15 lipca 2014

15

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Każda podjęta decyzja ma wpływ na naszą przyszłość, nawet jeśli wydaje się ona mało znacząca. Weźmy na przykład takie buty. Niby nic nadzwyczajnego, ale większości z nas znalezienie odpowiedniej pary zajmuje co najmniej kilka godzin. Wybór wcale nie jest prosty. Mamy kilka opcji do wyboru:

1. Stawiamy na wygodę, a nie na to jak wyglądamy.
2. Bardziej interesuje nas wygląd niż komfort.
3. Zależy nam na jednym i drugim. 

 Decydując się na pierwsze rozwiązanie można powiedzieć, że dokładnie wiemy czego chcemy i nie obchodzi nas co reszta sobie pomyśli gdy zobaczy na naszych stopach obuwie z zeszłorocznej kolekcji, w dodatku mało atrakcyjne. Drugi wariant przeznaczony jest dla ludzi, którzy bardziej dbają o opinię ogółu niż o własne dobro. Choćby mieli sobie nogi połamać po zrobieniu trzech kroków i tak wolą to, niż czuć na sobie krzywe spojrzenia przechodniów na ulicy. Ostatnia alternatywa wydaje się najlepsza i najbardziej racjonalna. Każdy by chciał mieć jedno i drugie, dzięki czemu czułby się swobodnie. Niestety wymaga to nie lada poświęcenia oraz wielu lat poszukiwań. Czasami jednak nie można mieć wszystkiego.
 Pewnie zastanawiacie się czemu użyłam słowa "lata". Niektórzy z was pomyśleli- "Dziewczyno! Jak tobie tyle zajmuje znalezienie pary trampek to na co dzień chodzisz na bosaka?". Oczywiście, że nie! Analizując jeszcze raz mój mały wywód na temat zwykłych butów, ale tym razem zamieniając słowo "buty" na "związek" okaże się, że wspomniane wcześniej lata wcale nie są pomyłką czy przejęzyczeniem. Kolejna myśl- "Ona zwariowała... Jak można porównać buty do związku?". Otóż można! Znam wiele par i każda przedstawia jeden z trzech poniższych typów wyboru, które są niemal identyczne jak te przy wcześniej przytoczonym przykładzie:

1. Wygoda ponad wszystko!- nie ma znaczenia czy mój partner przypomina Davida Beckhama, czy Danny'ego DeVito. Ważne, że się dogadujemy i jest nam razem dobrze.
2. Nie ważne co mówisz, ważne jak wyglądasz- jeśli nie pasujesz do mojej torebki na przyszły tydzień to możesz spadać. Bez znaczenia jest ile razy dziennie mówisz, że mnie kochasz.
3. Pan idealny- nie dość, że dobrze się prezentuje, to jeszcze prawi ci komplementy na każdym kroku. Chodząca perfekcja. 

 Właśnie o to mi chodzi. Ludzie szukając swojej  drugiej połówki kierują się różnymi wyznacznikami. Dla jednych priorytetem będzie to jak są traktowani nie tylko od święta, ale i na co dzień, a dla drugich ważne jest jak wyjdą razem na zdjęciu, które będą chcieli opublikować na facebooku. Wydaje się, że opcja numer trzy jest absolutnym zwycięzcą w tym rankingu, ale nic w życiu nie jest takie proste. Gdzie szukać księcia z bajki, o którym czytano nam w dzieciństwie? Czy tacy mężczyźni w ogóle istnieją? Co jeśli istnieje jeszcze jeden fason naszych wymarzonych szpilek? 
 Ile razy zdarzyło się wam, że przymierzając coś w sklepie leżało jak ulał, a dopiero po kilku dniach użytkowania okazało się, że ma swoje wady. Tu się ciągnie, tam obciera... Podobnie jest z większością związków. To co na początku sprawia wrażenie "uszytego na miarę", po upływie czasu okazuje się chińską tandetą. Bywa jednak tak, że gdy zaciśniemy zęby i rozchodzimy ulubione sandałki, dopasują się one do nas. Tak też było ze mną i Harry'm. Dwoje na pozór pasujących do siebie ludzi okazuje się przeciwieństwami, które mimo wszystko się przyciągają. Po wylaniu kilku łez i głośnej wymianie poglądów odkrywają wspólne cechy. To co kiedyś stanowiło bezwzględne przeciwwskazanie do bycia razem połączyło ich ze sobą, pokazując jak dobrze są zgrani. Przynajmniej dopóki nie pęknie pierwsza nitka...
 Tym razem postanowiłam nie dopuszczać do siebie złych myśli, a wszelkie czarne scenariusze wyrzucić za okno. Nie ukrywam, że przychodzi mi to z wielkim trudem. Zawsze starałam się być przygotowana na każdą ewentualność, zwłaszcza tą złą, ale dokąd mnie to doprowadziło? Za każdym razem gdy chciałam się na coś zdecydować, oglądałam się po sto razy za siebie, sprawdzając czy aby na pewno nikt nie spiskuje za moimi plecami. Sama się dziwię, że nie popadłam jeszcze w paranoję. Chociaż... może powinnam wrócić na terapię? 
 Realizując swoją misję o niezwykle banalnej jak na mnie nazwie "Troski na bok, uśmiech na twarz", siedziałam w wysłużonym fotelu delektując się płytą zespołu Coldplay i wspominałam wczorajszy wieczór. Szybko zdałam sobie sprawę, że naprawdę jestem psychicznie chora. Albo przez cały czas szczerzyłam się jak mysz do sera albo rumieniłam na policzkach gdy tylko kolejna scena z poprzedniej nocy stawała mi przed oczami. Być może niedługo odkryłabym kolejne stadium mojej choroby, ale z wnikliwych badań wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Niespiesznym krokiem podeszłam do drzwi i bez uprzedniego sprawdzania kto za nimi stoi otworzyłam je na oścież. Powinnam przemyśleć to następnym razem, bo gdy ktoś bez ostrzeżenia przyparł mnie do ściany i zaczął namiętnie całować, nie wiedziałam czy szukać wolną ręką wazony aby obezwładnić napastnika czy poddać się chwili. Na szczęście od razu rozpoznałam zachłanne wargi które mogły należeć tylko i wyłącznie do jednej osoby.
- Tęskniłem...- zamruczał swoim ochrypłym głosem do mojego ucha, a moje serce zaczęło bić jeszcze szybciej niż do tej pory. Lepiej niech się nie odsuwa za daleko, bo mogę nie być w stanie utrzymać go sama w klatce piersiowej.
- W-widzę...- zachłysnęłam się powietrzem, którego nie zdążyłam nabrać przed obezwładniającym atakiem.
- A ty? Tęskniłaś?
Jego zęby delikatnie zacisnęły się na płatku mojego ucha, przechodząc płynnie wzdłuż linii żuchwy i kończąc na szyi. Przygryzłam wargę, zamykając oczy co wyłączyło niepotrzebny mi w tej chwili zmysł wzroku, za to pozwoliło w pełni skupić się na tym niesamowitym doznaniu. Sądziłam, że nie muszę odpowiadać na to pytanie, jednak chłopak miał inne zdanie na ten temat.
- Więc?- odsunął się ode mnie minimalnie. Zamiast mówić wolałam mu pokazać co czułam przez ostatnie kilka godzin, ale gdy tylko próbowałam się do niego zbliżyć ten odsuwał się coraz dalej- Chcę to usłyszeć.
Zmarszczyłam brwi i skrzyżowałam ręce na piersi. Nie lubię gdy nie dostaję tego czego chcę, dlatego w ramach kary postanowiłam nie udzielać odpowiedzi w żadnej formie. Obróciłam się na pięcie i skierowałam do salonu, gdzie wciąż cicho leciała znana mi melodia. Właśnie zaczynał się siódmy utwór. Kocham tą piosenkę!
Harry podążył za mną i nim zdążyłam spocząć na zajmowanym wcześniej przeze mnie miejscu, zostałam pociągnięta do tyłu przez co wpadłam wprost na niego.
- Nie ładnie tak odchodzić, gdy ktoś chce z tobą porozmawiać. 
- Jesteś tu od dwóch minut i już zaczynasz mnie wkurzać...- oznjamiłam.
- Dokładnie to dwie i trzydzieści sześć sekund- odparł, spoglądając na zegarek- Już trzydzieści siedem! Trzydzieści osiem, dziewięć...
- Umawiam się z siedmiolatkiem- pokręciłam z niedowierzaniem głową, kiedy on uważnie obserwował poruszającą się wskazówkę- Chyba mi odbiło...
- Dopiero teraz się zorientowałaś?- oderwał wzrok od sekundnika i przeniósł go na mnie.
- Że zachowujesz się jak dziecko, czy że postradałam zmysły?
- Nie jestem aż tak dziecinny- musnął swoimi wargami o moje, jakby chciał to udowodnić- Poza tym pamiętam jak na mnie patrzyłaś gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy.
- Niby jak?- spytałam zaciekawiona.
- Z takim pożądaniem- rozmarzył się, a ja po raz kolejny doszłam do wniosku, że mam do czynienia z wariatem.
- Z tego co ja pamiętam to ty wyraziłeś swoją pochlebną opinię na temat mojego tyłka gdy wychodziłam z windy.
- To był widok!- uśmiechnął się łobuzersko, przesuwając swoją dłoń w kierunku moich pośladków, co mu udaremniłam chwytając go za nadgarstek- Ej!
- Może i jesteśmy oficjalnie razem, ale to nie znaczy, że wszystko ci wolno- puściłam do niego oczko. 
- Właśnie mi o czymś przypomniałaś. Musimy porozmawiać.
- Już składasz zażalenia?- uniosłam do góry brwi.
- Na razie nie- usiadł na kanapie i pociągnął mnie na swoje kolana. Automatycznie na mojej twarzy pojawił się uśmiech gdy objął mnie ramieniem, a ja mogłam bez problemu wtulić się w jego ciało. Jeszcze nigdy ta pozycja nie była dla mnie tak wygodna- Darowałem ci wczoraj, ale dzisiaj chcę żebyś byłam ze mną szczera.
- Co chcesz wiedzieć?
- Czemu zmieniłaś zdanie?
Styles wpatrywał się we mnie z śmiertelnie poważną miną. Widać było, że zależało mu na tym aby dowiedzieć się, co się nagle zmieniło, ale ja nie wiedziałam jak mam odpowiedzieć. Sama do końca nie wiedziałam co takiego się stało, że postanowiłam spróbować.
- Ciężko stwierdzić- odparłam wzruszając ramionami- To nie jest takie proste.
- Może uda ci się to jakoś wytłumaczyć.
- Harry...- jęknęłam, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. Uwielbiam zapach jego perfum. Czemu powietrze wokół mnie nie może tak pachnieć cały czas?
- Proszę- ujął moją dłoń i zaczął całować każdy knykieć po kolei- To dla mnie ważne.
Z niezadowoleniem uniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy. Jego zielone tęczówki wpatrywały się we mnie z wyczekiwaniem. Z każdym kolejnym mrugnięciem stawały się coraz bardziej wyraziste, a ja uwielbiałam przyglądać się w nich swojemu odbiciu. W żadnych innych nie wyglądałam tak dobrze. 
Odgarnęłam uparcie opadający kosmyk włosów z jego czoła, po czym opuszkami palców zjechałam na policzek aż dotarłam do malinowych warg. Przesuwałam po nich wzrokiem, starając się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół. 
- Myślę, że w końcu zauważyłam jak wiele ważnych chwil mnie omija- zaczęłam odkrywać prawdę nie tylko przed nim, ale i przed samą sobą- Inni oddaliby wszystko żeby być na moim miejscu i cieszyć się każdą chwilą spędzoną z kimś komu na nich zależy. Kto się o nich troszczy i chce sprawiać aby uśmiech nie schodził z ich twarzy. Znaleźć kogoś takiego jak ty- westchnęłam czując, że powinnam dodać coś jeszcze- Uważam, że nie zasługuję na szczęście. Nie zasługuję na ciebie. Boję się, że jeśli odważę się po nie sięgnąć spotka mnie kara za to, że próbuję wziąć coś co nie jest przeznaczone dla mnie.
- Jak możesz tak myśleć?- popatrzył na mnie z niezrozumieniem- Należy ci się wszystko co najlepsze!
- To twoja opinia- uśmiechnęłam się do niego smutno- A teraz jeśli możesz pocałuj mnie.
Brunet nachylił się w moją stronę, ale nim zetknął nasze usta razem zastygł w miejscu.
- Czemu ty tego nie zrobisz?
- Wtedy to ja dopraszałabym się o chwilę radości, a tak poniekąd ona sama przychodzi do mnie- wyjaśniłam.
- Wiesz, że to działa w dwie strony?- spytał, a ja westchnęłam ciężko.
- Chyba dalej nie rozumiesz...
- Rozumiem- zapewnił, po czym całował mnie tak długo aż palące uczucie w naszych płucach zmusiło nas do oderwania się do siebie. Gdy udało mu się uspokoić oddech powiedział- Następnym razem chcę żeby moje szczęście przyszło do mnie samo.

