Mieszkanie Kasi i Gaby
- Nie zrobił tego...- Gaba kręciła z niedowierzaniem głową.
- Zrobił.- potwierdziłam po raz kolejny, choć do mnie też to nie docierało.
- Nie chcę wiedzieć co mu zrobisz jak go dzisiaj spotkasz...
Właśnie! Muszę wymyślić jakąś straszną karę dla mojego kochanego Braciszka, który ostatnio coraz częściej zapomina z kim jest połączony więzami krwi. Może to trochę naciągana teoria, ale liczy się praktyka!
- A co z Harrym?- spojrzałam na przyjaciółkę ze zdziwieniem.
- A co ma być?
- No co mu zrobisz za to, że wczoraj zamknął twoją twarz w swoich dłoniach zbliżając się do Ciebie na niebezpieczną odległość, a później oparł się o twoje nogi i złapał za kolano?- z takim tonem głosu z jakim wypowiedziało to zdanie mogłaby czytać jakieś książki pornograficzne...
- "Zamknął twarz w swoich dłoniach"?- zacytowałam ją przestając na chwilę kroić marchewkę- Serio?- uniosłam do góry jedną brew.
- O jejku...- wywróciła oczami a ja zaczęłam się śmiać.
- Nie nic. Tak się tylko zastanawiam od kiedy z Ciebie taka poetka.
- Jakbyś mieszkała z kimś kto cały czas coś pisze i tworzy to też by Ci się udzieliło.- odpowiedziała z sarkazmem- Ty mi tu nie zmieniaj tematu! Mów lepiej co zrobisz.
Stałam nad tym biednym warzywem, które zaraz wyląduje w garnku pełnym wrzącej wody i zastanawiałam się co zrobię z pewnym wścibskim, pyskatym, niewychowanym... "Daruj sobie bo Ci ta woda zaraz wykipi, a z marchewki zostaną wióry" Jeszcze tylko dodam okropnym Styles'em. Najgorsze było to, że nie miałam kompletnie ŻADNEGO, powtarzam ŻADNEGO pomysłu, a co gorsza ochoty żeby się jakoś na nim odegrać! Próbowałam wymyślić coś na siłę, ale w głowie miałam pustkę, za to pomysłów na piosenki tysiące... "Można by powiedzieć, że Harry jest twoją... muzą? Natchnieniem?" Moja podświadomość chyba ćpała coś w nocy. ON MOIM NATCHNIENIEM?! Ogłaszam, że nagrodę za żart roku otrzymuje drugie JA Kate G! Serdeczne gratulacje!
- O Boże!- Gaba podskoczyła na krzesełku i uderzyła się o stojącą obok lodówkę. Zasłoniła dłonią usta i wytrzeszczyła oczy. Jeszcze trochę a wyszłyby jej z orbit- Ty nie masz zamiaru nic z tym zrobić!- stwierdziła piskliwym głosem.
- Nie prawda!- broniłam się, ale z marnym skutkiem.
- Oczywiście, że tak! Przyznaj się! Podobało Ci się to!- wyszczerzyła zęby w przeogromnym uśmiechu.
- Chyba zwariowałaś!- oburzyłam się "Powinnaś raczej przyznać jej rację"- Nie chcę Ci nic wypominać, ale to Ty mi ostatnio przypominałaś, że mam chłopaka, prawda?- zmierzyłam ją groźnym wzrokiem, ale ona nic sobie z tego nie robiła.
- PODOBA CI SIĘ!- zaczęła skakać po całej kuchni odprawiając jakiś dziwny taniec radości. Jakby chociaż było z czego się cieszyć...
- Uspokój się!- przylałam jej szmatką, która do tej pory wisiała na moim ramieniu- Jesteś nienormalna...- wywróciłam oczami i wróciłam do gotowania.
- Proszę, proszę, proszę!- przyjaciółka złączyła ręce jak do modlitwy i zrobiła maślane oczka.
- O co?- burknęłam pod nosem.
- Żebyś potwierdziła moje przypuszczenia, że spodobało Ci się jak Harry Cię potraktował. To zawsze Ty dominowałaś w swoich związkach, a tu po raz pierwszy ktoś się na to nie godzi tak łatwo. Lepiej! W ogóle tego nie robi!
- Pragnę jedynie przypomnieć, że nie jestem w związku z niejakim Styles'em.- ta historia dostaje zdecydowanie za dużo kolorów niż powinna, ale nie ma się co dziwić. Gaba to mistrz koloryzowania rzeczywistości.
- Ale pracujesz z nim, więc w jakimś tam stopniu jesteś z nim związana.- ja jedno, a ona drugie...- Poza tym, nie obraź się, ale Tomek owszem jest świetnym chłopakiem, ale bądźmy szczere. Lepszy z niego przyjaciel niż partner życiowy. Przynajmniej w stosunku do Ciebie.
- Coś sugerujesz?- teraz to lekko przegina...
- Nie. Po prostu chodzi mi o to, że nie wyglądacie na parę. Wiesz kiedy ostatni raz widziałam was trzymających się za ręce? Jakieś pół roku temu. A o całowaniu to już nie wspomnę! I nie mówimy tutaj o buziaku w policzek na przywitanie. To się nie liczy.
Czy jeżeli jest się z kimś to trzeba cały czas trzymać się za ręce i całować? Nie można ze sobą po prostu być? Nie rozumiem dzisiejszego świata i jego poglądów...
- Po pierwsze co Cię to obchodzi? Po drugie dobrze wiesz, że ja zawsze trzymam ręce w kieszeniach, więc Tomek nie ma okazji złapać mnie za rękę. Po trzecie...
- Skończ już.- Gaba przerwała mi jednym ruchem ręki- Twoje argumenty są beznadziejne i dobrze o tym wiesz także możesz sobie je darować. Prawda jest taka, że boisz się przyznać, że Tomek Cię wcale nie pociąga. Jest przystojny, nawet bardzo, ale to nie jest TO. Harry... Zupełnie inna bajka.
- Nigdy nas nawet razem nie widziałaś- zauważyłam.
- I co z tego? Dobrze wiem jak to wygląda. On nie może oderwać od Ciebie wzroku, a Ty...
- Skąd to wiesz?- zapytała ciekawa skąd przyjaciółka ma takie informacje "Może taki jeden Blondyn co to trzyma się z Loczkiem?"- Niall! Następny w kolejce do pogrzebania! Niech no ja go dzisiaj dorwę!
- Wcale nie! Ja sama to z niego wyciągnęłam. Zostaw go w spokoju!- broniła swoje przyszłego chłopaka- A wracając do mojej wypowiedzi... Nie wmówisz mi, że nie podobało Ci się jak mogłaś poczuć, że kogoś tak do Ciebie ciągnie. Że nie sprawiła Ci przyjemności jego bliskość i dające się wyczuć w powietrzu pożądanie.
- Nie wiem o czym mówisz...- "Ktoś tak empatyczny jak Ty nie mógł tego nie poczuć" Wspominałam, że Cię nienawidzę?
- Śmieszna jesteś, wiesz?
Chciałam coś odpowiedzieć, ale woda która zaczęła kipieć z garnka przerwała mi, kończąc tym samym tą bezsensowną i prowadzącą do nikąd rozmowę...
Dom One Direction
Stałem przy kuchence czekając aż woda na kawę w końcu się zagotuje W oczekiwaniu na upragniony gwizdek zwiastujący osiągnięcie przez ciecz temperatury wrzenia, wpatrywałem się w wisząca na przeciwko mnie szafkę, zapominając przy okazji o całym świecie.
- Harry! Ogłuchłeś czy co?! - Liam podszedł szybkim krokiem do kuchenki i zestawił z niej czajnik- Co ci jest? Od wczoraj nic się nie odzywasz i chodzisz jakiś nieobecny.
Czasami zachowuje się jak nasz ojciec. O wszystkich dba, pilnuje żebyśmy nie zapomnieli o żadnym wywiadzie, nagraniu czy sesji zdjęciowej. Gdyby nie umiał śpiewać spokojnie mógłby zostać menadżerem, a gwiazdy biłyby się o niego. Paul pewnie Bogu dziękuje, że chociaż jeden z nas jest taki ogarnięty.
Zerknąłem na niego nie odwracając głowy i westchnąłem ciężko.
- O mały włos znowu bym na nią naskoczył...- przyznałem się chociaż nie to zaprzątało głównie moje myśli. W mojej głowie cały czas odtwarzało się kilka scen. Chwila kiedy Kate podeszła do mnie tak blisko, że czułem ciepło bijące od jej ciała. Moment kiedy zdenerwowany chwyciłem jej twarz w moje dłonie. Siedzenie pod ścianą i nasze wpatrywanie się w siebie. W końcu opieranie się o jej bezwładnie zwisające nad ziemią nogi i trzymanie mojej dłoni na...
- Harry!- Li szturchnął mnie łokciem- Opowiesz mi jak to było, czy nie?
Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć do kuchni weszła pozostała trójka. Oczywiście Niall szedł na czele jako ten najbardziej spragniony jedzenia.
- Gdzie śniadanko?- rozglądał się dookoła oczekując wypełnionych po brzegi talerzy. To się dzisiaj chłopak zdziwi...
- Dzisiaj musicie sami coś sobie naszykować.- wyjaśniłem brak stosu kanapek, których oczekiwał największy głodomór świata.
- Jak to?!- wyraz jego twarzy był niepowtarzalny. Mało brakowało, a w oczach zaczęłyby zbierać mu się łzy.
- Tak to. Źle się dzisiaj czuję...- skłamałem i już miałem wracać do swojego pokoju, ale moje plany spełzły na niczym.
- Chory jesteś?- zapytał Zayn.
- Raczej nie- wzruszyłem ramionami- Prędzej zmęczony.
- To co ta Kate Ci wczoraj zrobiła, co?
- Właśnie- pochwycił temat Louis- Nie opowiedziałeś nam co się wczoraj wydarzyło. Dawaj! Skoro jesteś taki zmęczony to musiało się dziać...- poruszył wymownie brwiami i uśmiechnął się szelmowsko.
- Nic się nie działo- "Oprócz tego, że..." Nie idźmy tą drogą! Niestety tak się składa, że moje ciało reaguje wcześniej niż mój umysł i rumieniec, który pojawił się na moich policzkach od razu zdradził, że nie o zmęczenie tutaj chodzi.
- Gadaj!- Lou złapał mnie za ramiona i posadził na krześle obok siebie- Tylko mi nie mów, że przepraszałeś ją w TEN sposób- zaznaczył odpowiednie słowo i zaczął mi się przyglądać jeszcze dokładniej. Czułem się jakbym był podłączony do wykrywacza kłamstw.
- Nie!- zaprzeczyłem od razu słysząc jego domniemania "Szkoda, że to tylko domniemania..." Nie dobijaj mnie!- Po prostu starałem się ją jakoś przeprosić, a o mało co znowu na nią nie nakrzyczałem. Udało mi się opanować i tyle. Powiedziała, że da mi jeszcze jedną szansę, ale że nie zmienia to faktu, że "nie zapomni".
Zacytowałem jej ostatnie słowa, a chłopcy wpatrywali się we mnie sprawdzając czy aby na pewno nie pominąłem żadnego ważnego szczegółu "Oprócz kilku zbliżeń..."
- Miałeś szczęście...- Zayn! Jestem twoim dłużnikiem!
- Tak. Miał.- dołączył się Liam- Nie ważne jak, ważne, że się udało.- podsumował- A teraz żeby nie zaprzepaścić kolejnej szansy chodźmy się szykować bo znowu spóźnimy się do studia.
Wszyscy grzecznie wróciliśmy do swoich pokoi, a po pół godzinie (nie licząc Malika, który potrzebował zdecydowanie więcej czasu) wszyscy byliśmy gotowi na kolejny dzień pracy.
Siedziba Syco Music, Studio A
Próbowałam zrozumieć definicję słowa "związek", którą posługują się współcześni ludzie, a już w szczególności młodzież, do której notabene sama należę, ale za cholerę mi to nie wychodziło. Chyba faktycznie jestem nienormalna i popieprzona. Jeszcze trochę i napisałabym esej na ten temat, ale na szczęście do studia wparowała piątka rozbrykanych nastolatków "Choć raz się przydali!" Jak zwykle na mój widok się uspokoili i stali "poważni" o ile to w ogóle możliwe. Z tego równania ponownie musiałam wyłączyć Payen'a.
- Cześć Kate- przywitali się ze mną i obdarzyli ciepłymi uśmiechami- Jak się dzisiaj miewasz?
To się nazywa badanie gruntu pod rozmowę! Jak się miewam? Czyżby dzisiaj był jakiś międzynarodowy dzień poezji? Zaśmiałam się pod nosem i grzecznie odpowiedziałam:
- Cześć- również się uśmiechnęłam- Zadziwiająco dobrze. A wy?
- Też dobrze.- oświadczył Zayn- No może z wyjątkiem tej dwójki.
Wskazał palcem na Blondyna i Loczka. Horan miał skrzywioną minę i zdecydowanie coś mu nie pasowało, a Styles mierzył mnie uważnie wzrokiem spod z półprzymkniętych powiek. Wyglądał jakby nie spał całą noc.
- A wam co dzisiaj dolega?- spytałam zaciekawiona ich marnym wyglądem.
- To w sumie była reakcja łańcuchowa...- głos zabrał profesor Tomlinson- Najpierw Harry się nie wyspał, bo analizował wczorajsze spotkanie z Tobą, na którego temat nie chciał nam nic powiedzieć, więc był tak zmęczony, że nie zdążył przygotować rano śniadania ku niezadowoleniu Nialla. W związku z powyższym nasz Horanek się nie najadł, o ile kiedykolwiek udało mu się osiągnąć taki stan i dlatego teraz tak wyglądają.
Spojrzałam jeszcze raz na tych dwóch pokrzywdzonych przez życie chłopców "I Ciebie" Mnie? Ja nic nie zrobiłam!
Sięgnęłam do swojej wielkiej torby i wyciągnęłam z niej niewielki pojemnik, w którym znajdował się kawałek ciasta.
- Masz. Raczej się tym nie najesz, ale lepsze to niż nic- podałam Blondynowi mój podwieczorek. Następnie wzięłam do ręki kubek z kawą, który stał na stoliku i kazałam do podać Styles'owi- A Ty się napij. Może Cię to trochę pobudzi. Jeszcze jej nie piłam.
Chłopcy popatrzeli na siebie ze zdziwieniem, ale przyjęli dary i grzecznie podziękowali. Niall skosztował mały kawałek mojego wypieku, a resztę pochłonął niemal w całości. Zupełnie jak Gaba wczoraj. Niech mi nikt nie wmawia, że oni do siebie nie pasują! Tylko od razu zaznaczam. Ja dla obojga gotować nie będę!
- To jest przepyszne!- ocenił z pełną buzią Blondyn- Nie masz jeszcze?- spytał z nadzieją w głosie. Pokręciłam przepraszająco głową i podziękowałam za docenienie mojej pracy.
- Ej!- oburzył się Loczek- Myślałem, że to moją kuchnię kochasz!- założył ręce na piersi i odwrócił się obrażony.
- Ty też świetnie gotujesz, ale Kate jest równie dobra.
- Kolejna osoba, która walczy o tytuł mistrza kuchni. Masz coraz większą konkurencję Harry.- poklepał go po ramieniu Louis.
- Kolejna?- zapytałam zaciekawiona.
- Dziewczyna Nialla ma współlokatorkę, która też podobno świetnie gotuje.
- To nie jest moja dziewczyna.- pokreślił Horan. A nie mówiłam, że są dla siebie stworzeni? Szczerze to teraz nie wiem czy kiedykolwiek będą razem, ponieważ Gabrysia oficjalnie została wpisana na moją listę "Ludzi do pogrzebania"
- A gdzie Savan?- zauważył nieobecność ich "ostatniej deski ratunku" Zayn.
- Odbywa jedną z tysięcy kar jakie dla niego przygotowałam.- wyjaśniłam, a chłopcy popatrzeli po sobie nic nie rozumiejąc- Jest na zakupach ze swoją narzeczoną- zerknęłam na zegarek- Od jakiś trzech godzin.
Wszyscy wciągnęli gwałtownie powietrze oprócz Loczka. Widocznie jemu nie sprawiło by to problemu. Chyba powinnam to zapamiętać...
Zostałam sama przeglądając moje notatki na temat One Direction. Zastanawiałam się jak zrealizować ambitny plan połącznia kilku gatunków muzyki w jedną całość, gdy nagle do studia weszła "osoba do pogrzebania Numer Jeden"- Harry Styles.
- Przepraszam, ja tylko na chwilę. Zapomniałem telefonu- sięgnął po urządzenie, które rzeczywiście znajdowało się na stoliku i schował je do kieszeni. Sądziłam, że od razu wyjdzie, jednak on miał inne plany- Co robisz?
- Szukam inspiracji i pomysłów.
- Jak Ci idzie?- skierowałam swój wzrok na niego.
- Wspominałam już, że jesteś wścibski?
- A ja nie tłumaczyłem Ci, że to tylko ciekawość?- dochodził się ze mną- Tak wiem, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Zapamiętałem.
Oboje uśmiechnęliśmy się lekko i zapadła niezręczna cisza. Styles podszedł bliżej i usiadł obok.
- Chyba brakuje Ci kilku informacji w rubryce "O Mnie" przy imieniu "Harry"- postukał palcem w okładkę mojego zeszytu.
- Nie przypominam sobie, żeby było tam takie imię. Jest za to nazwisko "Styles". Mówi Ci to coś?- droczyłam się z nim, a on nie pozostawał mi dłużny.
- Słyszałem coś o nim.Z tego co wiem jest miły, szarmancki i co najważniejsze...- zrobił przerwę zniżając jeszcze bardziej swój głos- Niesamowicie przystojny.
- Ja słyszałam, że jest pyskaty i niewychowany- wzruszył tylko ramionami nie komentując prawdziwości moich informacji- Chcesz ją uzupełnić?
- A Ty chcesz?
- To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.
Chłopak zaczął opowiadać mi swoją historię. Nie był tak szczegółowy jak Liam, ale nie oczekiwałam tego od niego. W końcu sama nic im o sobie nie mówiłam, więc nie miałam do tego żadnego prawa. Zresztą w stu procentach rozumiem fakt, że nie każdy lubi rozmawiać o swoim prywatnym życiu. Zapisałam ostatnie słowa w notesie.
- Dzięki. Teraz już nie mam żadnych luk- uśmiechnęłam się i odłożyłam zeszyt obok na kanapę. Zauważyłam, że chłopak uważnie mi się przygląda "Jak zawsze..."- Jestem gdzieś brudna?- zapytałam i zaczęłam pocierać dłonią o policzek.
- Nie.- zaśmiał się- Tak tylko...
- Tylko co?
- Próbuję coś wyczytać z Twojej twarzy...- przysunął się nieco bliżej- Ale ciężko mi to idzie.
- I dobrze.
- Czemu?- zdziwił się.
- Gdyby ludzie mogli czytać ze mnie jak z otwartej księgi to wiedzieliby co czuję i mogliby wykorzystać to przeciwko mnie. A tak jestem bezpieczna.
- Bezpieczna?- czy im wszystko trzeba tłumaczyć jak małym dzieciom?
- Tak. Jeśli nie jesteś w stanie domyśleć się co dana osoba czuję, a co za tym idzie, co może zrobić, nie odważysz się z nią zadzierać. Ludzie czują do Ciebie respekt i nawet jeśli jesteś tak młody jak ja, a obracasz się w świecie sporo starszych od Ciebie osób, szanują Cię.
- Nieokazywanie uczuć jest ciężkie.
- Owszem- przyznałam- Ale czasami też wygodne. Jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za uczucia, które mamy dla innych, ale także za te, które w innych budzimy.- spojrzałam mu prostu w oczy- Dlatego przepraszam...
- Za co?!
- Za to, że tak ciężko jest Ci ze mną spędzać czas. Nie robię tego specjalnie- starałam się usprawiedliwić to co z nim nieświadomie robiłam.
- Przestań. Ja wcale nie chciałem...- zaczął się tłumaczyć.
- Chciałeś- przerwałam mu- Było to widać w twoich oczach. Nic nie szkodzi. Dobrze, że o tym wiem. Postaram się coś z tym zrobić.
- Ale...
Nie zdążył dokończyć swojej myśli bo do studia wszedł... Tomek.
- Co Ty tu robisz?- spytałam zdziwiona widząc swojego chłopaka- Mieliśmy się zobaczyć pod kinem...
- Chciałem Ci zrobić niespodziankę- wyjaśnił- Kto to jest?- wskazał palcem na Loczka "Błagam nie odpowiadaj!"
- Jestem Harry- wstał i wyciągnął do niego dłoń- A Ty?
- Tomek. Jej chłopak- tym razem wskazał na mnie, a słysząc imię Loczka od razu poczerwieniał ze złości. Podszełdł do niego bliżej i chwycił jego rękę, ale zamiast wymienić delikatny uścisk, niemal mu ją zmiażdżył.
- Przestań- zwróciłam mu uwagę. Puścił go, ale zamiast się odsunąć przysunął się do niego jeszcze bliżej.
- Możesz mi wyjaśnić co Ty sobie do cholery wyobrażasz?!- spytał podniesionym głosem.
- Tomek...- chciałam jakoś zainterweniować, ale w ogóle nie zwracał na mnie uwagi.
- Jeszcze raz podniesiesz na nią głos to będziesz mógł zacząć szukać dobrego chirurga plastycznego, chociaż i tak Ci pewnie nie pomoże jak z Tobą skończę- liczyłam, że może Styles się go wystraszy i grzecznie obieca, że to się już więcej nie powtórzy, ale jak zwykle musiał mnie rozczarować.
- Nie Twój interes jak się do niej zwracam.
- Czyżby?!
Nim się zorientowałam Loczek dostał w twarz, a zaraz po nim mój chłopak. Próbowałam ich jakoś rozdzielić, ale marnie mi to wychodziło. Na szczęście Savan również wpadł na pomysł, że odwiedzi mnie w studiu. Ten to ma wyczucie czasu.
- PRZESTAŃCIE!- krzyknął i pociągnął Tomka za ramię przez co ten wylądował na ścianie, a ja odciągnęłam Styles'a- Jeśli jeszcze raz go dotkniesz...
- CISZA!- tym razem to ja się wydarłam.
Spojrzałam na chłopaków i zaczęłam oceniać straty. Mój chłopak miał podbite oko, które jutro zapewne będzie koloru dojrzałej śliwki, a z wargi Loczka sączyła się krew. Zdenerwowana przeczesałam rękami włosy i zamknęłam oczy.
- Kate...
- Cisza powiedziałam! Ty...- wskazałam na Savana- Odwieziesz Styles'a do domu, a Ty- spojrzałam na mojego "obrońcę"- wracasz ze mną. Natychmiast!
Kotecha zabrał ze sobą Loczka, a ja ciągnęłam Tomka za ramię kompletnie nie zwracając uwagi na to co po drodze do mnie mówił.
Dom One Direction
Gdy tylko wszedłem do domu, a kumple zobaczyli krew na mojej koszulce rzucili się na mnie zadając setki pytań.
- Harry co Ci się stało?- pierwszy podbiegł do mnie Lou.
- Coś Ty robił?- potem Niall.
