15 grudnia 2013

33

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Odnoszę wrażenie, że mieszkałem tu przynajmniej miesiąc, a tak naprawdę było to raptem kilka dni. Dni, podczas których wydarzyło się tak wiele, że spokojnie moglibyśmy nakręcić na ich podstawie niezły serial. Nikt nie odniósł żadnych obrażeń,  nie licząc Kate, która porządnie stłukła sobie dłoń pierwszego wieczoru i Harry'ego, który nabił sobie siniaka spadając z kanapy podczas walki z Liamem i Zaynem o miejsce do spania. "Rzeczywiście nikt..." Za kolejny sukces można uznać fakt, iż ani razu (!!!) nie doszło do żadnej kłótni. "A sprzeczka Gabrysi i jej przyjaciółki o przyprowadzenie was?" Wiadomo było, że początki będą trudne, więc to się nie liczy. Zaproszenie Loczka przez naszą tekściarkę na randkę? No tego to już na pewno się nikt nie spodziewał! Do tego zapewnienia Louisa, że to nie jego pomysł, wprawiły mnie w jeszcze większe zdziwienie. Z resztą nie tylko mnie. Jednak jak to zwykle bywa po słońcu zawsze nadchodzi burza. "A nie na odwrót?". Czy jakoś tak... Niestety nadszedł dzień kiedy to musimy opuścić to przytulne mieszkanie i na dodatek zakończyć naszą współpracę z Kate G. Nie wiem co mnie bardziej martwi i smuci, dlatego może wróćmy jeszcze na chwilę to tych przyjemnych wspomnień...
  Przez te kilka dni byłem najszczęśliwszym facetem na świecie. Codziennie mogłem kłaść się spać i budzić obok mojej ukochanej i nie zamieniłbym tego małego pokoju na nic innego, choćby zaproponowano mi dwa tygodnie wakacji na Hawajach w pięciogwiazdkowym hotelu. Świadomość tego, że gdy wrócę tu z powrotem Gabrysia będzie siedziała na swoim łóżku, owinięta grubym, wełnianym kocem z kubkiem gorącej czekolady w jednej ręce i książką w drugiej czekając na mnie sprawiała, że nie mogłem doczekać się powrotu do naszego tymczasowego domu. Widok tego słodkiego uśmiechu, który pojawiał się na jej twarzy gdy widziała mnie po kilku godzinach rozłąki, za każdym razem powodował, że moje serce zaczynało bić szybciej. Czym prędzej podchodziłem do niej witając się słowami "Cześć kochanie!" i składałem delikatny pocałunek na jej malinowych ustach. Nigdy nie sądziłem, że obserwowanie jak spokojnie przewraca strony swoich ulubionych powieści, lekko przygryzając wargę w napięciu oczekując co wydarzy się w następnym rozdziale, sprawi mi tyle radości. A już największą satysfakcję sprawiały mi słowa Gabrysi gdy mówiła, że to dzięki mnie jest szczęśliwa. Czego chcieć więcej? 
- A może zostaniecie jeszcze jedną noc?- dziewczyna stanęła przed drzwiami zastawiając nam drogę.
- Naprawdę bardzo byśmy chcieli, ale na nas już pora- po raz kolejny próbował przekonać ją Liam, że czas najwyższy się pożeganć- Powinniśmy sprawdzić czy dalej mamy aquapark w domu. Poza tym nie możemy tak nadużywać waszej gościnności.
- Jakie "nadużywać"? Nikogo ani nic nie nadużywacie!
- Ty tak uważasz...- wtrącił się Zayn, ruchem głowy wskazując na Kate, która przeszukiwała półki w salonie.
- Dajcie spokój. Gdybym z nią porozmawiała na pewno zgodziłaby się...
- Niall!- jęknął Malik, prosząc abym w końcu zainterweniował. Choć muszę przyznać, że wcale nie chciałem tego robić i chętnie zostałbym tu jeszcze kilka dni... tydzień... ewentualnie miesiąc.
- Kochanie my naprawdę musimy w końcu wrócić do siebie. Nie możemy mieszkać tutaj wiecznie.
