6 sierpnia 2014

17

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Raz, dwa, trzy...
Z zaciekawieniem obserwowałam jak Kate dodaje kolejne łyżeczki cukru do swojej małej espresso pomimo tego, że nie słodzi. Oparłam brodę na dłoni i próbowałam odpowiedzieć sobie sama na pytanie, które nie dawało mi spokoju- czemu nie zdecydowałam się na studia związane z psychologią? Przecież mam pod dachem idealny materiał do badań!
- Iść do sklepu po kolejny kilogram?- zainterweniowałam, kiedy z białej filiżanki zamiast kawy zaczął wylewać się cukier.
Przyjaciółka oprzytomniała i przeklęła cicho pod nosem. Sięgnęła po zawieszoną na rączce od szafki ścierkę i zaczęła sprzątać zrobiony przez siebie bałagan.
- Czemu jesteś dziś taka rozkojarzona?- spytałam, podczas gdy ona włączyła ponownie ekspres- Odkąd wczoraj wróciłaś nie odezwałaś się ani słowem. 
- Moje życie jest takie pojebane- odpowiedziała niezwykle szczerze. Nie żebym wcześniej nie słyszała jak przeklina, ale takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, a gdy już do nich dochodzi oznacza to, że musiało stać się coś bardzo złego. 
- A co ci się w nim nie podoba?
- Wszystko.
Popatrzyłam na nią z niezrozumieniem, gdy po raz kolejny nalewała sobie kawy. Jak ktoś taki ja ona może narzekać na cokolwiek? Dobra, może faktycznie los jej nie oszczędził w paru kwestiach, ale obecnie wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. 
- Jesteś piękna, inteligentna i zaradna jak nikt inny. Robisz to co kochasz świetnie przy tym zarabiając, masz oddanych przyjaciół, a ostatnio zyskałaś wspaniałego chłopaka, który wskoczyłby za tobą w ogień. Czego chcieć więcej?
Dziewczyna zerknęła na mnie kątem oka, upijając łyk swojego gorącego napoju. To była jedyna reakcja. Najwyraźniej moje argumenty nie były zbyt przekonujące przez to, że gdzieś w otchłani jej pogmatwanych myśli zawsze znalazło się to jedno wspomnienie, które potrafiło zniszczyć pozostałe w ciągu milisekundy. Nawet gdy ja przypomnę sobie jej twarz w dniu, kiedy odbywał się pogrzeb jej rodziców, mój humor od razu staje się taki... grobowy. 
- Wiem, że czasami nie masz łatwo, ale to nie jest powód do tego, żeby chodzić cały czas z nadąsaną miną. Życie toczy się dalej i musisz sobie to w końcu uświadomić i przestać pląsać po domu jak zombie, bo jeszcze trochę i mi się od ciebie udzieli- dokończyłam zdenerwowana nawet nie wiem czym. Kasia usiadła na przeciwko mnie przy stoliku, który udało mi się kupić na pchlim targu po godzinie namawiania jej. 
- Byłaś kiedyś w sytuacji, gdzie słusznym było wyznanie komuś prawdy, ale z drugiej strony zdawałaś sobie sprawę z tego, że to może wszystko zniszczyć?- spytała, wlepiając we mnie swoje zielone tęczówki, które tego ranka były kompletnie pozbawione życia.
- Może raz- przyznałam- Czemu nie powiesz mi wprost co się dzieje? We dwie spróbujemy znaleźć jakiś kompromis.
- Tutaj nie ma kompromisu- odparła, wyglądając przez okno, po którego szybie spływały krople deszczu. Kolejny ponury dzień w Londynie.
Przyjaciółka westchnęła cicho, obserwując zamazany na zewnątrz świat. Wydawała się spokojna i opanowana, ale po nerwowym bawieniu się łańcuszkiem zawieszonym na jej szyi widać było, że coś jest nie tak. 
- Tomek mnie pocałował- odezwała się w końcu co sprawiło, że omal nie spadłam z krzesła- Byłam wczoraj u niego żeby go przeprosić, a ten idiota mnie pocałował- zaśmiała się cicho bardziej z bezradności niż z rozbawienia.
- Jak to? Przecież on ma dziewczynę!
- A ja chłopaka- zaznaczyła- Widocznie mu to nie przeszkadza.
- Caroline to widziała?- miałam ochotę zadać tysiąc pytań na raz, ale nie było to możliwe.
- Nie, jest we Francji. Byliśmy sami.
- Czy ty...- zaczęłam, ale nie byłam pewna czy chcę dokończyć to zdanie. Niestety Kasia nie załapała mojej aluzji, dlatego musiałam wyrazić się jaśniej- Chciałaś tego?
- Słucham?!
- Odwzajemniłaś pocałunek?- wyjaśniłam, za co zostałam obdarowana pełnym pogardy spojrzeniem.
- Za kogo ty mnie masz?! Gdyby tak było to powiedziałabym, że się całowaliśmy a nie, że on mnie pocałował. Poza tym nie mogłabym zrobić tego Harry'emu. Jak mogłaś tak pomyśleć?!
- Przepraszam, przepraszam!- uniosłam ręce do góry w geście obronnym- Tak tylko chciałam się upewnić.
- No to ci się udało- warknęła- Masz jeszcze jakieś inne idiotyczne pytania, czy mogę już przejść do doradzania się ciebie co mam zrobić?
- Idźmy dalej- oznajmiłam, nie chcąc jej jeszcze bardziej drażnić. Kto wie co by się stało gdybym znowu wypaliła coś głupiego. 
Brunetka wstała, a następnie zaczęła się przechadzać po kuchni w tę i z powrotem. Z nerwów musiało jej się zrobić gorąco, gdyż zdjęła marynarkę i rzuciła ją niedbale na krzesło. Wcale jej się nie dziwię.
- Co mam zrobić?- zwróciła się do mnie po chwili- Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Z reguły wiem jaki powinien być następny krok, ale to mnie przerasta. Nie jestem dobra w związkach, a co dopiero gdy przypominają one jedną wielką katastrofę. 
- Musisz powiedzieć Styles'owi- doradziłam jej. Była to jedyna słuszna decyzja jaką mogła podjąć.
- Do tego sama doszłam w nocy, ale jak już wcześniej wspomniałam moje miłosne decyzje nie są najszczęśliwsze, dlatego zadam jeszcze raz to samo pytanie, a ty odpowiesz mi w inny sposób- wytłumaczyła jak według niej powinna wyglądać nasza rozmowa, na co wywróciłam oczami- Więc co mam zrobić?
- Może nie jesteś jednak taka zła w te klocki, skoro sama doszłaś do prawidłowych wniosków- stwierdziłam- Jeśli ty mu nie powiesz, to zrobi to ktoś inny. Tak czy inaczej kiedyś się dowie, ale chyba lepiej jeśli stanie się to jak najszybciej i jeśli usłyszy to z twoich ust. Będziesz miała przynajmniej pewność, że nikt nie dorzuci do tej historii swoich trzech groszy.
Zsuwając się na ziemię po drzwiach czerwonej lodówki, Kasia zamknęła oczy i uderzyła kilka razy głową o aluminiową powłokę.
- Masz rację. Cholera, masz rację- powtarzała w kółko- Nienawidzę tego, że masz rację. To ja powinnam mieć rację, ale nie mam.
Obawiałam się, że popadła w jakąś chorobę psychiczną z nadmiaru emocji, dlatego też przysiadłam się obok niej.
- Zostaw naszą lodówkę w spokoju. Ona nie jest niczemu winna- położyłam jej rękę na czole żeby nie mogła nią ruszać.
- Jeśli mu powiem to będzie z tego jedna wielka drama- stwierdziła niezadowolona- On go zniszczy, zaraz po tym jak skończy ze mną.
- Nie będzie tak źle- pocieszałam ją z ciepłym uśmiechem na ustach- Na ciebie tylko nawrzeszczy jak zwykle z resztą kiedy jest wściekły. Co do Tomka to nie wróżę mu takiej świetlanej przyszłości, ale sam sobie naważył piwa.
- Nie mówmy o alkoholu- poprosiła- Jeszcze się nie pozbierałam po ostatniej imprezie, a dzisiaj mamy iść do Eda- jęknęła- Myślisz, że możemy to odwołać?
- Nie sądzę. Chyba, że chcesz żeby Sheeran też skopał ci tyłek.
- Chyba sobie daruję takich wrażeń.
Między nami zapadła kojąca cisza. Niestety pozostały jeszcze dwie kwestie do omówienia nim każda z nas zajmie się swoimi sprawami.
- Kiedy mu powiesz?- spytałam bez ogródek i tym razem nie musiałam wyjaśniać kogo miałam na myśli.
- Nie wiem- wzruszyła bezradne ramionami.
- Nie zwlekaj z tym zbyt długo- podpowiedziałam- Jeszcze jedno.
- Zaczynam się bać...
- Co z Caroline?- ścisnęłam mocniej jej rękę kiedy po raz kolejny wróciła do obijania zamrażarki.
- Nie mam pojęcia.