- Kto Cię tak urządził?- i Zayn, którego sądząc po głupim uśmieszku bawił mój stan.
Stanąłem przed drzwiami do mojego pokoju i podniosłem do góry ręce, aby dali mi dojść do słowa. Gdy już się uspokoili wszedłem do środka, usiadłem na łóżku i opowiedziałem co mi się przydarzyło.
- Miałem przyjemność spotkać się z chłopakiem Kate...
- Kiedy?
- Jak wróciłem się do studia po telefon. Pomyślałem, że powinienem jej coś opowiedzieć o sobie skoro wy tak zrobiliście, więc zostałem trochę dłużej. W pewnym momencie do środka wpadł ten cały Tomek, a gdy dowiedział się, że ja to ja zaczął mi grozić i obiecał, że jak jeszcze raz podniosę na nią głos to mnie zmasakruje, czy coś w tym stylu...
- A ona co na to?- Liam był ciekaw reakcji naszej tekściarki.
- Próbowała nas rozdzielić, ale dopiero pojawienie się z nikąd Savana uratowało sytuację.
- Masz szczęście...
- Ja?!-oburzyłem się- Chyba on!
- A jak on wygląda?
- Podbite oko.- podsumowałem jego stan.
- Uuuu... Kate będzie musiała mu zafundować mały make up- słysząc uwagę Louisa zaczęliśmy się śmiać.
- Już myślałem, że to ona Cię tak załatwiła.
- Cieszyłby się gdyby mu tak rozwaliła wargę, ale niekoniecznie ręką- szturchnął mnie w bok Zayn i uśmiechnął się figlarnie.
- Co masz na myśli?- Niall jako jedyny nie zrozumiał jego aluzji.
- No wiesz...- zaczął mu tłumaczyć Tommo- Taka ostra gra wstępna z przygryzaniem. Na pewno by Ci się spodobało Harry- poklepał mnie po ramieniu.
- A mówią, że to ja jestem zboczony!
Rozbujałą wyobraźnię przyjaciół przerwało głośne pukanie do drzwi. Horan poszedł otworzyć, a po chwili do mojego pokoju wbiegła zdyszana Kate. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Co ona tu robi?!
- Wszystko w porządku?- podeszła do mnie i kucnęła przede mną.
- Tak- odpowiedziałem pomimo szoku jaki wywołało jej pojawienie się.
- Zostawimy was samych- Liam zgarnął chłopaków ze sobą i zamknął za sobą drzwi. Zostaliśmy kompletnie sami.
Kate usiadła obok mnie i wyciągnęła rękę delikatnie przejeżdżając kciukiem po mojej dolnej wardze. Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a mój przyjaciel również poczuł prąd, który przebiegł po moim ciele. Mimo iż sprawiało mi to zadziwiająco wielką przyjemność skrzywiłem się nieco gdy dotarła do miejsca z zaschniętą krwią. Zabrała szybko rękę, za co sam sobie przywaliłem w duchu i wyszła z pokoju. Po chwili wróciła trzymając w ręku dwa waciki i wodę utlenioną. Ponownie usiadła obok mnie, ale tym razem nieco bliżej. Wylała trochę płynu na jeden z płatków i delikatnie przyłożyła go do mojej wargi. Odruchowo cofnąłem głowę, ale ona położyła druga dłoń na moim ramieniu i lekko mnie przytrzymała szepcząc żebym się nie ruszał. Zrobiłem to co mi kazała, a gdy drugi raz zbliżyła nasączony wacik nawet nie drgnąłem. Kate za to zbliżyła swoją twarz do mojej i aby zmniejszyć piekący ból delikatnie podmuchała moją ranę. Serce zaczęło mi bić sto razy szybciej, a płuca odmówiły przyjmowania tlenu. Znowu. Po krótkiej dezynfekcji, wyjełą z torebki małą tubkę z jakąś maścią. Wycisnęła odrobinę na palce i ostrożnie nałożyła ją na moją wargę. Po skończonym zabiegu ujęła mój podbródek i obróciła twarz dokładnie jej się przyglądając.
- Coś jeszcze Cię boli?- pokiwałem przecząco głową- Świetnie. Nie radzę Ci się całować przez kilka dni no chyba, że jesteś jakimś masochistą- "On chciałby się całować tylko z tobą i to bez względu na ból" Ktoś Cię prosił o zdanie?!- Jak ręka?
- Nic mi nie będzie. Nie przejmuj się- wydukałem kilka słów.
- Przepraszam za Tomka...- nerwowa bawiła się pierścionkiem- Jest trochę przewrażliwiony na moim punkcie, ale wiem, że to go nie usprawiedliwia.
Spojrzała na mnie, a w jej oczach było widać smutek i poczucie winy. Nie chciałem jej oglądać w takim stanie. Zamknąłem jej drobną dłoń w swojej i przejechałem kciukiem po kłykciach.
- Mówiłem, że nic się nie stało. Zresztą nie dziwię mu się. Sam też bym tak zareagował gdybyś...
Ugryzłem się w język zanim palnąłem kolejną głupotę "Głupotę? Czemu uważasz, że chęć posiadania Kate jako swojej dziewczyny to głupota?" Bo... tak.
Brunetka smutno się uśmiechnęła, po czym zaczęła rozglądać się po moim pokoju. Modliłem się żeby nie puściła mojej ręki. "Jak tak Ci na tym zależy to sobie ją odetnij i schowaj do szuflady" Twoje pomysły są czasami niedorzeczne "Tak jak i twoje"
Jej wzrok zatrzymał się na wielkim plakacie Coldplay.
- Aż tak ich lubisz?- spytała wskazując ruchem głowy na zdjęcie.
- Uwielbiam. Uważam, że Chris jest niesamowity.
- Zgadzam się. Są świetni, ale ich podobizny trzymam pod łóżkiem.
Słysząc jej wypowiedź szeroko się uśmiechnąłem. W sumie nie ważne co mówiła, ja i tak cieszyłem się jak głupi gdy tylko jej słowa były skierowane do mnie. Niestety Kate w końcu uznała, że trzymanie przeze mnie jej dłoni jest niestosowne i uwolniła ją z mojego uścisku. Wstała z łóżka i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Chciałem ją jakoś zatrzymać. Do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Może zostaniesz u nas na kolacji?- spytałem pełen nadziei.
- Dziękuję za zaproszenie, ale nie skorzystam- mój uśmiech diametralnie zmalał- Muszę policzyć się z taki jednym narwanym chłopakiem...- puściła do mnie oczko- Naprawdę jest mi bardzo przykro za to, że Cię uderzył. W ramach przeprosin macie jutro z chłopakami wolne.
Uśmiechnęła się czule i wyszła z pokoju zostawiając mnie samego z głową pełną nieprzyzwoitych myśli "Delikatnie to ująłeś. To już nawet +18 nie jest!" Cicho! Cały czas czułem jej oddech na mojej twarzy i dotyk zimnej dłoni, przez które na pewno dzisiaj nie zasnę. Znowu...
W ciągu jednej nocy Jej świat wywrócił się do góry nogami. Próbując ponownie odnaleźć się w otaczającej jej rzeczywistości, wyjeżdża do Anglii, gdzie stara się zacząć nowe życie. Niezwykle uzdolniona muzycznie dziewczyna staję się najlepszą i najbardziej pożądaną "tekściarką" w muzycznym show biznesie. Jednak czy TO jej wystarczy aby znów być szczęśliwą? Czy pięciu chłopaków z najsłynniejszego boysband'u na świecie namiesza jej w głowie i pokaże jak w pełni cieszyć się z życia?
10 maja 2013
4 maja 2013
12
Mieszkanie Kasi i Gaby
- Otwórz drzwi!!!- waliłam w ten cholerny kawałek drewna od jakieś godziny, a on ani drgnął. Przyjaciółka wróciła do mieszkania cała zapłakana i od razu zamknęła się w swoim pokoju. Bez słowa wyjaśnienia przekręciła zamek i udawała, że jej tam nie ma- Jak zaraz nie otworzysz to dzwonie po ślusarza, a rachunek wypiszę na Ciebie!- myślałam, że może jakiś głupi żart ją przekona do wyjścia, ale to był chyba najgłupszy pomysł na Ziemi. Niby znam ją tak długo, a czasami jestem taka naiwna... Poszłam do salonu po telefon i wybrałam pierwszy numer.
- Cześć Tomek. Potrzebuję Twojej pomocy. Chodzi o Kasię... Zamknęła się u siebie i nie chce wyjść. Przyjedziesz? Super. Dzięki. Czekam.- rozłączyłam się i połączyłam kolejny raz:
- Savan jak za pięć minut nie pojawisz się u mnie w mieszkaniu to Cię pochlastam! Kasia zamknęła się w pokoju i płacze. Nie wiem coś cie tam jej zrobili, ale jak zaraz tu nie przyjedziesz to nie ręczę za siebie!- bez czekania na odpowiedź zakończyłam rozmowę i wróciłam do swojej syzyfowej pracy- KAŚKA OTWÓRZ!!!!!
Po jakiś piętnastu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko podbiegłam i otworzyłam:
- Gdzie ona jest?- Savan wparował do mieszkania o mało mnie nie taranując.
- A gdzie może być?. Mówiłam Ci, że ledwo co przyszła to zamknęła się u siebie i zaczęła płakać. Teraz to nawet nie wiem czy żyje bo się nic nie odzywa...
- Przestań!- prawie na mnie krzyknął był tak zdenerwowany. Udał się w stronę pokoju swojej Siostrzyczki i również zaczął pukać w drzwi. "Próbuj dalej..."
- Nie otworzy Ci.- podpowiedziałam mu opierając się o ścianę obok- Robię już tak od godziny...
- Cholera!- walnął ostatni raz i oparł o nie czoło- To moja wina...
- Możesz mi z łaski swojej opowiedzieć co się wydarzyło na tym spotkaniu?- mężczyzna pokręcił głową i wszedł do salonu. Usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach- Savan...
- Pokłóciła się z Harrym.- tylko tyle? Z tego co wiem to już nie pierwszy raz.
- I? Jakoś ostatnio jak się z nim pokłóciła to nie wróciła do domu taka rozbita.
- Tym razem krzyczał na nią jaka jest okropna i w ogóle, a na koniec zaczął wspominać...- urwał a na jego twarzy widać było ból. Tylko nie to!
- Chyba sobie żartujesz?!- ciśnienie podskoczyła mi co najmniej do dwustu- Co go napadło? Jak on w ogóle śmiał?! Co ona mu takiego zrobiła?!- chciałam uzyskać jak najwięcej informacji na temat przebiegu całego zajścia. Natychmiast!
- Właśnie nic...- odparł smutno.
- Chcesz mi powiedzieć, że tak bez powodu wydarł się na nią i doprowadził do takiego stanu?- gdyby Styles stanął teraz przede mną to by nic z niego nie zostało!
- Kazała każdemu z nich zaśpiewać wybraną przez nią piosenkę żeby się zorientować jak brzmią i takie tam. Wszyscy wykonali całe utwory, a jemu kazała przestać po połowie.
- Czemu?
- Po prostu nie potrzebowała więcej usłyszeć. Już wiedziała na co go stać tym bardziej, że był świetny.- opowiadał dalej- Ale Harry z racji tego, że Kasia wcześniej zrównała go z ziemią za to podrywanie...- zerknął na mnie sprawdzając czy wiem o co chodzi. Oczywiście, że wiem. Jestem jej najlepszą przyjaciółką!- Odebrał to jako kolejny akt poniżania go. Na dodatek był już wcześniej wkurzony, ponieważ Louis rzucił tekst, że Niall powinien przestać ją przytulać bo Styles będzie zazdrosny.- jak to Niall ją przytulał?- A potem to już był tylko jeden wielki krzyk... O mało co chłopak w twarz nie dostał...
- Nie dostał?- zapytałam zdziwiona- To dostanie ode mnie!
Nim Kotecha zdążył coś powiedzieć rozległo się kolejne pukanie do drzwi, ale tym razem nowoprzybyły wszedł sam.
- Cześć Tomek!- przytuliłam przyjaciela na powitanie- Dzięki, że przyjechałeś.
- Cześć. Jak mógłbym nie przyjechać? Gdzie ona jest?- zdjął szybko kurtkę i rzucił ją na wieszak.
- U siebie.- minął mnie i chciał pójść we wskazanym przeze mnie kierunku, ale drogę zastawił mu Savan.
- Co Ty tu robisz?- spytał gniewnym głosem.
- Mógłbym spytać Cię o to samo...- odpowiedział mu kpiąco chłopak.
- Posłuchaj no...- jeszcze chwila i któryś by oberwał.
- Ej! Spokój! Ja po niego zadzwoniłam.- wyjaśniłam nabuzowanemu Braciszkowi.
- A po co?- jakie on czasami zadaje głupie pytania...
- Może dlatego, że jestem jej przyjacielem?- "zastanawiał się" Tomek.
- A myślałem, że chłopakiem...- odwdzięczył mu się Kotecha.
- Przestańcie! Teraz będziecie się o to kłócić?! Ona tam siedzi zamknięta i nie wiadomo co się z nią dzieje, a Ci mi się tu będą przekomarzać! Jak dzieci!
Popatrzeli na mnie i oboje powiedzieli "Przepraszam". Tomek udał się pod drzwi do pokoju swojej dziewczyny i delikatnie zapukał.
- Kasia...- cisza- Proszę Cię otwórz.- dalej nic- Obiecuję, że nie będę się o nic pytał tylko wpuść mnie.
Gdy już myślałam, że nawet on nie pomoże usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego zamka. W progu ukazała nam się Kasia z zapłakaną twarzą, która na środku czoła, nosie i policzkach była mocno zaróżowiona. Przyjaciółka nazywała te miejsca "strategicznymi" punktami. Zawsze tak wyglądała jak wychodziła na mroźne powietrze, intensywnie ćwiczyła albo... Płakała.
Tomek złapał ją za rękę i pociągnął w stronę łóżka, sadzając sobie jej drobne ciało na kolanach. Przyciągnął ją do siebie, a ona wtuliła twarz w jego klatkę piersiową i objęła ramionami szyję. Razem z Savanem również weszliśmy do środka i usiedliśmy pod ścianą. Widziałam, że nie pasuje mu to, że jego siostra siedzi na kolanach jego wroga (choć nie rozumiem co on ma do niego) ale z racji tego, że pomagało nic się nie odzywał. Siedzieliśmy tak dobre pół godziny nim Kasia oderwała się od Tomka i przetarła mokre od łez policzki rękawem swetra.
- W porządku?- chłopak przyłożył palec do jej brody i uniósł jej głowę, aby na niego spojrzała. Za odpowiedź musiało mu wystarczyć jedynie skinienie głowy.
- Posłuchaj...- Kotecha próbował coś powiedzieć, ale Kasia od razu podniosła rękę przerywając mu i wyszeptała zachrypniętym głosem.
- Nie chcę go więcej widzieć...- spojrzała na Brata a jej oczy były pełne bólu i cierpienia. Mężczyzna widząc to aż zesztywniał, a jego oczy wypełniły się łzami. Wstał, podszedł do dziewczyny i ucałował ją w czubek głowy szepcząc, że zadzwoni później. Wyszedł z pokoju, a po chwili usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi do mieszkania.
- Tak mi przykro...- usiadłam za przyjaciółką i przytuliłam się do jej pleców.
- Mi też.- odparła cicho i odwróciła twarzą w moją stronę- Przepraszam...
- Za co?!
- Za to.- chwyciła moją dłoń i przejechała kciukiem po zaczerwienionych kłykciach.
- Aaa... Nic nie szkodzi. Przez tydzień będziesz mi robiła okłady to będziemy kwita.- puściłam do niej oczko, a na jej usta wdarł się delikatny uśmiech. "Dzięki Bogu!" Ponownie obróciła się w stronę Tomka i spytała:
- Mógłbyś zostać ze mną jeszcze trochę?
- Oczywiście.- uśmiechnął się do niej czule i pocałował w czoło. Podniósł ją i posadził wygodnie na łóżku, po czym sam zajął miejsce obok niej. Objął ją ramieniem, a ona ponownie wtuliła się w niego. Sięgnęłam po koc i przykryłam ich aby było im cieplej po czym opuściłam pokój. Poszłam do kuchni gdzie wstawiłam wodę na herbatę. Oparłam się o blat i odetchnęłam z ulgą, a w mojej głowie cały czas siedziała jedna myśl "Zabiję go!"
Siedziałam przy małym stoliku pod oknem i zastanawiałam się jak odegrać się na pewnym kręconym chłopaku, ale moje planowanie przerwał mi Tomek.
- I jak?
- Śpi.- odpowiedział i usiadł koło mnie.
- Chcesz herbaty?
- Nie, dzięki.- uśmiechnął się lekko. Widać było, że jest zmęczony- Powiesz mi co się stało?
- Myślałam, że...
- Nie.- pokręcił przecząco głową- Nawet nie pytałem. Uznałem, że nie powinienem jej o tym czymś przypominać. Poza tym liczyłem, że dowiem się czegoś od Ciebie. Myślę, że ona też wolałaby abyś to Ty mi powiedziała, o ile coś wiesz.- miał rację. Nie było sensu kazać jej tego opowiadać. Nie to.
Starałam się przekazać mu jak najwięcej informacji, które otrzymałam od Savana. Chłopak z każdym kolejnym moim słowem zaciskał coraz mocniej pięści i robił się czerwony ze złości. Mogę się założyć, że jeżeli spotka kiedyś Harrego to spierze go na kwaśne jabłko. Zresztą gdy skończyłam to sam potwierdził taki scenariusz.
- Jak go dorwę to go własna matka nie pozna!- uderzył zaciśniętą pięścią w stół, a ja aż podskoczyłam- Przepraszam... Nie chciałem Cię wystraszyć.
- Nic się nie stało.- położyłam rękę na jego ramieniu- Pomogę Ci.
- W czym?- nie załapał o co mi chodzi.
- W dorwaniu Harrego.- wyjaśniłam.
- Aaa...- uderzył się otwartą dłonią w czoło- Sorry, ale już nic dzisiaj do mnie nie dociera.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni.- przyznałam- Jak ją zobaczyłam to myślałam, że będziemy znowu przechodzić przez etap "milczenia"...- przed oczami stanęłam mi Kasia sprzed czterech lat...
- Wypluj te słowa!- nakazał mi Tomek- Nie przeżyłbym tego jeszcze raz!
- Ja też nie.
Przez dłuższą chwilę oboje milczeliśmy. Chłopak zapewne również przypominał sobie wydarzenia z przeszłości. Życie jest takie niesprawiedliwe!
- Muszę już iść.- wstał i zaczął zbierać się do wyjścia- W razie czego od razu dzwoń, a ja wpadnę jutro zobaczyć co u niej.- założył kurtkę i wyjął kluczki od swojego samochodu z kieszeni.
- Dzięki za pomoc. Nie wiem czy dałabym radę sama ją przekonać żeby stamtąd wyszła...
- Mam na nią swoje metody.- puścił do mnie oczko- Jak będziesz ją znała tak długo jak ja też będziesz to potrafiła.
- Może lepiej żebym nie miała okazji.- przemyślałam jego słowa. Wcale nie chciałam być w takiej sytuacji jeszcze raz.
- Racja...- przyznał- Tak czy siak pamiętaj, że zawsze możecie na mnie liczyć. Obie.
- Wiem.- uśmiechnęłam się do niego i uściskałam na pożegnanie. Gdy wyszedł, poszłam do Kasi zobaczyć czy wszystko w porządku. Uchyliłam lekko drzwi i zajrzałam do środka. Przyjaciółka spała zwinięta w kulkę. Wyglądała jak małe dziecko. Urocze i słodkie... "Gdyby się dowiedziała, że tak ją opisałam to bym wyleciała za drzwi!" zaśmiałam się w duchu. Podeszłam do jej łóżka, poprawiłam koc i zasłoniłam żaluzje. Przysiadłam na fotelu obok i wpatrywałam się w nią znowu przywołując smutne wspomnienia...
Dom One Direction
Oglądaliśmy z chłopakami jakiś durny film, choć podejrzewam, że żaden z nas nie miał zielonego pojęcia jak on się nazywa a co dopiero o czym jest. Nasze myśli zaprzątały wydarzenia dzisiejszego dnia i wiążące się z nim pytania. "To już koniec? Czy Kate nam wybaczy? Właściwie to Styles'owi... Spotkamy ją jeszcze? Co takiego wymyślił Savan?" Zerknąłem kątek oka na Harrego, który nawet nie udawał zainteresowania tym co dzieje się na ekranie. Siedział w fotelu z głową opartą na rękach wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. Byłem ciekawy co teraz dzieje się w tej jego pustej czaszce. Mam nadzieję, że obmyśla plan idealny, dzięki któremu Kate mu wybaczy. Z wszechpanuącej zadumy wyrwał nas dźwięk dzwonka. Louis zwlekł się z kanapy i poszedł otworzyć drzwi. Po chwili wrócił, a za nim wszedł Savan. Nie wiem co się stało, ale wyglądał jakby wymarło mu pół rodziny i to porównanie wcale nie było przesadzone...
- Boże co Ci się stało?- Liam posadził go obok siebie na kanapie.
- Byłem u niej...- powiedział cicho, ale na tyle głośno, że jego słowa dotarły do nas wszystkich. Momentalnie każdy z nas zaczął wwiercać w niego swoje spojrzenie, oczekując jakiejś kontynuacji, ale on milczał. Styles wstał i powoli podszedł do niego. Spojrzał mu prosto w oczy i zapytał.
- Jak ona...- nie zdążył nawet dokończyć.
- Nie pytaj.- odpowiedział mu krótko i schował twarz w dłoniach. Miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze- Coś Ty narobił...- pokręcił głową, a przyjaciel aż pobladł. Nie rozumieliśmy o co mu chodzi. Przecież to nie możliwe, żeby zareagowała aż tak ostro i...
- Chyba nic sobie nie zrobiła?- moją myśl dokończył Niall, który chyba do końca nie chciał usłyszeć odpowiedzi na swoje pytanie.
- NIE! Zwariowaliście?!- Savan aż podskoczył, a nam kamień spadł z serca- Jakby tak było to on by już nie żył!- wskazał palcem na Loczka- Wszystko w porządku. Chyba...
- Jak to chyba?- ciągnął Li.
- Nie rozmawiałem z nią.
- To skąd wiesz...
- Przyszedł do niej ten jej cały Tomek...- popatrzył na nas by sprawdzić czy wiemy o kogo chodzi- Jej chłopak...- przypomniał nam, a Harry pobladł- I on się nią zajął. Jedyne co mi powiedziała to że nie chce Cię już nigdy widzieć.
Ostatnie zdanie było skierowane do Styles'a, który teraz to był biały jak ściana. Już chyba gorzej nie mógł wyglądać.
- I co teraz?- zapytałem. Przecież musi być jakiś sposób żeby mu wybaczyła.
- Nie wiem.- wzruszył bezradnie ramionami Kotecha.
- Przecież mówiłeś...
- Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak się sprawy mają. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zupełnie jakby...- urwał w połowie i ponownie schował twarz w dłoniach- Chyba nie mogłeś zrobić nic gorszego.
- Lepiej stąd wiej!- byłem tak wkurzony na przyjaciela, że gdyby nie Lou i Liam urwałbym mu ten pusty łeb!