Mam nadzieję, że dla niej brzmiałem przekonująco, bo sam nie wierzyłem we własne słowa.
- Nie chcesz zostać?- spytała ze smutkiem w głosie, a moje serce ścisnęło się słysząc ten smutny dźwięk. Jestem do bani!
- Oczywiście, że chcę! Jak mogłaś tak pomyśleć?!- przeczesałem ręką włosy i westchnąłem głęboko.
- Zawsze ty możesz wprowadzić się do nas- zaproponował Louis po raz piąty opuszczając swoją torbę na ziemię. 
- Słucham?!- Gabrysia zrobiła wielkie oczy i wpatrywała się w niego zaskoczona.
- Nasz dom jest większy, więc nie widzę problemu żebyś zamieszkała z nam chociaż na jakiś czas. Niall ma wystarczająco duże łóżko żeby pomieścić was dwoje- puścił do niej oczko, a mnie szturchnął w ramię.
- A Kate?
- Jeśli tylko chce to Harry na pewno podzieli się z nią swoją przestrzenią osobistą.- uśmiechnął się łobuzersko do młodszego kolegi, a ten zmierzył go groźnym spojrzeniem, dając mu do zrozumienia żeby się zamknął.
- Możecie mnie nie obgadywać kiedy jestem obok?- do przedpokoju wkroczyła Kate z plikiem kartek w ręku, które po chwili wylądowały w jej wielkiej torbie. Podejrzewam, że gdyby się uparła to sama by się w niej zmieściła- Poza tym nie mam zamiaru się nigdzie przeprowadzać. Tak samo jak Gaba.
- A od kiedy to decydujesz gdzie mam mieszkać?- moja dziewczyna założyła ręce na piersi i czekała na wyjaśnienia.
- Dopóki ten tutaj...- wskazała palcem na mnie- ci się nie oświadczy, a twoi rodzice przestaną mnie prosić żebym miała na ciebie oko. Najwidoczniej oni też nie chcą zostać za wcześnie dziadkami, tak samo jak ja ciocią.
- A skąd moi rodzice wiedzą o Niallu?!
- Nie wiem. Nie wspominałaś może coś Adamowi?- zapytała zerkając na przyjaciółkę, jednocześnie zakładając kurtkę. 
- Zabiję go!- warknęła cicho Gabrysia, a tekściarka uśmiechnęła się pod nosem.
- Co złego to nie ja!- uniosła ręce w geście obronnym, po czym poklepała mnie po ramieniu.
- Nie denerwuj się Horan. Powiedziałam, że porządny z ciebie chłopak-  puściła do mnie oczko i chwyciła za klamkę, ale Gaba dalej stała w tym samym miejscu, tarasując jej drogę- Co?
- Może się chociaż pożegnasz? Skoro ty mnie pilnujesz, to ja zadbam o to, abyś nie straciła resztek swojego kulturalnego zachowania. 
Kate po chwili wpatrywania się w przyjaciółkę, odwróciła się na pięcie w naszą stronę i ze sztucznym uśmiechem na ustach odezwała się:
- Bardzo miło było was gościć w naszych skromnych progach. Mam nadzieję, że niedługo nas odwiedzicie.
- Pewnie, że tak!- odparł zadowolony Louis, na co brunetka wywróciła oczami. Chyba pora przypomnieć mu co znaczy "sarkazm".
- Nie wiem po co tyle zachodu z tym całym żegnaniem- odezwał się nagle Harry- Znając życie Gaba wpadnie dzisiaj do nas zaraz po tym jak wrócimy ze studia, podobnie jak Kate, która musi przyjechać żeby zabrać mnie na randkę- na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech, a Gabrysia otworzyła szeroko usta. Ups! Chyba zapomniałem jej o czymś wspomnieć... 
- Randka? Jaka randka?
Nasza kompozytorka próbowała coś powiedzieć, ale Styles ją ubiegł w wyjaśnieniach. Po jej minię wnioskuję, że nie spodobał jej się jego dobór słów.