Dom Savana

       Czułem się dokładnie tak samo jak wtedy, gdy moja mama przychodziła z wywiadówek w szkole. Były tylko dwie różnice. Pierwsza- wtedy to moja kochana rodzicielka suszyła mi głowę. Druga- przynajmniej wiedziałem za co dostaję opieprz, a teraz jestem kompletnie zielony. Próbowałem przypomnieć sobie wszystkie żarty jakie wywinąłem ostatnio Savanowi, ale brakowało mi już pomysłów. 
- Nie rozumiem czemu siedzę w twojej kuchni, pod twoim czujnym wzrokiem, zamiast dołączyć do chłopaków i zacząć wreszcie próbę.
- Wysil się trochę- mężczyzna skrzyżował ręce na piersi- Udowodnij, że masz coś więcej pod tą rozwianą czupryną i moje wyobrażenie o kompletnej próżni tam panującej jest błędne.
- Ale naprawdę nie wiem co ja takiego zrobiłem!
Cała ta sytuacja zaczynała mnie denerwować i nie miałem zamiaru udawać, że wszystko jest w porządku. Przecież jestem niewinny! Chyba.
- Jeżeli chodzi o to, że zwinąłem z górnej szafki ostatnie ciastko to przepraszam- przyszedł mi do głowy ostatni powód, za który mogło mi się oberwać- Zaraz pójdę do sklepu i ci je odkupię.
- Nie o tym mówimy! Mam na myśli...- przerwał nagle swoją wypowiedź, która mogła rzucić nieco światła na ten cały absurd- Zabrałeś moje ostatnie Oreo?!
- Jakie Oreo? Gdzie?- rozglądałem się dookoła udając głupiego. Trzeba było trzymać język za zębami- Powiesz mi w końcu za co powinienem czuć się winny?
- Pamiętasz jak prosiłem cię żebyś się nie wtrącał?- spytał, na co wywróciłem oczami.
- Pamiętam i co z tego? Mógłbyś być nieco bardziej rzeczowy? Od tamtej pory nie wtykałem nosa w...- urwałem, gdy jego prawa brew uniosła się do góry, ukazując powątpiewanie- Czyli, że wiesz?
Mężczyzna skinął głową i zaczął zmierzać w moim kierunku. Odruchowo wstałem z wysokiego krzesełka i zacząłem się cofać.
- To nie tak jak myślisz!
- A jak mój drogi, posłuszny Louisie?
- To wszystko pomysł Gaby!- zrzuciłem na moją partnerkę winę. Skoro jej tu nie ma to i tak jej nic nie grozi- To ona wszystko zorganizowała. Prawie wszystko- przyznałem po chwili- Poza tym na początku odradzałem jej podejmowanie jakichkolwiek kroków.
- Na początku- powtórzył- A potem się ochoczo przyłączyłeś i spiskowałeś za plecami Kate i Harry'ego zapewne świetnie się przy tym bawiąc. 
- Aż tak zadowolony to nie byłem- przyznałem- W razie czego wybrałem sobie trumnę gdybym źle skończył.
- Mam nadzieję, że nie odwołałeś tego zamówienia- wyraził swoją wiarę w moje rozsądne postępowanie. Naiwniak. 
- Mógłbyś poczekać z wymierzaniem kary?- poprosiłem- Chyba jednak zdecyduje się na inny model. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jaki teraz mają wybór w tych sklepach. A jakie promocje! Może ci coś polecić?- paplałem jak najęty, w czasie gdy Kotecha próbował mnie dorwać. Chodziliśmy wokół wyspy kuchennej, bawiąc się w kotka i myszkę. Wiadomo kto odgrywał jaką rolę. 
- Mi na razie nie śpieszy się na tamten świat, a już na pewno sam się na niego nie pcham w przeciwieństwie do ciebie- gęsia skórka przeszła mi po plecach.
- Ale przecież wszystko jest w porządku. Mamy szczęśliwy happy end! Nie rozumiem czemu się tak na mnie złościsz.
- Ponieważ to dopiero początek- odparł, zatrzymując się- Naprawdę sądzisz, że z ich charakterami wszystko teraz pójdzie jak po maśle? Razem są jak tykająca bomba, która nie wiadomo kiedy wybuchnie.
- Nie dramatyzuj- machnąłem na niego ręką co sprawiło, że znów rzucił się w pogoń za mną. Niestety przez moją nieuwagę zdołał mnie chwycić za ramię.
- Posłuchaj- zniżył głos stając się bardziej dosadnym- Zależy mi na nich obojgu i życzę im jak najlepiej, ale jeśli któreś z nich pożałuje podjętej dzięki wam decyzji to gorzko tego pożałujesz razem z Gabą. Jasne?
- Yhym- mruknąłem cicho, nie będąc w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa.
- Świetnie, a teraz leć do sklepu i przynieś mi moje Oreo.
- Serio się o to wściekasz?- spytałem naburmuszony. Czułem się jak pięciolatek, który potraktował pomalowaną na biało ścianę jak kartkę papieru. Bardzo łatwo się pomylić! Przecież w tym wieku wydają się do siebie takie podobne. 
- Absolutnie nie, ale za karę masz mi odkupić podwójne opakowanie- oznajmił popychając mnie w stronę salonu.
- Gdzie idziesz Lou?- krzyknął do mnie Niall wylegujący się na kanapie.
- Postanowiłem dokarmić głodujących- pokazałem Savanowi język, za co oberwałem po głowie- Auć!
- A o czym tak długo rozmawialiście?- dopytywał się Liam.
- Louis uczył się pilnowania swoich własnych spraw zamiast cudzych- wyjaśnił im mężczyzna, który posłał mi ostatnie ostrzegawcze spojrzenie.
- Słyszałem, że w tym wieku trudno kogoś oduczyć złych nawyków.
- Ja tam mu jestem wdzięczny- zabrał głos Harry, jednocześnie stając w mojej obronie. Chociaż jeden!
- Ty lepiej się pilnuj żebym cię nie musiał powiesić na suchej gałęzi za złamanie serca mojej siostrzyczce- ostrzegł go- Idź już do tego sklepu i zapamiętaj, że moich batonów się nie rusza.
- Byłem głodny- wyciągnąłem z rękawa ostatni ratujący mnie argument, ale okazał się mało pomocy. 
Nagle z góry zbiegła Ana omal nie taranując śpiącego na podłodze Zayna. Jak on może tyle spać? Jeszcze trochę i odleżyny mu się porobią na tyłku.
- Coś się stało kochanie?- zwrócił się do niej zdezorientowany mężczyzna.
- Umówiłam się z Kate na wybieranie sukni ślubnej. Jestem już spóźniona pół godziny!
- Kate idzie oglądać kiecki?!- spojrzał na nią zaskoczony Horan.
- Będzie moją druhną- oznajmiła kobieta, a ja znów zapomniałem ugryźć się w język.
- Naprawdę?- również nie ukrywałem swojego zdziwienia- To może Hazza powinien zostać twoim drużbą Kotecha?- poklepałem go po ramieniu- Czy to by nie było cudowne? Może udałoby się udzielić im ślubu zaraz po was?
- Masz trzy sekundy żeby zniknąć mi z oczy- odparł gniewnie- Raz, dwa...
Zanim zdążył powiedzieć trzy, stałem już przy kasie w sklepie z dodatkowym opakowaniem jego ulubionych ciasteczek. Naprawdę igram ze śmiercią.