- Uspokój się Zayn! Zamiast go bić lepiej niech naprawi to co spieprzył.- Payne jak zwykle myślał logicznie. Podziwiałem jego trzeźwość umysłu, która nie zawodziła go w nawet najbardziej kryzysowych sytuacjach. Młody będzie mu musiał podziękować za uratowanie życia.
- Zostaniemy przy pierwotnym planie.- zarządził Savan.
- Czyli?- spytał najbardziej zainteresowany.
- Zorganizuję Ci z nią spotkanie. Oczywiście nie będzie wiedzieć, że się na nim pojawisz bo inaczej nie przyjdzie.- wyjaśnił
- Kiedy i gdzie?- Harry oczekiwał szczegółów, a mężczyzna wzruszył ramionami.
- Jak nadarzy się okazja. Miej telefon zawsze przy sobie. Będę dzwonił.
- Ok.
Kotecha posiedział u nas jeszcze trochę, aż zadzwoniła po niego Ana i pojechał do domu zostawiając nas samych.
- Co jej powiesz?- Lou sprawdzał jaki pomysł ma kumpel.
- Przeproszę i będę błagał o wybaczenie.- odparł krótko.
- Myślisz, że to na nią podziała?
To było pytanie za sto punktów. Czy wystarczy jak po prostu przeprosi czy będzie trzeba zrobić coś więcej? "Naiwni jesteście..." Fakt. Ona nie jest zwykłą dziewczyną, której wystarczy kupić głupiego kwiatka i powiedzieć jak bardzo jest nam przykro. Stanowiło to dodatkowe utrudnienie dla przepraszającego.
- Może jej coś zaśpiewaj...- Horan wpadł na "genialny" pomysł- No co? Ja chociaż staram się coś wymyślić!- oburzył się.
- Sam to załatwię.- odezwał się Harry.
- Tylko jak od razy Ci nie wybaczy, co jest baaardzo prawdopodobną wersją to nie krzycz na nią.- zwrócił mu uwagę Liam, za co dostał zabójcze spojrzenie od przyjaciela...
Mieszkanie Kasi i Gaby
Obudziłam się rano z okropnym bólem głowy. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu zegarka i zauważyłam, że jestem w piżamie. "Dziwne..." Z tego co pamiętam to usnęłam w ciuchach. Zwlokłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Widok w lustrze był przerażający. Miałam podkrążone oczy, potargane włosy i bladą skórę. "Chociaż nie mam już tych głupich, czerwonych plam na twarzy..." Tak. To było jakieś pocieszenie. Weszłam pod prysznic i odkręciłam zimną wodę. Potrzebowałam natychmiastowego orzeźwienia. Lodowaty strumień spływał po moim ciele pobudzając każdą komórkę ciała. Po minucie zakręciłam niebieski kurek i odkręciłam czerwony dając ulgę napiętym od zimna mięśniom. Umyłam włosy i sięgnęłam po żel pod prysznic. Rozprowadziłam go równomiernie fundując sobie przy tym masaż karku, który był tak zesztywniały, że ledwo mogłam nim ruszać. Po kojącym prysznicu, ubrałam się w luźny dres i poszłam do kuchni, gdzie czekała już na nie Gaba.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na blacie szafki.
- Cześć. Jak się czujesz?- zapytała niepewnie, a ja posłałam jej najszczerszy uśmiech jaki byłam w stanie z siebie wydobyć.
- Dobrze.
- Akurat...
- Skoro wiesz to po co się pytasz?- przyjaciółka wzruszyła ramionami i wróciła do dokańczania swojego dania- Co tam zrobiłaś dobrego?
- A co ja mogłam zrobić? Kanapki, ale zobacz jak słodko się do Ciebie uśmiechają.- pokazała mi talerz i zrobiła taką samą minę jaką miały buźki zrobione z ogórków, pomidora i rzodkiewki. Już wiem skąd czerpała inspiracje...
- Mogłaś zrobić z nich jakieś gwiazdy rocka. Patrz dodałabyś tu trochę ketchupu...- sięgnęłam po butelkę, ale ona zabrała swoje dzieło.
- Odczep się. Moje kanapki, więc będą wyglądać tak jak ja chcę!- pokazała mi język- Tobie to wszystko musi kojarzyć się z muzyką...
- Nie prawda!- oburzyłam się.
- Doprawdy? To idź zobacz swój pokój. Pięć gitar, skrzypce, winylowe płyty na półkach i mnóstwo kartek zapełnionych nutami i tekstami piosenek, które walają się po podłodze. Nie wiem jak Ty się w tym odnajdujesz...- pokręciła z niezrozumieniem głową.
- Zapomniałaś jeszcze o paru instrumentach. Poza tym to jest mój artystyczny nieład.- wyjaśniłam jej zamysł wystroju mojego pokoju- To ja tam sprzątam, więc co Ci do tego?
- Hahaha!- zaczęła śmiać się w niebogłosy- Sprzątasz? A to żart! Kiedyś jak tam wejdę to nie ujdę z tego z życiem. Zginę pośród tego... Artystycznego nieładu i już nikt mnie nie znajdzie.
Wywróciłam oczami i sięgnęłam po kanapkę. Muszę przyznać, że całkiem niezła jak na jej dość marne zdolności kulinarne, chociaż i tak już jest lepiej niż na początku kiedy ją poznałam. Wtedy bałam się wypić zrobioną przez nią herbatę, a co dopiero coś zjeść...
- Kasia mam do Ciebie pytanie...
- Dawaj.- odpowiedziałam z pełną buzią.
- Wytłumacz mi czemu Niall wczoraj Cię przytulał?- słysząc to pytanie zaczęłam się śmiać przez co zakrztusiłam się kawałkiem pomidora.
- Zazdrosna?- spytałam z satysfakcją.
- Pff... Oczywiście, że nie.- "I kogo ona próbuje oszukać?"
- Jasne...- uśmiechnęłam się bezczelnie, a ona dalej czekała na moje wyjaśnienia- Dobra już Ci mówię, tylko się tak na mnie nie patrz!- zasłoniłam jej oczy, a ona odepchnęła moją rękę- Wpadłaś jak śliwka w kompot...
- Wcale nie!
- Ok. Niech Ci będzie...- uniosłam ręce w geście obronnym- Niall przeczytał w gazecie, że nie umie śpiewać, więc przekonałam go, że wcale tak nie jest i powiedziałam jemu i reszcie, że nie mogą się tak przejmować co ludzie o nich myślą. Dotarło to do niego i w ramach podziękowania przytulił mnie i podziękował. Tyle. Koniec historii.
- Aha.- Gaba przez chwilę analizowała streszczenie mojego wczorajszego "zbliżenia" z jej przyszłym chłopakiem (to jest nieuniknione!) aż w końcu z uśmiechem na ustach ponownie na mnie spojrzała.
- To super. Fajnie, że go lubisz.
- A kto powiedział, że go lubię?
- Nikt nie musiał tego mówić. Po prostu gdyby tak nie było to byś mu nie pomogła.- miała rację. Gdybym chociaż trochę za nim nie przepadała to w życiu bym nie udzieliła mu żadnej rady.
- A czemu Ciebie to tak cieszy?- doskonale znałam odpowiedź na to pytanie, ale chciałam to usłyszeć od niej.
- Oj tam zaraz cieszy...- na jej policzki zaczął wypływać rumieniec.
- Myślę, że jesteś zadowolona z tego, że toleruję twojego chłopaka.- musiałam jej trochę pomóc.
- On nie jest moim chłopakiem.- zaznaczyła.
- A chcesz żeby nim był?- przyjaciółka uniosła kubek i schowała w nim twarz udając, że pije. "Wiedziałam!" Uśmiechnęłam się szyderczo i przygryzłam dolną wargę zadowolona z tego, że poniekąd wyciągnęłam z niej tą jakże ważną informację- Spokojnie.- poklepałam ją po plecach- Będzie...
Dom One Direction + Klub "27"
- Savan przyjedzie po mnie za dziesięć minut.- schowałem telefon do kieszeni i poszedłem do swojego pokoju, a tuż za mną reszta towarzystwa. Wyjąłem z szafy biały T-shirt i jeansy. Przebrałem się i zszedłem na dół, a oni znów wędrowali za mną krok w krok- Nie macie co robić?- spytałem poirytowany.
- My tylko chcieliśmy...- zaczął Niall.
- Powiedzieć mi, że mam się opanować, ładnie przeprosić i pod żadnym względem nie podnosić głosu. Wiem.- sięgnąłem po kurtkę- Nie musicie mi tego powtarzać po raz kolejny.
- Na pewno?- Zayn wątpił czy zapamiętałem ich przestrogi i uwagi. Jak mógłbym zapomnieć? Od wczoraj słyszałem to co najmniej milion razy. Posłałem mu gniewne spojrzenie i bez słowa wyszedłem na dwór. Czekałem pod bramą, a po kilku minutach zjawił się Kotecha. Otworzyłem drzwi i wpakowałem się do jego samochodu.
- Cześć. Gdzie jedziemy?- zaczynałem się lekko denerwować.
- Zobaczysz. Mam jedną prośbę, a właściwie to nakaz. Nie wolno Ci nikomu powiedzieć gdzie byłeś ani nikogo tam zabierać.- pogroził mi palcem.
- Czemu?
- Zadajesz zdecydowanie za dużo pytań.- uśmiechnął się choć wcale nie było mu do śmiechu. Widać było, że był tak samo zdenerwowany jak ja. Postanowiłem darować sobie dalsze dochodzenie. Jechaliśmy w ciszy do miejsca gdzie miałem zrobić chyba "Raczej na pewno!" najtrudniejszą rzecz w swoim życiu. Przeprosić Kate G...
Po około dwudziestu minutach jazdy zatrzymaliśmy się w jednej z bocznym uliczek zachodniego Londynu. Miejsce było dość ponure, a na dodatek padał deszcz. Dookoła nie było żywej duszy. Gdybym miał tu przyjechać sam w życiu bym tego nie zrobił!
- Jesteś pewny, że to tutaj?- spytałem, mając nadzieję, że mężczyzna powie, że pomylił drogę.
- Tak.
- Szkoda...- Savan spojrzał na mnie i zaśmiał się pod nosem.
- Przygotowałeś jakąś przemowę?
- Po co? I tak jak ją obaczę to zaniemówię.
- Może to i lepiej...- wyszedł z auta, a ja zrobiłem to samo.
Szliśmy ciemną uliczką pomiędzy starymi kamienicami. Minęliśmy jakąś księgarnie i sklep z antykami. Okolica wyglądała na opuszczoną i wyjętą rodem z lat osiemdziesiątych. Zastanawiałem się czy ktoś tu w ogóle przychodzi. Po przejściu jakiś trzystu metrów Kotecha skręcił w jeszcze ciaśniejszą uliczkę i zaczął schodzić po małych schodkach. Jedyną rzeczą, która świadczyła o tym, że coś tam jest był podświetlony na błękitno szyld z numerem "27". Mężczyzna zapukał kilka razy wystukując nieprzypadkowy rytm i po chwili metalowe drzwi się otworzyły, a w progu stanął rudawy chłopak, mniej więcej mojego wzrostu.
- Wchodźcie.- przepuścił nas w drzwiach i poprowadził długim korytarzem do wielkiej sali. Po lewej stronie znajdowała się nieduża scena, na której stała perkusja, pianino i kilka mikrofonów. Na środku zostawione było dość sporo wolnej powierzchni, a na prawo ustawione były różnego kształtu i rozmiaru stoliki, krzesła i kanapy, które pochodziły co najmniej z kilku różnych epok. Niektóre reprezentowały styl klasyczny, inne nowoczesny, a jeszcze inne nie nadawały się do podciągnięcia pod którykolwiek z nich. Na przeciwko wyjścia z korytarza znajdował się długi bar, który podświetlony był różnokolorowymi, jaskrawymi światłowodami. Nic tu do siebie nie pasowało, ale wbrew pozorom tworzyło bardzo interesujące i orginalne wnętrze.
- Ed. Miło mi Cię poznać.Jestem współwłaścicielem tego lokalu.- chłopak wyciągnął do mnie rękę i szeroko się uśmiechnął.
- Co to za miejsce?- spytałem dalej przyglądając się ciekawemu wnętrzu.
- Klub "27".Tylko dla wybranych.- puścił do mnie oczko i podszedł do baru- Napijecie się czegoś?
- Nie. Harry ma coś do załatwienia.- chłopaka słysząc moje imię uważnie zmierzył mnie wzrokiem.
- Aaa... Ten Harry...- napił się wody i wskazał na wielką szafę, która znajdowała się w kącie sali- Kate jest w biurze.
Zwariował? Stara dębowa szafa była biurem? Jakiś wariat! Zaczynam się martwić z kim nasi tekściarze się zadają.
Kotecha ruchem ręki kazał mi podążać za sobą. Uchylił wielkie dębowe drzwi szafy i wszedł do środka, a ja zatrzymałem się. "Czy to ma byś jakiś żart?"
- Na co czekasz?- mężczyzna wychylił się i ponaglał mnie abym szedł za nim. Niechętnie przekroczyłem próg starego mebla. Po trzech krokach ponownie szedłem długim korytarzem, na którego ścianach widniały graffiti z wizerunkami największych osobistości ze świata muzycznego show biznesu, a drogę oświetlały zwykłe jarzeniówki. Zatrzymaliśmy się przy trzecich drzwiach. Savan spojrzał na mnie i zapytał czy jestem gotowy. Głupie pytanie. Nigdy nie będę! Skinąłem niepewnie głową, a mężczyzna nacisną klamkę. Weszliśmy do środka. Moim oczom ukazała się Kate, która akurat teraz siedziała tyłem do nas. Pochylona była nad jakimiś papierami i zawzięcie coś liczyła. Słysząc, że ktoś wszedł odezwała się:
- Ed mówiłam Ci, że jak będziesz mnie pośpieszał to nigdy...- urwała w połowie zdania i zamarła na mój widok- Co on tu robi?- spytała ledwo słyszalnym głosem.
- To ja was zostawię.- Kotecha szybko wybiegł z pokoju i zamknął za sobą drzwi na klucz. Dziewczyna wstała i podbiegła do nich. Zaczęła mocno w nie walić, krzycząc na swojego Brata:
- Savan jeśli zaraz mnie stąd nie wypuścisz to obiecuję Ci, że wyważę te drzwi, a jak już wyjdę to nawet wstawiennictwo samego Pana Boga Ci nie pomoże!!!
Uderzała otwartą dłonią w kawałek drewna przez dobre dziesięć minut, po czym wyjęła telefon i wybrała jakiś numer:
- Ed powiedz temu debilowi, że jeśli za dziesięć sekund nie otworzy to nie dożyje swojego ślubu! Co?! Gówno mnie to obchodzi, że mu obiecał! Czyim on jest Bratem do cholery?! Moim czy jego?! Zobaczysz Tobie też się oberwie!
Rozłączyła się i rzuciła telefon na kanapę stojącą pod ścianą. Chciałem coś powiedzieć, żeby możliwie jak najbardziej złagodzić cierpienia Savana kiedy Kate go w końcu dopadnie, ale nie dała mi dojść do słowa.
- NIC DO MNIE NIE MÓW!- krzyknęła i nerwowo przeczesała włosy dłońmi. Gdy się denerwowała charakterystycznie przymykała oczy i zaciskała usta w wąską linię. "Nawet teraz wygląda seksownie" Gorąco mi...
Stałem na środku pomieszczenia, a ona chodziła w tę i z powrotem, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. Jeszcze trochę i pobiłaby rekord Guinessa w chodzeniu po małej powierzchni gdyby nie to, że na jakimś drugim kilometrze potknęła się o moją nogę i upadła krzycząc jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa.
- Cholera jasna!
Wyciągnąłem do niej rękę aby pomóc jej wstać, ale oczywiście nie skorzystała. Stanęła na przeciwko mnie i z nienawiścią w oczach zapytała.
- Czego chcesz?
Próbowałem coś z siebie wydusić, ale nie mogłem znaleźć słów. Jeszcze nikt nigdy nie emitował w moim kierunku tak negatywnych uczyć. Jej gniew i złość były aż namacalne. "Zasłużyłeś sobie na to" Wiem. Wpatrywałem się w nią jak głupi i co chwilę otwierałem usta z nadzieją, że chociaż głupie "Przepraszam" z nich wypełznie, ale nic z tego. W końcu to ona przejęła inicjatywę.
- Niech zgadnę...- podeszła bliżej- Namówiłeś Savana, żeby po raz kolejny pomógł wam, a właściwie to Tobie skontaktować się ze mną.- kolejny krok w moją stronę- On z racji tego, że bardzo was lubi, choć nie wiem dlaczego...- zaznaczyła z dezaprobatą- Zgodził się narażając tym swoje życie.- kolejny krok- Przyjaciele dokładnie powiedzieli Ci co masz mówić, a co nie żeby znowu mnie nie urazić.- i kolejny...- Nie pisałeś żadnej konkretnej mowy bo i tak byś ją zapomniał.- i jeszcze jeden...- A teraz stoisz tu przede mną, nie wiedząc co zrobić. Jak przeprosić. Zgadza się?
Patrzeliśmy sobie prosto w oczy, a ja po raz kolejny zaczynąłem mieć trudności z oddychaniem. Fakt, że dzieliło nas od siebie zaledwie kilka centymetrów wcale nie ułatwiał mi tego zadania. Ponadto miała rację. Przejrzała mnie. Zupełnie jakby czytała mi w myślach, co było przerażające "I podniecające..." Może w innych okolicznościach. Niekoniecznie chciałem aby się dowiedziała, że jedyne o czym jestem w stanie myśleć będąc tak blisko niej to jej blado różowe usta...
Kate obróciła się na pięcie i oparła o ścianę obok drzwi dalej nie spuszczając ze mnie wzroku. Po kilku głębokich wdechach odzyskałem zdolność mówienia.
- Masz rację. Przekonałem Koteche aby pomógł mi zorganizować spotkanie z Tobą, ale tak żebyś o tym nie wiedziała bo wtedy na pewno byś się nie zgodziła...
- Prawda.
- Właśnie... Przyjechałem tu żeby Cię przeprosić, ale nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić. Bądźmy szczerzy... Normalna to Ty nie jesteś.- dziewczyna założyła ręce na piersi.
- To jest Twój sposób na przeprosiny?
- Wiesz o co mi chodzi...- przeczesałem dłonią niesforne loki. Zaczynałem się gubić w tym co mówię.
- Nie, nie wiem.- odparła całkiem poważnie.
- Chodzi mi o to, że żeby Cię przeprosić to nie wystarczy kupić Ci bukietu róż i bombonierki.
- Skąd wiesz?- westchnąłem ciężko. Będzie gorzej niż myślałem...
- A wystarczy?
- Nie.- przyznała krótko.
- Sama widzisz...- oparłem ręce na biodrach i zastanawiałem się do dalej- Jest mi cholernie przykro za to jak wczoraj na Ciebie naskoczyłem...
- Nie sądzę...
- Możesz dać mi skończyć?- "Tylko się nie denerwuj!"
- A Ty mi pozwoliłeś wytłumaczyć dlaczego Ci wczoraj przerwałam? Pomyślmy...- udała, że się zastanawia- Nie! W takim razie nie sądzę, że zasługujesz na inne traktowanie. Tym bardziej, że nie miałeś żadnych podstaw do tego aby oskarżać mnie o cokolwiek, a tym bardziej o takie brednie. Poza tym...- szybkim krokiem podszedłem do niej i ująłem jej twarz w moje dłonie.
- Bądź cicho.- wysyczałem przez zaciśnięte zęby, a ona znieruchomiała- Czy Ty nie widzisz jak ciężko mi jest z Tobą wytrzymać w jednym pomieszczeniu, a co dopiero rozmawiać? Nie kontroluję się. Wzbudzasz we mnie tak skrajne emocje, że normalny człowiek nie jest w stanie tego pojąć, a Ty to jeszcze utrudniasz.
Kate wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, a ja kompletnie zatonąłem w jej zielono-złotych tęczówkach. Byłem wściekły, że co chwilę wcinała mi się w zdanie, ale pomimo tego moje myśli cały czas wędrowały w jednym kierunku. Jej idealnie zarysowanych ust, które teraz były lekko rozchylone, a powietrze, które nimi uchodziło delikatnie omiatało moje. "Muszą być takie miękkie i..." Nie pomagasz!
Gdy zdołałem oprzytomnieć, niechętnie się od niej odsunąłem, uwalniając jej twarz. Szepnąłem "Przepraszam" i usiadłem opierając się o ścianę obok niej. Brunetka po chwili zrobiła to samo. Siedzieliśmy tak w ciszy, patrząc się tępo przed siebie. W końcu odważyłem się na nią zerknąć. Miała zamknięte oczy i bawiła się pierścionkiem, który znajdował się na środkowym palcu jej lewej ręki. Był on bardzo charakterystyczny i zauważyłem, że zawsze go nosiła.
- Co to za miejsce?- spytałem chcąc przerwać tą niezręczną i ciągnącą się w nieskończoność ciszę. Dziewczyna uniosła jedną powiekę po czym ponownie ją zamknęła.
- Klub.
- Rozmowna jesteś...- chyba powiedziałem coś śmiesznego, bo Kate zaczęła głośno się śmiać- No co?
- Chyba powinieneś się cieszyć, że w ogóle z Tobą rozmawiam.- obróciła głowę w moją stronę, ponownie wbijając we mnie swoje przenikliwe spojrzenie "Potrzebuję tlenu!"- Co więcej ciesz się, że jeszcze będziesz miał okazję chodzić po tym świecie.
- Dzięki.- mruknąłem. Sądziłem, że w końcu wstanie i każe mi się wynosić, ale ona dalej uparcie mi się przyglądała, a ja odpłacałem jej się tym samym. Nie przeszkadzałoby mi to, że mógłbym tu siedzieć i dokładnie badać ją wzrokiem. "Doktor się znalazł!" Chyba minąłem się z powołaniem. "Zdecydowanie byłaby Twoją ulubioną pacjentką"
- Kim jest Ed? Oprócz tego, że jest współwłaścicielem tego miejsca?- musiałem choć trochę zaspokoić swoją ciekawość i zająć czymś szalejące myśli. "A miało nie być pytań" To silniejsze ode mnie.
- Wścibski jesteś.- powiedziała beznamiętnym głosem.
- Raczej ciekawski.- poprawiłem ją.
- Nie wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
- W takim razie Lucyfer może szykować już dla mnie miejsce.- odparłem, a ona ponownie zaczęła się śmiać. Jej śmiech brzmiał tak pięknie i melodyjnie. Zupełnie jakby śpiewała. Zastanawiałem się jak brzmi jej głos gdy śpiewa, bo na co dzień był jedyny w swoim rodzaju. Taki głęboki i zmysłowy. Aż ciarki przechodziły po plecach kiedy się odzywała.
- Ed to mój przyjaciel. Niedługo wydaje pierwszy singiel. Na pewno jeszcze o nim usłyszysz.- "Ktoś tu zaczął się otwierać..." Musiałem wykorzystać tę szansę.
- To z nim podpisałaś umowę?
- Nie!- zaprzeczyła- W większości sam napisał materiał na swój album. Ja się do tego nie przyczyniłam.
- Czemu akurat tu?- próbowałem jeszcze coś z niej wyciągnąć.