- Bo widzisz... Twoja przyjaciółka zawarła ze mną pewien układ- zaczął, a brunetka o kręconych włosach schowała twarz w dłoniach- Obiecała, że jeśli będę wystarczająco przekonujący i uwierzy, że jestem w niej zakochany podczas śpiewania fragmentu naszego najnowszego singla to umówi się ze mną.
Wspominając to wydarzenie, dalej nie mogę uwierzyć, że Kate zaproponowała mu coś takiego. Gabrysia z oczami wielkości piłek do tenisa (co nie ujmuje im ich pięknego wyglądu) spojrzała na przyjaciółkę, która zaciskała mocno usta i starała się uspokoić żeby nie wybuchnąć.
- Naprawdę idziecie dzisiaj na randkę?- moja ukochana zapytała, kiedy wróciła jej zdolność mówienia po pierwszej fazie szoku. Tekściarka przytaknęła lekko głową i spojrzała wściekłym wzrokiem na chłopaka, którego miała zabrać dzisiaj na romantyczną kolację, czy co tam sobie wymyśliła.
- Obiecuję ci, że to będzie najgorsza randka twojego życia- posłała mu kolejne, gniewne spojrzenie i ponownie chwyciła za klamkę, otwierając drzwi. 
I nici z romantycznej kolacji...


Dom Simona Cowella

       Poranek w wykonaniu Gaby i chłopaków był doprawdy poruszający. "Możesz przestać? Przemawia teraz przez ciebie gniew na Styles'a". I co z tego? Po co się w ogóle odzywał na temat tej nieszczęsnej randki? "Ponieważ sama go na nią zaprosiłaś?" Ale nie musiał mówić tego przy Gabie. Nawet nie chcę myśleć jakie mi zgotuje przesłuchanie gdy wrócę do mieszkania... "Trzeba było nie wyskakiwać z taką propozycją" A może by tak to odwołać? "Nie!" 
  Niestety nie miałam szansy dokończyć sprzeczki z moim drugim Ja i zastanowić się czy zrezygnować z dzisiejszego spotkanie z pewnym irytującym chłopakiem. Zatrzymałam się przed średniej wielkości domem zbudowanym z brązowej cegły i rozejrzałam się dookoła. A więc to tak sobie pan pomieszkuje panie Cowell...
  Nie musiałam długo czekać żeby znaleźć się w środku. Kobieta w średnim wieku otworzyła mi drzwi i z ciepłym uśmiechem na ustach zaprosiła mnie do środka. Muszę przyznać, że inaczej sobie wyobrażałam miejsce gdzie mieszka jedne z największych producentów muzycznych w Wielkiej Brytanii. Spodziewałam się raczej mnóstwa designerskich mebli i gadżetów, a zamiast tego otaczają mnie spokojne wnętrza utrzymane w stonowanych, ciepłych kolorach. Udałam się za miłą blondynką na górę podziwiając w międzyczasie obrazy wiszące na ścianach, które w większości przedstawiały malownicze krajobraz i martwą naturę. Stanęłyśmy przed jednym z pokoi, z którego dobiegał stłumiony śmiech Simona. Kobieta zapukała delikatnie i weszła do środka, a ja podążyłam za nią. Cicho odchrząknęła anonsując nasze pojawianie się, kiedy on stał zwrócony do nas tyłem i rozmawiał przez telefon. Gdy w końcu nas dostrzegł skończył szybko rozmowę i podziękował, jak się okazuje Megan, za wskazanie mi drogi do jego domowego gabinetu.
- Ładnie tu- skomplementowałam pomieszczenie, w którym się znajdowaliśmy. Jest zupełnie inne niż to, które urządził sobie w Syco Music. Niewielkie biurko z ciemnego drewna, regał ustawiony w kącie, a na przeciwnej ścianie mała biblioteczka wypełniona po brzegi książkami. Nieco dalej stoi niewielka kanapa z brązowej skóry i fotel pasujący do kompletu.