Salon sukien ślubnych

       Czuję się osaczona i kompletnie nie na miejscu. Wszystko tu jest białe lub różowe, a jedyny odmienny akcent stanowią niebieskie podwiązki schowane pod szybą niewielkich gablotek. Co chwilę jestem trącana przez jedną z konsultantek pracujących w salonie, która taszczy za sobą niewyobrażalnie drogie kiecki ozdabiane falbanami, kryształkami i innymi duperelami, których nazw nie znam i nie chcę poznać. Po tym jak przypadkiem omal nie wpadłam na stojący nieopodal stolik, po kolejnym zamachu na moje życie dokonanym przez balową suknię projektanta, o którym w nigdy nie słyszałam, ale sadząc po objętości jego działa uwielbia napompowane bezy, postanowiłam przysiąść na niewielkiej kozetce, która wyglądała jakby pochodziła z dworu samej królowej.
- Kate! Chodźmy!- usłyszałam wołanie Any. Tylko ona czuła się tutaj jak ryba w wodzie. Podobnie jak pozostałe przyszłe panny młode i ich rodziny przebierała w wystawionych na pokaz kreacjach i zachwycała się tymi, które przechodziły jej koło nosa. Jedyną osobą, która nie mdlała z wrażenia z powodu koronki w kolorze ecru byłam ja. Zaskoczeni? Ja też nie. 
 Starając się nie zgubić w tym korytarzowym labiryncie podążyłam za przeszczęśliwą kobietą. Nie mogłam pojąć jej entuzjazmu. Przecież oni tu mają z tysiąc wzorów! W momencie gdy to sobie uświadomiłam, zaczęłam się modlić żeby tylko nie przyszło jej do głowy wszystkich przymierzać.
- Masz już coś upatrzone?- spytałam z nadzieją w głosie. Powiedz, że tak! Błagam!
- Przeglądałam kilka katalogów, ale w głównej mierze zdam się na Morgan.
- A Morgan to...
- Moja konsultantka- powiedziała to tak jakby była to największa oczywistość. No tak. Głupia ja- Poleciła mi ją Alison.
Zdecydowałam nie wnikać kim jest owa dziewczyna tudzież kobieta. Im więcej wiem tym bardziej boli mnie głowa i tym gorzej znoszę odgłosy płaczących ze szczęścia jeszcze nie żon, które pewnie nawet nie wiedzą w co się pakują. Spoglądając na jedną z nich, której o dziwo towarzyszył narzeczony zaczęłam się zastanawiać czy zawsze już będzie tak kontrolował każdą jej decyzję, skoro nawet tutaj przyszedł. Czy on nie zna ślubnych przesądów? 
 Mój mózg zaczął łączyć ze sobą kilka wyrazów i gdy już myślałam, że moja wena powróciła pod wpływem natłoku uczuć zamkniętych w tych czterech ścianach, ktoś położył rękę na moim ramieniu i wszystko się rozpłynęło. Cholera.
- Ty jesteś Ana?- starsza pani uśmiechnęła się do mnie promiennie, oczekując mojej odpowiedzi.
- Nie, to ja- narzeczona Savana przywitała się z nią serdecznie- To jest Kate, moja druhna. Będzie mi dzisiaj doradzać w wyborze sukni.
- Cudownie. W takim razie proszę za mną.
Grzecznie ruszyłyśmy za ubraną na czarno kobietą. Nie odrywałam wzroku od jej ciemnej marynarki, która w tym wypełnionym światłem i jaskrawymi kolorami budynku przynosiła ulgę moim biednym oczom.
- Naprawdę wyglądam tak dojrzale, że wzięto mnie za pannę młodą?- zwróciłam się do Any, której głowa kręciła się w prawo i w lewo. Jakby tylko mogła to okręciłaby ją o trzysta sześćdziesiąt stopni żeby niczego nie ominąć. 
- Każdy gdy ubierze się tak elegancko jak ty dzisiaj wygląda poważniej i doroślej niż wskazuje na to jego wiek- stwierdziła lustrując mnie wzrokiem. Gdy sama na siebie popatrzyłam stwierdziłam, że mogłabym tu pracować. Moje ubranie wyglądało dokładnie tak samo jak wszystkich pracownic i pracowników. Brakowało mi jedynie plakietki z imieniem przyczepionej do piersi.
- Byłam wcześniej na spotkaniu i nie miałam czasu wrócić do domu żeby się przebrać.
- Mam nadzieję, że nie musiałaś rezygnować przeze mnie ze swoich zawodowych spraw?
- Oczywiście, że nie- zapewniłam ją- Nawet jestem ci wdzięczna. Było strasznie nudno.
 Po kilku minutach krążenia między wieszakami i unikania zderzenia z innymi klientkami, dotarłyśmy do jednej z przebieralni. Wszystkie trzy usiadłyśmy na wygodnej kanapie, która jako jedyna była w kolorze krwistej czerwieni. Ale zaszaleli! 
- Możesz opisać mniej więcej jak wyobrażasz sobie swoją wymarzoną suknię?
- Nie chciałabym nic przesadzonego- zaczęła opowiadać o kreacji, nad którą rozmyślała od pierwszego dnia po zaręczynach- Preferuję sukienki bez ramiączek, z delikatnymi ozdobami. Dół powinien być zwiewny i lekki. Nie chcę niczego w czym przypominałabym księżniczkę Disneya. 
- Rozumiem- Morgan zapisała wszystko skrupulatnie w swoim małym notatniku i ze złożoną nam obietnicą, że zaraz wróci znikła za drzwiami. 
- Stresujesz się?- spytałam brązowowłosą kobietę, siedząca obok mnie.
- Czym? To tylko przymiarka- uśmiechnęła się do mnie rozbawiona.
- Nie pytam o to.
- A o co?
- O przyszłość- odparłam- Nie siadasz czasem w fotelu, patrząc jak Savan pracuje i nie dopadają cię obawy, że kiedyś może nie być tak idealnie jak jest teraz?
Ana przez chwilę zastanawiała się jak odpowiedzieć na moje pytanie.
- Może trochę- oznajmiła- Ale zaraz potem uświadamiam sobie, że w naszym życiu zawsze są wzloty i upadki. Nie raz pokłóciłam się z twoim bratem i jeszcze nie raz zrobię to ponownie. Czasami będzie to błahostka, a czasami skończy się to tak, że nie będziemy się odzywać do siebie przez tydzień. Wierzę jednak, że dzięki temu, że oboje się kochamy uda nam się przezwyciężyć każdą przeciwność losu, na którą natrafimy.
Uważne wsłuchiwałam się w jej słowa, ale nie zdążyłam się do nich odnieść gdyż niezwykle szybka Morgan zdążyła wrócić z kilkoma propozycjami. Muszę przyznać, że jest niezła. 
- Witam moje drogie panie z powrotem- z jej twarzy nie schodził profesjonalny uśmiech- Proponuję zacząć od tego cudeńka.
 Aby nie przeszkadzać, wyszłam na zewnątrz i cierpliwie czekałam aż zobaczę na co stać profesjonalne konsultantki tego salonu i czy faktycznie są takie dobre jak słyszałam. 
W między czasie wróciłam do obserwowania przedślubnego szału, który panował wokół. Napotykając co chwila roześmiane twarze, które mieszał się z załzawionymi oczami dziewczyn, którym oprócz wymarzonego mężczyzny, udało się także znaleźć wymarzoną suknię zaczęłam zastanawiać się czy ja kiedykolwiek stanę na ich miejscu. Czy z takim samym entuzjazmem będę debatować na temat idealnie skrojonych materiałów i pasujących do nich welonów sięgających ziemi. Czy z podobną ekscytacją będę wyczekiwać dnia, w którym pokaże się zgromadzonym na moim weselu gościom i co powie mój tata kiedy zobaczy mnie w bieli, prowadząc mnie do ołtarza...
Ta myśl przyszła niespodziewanie. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to nie możliwe. Mnie nigdy nie będzie dane przeżyć czegoś takiego. Nigdy nie złapię mojego ojca pod ramię i patrząc jak w oddali moja mama próbuje powstrzymać łzy szczęścia, nie stanę na ślubnym kobiercu, otwierając kolejny rozdział w moim życiu.
W momencie gdy miałam się rozkleić i uciec stąd jak najdalej, drzwi do przebieralni otworzyły się, a przede mną stanęła zupełnie inna osoba niż ta, którą tam zostawiłam.
- I jak?- spytała nerwowo przyglądając się mojej reakcji.
- Ana, ja...- nie mogłam znaleźć odpowiednich słów, żeby opisać to jak pięknie się prezentuje- Wow! Jest śliczna! Wyglądasz w niej jak milion dolarów.
- Naprawdę?- upewniła się już z uśmiechem na twarzy- Zobaczyłam ją na wieszaku i już nie chciałam zakładać nic innego. Myślisz, że Savanowi się spodoba?
- N-na p-pewno- zająknęłam się, zakrywając dłonią usta.
- Kate co się dzieje?- kobieta wzięła mnie w ramiona, a ja rozkleiłam się na dobre.- Morgan, mogłabyś nas zostawić na chwilę same?
Starsza pani uprzejmie wyszła, zwracając mi uwagę żebym przypadkiem nie pobrudziła białego dzieła sztuki tuszem do rzęs. Wredne babsko. 
- Hej, kochanie- położyła rękę na moim policzku i zmusiła abym na nią spojrzała- Czemu płaczesz?
- P-przepraszam- nie mogłam się opanować- Po prostu się wzruszyłam.
- A tak naprawdę?- spytała po raz kolejny nie dając się zbić z tropu. Jak ona to robi?
Pociągnęłam mało atrakcyjnie nosem, po czym wzięłam głęboki oddech.
- Stojąc na korytarzu zdałam sobie sprawę, że nigdy nie spotka mnie coś takiego.
- O czym ty mówisz?
- O tym, że nigdy nie wyjdę za mąż.
- Niby czemu nie?
- Ponieważ nie chcę. Nie jeśli moich rodziców nie będzie przy mnie.
- Kate- poczułam jak wątłe ramiona zacieśniają się wokół moich- Coś ci pokażę, tylko musisz najpierw coś dla mnie zrobić, dobrze?
 Nawet nie wiem kiedy zamieniłyśmy się miejscami. Teraz to ja stałam na drewnianym podeście w białej sukni bez ramiączek, idealnie dopasowanej w talii i delikatnie rozchodzącej się ku dołowi. Gorset wyszywany był małymi, błyszczącymi kryształkami, które nadawały mu blasku, a spódnica wykonana była z czystego jedwabiu. Gdyby nie moje przekrwione od płaczu oczy mogłabym polubić ten widok.
- Popatrz na siebie- poprosiła Ana, widząc jak usilnie odwracam wzrok od lustra- Wyglądasz ślicznie i kiedyś będziesz najpiękniejsza panną młoda jaką widział świat. 
- Ale...
- Żadnego ale!- przerwała mi- Owszem, nie będzie z tobą mamy ani taty, ale będą inni, którzy będą cię podziwiać. Ja pożyczę ci kolczyki na szczęście, a Savan jako dumny brat poprowadzi cię do ołtarza. Będzie udawał, że jest twardy i go to nie rusza, ale w głębi serca będzie płakał jak dziecko poruszony, że mógł być z tobą w tak ważnym dniu. Co do pana młodego, to gdy tylko cię zobaczy zda sobie sprawę, że jest jeszcze większym szczęściarzem niż wydawało mu się do tej pory i nie będzie się mógł doczekać aż zostaniesz jego żoną na dobre i na złe. W zdrowiu i w chorobie.
Zaczęłam się śmiać słysząc jej proroczą historię. Wydawała mi się ona tak nieprawdopodobna, a jednocześnie pragnęłam aby kiedyś okazała się prawdziwa. 
- Dziękuję Ana- odwróciłam się w jej stronę i przytuliłam ją- Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy.
- Wiem kochanie- ucałowała mnie w policzek- Zobaczysz, kiedyś przypomnisz sobie tą opowieść i zdasz sobie sprawę, że to dzieje się naprawdę. 