Dom One Direction

       Kto by się spodziewał, że mój plan wypali w stu procentach? No dobra. Główne zasługi przypadają Gabie, ponieważ to ona zorganizowała większą jego część, ale mój udział też miał spore znaczenie i niech lepiej nikt tego nie neguje. 
 Siedzieliśmy wszyscy razem w kuchni, tocząc zaciętą walkę z książką kucharską. Wydawało mi się, że jest napisana w zupełnie obcym języku. Niby wszystko jasne i proste, ale jakoś naleśniki znajdujące się na moim talerzu nie wyglądały ta jak na zdjęciu obok przepisu. Spojrzałem na okładkę i po przeczytaniu "made in China" rozwiązałem zagadkę czemu moje śniadanie bardziej przypominało przeżute przez psa danie niż przysmak prosto z Ameryki. 
- Kiedy wraca Hazza?- spytał załamanym głosem Niall, który cierpiał najbardziej z nas wszystkich. Z racji tego, że nasz nadworny kucharz wrócił dopiero nad ranem, co wiązało się z brakiem kolacji i zaraz z samego rana wybiegł z domu bawiąc się w rannego ptaszka, biedny Horan przeżywał najdłuższą głodówkę swojego życia. Nawet obecność jego ukochanej nie mogła mu tego zrewanżować. Z resztą ona wcale nie wyglądała lepiej od niego.
- Nie wiem, ale lepiej żeby zbyt długo nie zwlekał- odparł Liam, który jak na Daddy'ego Direction przystało, postanowił nas nakarmić. Dobry z niego chłopak, ale jeśli będzie w przyszłości gotował dla swoich dzieci to ktoś może oskarżyć go o złą opiekę nad nimi. Takie wychudzone i mizerne pyszczki... 
- Pewnie siedzi z G.
- Wróciłem!- usłyszeliśmy krzyk dobiegający z korytarza. Po chwili w progu staną uśmiechnięty od ucha do ucha Styles, a jego śnieżnobiałe zęby aż raziły po oczach. 
- Dzięki ci Panie!- wzniósł do nieba swe ręce blond przyjaciel, by zaraz potem rzucić się z rozpostartymi ramionami na swojego młodszego kolegę- Nawet nie wiesz jak tęskniłem!
- Za mną czy za jedzeniem?- spytał retorycznie Loczek.
- Jak możesz mnie tak nisko oceniać?!- oburzył się.
- I przy okazji moje zdolności kulinarne- wtrącił się Payne- Nie było takie złe, prawda chłopaki?
- Powinieneś iść na kilka lekcji do Marthy Stewart- poradziłem mu, za co w nagrodę pokazał mi swój język. Niefajny widok.
- Zanim nakarmisz głodujących i napoisz spragnionych, lepiej opowiedz jak poszło wczoraj z Kate. Zaliczyłeś ją?
- Zayn!- Gaba nagle wróciła do świata żywych zbulwersowana jego wypowiedzią. Uporczywe burczenie w brzuchu zeszło na drugi plan- Co ty sobie wyobrażasz? Kasia by w życiu...
- Żebyś się nie zdziwiła- przerwał jej Malik, uśmiechając się łobuzersko do Harry'ego- Dawaj stary! Mi możesz powiedzieć, a nimi się nie przejmuj.
- Nie wiem co ty wyrabiasz ze swoimi dziewczynami, ale ja mam dla nich trochę więcej szacunku.
- Cienias- prychnął pod nosem Mulat.
- Przecież powiedział, że trochę!- wywrócił oczami Niall- Możesz nam już coś ugotować?
- Czyli jednak się działo!- klasnął w dłonie uradowany- Zdradź chociaż jeden pikantny szczegół.
- Wiecie, że Kate zabiłaby was gdyby usłyszała tą rozmowę?- zasugerował im odejście od tego tematu Li, ale byli głusi na jego rady.
- Z tego co widzę to jej tu nie ma. Poza tym nie znam nikogo kto by jej o tym doniósł. A ty?- popatrzył na niego wymownie, po czym przeniósł wzrok na mnie.
- O co ci chodzi?- spytałem nie rozumiejąc czemu ja znalazłem się na jego celowniku- Przecież się nic nie odzywam!
- Może właśnie w tym problem.
- Udało mi się wczoraj uniknąć śmierci w męczarniach, więc nie mam zamiaru ryzykować drugi raz- rozłożyłem ręce w geście obronnym. 
Wziąłem z blatu niedokończoną herbatę i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Im mniej się dowiem, tym mniej będę winny w przyszłości. Prosta kalkulacja.  
- Zaczekaj!- usłyszałem za sobą ochrypły głos, a jego właściciel już po chwili szedł ze mną ramię w ramię.
- Co jest?
- Nie miałem okazji ci wczoraj podziękować- zaczął przyciągając mnie do ciebie i klepiąc po plecach.
- Nie ma za co. Jeśli możesz to obchodź się ze mną delikatniej, bo chyba nie chcesz żeby twoja ulubiona koszulka zachlapała się zimną herbatą- uśmiechnąłem się do niego krzywo- Jeśli to wszystko to pozwól, że udam się na popołudniową drzemkę.
- Louis...- chłopak złapał mnie za ramię, gdy stawiałem stopę na pierwszym stopniu schodów. Cofnąłem się o krok i obróciłem w jego stronę- Chciałem cię też przeprosić.
- Za co?
- Za ukrywanie tego wszystkiego przed tobą- machnął niedbale rękami jakby chciał pokazać ogrom tajemnicy, która spoczywała na jego barkach- Powinienem ci powiedzieć.
- Ale tego nie zrobiłeś- odparłem.
- Jesteś na mnie zły?- spytał, ze smutną miną. Jak ja nienawidzę gdy tak na mnie patrzy!
- Nie, ja tylko...- przeczesałem wolną ręką niesforne włosy, które wymagały natychmiastowej interwencji wody i szamponu- Ciężko jest mi się pogodzić z faktem, że stwierdziłeś, że nie możesz mi w pełni zaufać.
- Słucham?- spojrzał na mnie zdumiony- Nigdy tak nie pomyślałem! Kto ci nagadał takich głupot?
- Nikt. Mimo to tak się poczułem.
Harry kilkakrotnie otwierał usta tylko po to by je od razu zamknąć. Było mi go żal, gdy musiałem go obserwować tak przygnębionego jednak nic nie mogłem na to poradzić. Chciałem mu pokazać jak wiele bólu mi sprawił swoim brakiem zaufania do mnie. Przecież jestem jego pieprzonym przyjacielem! 
- Dobra- westchnąłem nie mogąc już dłużej być świadkiem tej udręki- Powiesz mi teraz wszystko jak na spowiedzi i będziemy kwita.
- Jasne- uśmiechnął się nieco, co wskazywało na minimalną poprawę humoru.
- Jak długo to trwało?
- Ale co?
- To ty mi powiedz- założyłem ręce na piersi- Tłumacz się kochasiu! 
- Więc...- potarł dłonią nerwowo o kark- W sumie to wdaliśmy się w taki tam mały romans kilka tygodni temu. Jeśli można to tak w ogóle nazwać.
- Kilka tygodni?!- powtórzyłem, nie dowierzając w to co słyszę- Okłamywałeś mnie przez tak długi okres czasu?!
- Wiesz, że gdybym mógł...
- Harry!- wrzasnąłem owładnięty rosnącą się we mnie złością- Jestem twoim najlepszym przyjacielem! 
- Wiem!- nie pozostawał mi dłużny w dobitnym przedstawianiu swoich argumentów- Zrobiłem to dla Kate. Nie chciałem znów jej stracić, więc byłem gotowy zgodzić się na wszystko. Ty byś tak nie postąpił gdyby chodziło o Eleanor?
- To jest cios poniżej pasa!
- Wcale nie!- odparł wzburzony- Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że gdybyś znalazł się na moim miejscu podjąłbyś taką samą decyzje.
Mierzyłem go groźnym wzrokiem dokładnie tak samo jak on. Jeszcze nigdy się tak naprawdę nie pokłóciliśmy, a teraz zachowujemy się jak małe dzieci. Miał rację. Gdybym był w jego skórze nie wahałbym się ani sekundy, nawet jeśli musiałbym podpisać pakt z diabłem. Jak mogę nie być tego świadomy? Czas schować swoją dumę i zakończyć tą bezsensowną sprzeczkę.
- Przepraszam- wyciągnąłem do niego dłoń- Dajmy sobie spokój i żyjmy dalej.
- Obiecuję, że tym razem będziesz pierwszą osobą, która się o wszystkim dowie. O ile coś się wydarzy- zapewnił.
- Mam nadzieję. A teraz lepiej idź nakarm tą wygłodniałą zgraję zanim zaczną przypominać sobie nawzajem chodzące kurczaki.

Pub The Old Blue Last

-Barman! Kolejne piwo!- Alex wyciągnął w górę rękę po raz czwarty. Jeszcze nie dokończyłam opróżniać zmrożonego kufla, który stał przede mną, a już musiałam brać się z następny.
- Hej, kolego!- opuściłam jego wymachującą w górze dłoń- Zwolnij trochę. Chcesz mnie upić?
- Od kiedy to masz taką słabą głowę?- spytał, przełykając ostatni łyk swojego trunku by zabrać się za mój.
- Odkąd mało sypiam i dużo pracuję- odparłam, a moja wredna podświadomość musiała dorzucić swoje trzy grosze. "Zapomniałaś wspomnieć o zabawianiu się z Harrym...". Niestety musiałam przyznać sama przed sobą, że odkąd wszystko (albo przynajmniej w znacznej części) stało się między nami jasne, moich myśli nie zaprząta nikt inny oprócz niego. 
- Do tej pory było inaczej?- zmrużył oczy, przyglądając mi się uważne- Wydawało mi się, że nie potrzebujesz dużo wypoczynku.
- Zestarzałam się- wzruszyłam bezradnie ramionami. Miałam nadzieję, że mój już ostro wcięty przyjaciel zgodzi się ze mną, dorzucając jakiś głupi komentarz na temat pojawiających się na mojej twarzy zmarszczkach, ale myliłam się. Kto by pomyślał, że procenty mogą rozjaśniać umysł? Czego oni tu dodają do tego piwa?!
- Albo kogoś poznałaś- odparł beznamiętnie.
Nie odezwałam się ani słowem. Zamiast tego na samą myśl o zielonych tęczówkach i brązowych lokach, uniosłam jeden kącik ust do góry. Próbowałam ukryć mój uśmieszek, zachłannie pijąc kilka szybkich łyków, ale na moje nieszczęście chłopakowi siedzącemu obok mnie, zmysł wzroku także się wyostrzył.
- O Boże!- zasłonił ręką usta, aby nie krzyknąć- Ty się z kimś spotykasz!
- Wcale nie!- zaprzeczyłam, ale umówmy się, nawet dziecko z flamastrem ręce, stojące przed wymalowaną nim ścianą byłoby bardziej przekonujące, że to nie jego sprawka niż ja w tym momencie. 
- Mów mi zaraz kto to jest!- klepnął mnie w ramię, przez co omal nie upuściłam ciężkiego kufla. Czy mi się wydaje czy jest on większy niż poprzedni? 
- Nie mamy o czym dyskutować- oznajmiłam- Poza tym mieliśmy dzisiaj skupić się na tobie, a nie na mnie.
- Wcale nie! Sama mi obiecałaś, że wszystko mi opowiesz! Tylko nie do końca pamiętam o co chodziło.
Cholera. Faktycznie tak było. I co ja mam teraz zrobić? Nie mogę się zacząć chwalić jaka to jestem szczęśliwa i jak moje życie w końcu weszło na właściwe tory. Nie teraz, kiedy on jest w rozsypce po niedawny zakończeniu swojego związku w wyjątkowo przykrych okolicznościach. 
 Popatrzyłam na przyjaciele, który uważnie mi się przyglądał czekając aż zdam mu relację z zmian, które zaszły w moim życiu. Nigdy nie sadziłam, że w przeciągu jednego dnia może zmienić się tak wiele. I to jeszcze na dobre!
- Alex, to nie jest odpowiedni moment. Ta historia maluje się w zupełnie innych barwach niż wczoraj. 
- To jest świetny moment!- odparł- Nie możemy sobie wymarzyć lepszego! Nic nie poprawi mi humoru bardziej niż wiadomość, że w końcu jesteś szczęśliwa. 
- Jesteś pewien?- spytałam, potrzebując jego potwierdzenia. Przytaknął głową, a ja dodałam sobie otuchy kolejną dawką alkoholu- Harry.
- Co Harry?- powtórzył nie rozumiejąc mojej niezwykle zwięzłej wypowiedzi.
- Jesteśmy razem od wczoraj. Tak jakby- dodałam.
- Chwila, chwila...- uniósł do góry dłoń, żebym dała mu czas na przetworzenie tej informacji i połączenie ze sobą odpowiednich punktów- Chodzi ci o Styles'a?- skinęłam lekko głową, a on rozdziawił usta- Nie możliwe...- oświadczył, ale najwyraźniej moje wymowne spojrzenie było wystarczająco przekonujące- Ale jaja! Kate umawia się z Loczkiem!- krzyknął na całe gardło. Jeśli zaraz nie przestanie to go walnę, a potem spalę się ze wstydu. 
- Możesz być cicho?- poprosiłam, ale weź się dogadaj z pijanym. Niewykonalne. Pewnie jutro będę mu musiał tłumaczyć wszystko jeszcze raz gdyż może uznać, że mu się to śniło.
- Zwariowałaś?! Taka nowina! Musimy to uczcić- wrzeszczał dalej, składając kolejne zamówienie w barze- Nie rozumiem tylko co miałaś na myśl mówiąc "tak jakby". Możesz mi to wyjaśnić?
- Powiedzmy, że wcześniej...- urwałam próbując dobrać odpowiednie słowa, ponieważ "romans" za nic mi tu nie pasował- Mieliśmy się ku sobie.
- Jak długo?
- Kilka tygodni- mruknęłam pod nosem- Kto by to liczył...
- Kyle się załamie- wciągnął nagle naszego wspólnego kolegę do głównego wątku- Zawsze myślał, że ma u ciebie szanse.
- Wszyscy dobrze widzą, że zależy mu tylko na tym żeby dobrać się do moich majtek- prychnęłam- To chyba oczywiste, że jest u mnie na straconej pozycji.
- To dobrze- uśmiechnął się zadowolony- Bałem się, że kiedyś ci coś odwali i jednak się z nim umówisz. Teraz mam przynajmniej na głowie o jedno zmartwienie mniej.
 Westchnęłam załamana jego przypuszczeniami, ale postanowiłam zostawić je bez komentarza. Tym bardziej, że przy boku mojego towarzysza pojawiła się całkiem ładna brunetka. 
- Cześć- uśmiechnęła się do niego słodko i nachyliła nieco aby być bliżej- Mogę wam na chwilę przeszkodzić?
- Jasne!- zgodziłam się wiedząc, że Alex nie będzie miał mi tego za złe. Tym razem dziewczyna zwróciła się bezpośrednio do niego. Nie pozostało mi nic innego jak udawać, że nie istnieję. 
- Widzisz tą wysoką szatynkę dwa stoliki dalej?- wskazała palcem na opisywaną osobę- To moja przyjaciółka i strasznie jej się podobasz. Może istnieje szansa żebyś dał jej swój numer?
 Serio?!- pomyślałam, gdy tylko usłyszałam z czym do nas przyszła. Starałam się nie zaśmiać, ale marnie mi to wychodziło. Jak można kogoś wyręczać w takiej sprawie.
- Niestety twoja koleżanka nie jest w moim typie, ale jeśli ten przystojniak obok niej jest również twoim znajomym to chętnie poznałbym go bliżej choćby zaraz- puścił oczko do blondyna o boskim ciele, a ja nie mogłam już dłużej powstrzymywać swojego rozbawienia. 
Mina lekko wystraszonej dziewczyny była warta absolutnie każdych pieniędzy i gdyby tylko moja koordynacja w tym momencie była lepsza, wyjęłabym telefon i zrobiła jej zdjęcie. Alex za to był bardzo poważny lustrując wzrokiem faceta, którym by na pewno nie pogardził. Biedna brunetka czym prędzej grzecznie się z nami pożegnała i wraz z przyjaciółmi opuściła lokal. 
- Jesteś okrutny!- klepnęłam przyjaciela w ramię, gdy ten ze smutkiem patrzał jak obiekt jego westchnień znika za drzwiami.
- Po co robić komuś nadzieje, skoro nie ma na nic szans?
- Mogłeś być milszy.
- Ciekawe co ty byś zrobiła w takiej sytuacji.
Długo nie musieliśmy czekać żeby dowiedzieć się jakbym zareagowała. Po moje prawej stronie znikąd pojawił się jakiś osiłek, który nawet w jednej czwartej nie był tak pociągający jak wymarzony kochanek Alexa czy mój obecny chłopak, o którym nie mogłam zapomnieć. 
- Taka piękna kobieta jak ty nie powinna zanurzać swych słodkich ust w tanim piwie- oznajmił z krzywym uśmiechem. Fuj! Ohyda- Pozwól, że postawię ci drinka.
- Niestety, ale obawiam się, że mojej dziewczynie mogłoby się to nie spodobać- odparłam machając, do niejakiej Nicole, która zaraz po moim przyjściu spytała się czy nie mam pożyczyć jej zapalniczki. Ku memu zadowoleniu odpowiedziała na mój gest i zaczęła zmierzać w naszym kierunku. 
Mężczyzna uniósł do góry zaskoczony brwi i w mgnieniu oka zniknął mi z pola widzenia.
- Nie dość, że okrutna to jeszcze kłamczucha- westchnął Alex- Barman! Jeszcze jedna kolejka!