- Co?- nie zrozumiała o co mi chodzi.
- Czemu w takim miejscu otworzył ten klub? Przecież to kompletne odludzie! Żyłki do biznesu to on nie ma.
- Tak ma być. Założyliśmy ten klub tylko dla wybranych. Nieliczni wiedzą gdzie on jest i tylko za naszą zgodą można wprowadzić tu kogoś nowego.- wyjaśniła mi. "Moment!"
- Założyliście? Czyli chcesz powiedzieć, że...- "Nie możliwe..."
- Tak. Połowa tego klubu jest moja.- potwierdziła moje przypuszczenia.
- Wow! Nieźle...
Kate uśmiechnęła się pod nosem słysząc mój komentarz. Wyglądało na to, że chyba trochę się uspokoiła. Wstała i usiadła na biurku przesuwając stos papierów.
- I co ja mam z Tobą zrobić Styles...- pokręciła głową i skupiła swój wzrok na splecionych dłoniach. Podniosłem się i podszedłem do niej tak blisko, że opierałem się o jej zwisające nad ziemią nogi. Nawet nie zareagowała. "Tylko Ty tu jesteś taki napalony..." Dzięki, że mi przypomniałeś!
- Przepraszam...- uniosłem jej podbródek, aby skrzyżować nasze spojrzenia- Naprawdę bardzo mi przykro. Obiecuję, że to się już nie powtórzy.- położyłem rękę na sercu.
- Uważaj bo Ci jeszcze uwierzę.- zakpiła. W sumie to miała rację. Sam nie byłem pewien czy to był mój ostatni taki wyskok.
- Jak chcesz to mogę nawet klęknąć przed Tobą i błagać Cię o wybaczenie, ale nie rezygnuj ze współpracy z nami. Nie przeżyłbym gdyby przeze mnie chłopaki stracili taką szansę. Jeśli będzie trzeba to odejdę z zespołu...
- Zamknij się.- Kate przyłożyła mi palec do ust, a mnie oblała fala gorąca. Przecież to tylko mały gest...- Nikt nie będzie nic opuszczał, ani zrywał umowy.- po tych słowach odetchnąłem z ulgą.
- Czyli, że mi wybaczasz?- zapytałem z nadzieją w głosie. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Jeśli to zrobię to popełnię najgorszy błąd mojego życia...
- Przyrzekam, że zrobię wszystko żeby być najlepszym błędem Twojego życia.- obdarowałem ją uśmiechem Harrego Styles'a numer siedem i czekałem na jej reakcję. Uważnie mi się przyglądała, próbując znaleźć potwierdzenie moich słów.
- Nawet jeśli Ci wybaczę to nie znaczy, że nie będę na Ciebie wkurzona.
- Nie szkodzi.- machnąłem ręką- Nad tym popracuję później.
Kate delikatnie uniosła lewy kącik ust do góry i westchnęła.
- Nie wierzę, że to mówię, ale niech Ci będzie. Daruję Ci pod jednym warunkiem.- uniosła palec wskazujący do góry.
- Co tylko chcesz!- "I to dosłownie!" Mógłbyś się nie odzywać w tak ważnym momencie?
- Zabierz rękę z mojej nogi...
Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że moja lewa dłoń spoczywa na jej kolanie i mocno je zaciska. Nawet nie wiem kiedy to się stało! "Bardziej Ci przeszkadza to, że nie byłeś tego świadomy!" To też fakt. Szybko cofnąłem rękę jak poparzony, a ona odsunęła mnie i zeskoczyła z biurka. Sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Ed'a aby ten nas otworzył. Po chwili byliśmy "wolni", a uśmiech, który gościł na mojej twarzy jednoznacznie wskazywał na to, że zadanie zostało wykonane.
- Widzę, że się pogodziliście.- stwierdził zadowolony Savan.
- Nie ciesz się tak. I tak ma u mnie przerąbane, a z Tobą jeszcze nie skończyłam.- Siostra walnęła go w ramię i zgromiła wzrokiem. Dobry humor Kotechy od razu wyparował, a stojący obok niego chłopak zaczął się śmiać- Ty też nie masz powodu do śmiechu.- zwróciła mu uwagę- Dobrze wiem, że maczałeś w tym palce.- teraz Ed wyglądał jeszcze gorzej niż jego poprzednik. Dziewczyna zdjęła płaszcz z wieszaka i zarzuciła go na ramiona. Przełożyła torbę przez głowę i wychodząc zatrzymała się jeszcze na chwilę.
- Styles...
- Tak?
- To, że Ci wybaczyłam wcale nie oznacza, że zapomniałam...
- Otwórz drzwi!!!- waliłam w ten cholerny kawałek drewna od jakieś godziny, a on ani drgnął. Przyjaciółka wróciła do mieszkania cała zapłakana i od razu zamknęła się w swoim pokoju. Bez słowa wyjaśnienia przekręciła zamek i udawała, że jej tam nie ma- Jak zaraz nie otworzysz to dzwonie po ślusarza, a rachunek wypiszę na Ciebie!- myślałam, że może jakiś głupi żart ją przekona do wyjścia, ale to był chyba najgłupszy pomysł na Ziemi. Niby znam ją tak długo, a czasami jestem taka naiwna... Poszłam do salonu po telefon i wybrałam pierwszy numer.
- Cześć Tomek. Potrzebuję Twojej pomocy. Chodzi o Kasię... Zamknęła się u siebie i nie chce wyjść. Przyjedziesz? Super. Dzięki. Czekam.- rozłączyłam się i połączyłam kolejny raz:
- Savan jak za pięć minut nie pojawisz się u mnie w mieszkaniu to Cię pochlastam! Kasia zamknęła się w pokoju i płacze. Nie wiem coś cie tam jej zrobili, ale jak zaraz tu nie przyjedziesz to nie ręczę za siebie!- bez czekania na odpowiedź zakończyłam rozmowę i wróciłam do swojej syzyfowej pracy- KAŚKA OTWÓRZ!!!!!
Po jakiś piętnastu minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko podbiegłam i otworzyłam:
- Gdzie ona jest?- Savan wparował do mieszkania o mało mnie nie taranując.
- A gdzie może być?. Mówiłam Ci, że ledwo co przyszła to zamknęła się u siebie i zaczęła płakać. Teraz to nawet nie wiem czy żyje bo się nic nie odzywa...
- Przestań!- prawie na mnie krzyknął był tak zdenerwowany. Udał się w stronę pokoju swojej Siostrzyczki i również zaczął pukać w drzwi. "Próbuj dalej..."
- Nie otworzy Ci.- podpowiedziałam mu opierając się o ścianę obok- Robię już tak od godziny...
- Cholera!- walnął ostatni raz i oparł o nie czoło- To moja wina...
- Możesz mi z łaski swojej opowiedzieć co się wydarzyło na tym spotkaniu?- mężczyzna pokręcił głową i wszedł do salonu. Usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach- Savan...
- Pokłóciła się z Harrym.- tylko tyle? Z tego co wiem to już nie pierwszy raz.
- I? Jakoś ostatnio jak się z nim pokłóciła to nie wróciła do domu taka rozbita.
- Tym razem krzyczał na nią jaka jest okropna i w ogóle, a na koniec zaczął wspominać...- urwał a na jego twarzy widać było ból. Tylko nie to!
- Chyba sobie żartujesz?!- ciśnienie podskoczyła mi co najmniej do dwustu- Co go napadło? Jak on w ogóle śmiał?! Co ona mu takiego zrobiła?!- chciałam uzyskać jak najwięcej informacji na temat przebiegu całego zajścia. Natychmiast!
- Właśnie nic...- odparł smutno.
- Chcesz mi powiedzieć, że tak bez powodu wydarł się na nią i doprowadził do takiego stanu?- gdyby Styles stanął teraz przede mną to by nic z niego nie zostało!
- Kazała każdemu z nich zaśpiewać wybraną przez nią piosenkę żeby się zorientować jak brzmią i takie tam. Wszyscy wykonali całe utwory, a jemu kazała przestać po połowie.
- Czemu?
- Po prostu nie potrzebowała więcej usłyszeć. Już wiedziała na co go stać tym bardziej, że był świetny.- opowiadał dalej- Ale Harry z racji tego, że Kasia wcześniej zrównała go z ziemią za to podrywanie...- zerknął na mnie sprawdzając czy wiem o co chodzi. Oczywiście, że wiem. Jestem jej najlepszą przyjaciółką!- Odebrał to jako kolejny akt poniżania go. Na dodatek był już wcześniej wkurzony, ponieważ Louis rzucił tekst, że Niall powinien przestać ją przytulać bo Styles będzie zazdrosny.- jak to Niall ją przytulał?- A potem to już był tylko jeden wielki krzyk... O mało co chłopak w twarz nie dostał...
- Nie dostał?- zapytałam zdziwiona- To dostanie ode mnie!
Nim Kotecha zdążył coś powiedzieć rozległo się kolejne pukanie do drzwi, ale tym razem nowoprzybyły wszedł sam.
- Cześć Tomek!- przytuliłam przyjaciela na powitanie- Dzięki, że przyjechałeś.
- Cześć. Jak mógłbym nie przyjechać? Gdzie ona jest?- zdjął szybko kurtkę i rzucił ją na wieszak.
- U siebie.- minął mnie i chciał pójść we wskazanym przeze mnie kierunku, ale drogę zastawił mu Savan.
- Co Ty tu robisz?- spytał gniewnym głosem.
- Mógłbym spytać Cię o to samo...- odpowiedział mu kpiąco chłopak.
- Posłuchaj no...- jeszcze chwila i któryś by oberwał.
- Ej! Spokój! Ja po niego zadzwoniłam.- wyjaśniłam nabuzowanemu Braciszkowi.
- A po co?- jakie on czasami zadaje głupie pytania...
- Może dlatego, że jestem jej przyjacielem?- "zastanawiał się" Tomek.
- A myślałem, że chłopakiem...- odwdzięczył mu się Kotecha.
- Przestańcie! Teraz będziecie się o to kłócić?! Ona tam siedzi zamknięta i nie wiadomo co się z nią dzieje, a Ci mi się tu będą przekomarzać! Jak dzieci!
Popatrzeli na mnie i oboje powiedzieli "Przepraszam". Tomek udał się pod drzwi do pokoju swojej dziewczyny i delikatnie zapukał.
- Kasia...- cisza- Proszę Cię otwórz.- dalej nic- Obiecuję, że nie będę się o nic pytał tylko wpuść mnie.
Gdy już myślałam, że nawet on nie pomoże usłyszeliśmy dźwięk przekręcanego zamka. W progu ukazała nam się Kasia z zapłakaną twarzą, która na środku czoła, nosie i policzkach była mocno zaróżowiona. Przyjaciółka nazywała te miejsca "strategicznymi" punktami. Zawsze tak wyglądała jak wychodziła na mroźne powietrze, intensywnie ćwiczyła albo... Płakała.
Tomek złapał ją za rękę i pociągnął w stronę łóżka, sadzając sobie jej drobne ciało na kolanach. Przyciągnął ją do siebie, a ona wtuliła twarz w jego klatkę piersiową i objęła ramionami szyję. Razem z Savanem również weszliśmy do środka i usiedliśmy pod ścianą. Widziałam, że nie pasuje mu to, że jego siostra siedzi na kolanach jego wroga (choć nie rozumiem co on ma do niego) ale z racji tego, że pomagało nic się nie odzywał. Siedzieliśmy tak dobre pół godziny nim Kasia oderwała się od Tomka i przetarła mokre od łez policzki rękawem swetra.
- W porządku?- chłopak przyłożył palec do jej brody i uniósł jej głowę, aby na niego spojrzała. Za odpowiedź musiało mu wystarczyć jedynie skinienie głowy.
- Posłuchaj...- Kotecha próbował coś powiedzieć, ale Kasia od razu podniosła rękę przerywając mu i wyszeptała zachrypniętym głosem.
- Nie chcę go więcej widzieć...- spojrzała na Brata a jej oczy były pełne bólu i cierpienia. Mężczyzna widząc to aż zesztywniał, a jego oczy wypełniły się łzami. Wstał, podszedł do dziewczyny i ucałował ją w czubek głowy szepcząc, że zadzwoni później. Wyszedł z pokoju, a po chwili usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi do mieszkania.
- Tak mi przykro...- usiadłam za przyjaciółką i przytuliłam się do jej pleców.
- Mi też.- odparła cicho i odwróciła twarzą w moją stronę- Przepraszam...
- Za co?!
- Za to.- chwyciła moją dłoń i przejechała kciukiem po zaczerwienionych kłykciach.
- Aaa... Nic nie szkodzi. Przez tydzień będziesz mi robiła okłady to będziemy kwita.- puściłam do niej oczko, a na jej usta wdarł się delikatny uśmiech. "Dzięki Bogu!" Ponownie obróciła się w stronę Tomka i spytała:
- Mógłbyś zostać ze mną jeszcze trochę?
- Oczywiście.- uśmiechnął się do niej czule i pocałował w czoło. Podniósł ją i posadził wygodnie na łóżku, po czym sam zajął miejsce obok niej. Objął ją ramieniem, a ona ponownie wtuliła się w niego. Sięgnęłam po koc i przykryłam ich aby było im cieplej po czym opuściłam pokój. Poszłam do kuchni gdzie wstawiłam wodę na herbatę. Oparłam się o blat i odetchnęłam z ulgą, a w mojej głowie cały czas siedziała jedna myśl "Zabiję go!"
Siedziałam przy małym stoliku pod oknem i zastanawiałam się jak odegrać się na pewnym kręconym chłopaku, ale moje planowanie przerwał mi Tomek.
- I jak?
- Śpi.- odpowiedział i usiadł koło mnie.
- Chcesz herbaty?
- Nie, dzięki.- uśmiechnął się lekko. Widać było, że jest zmęczony- Powiesz mi co się stało?
- Myślałam, że...
- Nie.- pokręcił przecząco głową- Nawet nie pytałem. Uznałem, że nie powinienem jej o tym czymś przypominać. Poza tym liczyłem, że dowiem się czegoś od Ciebie. Myślę, że ona też wolałaby abyś to Ty mi powiedziała, o ile coś wiesz.- miał rację. Nie było sensu kazać jej tego opowiadać. Nie to.
Starałam się przekazać mu jak najwięcej informacji, które otrzymałam od Savana. Chłopak z każdym kolejnym moim słowem zaciskał coraz mocniej pięści i robił się czerwony ze złości. Mogę się założyć, że jeżeli spotka kiedyś Harrego to spierze go na kwaśne jabłko. Zresztą gdy skończyłam to sam potwierdził taki scenariusz.
- Jak go dorwę to go własna matka nie pozna!- uderzył zaciśniętą pięścią w stół, a ja aż podskoczyłam- Przepraszam... Nie chciałem Cię wystraszyć.
- Nic się nie stało.- położyłam rękę na jego ramieniu- Pomogę Ci.
- W czym?- nie załapał o co mi chodzi.
- W dorwaniu Harrego.- wyjaśniłam.
- Aaa...- uderzył się otwartą dłonią w czoło- Sorry, ale już nic dzisiaj do mnie nie dociera.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni.- przyznałam- Jak ją zobaczyłam to myślałam, że będziemy znowu przechodzić przez etap "milczenia"...- przed oczami stanęłam mi Kasia sprzed czterech lat...
- Wypluj te słowa!- nakazał mi Tomek- Nie przeżyłbym tego jeszcze raz!
- Ja też nie.
Przez dłuższą chwilę oboje milczeliśmy. Chłopak zapewne również przypominał sobie wydarzenia z przeszłości. Życie jest takie niesprawiedliwe!
- Muszę już iść.- wstał i zaczął zbierać się do wyjścia- W razie czego od razu dzwoń, a ja wpadnę jutro zobaczyć co u niej.- założył kurtkę i wyjął kluczki od swojego samochodu z kieszeni.
- Dzięki za pomoc. Nie wiem czy dałabym radę sama ją przekonać żeby stamtąd wyszła...
- Mam na nią swoje metody.- puścił do mnie oczko- Jak będziesz ją znała tak długo jak ja też będziesz to potrafiła.
- Może lepiej żebym nie miała okazji.- przemyślałam jego słowa. Wcale nie chciałam być w takiej sytuacji jeszcze raz.
- Racja...- przyznał- Tak czy siak pamiętaj, że zawsze możecie na mnie liczyć. Obie.
- Wiem.- uśmiechnęłam się do niego i uściskałam na pożegnanie. Gdy wyszedł, poszłam do Kasi zobaczyć czy wszystko w porządku. Uchyliłam lekko drzwi i zajrzałam do środka. Przyjaciółka spała zwinięta w kulkę. Wyglądała jak małe dziecko. Urocze i słodkie... "Gdyby się dowiedziała, że tak ją opisałam to bym wyleciała za drzwi!" zaśmiałam się w duchu. Podeszłam do jej łóżka, poprawiłam koc i zasłoniłam żaluzje. Przysiadłam na fotelu obok i wpatrywałam się w nią znowu przywołując smutne wspomnienia...
Dom One Direction
Oglądaliśmy z chłopakami jakiś durny film, choć podejrzewam, że żaden z nas nie miał zielonego pojęcia jak on się nazywa a co dopiero o czym jest. Nasze myśli zaprzątały wydarzenia dzisiejszego dnia i wiążące się z nim pytania. "To już koniec? Czy Kate nam wybaczy? Właściwie to Styles'owi... Spotkamy ją jeszcze? Co takiego wymyślił Savan?" Zerknąłem kątek oka na Harrego, który nawet nie udawał zainteresowania tym co dzieje się na ekranie. Siedział w fotelu z głową opartą na rękach wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. Byłem ciekawy co teraz dzieje się w tej jego pustej czaszce. Mam nadzieję, że obmyśla plan idealny, dzięki któremu Kate mu wybaczy. Z wszechpanuącej zadumy wyrwał nas dźwięk dzwonka. Louis zwlekł się z kanapy i poszedł otworzyć drzwi. Po chwili wrócił, a za nim wszedł Savan. Nie wiem co się stało, ale wyglądał jakby wymarło mu pół rodziny i to porównanie wcale nie było przesadzone...
- Boże co Ci się stało?- Liam posadził go obok siebie na kanapie.
- Byłem u niej...- powiedział cicho, ale na tyle głośno, że jego słowa dotarły do nas wszystkich. Momentalnie każdy z nas zaczął wwiercać w niego swoje spojrzenie, oczekując jakiejś kontynuacji, ale on milczał. Styles wstał i powoli podszedł do niego. Spojrzał mu prosto w oczy i zapytał.
- Jak ona...- nie zdążył nawet dokończyć.
- Nie pytaj.- odpowiedział mu krótko i schował twarz w dłoniach. Miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze- Coś Ty narobił...- pokręcił głową, a przyjaciel aż pobladł. Nie rozumieliśmy o co mu chodzi. Przecież to nie możliwe, żeby zareagowała aż tak ostro i...
- Chyba nic sobie nie zrobiła?- moją myśl dokończył Niall, który chyba do końca nie chciał usłyszeć odpowiedzi na swoje pytanie.
- NIE! Zwariowaliście?!- Savan aż podskoczył, a nam kamień spadł z serca- Jakby tak było to on by już nie żył!- wskazał palcem na Loczka- Wszystko w porządku. Chyba...
- Jak to chyba?- ciągnął Li.
- Nie rozmawiałem z nią.
- To skąd wiesz...
- Przyszedł do niej ten jej cały Tomek...- popatrzył na nas by sprawdzić czy wiemy o kogo chodzi- Jej chłopak...- przypomniał nam, a Harry pobladł- I on się nią zajął. Jedyne co mi powiedziała to że nie chce Cię już nigdy widzieć.
Ostatnie zdanie było skierowane do Styles'a, który teraz to był biały jak ściana. Już chyba gorzej nie mógł wyglądać.
- I co teraz?- zapytałem. Przecież musi być jakiś sposób żeby mu wybaczyła.
- Nie wiem.- wzruszył bezradnie ramionami Kotecha.
- Przecież mówiłeś...
- Ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że tak się sprawy mają. Nigdy nie widziałem jej w takim stanie. Zupełnie jakby...- urwał w połowie i ponownie schował twarz w dłoniach- Chyba nie mogłeś zrobić nic gorszego.
- Lepiej stąd wiej!- byłem tak wkurzony na przyjaciela, że gdyby nie Lou i Liam urwałbym mu ten pusty łeb!
- Uspokój się Zayn! Zamiast go bić lepiej niech naprawi to co spieprzył.- Payne jak zwykle myślał logicznie. Podziwiałem jego trzeźwość umysłu, która nie zawodziła go w nawet najbardziej kryzysowych sytuacjach. Młody będzie mu musiał podziękować za uratowanie życia.
- Zostaniemy przy pierwotnym planie.- zarządził Savan.
- Czyli?- spytał najbardziej zainteresowany.
- Zorganizuję Ci z nią spotkanie. Oczywiście nie będzie wiedzieć, że się na nim pojawisz bo inaczej nie przyjdzie.- wyjaśnił
- Kiedy i gdzie?- Harry oczekiwał szczegółów, a mężczyzna wzruszył ramionami.
- Jak nadarzy się okazja. Miej telefon zawsze przy sobie. Będę dzwonił.
- Ok.
Kotecha posiedział u nas jeszcze trochę, aż zadzwoniła po niego Ana i pojechał do domu zostawiając nas samych.
- Co jej powiesz?- Lou sprawdzał jaki pomysł ma kumpel.
- Przeproszę i będę błagał o wybaczenie.- odparł krótko.
- Myślisz, że to na nią podziała?
To było pytanie za sto punktów. Czy wystarczy jak po prostu przeprosi czy będzie trzeba zrobić coś więcej? "Naiwni jesteście..." Fakt. Ona nie jest zwykłą dziewczyną, której wystarczy kupić głupiego kwiatka i powiedzieć jak bardzo jest nam przykro. Stanowiło to dodatkowe utrudnienie dla przepraszającego.
- Może jej coś zaśpiewaj...- Horan wpadł na "genialny" pomysł- No co? Ja chociaż staram się coś wymyślić!- oburzył się.
- Sam to załatwię.- odezwał się Harry.
- Tylko jak od razy Ci nie wybaczy, co jest baaardzo prawdopodobną wersją to nie krzycz na nią.- zwrócił mu uwagę Liam, za co dostał zabójcze spojrzenie od przyjaciela...
Mieszkanie Kasi i Gaby
Obudziłam się rano z okropnym bólem głowy. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu zegarka i zauważyłam, że jestem w piżamie. "Dziwne..." Z tego co pamiętam to usnęłam w ciuchach. Zwlokłam się z łóżka i udałam się do łazienki. Widok w lustrze był przerażający. Miałam podkrążone oczy, potargane włosy i bladą skórę. "Chociaż nie mam już tych głupich, czerwonych plam na twarzy..." Tak. To było jakieś pocieszenie. Weszłam pod prysznic i odkręciłam zimną wodę. Potrzebowałam natychmiastowego orzeźwienia. Lodowaty strumień spływał po moim ciele pobudzając każdą komórkę ciała. Po minucie zakręciłam niebieski kurek i odkręciłam czerwony dając ulgę napiętym od zimna mięśniom. Umyłam włosy i sięgnęłam po żel pod prysznic. Rozprowadziłam go równomiernie fundując sobie przy tym masaż karku, który był tak zesztywniały, że ledwo mogłam nim ruszać. Po kojącym prysznicu, ubrałam się w luźny dres i poszłam do kuchni, gdzie czekała już na nie Gaba.