Dom Eda

       Jeśli Kate wystawi mnie do wiatru to przysięgam na swój kraj, że zakopię ją we własnym ogródku i nawet nie zapalę świeczki. Wszyscy już są oprócz niej. Spóźnia się dwie godziny!
- Ed! Gdzie masz kubki?!- Danielle wychyliła się przez drzwi od tarasu- Nie mogę ich zaleźć.
- Leżą pod stołem przy grillu- odkrzyknąłem, nie odrywając wzroku od telefonu. Może coś jej się stało? Inaczej by zadzwoniła. Chyba, że znów o mnie zapomniała.
Wybrałem jej numer i przyłożyłem komórkę do ucha, ale ktoś wyrwał mi ją z ręki. Spojrzałem przez ramię zbulwersowany, tylko po to by zobaczyć za sobą zmarnowaną Kate.
- No nareszcie!- oparłem ręce na biodrach- Gdzieś ty była?
- Wybierałam z Aną suknię ślubną- odparła beznamiętnie- Przepraszam za spóźnienie. Nie chciałam cię zawieść- spuściła głowę i utkwiła wzrok w splecionych dłoniach.
- Nic się nie stało- zapewniłem ją, obejmując ramieniem- Po prostu się martwiłem. Coś się stało?
Niestety nie zdążyła mi odpowiedzieć gdyż w pokoju pojawił się nagle Harry.
- Mogę wiedzieć czemu obściskujesz się z moją dziewczyną?- przyglądał się nam ze zmarszczonymi brwiami. Zazdrośnik.
- Tylko się witaliśmy- zabrałem swoje ręce- Już ci oddaje twoją dziewczynę- zaakcentowałem odpowiednie słowo tak samo jak on przed chwilą.
- Lepiej tak zrób.
Przejął ją w swoje objęcia i złożył delikatny pocałunek na jej niewielkich ustkach. Nie mogłem się na nich napatrzeć. Gdyby ktoś w zeszłym tygodniu spytał mnie czy jestem świadom, że będę świadkiem takiej sceny wyśmiałbym go na miejscu, a teraz musiał przyznać mu rację.
- Jak było?
- Męcząco- odparła krótko. Nie musiała dodawać nic więcej. Po jej skwaszonej minie widać było, że stanowiło to dla niej niemały wysiłek. 
- Dobra gołąbeczki!- klasnąłem w dłonie i zacząłem ich ciągnąć w kierunku ogródka- Nie mamy czasu na wasze miłostki. Pora się zabawić! Kate, co pijesz?
- Herbatę.
- Żartujesz?- uniosłem zaskoczony brwi- Chyba nie myślisz, że pozwolę ci na mojej imprezie popijać ziółka.
- Pamiętasz jak wczoraj wyglądałam?- spytała, ale nie czekała na odpowiedź- Właśnie. Dlatego dzisiaj nie chcę nawet patrzeć na alkohol.
- Nawet jednego piwa?
- Nie.
- Dobra, już dobra- uniosłem ręce do góry, słysząc jej nieznoszący sprzeciwu ton- Tylko nie bij. Ale ty Styles mnie nie zawiedziesz?
- Jasne, że nie- uśmiechnął się szeroko, całując dziewczynę w czubek głowy. Boże... Czy tak to będzie wyglądać cały wieczór?
- W takim razie zaczynamy zabawę!

       Wszyscy siedzieli wokół ogniska, popijając drinki i śmiejąc się z mało zabawnych żartów Louisa, które bawiły tylko jego dziewczynę. Niall z Gabą pilnowali grilla co niedługo miało okazać się nie najlepszym pomysłem, a Danielle i Liam zajmowali się muzyką, plądrując moje półki z płytami. Z kolei Harry i Zayn podziwiali mój najnowszy tatuaż, który zafundowałem sobie w zeszłym tygodniu.
- Wygląda ekstra- Malik przyglądał się mojemu przedramieniu- Ja też zrobię sobie coś nowego.
- Serio?- zdziwił się Loczek- Nic nie mówiłeś.
- Dopiero dzisiaj ustaliłem termin i wzór. 
- Może ja też sobie coś wytatuuję- stwierdził Styles. Zacząłem się śmiać wraz z jego przyjacielem, ale on wyglądał na bardzo poważnego.
- Jaja sobie robisz. Lepiej zapytaj się swojej nowej dziewczyny co ona na to. Jeszcze jej się przestaniesz podobać i co zrobisz?
- Jeden tatuaż nic nie zmieni- odarł pewny siebie- Prawda Kate?
Brunetka siedziała z głową opartą na dłoni i tępo wpatrywała się w ogień. Zupełnie się wyłączyła, przez co nic do niej nie docierało. Dopiero kiedy nią potrząsnąłem wróciła do świata żywych.
- Mówiłeś coś?- spytała zdezorientowana.
- Przysnęłaś?
- Jakiś ty dzisiaj zabawny Sheeran- zmierzyła mnie wzrokiem, po czym skupiła go na swoim chłopaku- O co chodzi?
- Co byś powiedziała gdybym zrobił sobie tatuaż?
- Skąd ten pomysł?- zmarszczyła brwi- Dolali ci coś do drinka?
- Właśnie o to mi chodziło- poklepałem kumpla po ramieniu- One zawsze tak reagują.
- A ty Kate masz jakąś dziarę?- zwrócił się do niej Mulat. Nie odpowiedziała, a zamiast tego upiła łyk piwa ze szklanki Styles'a. To mogło oznaczać tylko jedno- Niemożliwe! Słuchajcie! Kate ma tatuaż!
- Jasne...- powątpiewał w to Louis- Niby gdzie?
- Masz jeszcze jakieś pytania Tomlinson?- odezwała się w końcu, co zamknęło wszystkim jadaczki i to dosłownie. Wszyscy umilkli jakby właśnie dowiedzieli się kto jest winny najokrutniejszej zbrodni świata.
- Czemu ja go jeszcze nie widziałem?!- oburzył się Harry.
- Ponieważ jest w takim miejscu, że go nigdy nie zobaczysz- uśmiechnęła się do niego słodko i przejęła jego kubek. Dokończyła napój, po czym spojrzała na Gabę, która była bardzo rozbawiona. A ktoś tu miał rzucić alkohol...
- Wiesz gdzie go ma?
- Mój drogi- uśmiechnęła się do niego łobuzersko, jednocześnie posyłając Kate oczko- Ja wiem o niej wszystko.
- Zaczynam podejrzewać, że łączy was coś więcej niż przyjaźń- wtrącił się Liam. 
Biedny Horan nie wiedział jak poradzić sobie z tą informacją i o mało co nie udławiłby się kawałkiem kiełbaski z ketchupem. 
- Ten wieczór robi się bardzo ciekawy- stwierdził Malik, odpalając papierosa- Ma ktoś jeszcze jakieś nowinki?
- Jak tam twoja wena Kate?- spytałem przyjaciółkę, jednak chyba nie był to dobry pomysł. Powoli odwróciła się w moją stronę i niemo dała mi do zrozumienia, że już po mnie.
- A coś z nią nie tak?- podchwycił temat Payne.
Kate unikała spojrzeń, które teraz były na nią skierowane. Nerwowo przeczesywała włosy by za chwile znęcać się nad rękawem bluzy, którą jej pożyczyłem. Przeklinałem się w duchu za mój niewyparzony język. Oczywiście nie pomyślałem o tym, że być może nie chciała nikomu o tym mówić. 
- Uznajmy, że ostatnio nie możemy się dogadać- ogłosiła ze spuszczonym wzrokiem- Niedługo wszystko wróci do normy.
- Jesteś pewna?- dopytywał się Lou, za co El szturchnęła go w ramię- To znaczy, na pewno będzie dobrze.
- Zaśpiewajmy coś razem- zaproponowała Dani- Nie znam się na muzyce tak dobrze jak wy, ale warto spróbować. Być może to coś da.
- Świetny pomysł!- zgodziłem się z nią- Chcielibyście usłyszeć piosenkę, którą napisałem dla Kate gdy się poznaliśmy?
- Pewnie!- odkrzyknęli chórem. Ucieszony pobiegłem do domu po wysłużoną gitarę. Gdy wróciłem usiadłem wygodnie koło przyjaciółki, która dalej usilnie wbijała wzrok w splecione ręce- Gotowa?
- Nie chcę- burknęła pod nosem.
- Daj spokój. Chociaż chórki- uśmiechnąłem się do niej ciepło.
Nie czekając na jej zgodę, ponieważ i tak bym jej nie uzyskał zacząłem grać. Wszyscy przysiedli się bliżej nas i ku memu zaskoczeniu Kate niemal od razu dołączyła do śpiewania. Nie był to szczyt jej możliwości, ale nawet ciche pomrukiwanie w jej wykonaniu było zjawiskowe. Zadowolone miny na twarzach moich gości wskazywały na to, że im się podobało. Dziewczyny przytulały się do swoich ukochanych rozmarzone, a ja cieszyłem się tym widokiem. Uważałem za cudowny fakt, że muzyka potrafi tak zbliżać ludzi. Właśnie za to ją kochałem.
Najwidoczniej Harry nie chciał odstawać od reszty, dlatego też ujął w swoją wielką dłoń rękę Kate i z bijącym od niego uwielbieniem wsłuchiwał się w jej głos. Oboje nie odrywali do siebie wzroku. Byli jak zahipnotyzowani. Jakby znaleźli się w swoim własnym świecie. Małej szklanej kuli, pod którą nie mogły dosięgnąć ich żadne problemy i troski. Jeszcze nigdy nie widziałem przyjaciółki takiej szczęśliwej. Co chwilę przerywała żeby szeroko się uśmiechnąć zawstydzona rumieńcami na swoich policzkach, które pojawiały się za każdym razem gdy Styles obdarowywał ją jednym z tych spojrzeń, które tylko ona mogła prawidłowo odczytać. Był to rodzaj języka, który tylko oni rozumieli, a inni nie byli w stanie się go nauczyć. Coś co łączy tylko dwoje ludzi w wyjątkowy sposób i zdarza się tylko raz w życiu. Coś czego nie da się zbadać, można jedynie poczuć. 
- Teraz zaczynam myśleć, że was też łączy coś więcej- oznajmił po zakończeniu naszego występu Malik.
- Och zamknij się...