Mieszkanie Tomka

       Spokojny wieczór poświęcony pracy i szlifowaniu mojego najnowszego dzieła. Jak lepiej mógłbym go spędzić? Zajęty ciągłymi podróżami żeby wypełnić swoje zawodowe obowiązki zapomniałem jaką radość sprawia stworzenie czegoś z niczego. Białe płótno, kilka farb i stos pędzli jeszcze nigdy nie sprawiały mi tyle frajdy co ostatnio. Miałem konkretną wizję tego co chcę namalować i jak ma to wyglądać. Była to swego rodzaju odskocznia od rzeczywistości i pogodzenie się z przeszłością abym mógł ruszyć naprzód. Niespokojne sumienie wciąż dawało mi się we znaki i za żadne skarby nie mogłem go uciszyć. Na ratunek przyszło mi moje stare, zapomniane hobby. 
 Przyłożyłem najmniejszy pędzel z mojej kolekcji do czystej kartki, kiedy usłyszałem niespodziewany dzwonek. Chciałem zignorować nieproszonego gościa, ale był bardzo natarczywy w molestowaniu moich drzwi swoją pięścią, więc musiałem ulec. Zza drewnianej powłoki usłyszałem ciche chichoty, a gdy otworzyłem ją na oścież omal nie zostałem staranowany przez słaniającą się na nogach Kasię. 
- Co wy wyprawiacie?!- spytałem Alexa, który jak mi się na początku wydawało był w lepszym stanie. Pozory mylą.
- Świętujemy!- krzyknął na całe gardło. Moi sąsiedzi nie będą zadowoleni z takiej pobudki o trzeciej nad ranem.
- Jesteście kompletnie pijani- zauważyłem, gdy dziewczyna podtrzymywana na moich ramionach zaczęła niewyraźnie bełkotać coś pod nosem- Gdzie byliście?
- Tu i tam...- machnął ręką chłopak, opadając na niewielkie krzesełko znajdujące się w przedpokoju- Ale nie wypiliśmy dużo!
- Wcale- burknąłem pod nosem, spoglądając jednocześnie na praktycznie nieprzytomną brunetkę. Jedyną oznaką, że nie śpi na stojąco (wprawdzie do stanie dużo jej brakowało) był fakt, że usilnie próbowała mi coś powiedzieć. Podciągnąłem jej bezwładne ciało nieco wyżej chcąc usłyszeć co do mnie mówi. Choć z mową również miało to niewiele wspólnego...
- Jest Caroline?- spytała szeptem.
- Poleciała do Paryża. Chciałaś się z nią widzieć?
- Nie- westchnęła, przytulając policzek do mojej piersi.
- Kate chciała przekazać ci dobrą nowinę!- kontynuował swoje wrzaski Alex.
- O co chodzi?- domagałem się konkretnej odpowiedzi, ale nie sądziłem, że przejdziemy od razu do sedna. I to takiego.
- Ja...- przyjaciółka, próbowała wskazać na siebie, ale nic jej z tego nie wyszło. 
- Ona i Harry są oficjalnie razem!- wyręczył ją z objaśniania szczegółów.
Byłem w takim szoku, że o mało nie upuściłem jej na ziemię. W ostatniej chwili zacieśniłem uścisk na jej talii i usiłowałem spojrzeć w oczy, który były szczelnie zamknięte.
- To prawda?!- spytałem niedowierzając. Jako potwierdzenie jego słów musiało mi wystarczyć ledwo zauważalne skinienie. Mimo wszystko usilnie chciała coś dodać, a gdy dotarło do mnie co chce mi przekazać moje serce zamarło.
- Ja go kocham.

5 lipca 2014

14

Dom One Direction 

- Marmur czy granit?- podałem Gabie komputer aby pokazać jej co mają nam do zaoferowania najlepsze zakłady pogrzebowe w Londynie.
- Mój drogi Louisie...- przyjaciółka wzięła głęboki wdech nim postanowiła, że jednak mi nie przywali- Możesz mi wyjaśnić czemu przeglądasz katalog z nagrobkami zamiast zająć się dopinaniem na ostatni guzik naszego planu? 
- Ja tam się wolę ubezpieczyć na wszelki wypadek- oznajmiłem- Gdy już Kate się z nami rozprawi chcę wiedzieć w czym mnie pochowają. Na gust chłopaków nie mam co liczyć, więc sam wybiorę moje łoże śmierci, w którym spędzę wieczność. 
-  Jakie ty głupoty wygadujesz!- uderzyła się otwartą dłonią w czoło, ale zaraz zrozumiała, że to ja muszę oprzytomnieć. Dobrze, że nie zrobiła tego mocno.
- Głupoty, tak? To jak wytłumaczysz ostatnie zachowanie swojej współlokatorki?- założyłem ręce na piersi wyczekując jej odpowiedzi.
- Co masz konkretnego na myśli?
- Minął tydzień odkąd wróciliśmy z trasy, a ona ani razu się z nami nie spotkała. Tutaj, w studiu, nigdzie. Nawet nie zadzwoniła- zaznaczyłem- Dalej uważasz, że coś jest między nią a Harry'm?
- Hmm...- potarła palcem wskazującym po brodzie, po czym zmierzyła mnie spojrzeniem mówiącym "Jesteś głupi czy tylko udajesz?"- Oczywiście, że tak! Jeszcze przed chwilą opowiadałeś mi jak to się słodko przedrzeźniali gdy została z wami. Powodem, dla którego od tamtego czasu się nie widzieliście jest fakt, iż od czasu kiedy wróciła do Londynu pracuje jak szalona. Nawet ja mam z nią do czynienia góra dziesięć minut dziennie. Aktualnie jej życie składa się z pracy, pracy, snu i pracy. Poza tym skąd wiesz, że nie kontaktowała się z Loczkiem? Z tego co pamiętam to on nie dzieli się z tobą takimi informacjami.
- Nie przypominaj mi o tym- uniosłem do góry dłoń, nie chcąc tego słuchać- Nie sądzisz jednak, że mimo wszystko nie powinniśmy się wtrącać w ich sprawy?
- Louis...- westchnęła ponownie- Jesteś przyjacielem Styles'a czy nie?
- Jestem. I co z tego?
- Ale przyjacielem czy najlepszym przyjacielem?- drążyła dalej.
- A co to za różnica?
- Znaczna- uśmiechnęła się do mnie z chytrze- Przyjaciel postąpiłby tak jak ty chcesz postąpić, czyli odpuścić i pozwolić losowi decydować o tym co się wydarzy. Najlepszy przyjaciel z kolei zdecydowałby się im trochę pomóc i przyspieszyć ten proces. Ja uważam się za najlepszą przyjaciółkę Kasi, dlatego nie mam zamiaru stać z boku i przyglądać się jak marnuje swój drogocenny czas, który mogłaby spędzać w towarzystwie kogoś komu na niej zależy.
- Jesteś pewna, że tego chce?
- Ona lubi jego. On lubi ją. Wszyscy o tym wiedzą. Z wyjątkiem ich samych- odparła, wzruszając niewinnie ramionami- Chcesz kolejny argument przemawiający za tym, że dobrze postępujemy?- spytała, ale nie czekała na moją odpowiedź- Pamiętasz jak wszyscy braliście udział w zorganizowaniu kolacji dla mnie i Nialla?
- To było zupełnie coś innego- oświadczyłem- Nie ukrywaliście swoich uczuć do siebie. Byłbym na drugim końcu świata i nie miałbym wątpliwości, że stanowicie idealną parę.
- Dzięki, ale wierz mi, że z nimi jest tak samo- zapewniła, choć ja wciąż nie byłem do końca przekonany- Być może nie czujesz tego, ponieważ nie znasz Kasi tak dobrze jak ja. Ona jest ciężkim przypadkiem, dlatego też trzeba spojrzeć na nią pod nieco innym kątem. Ale do tego potrzebne są lata praktyki. 
- Skoro tak mówisz...
- Nie zmienię zdania, ponieważ taka jest prawda. Jeśli chcesz możesz się jeszcze wycofać.
Uniosłem wzrok i spojrzałem na Gabę zaskoczony jej propozycją. Nie spodziewałem się tego. Z jednej strony jak nikt inny chciałem aby Harry i Kate w końcu się zeszli. Próbowałem tyle razy im pomóc na własną rękę, za co nie raz mi się oberwało. Przestałem dopiero wtedy gdy Savan mnie do tego namówił, a właściwie to nakazał trzymać się od nich z daleka. Teraz znalazłem partnera, który sam z własnej woli chciał pomóc mi w osiągnięciu wyznaczonego sobie niegdyś celu. Oboje ryzykowaliśmy wiele, ale brunetka, która z wyczekiwaniem wpatrywała się we mnie mogła stracić znacznie więcej niż ja. Hazza na pewno by się na mnie nie obraził za ingerowanie w jego życie, a nawet jeśli to szybko by mu przeszło. Za to Kate na pewno nie wybaczyłaby tak szybko Gabie. Jest jeszcze jeden problem. Co jeśli przez to wszystko dziwna, pokręcona... jednym słowem najbardziej popieprzona tekściarka w Londynie po raz kolejny postanowi odsunąć się od nas na bezpieczną odległość? Zapewne wyprowadziłaby się na Madagaskar. Albo my musielibyśmy to zrobić. 
- I jak?- brunetka, o krótkich włosach domagała się natychmiastowej odpowiedzi, a ona nie mogła brzmieć inaczej niż:
- Zróbmy to i miejmy to z głowy- oznajmiłem. Gabrysia uśmiechnęła się do mnie szeroko i rzuciła na szyję.
- Zobaczysz, że nam się uda! To będzie najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiliśmy- zapewniła gdy nagle usłyszeliśmy głośne chrząknięcie. Oboje odwróciliśmy głowy w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Zobaczywszy Horana chciałem mu pomachać i zaprosić żeby się do nas dołączył kiedy dostrzegłem jego minę, która nie wróżyła nic dobrego. Dopiero teraz wyobraziłem sobie to co widzi. Jego ukochana leży na mnie, a ja trzymam ręce na jej talii. Mam przerąbane!
- Niall to nie tak jak myślisz...- zacząłem pospiesznie zrzucać z siebie dziewczynę, która bezczelnie śmiała się pod nosem z mojej reakcji. Faktycznie bardzo zabawne. To nie jej grozi niebezpieczeństwo. Może to jednak on okaże się moim katem, a nie Kate?
- Poczekaj- uniósł rękę do góry, abym przestał mówić- Jeszcze nie zdecydowałem czy chcę najpierw usłyszeć o najlepszej rzeczy jaką kiedykolwiek zrobiliście na twoim łóżku, czy zacznę od obicia ci twojej ładnej twarzyczki.
- Serio uważasz, że jestem ładny?- próbowałem zmienić temat, ale pewnie na niewiele by się to zdało. Do akcji postanowiła wkroczyć Gaba. Pociągnęła go za rękę i posadziła obok siebie. Owinęła się jego ramieniem i uśmiechnęła słodko.
- Lou zgodził się przygotować ze mną pewien plan, w wyniku którego zeswatamy Kate i Harry'ego.
Blondyn popatrzył na nią jak na kosmitkę, po czym zaczął się śmiać tak jak tylko on potrafi. Z racji tego, że żadne z nas nie dołączyło do jego głupawki, uspokoił się, ale wciąż patrzył na nas z niedowierzaniem.
- Jaja sobie ze mnie robicie?- spytał, ale oboje pokręciliśmy przecząco głową- Chyba oszaleliście!
- Też tak myślałem, ale coś musimy zrobić- odpowiedziałem- Jak nie my to kto?
- To nie jest dobry pomysł.
- Dlaczego nie?
- Bo nie? Słuchajcie, każdy wie że czują do siebie mięte, ale żeby zaraz zmuszać ich do związku? Nie przesadzacie trochę?
- Nie- odparła pewnie jego dziewczyna- Oni są dla siebie stworzeni. Trzeba im tylko pomóc to zauważyć.
- Wiecie, że was zabiją? Zwłaszcza Kate- przypomniał nam, co nas najprawdopodobniej czeka w niedalekiej przyszłości. Jakbym nie był tego świadomy...
- Ciebie też- mruknęła pod nosem ledwo zrozumiale. Nie wiedziałem co ma dokładnie na myśli podobnie jak Horan, ale nie był zadowolony z tego co usłyszał.
- Jak to mnie też? Przecież ja nie mam z tym nic wspólnego!
- Niestety mój drogi będę cię musiała pośrednio wciągnąć w nasz misterny plan.
Chłopak jakby trochę pobladł, a po jego wyrazie twarzy widać było, że nie do końca jest pewien czy chce znać szczegóły. Na jego miejscu też bym się przejął, a po opuszczeniu mojego pokoju spieprzał gdzie pieprz rośnie. 
- Wiesz, że cię kocham, ale nie chcę się w to mieszać- ucałował ją w policzek na potwierdzenie prawdziwości swoich słów, ale ona już podjęła za niego decyzję.
- Nie bój się. Nie będziesz musiał nic robić. Tylko raz o tobie wspomnę żeby ją przekonać do wyjścia z domu. 
- Czemu czuję w kościach, że i tak będę miał największe kłopoty ze wszystkich?
- Istnieje taka możliwość- wzruszyła niewinnie ramionami- Ale na pewno nie będzie aż tak źle jak ci się wydaje.
- Ja tam już sobie wybrałem nagrobek- wtrąciłem się do ich rozmowy, tym razem pokazując mojemu blond przyjacielowi ostateczny wybór nagrobka- Postawiłem na marmur.
- Ja bym chyba wolał granit- stwierdził, przeglądając internetowy katalog.
- Chłopaki!
- Chcesz żebym wziął w tym udział, to się nie odzywaj- Niall pogroził palcem Gabie, by zaraz potem przepraszać ją za swoje słowa. Miłość. Co to uczucie robi z ludźmi...