- Cześć.- przywitałam się i usiadłam na blacie szafki.
- Cześć. Jak się czujesz?- zapytała niepewnie, a ja posłałam jej najszczerszy uśmiech jaki byłam w stanie z siebie wydobyć.
- Dobrze.
- Akurat...
- Skoro wiesz to po co się pytasz?- przyjaciółka wzruszyła ramionami i wróciła do dokańczania swojego dania- Co tam zrobiłaś dobrego?
- A co ja mogłam zrobić? Kanapki, ale zobacz jak słodko się do Ciebie uśmiechają.- pokazała mi talerz i zrobiła taką samą minę jaką miały buźki zrobione z ogórków, pomidora i rzodkiewki. Już wiem skąd czerpała inspiracje...
- Mogłaś zrobić z nich jakieś gwiazdy rocka. Patrz dodałabyś tu trochę ketchupu...- sięgnęłam po butelkę, ale ona zabrała swoje dzieło.
- Odczep się. Moje kanapki, więc będą wyglądać tak jak ja chcę!- pokazała mi język- Tobie to wszystko musi kojarzyć się z muzyką...
- Nie prawda!- oburzyłam się.
- Doprawdy? To idź zobacz swój pokój. Pięć gitar, skrzypce, winylowe płyty na półkach i mnóstwo kartek zapełnionych nutami i tekstami piosenek, które walają się po podłodze. Nie wiem jak Ty się w tym odnajdujesz...- pokręciła z niezrozumieniem głową.
- Zapomniałaś jeszcze o paru instrumentach. Poza tym to jest mój artystyczny nieład.- wyjaśniłam jej zamysł wystroju mojego pokoju- To ja tam sprzątam, więc co Ci do tego?
- Hahaha!- zaczęła śmiać się w niebogłosy- Sprzątasz? A to żart! Kiedyś jak tam wejdę to nie ujdę z tego z życiem. Zginę pośród tego... Artystycznego nieładu i już nikt mnie nie znajdzie.
Wywróciłam oczami i sięgnęłam po kanapkę. Muszę przyznać, że całkiem niezła jak na jej dość marne zdolności kulinarne, chociaż i tak już jest lepiej niż na początku kiedy ją poznałam. Wtedy bałam się wypić zrobioną przez nią herbatę, a co dopiero coś zjeść...
- Kasia mam do Ciebie pytanie...
- Dawaj.- odpowiedziałam z pełną buzią.
- Wytłumacz mi czemu Niall wczoraj Cię przytulał?- słysząc to pytanie zaczęłam się śmiać przez co zakrztusiłam się kawałkiem pomidora.
- Zazdrosna?- spytałam z satysfakcją.
- Pff... Oczywiście, że nie.- "I kogo ona próbuje oszukać?"
- Jasne...- uśmiechnęłam się bezczelnie, a ona dalej czekała na moje wyjaśnienia- Dobra już Ci mówię, tylko się tak na mnie nie patrz!- zasłoniłam jej oczy, a ona odepchnęła moją rękę- Wpadłaś jak śliwka w kompot...
- Wcale nie!
- Ok. Niech Ci będzie...- uniosłam ręce w geście obronnym- Niall przeczytał w gazecie, że nie umie śpiewać, więc przekonałam go, że wcale tak nie jest i powiedziałam jemu i reszcie, że nie mogą się tak przejmować co ludzie o nich myślą. Dotarło to do niego i w ramach podziękowania przytulił mnie i podziękował. Tyle. Koniec historii.
- Aha.- Gaba przez chwilę analizowała streszczenie mojego wczorajszego "zbliżenia" z jej przyszłym chłopakiem (to jest nieuniknione!) aż w końcu z uśmiechem na ustach ponownie na mnie spojrzała.
- To super. Fajnie, że go lubisz.
- A kto powiedział, że go lubię?
- Nikt nie musiał tego mówić. Po prostu gdyby tak nie było to byś mu nie pomogła.- miała rację. Gdybym chociaż trochę za nim nie przepadała to w życiu bym nie udzieliła mu żadnej rady.
- A czemu Ciebie to tak cieszy?- doskonale znałam odpowiedź na to pytanie, ale chciałam to usłyszeć od niej.
- Oj tam zaraz cieszy...- na jej policzki zaczął wypływać rumieniec.
- Myślę, że jesteś zadowolona z tego, że toleruję twojego chłopaka.- musiałam jej trochę pomóc.
- On nie jest moim chłopakiem.- zaznaczyła.
- A chcesz żeby nim był?- przyjaciółka uniosła kubek i schowała w nim twarz udając, że pije. "Wiedziałam!" Uśmiechnęłam się szyderczo i przygryzłam dolną wargę zadowolona z tego, że poniekąd wyciągnęłam z niej tą jakże ważną informację- Spokojnie.- poklepałam ją po plecach- Będzie...
Dom One Direction + Klub "27"
- Savan przyjedzie po mnie za dziesięć minut.- schowałem telefon do kieszeni i poszedłem do swojego pokoju, a tuż za mną reszta towarzystwa. Wyjąłem z szafy biały T-shirt i jeansy. Przebrałem się i zszedłem na dół, a oni znów wędrowali za mną krok w krok- Nie macie co robić?- spytałem poirytowany.
- My tylko chcieliśmy...- zaczął Niall.
- Powiedzieć mi, że mam się opanować, ładnie przeprosić i pod żadnym względem nie podnosić głosu. Wiem.- sięgnąłem po kurtkę- Nie musicie mi tego powtarzać po raz kolejny.
- Na pewno?- Zayn wątpił czy zapamiętałem ich przestrogi i uwagi. Jak mógłbym zapomnieć? Od wczoraj słyszałem to co najmniej milion razy. Posłałem mu gniewne spojrzenie i bez słowa wyszedłem na dwór. Czekałem pod bramą, a po kilku minutach zjawił się Kotecha. Otworzyłem drzwi i wpakowałem się do jego samochodu.
- Cześć. Gdzie jedziemy?- zaczynałem się lekko denerwować.
- Zobaczysz. Mam jedną prośbę, a właściwie to nakaz. Nie wolno Ci nikomu powiedzieć gdzie byłeś ani nikogo tam zabierać.- pogroził mi palcem.
- Czemu?
- Zadajesz zdecydowanie za dużo pytań.- uśmiechnął się choć wcale nie było mu do śmiechu. Widać było, że był tak samo zdenerwowany jak ja. Postanowiłem darować sobie dalsze dochodzenie. Jechaliśmy w ciszy do miejsca gdzie miałem zrobić chyba "Raczej na pewno!" najtrudniejszą rzecz w swoim życiu. Przeprosić Kate G...
Po około dwudziestu minutach jazdy zatrzymaliśmy się w jednej z bocznym uliczek zachodniego Londynu. Miejsce było dość ponure, a na dodatek padał deszcz. Dookoła nie było żywej duszy. Gdybym miał tu przyjechać sam w życiu bym tego nie zrobił!
- Jesteś pewny, że to tutaj?- spytałem, mając nadzieję, że mężczyzna powie, że pomylił drogę.
- Tak.
- Szkoda...- Savan spojrzał na mnie i zaśmiał się pod nosem.
- Przygotowałeś jakąś przemowę?
- Po co? I tak jak ją obaczę to zaniemówię.
- Może to i lepiej...- wyszedł z auta, a ja zrobiłem to samo.
Szliśmy ciemną uliczką pomiędzy starymi kamienicami. Minęliśmy jakąś księgarnie i sklep z antykami. Okolica wyglądała na opuszczoną i wyjętą rodem z lat osiemdziesiątych. Zastanawiałem się czy ktoś tu w ogóle przychodzi. Po przejściu jakiś trzystu metrów Kotecha skręcił w jeszcze ciaśniejszą uliczkę i zaczął schodzić po małych schodkach. Jedyną rzeczą, która świadczyła o tym, że coś tam jest był podświetlony na błękitno szyld z numerem "27". Mężczyzna zapukał kilka razy wystukując nieprzypadkowy rytm i po chwili metalowe drzwi się otworzyły, a w progu stanął rudawy chłopak, mniej więcej mojego wzrostu.
- Wchodźcie.- przepuścił nas w drzwiach i poprowadził długim korytarzem do wielkiej sali. Po lewej stronie znajdowała się nieduża scena, na której stała perkusja, pianino i kilka mikrofonów. Na środku zostawione było dość sporo wolnej powierzchni, a na prawo ustawione były różnego kształtu i rozmiaru stoliki, krzesła i kanapy, które pochodziły co najmniej z kilku różnych epok. Niektóre reprezentowały styl klasyczny, inne nowoczesny, a jeszcze inne nie nadawały się do podciągnięcia pod którykolwiek z nich. Na przeciwko wyjścia z korytarza znajdował się długi bar, który podświetlony był różnokolorowymi, jaskrawymi światłowodami. Nic tu do siebie nie pasowało, ale wbrew pozorom tworzyło bardzo interesujące i orginalne wnętrze.
- Ed. Miło mi Cię poznać.Jestem współwłaścicielem tego lokalu.- chłopak wyciągnął do mnie rękę i szeroko się uśmiechnął.
- Co to za miejsce?- spytałem dalej przyglądając się ciekawemu wnętrzu.
- Klub "27".Tylko dla wybranych.- puścił do mnie oczko i podszedł do baru- Napijecie się czegoś?
- Nie. Harry ma coś do załatwienia.- chłopaka słysząc moje imię uważnie zmierzył mnie wzrokiem.
- Aaa... Ten Harry...- napił się wody i wskazał na wielką szafę, która znajdowała się w kącie sali- Kate jest w biurze.
Zwariował? Stara dębowa szafa była biurem? Jakiś wariat! Zaczynam się martwić z kim nasi tekściarze się zadają.
Kotecha ruchem ręki kazał mi podążać za sobą. Uchylił wielkie dębowe drzwi szafy i wszedł do środka, a ja zatrzymałem się. "Czy to ma byś jakiś żart?"
- Na co czekasz?- mężczyzna wychylił się i ponaglał mnie abym szedł za nim. Niechętnie przekroczyłem próg starego mebla. Po trzech krokach ponownie szedłem długim korytarzem, na którego ścianach widniały graffiti z wizerunkami największych osobistości ze świata muzycznego show biznesu, a drogę oświetlały zwykłe jarzeniówki. Zatrzymaliśmy się przy trzecich drzwiach. Savan spojrzał na mnie i zapytał czy jestem gotowy. Głupie pytanie. Nigdy nie będę! Skinąłem niepewnie głową, a mężczyzna nacisną klamkę. Weszliśmy do środka. Moim oczom ukazała się Kate, która akurat teraz siedziała tyłem do nas. Pochylona była nad jakimiś papierami i zawzięcie coś liczyła. Słysząc, że ktoś wszedł odezwała się:
- Ed mówiłam Ci, że jak będziesz mnie pośpieszał to nigdy...- urwała w połowie zdania i zamarła na mój widok- Co on tu robi?- spytała ledwo słyszalnym głosem.
- To ja was zostawię.- Kotecha szybko wybiegł z pokoju i zamknął za sobą drzwi na klucz. Dziewczyna wstała i podbiegła do nich. Zaczęła mocno w nie walić, krzycząc na swojego Brata:
- Savan jeśli zaraz mnie stąd nie wypuścisz to obiecuję Ci, że wyważę te drzwi, a jak już wyjdę to nawet wstawiennictwo samego Pana Boga Ci nie pomoże!!!
Uderzała otwartą dłonią w kawałek drewna przez dobre dziesięć minut, po czym wyjęła telefon i wybrała jakiś numer:
- Ed powiedz temu debilowi, że jeśli za dziesięć sekund nie otworzy to nie dożyje swojego ślubu! Co?! Gówno mnie to obchodzi, że mu obiecał! Czyim on jest Bratem do cholery?! Moim czy jego?! Zobaczysz Tobie też się oberwie!
Rozłączyła się i rzuciła telefon na kanapę stojącą pod ścianą. Chciałem coś powiedzieć, żeby możliwie jak najbardziej złagodzić cierpienia Savana kiedy Kate go w końcu dopadnie, ale nie dała mi dojść do słowa.
- NIC DO MNIE NIE MÓW!- krzyknęła i nerwowo przeczesała włosy dłońmi. Gdy się denerwowała charakterystycznie przymykała oczy i zaciskała usta w wąską linię. "Nawet teraz wygląda seksownie" Gorąco mi...
Stałem na środku pomieszczenia, a ona chodziła w tę i z powrotem, kompletnie nie zwracając na mnie uwagi. Jeszcze trochę i pobiłaby rekord Guinessa w chodzeniu po małej powierzchni gdyby nie to, że na jakimś drugim kilometrze potknęła się o moją nogę i upadła krzycząc jakieś niezrozumiałe dla mnie słowa.
- Cholera jasna!
Wyciągnąłem do niej rękę aby pomóc jej wstać, ale oczywiście nie skorzystała. Stanęła na przeciwko mnie i z nienawiścią w oczach zapytała.
- Czego chcesz?
Próbowałem coś z siebie wydusić, ale nie mogłem znaleźć słów. Jeszcze nikt nigdy nie emitował w moim kierunku tak negatywnych uczyć. Jej gniew i złość były aż namacalne. "Zasłużyłeś sobie na to" Wiem. Wpatrywałem się w nią jak głupi i co chwilę otwierałem usta z nadzieją, że chociaż głupie "Przepraszam" z nich wypełznie, ale nic z tego. W końcu to ona przejęła inicjatywę.
- Niech zgadnę...- podeszła bliżej- Namówiłeś Savana, żeby po raz kolejny pomógł wam, a właściwie to Tobie skontaktować się ze mną.- kolejny krok w moją stronę- On z racji tego, że bardzo was lubi, choć nie wiem dlaczego...- zaznaczyła z dezaprobatą- Zgodził się narażając tym swoje życie.- kolejny krok- Przyjaciele dokładnie powiedzieli Ci co masz mówić, a co nie żeby znowu mnie nie urazić.- i kolejny...- Nie pisałeś żadnej konkretnej mowy bo i tak byś ją zapomniał.- i jeszcze jeden...- A teraz stoisz tu przede mną, nie wiedząc co zrobić. Jak przeprosić. Zgadza się?
Patrzeliśmy sobie prosto w oczy, a ja po raz kolejny zaczynąłem mieć trudności z oddychaniem. Fakt, że dzieliło nas od siebie zaledwie kilka centymetrów wcale nie ułatwiał mi tego zadania. Ponadto miała rację. Przejrzała mnie. Zupełnie jakby czytała mi w myślach, co było przerażające "I podniecające..." Może w innych okolicznościach. Niekoniecznie chciałem aby się dowiedziała, że jedyne o czym jestem w stanie myśleć będąc tak blisko niej to jej blado różowe usta...
Kate obróciła się na pięcie i oparła o ścianę obok drzwi dalej nie spuszczając ze mnie wzroku. Po kilku głębokich wdechach odzyskałem zdolność mówienia.
- Masz rację. Przekonałem Koteche aby pomógł mi zorganizować spotkanie z Tobą, ale tak żebyś o tym nie wiedziała bo wtedy na pewno byś się nie zgodziła...
- Prawda.
- Właśnie... Przyjechałem tu żeby Cię przeprosić, ale nie mam zielonego pojęcia jak to zrobić. Bądźmy szczerzy... Normalna to Ty nie jesteś.- dziewczyna założyła ręce na piersi.
- To jest Twój sposób na przeprosiny?
- Wiesz o co mi chodzi...- przeczesałem dłonią niesforne loki. Zaczynałem się gubić w tym co mówię.
- Nie, nie wiem.- odparła całkiem poważnie.
- Chodzi mi o to, że żeby Cię przeprosić to nie wystarczy kupić Ci bukietu róż i bombonierki.
- Skąd wiesz?- westchnąłem ciężko. Będzie gorzej niż myślałem...
- A wystarczy?
- Nie.- przyznała krótko.
- Sama widzisz...- oparłem ręce na biodrach i zastanawiałem się do dalej- Jest mi cholernie przykro za to jak wczoraj na Ciebie naskoczyłem...
- Nie sądzę...
- Możesz dać mi skończyć?- "Tylko się nie denerwuj!"
- A Ty mi pozwoliłeś wytłumaczyć dlaczego Ci wczoraj przerwałam? Pomyślmy...- udała, że się zastanawia- Nie! W takim razie nie sądzę, że zasługujesz na inne traktowanie. Tym bardziej, że nie miałeś żadnych podstaw do tego aby oskarżać mnie o cokolwiek, a tym bardziej o takie brednie. Poza tym...- szybkim krokiem podszedłem do niej i ująłem jej twarz w moje dłonie.
- Bądź cicho.- wysyczałem przez zaciśnięte zęby, a ona znieruchomiała- Czy Ty nie widzisz jak ciężko mi jest z Tobą wytrzymać w jednym pomieszczeniu, a co dopiero rozmawiać? Nie kontroluję się. Wzbudzasz we mnie tak skrajne emocje, że normalny człowiek nie jest w stanie tego pojąć, a Ty to jeszcze utrudniasz.
Kate wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami, a ja kompletnie zatonąłem w jej zielono-złotych tęczówkach. Byłem wściekły, że co chwilę wcinała mi się w zdanie, ale pomimo tego moje myśli cały czas wędrowały w jednym kierunku. Jej idealnie zarysowanych ust, które teraz były lekko rozchylone, a powietrze, które nimi uchodziło delikatnie omiatało moje. "Muszą być takie miękkie i..." Nie pomagasz!
Gdy zdołałem oprzytomnieć, niechętnie się od niej odsunąłem, uwalniając jej twarz. Szepnąłem "Przepraszam" i usiadłem opierając się o ścianę obok niej. Brunetka po chwili zrobiła to samo. Siedzieliśmy tak w ciszy, patrząc się tępo przed siebie. W końcu odważyłem się na nią zerknąć. Miała zamknięte oczy i bawiła się pierścionkiem, który znajdował się na środkowym palcu jej lewej ręki. Był on bardzo charakterystyczny i zauważyłem, że zawsze go nosiła.
- Co to za miejsce?- spytałem chcąc przerwać tą niezręczną i ciągnącą się w nieskończoność ciszę. Dziewczyna uniosła jedną powiekę po czym ponownie ją zamknęła.
- Klub.
- Rozmowna jesteś...- chyba powiedziałem coś śmiesznego, bo Kate zaczęła głośno się śmiać- No co?
- Chyba powinieneś się cieszyć, że w ogóle z Tobą rozmawiam.- obróciła głowę w moją stronę, ponownie wbijając we mnie swoje przenikliwe spojrzenie "Potrzebuję tlenu!"- Co więcej ciesz się, że jeszcze będziesz miał okazję chodzić po tym świecie.
- Dzięki.- mruknąłem. Sądziłem, że w końcu wstanie i każe mi się wynosić, ale ona dalej uparcie mi się przyglądała, a ja odpłacałem jej się tym samym. Nie przeszkadzałoby mi to, że mógłbym tu siedzieć i dokładnie badać ją wzrokiem. "Doktor się znalazł!" Chyba minąłem się z powołaniem. "Zdecydowanie byłaby Twoją ulubioną pacjentką"
- Kim jest Ed? Oprócz tego, że jest współwłaścicielem tego miejsca?- musiałem choć trochę zaspokoić swoją ciekawość i zająć czymś szalejące myśli. "A miało nie być pytań" To silniejsze ode mnie.
- Wścibski jesteś.- powiedziała beznamiętnym głosem.
- Raczej ciekawski.- poprawiłem ją.
- Nie wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła?
- W takim razie Lucyfer może szykować już dla mnie miejsce.- odparłem, a ona ponownie zaczęła się śmiać. Jej śmiech brzmiał tak pięknie i melodyjnie. Zupełnie jakby śpiewała. Zastanawiałem się jak brzmi jej głos gdy śpiewa, bo na co dzień był jedyny w swoim rodzaju. Taki głęboki i zmysłowy. Aż ciarki przechodziły po plecach kiedy się odzywała.
- Ed to mój przyjaciel. Niedługo wydaje pierwszy singiel. Na pewno jeszcze o nim usłyszysz.- "Ktoś tu zaczął się otwierać..." Musiałem wykorzystać tę szansę.
- To z nim podpisałaś umowę?
- Nie!- zaprzeczyła- W większości sam napisał materiał na swój album. Ja się do tego nie przyczyniłam.
- Czemu akurat tu?- próbowałem jeszcze coś z niej wyciągnąć.
- Co?- nie zrozumiała o co mi chodzi.
- Czemu w takim miejscu otworzył ten klub? Przecież to kompletne odludzie! Żyłki do biznesu to on nie ma.
- Tak ma być. Założyliśmy ten klub tylko dla wybranych. Nieliczni wiedzą gdzie on jest i tylko za naszą zgodą można wprowadzić tu kogoś nowego.- wyjaśniła mi. "Moment!"
- Założyliście? Czyli chcesz powiedzieć, że...- "Nie możliwe..."
- Tak. Połowa tego klubu jest moja.- potwierdziła moje przypuszczenia.
- Wow! Nieźle...
Kate uśmiechnęła się pod nosem słysząc mój komentarz. Wyglądało na to, że chyba trochę się uspokoiła. Wstała i usiadła na biurku przesuwając stos papierów.
- I co ja mam z Tobą zrobić Styles...- pokręciła głową i skupiła swój wzrok na splecionych dłoniach. Podniosłem się i podszedłem do niej tak blisko, że opierałem się o jej zwisające nad ziemią nogi. Nawet nie zareagowała. "Tylko Ty tu jesteś taki napalony..." Dzięki, że mi przypomniałeś!
- Przepraszam...- uniosłem jej podbródek, aby skrzyżować nasze spojrzenia- Naprawdę bardzo mi przykro. Obiecuję, że to się już nie powtórzy.- położyłem rękę na sercu.
- Uważaj bo Ci jeszcze uwierzę.- zakpiła. W sumie to miała rację. Sam nie byłem pewien czy to był mój ostatni taki wyskok.
- Jak chcesz to mogę nawet klęknąć przed Tobą i błagać Cię o wybaczenie, ale nie rezygnuj ze współpracy z nami. Nie przeżyłbym gdyby przeze mnie chłopaki stracili taką szansę. Jeśli będzie trzeba to odejdę z zespołu...
- Zamknij się.- Kate przyłożyła mi palec do ust, a mnie oblała fala gorąca. Przecież to tylko mały gest...- Nikt nie będzie nic opuszczał, ani zrywał umowy.- po tych słowach odetchnąłem z ulgą.
- Czyli, że mi wybaczasz?- zapytałem z nadzieją w głosie. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Jeśli to zrobię to popełnię najgorszy błąd mojego życia...
- Przyrzekam, że zrobię wszystko żeby być najlepszym błędem Twojego życia.- obdarowałem ją uśmiechem Harrego Styles'a numer siedem i czekałem na jej reakcję. Uważnie mi się przyglądała, próbując znaleźć potwierdzenie moich słów.
- Nawet jeśli Ci wybaczę to nie znaczy, że nie będę na Ciebie wkurzona.
- Nie szkodzi.- machnąłem ręką- Nad tym popracuję później.