       Kiedy Harry zapytał czy mam ochotę się gdzieś przejść od razu przystałam na jego propozycję. Było to dla mnie niczym zbawienie. Nie wiem na ile jeszcze pytań zdołałabym odpowiedzieć zanim nie rozszarpałabym ich wszystkich na kawałki. Niall i Liam byli niezwykle przejęci moim brakiem jakichkolwiek pomysłów na nowe piosenki. Co chwilę proponowali mi pomoc, choć tak właściwie chyba sami nie wiedzieli na czym miałaby ona polegać. Kiedy udało mi się ich w końcu zapewnić, że to etap przejściowy i wszystko wróci do normy napatoczyła się Danielle z Eleanor. Nie żebym ich nie lubiła, ale ich chęć dowiedzenia się jaką suknię wybrała Ana doprowadzała mnie do białej gorączki. Z tego wszystkiego najmniej natrętny był Zayn, który gdy tylko nadarzyła się okazja podciągał koniec pożyczonej przeze mnie bluzy żeby zobaczyć czy nie mam czasami jakiegoś trwałego obrazka na plecach. Na szczęście Styles'owi się to nie spodobało i postanowił trzymać mnie jak najdalej od niego. Tym oto sposobem o drugiej w nocy błąkamy się po przedmieściach Londynu.
- To miał być spacer a nie bieg!- usłyszałam za sobą wołanie.
Zatrzymałam się i zauważyłam, że wyprzedzam go o przynajmniej dziesięć metrów. Po chwili stanął przy mym boku, a gdy chciałam ruszyć dalej, złapał mnie za rękę powstrzymując.
- Sądziłem, że dzień na ślubnych zakupach cię wykończył, ale najwidoczniej się myliłem- uśmiechnął się do mnie tak jak tylko on potrafi sprawiając, że moje serce zabiło szybciej. 
- Dobija mnie zbyt dużo myśli nagromadzonych w mojej głowie. Chociaż muszę przyznać, że kilka godzin wśród wrzeszczących panien młodych również nie były przyjemne.
- Na pewno nie jest to powód do płaczu- stwierdził. Przyłożył dłoń do mojego policzka i opuszkiem kciuka potarł go kilka razy- Powiesz mi po dobroci co się stało czy mam wyciągnąć to z ciebie siłą?
- Wszystko jest w porządku.
- Kate...- zniżył ostrzegawczo głos.
Zamknęłam oczy i westchnęłam ciężko. Od czego mam zacząć? Od tego, że straciłam swój talent, że tęsknie za rodzicami czy, że jego największy wróg się do mnie dobierał? Tyle opcji do wyboru, tylko na którą się zdecydować?
- Gdy byłyśmy z Aną w salonie uświadomiłam sobie, że nigdy nie przeżyję tego co ona i te pozostałe wariatki.
- W sensie panny młode?- spytał, sprawdzając czy poprawnie odszyfrował słowo wariatki.
- Dokładnie- przytaknęłam- Patrząc na nie wyobrażałam sobie jakby to było stanąć na ich miejscu, potem zobaczyłam mojego tatę, który prowadzi mnie do ołtarza...- urwałam, gdy głos zaczął mi się ponownie łamać na wspomnienie ojca. Za wszelką cenę starałam się nie rozpłakać po raz kolejny, ale gdy Harry objął mnie swoimi szerokimi ramionami i poczułam bijące od  niego ciepło nie wytrzymałam. Kilka osamotnionych łez spływało po mojej twarzy, za nic nie chcąc się zatrzymać. 
- Już dobrze- pocieszał mnie, gładząc dłońmi po plecach- Pozwalam ci się rozkleić pod warunkiem, że robisz to ze szczęścia. Przecież nasz ślub będzie cudowny!
- Nasz?- powtórzyłam. Czyżbym się przesłyszała?
- Nasz- potwierdził- Za kilka lat zobaczę cię na końcu długiej drogi wysypanej płatkami kwiatów, w pięknej sukni, która będzie podkreślała twoją delikatną urodę. Tak jak wszyscy goście nie będę mógł oderwać od ciebie wzroku. Poprawię idealnie skrojony garnitur i cały stres, który będzie mnie zżerał od środka w tym ważnym dla nas dniu odejdzie w niepamięć. Stojąc na przeciwko siebie będziemy pewni, że jesteśmy sobie przeznaczeni. Ja zyskam wspaniała żonę, ty nieziemsko przystojnego męża.
- Ja jestem tylko wspaniała, a ty nieziemsko przystojny?- zaśmiałam się przez łzy.
- Resztę epitetów wygłoszę podczas składania przysięgi małżeńskiej- oznajmił- Będzie ciepły letni wieczór, a dookoła zapalone będą małe świeczki.
- Czemu wieczór?- spytałam zaintrygowana wybraną przez niego porą.
- Żebyś mogła zobaczyć swoich rodziców- odparł.
Zmarszczyłam brwi nie rozumiejąc jego wizji. Co ma jedno do drugiego? Choćbyśmy się pobierali w jaskini ciemność i tak by nic nie zmieniła.
- Postradałeś zmysł. To niemożliwe.
- Znasz historie, które ludzie opowiadają sobie o zmarłych? Te gdzie przedstawiani są oni jako gwiazdy na niebie?
- Tak...- odpowiedziałam niepewnie. 
- Ja w nie wierzę- wyznał- W to, że nasi bliscy, z którymi musieliśmy się zbyt wcześnie pożegnać patrzą na nas z góry a dowodem na to, że tam są i mają się dobrze są gwiazdy. Dlatego też weźmiemy ślub wieczorem żeby nie tylko oni mogli nas widzieć, ale także my ich. Zupełnie tak jak teraz.
Złapał mnie za podbródek i uniósł moją głowę do góry. Gdy pozbyłam się niechcianych łez ujrzałam niebo zapełnione małymi, jasno świecącymi się punkcikami. Według Harry'ego miały symbolizować one tych, których jesteśmy zmuszeni kochać wyłącznie w naszych sercach. Zapewniać nas, że mimo dzielącej nas odległości, czuwają nad nami. 
 Z lekkim uśmiechem na ustach spojrzałam w jego zielone tęczówki, które ani trochę nie przypominały moich. Nie było w nich strachu czy żalu. Biło z nich szczęście i gorące uczucie, którym mnie darzył, a ja robiłam wszystko aby odwdzięczyć mu się tym samym.
- Byłam taka głupia udając, że nie dostrzegam w tobie najlepszych cech- wyznałam czując się winna. Zaplotłam ręce na jego karku i oparłam swoje czoło o jego.
- Człowiek uczy się na błędach.
 Rozpływałam się, gdy czułam jego usta na moich. Nasze zsynchronizowane, ciężkie oddechy znakomicie współgrały ze sobą, a wargi wpasowywały się w siebie nawzajem. Wplotłam palce w jego miękkie loki, w czasie gdy on postanowił rozpalać moją skórę do czerwoności dłońmi, zanurzonymi pod sztywny materiał bluzki. Zatracałam się całkowicie będąc tak blisko niego i nawet gdy czułam, że zaraz zemdleję pod wpływem doznań, które mi gwarantował pragnęłam znacznie więcej. 
- Pachniesz jak Sheeran- wyszeptał, gdy nasze płuca natrętnie domagały się świeżego powietrza, które nas otaczało- Mam ochotę zerwać z ciebie tą paskudną bluzę. 
Ignorując jego uwagę złączyłam jeszcze raz nasze nabrzmiałe usta razem chcąc zapamiętać tą chwilę jak najdłużej. Wiedziałam, że zaraz ją zniszczę i pozostanie po niej jedynie wspomnienie.
- Harry, muszę ci powiedzieć coś jeszcze...
- Tak?
Chłopak czekał cierpliwie aż wyduszę z siebie to co mnie gryzie. Zacisnęłam mocno powieki, jakby miało mi to pomóc w złagodzeniu tego co zaraz nastąpi, ale nie byłam na tyle głupia aby łudzić się na jakikolwiek pozytywny efekt. Wzięłam głęboki wdech i zmierzyłam się z tą stroną Styles'a, której do tej pory nie znałam.
- Kiedy urządziłam sobie z Alexem małe tournee po klubach zawitaliśmy gdzieś jeszcze- przygryzłam wargę, próbując znaleźć sposób na powiedzenie prawdy w najbardziej łagodny sposób jaki jest tylko możliwy.
- Tylko mi nie mów, że spodobało ci się w klubie dla gejów- spojrzał na mnie przerażony, a ja miałam ochotę go walnąć za to, że mi przerywa, wszystko utrudniając.
- Gorzej- odparłam- Byłam u Tomka.
Nie będę kłamać. Rano mogłam się założyć, że już w tym momencie nieziemsko się wkurzy i nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Zamiast tego ze spokojem w głosie spytał:
- Po co?
- Nie pamiętam- wzruszyłam bezradnie ramionami- Wiem tylko, że odprowadził mnie do domu, ale nie w tym tkwi problem.
- A w czym?
- W tym, że...
Zabrakło mi odwagi. Miałam nadzieję, że gdzieś zza drzewa wyskoczy Gaba i mnie wyręczy w wyjawieniu prawdy. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie miałam zielonego pojęcia jak to rozegrać. Powiedzieć wszystko bez ogródek czy dorobić do tego niestworzoną historię byleby tylko załagodzić skutki uboczne.
- Kate, o co chodzi?- obniżył głos i odsunął się ode mnie. Stał na tyle daleko, że nie mogłam go dotknąć co jeszcze bardziej mnie dobijało. Myślałam, że jeśli ujmę jego dłoń lepiej to przyjmie, ale teraz czułam się wystawiona jak na tarczy czekając na ostrzał.
- Było mi głupio, że wparowałam do jego mieszkania w środku nocy, w dodatku kompletnie pijana, dlatego poszłam go wczoraj przeprosić- zaczęłam opowiadać wszystko po kolei- Nie wiem jak to się stało, że zaczęliśmy się kłócić, a on mnie... pocałował.
Jakimś cudem udało mi się przecisnąć przez gardło ostatnie słowo. Poczułam ulgę by zaraz potem stanąć twarzą w twarz z wszelkimi konsekwencjami.
Panowała grobowa cisza i półmrok. Jedyne światło, które na nas padło pochodziło z latarni oddalonej kilka metrów od nas. Pomimo tego, że Harry stał do niej tyłem i to ja byłam o wiele bardziej oświetlona, nie przeszkadzało mi to w dostrzeżeniu jego ciasno zaciśniętej szczęki i piorunów bijących z źrenic.
Nie byłam w stanie się ruszyć. Bałam się, ze jeśli drgnę resztki spokoju, które trzymały go jeszcze w ryzach ustąpią i będę świadkiem sceny niczym z najstraszniejszego horroru rozgrywanego na żywo. 
- Chciałaś tego?- syknął zgrzytając zębami i ledwo rozchylając wargi.
- N-nie- zająknęłam się przerażona jego postawą. W tym momencie mógł być zdolny do wszystkiego. 
- Zabiję go.
Na przykład do tego.