Mieszkanie Alexa

       Nigdy nie mogłam wyjść z podziwu jak mężczyzna może mieć tak ładnie i czysto w mieszkaniu. Za każdym razem gdy odwiedzam Alexa wydaje mi się, że panuje tu jeszcze większy porządek niż ostatnio. Gdy przypomnę sobie w jakim stanie codziennie rano zostawiam swój pokój robi mi się wstyd, ale jednocześnie wiem, że wieczorami lubię wracać na stare "śmiecie". Dobrze, że o resztę mieszkania w głównej mierze dba Gaba, bo inaczej sąsiedzi wezwaliby do nas sanepid i dostałybyśmy nakaz eksmisji. 
- Mógłbyś czasem do mnie wpaść i umyć okna?- zapytałam podziwiając widok na mokre od deszczu ulice Londynu przez dokładnie wyczyszczoną taflę szkła.
- Nie stać cię na mnie kochana- Alex objął mnie ramieniem i przyłączył do obserwowania ludzi na zewnątrz. 
- To może chociaż wyprasujesz moje koszule?- poprosiłam- Nienawidzę tego robić. Naprawdę nie rozumiem co to za różnica czy zacznę od rękawa czy od kołnierzyka. Poza tym w moim wykonaniu to i tak nie ma większego znaczenia. Zawsze zostanie jakieś zagniecenie albo ja stworzę kolejne.
- Do tego trzeba mieć talent, którego tobie brakuje- odparł całując mnie w skroń na pocieszenie. 
- Czyli jednak nie umiem wszystkiego.
- Gdyby tak było uznałbym cię za robota, a nie człowieka. Chociaż i tak twierdzę, że na pewno gdzieś tam w środku masz wszczepioną jakąś elektronikę.
- Naoglądałeś się za dużo filmów science fiction z Kyle'm- wywróciłam oczami słysząc jego opinię na temat zawartości mojego wnętrza. 
- Widzisz tamtego faceta?- wskazał palcem na niewysokiego mężczyznę z lekko posiwiałymi włosami, który wyprowadzał swojego psa na dwór- Mieszkam tu od pięciu lat i nigdy nie widziałem żeby robił coś innego. Nawet do sklepu nie wychodzi. Jedzenie to chyba zrzucają mu z helikoptera albo założył sobie ogródek w salonie. Facet nie ma życia!
- A ty masz?- odezwałam się nieświadomie, ale w gruncie rzeczy nie żałowałam swoich słów. Przyjaciel popatrzył na mnie z niezrozumieniem.
- Co to miało znaczyć?
- Nic- wzruszyłam ramionami- Chciałam tylko wiedzieć kiedy ty ostatni raz wyszedłeś z domu po tym jak dowiedziałeś się co zrobił Logan.
- Po to tu przyszłaś? Żeby dowiedzieć się czy już nie chcę się utopić we własnej wannie?- odparł gniewnie, ale wiedziałam, że tak naprawdę nie jest zły na mnie tylko na swojego byłego chłopaka. Jak ktoś mógł złamać mu serce? Gdyby tylko okazało się, że ten przystojny i czarujący chłopak woli jednak dziewczyny zrobiłabym wszystko żeby był mój.
- Oczywiście, że nie- zaprzeczyłam- Miałam nadzieję, że namówię cię na etat moje sprzątaczki, a ten temat wypłynął przez przypadek.
- Akurat...- prychnął pod nosem. Zabrał swoją rękę i usiadł na niewielkiej kanapie, która znajdowała się w centrum pokoju. Nie mogłam patrzyć jak użala się nad sobą ze spuszczoną głową i rękami założonymi na karku.
- Alex...- zajęłam miejsce obok niego i przytuliłam- Chcę dla ciebie jak najlepiej. Nie możesz zamknąć się w czterech ścianach i już nigdy z nich nie wychodzić. Naprawdę twój plan na resztę życia polega na objadaniu się lodami czekoladowymi, zamawianiu jedzenie z chińskiej knajpki i ślęczeniu przed telewizorem?- popatrzyłam na dwa worki na śmieci wypełnione tekturowymi opakowaniami po sajgonkach i kurczaku w sosie słodko kwaśnym, które stanowiły główny jadłospis przyjaciela przez ostatnie dwa tygodnie.
- Mam coś lepszego do roboty?
- Oczywiście! Mógłbyś właśnie ruszać ze mną na miasto, a nie płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie. To nie twoja wina, że Logan okazał się sukinsynem. 
- Nie mów tak o nim- zacisnął zęby słysząc moje obelgi w kierunku jego ex.
- Taka jest prawda. Jak można kogoś tak potraktować? Zwłaszcza ciebie. Jeśli go kiedykolwiek spotkam to przysięgam, że...
- Przestań!- tym razem krzyknął, a ja podskoczyłam w miejscu nie będąc na to przygotowaną- Gówno o nim wiesz. Widziałaś go trzy razy w życiu, po których sama stwierdziłaś, że wyglądamy na szczęśliwych. Chcesz mi pomóc? Powiedz mi czemu nam nie wyszło? Czemu znów okazałem się niewystarczająco dobry dla kogoś.
- To on nie był wystarczająco dobry dla ciebie- odparłam, ale zadziałało to tak jakbym dolała oliwy do ognia.
- Nie prawda! Nie rozumiesz mnie...- pokręcił zrezygnowany głową i schował twarz w dłoniach.
- Ja też zostałam zdradzona.
- Przez kogoś kto cię nigdy nie kochał. Przynajmniej nie w ten sposób- burknął- Nie masz prawa porównywać tamtej sytuacji do tej.
Poczułam się jakby ktoś wymierzył mi cios w policzek. Otworzyłam usta żeby się odezwać, ale szybko je zamknęłam, gdy zdałam sobie sprawę, że nic z nich nie wypłynie. Byłam w szoku. Nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego. Nie od niego. Zastanawiałam się czy zareagował tak, ponieważ jest naprawdę głęboko zraniony, czy rzeczywiście tak uważał. Może nie mam prawa porównywać jego przeżyć do swoich, ale widok Tomka całującego obcą dziewczynę też mnie zabolał. Co prawda moja żałoba nie trwała tak długo jak jego, ale zdrada to zdrada. 
 Oparłam łokcie na kolanach, a podbródek ułożyłam na splecionych dłoniach. Przyjaciel zerknął na mnie kątem oka. Widocznie uznał, że przesadził naskakując na mnie, ponieważ zaczął mnie przepraszać.
- Nie to miałem na myśli- szepnął łapiąc moją jedną dłoń i pocierając kciukiem o jej wierzch. 
- Bycie szczerym do bólu to nie grzech. Wolę przykrą prawdę niż jakiekolwiek kłamstwo. 
- Nie chciałem cię urazić. Wiem jakie silne uczucie jest między tobą a Tomkiem, ale Logan jest dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Bez względu na to co zrobił- przyciągnął mnie bliżej siebie i objął ciasno ramionami- Jesteś na mnie zła?
- Nie- pokręciłam przecząco głową- Po prostu zastanawiam się czy jest sens ryzykować tak wiele dla miłości, która może okazać się jednostronna. 
- Zadajesz trudne pytania- stwierdził, uśmiechając się smutno- Znalazłaś już odpowiedź?
- Niestety nie- westchnęłam- Chyba nigdy się tego nie dowiem.
- Za bardzo się boisz sprawdzić to na własnej skórze- oznajmił- Jeśli jednak tego nie zrobisz to nigdy się nie dowiesz.
- Nawet jeśli mam szansę...
Chłopak popatrzył na mnie z nieskrywanym zdziwieniem. 
- Chcesz mi coś powiedzieć?
- To skomplikowane- machnęłam ręką, starając się uniknąć niewygodnego dla mnie tematu.
- Nic co dobre nie jest proste. 
- Filozof się znalazł...- wywróciłam oczami nad jego komentarzem- Może wyskoczymy gdzieś jutro razem? Zapomnimy na jeden wieczór o problemach i trochę się wyluzujemy?
- Kate proponuje mi wypad na miasto w środku tygodnia? To musi być naprawdę poważa sprawa.
- I jest, ale nie chcę na razie nad nią gdybać. 
- O wiele łatwiej by było gdyby ktoś mógł podjąć za nas trudne decyzje.
- Zgadzam się- przyznałam mu rację- Może chcesz mnie wyręczyć?
- Musiałbym najpierw wiedzieć o co chodzi.
- Powiem ci wszystko jutro przy zimnym piwie, ok?

Dom One Direction 

       Zamykasz oczy, wkładasz słuchawki do uszu, naciskasz "play" i w ułamku sekundy znajdujesz się w innym świecie. To od ciebie zależy czy zechcesz popaść w melancholię czy sprawisz, że zacznie roznosić cię energia i poczujesz, że mógłbyś góry przenosić. Poza tym muzyka stanowi pewien rodzaj terapii. Nagle dowiadujesz się, że nie tylko ty masz problem z ukochaną osobą lub przyjacielem. Nawet osoby, które codziennie widzisz na okładkach magazynów w kiosku na rogu zmagają się z takimi samymi przeciwnościami losu jak ty. To tylko ludzie. Okazuje się, że oni też mogą mieć złamane serce albo kochać bez opamiętania.  Ja dzisiaj postawiłem na składankę Kings of Leon i całkiem nieźle wpasowała się w mój obecny nastrój. Cieszyłem się spokojem i chwilą samotności, ale niezbyt długo. Z mojego pogrążonego w idealnej harmonii świata wyrwał mnie Louis. 
- Czego chcesz?- jęknąłem nakrywając głowę poduszką z nadzieją, że gdy ją zdejmę jego tu nie będzie. Jest moim najlepszym przyjacielem, ale w takich momentach mam ochotę go walnąć. I to mocno.
- Wychodzimy- oświadczył bez przyjmowania jakiegokolwiek sprzeciwu. Otworzył moją szafę i rzucił we mnie białą koszulą i ciemnymi jeansami. 
- Jak to? Mieliśmy mieć dzisiaj wolne.
- I mamy- odparł- Chodzi o Nialla.
- A co mu się stało?- uniosłem zaskoczony do góry brwi. Jeszcze pół godziny temu siedział zadowolony przed telewizorem i zajadał się chrupkami.
- Pokłócił się z Gabą. Jedna wielka drama.
- Dalej nie rozumiem czemu musimy wyjść...
- Stwierdziliśmy z chłopakami, że trzeba go gdzieś zabrać, bo jeszcze sobie biedaczysko coś zrobi.
- Dobra, ale czemu wyciągasz moje najlepsze ciuchy?- spytałem gdy rzucił we mnie nową marynarką- Nie pójdziemy po prostu do jakiegoś baru i damy mu się upić?
- Nigdy nie wiadomo gdzie skończymy- uśmiechnął się tajemniczo- Zbieraj się!
- Naprawdę muszę iść?- spytałem sądząc, że może go przekonam, iż nie jestem im niezbędny. Przecież nie potrzeba czterech facetów żeby sprowadzić jednego Horana z powrotem do domu, co nie?
- Harry, jesteś jego kumplem czy nie?- popatrzył na mnie znacząco- On na pewno by to dla ciebie zrobił gdybyś był w dołku. Nawet więcej...- dodał, ale odniosłem wrażenie, że mówi o czymś zupełnie innym.
- Nie jestem pewien czy dalej ciągniemy ten sam temat- przechyliłem głowę aby mu się lepiej przyjrzeć i odniosłem wrażenie, że jest zdenerwowany- Coś jeszcze się stało? Wydajesz się czymś denerwować.
- Przejmuję się Niallem. To wszystko.
- Na pewno?
- Tak- mruknął poirytowany- Możemy już iść?
- Daj mi pięć minut. Zaraz zajdę na dół.
 Louis zamknął za sobą drzwi, a ja nie mogłem przestać myśleć o tym co powiedział i w jaki sposób to zrobił. Do tego ten wyraz twarzy, który jednoznacznie wskazywał na to, że chciał coś dodać. Ukrywa coś przede mną? Sądziłem, że tylko ja prowadzę "podwójne życie" decydując się przemilczeć fakt tego co dzieje się między mną i Kate. Wiem, że na pewno byłoby mu przykro gdyby się o wszystkim dowiedział, zwłaszcza od kogoś innego niż ode mnie, ale mam coś na swoje usprawiedliwienie. Prawda jest taka, że ja sam do końca nie wiem na czym stoję, więc po co kogoś w to mieszać? Bywa tak, że jestem niemal pewien co jest między nami i jest to coś czego pragnę od dawna, ale zaraz potem nabieram wątpliwości. Zaczynam podejrzewać, że połowę z tego co się do tej pory wydarzyło sam sobie wyobraziłem i w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. Jednak kiedy dotykam ust, które są nabrzmiałe od jej gorących pocałunków nie mam żadnych wątpliwości. To musiało się stać. 
Wróćmy jednak do Nialla... Słyszałem rano jak rozmawiał z Gabą przez telefon i był wniebowzięty. Co takiego mogło się stać przez kilka godzin, że teraz ma myśli samobójcze? Przynajmniej na to wynika z relacji Lou. Chyba nie pozostaje mi nic innego jak pójść z nim i dowiedzieć się wszystkiego osobiście.
 Zmieniłem mój szary dres na wybrane przez przyjaciela ciuchy i przeczesałem palcami włosy. Jak zwykle nie uzyskałem oczekiwanego efektu. Tak właściwie moje loki dalej były powykręcane we wszystkie strony, ale po tylu latach razem przestałem się tym przejmować. Zarzuciłem na ramiona pierwszą lepszą kurtkę i zbiegłem na dół gdzie wszyscy już na mnie czekali. 
- Gotowy?- spytał Zayn, otwierając przed nami drzwi.
- Tak. Gdzie jedziemy?
- W takie jedno miejsce- poinformował mnie tajemniczo Tomlinson i tyle musiało mi wystarczyć. 