- Dziękuję- odpowiedział zadowolony z mojej pochwały i wskazał na krzeseło wykonanych w starym stylu stojących przed jego biurkiem. A może to rzeczywiście jakiś antyk? Powoli podeszłam do jednego z nich i zajęłam miejsce- Cieszę się, że znalazłaś dla mnie trochę czasu- usiadł na przeciwko mnie i zamknął swojego laptopa żeby mnie lepiej widzieć- Może się czegoś napijesz?
- Piłam już kawę- grzecznie podziękowałam mając nadzieję, że to przyspieszy przebieg naszego spotkania.
- Jak się udał pobyt w Szwecji? Mam nadzieję, że był owocny w nowy materiał dla One Direction- spojrzał na mnie wyczekująco, pragnąc dowiedzieć się za ile jego nowy narybek zacznie przynosić dochody.
- Można to tak ująć- przechyliłam głowę i założyłam ręce na piersi- Myślisz, że się obijaliśmy?- uniosłam pytająco brew, a on oparł się plecami o swój wielki fotel.
- Znając twoje podejście od tematu pracy, a przede wszystkim do piątki, z którą zgodziłaś się pracować po ciężkich bojach, na pewno postarałaś się żebyś nie musiała spędzać z nimi więcej czasu niż to konieczne.
"Nie licząc tego, że z jednym z nich spała dwa razy w jednym łóżku? Faktycznie bardzo nie chciała się do nich zbliżać..." Masz szczęście, że cię nie słyszy!
- Może i nie chciałam, ale w pewnym sensie byłam zmuszona...- odpowiedziałam wymijająco, a on zaczął przyglądać mi się ze większą uwagą.
- Co masz na myśli?
- To, że mieszkali u mnie przez ostatnie kilka dni, ponieważ zalało im dom i nie mieli się gdzie podziać, ponieważ ty wygrzewałeś się na hawajskich plażach przy okazji nie obierając telefonów.
Simon wpatrywał się we mnie wielkimi oczami, a na jego twarzy po chwili zaczął pojawiać się tajemniczy, zwiastujący coś złego uśmiech.
- Pozwoliłaś im u siebie zostać?- przytaknęłam niepewnie głową, nie będąc pewna czy powinnam potwierdzić moje postępowanie- Czy to oznacza, że wasze relacje się poprawiły?
- Nie!- zaprzeczyłam szybko- Nasze relacje wciąż pozostają czysto zawodowe, a tak właściwie to już się zakończyły.
"Jasne. Pójście z jednym z nich na randkę uważasz za relację czysto zawodową?" Możesz mi nie przeszkadzać kiedy prowadzę rozmowy biznesowe?!
- Oczywiście- nie próbował podważyć mojego stanowiska, ale widziałam, że ma na ten temat zupełnie inne zdanie- Możesz mi wyjaśnić co znaczy, że twoja współpraca z tym zespołem się zakończyła? Nie bardzo rozumiem, co masz na myśli...
- Wczoraj skończyłam pisać obowiązujący mnie materiał na ich debiutancki album. Co więcej została nam do obróbki tylko jedna piosenka, ale tym spokojnie może zająć się ktoś inny, a ja na koniec ocenię czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
- Nagraliście już wszystkie cztery single?!- spytał zaskoczony.
- Z tego co pamiętam to podpisywałam umowę na trzy piosenki, a czwartą obiecałam załatwić od innego kompozytora- przypomniałam mu warunki naszej umowy- Niedługo się z nim skontaktuje i poproszę o przysługę w twoim imieniu.
Gdyby tylko wiedziała do kogo mam zadzwonić... Cowell przytaknął kilka razy głową, po przeanalizowaniu informacji, które mu przekazałam. Palcem wskazującym potarł parokrotnie o swoje pomarszczone czoło, po czym ponownie skupił na mnie swój wzrok.
- Chcesz coś jeszcze wiedzieć, czy mogę już iść?- zapytałam, przerywając ciszę panującą w gabinecie.
- Tak właściwie to mam dla ciebie jeszcze jedną propozycję.
Zaskoczona jego słowami, uniosłam do góry brwi. Jeszcze jedną?