Mieszkanie Tomka

       Gniew zawładną całym moim ciałem i umysłem. Nie czułem nic oprócz narastającej we mnie z każdym kolejnym krokiem wściekłości. Kate próbowała za wszelką cenę mnie zatrzymać, zastępując mi drogę i ciągnąc za ramię w przeciwnym kierunku, ale nawet gdyby stanęła teraz przede mną naga mówiąc, że chce się ze mną kochać całą noc bez pamięci nic by nie wskórała. Przynajmniej dopóki nie zrobi tego naprawdę.
- Harry błagam cię!- stanęła na przeciw mnie ostatni raz, kiedy zacząłem walić w drzwi mieszkania Tomka.
- Odsuń się i nie przeszkadzaj- warknąłem na nią- Już!
Dziewczyna zacisnęła usta w wąską linię, ale ostatecznie zrozumiała, że nic nie jest w stanie mnie teraz powstrzymać, dlatego też spełniła moją prośbę. 
Ponownie zapukałem (o ile tak można nazwać dobijanie się do kogoś) w drewnianą powłokę. Słysząc w oddali krzyki "już otwieram!" odpuściłem i zacząłem się przygotowywać do realizacji mojego planu, który obmyśliłem podczas drogi tutaj.
Gdy tylko drzwi ustąpiły wymierzyłem silny cios prosto w szczękę zaspanego, a przede wszystkim zaskoczonego moim widokiem chłopaka. Dotarł do mnie jęk dziewczyny, która patrzyła na wszystko z szeroko otwartymi oczami i dłońmi zakrywającymi usta. Nie miałem jednak czasu się teraz przejmować nią i jej przerażoną miną. Musiałem dać komuś nauczkę.
Zdezorientowany Tomek oparł się o ścianę w swoim przedpokoju.
- Co jest do cholery?!- spytał rozzłoszczony, spluwając krwią z rozciętej wargi na podłogę.
Chwyciłem go za kołnierzyk koszulki i powaliłem na podłogę, ale jak zwykle gdy dochodziło do rękoczynów między nami nie doceniłem go. Nim zdążyłem wymierzyć w jego stronę kolejny prawy sierpowy, zdążył się podnieść i zrewanżować. Przez chwilę miałem mroczki pod oczami, zupełnie tracąc orientację w przestrzeni. Potknąłem się o podwinięty dywan i wpadłem na stojącą nieopodal komodę.
- Przestańcie!- Kate krzyczała ile sił w płucach, ale nie była na tyle odważna żeby się do nas zbliżyć.
- Ja nie zacząłem! To ten twój kochaś- zrzucał na mnie winę mój przeciwnik, co jeszcze bardziej mnie nakręcało. 
- Ja?! To ty nie umiesz trzymać rąk przy sobie!- wrzeszczałem celując prosto w jego brzuch- Nie rozumiesz, że ona cię już nie chce?! Zajmij się swoją dziewczyną, a od mojej się odpierdol!
- Powiedziałaś mu?!- spytał oburzony brunetkę, która ze łzami spływającymi po jej bladych policzkach obserwowała wszystko z bezpiecznej odległości.
- Powiedziała!- kolejne uderzenie- Coś ci nie pasuje?!
- Odwal się!
- To ty się od niej odczep- trafiłem go ponownie w żebra, przez co stęknął z bólu- Jeszcze raz ją dotkniesz a cię zabiję, rozumiesz? Nie waż się nawet o niej pomyśleć!
- Harry przestań! Wystarczy!
Poczułem na swoim ramieniu drobną dłoń Kate, która próbowała mnie od niego odsunąć. Dopiero kiedy zerknąłem na nią kątem oka i zobaczyłem w jakim jest stanie odpuściłem. Zaczerwienione od płaczu oczy, potargane od ciągłego przeczesywania włosy sprawiały, że wyglądała okropnie. Jednak nie to było w tym wszystkich najgorsze. Najbardziej zaszokował mnie strach, który z niej promieniował. Bała się tego co zobaczyła. Bała się, że mogę coś zrobić jej przyjacielowi i miała rację. Gdy ją zobaczyłem sam zacząłem się siebie bać.
Zrobiłem kilka kroków w tył, a ona podbiegła do niego i trzęsącą się ręką dotknęła rozbitej skroni. 
- O mój Boże...- szepnęła, gdy chłopak syknął z bólu pod wpływem jej delikatnego dotyku- Wszystko w porządku? Matko...- powtarzała w kółko, łamiącym się głosem. 
- Nic mi nie jest- uspokajał ją, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi- Powinniście oboje wyjść.
- Nie mogę cię zostawić w takim stanie!
- To tylko kilka siniaków- zapewnił z krzywym uśmiechem na ustach- Idź. Zadzwonię jutro cały i zdrowy.
Brunetka niepewnie zgodziła się, żegnając się z nim i wychodząc bez słowa. Ja natomiast musiałem dodać coś jeszcze.
- Nawet się nie waż z nią kontaktować.