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Wskazówki na zegarze przesuwały się zdecydowanie za szybko. Kasi dalej nie było w domu, a wyznaczona przeze mnie godzina zero nadchodziła nieubłaganie. Na domiar złego nie odbierała moich telefonów. Przecież dzisiaj miała mieć wolne popołudnie! Czemu jej jeszcze nie ma?!
 Już miałam ponownie wybrać jej numer kiedy usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka w drzwiach. Czym prędzej wybiegłam do przedpokoju gdzie ujrzałam zmarnowaną twarz przyjaciółki.
- Ile razy mam ci powtarzać żebyś zamykała drzwi na oba zamki? Chcesz żeby ktoś wszedł i cię porwał?- spojrzała na mnie z wyrzutem przekrwionymi ze zmęczenia oczami.
- Wszyscy tylko czekają żeby tu wtargnąć- odparłam sarkastycznie- Czemu wróciłaś tak późno?
- Byłam u Alexa sprawdzić jak się czuje. Stęskniłaś się za mną?
- Co z nim?- spytałam, autentycznie ciekawa co u niego słychać. Niech no ja tylko dorwę tego Logana! Jak można skrzywdzić tak kochanego chłopaka?  
- Bywało lepiej, ale chyba się wykaraska. Każde złamane serce leczy się we własnym tempie, a w jego przypadku potrwa to dłużej niż się spodziewałam.
Przeszłyśmy razem do salonu gdzie dziewczyna padła na kanapę i wtuliła się w poduszkę. Niewiele brakowało żeby usnęła i dała się obudzić dopiero jutro rano. Nie mogłam jej na to pozwolić, choć wiedziałam jak bardzo tego potrzebuje. Na szczęście okazało się, że aż tak jej się śpieszy do odpłynięcia w cudowny świat snów.
- Nie odpowiedziałaś no moje pytanie- mruknęła niewyraźnie, starając się powstrzymać ziewnięcie. 
- Jakie?
- Czy za mną tęskniłaś.
- Strasznie, tym bardziej, że musimy pogadać- odparłam- Mam problem.
- A kto ich nie ma?- obróciła się na plecy, zakrywając twarz dłonią- O co chodzi?
- Pokłóciłam się z Niallem.
Kasia rozsunęła palce i spojrzała na mnie przez przerwę między nimi. Widząc moją niewyraźną minę, którą ćwiczyłam od powrotu do mieszkania westchnęła głośno, podnosząc się i siadając na przeciwko mnie po turecku.
- Czy ja mam na czole napisane "Specjalista od spraw sercowych"?
- Nie, ale mogłabyś sobie zafundować taki tatuaż- uśmiechnęłam się krzywo, chcąc wyglądać na jak najbardziej załamaną. 
- Lepiej mi powiedz o co poszło- zignorowała mój komentarz, przygotowując się mentalnie na mój zmyślony wywód. Obawiałam się, że od razu zorientuje się, że to co próbuję jej wmówić to jedno wielkie kłamstwo, ale musiała wierzyć w swoje możliwości. 
- Gdy tylko wyszłaś do pracy pojechałam się z nim zobaczyć. Od razu jak weszłam wiedziałam, że coś jest nie tak- zaczęłam- Niby rozmawialiśmy, ale czułam, że coś ukrywa. Zapytałam się o co chodzi jednak twierdził, że coś sobie ubzdurałam. Ja...- wzięłam głęboki oddech, zastanawiając się po raz ostatni czy aby na pewno chcę to zrobić, ale nie było już odwrotu- Ja myślę, że on ma inną. 
Kasia obserwowała mnie uważnie, a z jej postawy nie dało się nic wyczytać. Nerwowo bawiłam się palcami, aż w końcu nie mogłam znieść jej przenikliwego spojrzenia i spuściłam wzrok. 
- Nie możliwe- odezwała się po czasie, który wydawał się stanowić godziny- Przecież on jest w ciebie wpatrzony jak w obrazek. Jakby mógł to oprawiłby cię w ramkę i nie pozwolił nikomu zbliżyć na mniej niż trzysta metrów.
- Ale...- głos mi się załamał ze stresu przez co przyjaciółka pomyślała, że to z ogarniającej mnie rozpaczy- Ja to czuję. Tu w środku- wskazałam palcem na miejsce gdzie biło moje serce i już żałowałam tego co zrobiłam. Modliłam się w myślach żeby nie dopadła mnie karma za łganie w żywe oczy jednej z najważniejszych osób w moim życiu. 
Nagle poczułam jak jej wątłe ramiona oplatają się wokół mnie, a dłonie gładzą mnie po ramieniu. W oczach zaczęły mi wzbierać łzy. Ona się tak bardzo o mnie martwi, a ja ją oszukuję. Co ze mnie za człowiek? 
- Chodźmy gdzieś- zaproponowała, uśmiechając się do mnie pocieszająco- Zawojujmy Londyn tak jak wyobrażałyśmy to sobie w szkole. Zapomnijmy o wszystkim i dobrze się bawmy. Obie tego potrzebujemy. 
Słona kropla spłynęła mi po policzku. Przytaknęłam niepewnie głową. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że mam jeszcze szansę się wycofać, ale jakieś wewnętrzna siła nie pozwalała mi się ugiąć. Nie musiałam ją na siłę przekonywać do wyjścia co stanowiło niemałe ułatwienie. Dlatego też po godzinie, wystrojone w seksowne sukienki i buty na wysokim obcasie, byłyśmy w drodze do wyznaczonego przeze mnie miejsca, gdzie cała prawda miała wyjść na jaw. 


       Ona i on. Dwoje ludzi, którzy nie spotkali się przypadkiem. Ich znajomość nie przypominała baśniowej sielanki. Ciągłe kłótnie i nieporozumienia nie wróżyły szczęśliwego zakończenia, ale... Znacie powiedzenie "Kto się czubi ten się lubi?". Tak samo uparci, odrobinę bezczelni i pewni siebie zaczęli dostrzegać w sobie pozytywy. Początkowa wrogość powoli przemieniała się w coś innego. Tylko w co? Ktoś kiedyś stwierdził, że miłość od nienawiści dzieli cienka linia. Przyjaciele stawiali na to pierwsze. Każdy by tak pomyślał na pierwszy rzut oka. Niewinne gesty i ukradkowe spojrzenia wskazywały jednoznacznie, że ich serca zaczynały bić jednym rytmem. Dlaczego w takim razie oni tego nie czuli? Czemu wtuleni w siebie nie rozpoznawali wspólnego rytmu choć uważali, że dla każdego z osobna jest on idealny? Czemu bali się pójść o krok dalej i spróbować dopasować się również w innych kwestiach? A może nieświadomie już to zrobili tylko tego nie widzieli? Ona zaślepiona swoją pomalowaną na czarno przeszłością, on obawą przed popełnieniem kolejnego błędu. Co zrobić w takim wypadku?
Ktoś postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Uświadomić im co tracą z każdą sekundą bycia z dala od siebie. Pokazać im, że ich lęki są bezpodstawne. Przynajmniej taki był plan.
 Troska o drugą osobę, jej samopoczucie i dobre wybory potrafi zdziałać cuda, ale również wiele namieszać. Czasami wydaje nam się, że wiemy co będzie lepsze dla naszych bliskich, tylko nie zawsze zdajemy sobie sprawę czego oni tak naprawdę pragną. 
 Gaba i Louis obmyślili strategię działania. Wszystko było dopięte na ostatni guzik i nic w ich mniemaniu nie mogło pójść źle. Przewidzieli co kto powie, kto komu podziękuję i kto kogo pocałuje. Mieli zaplanowaną każdą sekundę lecz jak się szybko okazało życie lubi pisać swoje własne scenariusze. Perfekcyjne kłamstwo było pierwszym punktem, które mogło już zostać odznaczone na liście rzeczy do zrobienia. Niczego nieświadomi Harry i Kate zmierzali w swoim kierunku będąc święcie przekonanymi, że pełnią tego wieczoru funkcję pocieszycieli. Ich przyjaciele byli w złym humorze po zmyślonej kłótni, dlatego trzeba było im pomóc. Na miejsce gdzie ich wspólna historia miała zakończyć jeden etap i rozpocząć kolejny słowami "żyli długo i szczęśliwie" jako pierwszy dotarł chłopak z przyjaciółmi. Pub, które zasugerował Tomlinson nie był pod żadnym względem wyjątkowy. Typowy londyński lokal, który gościł niewielu klientów. Kilkoro młodych ludzi siedziało przy drewnianych stolikach, popijając zimne piwo podczas debaty na przeróżne tematy. Ku zaskoczeniu bruneta o niesfornych lokach, podszedł do nich barman i zapytał w czym może im służyć.
- Macie tu jakiś spokojny kąt?- spytał Zayn, wyciągając z tylnej kieszeni paczkę papierosów. Ręce mu lekko drżały, a zapalniczka postanowiła udaremnić mu próbę zaciągnięcia się potrzebną teraz dawką nikotyny.
Styles zastanawiał się czemu jego koledzy zachowują się tak dziwnie. Odkąd wyszli z ich wspólnego domu wymieniali ze sobą pojedyncze zdania. Normalnie wydałoby mu się to podejrzane, ale wytłumaczył to sobie w jedyny logiczny sposób jaki przyszedł mu do głowy. Każdy z nich postanowił poczekać aż Niall otworzy się przed nimi i zacznie uzewnętrzniać swoje smutki. Do tego czasu lepiej było trzymać język za zębami żeby nie palnąć żadnej głupoty. Tak też zrobił.
Wysoki mężczyzna zaprowadził ich krętymi schodami na górę, gdzie znajdowała się dodatkowa sala. Wyglądała ona zupełnie inaczej niż ta na dole. Całość była oświetlona delikatnym światłem padającym z lampek zwisających z sufitu, a na środku stał niewielki stoli nakryty dla dwóch osób. Dwie białe świeczki i mały bukiet kwiatów w przeźroczystym wazonie stanowiły jedyną dekorację. Harry pomyślał, że to jakaś pomyłka.
- Chyba ktoś zarezerwował to miejsce- odezwał się gdy nikt inny nie zwrócił uwagi na udekorowane pomieszczenie.
- Zgadza się- odparł Louis czego chłopak się nie spodziewał.
- Chyba czegoś nie rozumiem...- zmarszczył brwi, spoglądając na swoich kolegów- Może mi ktoś wytłumaczyć czemu tu jesteśmy i żaden z was nie wydaje się być tym zaskoczony?
Chłopcy popatrzyli na siebie, ale nim zdążyli odpowiedzieć usłyszeli jak ktoś wchodzi na górę...

