie mogłem powstrzymać przeczucia, że wcale nie miała na myśli utworów, które tworzyła dla samej siebie. Właściwie to byłem pewny co, a raczej kto przyszedł jej do głowy. 
- Wiesz, że to nie była twoja wina?
- Będziesz mi to codziennie powtarzał?- założyła ręce na piersi wyraźnie poirytowana moim pytaniem. Nie sądziłem, że wyprowadzenie jej z błędu będzie takie trudne, ale z drugiej strony, co związanego z nią przychodzi łatwo?
- To, że twoi rodzice zginęli...
- Harry przestań!- przerwała mi- Nie chcę więcej o tym słuchać. Bądź tak dobry i nie wspominaj o tym więcej. Nie powiedziałam ci tego po to, żebyś zadręczał mnie tym każdego dnia.
- Przepraszam- westchnąłem i wyciągnąłem do niej rękę, którą po chwili wahania przyjęła. Usiadła mi na kolanach i przeczesała moje włosy. Uwielbiam kiedy to robi.
- Spraw tylko żebym nie żałowała mojej decyzji, dobrze? O nic więcej cię nie proszę.
- Nie musisz się o to martwić.
- Dzięki- uśmiechnęła się wdzięcznie- A teraz...- przyciągnęła mnie do siebie, chwytając moją koszulkę- Wykorzystajmy czas, że jesteśmy sami, dopóki nie wrócą rodzice Gaby. Co ty na to?
- A właśnie!- przypomniałem sobie nagle Adama- Możesz mi wyjaśnić, czemu kolejny facet mówi mi, że jesteś jego?
- Każdy ma prawo marzyć.
Puściła do mnie oczko i popchnęła na łóżko. Potem... CENZURA!!!