Dom One Direction

       Cisza i mrok panujące w moim pokoju idealnie odzwierciedlały nieprzyjemne napięcie, które wytworzyło się między mną a Kate. Siłą zaciągnąłem ją do siebie ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Gdybym pozwolił jej wrócić do siebie możliwe, że już nigdy nie otworzyłaby mi drzwi i dzisiejszy nieudany wieczór byłby ostatnim, który spędziłem w jej towarzystwie. 
Za każdym razem gdy próbowałem nawiązać z nią jakiś kontakt lub wyciągałem w jej kierunku rękę odwracała się do mnie plecami. Unikała mojego wzroku i gdyby tylko mogła nie zbliżałaby się do mnie na mniej niż kilometr. Nie podobała mi się ta sytuacja, więc pomimo późnej pory i zmęczenia, które zaczęło wdawać mi się we znaki postanowiłem spróbować jeszcze raz do niej dotrzeć.
- Kochanie...
- Nie nazywaj mnie tak- mruknęła niezadowolona ze sposobu w jaki się do niej zwróciłem- Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
- Zmusiłem cię żebyś tu przyszła zatem do krótkiej pogawędki też mogę- odparłem pewny siebie.
- Oboje dobrze wiemy, że skończy się to wielką kłótnią. Chyba nie chcesz obudzić chłopaków?
Miała rację. Nie było co się oszukiwać myśląc, że stać nas na łagodną konwersację. Nie teraz i nie na ten temat. Nawet gdyby jej udało się zachować pozory spokoju ja na samo wspomnienie o Tomku dostałbym szału. Nic na to nie poradzę.
- Co w takim razie powinniśmy zrobić?- spytałem. Osobiście skończyły mi się pomysły na rozwiązywanie problemów.
- Nie wiem- wzruszyła ramionami- Może na początek powinieneś zastanowić się nad tym co zrobiłeś i przeprosić za swoje zachowanie?
- Nie będę nikogo za nic przepraszał- zastrzegłem- Nie zrobiłem nic złego.
- Czyżby?- popatrzyła na mnie z pogardą- Pobiłeś mojego przyjaciela! Jestem niemal w stu procentach pewna, że pozbawiłeś go dwóch zębów tylko dlatego, że mnie pocałował.
- Dla ciebie to nie jest wystarczający powód?
- Niekoniecznie- burknęła pod nosem obrażona- Jesteś nienormalny!
- Może i tak- przyznałem- A to wszystko przez ciebie!
- Słucham? A co ja mam do tego?
- Wszystko- wyrzuciłem ręce w górę sfrustrowany- Gdyby chodziło o kogokolwiek innego w życiu bym tak nie zareagował. Nie rozumiesz tego?
Dziewczyna pokręciła przecząco głową. Rwałem włosy z głowy byleby się tylko opanować, ale prędzej zostałbym łysy niż by to pomogło. Nie miałem innego wyjścia. Musiałem wyłożyć karty na stół.
- Zależy mi na tobie jak na nikim innym- zacząłem, krążąc w kółko po pokoju- Zrobiłbym dla ciebie dosłownie wszystko. Pragnę być przy tobie cały czas, nie odstępować na krok. Wystarczy, że znikniesz za drzwiami, a ja już zaczynam tęsknić. Ja...- westchnąłem głęboko siadając na łóżku i wciągając ją na swoje kolana mimo jej oporu- Jestem zazdrosny. Aż do bólu. Zwłaszcza o niego.
- To tylko Tomek- szepnęła.
- Wcale nie. On jest dla ciebie kimś więcej. Kimś kto zna cię od zawsze, wie o tobie wszystko. A ja? Umiem cię tylko zdenerwować albo doprowadzić do łez. Tak jak dzisiaj- przymknąłem oczy kiedy poczułem jej drobną dłoń na moim policzku- Może inni mają rację. Nie jestem dla ciebie odpowiedni i nie umiem ci pomóc.
- Bzdura!- odparł oburzona- Kto ci takich głupot naopowiadał? 
- Sama nie chcesz się ze mną dzielić swoimi kłopotami, więc co mam myśleć?
- Harry...- Kate odgarnęła kilka zabłąkanych loków z mojego czoła i ucałowała mnie- Nie robię tego, ponieważ nie jestem do tego przyzwyczajona. Zawsze dawałam upust swoim emocjom dzięki muzyce, ale odkąd nie jestem w stanie sklecić jednego głupiego zdania to jest mi ciężko poradzić sobie ze wszystkim. To nie prawda, że jesteś dla mnie zły- zapewniła- Po prostu oboje musimy się przyzwyczaić do tej nowej sytuacji. Zwłaszcza ja.
- Co jeśli nam nie wyjdzie?
- Tego nie wiemy i wierz mi, że nikogo nie przeraża to bardziej niż mnie- oświadczyła- Niemniej jednak chcę spróbować, bo jeszcze nigdy nie czułam się z kimś tak dobrze jak z tobą. 
- Mimo tego, że większość czasu tracimy na kłótniach?
- Taki chyba nasz urok- uśmiechnęła się lekko- Pamiętasz jak się poznaliśmy? Na jednym z pierwszych spotkań zapytałeś się czy jestem szczęśliwa.
- Odpowiedziałaś, że nie- automatycznie przywołałem to wspomnienie. Jak mógłbym zapomnieć przygnębienie, które wtedy zobaczyłem w jej oczach? Coś okropnego. 
- Możesz mi zadać jeszcze raz to samo pytanie?
Spojrzałem na nią z wahaniem. Co ona chciała udowodnić? Może coś się zmieniło od tego czasu? Moja ciekawość była zbyt wielka żebym oparł się pokusie poznania odpowiedzi.
- Jesteś szczęśliwa?
- Tylko wtedy gdy jestem z tobą- powiedziała zdecydowanie- Gdy jesteś obok zapominam o tym co mnie spotkało w przeszłości, co straciłam...- przerwała na moment spuszczając wzrok- O tym czego nigdy nie doświadczę. Mimo to dajesz mi nadzieję, że to nie musi być prawda. Weźmy na przykład twoją historię o gwiazdach i moich rodzicach. Ja też zaczęłam w to wierzyć i nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy. Jak bardzo tego potrzebowałam. 
 Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy ile dla niej robię i choć przez moją głowę przemknęła myśl, że to wszystko to tylko głupie gadanie żeby mnie udobruchać, nie chciałem w to wierzyć. Czemu miałaby mnie oszukiwać? To musiała być prawda. Ktoś kto spogląda na ciebie z takim ciepłem w oczach nie może kłamać. 
- Nie wiedziałem. Sądziłem, że umiem tylko wszystko niszczyć.
- Dlatego ci to powiedziałam. Teraz już wiesz, że jesteś o wiele lepszy niż ci się wydaje. 
- Kate...- przyciągnąłem ją bliżej siebie- Podaruj mi trochę szczęścia- poprosiłem- Chcę się upewnić, że nie jesteś na mnie wściekła za to co zrobiłem. 
Trochę to trwało nim poczułem jej dłoń w miejscu gdzie biło moje serce. Lekko mnie popchnęła, przez co opadłem na poduszki. Nachyliła się nade mną i załączyła nasze usta razem. Całowała mnie powoli i z wyczuciem przechodzą na szyję by za moment wzdłuż linii żuchwy wrócić do czekających na nią z utęsknieniem warg.
Moje palce wślizgnęły się pod materiał jej koszuli. Dokładnie badały każdy milimetr delikatnej jak jedwab skóry, a jej ciało jakby spragnione dotyku przylgnęło do mnie całą powierzchnią.
- Jestem zła- szepnęła mi na ucho- Nawet nie jesteś sobie w stanie wyobrazić jak bardzo.
Słysząc jej słowa przejąłem inicjatywę i obróciłem nas tak, że teraz to ja byłem na górze. 
- Postaram się coś na to poradzić.
- To nie takie łatwe- odparła cicho jęcząc gdy delikatnie przygryzłem skórę na jej obojczyku. 
- Udowodnię ci jak bardzo mi przykro. 

58 komentarzy:

  1. Super, super, super :) Opowiadanie jest coraz lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Takiego zakończenia to sie nie spodziewałam :) Świetny rozdział. Uwielbiam twój styl pisania. Jeśli kiedykolwiek skończysz pisać to opowiadanie to chyba oszaleję. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś musi nadejść koniec :)
      Xx.

      Usuń
  3. świetny rozdział. Kate taka szczera <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! Dobrze że harry poszedł do tomka bo ten pocałunek z kasią nie mógł mu ujsc na sucho. A kate jest świetna!!! I ta końcówka aww... ciekawe do czego między nimi dojdzie. Może coś więcej niż pocałunki? Kocham i już czekam na nn. ♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do czego doszło (bądź też nie) dowiemy się w następnym rozdziale ;)
      Xx.