- Daleko jeszcze?- Kate zaczynała przeklinać wybór, którego dokonała stojąc przed swoją szafą. Srebrzystoszara na jedno ramię wydawała się zbyt obcisła, a pożyczone szpilki za małe. Jakby tego było mało jej ułożone w idealne fale włosy zaczynały przybierać swój pierwotny kształt pod wpływem wilgoci, co nie poprawiało jej humoru, który nie był najlepszy od kilku dni. Całe dnie spędzane na pracy okazały się niewystarczające aby zapomnieć chociaż na chwilę o problemach dnia codziennego. Dziewczyna czuła, że straciła kontrolę nad swoim zaplanowanym na kilka lat do przodu życiem. Nic nie było takie jakie miało być. Jedyne na czym jej zależało to komponować i czerpać z tego przyjemność. Niestety poznanie piątki szalonych nastolatków zupełnie namieszało jej w głowie. Patrząc na nich zrozumiała, że nie wie jak w pełni cieszyć się z życia. Nie potrafiła śmiać się z nimi nawet gdy czuła w środku, że powinna. Że kiedyś tak by zareagowała. Przeszłość nieustanie wpływała na jej teraźniejszość co przekładało się na nadchodzącą przyszłość. Ucieczka między nuty i zapisane w całości kartki papieru miała pomóc jej odłożyć zamartwianie się swoim losem na później. Dzisiaj postanowiła wykorzystać do tego swoją przyjaciółkę i jej miłosne problemy. 
- Jesteśmy na miejscu- Gaba zapłaciła miłemu taksówkarzowi należną kwotę za ich podróż do nieznanego tekściarce miejsca, po czy obie weszły do przytulnej knajpki. 
- Nie uważasz, że jesteśmy nieodpowiednio ubrane?- szepnęła swojej przyjaciółce na ucho, czując na sobie spojrzenia kilku panów w średnim wieku.
- Wypijemy kilka drinków i przeniesiemy się do jakiegoś klubu- przedstawiła swój plan Gabrysia- Nie będę płacić horrendalnych sum za rozcieńczoną wódkę z sokiem.
- Jak chcesz- odparła, dając jej wolną rękę co do wyboru lokalów dzisiejszej nocy- Nie ma tu jakiegoś ustronnego miejsca? Nie zniosę świadomości, że wszyscy się na nas gapią.
Niższa brunetka poczuła, że los jej sprzyja. Nie dość, że udało jej się udowodnić jaką świetną jest aktorką (przynajmniej ona wolała to określenie od słowa "kłamczucha"), potem nie musiała natrudzić się z namawianiem swojej współlokatorki na wieczorne wyjście, to na dodatek kierowała się w wynajęte przez nią wcześniej miejsce. Te wszystkie małe zwycięstwa utwierdzały ją w przekonaniu, że nic złego się nie może stać. 
Trzymając się wypolerowanej poręczy z ciemnego drewna, wspinały się na górę. Kate po raz kolejny przeklinała w duchu człowieka, który wymyślił szpilki i gdyby tylko mogła w ramach zemsty za stworzenie tego narzędzia tortur przybiłaby mu je na stałe do stóp, aby poczuł jej ból. Po pokonaniu ostatniego stopnia, uniosła do góry głowę i o mało nie spadła z powrotem na dół, cofając się do tyłu. Rozejrzała się dookoła. Mrugając szybko kilka razy utwierdziła się w przekonaniu, że widok jej byłych podopiecznych to nie są omamy. Spojrzała przez ramię na swoją przyjaciółkę, która nerwowa przygryzała wargę. 
- Czemu odnoszę wrażenie, że nie spotykamy ich tu przypadkiem?- zwróciła się bezpośrednio do niej ignorując pozostałych.
- Bo tak nie jest- odpowiedziała pierwszy raz szczerze tego wieczoru- Tak naprawdę nie pokłóciłam się z Niallem.
- Nie?- uniosła do góry brwi z zaskoczenia- Byłam święcie przekonana, że...- urwała mierząc wzrokiem blondyna, który wyglądał jakby czekał na ogłoszenie wyroku w jego sprawie- Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego, że byłam gotowa go obedrzeć ze skóry jeśli okazałoby się, że jego zdrada okazałaby się prawdą? Co to za pieprzony teatrzyk?!
W sali zapadła cisza. Nikt nie wiedział jak odpowiedzieć żeby nie pogorszyć sytuacji. Louis był gotowy podejść do najbliższej ściany i zacząć w nią walić z całej siły głową aby chociaż trochę rozumu się w niej wreszcie znalazło. Savan ostrzegał go tyle razy, a on i tak musiał zrobić po swojemu. Teraz nadszedł czas aby zapłacić za wtykanie nosa w nieswoje sprawy. 
- Nie wiedziałaś o tym?- zabrał głos Harry, który jako jedyny mógł nie czuć się winny wytrącania z równowagi Kate.
- A wyglądam jakbym się tego spodziewała?- obróciła się w jego stronę, ale gdy tylko lepiej się mu przyjrzała, jej złość zaczęła się w magiczny sposób ulatniać. Stał na przeciwko niej, a ona nie mogła oderwać od niego oczu. Wyczuwała jego palące spojrzenie na swojej skórze gdy lustrował jej ciało od góry do dołu. Pierwszy raz pomyślała, że wybór tego stroju był strzałem w dziesiątkę. Może i tego nie przyznawała, ale chciała mu się podobać. Chciała aby ją obserwował i podziwiał nawet jeśli oboje nie mogli liczyć na nic więcej. Odkąd zaczęli się dogadywać potrzebowała jego uwagi prawie tak samo jak tlenu- A ty? Wiedziałeś o tym?
- Nie- zaprzeczył, niechętnie przenosząc wzrok na sprawców całego zamieszania- Możecie się w końcu odezwać i powiedzieć co my tu tak właściwie robimy?- chłopak zaczynał tracić cierpliwość. Nie był zły za zorganizowanie tego wszystkiego. Po prostu bał się reakcji Kate. Był na dobrej drodze żeby w końcu spełnić swoje marzenia, a teraz mogło wszystko runąć jak domek z kart. 
- To wszystko moja wina- przerwała milczenia Gaba- Zorganizowałam to wszystko dla was. Dla ciebie i Kasi- wskazała na nich ruchem ręki- Nie mogę już dłużej patrzeć jak przechodzicie obok siebie i udajecie, że nic was nie łączy.
- Ja też maczałem w tym palce- dołączył się do rozmowy Louis- Nie chcieliśmy was zdenerwować. Chcemy wam tylko pokazać, że nie musicie niczego przed nami udawać. Nie ma w tym nic złego.
- A nie pomyśleliście, że miło by było gdybyście się nie wpieprzali w to co was nie dotyczy?- warknął na niego Loczek, czego Tommo się nie spodziewał. Sądził, że to kompozytorka będzie tą, która zacznie wieszać na nich psy, a tymczasem było zupełnie na odwrót. 
- Nie mieliśmy złych intencji- postanowił wspomóc go Liam- Wy zrobilibyście dla nas to samo.
- A skąd ty możesz...- Styles zaczął na nich wrzeszczeć lecz umilkł gdy poczuł delikatny dotyk na swoim ramieniu. Spojrzał w dół i ujrzał przenikliwe zielone tęczówki, z których bił spokój. 
- Skąd wiedzieliście?- zaciekawiona Kate chciała wiedzieć w jaki sposób jej znajomi domyślili się prawdy. Przecież uważała żeby nie rzucać się oczy. Gdy tylko znajdowali się w pobliżu zakładała swoją maskę obojętności i udawała, że nie interesuje ją nic poza pracą. 
- Musiałabyś mi wydłubać oczy żebym nie zauważył- oznajmił Zayn- Nawet kret nie jest tak ślepy by nie widzieć jak na siebie reagujecie kiedy znajdujecie się w jednym pokoju. 
- Poza tym ostatnio traktowaliście się wyjątkowo łagodnie, co mogło wzbudzić pewne podejrzenia- dodał Horan.
Dziewczyna westchnęła głęboko, skupiając całą uwagę na przyjaciółce, która ukrywała się za plecami swojego chłopaka. Podeszła do niej i skrzyżowała ręce na piersi. 
- Okłamałaś mnie- stwierdziła beznamiętnie wpatrując się w jej pełne poczucia winy oczy- Mimo to wiem, że gdybym była inna nie zrobiłabyś tego. 
- Chciałam dobrze. Byłam przekonana, że to dobry pomysł. Jesteś zła?
- Może trochę, ale znam cię na tyle długo, że wiem, że miałaś dobre intencje. 
- Przepraszam- Gabrysia przytuliła ją mocno do siebie- Ja tylko...
- Nie tłumacz się. Wszystko jest w porządku.
- Naprawdę?- spojrzała na nią niepewna tego co usłyszała.
- Tak- tekściarka uśmiechnęła się do niej ciepło- A teraz idźcie już sobie- poprosiła, choć oni przyjęli to jako rozkaz, na co nie mogła narzekać.
Po chwili Harry został sam na sam z Kate. Przyglądał jej się przez chwilę nie do końca wierząc w to co się przed chwilą stało. Sądził, że to całe zdarzenie będzie początkiem trzeciej wojny światowej, ale się mylił. Brunetka zwróciła się w końcu w jego stronę i niespiesznym krokiem skierowała się ku niemu, nie spuszczając z niego wzroku.
- Co teraz?- spytał gdy stanęła kilka centymetrów od niego. Tak bardzo chciał wyciągnąć rękę i zmniejszyć dystans między nimi do absolutnego minimum lecz nie był pewny czy to dobry pomysł.
- To znaczy?
- Nie chciałaś żeby się ktokolwiek dowiedział co jest między nami, a teraz okazało się, że nie mamy już czego ukrywać. 
- Przeszkadza ci to?- spytała zaplatając ręce na jego karku. Przysunęła się bliżej tak, że teraz ich ciała stykały się ze sobą. Chłopak objął ją w talii uniemożliwiając jakikolwiek ruch, w razie gdyby zdecydowała, że to nie był mądry ruch.
- Nie, ale jeśli ty nie chcesz...- po raz kolejny nie zdołał dokończyć zdania, zaskoczony niespodziewanym pocałunkiem z jej strony. Gdy zdołał otrząsnąć się z pierwszego szoku poczuł ziemny powiew na swoich wargach. Kate wpatrywała się w niego z błyszczącymi iskierkami w oczach, a dłoń przesunęła na jego policzek.
- Chcę- szepnęła, muskając delikatnie jego wargi- Zależy mi tylko na tym aby pozostało to tajemnicą dla ludzi z wytwórni. Nie mam nic przeciwko temu aby nasi przyjaciele o nas wiedzieli.
- Czemu zmieniłaś zdanie?- chciał dowiedzieć się co wywołało tą nagłą zmianę.
- Czy to ważne? Nie możemy po prostu zacząć cieszyć się sobą bez obawy o to czy ktoś nie przygląda nam się z ukrycia? 
Harry toczył ze sobą wewnętrzną walkę. Z jednej strony chciał się dowiedzieć prawdy, ale z drugiej zrozumiał, że w tym momencie nie ma to większego znaczenia. Trzymał w ramionach dziewczynę, o której marzył dniami i nocami. Wyobrażał sobie jak zabiera ją do kina lub na kolację tylko po to by zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Odpuścił. Bez zbędnych słów wpił się w jej bladoróżowe usta, a gdy je lekko rozchyliła pogłębił pocałunek. Nie mógł on się równać z żadnym, który dzielili ze sobą do tej pory. Był on jedyny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Pełno było w nim uczucia, którego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczyli, ale byli na najlepszej drodze żeby je odkryć. Kate czuła się bezpiecznie tulona przez chłopaka, który mimo swojego porywczego charakteru sprawiał, że nareszcie wiedziała gdzie jest jej miejsce. Sama też nie była idealna i dalej nie pojmowała jak ktoś taki jak on może chcieć mieć z nią cokolwiek do czynienia. Uważała, że jest zepsuta do szpiku kości, ale gdy była z nim ta myśl zdawała się zacierać w jej głowie. Jedno było pewne- byli dla siebie ważni i wyjątkowi. Przyjdzie czas kiedy oboje to zrozumieją.

Ona i on. Tacy sami. Tak różni. Razem- idealni. 

24 czerwca 2014

13

Londyn, The Groucho Club

       Jedno muszę przyznać- podziwiam Kate G. Mimo, że nie lubimy ze sobą pracować, a od niedawna ona stara się mnie unikać jak tylko może, uważam ją za kogoś wyjątkowego. Gdy ją poznałam wiedziałam, że jest to osoba, której nie obchodzą błahostki. Gdy już się za coś weźmie to zrobi to od początku do końca. 
 Pamiętam jak spotkałyśmy się pierwszy raz. Sztokholm, maj zeszłego roku. Debatowałam z Maxem Martinem na temat piosenkarza, którego przejęłam od innego menadżera pod swoje skrzydła, kiedy do gabinetu weszła ona- średniego wzrostu, szczupła dziewczyna z ciemnobrązowymi lokami opadającymi na ramiona. Ubrana w dopasowane czarne spodnie i idealnie wykrojoną marynarkę zasłaniającą jedwabną koszulę, pewnym krokiem zmierzała w moim kierunku. Jej twarz emanowała spokojem, a z oczu biła niesamowita pewność siebie. "Nie dość, że ładna to jeszcze z charakterem"- pomyślałam, kiedy wyciągnęła do mnie swoją drobną dłoń i przywitała mocnym jej uściskiem.
- Dzień dobry. Nazywam się Kate G i podobno chciała się pani ze mną widzieć- odezwała się swoim niskim, ale zarazem wyjątkowo kobiecym głosem. Wtedy zdałam sobie sprawę, że do odczuć, które mną zawładnęły odkąd ją zobaczyłam powinnam dodać zazdrość. Nie chodziło o wygląd czy ogólne wrażenie. Ta bezczelna dziewczyna doskonale wiedziała na co ją stać i ile jest warta. To sprawiało, że była niebezpiecznym przeciwnikiem. O ironio! Nieświadomie już wtedy zdawałam sobie sprawę, że nasze zawodowe relacje nie ułożą się po mojej myśli.
- Witam. Miło mi w końcu poznać kogoś kto tak zafascynował Maxa- skinęłam w kierunku producenta, który wpatrywał się w nią jak w upragniony rower zamknięty za szklaną taflą wystawy sklepowej- To rzadkie zjawisko. 
- W tym wypadku uwielbienie działa w dwie strony. Musi pani przyznać, że jest to niezwykle utalentowany i znający się na rzeczy człowiek- odparła, posyłając mu delikatny uśmiech- Praca z nim to sama przyjemność.
- W takim razie przejdźmy do sedna naszego spotkania- zaproponowałam.
- Zamieniam się w słuch.
Usiadła na skórzanym fotelu, założyła nogę na nogę i w pełni skupiona wysłuchała tego co miałam jej wtedy do zaoferowania. 
 Na początku wszystko szło świetnie, aż nie nastało pewne czwartkowe popołudnie. Kate pracowała nad utworem, który miał znaleźć się na najnowszej płycie mojego podopiecznego, a ja właśnie zatwierdziłam datę jej wydania. Pozostawało jedynie nagrać ostatnie piosenki i dopiąć wszystko na ostatni guzik. Oszacowałam, że z tempem w jakim kompozytorka uwijała się z kolejnymi piosenkami nie zajmie nam to dłużej niż dwa tygodnie. Wtedy nauczyłam się, że nigdy nie można być niczego pewnym na sto procent. 
- Witam panie!- do studia wszedł mój nieposkromiony artysta, nad którym nie umiałam zapanować- Mamy wielki problem- oznajmił ciskając w tekściarkę błyskawicami, ale ta ze słuchawkami w uszach zupełnie nie zwracała na niego uwagi, pochłonięta swoim zajęciem. Bardzo mu się to nie spodobało, gdyż dla niego to ona stanowiła źródło problemu, dlatego też podszedł do niej i bez ostrzeżenia wyrwał ją z jej małego świata. 
- Ej!- dziewczyna krzyknęła, mierząc go zabójczym wzrokiem- Zwariowałeś? Co ci odbiło?
- Mi?!- wskazał na siebie palcem, po czym nachylił się w jej stronę, niemal przypierając ją do oparcia fotela- To z tobą jest coś nie tak!
- Odsuń się- warknęła, odpychając go od siebie.
- Możesz nam na spokojnie wyjaśnić o co chodzi?- poprosiłam, chcąc dowiedzieć się co się takiego stało.
- Przesłuchałem propozycję singla, którą wczoraj od niej dostałem- wymierzył długi palec w Kate, która wstała i wysłuchiwała jego niezadowolenia z rękami założonymi na piersi- Chyba ją pojebało jeśli myśli, że będę się promował takim gównem!
- Słucham?- brunetka, otworzyła szeroko oczy by za chwilę zmrużyć je gniewnie.
- Powiedziałem, że nie będę śpiewać żadnych pierdolonych ballad!- krzyknął.
- Myślę, że wszyscy powinniśmy się uspokoić i spokojnie porozmawiać- próbowałam załagodzić sytuację, ale komuś tu zdążyła sodówka uderzyć do głowy i ani myślał pójść za moją radą. Z przerażeniem patrzyłam jak złość zaczyna kipieć z kompozytorki, która od samego początku domagała się należytego szacunku. Takie zachowanie było dla niej czymś nie do pomyślenia.
- Co ci się konkretnie nie podoba?- wysyczała przez zęby, kurczowo trzymając się resztek swojego opanowania. 
- Wszystko. To co tworzysz jest do bani i nawet głuchy nie chciałby tego słuchać, a co dopiero śpiewać. Jesteś do niczego i nie wiem za co płacę.
 - Po pierwsze- podeszła do niego bliżej i choć była od niego niższa o dobre piętnaście centymetrów nie dała się zastraszyć jego napiętą posturą- Nie pozwalaj sobie, a po drugie czytałeś kontrakt przed jego podpisaniem. Trzeba było wtedy składać wnioski i zażalenia. 
- Może zmieniłem zdanie po tym jak próbowałaś mi wcisnąć chłam dla głupich nastolatek? Lepiej bierz się do roboty i pisz nowy materiał albo cię zniszczę- zagroził jej, łapiąc ją za ramię i to przelało czarę goryczy. 
Kate obróciła się na pięcie i podeszła do swojego tymczasowego biurka. Z hukiem zamknęła laptopa i wrzuciła papiery do torebki. Opuściła studio trzaskając z impetem drzwiami. Nie pozostało mi nic innego ja iść za nią i postarać się wszystko naprawić. 
- Zaczekaj!- wołałam, ale dopiero za trzecim razem poskutkowało. Odwróciła się w moją stronę, a wściekłość biła od niej na kilometr.
- Możesz powiedzieć swojemu pupilowi, że już nigdy więcej mnie nie zobaczy. Lepiej żeby zaczął szukać sobie nowego kompozytora.
- Nie możesz nas teraz zostawić- oznajmiłam- Mamy umowę.
- Którą w każdej chwili mogę zerwać- zaznaczyła i niestety miała rację.
- Nie zrobisz tego.
- Jeszcze się przekonamy- odparła gniewnie- Wycofuje się. Wszystko co do tej pory napisałam nie ma prawa ujrzeć światła dziennego, a już na pewno nie z jego nazwiskiem obok. 
- Zdajesz sobie sprawę, że będziesz musiała zapłacić odszkodowanie?
- Prześlij mojemu prawnikowi numer konta. Skontaktuje się z tobą, gdy tylko spotkam się z nim w Londynie. 
- Będziesz tego żałować- zacisnęłam dłonie w pięści, czując jak ja również zaczynam tracić nad sobą kontrolę. 
- Jedyne czego żałuję to, że zgodziłam się na podpisanie z wami czegokolwiek. Więcej nie popełnię tego błędu.
I tym oto sposobem moja współpraca z Kate G zakończyła się wielką porażką. Nienawidzę przegrywać. Zawsze dostaję to czego chcę i nikt nie jestem mnie w stanie powstrzymać przed osiągnięciem wyznaczonego celu. Nikt oprócz niej. Straciłam przez nią mnóstwo kasy i dobrze rokującego artystę. Wszystko przez to, że nie potrafiła zapomnieć i skupić się na pracy, a nie na budowaniu swojej stabilnej pozycji. Dałam jej ostatnio szansę na naprawienie tej sytuacji lecz jej nie wykorzystała. Ponownie mi odmówiła, a jak już wspomniałam w stosunku do mnie się tego nie robi. Dlatego zemszczę się i zrujnuję ją tak samo jak ona zrujnowała mnie. Mam plan idealny i nie zawaham się go użyć. Pora żeby ktoś ją nauczył, że nie należy mi się sprzeciwiać. Laura Marin zawsze wygrywa. Zawsze. 