Kate delikatnie uniosła lewy kącik ust do góry i westchnęła.
- Nie wierzę, że to mówię, ale niech Ci będzie. Daruję Ci pod jednym warunkiem.- uniosła palec wskazujący do góry.
- Co tylko chcesz!- "I to dosłownie!" Mógłbyś się nie odzywać w tak ważnym momencie?
- Zabierz rękę z mojej nogi...
Spojrzałem w dół i zobaczyłem, że moja lewa dłoń spoczywa na jej kolanie i mocno je zaciska. Nawet nie wiem kiedy to się stało! "Bardziej Ci przeszkadza to, że nie byłeś tego świadomy!" To też fakt. Szybko cofnąłem rękę jak poparzony, a ona odsunęła mnie i zeskoczyła z biurka. Sięgnęła po telefon i zadzwoniła do Ed'a aby ten nas otworzył. Po chwili byliśmy "wolni", a uśmiech, który gościł na mojej twarzy jednoznacznie wskazywał na to, że zadanie zostało wykonane.
- Widzę, że się pogodziliście.- stwierdził zadowolony Savan.
- Nie ciesz się tak. I tak ma u mnie przerąbane, a z Tobą jeszcze nie skończyłam.- Siostra walnęła go w ramię i zgromiła wzrokiem. Dobry humor Kotechy od razu wyparował, a stojący obok niego chłopak zaczął się śmiać- Ty też nie masz powodu do śmiechu.- zwróciła mu uwagę- Dobrze wiem, że maczałeś w tym palce.- teraz Ed wyglądał jeszcze gorzej niż jego poprzednik. Dziewczyna zdjęła płaszcz z wieszaka i zarzuciła go na ramiona. Przełożyła torbę przez głowę i wychodząc zatrzymała się jeszcze na chwilę.
- Styles...
- Tak?
- To, że Ci wybaczyłam wcale nie oznacza, że zapomniałam...
30 kwietnia 2013
11
Siedziba Syco Music, Studio A
"Będę za 10 minut!"
- Savan się trochę spóźni.- poinformowałam chłopaków i schowałam telefon do kieszeni swetra. Ja nie wiem... Poszłam mu na rękę i zgodziłam się abyśmy zaczęli dopiero o dziesiątej, a ten mi się tu jeszcze spóźnia!
- Co będziemy dzisiaj robić?- spytał Lou, a jego głos brzmiał jakby był dzieckiem w przedszkolu i pytał swojej przedszkolanki w co będą się bawić. Wyobraziłam sobie tą scenę i uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
- Coś pośpiewamy.- odpowiedziałam mu nie odrywając wzroku od laptopa, którego trzymałam na kolanach- Muszę się jakoś dowiedzieć na co was stać.
- Czyli to będzie taki jakby casting?- Zayn chciał więcej informacji.
- Czy ja wiem...-wzruszyłam ramionami- Po prostu rozśpiewacie się, a później gdy już mniej więcej będę wiedziała jak brzmicie dam wam coś do zaśpiewania.- wyjaśniłam im jak to sobie wyobrażam.
- Czyli casting.- skwitował Mulat.
- A co jeśli uznasz, że któryś z nas się nie nadaje?- nie spodziewałam się takiego pytania. Tym bardziej, że zadał je Blondynek. Spojrzałam na niego i w jego oczach widziałam... strach?
- Skąd taki pomysł?
- Tak pytam...- spuścił głowę i nerwowo bawił się palcami.
- Bez obaw. Skoro Kotech stwierdził, że jesteście dobrzy i był w stanie przekonywać mnie całą noc żebym dała wam jeszcze jedną szansę to znaczy, że coś jest na rzeczy, prawda?- próbowałam go trochę uspokoić, ale moje słowa nie przyniosły pożądanego efektu. Liam pogłaskał przyjaciela po plecach, a ten tylko lekko się uśmiechnął i wrócił do poprzedniego zajęcia.
- Dzisiaj też będziemy tu siedzieć do wieczora?- kolejne pytanie od głównodowodzącego zespołem Liama Payne!
- Wolałabym nie, ale to wszystko zależy od was. Jak się postaracie to skończymy koło 15. W końcu nie chcę żeby Niall znowu wykupił całą restaurację...- myślałam, że mój żart rozbawi Horana, ale on był tak skupiony na swoich dłoniach, że nawet mnie nie usłyszał. Popatrzyłam na chłopaków i poruszając ustami zapytałam "Co jest?" ale oni tylko zrobili smutne miny i popatrzeli z troską na przyjaciela. Chciałam dowiedzieć się czemu zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha Blondyn ma dzisiaj taki zły humor, ale nie zdążyłam, ponieważ do studia wszedł Savan.
- Cześć wszystkim! Sorry za spóźnienie, ale musiałem coś załatwić.- ściągnął z siebie kurtkę i wyjął z torby małe pudełeczko, które wyglądało jak prezent. Myślałam, że chce pochwalić się jakimś zakupem dla swojej narzeczonej, ale gdy podszedł do mnie i kucnął przede mną wiedziałam, że coś tu nie gra...
- Kate...- co on wyrabia?!- Chciałem Cię bardzo przeprosić za wczoraj...
Kompletnie mnie zatkało, a chłopcy nie wiedzieli co się dzieje. Z reszta ja też nie...
- Yyy... A za co?- nie kryłam swojego zdziwienia.
- Za to jak wczoraj potraktowałem Tomka.- spuścił głowę i położył pudełko na mojej nodze.
- Ale Ty go zawsze tak traktujesz.- zwróciłam uwagę na ten drobny szczegół. Co mu się nagle stało, żeby mnie za to przepraszać i na dodatek kupować mi prezent?
- Wiem... Ja po prostu... Ugh!- wstał i podszedł do okna- Nie rozumiem po co z nim jesteś.
- Nie będziemy o tym tu rozmawiać.- zerknęłam na piątkę siedzącą na kanapie- W ogóle nie będziemy o tym rozmawiać. Nigdy nie chcesz wysłuchać moich argumentów w tej sprawie.- lekko poirytowana faktem, że porusza "ten" temat w obecności świadków, usiadłam prosto i odłożyłam pudełko na stolik. Brat usiadł obok mnie i objął ramieniem, a ja udawałam, że tego nie czuję.
- Nie odpakujesz?- spytał wskazując głową pudełko. Niechętnie wzięłam je z powrotem do ręki i otworzyłam.
- To dlatego się spóźniłeś?- widząc co jest w środku lekko się uśmiechnęłam.
- Tak.- oparł czoło o moje ramię.
- Powiedz mi, że sam to wybierałeś, bo inaczej zwątpię w dobry gust Any...- wyjęłam prezent z opakowania i wyciągnęłam przed siebie, aby lepiej się mu przyjrzeć.
- Sam, ale jak Ci się nie podoba to możemy wymienić ją na inną.
- Przymierz!- zachęcali mnie Louis. Założyłam ją na głowę i spytałam.
- I jak wyglądam?- pokręciłam głową, aby pokazać im się ze wszystkich stron. Wszyscy pokiwali tylko nieznacznie głową, a Harry zaczął się śmiać.
- Coś Cię śmieszy Styles?- zmierzyłam go wzrokiem, ale on nie mógł ukryć swojego rozbawienia. Nie dziwie się. Mogę się założyć, że wyglądam co najmniej komicznie...
- Nie skądże!- kaszlnął i poprawił się na fotelu- Wyglądasz fantastycznie! Jak pewnie we wszystkim...- ostatnie zdanie wypowiedział ciszej i dokładnie zaczął mi się przyglądać nie skupiając swojego wzroku tylko na mojej głowie. Postanowiłam to zignorować.
- Na prawdę do twarzy Ci w tej czapce. W ogóle jest bardzo fajna...- przekonywał mnie Liam- Ma oczy i uszy...- widać było, że mówi jedno, a myśli drugie. Kłamcy to z niego nie będzie...
- Dzięki Liam.- uśmiechnęłam się do niego i dałam do zrozumienia, że świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że przypominam pięcioletnie dziecko. Przecież takie małe dzieci noszą czapki, które przypominają myszkę i mają uszy, oczka, a nawet ogon!- Tobie też dziękuję. Jest świetna.- Przytuliłam do siebie Savana i ucałowałam go w policzek.- Dobra koniec tych czułości! Bierzemy się do pracy!- zdjęłam z głowy prezent i schowałam z powrotem do pudełka.
Kate wyszła coś załatwić, a my wzięliśmy się do pracy. Kotecha zabrał nas do innego pomieszczenia, gdzie znajdowało się mnóstwo różnych instrumentów zaczynając od kilku rodzajów gitar, skrzypiec aż po perkusję. W lewym koncie dostrzegłem nawet harfę. Pod prawą ścianą stało wielkie czarne pianino, które było tak wypolerowane, że można było się w nim przejrzeć jak w lustrze.
- Gotowi?- Savan usiadł przy połyskującym instrumencie i wcisnął kilka klawiszy. Chłopcy zaczęli wydobywać z siebie pierwsze dźwięki, a ja stałem nie mogąc nawet otworzyć ust. Mężczyzna przestał grać i wszyscy skupili swój wzrok na mnie.
- Co jest Niall? Wszystko w porządku?- Chciałem mu odpowiedzieć, ale jedyne na co było mnie stać to skinienie głową. Nim ponownie zaczął grać do pomieszczenia weszła Kate.
- Jak tam? Co tu tak cicho? Chyba mieliście się rozśpiewać.- stanęłam za swoim Bratem i oparła dłonie na jego ramionach.- No dalej!
Pianino ponownie zaczęło wypełniać pokój pięknym dźwiękiem mieszając się z głosami chłopaków. Kate przyglądała mi się uważnie, ale gdy zauważyła, że nie mam zamiaru się dołączyć, podniosła do góry rękę aby reszta przestała.
- Stop!- stanęła między mną i Louisem i oparła się o pianino.- Coś nie tak?
- Nie-e-e-e.- zacząłem się jąkać. Przetarłem spocone czoło i spojrzałem w górę żeby uniknąć wzroku jej i pozostałych.
- Skoro tak twierdzisz...- usiadła obok Kotechy- Odsuń się bo coś dzisiaj kaleczysz ten fortepian.- serio? Pomyliłem fortepian z pianinem? Jestem beznadziejny!
Kate zaczęła wciskać po kolei klawisze idąc od niższych do coraz to wyższych dźwięków, a ja dalej nic. Ponownie przerwała i powiedziała:
-Zapomniałam czegoś zabrać ze studia. Liam mógłbyś mi pomóc?- odwróciła się w jego stronę, a on od razu się zgodził- Super. To wy sobie ćwiczcie dalej a my zaraz wrócimy.- pociągnęła przyjaciela za rękę i wyszli z pomieszczenia. Spojrzałem na pozostałych nie za bardzo wiedząc co to miało znaczyć, ale jedyne co zwróciło moją uwagę to zazdrosny wzrok Styles'a podążający za widokiem dłoni kompozytorki spoczywającej na ramieniu kolegi...
Gdy tylko Kate wspomniała, że czegoś "zapomniała" od razu wiedziałem, że coś kombinuje. Ona by czegoś zapomniała? Nie ma mowy!
- Możesz mi powiedzieć co się z nim dzisiaj dzieje?- stanęła naprzeciwko mnie i wbiła we mnie wzrok. Teraz już wiem czemu Harremu zapiera dech w piersiach. Nie dość, że dziewczyna mu się strasznie podoba, to gdy jeszcze dodamy to przenikliwe spojrzenia bezdech gwarantowany! Obiecuję, że już nigdy nie będę się z niego śmiał!
- Chodzi o to, że przeczytał w jakiejś durnej gazecie, że nie umie śpiewać...
- Że co?!- zrobiła zdziwioną minę- Przecież prawie wygraliście tego całego X Factora...
- No tak, ale napisali, że bylibyśmy lepsi bez niego i takie tam. Niall bardzo się tym wszystkim przejął.- posmutniałem na myśl o przyjacielu. To najbardziej pozytywny i miły człowiek jakiego poznałem w ostatnim czasie. Jak ktoś mógł napisać takie głupoty?
- To dlatego pytał się co będzie jeśli uznam, że któryś z was się nie nadaje.- powiedziała to bardziej sama do siebie niż do mnie.
Oparliśmy się o ściany na przeciwko siebie i pogrążyła nas cisza. Kate przeczesała ręką swoje kręcone włosy przez co zacząłem porównywać ją z naszym Loczkiem. W sumie to byli bardzo podobni. Oboje mieli podobne fryzury, zielone oczy... Nawet ubierali się w podobnym stylu. Można by rzecz, że jest damską wersją Harrego. Zastanawiałem się czy charakter też mają taki sam. Ciężko stwierdzić, ponieważ według Savana Kate zachowuje się zupełnie inaczej kiedy jest wśród "swoich".
- Mam plan. Chodź!- ponownie złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
- Nie powinniśmy czasem do nich wrócić?- wskazałem na oddalające się drzwi do pokoju gdzie była reszta.
- Jak wrócimy bez niczego to się zorientują, że po nic nie poszliśmy. Chyba aż tak głupi to nie są, co?
- Racja.- zupełnie o tym nie pomyślałem.
Weszliśmy do studia, a brunetka zaczęła rozglądać po nim rozglądać. Podała mi swój komputer i gitarę ostrzegając mnie, że jeśli coś z tego upuszczę to mnie "zabije", a sądząc po tonie jej głosu wcale nie żartowała. Sama chwyciła swój "słynny" wśród nas notatnik i wzruszając ramionami z bezradności, że już o niczym więcej nie mogła zapomnieć wróciliśmy do reszty.
Liam z Kate wrócili po jakiś dziesięciu minutach. Wydawało mi się to trochę za długo jak na przyniesienie laptopa, gitary i "tajemniczego" zeszytu. Nie chciałem jednak wnikać co jeszcze tam robili. Bardziej przejmowałem się tym, że będę musiał za chwilę przed nią zaśpiewać, a na samą myśl o tym robiło mi się nie dobrze.
- Rozśpiewani?- spytała z uśmiechem na ustach.
- Moje zadanie wykonane. Prawie...- Savan spojrzał na mnie kątem oka- Teraz Twoja kolej.- zszedł z krzesełka robiąc jej miejsce.
- Nie trzeba. Będą śpiewać acapella.- słysząc ten zwrot zemdliło mnie jeszcze bardziej- Może zaczniemy od Liama?
- Jasne.- zgodził się ochoczo chłopak i zaczął śpiewać wybraną przez nią piosenkę czyli "Cry me a river" Ciekawe czy wiedziała, że to samo zaprezentował na swoim drugim przesłuchaniu do X Factora. Li jak zwykle spisał się świetnie, a Kate odnotowała coś w notesie. Potem przyszła czas na Zayna i Louisa. Byli równie dobrzy co ich poprzednik jednak kompozytorka nie dawała nic po sobie poznać. Nie mieliśmy zielonego pojęcia co myśli o naszych występach. Miałem nadzieję, że następny będzie Harry, ale moje modlitwy na nic się nie zdały.
- Niall, teraz Ty.- ruchem ręki wskazała mi miejsce przed sobą i czule się do mnie uśmiechnęła zachęcając abym do niej podszedł. Niepewnie zająłem wyznaczone miejsce i odebrałem od niej kartkę, na której był tekst "The man who can't be moved" zespołu The Script. Świetnie znałem ten utwór, ale jakoś mnie to nie pocieszyło...
- Może być? Wspominałeś, że ich lubisz.
- Ta-a-ak.- Odchrząknąłem i spojrzałem na Kate. Bacznie mi się przyglądała. Czułem jej przeszywający wzrok na każdym milimetrze mojego ciała. Obiecuję, że już nigdy nie będę się śmiał z Loczka!
- Zaczniesz? Może Ci przypomnieć jak to leci?- oparła łokcie na kolanach i szukała odpowiedzi na mojej twarzy. Chciałem jak najszybciej mieć to już za sobą i usłyszeć jaki to jestem okropny. "Zaśpiewałem" pierwszą zwrotkę i część refrenu, ale musiałem przestać. Jeszcze w życiu nie brzmiałem tak źle! To nie był śpiew. To było jedno wielkie skrzeczenie! Oddałem brunetce tekst i już kierowałem się do wyjścia, ale ona mi na to nie pozwoliła. Złapała mnie za nadgarstek i obróciła w swoją stronę.
- A Ty gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy.
- Przepraszam Cię bardzo, ale ja się do tego nie nadaję. One Direction będzie lepsze beze mnie.- próbowałem wyrwać rękę z jej żelaznego uścisku "Silna jest jak na taką kruszynę.". Zamiast tego chwyciła moją drugą dłoń.
- I tu się mylisz! One Direction wcale nie będzie lepsze bez Ciebie. To już nie będzie ten sam zespół, który ludzie polubili podczas programu! A to że jakiś debil, z jakiejś głupiej redakcji, który kompletnie nie zna się na muzyce uznał, że nie umiesz śpiewać to nic takiego. Serio? Wierzysz w te brednie?- jej wyraz twarzy przedstawiał niedowierzanie. Może faktycznie byłem głupi, że się tak tym przejąłem? Ale zaraz... Skąd ona o tym wiedziała? Zerknąłem na Payne, który uciekał gdzieś wzrokiem "A to papla!"- Niall, posłuchaj mnie. Jeszcze nie raz napiszą coś na wasz temat co być może sprawi wam przykrość, ale musicie być ponad to. Nie każdy wstęp będzie idealny. Nie ma takich! Ważne żeby każdy był wyjątkowy zarówno dla was jak i dla waszych fanów. Oni będą was kochać bez względu na to czy jeden będzie śpiewał z zachrypniętym gardłem czy nieczysto trafi w dźwięk. Podejrzewam, że 90% nawet tego nie zauważy. Ja to co innego, ale za takie numeru sama się z wami policzę...- puściła do mnie oczko- Poza tym...- puściła moje ręce i oddaliło się nieco ode mnie- Chcesz mi powiedzieć, że bardziej interesuje Cię opinia jakiegoś szmatławca niż moja?!- założyła ręce na piersi i zrobiła "obrażoną minę". Na ten widok mimowolnie zacząłem się śmiać.
- Nie! Jasne, że nie!- odpowiedziałem wciąż się śmiejąc, a reszta towarzystwa dołączyła do mnie.
- Dobra już przestańcie. Wiem, że mam "orginalną"- zrobiła w powietrzu cudzysłów- mimikę twarzy, ale pamiętajcie, że to ja jestem odpowiedzialna za wasze piosenki.
- Tym ich nie nastraszysz. Wiadomo, że nie dasz im nic co byłoby do kitu.- zauważył rozradowany Savan.
- Ok. W taki razie wrócę do nazywania was "per Pan"- musiałem przyznać, że to był dość przekonywujący argument.- Tak lepiej. A wracając do tematu...- tym razem objęła wzrokiem również resztę chłopaków- Pamiętajcie, że tam na zewnątrz są ludzie, którzy wielokrotnie będą wam wmawiać, że nie możecie czegoś zrobić. Wtedy nie wolno wam się poddać! Musicie odwrócić się i zerkając przez ramię powiedzieć " To patrzcie teraz!" i pokazać na co was stać.- zaprezentowała nam jak mamy to zrobić zupełnie jak jakaś modelka. Popatrzeliśmy po sobie i wiedzieliśmy, że ma rację. Po tych słowach czuliśmy się sto razy pewniej. Mogliśmy zawojować świat! Nagle poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.
- Niall...- usłyszałem głos Liama- Żeby nigdy w życiu Ci nie przyszło na myśl, że jesteś gorszy od nas, czy od kogokolwiek innego. Zrozumiano?
- Właśnie!- wsparł go Louis- Bez Ciebie to już by nie było to samo!
- Zawsze możesz na nas liczyć. Nie ważne czy będziemy mieli miliony fanów czy dziesięciu. Ważne żebyśmy byli razem.- dodał Zayn.
- Ty poeta...- naśmiewał się z niego Lou.
- Zamknij się! Tak mi się jakoś od Kate udzieliło...
- Dobra odsuńcie się od mojego głodomora!- zaczął przepychać się do mnie Harry- Nie pozwolę Ci odejść! Dla kogo będę gotował i kto będzie zachwalał moje potrawy?- wyszczerzył te swoje białe ząbki i cwaniacko poruszył brwiami.
- Wiesz to trochę egoistyczne podejście...- skomentował jego "powód" Li.
- A co Ty tam wiesz...
- Dzięki chłopaki. To wiele dla mnie znaczy.- zrobiliśmy grupowy uścisk i usłyszeliśmy jak Savan szepcze Kate "Jesteś niesamowita..." za co oberwał w ramię. "Ta dziewczyna nie lubi słuchać komplementów"
- Jakie to słodkie...- podsumowała z sarkazmem nasz widok. Podszedłem do niej i mocno ją do siebie przytuliłem szepcząc do ucha "Dziękuję. Za wszystko" Na początku była w kompletnym szoku i totalnie spięta, ale po chwili odwzajemniła delikatnie mój uścisk. Trzymałbym ją tak jeszcze chwilę, ale Louis rzucił tekst żebym lepiej ją puścił bo Harry będzie zazdrosny na co Loczek zakrztusił się wodą, którą właśnie popijał i rzucił pustą butelką w przyjaciela.
- Zaśpiewasz dla mnie jeszcze raz?- uśmiechnęła się uroczo i odsunęła ode mnie.
- Oczywiście. Jak mógłby odmówić samej Kate G!
Wywróciła oczami i szturchnęła mnie w bok. Zajęła miejsce na krzesełku, a ja ponownie stanąłem na przeciwko niej dając z siebie wszystko...
Nie wiedziałam co zrobić gdy Niall podszedł i mnie uściskał. Zerknęłam kątem oka na Brata, który z uśmiechem na ustach przyglądał się całemu zajściu. Nie chcąc być niegrzeczną odwzajemniłam gest. "Kto by pomyślał, że tak się tym przejmujesz..." Dla niego akurat chcę być miła! Po tych wszystkich czułościach i słodkościach "Łe." nadszedł czas żeby dokończyć dzisiejszy plan dnia. Spojrzałam na Styles'a, który dalej był wkurzony po komentarzu jaki rzucił Tomlinson a propos zazdrości o mnie "Może to jest prawda?" Nie interesuje mnie to...
- To co możemy kontynuować? Zaśpiewasz to i będziecie mogli iść do domu. - podałam Loczkowi jego kartkę na której był tekst do piosenki "Use somebody" King of Leon. Chciałam usłyszeć tą "chrypkę", którą tak wszyscy się podniecają, a ta piosenka nadawała się do tego idealnie. Poza tym ma ona w sobie kilka dość wysokich dźwięków. Zobaczymy na co stać tego chłoptasia...
Harry odłożył kartę twierdząc, że jej nie potrzebuje. Zajął to samo miejsce co wcześniej jego koledzy i zaczął śpiewać. Faktycznie miał interesującą barwę głosu z charakterystyczną chrypką. "Przyznaj, że Ci się podoba..." Przecież powiedziałam, że jest interesujący. Jego głos oczywiście! Brytyjczycy nazywają to "husky voice" co jednoznacznie kojarzy mi się z psem... Po tak zwanym "bridge'u" wiedziałam już na co go stać, więc mu przerwałam co nie spotkała się z zadowoleniem z jego strony.
- Coś nie tak?- spytał podirytowany.