      Usuń
  5. Wspaniały rozdział :D W sumie dobrze ze Harry poszedł do Tomka :) A Kate jak kazała mu powtórzyć "Jesteś szczęśliwa?" i ona mu odpowiedziała że tylko przy Tobie to sie popłakałam :') Koniec jast po prostu mraśny :* Jedno mnie tylko ciekawi, gdzie Kate ma tatuaż i czy Harry go zobaczy tej nocy :D xD
    Całuski, weny życzę :*******
    Czekam na next xD
    @Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że były to łzy szczęścia :) Przepraszam, może to głupie pytanie, ale co znaczy "mraśny"? Nie wiem czy kiedykolwiek wyjawię ten sekret ;p
      Xx.

      Usuń
  6. Haha, miałam nosa, że dodasz rozdział dzisiaj :D
    Tomek nawet nie ma co liczyć na moje współczucie. Harry, BARDZO dobrze zrobiłeś. Na moim miejscu (wiem, Kate nie jest tego typu czlowiemiem) powiedziałabym to dla Caroline jeszcze.
    Ta scena w salonie z sukienkami była tak wzruszająca, że poleciało mi kilka łez. Jejku, czasem mam wrażenie, że Kasia ma takie same smutne myśli co ja xD
    Haha, Louis był boski z tymi ciastkami i z tego jak się wymigł od ciężkiej ręki Savana :D
    Te magiczne chwile między Kaśką, a Harrym to coś co lubię najbardziej... Magia ^^
    Pozdrawiam, xx.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję zdolności do przewidywania!
      A nie uważasz, że Harry trochę przesadził?
      Mam nadzieję, że ona ma smutniejsze!
      Louis to Louis. Tego człowieka nie da się zrozumieć.

      Xx.

      Usuń
    2. Myślę, że Harry przez wcześniejsze zachowanie Kasi tak bardzo cieszy się, że w końcu "jest jego", że nawet jak jakiś facet na nią spojrzy to ma ochotę go zabić. Zazdrośnik. Czy przesadził... Szczerze mówiąc to według mnie nie. Bo z jednej strony nie lubię Tomka, a Harrego mimo wszystko ubóstwiam i zawsze będę po stronie Styles'a, ale w tej kwestii po prostu Tomek znowu zdradza i uważam, że zasłużył.

      Usuń
  7. Przy dzisiejszym rozdziale miałam łzy w oczach ... co ja gadam nadal je mam. I to właśnie świadczy o tym jaką dobrą jesteś pisarką! Nie marnuj talentu.. Zapamiętaj to: Zaczyna się na blogach czy opowiadaniach, a kończy na najlepszych książkach, sławie i szacunku za tak wielki talent. ~Tori Vega~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że takie pozytywne. Nie nazywałabym się pisarką ;) Bardzo mi miło czytać taką opinię. Może kiedyś faktycznie tak będzie :)
      Xx.

      Usuń
  8. O boze ;o jakie zakonczenie ;oooo chce szybko nastepny xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już kiedyś wspominałam- lubię zaskakiwać.
      Xx.

      Usuń
  9. Świetny- jak zawsze! :)
    Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow ;-) Dzieje się:-). Uwielbiam i pozdawiam. Kat

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniały rozdział :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał.
      Xx.

      Usuń
  12. Mega mega mega !!! Nie mogę doczekać sie następnego rozdziału. Genialne, kurcze nie spodziewałam sie takiego obrotu spraw. Oni są tak kochani w tej swojej niepowtarzalności <3 Ciekawe co dalej ? :P
    Powodzenia i czekam z niecierpliwością :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę cierpliwości się przyda ;)
      Xx.

      Usuń
  13. Oo kurcze boski rozdział daj szybko następny bo to jest super :) czekam na next :3 :**

    OdpowiedzUsuń
  14. O jejku jaki świetny rozdział!
    A Kate i Harry są tacy słodcy razem :3
    No to się Tomkowi oberwało xd Trochę Hazz'a poniosło :P
    Skończyłaś w takim momencie, że moja mina się rozpłaszczyła (.__________.)
    Czekam niecierpliwie na kolejny i życzę weny! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha ;D Chciałabym zobaczyć tą minę!
      Xx.

      Usuń
  15. super rozdział. czekam na nn !! =)

    OdpowiedzUsuń
  16. super rozdział. czekam na nowy !

    OdpowiedzUsuń
  17. Och, kocham ich tak bardzo! Ja myslę, że Tomkowi się należało. On naprawdę wcale nie jest taki dobry jaki się wydaje. Zdradził Kate. Teraz Caroline. Niech go szlak trafi!
    Louis, kochanie nie igraj tak bardzo z tą smiercią okey?

    Uwielbiam Cię Kobieto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jest dobry, może nie...
      Louis: Dla Ciebie się postaram ;*
      Xx.

      PS. Ja Ciebie też ;)

      Usuń
  18. Piękny rozdział. Kiedy następny ? :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny rozdział ! Mam nadzieje ze szybko dodasz następny i będą w nim jakieś scenki ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm... No nie wiem jak to będzie z tymi scenkami.
      Xx.

      Usuń
  20. Woooooooow Kate! Wiedziałam! Wiedziałam, że nie Harry zawini ale coś będzie dotyczyć Kate i Tomka. No ładnie się porobiło. Płaczę, jak głupia i brakuje mi słów. Dziękuje Kate, doprowadziłaś mnie do zachwytu, gdzie nie jestem w stanie skleić zdania. Kocham to! Ciebie, za to co robisz, to opowiadanie, ten rozdział, wszystko! Czekam na kolejny!!! xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie płacz! Mamy takie piękne lato! ;D
      Aww <3 Nawet nie wiesz jak poprawiłaś mi humor!
      Xx.

      Usuń
  21. dreamsaboumylife1d.blogspot.com
    Blog o baletnicy która jest często rozpoznawana za córkę tego znanego projektanta mody. Powiedziała sobie że nigdy nie zmarnuje swoich marzeń na chłopaka ale zrobi wyjątek dla tego jednego który nazwał ją brzydką i grubą? Zapraszam!!

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdział jak zawsze świetny. Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  23. rozdział jest super jak każdy inny ale zakończenie extra!! kiedy możemy się spodziewać następnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy rozdział powinien pojawić się do końca tego tyg :)
      Xx.

      Usuń
  24. Boze to jest takie akbxbxidbsjaozsbsi *_________* nie moge sie doczekac nastepnego rozdzialu
    zapraszam do siebie
    fuck-u-i-love-u-xxx.blogspot.con
    because-i-m-happy.blogspot.com
    przepraszam za spam i zycze weny. kocham i do nexa <33333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "akbxbxidbsjaozsbsi" jeszcze nie było ;)
      Xx.

      Usuń
  25. Fantastyczny rozdział! :)
    Właściwie, to nic nowego, bo każdy napisany przez ciebie rozdział jest fenomenalny :)
    Nie sądziłam, że aż tak wciągnę się w tę historię :)
    Życzę dalszej weny!
    Całuje Xx
    Carol<3

    Zapraszam! http://sc-soclose-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. Czy już wiesz kiedy kolejny?

    OdpowiedzUsuń
  27. Jeeeeejki xD :D
    kuźwwaa :D
    Jest taki szaaaał, że nie da się tego opisać ;D
    Cudowny rozdział ;)

    Harry jest mega zazdrosny o Tomka, i wcale się nie dziwię, bo czuje, że jeszcze nie raz namiesza, ale..
    zarazem jest taki kochany *.* awwww <3
    Kate się zmienia(?).. :D Widać, że Loczek ją oczarował :D yeaah.!
    Już nie mogę się doczekać ślubu Any i Savana :D

    Przepraszam,że czytam i komentuje dopiero dziś, ale wczoraj wróciłam dopiero z Częstochowy :D

    Ps. Kiedy kolejny rozdział.? :D <3

    OdpowiedzUsuń
  28. dreamsaboutmylife1d.blogspot.com
    Blog o baletnicy która jest córką znanego projektanta mody. Kiedy poznaje 5 zwariowanych chłopców zmienia się.
    Ale. Hah zawsze jest jakieś ale. Czy jeden upadek może zakończyć karierę baletnicy?
    Kiedyś tańczyła jak kaczka teraz jak profesjonalista
    Kiedyś biedna teraz milionerka
    Kiedyś odrzucali ją chłopcy teraz się o nią biją
    Kiedyś otyła teraz ma wymarzoną figurę
    Kiedyś marzycielka teraz spełniająca marzenia
    Oto moje historia Grace McQueen

    Zapraszam!!!

    OdpowiedzUsuń
  29. Hej, zostałaś nominowana do Libster Awards. Więcej informacji na http://fuck-u-i-love-u-xxx.blogspot.com/
    Gratuluje :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kiedy następny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  31. Piękne!!
    Rozpłakałam się gdy Harry zaczął mówić o gwiazdach <3
    Boskie <3 :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobało :)
      Xx.

      Usuń