- Spóźniłaś się- obdarzyłam mój nowy nabytek, w postaci długonogiej blondynki lodowatym spojrzeniem.
- Nie dramatyzuj. To tylko piętnaście minut- wywróciła oczami, zarzucając swoje proste jak druty włosy na bok- Straszne korki w tym Londynie.
- Skup się!- uderzyłam pięścią w stolik, co przywołało niechciane zerknięcia osób siedzących obok nas w restauracji- Mamy ważną sprawę do załatwienia. 
- A co ja mam do tego?
- Chcesz odnieść sukces czy nie?- spytałam, na co skinęła głową- Dalej spotykasz się z tym całym Zaynem?
- Tak. Mamy się spotkać gdy wróci z trasy- oznajmiła, oglądając swoje paznokcie- Rozgrywam wszystko tak jak kazałaś.
- Nastąpiła mała zmiana planów.
- To znaczy?
- Pojedziesz jeszcze dzisiaj do Manchesteru- poinformowałam ją, podając jej bilet na pociąg- Gdy już tam będziesz, masz niepostrzeżenie wkraść się do komputera Kate i zgrać piosenkę, której pierwotną wersję mam na kartce, którą zabrałam jej ze Sztokholmu.
- Niby jak mam to zrobić?- popatrzyła na mnie z niedowierzaniem- Nie taki była umowa!
- Czas zmienić nieco jej warunki- odparłam- Zależy ci na sławie czy nie?
- Tak, ale nie tak to miało wyglądać. Miałam tylko wydobyć z Malika kilka informacji. Nie godziłam się na kradzież!
- Zapamiętaj sobie to co ci teraz powiem, ponieważ nie mam zamiaru się powtarzać- pochyliłam się w jej stronę żeby tylko ona mogła mnie usłyszeć- Po trupach do celu. Albo to zrobisz albo możesz wracać na tą swoją prowincję i wieść życie zwykłej wieśniaczki.
Dziewczyna zacisnęła usta w wąską linię. Rozejrzała się dookoła jakby chciała się upewnić, że nikt nas nie obserwuje, po czym przystała na moją propozycję nie do odrzucenia.
- Dobra. Zrobię to. Jak ona wygląda?
- Nie potrzebny ci jej opis. Gdy tylko znajdziesz się w pobliżu od razu się zorientujesz, że to ona. 
- Wcale nie ułatwiasz mi tego zadania- burknęła pod nosem- Skąd mam wiedzieć, którą piosenkę mam zgrać? Pewnie ma ich miliony.
- Szukaj podobnego tytułu. Jeśli taki znajdziesz odsłuchaj kawałek i jeśli tekst będzie się chociaż trochę zgadzał, wybierz tą. 
- Nie łatwiej byłoby zgrać wszystko co ma?- spytała, a ja wywróciłam oczami.
- Może i łatwiej, ale jak sama zauważyłaś ma ich dużo i długo by zajęło kopiowanie. O wiele szybciej znajdziesz ją po tytule. Wciśniesz odpowiednie przyciski na klawiaturze, wpiszesz słowo kluczowe i gotowe.
- A co jeśli mnie przyłapią?
- Masz to zrobić tak, żeby nikt się nie zorientował- odparłam sfrustrowana jej kolejnymi dylematami- Zdobędziesz to co trzeba i wracasz z powrotem. 
- Jasne...- westchnęła, upijając łyk wody- Coś jeszcze?
- Nie zapomnij, że słyszała nagranie jak śpiewasz. Postaraj się mówić nieco innym tonem. Wolę nie ryzykować, że rozpozna twój głos.
- Chyba aż tak dobra nie jest- wątpiła w zdolności tekściarki, ale nie znała jej tak dobrze jak ja. Co jak co, ale ucho ma świetne. 
- Żebyś się nie zdziwiła. Rób to co mówię, a niedługo staniesz się gwiazdą.
- Czemu to robisz?- zmarszczyła brwi po raz kolejny- Nie prościej byłoby z nią jeszcze raz porozmawiać.
Popatrzyłam na jej niemądrą twarzyczkę i pokręciłam z politowaniem głową. Jeszcze dużo musi się nauczyć.
- Ten rynek jest okrutny. Najwyższa pora żeby ktoś nauczył ją pokory. Poza tym...- chwyciłam w dłoń kieliszek wypełniony białym winem i upiłam jego mały łyk- Nic tak nie poprawia humoru jak zemsta. 

Manchester 

       Podejmowałem się w życiu wielu trudnych zadań. Nigdy jednak nie sądziłem, że kłótnia z kobietą może okazać się czymś ponad moje siły. Jest to zdecydowanie najbardziej wyczerpująca rzecz jaką w życiu zrobiłem.
- Nie zrobię tego!- upierała się przy swoim postanowieniu Danielle. Przetarłem dłonią zmęczoną twarz ale obiecałem sobie, że tym razem nie poddam się tak łatwo.
- Nie masz żadnego powodu ani prawa traktować Kate tak jak robisz to teraz- wyciągnąłem z rękawa kolejny argument- Taka była jej decyzja i nie pozostawało mi nic innego jak ją uszanować. Gdybyś ty była na moim miejscu pewnie też byś tak postąpiła.
- Żartujesz sobie?- spojrzała na mnie zaskoczona- Nigdy nie zmusiłabym kogoś żeby okłamywał wszystkich dookoła.
- Wcale nas do tego nie zmusiła. Nie przyłożyła nam pistoletu do głowy. Przedstawiła warunki na jakie musimy się zgodzić, a my na nie przystaliśmy. Koniec tematu.
- To był szantaż- odburknęła.
- Przestań zachowywać się jak dziecko!- warknąłem, gdy przestawałem panować nad moim stoickim spokojem- Masz w tym momencie iść i ją przeprosić za twoje bezpodstawne zarzuty oraz wczorajsze poniżanie na każdym kroku.
- Ja ją poniżałam?- oburzyła się- To ona przyparła mnie do muru zachowując się jak zimna i niedostępna bizneswoman. Musiałam się bronić.
- Nie przeginaj.
- Ale Liam....- jęknęła załamana widząc, że nic nie wskóra.
- Żadnego "ale". Pójdziemy teraz do niej i ładnie ją przeprosisz. Bez krzywienia się czy zbędnych komentarzy. Nawet jeśli działasz pod przymusem masz udawać, że sprawia ci to radość, a jej wybaczenie ulgę. Albo to zrobisz albo możesz wracać do Londynu już dzisiaj.
- Słucham?!- wytrzeszczyła na mnie swoje piękne oczy. Nie wierzę, że to mówię...
- Decyduj.
Dziewczyna stała w miejscu osłupiała. Zapewne nie spodziewała się po mnie takiej stanowczości. Szczerze powiedziawszy sam byłem zaskoczony tym jak twardo stawiałem dzisiaj warunki. Byłem nieugięty. Może nie tylko lepszego śpiewania nauczyłem się od naszej tekściarki?
Ostatecznie, po obdarzeniu mnie spojrzeniem z serii "Jeszcze się na tobie odegram!", moja ukochana z rękami założonymi na piersi ruszyła w stronę pokoju gdzie według otrzymanego od Louisa smsa znajdowała się Kate. Ku rozpaczy dziewczyny nie była ona sama. Razem z resztą siedziała przy wielkim stole i jadła śniadanie. Spoglądając na mnie błagalnie jeszcze raz próbowała się wymigać od swojego zadania, ale na nic się to nie zdało. Wystawiając swoją dumę na upokorzenie przed publiką zacisnęła zęby i podeszła do tekściarki, która akurat sięgnęła po kubek z gorącą herbatą. Gdy tylko zauważyła Danielle by swoim boku, zrezygnowała z zaspokojenia swojego pragnienia.
- Jeśli masz zamiar znów mi dokuczyć, zrzuć na mnie to co mam na talerzu, ale daruj mi bliskie spotkanie z wrzątkiem- odezwała się G.
- Nie po to tu przyszłam.
- A po co panno Peazer?
- Chciałam...- zawahała się, ale gdy zobaczyła jak ponaglam ją ruchem ręki, westchnęła głęboko i zrobiła to co do niej należało- Chciałam cię przerosić za moje wczorajsze zachowanie.
- No nie!- krzyknął nagle Niall sprawiając, że wszyscy wokół nie wiedzieli co się dzieje. Na początku myślałem, że może dostał rogalika, w którym nie było marmolady. Jak bardzo się myliłem...- Już myślałem, że zobaczymy jakąś walkę między wami, a ty przyszłaś ją przeprosić. 
- Zamknij się Horan- palnąłem go w ten blond łeb.
- Ja tylko chciałem żeby nasze śniadanie było nieco ciekawsze. Same nudy...
- Lepiej sprawdź czy Gaba nie dzwoniła żeby się spytać czy się najadłeś- poradziła mu kompozytorka, choć nawet na niego nie spojrzała- Czyli chcesz żebym ci wybaczyła, tak?- popatrzyła beznamiętnie na Dani.
- Tak. Zachowałam się nierozsądnie i nie przemyślałam tego co mówiłam i robiłam. Nie powinnam była ulegać emocjom tylko rozpatrzyć to wszystko na spokojnie. Przepraszam.
Dziewczyny wpatrywały się w siebie bez końca. Dan przestępowała z nogi na nogę czekając na werdykt podczas gdy kompozytorka nie dała po sobie nic poznać. Ani czy to wyznanie zrobiło na niej jakiekolwiek wrażenie, ani czy choćby w minimalnym stopniu udało się ją udobruchać. Mimo, że wczoraj przekonywała mnie, iż nic się takiego nie stało wiedziałem, że w głębi duszy musiało ją to choćby odrobinę zdenerwować. 
- Zróbmy tak...- odezwała się po chwili trwającej całą wieczność- Udawajmy, że nasze wczorajsze spotkanie nie miało miejsca i zacznijmy wszystko od nowa, tak jak należało to zrobić na początku- wyciągnęła do niej rękę- Jestem Kate.
- Danielle- dziewczyna uśmiechnęła się do niej przyjaźnie i odwzajemniła gest.
- Od razu lepiej- zaśmiała się pod nosem tekściarka- A teraz pozwól, że dam ci do podpisania klauzulę poufności, dzięki której będę miała pewność, że nie zdradzisz nikomu czym się zajmuję, chyba że będziesz chciała następnym razem spotkać się ze mną na sali sądowej.
Wszyscy (bez wyjątku) otworzyli szeroko usta. Kątem oka dostrzegłem jak Malikowi wypada z niej kawałek kanapki. Nawet Paul wydał się zaskoczony tym co usłyszał, ale jak na mądrego człowieka przystało, postanowił się nie wtrącać. Moja ukochana zaczęła rozglądać się dookoła, mając nadzieję, że zaraz wyskoczy ktoś zza drzwi z bukietem kwiatów i ogłosi, że znalazła się w programie "Ukryta Kamera", ale nic takiego nie nastąpiło. Sam zacząłem szukać po kieszeniach długopisu, którym mogłaby złożyć podpis, gdy ni stad ni zowąd Kate wybuchła gromkim śmiechem.
- Powinniście zobaczyć swoje miny!- zasłoniła dłonią usta aby stłumić odgłosy swojego rozbawienia. 
- To był żart?- Dani, nie mogła uwierzyć w to co się wydarzyło.
- Raczej zemsta- odparła G- Chyba nie myślisz, że tak po prostu bym ci wybaczyła? Zemsta jest słodka, a w tym wypadku bardzo zabawna.
- To wcale nie było śmieszne...
- Owszem, było. Żałujcie, że nie widzieliście swojej reakcji!- znów musiała się nieźle postarać żeby się opanować- Wszystko bym oddała by móc zobaczyć to jeszcze raz. A tak na poważnie...- wróciła do swojego bardziej oficjalnego tonu- Jeśli komuś zdradzisz czym się zajmuję to inaczej pogadamy, jasne?
- Oczywiście!- zgodziła się bez zbędnych negocjacji brunetka.
- To świetnie. A teraz idź i naciesz się swoim chłopakiem, bo zaraz zaczynają próbę i do wieczora będziesz zdana tylko i wyłącznie na mnie.