- A ktoś tak powiedział?- dokończyłam pisać notatkę na jego temat i podniosłam głowę aby na niego spojrzeć.
- Chłopakom pozwoliłaś dokończyć...
- W twoim wypadku tego nie potrzebuję.- chciałam mu spokojnie wytłumaczyć o co mi chodzi, ale po raz kolejny nie dał mi szansy.
- Znowu zrobiłem coś nie tak? Czemu Ty się tak mnie czepiasz?-zarzucał mnie bezsensownymi pytaniami podniesionym głosem. Wiedziałam, że ta wymiana zdań nie skończy się dobrze...
- Mógłbyś łaskawie dać mi dokończyć?- spytałam z nieukrywaną złością w głosie.
- Nie!- krzyknął, na co ja aż podskoczyłam- To Louis wali jakieś głupie komentarze, a obrywa się cały czas mnie! Uwzięłaś się na mnie!
- Dobrze Ci radzę żebyś skończył swoje bezpodstawne oskarżenia zanim będzie za późno...- wysyczałam przez zęby. Czułam jak mój gniew narasta z każdą sekundą. Miałam nadzieje, że gdy już nie wytrzymam ktoś mnie powstrzyma przed dorwaniem tego gnojka!
- Nie skończę! Chyba najwyższy czas żeby to Ciebie ktoś ustawił do pionu!- zaczął wymachiwać rękami nie spuszczając z tonu. Wstałam i szybkim krokiem podeszłam do niego.
- Harry co Ty robisz?- próbował go ode mnie odciągnąć Liam, ale ten mu na to nie pozwolił. Słyszałam jak Savan staje za mną i wymachuje rękami, aby Loczek w tej chwili przestał, ale on był równie mocno nakręcony jak ja i już nic nie mogło nas powstrzymać.
- Proszę bardzo!- tym razem to ja zaczęłam krzyczeć- Co takiego ma do powiedzenia nasz jedyny i niepowtarzalny Pan Styles, którego ego sięga aż do stratosfery?! O przepraszam! Nie wiem czy Pan wie co to w ogóle jest!
- Teraz to przesadziłaś!- zrobił krok w moją stronę.
- Doprawdy? To chyba Pan teraz ostro przegina!
- Boże jak Ty mnie wkurzasz i irytujesz! Co Ty sobie myślisz? Że kim Ty jesteś? Bogiem? Jak śmiesz nas w ogóle oceniać?!- słowa wypływały z niego jak rwąca rzeka.
- Nie oceniam was tylko wasz śpiew, a to zasadnicza różnica!- jeszcze trochę i mu przywalę!
- O serio?! A to wczorajsze przesłuchanie?! Po gówno Ci to?!
- Jakbyś pomyślał chociaż przez chwilę to byś się sam domyślił!
- Wiesz co nie mam ochoty z Tobą dłużej gadać!
- Tak?! To teraz ja coś powiem! I tyczy się to was wszystkich!- nieziemsko wkurzona obróciłam się w stronę reszty zespołu- Lepiej się dobrze zastanówcie czy tego na prawdę chcecie. Wchodzicie do świata, w którym trzeba mieć twardą dupę, ale również szacunek do siebie i do innych!- Liam, Zayn, Niall i Louis byli zaszokowani tym co właśnie działo się na ich oczach- Jeśli się tego nie nauczycie nic nie osiągniecie!- ponownie przeniosłam swój wzrok na chłopaka, którego widok podnosił mi ciśnienie- Możesz mnie nie lubić, a nawet nienawidzić, ale póki razem pracujemy masz mnie szanować czy Ci się to podoba czy nie!
- A co jeśli tego nie zrobię?!- spytał pewnym siebie głosem.
- Będziesz się tłumaczyć kolegom czemu zerwałam z wami kontrakt.- mówiłam całkiem poważnie, ale on sobie nic z tego nie robił.
- Hahaha! Śmieszna jesteś. Simon nie pozwoli Ci zerwać tej umowy Kochaniutka...- chyba się przesłyszałam...
- Jak mnie nazwałeś?!
- Kochaniutka...- nachylił się i wyszeptał to prosto w moje usta. Dobrze, że Savan stał za mną i chwycił mnie za ręce, bo moja dłoń na sto procent odbiłaby się na jego policzku. Styles odsunął się ode mnie i kontynuował swój monolog- Nie rozumiem co ludzie w Tobie widzą...- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów- Jesteś bezczelna, chamska, wścibska, pyskata...
- Czyli taka jak Ty.- zauważyłam z sarkazmem.
- Jesteś gorsza... Ja nie zachowuje się jak osoba, która jest poszukiwana przez policję i nie ukrywam tego kim jestem. Nikt nic o Tobie nie wie. Co takiego ukrywasz? Hm? Może się czegoś wstydzisz? Chociaż bardziej bym obstawiał, że to ktoś wstydzi się Ciebie... Może jakieś rodzeństwo, skoro kazałaś obiecać Lou że nie skrzywdzi swoich sióstr? Co im zrobiłaś? Albo rodzice? Kto normalny pozwala pracować dziecku w takiej branży?
Po tych słowach kompletnie straciłam nad sobą kontrolę. Czułam jak łzy napływają mi do oczu, a moje ciało zaczyna drżeć. Zacisnęłam powieki, aby słona ciecz nie zaczęła spływać po moich policzkach. Nie przy nim... Nie mogłam mu dać takiej satysfakcji! Chłopak widząc moją reakcję lekko się zmieszał i zaczął wycofywać. Wyrwałam się z objęć Savana i łamiącym się głosem powiedziałam, że go nienawidzę. Zabrałam swój zeszyt i wybiegłam z pomieszczenia. Chciałam udać się do studia po swoje rzeczy, ale wiedziałam, że nie wytrzymam napięcia, które we mnie narosło. Poza tym wiedziałam, że wszyscy będą tam mnie szukać. Zrezygnowałam z windy i pognałam w kierunku klatki schodowej. Wbiegłam na samą górę i otworzyłam z impetem drzwi, które prowadziły na dach. Mroźne powietrze wypełniło moje płuca, a po twarzy zaczęły spływać hektolitry łez. Byłam kompletnie roztrzęsiona. Oparłam się o ścianę budynku i próbowałam się opanować. Jak on mógł?! Nie dość, że bezpodstawnie mnie oskarża o jakieś głupoty to jeszcze śmie mnie oceniać nic o mnie nie wiedząc! "Kasia, uspokój się. On nie wie..." Jeszcze tego brakowało żeby mój wewnętrzny głos go bronił. Gówno mnie obchodzi, że nie wie! Jak się czegoś nie wie to się nie odzywa! Nie zważałam na temperaturę i padający śnieg. Nie chciałam wracać. Nie mogli mnie zobaczyć w takim stanie. Nie on. Ten... Ten... Brakowało mi słów żeby go pisać. Żadne nie było adekwatne do tego co teraz czułam.
Po dość długiej chwili weszłam z powrotem do budynku. Otarłam resztki łez i wzięłam kilka głębokich wdechów. Żałowałam, że nie mam przy sobie lusterka żeby zobaczyć jak wyglądam, ale ostatecznie stwierdziłam, że jest mi to obojętne. Zeszłam na dół i stanęłam przed drzwiami do studia gdzie znajdowały się moje rzeczy. Słyszałam jak Savan drze się na Styles'a. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Starałam się na nikogo nie patrzeć. Katem oka dostrzegłam moją kurtkę i torbę, które dalej leżały w tym samym miejscu. Słyszałam jak wszyscy proszą abym coś powiedziała, ale ja w ogóle nie reagowałam. Wzięłam swoje rzeczy i skierowałam się ku wyjściu gdy poczułam dłoń zaciskająca się na moim ramieniu. Odruchowo spojrzałam na osobę, która odważyła się mnie zatrzymać i ujrzałam TE zielone tęczówki.
- Kate...- nie chciałam go słuchać ani chwili dłużej.
- Puść mnie!- wyrwałam mu się- Nie odzywaj się do mnie!- czułam jak po raz kolejny moje oczy stają się wilgotne jednak nie byłabym sobą gdybym tak po prost wyszła- Nigdy, przenigdy nie osądzaj ludzi bez poznania całej prawdy o nich! Możesz myśleć, że rozumiesz, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest!- krzyczałam łamiącym się głosem, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Szybko wytarłam ją rękawem i opuściłam studio trzaskając za sobą drzwiami.
-Czyś Ty kurwa zwariował?!- pierwszy raz słyszałem przekleństwo padające z ust Savana- Co Ty sobie myślisz do jasnej cholery Styles? Sodówka Ci uderzyła do głowy?!
Jeszcze w życiu nie widziałem go tak zdenerwowanego. Siedziałem na kanapie i wsłuchiwałem się w wrzaski jego i kumpli, którzy stali nade mną i również informowali mnie o swoim rozczarowaniu moim zachowaniem "Delikatnie to ująłeś"
- Nawet mi nie próbuj wmówić, że to jej wina bo ona tak na Ciebie działa i takie tam!
- Chyba jako jedyny nie zrozumiałeś, że kazała Ci przestać bo od razu wiedziała na co Cię stać. Zaśpiewałeś to bezbłędnie! A pragnę zauważyć, że to nic złego.- dobijał mnie Liam. Jak mogłem być taki głupi? Znowu!
- Przepraszam...- powiedziałem skruszony- Nie chciałem...
- Harry czy Ty się słyszysz?!- nawet Louis był na mnie wściekły.
- Myślałem, że ona...- chciałem jakoś usprawiedliwić mój wybuch gniewu, ale nim zdążyłem się zorientować, że tu nie ma czego usprawiedliwiać wtrącił się Zayn.
- Nie no trzymajcie mnie bo ja mu walnę skoro Kate tego nie zrobiła!
- Hej! Chłopaki uspokójcie się!- jak nigdy sytuację próbował opanować Niall.
- On ma rację.- pomógł mu Kotecha- Krzyki na nic się już nie zdadzą.- zajął miejsce na przeciwko mnie siadając na stoliku.- Coś Ty najlepszego narobił? Każdą dziewczynę, która Ci się podoba tak traktujesz? Musiałeś jej udowodnić, że jesteś górą?
- Co Ty wygadujesz?!- oburzyłem się- Kate...
- Proszę Cię Harry! Masz mnie za debila?- spytał całkiem poważnie- Przecież widzę jak na nią patrzysz. Pożerasz ją wzrokiem! Gdy złapała Payen'a za rękę, a Horan się do niej przytulił myślałem, że ich poćwiartujesz. Jak to jest, że wszyscy to dostrzegają, a Ty nie? Dobrze wiem, że to dlatego tak wybuchnąłeś, ale do jasnej cholery musisz się opanować! Nie możesz się tak zachowywać tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest Tobą zainteresowana. Co to ma być jakaś kara żebyś ty poczuł się lepiej? To nie jest twoja koleżanka!
- Chcesz żeby zerwała z nami tą umowę?- dodał swoje trzy grosze Niall- Dzisiaj nas tak wspierała. Zwłaszcza mnie. Już myślałem, że może się nawet z nami zakumpluje, a teraz musimy się modlić żebyśmy ją jeszcze kiedykolwiek zobaczyli...
Słowa Nialla trafiły prosto w moje serce. Miał rację. Dzisiaj stanęła za nim, a właściwie to za nami wszystkimi murem pomimo tego, że zna nas raptem parę dni. Już nie wspominając o tym, że w ciągu tych kilku razy za każdym razem coś odwaliliśmy. "Głównie Ty" Szczegół.... Na dodatek wizja, że już jej nie zobaczę spowodowała, że zacząłem podpadać w panikę. Boże, czemu ona tak na mnie działa?
- Macie absolutną rację...- pokiwałem zrezygnowany głową.
- Oczywiście, że mamy!- powiedział dalej wkurzony Zayn.
- Savan... Błagam Cię. Pomóż mi ją przeprosić.- poprosiłem go.
- Zorganizuj jakieś potajemne spotkanie tak żeby nie wiedziała, że tam będzie.- podsunął pomysł Li.
- Może u Ciebie w domu?- do planowania dołączył się Lou.
- Nie. Od razu się domyśli...- podrapał się po głowie Kotecha. Tupał nerwowo nogą i z pełnym skupieniem na twarzy próbował coś wymyślić. W końcu go oświeciło- Znam miejsce, które będzie idealne. Co prawda zabije mnie jeśli Cię tam zaprowadzę, ale za bardzo was lubię żeby nie zaryzykować...
- Dzięki!- uściskałem go- Odwdzięczę się jakoś...
- Taaa... Kup mi ładny wieniec...
"Będę za 10 minut!"
- Savan się trochę spóźni.- poinformowałam chłopaków i schowałam telefon do kieszeni swetra. Ja nie wiem... Poszłam mu na rękę i zgodziłam się abyśmy zaczęli dopiero o dziesiątej, a ten mi się tu jeszcze spóźnia!
- Co będziemy dzisiaj robić?- spytał Lou, a jego głos brzmiał jakby był dzieckiem w przedszkolu i pytał swojej przedszkolanki w co będą się bawić. Wyobraziłam sobie tą scenę i uśmiechnęłam się do siebie w duchu.
- Coś pośpiewamy.- odpowiedziałam mu nie odrywając wzroku od laptopa, którego trzymałam na kolanach- Muszę się jakoś dowiedzieć na co was stać.
- Czyli to będzie taki jakby casting?- Zayn chciał więcej informacji.
- Czy ja wiem...-wzruszyłam ramionami- Po prostu rozśpiewacie się, a później gdy już mniej więcej będę wiedziała jak brzmicie dam wam coś do zaśpiewania.- wyjaśniłam im jak to sobie wyobrażam.
- Czyli casting.- skwitował Mulat.
- A co jeśli uznasz, że któryś z nas się nie nadaje?- nie spodziewałam się takiego pytania. Tym bardziej, że zadał je Blondynek. Spojrzałam na niego i w jego oczach widziałam... strach?
- Skąd taki pomysł?
- Tak pytam...- spuścił głowę i nerwowo bawił się palcami.
- Bez obaw. Skoro Kotech stwierdził, że jesteście dobrzy i był w stanie przekonywać mnie całą noc żebym dała wam jeszcze jedną szansę to znaczy, że coś jest na rzeczy, prawda?- próbowałam go trochę uspokoić, ale moje słowa nie przyniosły pożądanego efektu. Liam pogłaskał przyjaciela po plecach, a ten tylko lekko się uśmiechnął i wrócił do poprzedniego zajęcia.
- Dzisiaj też będziemy tu siedzieć do wieczora?- kolejne pytanie od głównodowodzącego zespołem Liama Payne!
- Wolałabym nie, ale to wszystko zależy od was. Jak się postaracie to skończymy koło 15. W końcu nie chcę żeby Niall znowu wykupił całą restaurację...- myślałam, że mój żart rozbawi Horana, ale on był tak skupiony na swoich dłoniach, że nawet mnie nie usłyszał. Popatrzyłam na chłopaków i poruszając ustami zapytałam "Co jest?" ale oni tylko zrobili smutne miny i popatrzeli z troską na przyjaciela. Chciałam dowiedzieć się czemu zawsze uśmiechnięty od ucha do ucha Blondyn ma dzisiaj taki zły humor, ale nie zdążyłam, ponieważ do studia wszedł Savan.
- Cześć wszystkim! Sorry za spóźnienie, ale musiałem coś załatwić.- ściągnął z siebie kurtkę i wyjął z torby małe pudełeczko, które wyglądało jak prezent. Myślałam, że chce pochwalić się jakimś zakupem dla swojej narzeczonej, ale gdy podszedł do mnie i kucnął przede mną wiedziałam, że coś tu nie gra...
- Kate...- co on wyrabia?!- Chciałem Cię bardzo przeprosić za wczoraj...
Kompletnie mnie zatkało, a chłopcy nie wiedzieli co się dzieje. Z reszta ja też nie...
- Yyy... A za co?- nie kryłam swojego zdziwienia.
- Za to jak wczoraj potraktowałem Tomka.- spuścił głowę i położył pudełko na mojej nodze.
- Ale Ty go zawsze tak traktujesz.- zwróciłam uwagę na ten drobny szczegół. Co mu się nagle stało, żeby mnie za to przepraszać i na dodatek kupować mi prezent?
- Wiem... Ja po prostu... Ugh!- wstał i podszedł do okna- Nie rozumiem po co z nim jesteś.
- Nie będziemy o tym tu rozmawiać.- zerknęłam na piątkę siedzącą na kanapie- W ogóle nie będziemy o tym rozmawiać. Nigdy nie chcesz wysłuchać moich argumentów w tej sprawie.- lekko poirytowana faktem, że porusza "ten" temat w obecności świadków, usiadłam prosto i odłożyłam pudełko na stolik. Brat usiadł obok mnie i objął ramieniem, a ja udawałam, że tego nie czuję.
- Nie odpakujesz?- spytał wskazując głową pudełko. Niechętnie wzięłam je z powrotem do ręki i otworzyłam.
- To dlatego się spóźniłeś?- widząc co jest w środku lekko się uśmiechnęłam.
- Tak.- oparł czoło o moje ramię.
- Powiedz mi, że sam to wybierałeś, bo inaczej zwątpię w dobry gust Any...- wyjęłam prezent z opakowania i wyciągnęłam przed siebie, aby lepiej się mu przyjrzeć.
- Sam, ale jak Ci się nie podoba to możemy wymienić ją na inną.
- Przymierz!- zachęcali mnie Louis. Założyłam ją na głowę i spytałam.
- I jak wyglądam?- pokręciłam głową, aby pokazać im się ze wszystkich stron. Wszyscy pokiwali tylko nieznacznie głową, a Harry zaczął się śmiać.
- Coś Cię śmieszy Styles?- zmierzyłam go wzrokiem, ale on nie mógł ukryć swojego rozbawienia. Nie dziwie się. Mogę się założyć, że wyglądam co najmniej komicznie...
- Nie skądże!- kaszlnął i poprawił się na fotelu- Wyglądasz fantastycznie! Jak pewnie we wszystkim...- ostatnie zdanie wypowiedział ciszej i dokładnie zaczął mi się przyglądać nie skupiając swojego wzroku tylko na mojej głowie. Postanowiłam to zignorować.
- Na prawdę do twarzy Ci w tej czapce. W ogóle jest bardzo fajna...- przekonywał mnie Liam- Ma oczy i uszy...- widać było, że mówi jedno, a myśli drugie. Kłamcy to z niego nie będzie...
- Dzięki Liam.- uśmiechnęłam się do niego i dałam do zrozumienia, że świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że przypominam pięcioletnie dziecko. Przecież takie małe dzieci noszą czapki, które przypominają myszkę i mają uszy, oczka, a nawet ogon!- Tobie też dziękuję. Jest świetna.- Przytuliłam do siebie Savana i ucałowałam go w policzek.- Dobra koniec tych czułości! Bierzemy się do pracy!- zdjęłam z głowy prezent i schowałam z powrotem do pudełka.
Kate wyszła coś załatwić, a my wzięliśmy się do pracy. Kotecha zabrał nas do innego pomieszczenia, gdzie znajdowało się mnóstwo różnych instrumentów zaczynając od kilku rodzajów gitar, skrzypiec aż po perkusję. W lewym koncie dostrzegłem nawet harfę. Pod prawą ścianą stało wielkie czarne pianino, które było tak wypolerowane, że można było się w nim przejrzeć jak w lustrze.
- Gotowi?- Savan usiadł przy połyskującym instrumencie i wcisnął kilka klawiszy. Chłopcy zaczęli wydobywać z siebie pierwsze dźwięki, a ja stałem nie mogąc nawet otworzyć ust. Mężczyzna przestał grać i wszyscy skupili swój wzrok na mnie.
- Co jest Niall? Wszystko w porządku?- Chciałem mu odpowiedzieć, ale jedyne na co było mnie stać to skinienie głową. Nim ponownie zaczął grać do pomieszczenia weszła Kate.
- Jak tam? Co tu tak cicho? Chyba mieliście się rozśpiewać.- stanęłam za swoim Bratem i oparła dłonie na jego ramionach.- No dalej!
Pianino ponownie zaczęło wypełniać pokój pięknym dźwiękiem mieszając się z głosami chłopaków. Kate przyglądała mi się uważnie, ale gdy zauważyła, że nie mam zamiaru się dołączyć, podniosła do góry rękę aby reszta przestała.
- Stop!- stanęła między mną i Louisem i oparła się o pianino.- Coś nie tak?
- Nie-e-e-e.- zacząłem się jąkać. Przetarłem spocone czoło i spojrzałem w górę żeby uniknąć wzroku jej i pozostałych.
- Skoro tak twierdzisz...- usiadła obok Kotechy- Odsuń się bo coś dzisiaj kaleczysz ten fortepian.- serio? Pomyliłem fortepian z pianinem? Jestem beznadziejny!
Kate zaczęła wciskać po kolei klawisze idąc od niższych do coraz to wyższych dźwięków, a ja dalej nic. Ponownie przerwała i powiedziała:
-Zapomniałam czegoś zabrać ze studia. Liam mógłbyś mi pomóc?- odwróciła się w jego stronę, a on od razu się zgodził- Super. To wy sobie ćwiczcie dalej a my zaraz wrócimy.- pociągnęła przyjaciela za rękę i wyszli z pomieszczenia. Spojrzałem na pozostałych nie za bardzo wiedząc co to miało znaczyć, ale jedyne co zwróciło moją uwagę to zazdrosny wzrok Styles'a podążający za widokiem dłoni kompozytorki spoczywającej na ramieniu kolegi...
Gdy tylko Kate wspomniała, że czegoś "zapomniała" od razu wiedziałem, że coś kombinuje. Ona by czegoś zapomniała? Nie ma mowy!
- Możesz mi powiedzieć co się z nim dzisiaj dzieje?- stanęła naprzeciwko mnie i wbiła we mnie wzrok. Teraz już wiem czemu Harremu zapiera dech w piersiach. Nie dość, że dziewczyna mu się strasznie podoba, to gdy jeszcze dodamy to przenikliwe spojrzenia bezdech gwarantowany! Obiecuję, że już nigdy nie będę się z niego śmiał!
- Chodzi o to, że przeczytał w jakiejś durnej gazecie, że nie umie śpiewać...
- Że co?!- zrobiła zdziwioną minę- Przecież prawie wygraliście tego całego X Factora...
- No tak, ale napisali, że bylibyśmy lepsi bez niego i takie tam. Niall bardzo się tym wszystkim przejął.- posmutniałem na myśl o przyjacielu. To najbardziej pozytywny i miły człowiek jakiego poznałem w ostatnim czasie. Jak ktoś mógł napisać takie głupoty?
- To dlatego pytał się co będzie jeśli uznam, że któryś z was się nie nadaje.- powiedziała to bardziej sama do siebie niż do mnie.
Oparliśmy się o ściany na przeciwko siebie i pogrążyła nas cisza. Kate przeczesała ręką swoje kręcone włosy przez co zacząłem porównywać ją z naszym Loczkiem. W sumie to byli bardzo podobni. Oboje mieli podobne fryzury, zielone oczy... Nawet ubierali się w podobnym stylu. Można by rzecz, że jest damską wersją Harrego. Zastanawiałem się czy charakter też mają taki sam. Ciężko stwierdzić, ponieważ według Savana Kate zachowuje się zupełnie inaczej kiedy jest wśród "swoich".