       Byłam zaskoczona postawą dziewczyny Liama mimo tego iż wiedziałam kto stoi za jej nagłą zmianą nastawienia w stosunku do mnie (i na pewno nie było to ona sama). Mimo tego, wszystko wskazywało na to, że być może nasze relacje wrócą na normalne tory i biedny Payne nie będzie się już musiał tak przejmować. Jeszcze nigdy mi go nie było tak szkoda jak ostatnio. Wolałabym żeby Danielle zwyzywała mnie od najgorszych, ale żeby on miał spokój. Odkąd go poznałam uważałam, że jest on najbardziej odpowiedzialny i poukładany w porównaniu do reszty swoich przyjaciół. Nawet do Savana. Właśnie dzięki temu jako pierwszy skradł moje serce. W pewnym sensie oczywiście.
 Korzystając z ostatnich chwil przerwy między przygotowaniami do kolejnego koncertu chłopaków, siedzieliśmy wszyscy razem w hotelowej sypialni Nialla i Zayna. Każdy dzielił się dotychczasowymi wrażeniami z trasy. Z wszystkich historii jakie było mi dane usłyszeć, opowieść Louisa jak to z Harrym zatrzasnęli swój pokój, znajdując się na zewnątrz w samych ręcznikach najbardziej mi się spodobała. 
- A pamiętasz jak ta babcia się na nas patrzyła?- zwrócił się do Stylesa Tommo, który był tak podekscytowany tym co im się przytrafiło, że omal nie zrzucił ze swoich kolan Eleanor.
- Ona jak ona, ale jej mąż?- przypomniał mu przyjaciel- Ten to dopiero miał minę!
- Mogłabym się po was spodziewać wielu rzeczy, ale żeby zgorszyć w ten sposób dwoje staruszków?- popatrzyłam na nich z udawanym obrzydzeniem- Powinniście się wstydzić!
- Czemu mnie tam nie było? Zrobiłbym wam zdjęcie!- odezwał się niezadowolony z faktu, że nie przyłapał swoich kolegów na takiej wpadce Malik.
- To by dopiero była pamiątka!- dodała Dani, która od kilkunastu minut zwijała się koło mnie ze śmiechu- Wydrukowałabym sobie tą fotkę na pamiątkę i powiesiła nad łóżkiem.
- Chyba powinienem się obrazić- zmierzył ją surowym wzrokiem Li.
- Czemu?
- Chcesz zawiesić w swojej sypialni zdjęcia moich półnagich przyjaciół? Czy to nie wydaje ci się odrobinę niestosowne?
- Dałbyś mi swoje to bym nie miała takiego problemu- wzruszyła ramionami.
- No Liam...- zaklaskał w dłonie Horan jakby chciał go popędzić- Szoruj do łazienki, a ja zaraz przyjdę z telefonem.
- Jesteście nienormalni i odrażający- skwitowałam ich rozmowę- Pamiętacie, że niedawno jedliśmy obiad?
- Nie udawaj Kate- mrugnął do mnie okiem Louis- Na pewno marzysz o tym, aby zrobić to samo ze zdjęciem Hazzy.
- O tak! Nie rozumiem czemu nie dałeś mi go na urodziny? Zrobiłabym sobie z niego fototapetę na całą ścianę- wywróciłam oczami, ale najwyraźniej nie wszyscy dostrzegli sarkazm mojej wypowiedzi.
- Jeszcze nic straconego- poruszył wymownie brwiami Loczek- Zaraz możemy naprawić jego błąd.
- Nie, dziękuję. Już i tak śnicie mi się po nocach i zapewniam was, że takich koszmarów to ja jeszcze nie miałam.
- Ale musisz przyznać, że jestem w nich zabójczo przystojny.
- Owszem- potwierdziłam jego domniemania- Tak bardzo, że w każdym śnie muszę cię z tego powodu zniszczyć.
- Uuuuu!- jak zwykle skorzy do nabijania się z każdej możliwej okazji kumple, nie mogli nie skomentować naszej jakże uprzejmej wymiany zdań. Dzięki Bogu na moją korzyść.
Zastanawiałam się jak odpowiem na następną ciętą ripostę Styles'a, przewidując różne scenariusze, kiedy do pokoju wszedł zmieszany Paul, kierując pytanie do jednego ze swoich podopiecznych. 
- Zayn, znasz niejaką Chloe?- spytał, marszcząc przy tym czoło.
- Wysoką i zgrabną blondynkę?- Higgins zerknął przez swoje ramię, po czym przytaknął- Znam. Co w związku z tym?
- Czeka na ciebie w drugim pokoju- poinformował go menadżer, na co chłopak wytrzeszczył ze zdziwienia oczy. 
Kiedy się otrząsnął z pierwszego szoku, bez słowa wstał i udał się za mężczyzną aby przywitać swojego gościa, w czasie gdy ja poczułam na moim nadgarstku mocny uścisk. Gdy opuściłam wzrok, zobaczyłam zaciśniętą na nim dłoń Danielle, do której zaraz dołączyła El. Zaczęły ciągnąć mnie do niedomkniętych drzwi. 
- Co wy wyprawiacie?!
- Musimy ją zobaczyć!- szepnęły najciszej a zarazem najgłośniej jak się dało- Nie mów, że nie jesteś ciekawa kogo poderwał. 
- Już wiem, że jest blondynką...
- No chodź!
Zaciągnięta siłą do naszego punktu zwiadowczego (czytaj- futryny, do której zostałam przygnieciona przez moje dwie kompanki), obserwowałyśmy jak Malik wita się z jakąś dziewczyną. Była dość wysoka, o długich nogach i nienaturalnie prostych włosach. Miałam wrażenia, że gdy rusza głową to zachowują się jak hełm, były takie sztywne.
- Nie podoba mi się- stwierdziła po wstępnych oględzinach Calder.
- Mi też nie- podzieliła jej opinię Peazer- Wdaje mi się taka...
- Wredna?- podpowiedziałam, na co skinęły twierdząco głową- Chyba jednak mamy coś ze sobą wspólnego- zaśmiałam się zerkając na Dan.
W pewnym momencie para odwróciła się w naszą stronę. Szybko się wycofałyśmy, choć i tak pewnie zdążyli nas zauważyć. Po chwili Zayn wrócił do pokoju wraz z nieznajomą przy swoim boku.
- Chciałbym wam przedstawić Chloe- wskazał ruchem ręki na blondynkę, która wyszczerzyła się do nas, ukazując rząd idealnie równych i wybielonych zębów.
- Cześć!- odezwali się wszyscy chórem, oprócz mnie i moich nowych koleżanek, wyznających tą samą prawdę- coś z tą dziewczyną jest nie tak.
- Bardzo miło mi was poznać- odpowiedziała zbyt uprzejmie, a ja nie mogłam zrozumieć czemu odnoszę wrażenie, że powinnam ją skądś kojarzyć. Nieświadomie wypowiedziałam na głos słowa, które ku memu zaskoczeniu przeraziły dziewczynę. To dało mi jeszcze więcej do myślenia.
- Znam cię.

       Włosy stanęły mi dęba. Ciarki przechodziły po plechach, powodując nieprzyjemne uczucie chłodu, a oczy domagały się chociaż kilku mrugnięć. Niestety ich błagania nie mogły zostać spełnione. Bałam się nawet drgnąć. Jakim cudem Kate wie kim jestem? Przecież nigdy w życiu mnie nie widziała. Może Laura miała racje i rozpoznała mój głos? Skąd ja wiem, że to ona? Tak jak mówiła Marin- bije od niej niesamowita energia i jeśli miałabym obstawiać która ze znajdujących się w pokoju osób to słynna w muzycznych kręgach tekściarka, postawiłabym na nią.
- Czyżby?- spojrzałam na nią zaskoczona, jednocześnie próbując zapanować na drżącym głosem, aby nie podsuwać jej kolejnych powodów do podejrzeń- Nie przypominam sobie żebyśmy się kiedykolwiek spotkały.
- Szczerze to ja też nie, ale mam nieodparte wrażenie, że skądś cię kojarzę- upierała się przy swoim przeczuciu- Jesteś z Londynu?
- Tak- przyznałam, choć było to kłamstwo. Tak naprawdę pochodzę ze Szkocji- Być może widziałaś mnie gdzieś na mieście i zapadłam ci w pamięć.
Brunetka o kręconych włosach przechyliła na bok głowę, mierząc mnie intensywnym spojrzeniem, ale nic już się nie odezwała.
- Dołącz do nas- zaprosił mnie do towarzystwa jedyny blondyn w grupie. To musiał być Niall Horan.
- Bardzo chętnie.
- Czemu tak nagle przyjechałaś?- spytał mnie szeptem Malik- I skąd wiedziałaś gdzie się zatrzymamy?
- To nie jest wielka tajemnica odkąd wzięliście udział w talent show- uśmiechnęłam się do niego łobuzersko- Wystarczyło poszperać trochę w internecie- albo zgarnąć te informacje od Laury. Jak kto woli.
- Zaskoczyłaś mnie- odparł oschle, a z jego twarzy dało się wyczytać coś na kształt złości.
- Gniewasz się?- wzruszył ramionami- Obiecuję, że wieczorem ci to wynagrodzę.
Mężczyźni... Wystarczy w zawiły sposób wspomnieć o jednym, a oni już szczerzą się jak głupi od ucha do ucha. Muszę jednak przyznać, że w wykonaniu Zayna jest to wyjątkowo piękne zjawisko. Gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach...
Musiałam jak najszybciej wyzbyć się tych myśli i zagłuszyć poczucie winny, które zaczynało we mnie narastać choć jeszcze nic takiego nie zrobiłam. Zbeształam w duchu samą siebie po raz setny przypominając sobie czemu się na to zdecydowałam. Musiałam przystąpić do działania. Według informacji przekazanych mi od menadżera chłopaków znajdowałam się w pokoju Malika. Oczywistym było, że tutaj nie znajdę tego czego szukam. Rozejrzałam się dookoła aby ocenić sytuację. Wszyscy pogrążeni byli w rozmowie na jakieś nudne tematy. Skupiłam swój wzrok na kompozytorce, która bawiła się kartą od swojego pokoju, przekładając ją między palcami. Gdy tylko przenosiła na mnie swoje spojrzenie starałam się odwracać wzrok w drugą stronę lub delikatnie się do niej uśmiechać. Dobrze wiedziałam, że ma na mnie oko, dlatego też musiałam szybko działać. Muszę mieć ten klucz- pomyślałam. Gdy oznajmiła, że idzie do łazienki, zostawiając plastikowy kartonik na półce przy wyjściu dziękowałam niebiosom za pomoc. Dziewczyna zniknęła za drzwiami, a ja informując siedzące najbliżej mnie osoby, że muszę iść się przebrać po podróży, udałam się w tym samym kierunku co ona. Po drodze niepostrzeżenie podmieniłam nasze klucze. Sądząc po numerze widniejącym na białej karcie, czym prędzej udałam się na trzecie piętro, gdzie znajdował się jej pokój. Serce waliło mi jak szalone. Wstrzymywałam oddech jakby miało mi to pomóc w uniknięciu kary w razie gdyby ktoś nakrył mnie na gorącym uczynku. Ku memu zadowoleniu korytarz okazał się być kompletnie pusty, więc nie musiałam się martwić o jakichkolwiek świadków. Włożyłam kawałek plastiku do zamka, a po chwili zapaliło się zielone światełko. Popchnęłam drzwi i znalazłam się w niewielkim, pomalowanym na beżowo pokoju. Lustrując wzrokiem pomieszczenie doszłam do wniosku, że Kate nie zdążyła się jeszcze rozpakować, ale jej laptop leżał otwarty na łóżku. Szybkim krokiem podeszłam do niego i przyklęknęłam obok. Zdecydowanie miałam dzisiaj więcej szczęścia niż rozumu. Gdy tylko przejechałam palcem po padzie ekran rozświetlił się, ukazując zdjęcie Kate i jakiejś dziewczyny jako tło pulpitu. Najwyraźniej musiała zapomnieć go wyłączyć nim wyszła. Wzięłam kilka głębokich oddechów, a następnie drżącymi dłońmi najechałam kursorem na folder o nazwie "Projekty". Pośród setek plików znalazłam nagranie, które wydawało mi się być roboczą wersją piosenki, której tekst ukradła Marin. Po kilku nieudanych próbach włożenia przenośnej pamięci w port USB udało mi się w końcu trafić i skopiować to po co tu przyszłam. Gdy wychodziłam z pokoju obejrzałam się za siebie, aby upewnić się czy wszystko jest na swoim miejscu. Zatrzaskując drzwi odetchnęłam z ulgą, ale napięcie towarzyszące mi podczas całej akcji niewiele zmalało. Czułam, że postępuję źle, ale jakie miałam inne wyjście? Mogłam to zrobić i stanąć przed szansą rozwinięcia wielkiej kariery albo wrócić do domu jako wielka przegrana. Wybór był prosty. 
- Nie przebrałaś się- przywitał mnie oskarżycielskim tonem Zayn, gdy wróciłam z powrotem. Przez chwilę wydawało mi się, że o wszystkim wie, ale postanowiłam zignorować to uczucie.
- Wiem- odparłam najpewniej jak mogłam- Stwierdziłam, że będziesz chciał osobiście pomóc mi pozbyć się ubrania- szepnęłam mu na ucho, a na jego twarzy pojawił się kolejny tajemniczy uśmiech. Nim się zorientowałam posadził mnie na swoich kolanach, mrucząc pod nosem co będziemy robić gdy już wszyscy pójdą do siebie.