- Mam plan. Chodź!- ponownie złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
- Nie powinniśmy czasem do nich wrócić?- wskazałem na oddalające się drzwi do pokoju gdzie była reszta.
- Jak wrócimy bez niczego to się zorientują, że po nic nie poszliśmy. Chyba aż tak głupi to nie są, co?
- Racja.- zupełnie o tym nie pomyślałem.
Weszliśmy do studia, a brunetka zaczęła rozglądać po nim rozglądać. Podała mi swój komputer i gitarę ostrzegając mnie, że jeśli coś z tego upuszczę to mnie "zabije", a sądząc po tonie jej głosu wcale nie żartowała. Sama chwyciła swój "słynny" wśród nas notatnik i wzruszając ramionami z bezradności, że już o niczym więcej nie mogła zapomnieć wróciliśmy do reszty.
Liam z Kate wrócili po jakiś dziesięciu minutach. Wydawało mi się to trochę za długo jak na przyniesienie laptopa, gitary i "tajemniczego" zeszytu. Nie chciałem jednak wnikać co jeszcze tam robili. Bardziej przejmowałem się tym, że będę musiał za chwilę przed nią zaśpiewać, a na samą myśl o tym robiło mi się nie dobrze.
- Rozśpiewani?- spytała z uśmiechem na ustach.
- Moje zadanie wykonane. Prawie...- Savan spojrzał na mnie kątem oka- Teraz Twoja kolej.- zszedł z krzesełka robiąc jej miejsce.
- Nie trzeba. Będą śpiewać acapella.- słysząc ten zwrot zemdliło mnie jeszcze bardziej- Może zaczniemy od Liama?
- Jasne.- zgodził się ochoczo chłopak i zaczął śpiewać wybraną przez nią piosenkę czyli "Cry me a river" Ciekawe czy wiedziała, że to samo zaprezentował na swoim drugim przesłuchaniu do X Factora. Li jak zwykle spisał się świetnie, a Kate odnotowała coś w notesie. Potem przyszła czas na Zayna i Louisa. Byli równie dobrzy co ich poprzednik jednak kompozytorka nie dawała nic po sobie poznać. Nie mieliśmy zielonego pojęcia co myśli o naszych występach. Miałem nadzieję, że następny będzie Harry, ale moje modlitwy na nic się nie zdały.
- Niall, teraz Ty.- ruchem ręki wskazała mi miejsce przed sobą i czule się do mnie uśmiechnęła zachęcając abym do niej podszedł. Niepewnie zająłem wyznaczone miejsce i odebrałem od niej kartkę, na której był tekst "The man who can't be moved" zespołu The Script. Świetnie znałem ten utwór, ale jakoś mnie to nie pocieszyło...
- Może być? Wspominałeś, że ich lubisz.
- Ta-a-ak.- Odchrząknąłem i spojrzałem na Kate. Bacznie mi się przyglądała. Czułem jej przeszywający wzrok na każdym milimetrze mojego ciała. Obiecuję, że już nigdy nie będę się śmiał z Loczka!
- Zaczniesz? Może Ci przypomnieć jak to leci?- oparła łokcie na kolanach i szukała odpowiedzi na mojej twarzy. Chciałem jak najszybciej mieć to już za sobą i usłyszeć jaki to jestem okropny. "Zaśpiewałem" pierwszą zwrotkę i część refrenu, ale musiałem przestać. Jeszcze w życiu nie brzmiałem tak źle! To nie był śpiew. To było jedno wielkie skrzeczenie! Oddałem brunetce tekst i już kierowałem się do wyjścia, ale ona mi na to nie pozwoliła. Złapała mnie za nadgarstek i obróciła w swoją stronę.
- A Ty gdzie się wybierasz? Jeszcze nie skończyliśmy.
- Przepraszam Cię bardzo, ale ja się do tego nie nadaję. One Direction będzie lepsze beze mnie.- próbowałem wyrwać rękę z jej żelaznego uścisku "Silna jest jak na taką kruszynę.". Zamiast tego chwyciła moją drugą dłoń.
- I tu się mylisz! One Direction wcale nie będzie lepsze bez Ciebie. To już nie będzie ten sam zespół, który ludzie polubili podczas programu! A to że jakiś debil, z jakiejś głupiej redakcji, który kompletnie nie zna się na muzyce uznał, że nie umiesz śpiewać to nic takiego. Serio? Wierzysz w te brednie?- jej wyraz twarzy przedstawiał niedowierzanie. Może faktycznie byłem głupi, że się tak tym przejąłem? Ale zaraz... Skąd ona o tym wiedziała? Zerknąłem na Payne, który uciekał gdzieś wzrokiem "A to papla!"- Niall, posłuchaj mnie. Jeszcze nie raz napiszą coś na wasz temat co być może sprawi wam przykrość, ale musicie być ponad to. Nie każdy wstęp będzie idealny. Nie ma takich! Ważne żeby każdy był wyjątkowy zarówno dla was jak i dla waszych fanów. Oni będą was kochać bez względu na to czy jeden będzie śpiewał z zachrypniętym gardłem czy nieczysto trafi w dźwięk. Podejrzewam, że 90% nawet tego nie zauważy. Ja to co innego, ale za takie numeru sama się z wami policzę...- puściła do mnie oczko- Poza tym...- puściła moje ręce i oddaliło się nieco ode mnie- Chcesz mi powiedzieć, że bardziej interesuje Cię opinia jakiegoś szmatławca niż moja?!- założyła ręce na piersi i zrobiła "obrażoną minę". Na ten widok mimowolnie zacząłem się śmiać.
- Nie! Jasne, że nie!- odpowiedziałem wciąż się śmiejąc, a reszta towarzystwa dołączyła do mnie.
- Dobra już przestańcie. Wiem, że mam "orginalną"- zrobiła w powietrzu cudzysłów- mimikę twarzy, ale pamiętajcie, że to ja jestem odpowiedzialna za wasze piosenki.
- Tym ich nie nastraszysz. Wiadomo, że nie dasz im nic co byłoby do kitu.- zauważył rozradowany Savan.
- Ok. W taki razie wrócę do nazywania was "per Pan"- musiałem przyznać, że to był dość przekonywujący argument.- Tak lepiej. A wracając do tematu...- tym razem objęła wzrokiem również resztę chłopaków- Pamiętajcie, że tam na zewnątrz są ludzie, którzy wielokrotnie będą wam wmawiać, że nie możecie czegoś zrobić. Wtedy nie wolno wam się poddać! Musicie odwrócić się i zerkając przez ramię powiedzieć " To patrzcie teraz!" i pokazać na co was stać.- zaprezentowała nam jak mamy to zrobić zupełnie jak jakaś modelka. Popatrzeliśmy po sobie i wiedzieliśmy, że ma rację. Po tych słowach czuliśmy się sto razy pewniej. Mogliśmy zawojować świat! Nagle poczułem czyjąś dłoń na moim ramieniu.
- Niall...- usłyszałem głos Liama- Żeby nigdy w życiu Ci nie przyszło na myśl, że jesteś gorszy od nas, czy od kogokolwiek innego. Zrozumiano?
- Właśnie!- wsparł go Louis- Bez Ciebie to już by nie było to samo!
- Zawsze możesz na nas liczyć. Nie ważne czy będziemy mieli miliony fanów czy dziesięciu. Ważne żebyśmy byli razem.- dodał Zayn.
- Ty poeta...- naśmiewał się z niego Lou.
- Zamknij się! Tak mi się jakoś od Kate udzieliło...
- Dobra odsuńcie się od mojego głodomora!- zaczął przepychać się do mnie Harry- Nie pozwolę Ci odejść! Dla kogo będę gotował i kto będzie zachwalał moje potrawy?- wyszczerzył te swoje białe ząbki i cwaniacko poruszył brwiami.
- Wiesz to trochę egoistyczne podejście...- skomentował jego "powód" Li.
- A co Ty tam wiesz...
- Dzięki chłopaki. To wiele dla mnie znaczy.- zrobiliśmy grupowy uścisk i usłyszeliśmy jak Savan szepcze Kate "Jesteś niesamowita..." za co oberwał w ramię. "Ta dziewczyna nie lubi słuchać komplementów"
- Jakie to słodkie...- podsumowała z sarkazmem nasz widok. Podszedłem do niej i mocno ją do siebie przytuliłem szepcząc do ucha "Dziękuję. Za wszystko" Na początku była w kompletnym szoku i totalnie spięta, ale po chwili odwzajemniła delikatnie mój uścisk. Trzymałbym ją tak jeszcze chwilę, ale Louis rzucił tekst żebym lepiej ją puścił bo Harry będzie zazdrosny na co Loczek zakrztusił się wodą, którą właśnie popijał i rzucił pustą butelką w przyjaciela.
- Zaśpiewasz dla mnie jeszcze raz?- uśmiechnęła się uroczo i odsunęła ode mnie.
- Oczywiście. Jak mógłby odmówić samej Kate G!
Wywróciła oczami i szturchnęła mnie w bok. Zajęła miejsce na krzesełku, a ja ponownie stanąłem na przeciwko niej dając z siebie wszystko...
Nie wiedziałam co zrobić gdy Niall podszedł i mnie uściskał. Zerknęłam kątem oka na Brata, który z uśmiechem na ustach przyglądał się całemu zajściu. Nie chcąc być niegrzeczną odwzajemniłam gest. "Kto by pomyślał, że tak się tym przejmujesz..." Dla niego akurat chcę być miła! Po tych wszystkich czułościach i słodkościach "Łe." nadszedł czas żeby dokończyć dzisiejszy plan dnia. Spojrzałam na Styles'a, który dalej był wkurzony po komentarzu jaki rzucił Tomlinson a propos zazdrości o mnie "Może to jest prawda?" Nie interesuje mnie to...
- To co możemy kontynuować? Zaśpiewasz to i będziecie mogli iść do domu. - podałam Loczkowi jego kartkę na której był tekst do piosenki "Use somebody" King of Leon. Chciałam usłyszeć tą "chrypkę", którą tak wszyscy się podniecają, a ta piosenka nadawała się do tego idealnie. Poza tym ma ona w sobie kilka dość wysokich dźwięków. Zobaczymy na co stać tego chłoptasia...
Harry odłożył kartę twierdząc, że jej nie potrzebuje. Zajął to samo miejsce co wcześniej jego koledzy i zaczął śpiewać. Faktycznie miał interesującą barwę głosu z charakterystyczną chrypką. "Przyznaj, że Ci się podoba..." Przecież powiedziałam, że jest interesujący. Jego głos oczywiście! Brytyjczycy nazywają to "husky voice" co jednoznacznie kojarzy mi się z psem... Po tak zwanym "bridge'u" wiedziałam już na co go stać, więc mu przerwałam co nie spotkała się z zadowoleniem z jego strony.
- Coś nie tak?- spytał podirytowany.
- A ktoś tak powiedział?- dokończyłam pisać notatkę na jego temat i podniosłam głowę aby na niego spojrzeć.
- Chłopakom pozwoliłaś dokończyć...
- W twoim wypadku tego nie potrzebuję.- chciałam mu spokojnie wytłumaczyć o co mi chodzi, ale po raz kolejny nie dał mi szansy.
- Znowu zrobiłem coś nie tak? Czemu Ty się tak mnie czepiasz?-zarzucał mnie bezsensownymi pytaniami podniesionym głosem. Wiedziałam, że ta wymiana zdań nie skończy się dobrze...
- Mógłbyś łaskawie dać mi dokończyć?- spytałam z nieukrywaną złością w głosie.
- Nie!- krzyknął, na co ja aż podskoczyłam- To Louis wali jakieś głupie komentarze, a obrywa się cały czas mnie! Uwzięłaś się na mnie!
- Dobrze Ci radzę żebyś skończył swoje bezpodstawne oskarżenia zanim będzie za późno...- wysyczałam przez zęby. Czułam jak mój gniew narasta z każdą sekundą. Miałam nadzieje, że gdy już nie wytrzymam ktoś mnie powstrzyma przed dorwaniem tego gnojka!
- Nie skończę! Chyba najwyższy czas żeby to Ciebie ktoś ustawił do pionu!- zaczął wymachiwać rękami nie spuszczając z tonu. Wstałam i szybkim krokiem podeszłam do niego.
- Harry co Ty robisz?- próbował go ode mnie odciągnąć Liam, ale ten mu na to nie pozwolił. Słyszałam jak Savan staje za mną i wymachuje rękami, aby Loczek w tej chwili przestał, ale on był równie mocno nakręcony jak ja i już nic nie mogło nas powstrzymać.
- Proszę bardzo!- tym razem to ja zaczęłam krzyczeć- Co takiego ma do powiedzenia nasz jedyny i niepowtarzalny Pan Styles, którego ego sięga aż do stratosfery?! O przepraszam! Nie wiem czy Pan wie co to w ogóle jest!
- Teraz to przesadziłaś!- zrobił krok w moją stronę.
- Doprawdy? To chyba Pan teraz ostro przegina!
- Boże jak Ty mnie wkurzasz i irytujesz! Co Ty sobie myślisz? Że kim Ty jesteś? Bogiem? Jak śmiesz nas w ogóle oceniać?!- słowa wypływały z niego jak rwąca rzeka.
- Nie oceniam was tylko wasz śpiew, a to zasadnicza różnica!- jeszcze trochę i mu przywalę!
- O serio?! A to wczorajsze przesłuchanie?! Po gówno Ci to?!
- Jakbyś pomyślał chociaż przez chwilę to byś się sam domyślił!
- Wiesz co nie mam ochoty z Tobą dłużej gadać!
- Tak?! To teraz ja coś powiem! I tyczy się to was wszystkich!- nieziemsko wkurzona obróciłam się w stronę reszty zespołu- Lepiej się dobrze zastanówcie czy tego na prawdę chcecie. Wchodzicie do świata, w którym trzeba mieć twardą dupę, ale również szacunek do siebie i do innych!- Liam, Zayn, Niall i Louis byli zaszokowani tym co właśnie działo się na ich oczach- Jeśli się tego nie nauczycie nic nie osiągniecie!- ponownie przeniosłam swój wzrok na chłopaka, którego widok podnosił mi ciśnienie- Możesz mnie nie lubić, a nawet nienawidzić, ale póki razem pracujemy masz mnie szanować czy Ci się to podoba czy nie!
- A co jeśli tego nie zrobię?!- spytał pewnym siebie głosem.
- Będziesz się tłumaczyć kolegom czemu zerwałam z wami kontrakt.- mówiłam całkiem poważnie, ale on sobie nic z tego nie robił.
- Hahaha! Śmieszna jesteś. Simon nie pozwoli Ci zerwać tej umowy Kochaniutka...- chyba się przesłyszałam...
- Jak mnie nazwałeś?!
- Kochaniutka...- nachylił się i wyszeptał to prosto w moje usta. Dobrze, że Savan stał za mną i chwycił mnie za ręce, bo moja dłoń na sto procent odbiłaby się na jego policzku. Styles odsunął się ode mnie i kontynuował swój monolog- Nie rozumiem co ludzie w Tobie widzą...- zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów- Jesteś bezczelna, chamska, wścibska, pyskata...
- Czyli taka jak Ty.- zauważyłam z sarkazmem.
- Jesteś gorsza... Ja nie zachowuje się jak osoba, która jest poszukiwana przez policję i nie ukrywam tego kim jestem. Nikt nic o Tobie nie wie. Co takiego ukrywasz? Hm? Może się czegoś wstydzisz? Chociaż bardziej bym obstawiał, że to ktoś wstydzi się Ciebie... Może jakieś rodzeństwo, skoro kazałaś obiecać Lou że nie skrzywdzi swoich sióstr? Co im zrobiłaś? Albo rodzice? Kto normalny pozwala pracować dziecku w takiej branży?
Po tych słowach kompletnie straciłam nad sobą kontrolę. Czułam jak łzy napływają mi do oczu, a moje ciało zaczyna drżeć. Zacisnęłam powieki, aby słona ciecz nie zaczęła spływać po moich policzkach. Nie przy nim... Nie mogłam mu dać takiej satysfakcji! Chłopak widząc moją reakcję lekko się zmieszał i zaczął wycofywać. Wyrwałam się z objęć Savana i łamiącym się głosem powiedziałam, że go nienawidzę. Zabrałam swój zeszyt i wybiegłam z pomieszczenia. Chciałam udać się do studia po swoje rzeczy, ale wiedziałam, że nie wytrzymam napięcia, które we mnie narosło. Poza tym wiedziałam, że wszyscy będą tam mnie szukać. Zrezygnowałam z windy i pognałam w kierunku klatki schodowej. Wbiegłam na samą górę i otworzyłam z impetem drzwi, które prowadziły na dach. Mroźne powietrze wypełniło moje płuca, a po twarzy zaczęły spływać hektolitry łez. Byłam kompletnie roztrzęsiona. Oparłam się o ścianę budynku i próbowałam się opanować. Jak on mógł?! Nie dość, że bezpodstawnie mnie oskarża o jakieś głupoty to jeszcze śmie mnie oceniać nic o mnie nie wiedząc! "Kasia, uspokój się. On nie wie..." Jeszcze tego brakowało żeby mój wewnętrzny głos go bronił. Gówno mnie obchodzi, że nie wie! Jak się czegoś nie wie to się nie odzywa! Nie zważałam na temperaturę i padający śnieg. Nie chciałam wracać. Nie mogli mnie zobaczyć w takim stanie. Nie on. Ten... Ten... Brakowało mi słów żeby go pisać. Żadne nie było adekwatne do tego co teraz czułam.
Po dość długiej chwili weszłam z powrotem do budynku. Otarłam resztki łez i wzięłam kilka głębokich wdechów. Żałowałam, że nie mam przy sobie lusterka żeby zobaczyć jak wyglądam, ale ostatecznie stwierdziłam, że jest mi to obojętne. Zeszłam na dół i stanęłam przed drzwiami do studia gdzie znajdowały się moje rzeczy. Słyszałam jak Savan drze się na Styles'a. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka. Starałam się na nikogo nie patrzeć. Katem oka dostrzegłam moją kurtkę i torbę, które dalej leżały w tym samym miejscu. Słyszałam jak wszyscy proszą abym coś powiedziała, ale ja w ogóle nie reagowałam. Wzięłam swoje rzeczy i skierowałam się ku wyjściu gdy poczułam dłoń zaciskająca się na moim ramieniu. Odruchowo spojrzałam na osobę, która odważyła się mnie zatrzymać i ujrzałam TE zielone tęczówki.
- Kate...- nie chciałam go słuchać ani chwili dłużej.
- Puść mnie!- wyrwałam mu się- Nie odzywaj się do mnie!- czułam jak po raz kolejny moje oczy stają się wilgotne jednak nie byłabym sobą gdybym tak po prost wyszła- Nigdy, przenigdy nie osądzaj ludzi bez poznania całej prawdy o nich! Możesz myśleć, że rozumiesz, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest!- krzyczałam łamiącym się głosem, a pojedyncza łza spłynęła po moim policzku. Szybko wytarłam ją rękawem i opuściłam studio trzaskając za sobą drzwiami.
-Czyś Ty kurwa zwariował?!- pierwszy raz słyszałem przekleństwo padające z ust Savana- Co Ty sobie myślisz do jasnej cholery Styles? Sodówka Ci uderzyła do głowy?!
Jeszcze w życiu nie widziałem go tak zdenerwowanego. Siedziałem na kanapie i wsłuchiwałem się w wrzaski jego i kumpli, którzy stali nade mną i również informowali mnie o swoim rozczarowaniu moim zachowaniem "Delikatnie to ująłeś"
- Nawet mi nie próbuj wmówić, że to jej wina bo ona tak na Ciebie działa i takie tam!
- Chyba jako jedyny nie zrozumiałeś, że kazała Ci przestać bo od razu wiedziała na co Cię stać. Zaśpiewałeś to bezbłędnie! A pragnę zauważyć, że to nic złego.- dobijał mnie Liam. Jak mogłem być taki głupi? Znowu!
- Przepraszam...- powiedziałem skruszony- Nie chciałem...
- Harry czy Ty się słyszysz?!- nawet Louis był na mnie wściekły.
- Myślałem, że ona...- chciałem jakoś usprawiedliwić mój wybuch gniewu, ale nim zdążyłem się zorientować, że tu nie ma czego usprawiedliwiać wtrącił się Zayn.
- Nie no trzymajcie mnie bo ja mu walnę skoro Kate tego nie zrobiła!
- Hej! Chłopaki uspokójcie się!- jak nigdy sytuację próbował opanować Niall.
- On ma rację.- pomógł mu Kotecha- Krzyki na nic się już nie zdadzą.- zajął miejsce na przeciwko mnie siadając na stoliku.- Coś Ty najlepszego narobił? Każdą dziewczynę, która Ci się podoba tak traktujesz? Musiałeś jej udowodnić, że jesteś górą?
- Co Ty wygadujesz?!- oburzyłem się- Kate...
- Proszę Cię Harry! Masz mnie za debila?- spytał całkiem poważnie- Przecież widzę jak na nią patrzysz. Pożerasz ją wzrokiem! Gdy złapała Payen'a za rękę, a Horan się do niej przytulił myślałem, że ich poćwiartujesz. Jak to jest, że wszyscy to dostrzegają, a Ty nie? Dobrze wiem, że to dlatego tak wybuchnąłeś, ale do jasnej cholery musisz się opanować! Nie możesz się tak zachowywać tylko i wyłącznie dlatego, że nie jest Tobą zainteresowana. Co to ma być jakaś kara żebyś ty poczuł się lepiej? To nie jest twoja koleżanka!
- Chcesz żeby zerwała z nami tą umowę?- dodał swoje trzy grosze Niall- Dzisiaj nas tak wspierała. Zwłaszcza mnie. Już myślałem, że może się nawet z nami zakumpluje, a teraz musimy się modlić żebyśmy ją jeszcze kiedykolwiek zobaczyli...
Słowa Nialla trafiły prosto w moje serce. Miał rację. Dzisiaj stanęła za nim, a właściwie to za nami wszystkimi murem pomimo tego, że zna nas raptem parę dni. Już nie wspominając o tym, że w ciągu tych kilku razy za każdym razem coś odwaliliśmy. "Głównie Ty" Szczegół.... Na dodatek wizja, że już jej nie zobaczę spowodowała, że zacząłem podpadać w panikę. Boże, czemu ona tak na mnie działa?
- Macie absolutną rację...- pokiwałem zrezygnowany głową.
- Oczywiście, że mamy!- powiedział dalej wkurzony Zayn.
- Savan... Błagam Cię. Pomóż mi ją przeprosić.- poprosiłem go.
- Zorganizuj jakieś potajemne spotkanie tak żeby nie wiedziała, że tam będzie.- podsunął pomysł Li.
- Może u Ciebie w domu?- do planowania dołączył się Lou.
- Nie. Od razu się domyśli...- podrapał się po głowie Kotecha. Tupał nerwowo nogą i z pełnym skupieniem na twarzy próbował coś wymyślić. W końcu go oświeciło- Znam miejsce, które będzie idealne. Co prawda zabije mnie jeśli Cię tam zaprowadzę, ale za bardzo was lubię żeby nie zaryzykować...
- Dzięki!- uściskałem go- Odwdzięczę się jakoś...
- Taaa... Kup mi ładny wieniec...
Subskrybuj:
Posty (Atom)