- Mógłbyś bardziej sprecyzować co ci chodzi?
Simon poprawił się na swoim fotelu i splótł razem palce, opierając łokcie o blat biurka, nachylając się w moim kierunku. 
- Nie wiem czy wiesz, ale Helene Horlyck, którą zatrudniliśmy jako trenera wokalnego dla chłopaków strasznie się rozchorowała i na razie nie może z nim pracować.
- Słyszałam o niej. Przykro mi, że jest chora, ale dalej nie rozumiem gdzie moja osoba jest w tym równaniu...- albo zaczynam się domyślać i mam nadzieję, że jestem w błędzie.
- Cóż... Chciałabym cię prosić abyś do czasu jej powrotu przejęła jej obowiązki.
W mojej głowie momentalnie zaczęło krążyć  tysiące myśli. Jedne krzyczą "Tak! Zgódź się!", a drugie "Nie! Nie możesz tego zrobić!". Miałam taki mętlik, że nie mogłam się skupić na tym żeby przeanalizować to co przed chwilą usłyszałam. Po chwili udało mi się zepchnąć diabła i anioła, którzy siedzieli na moich ramionach, przekrzykując się wzajemnie.
- Czemu nie poprosisz o to Savana? Przecież jedzie z chłopakami w trasę w połowie lutego, a poza tym będzie z nimi szlifował do końca pozostałe utwory na album.
- Czy to nie oczywiste Kate?- westchnął delikatnie się uśmiechając, widząc, że nie dostrzegam tej oczywistości- Absolutnie nie ujmuję Kotechy jego zdolności nauczycielskich, ale oboje dobrze wiemy, że traktuje chłopaków bardziej jak przyjaciół, a nie swoich podopiecznych. Zupełnie inaczej ma się sprawa kiedy ty jesteś w pobliżu...
- Twierdzisz, że weszliby mu na głowę, natomiast mnie będą się słuchać i robić to co im każę?
- Dokładnie tak- odparł zadowolony, że zrozumiałam jego tok myślenia.
- Cieszę się, że uważasz, że dałabym sobie z nimi radę i możliwe, że tak by było, ale ostatnimi czasy stali się bardziej odważni i nie czują już wobec mnie takiego respektu. Przynajmniej niektórzy...- od razu przypomniałam się ostatni wybuch Styles'a w Szwecji. Przymknęłam oczy próbując odsunąć od siebie to nieszczęsne wspomnienie.
- Może zacznijmy nazywać rzeczy po imieniu...- obszedł swoje biurko i usiadł koło mnie na drugim krześle- Doskonale zdaję sobie sprawę, że Harry wkurza cię jak nikt inny, ale obiecuję, że tym razem dopilnuję, aby nie wykręcił żadnego numeru.
W momencie zaczęłam się histerycznie śmiać. Gdyby tylko wiedział co do tej pory się między nami wydarzyło nigdy w życiu nie składałby mi takich obietnic. 
- Masz moje słowo- dalej próbował zapewnić mnie, że osobiście będzie nad wszystkim czuwał.
- Tym razem to ja nie chcę ujmować ci twoich przywódczych zdolności i tego jak potrafisz kontrolować swoich ludzi, ale wierz mi nie uda ci się nad nim zapanować. On i tak powie i zrobi to co będzie chciał choćbyś mu zagroził, że wyrzucisz go z zespołu albo coś w tym stylu.
Cowell westchnął głośno i przetarł zmęczoną twarz dłonią. Z jednej strony było mi go żal. Stara się im pomóc żeby osiągnęli sukces, choć oczywiście ma w tym swój interes, a oni chyba nie do końca to doceniają. 
- Mogę dać ci odpowiedź dzisiaj wieczorem?- zapytałam, wstrzymując oddech i zastanawiając się co ja najlepszego wyprawiam.
- Zastanowisz się?!- w jego oczach pojawiły się iskierki radości.
- Taa...- mruknęłam pod nosem, jednocześnie mając ochotę podejść do ściany i przywalić w nią z całej siły głową. Nie wiem jaką wymyślę sobie karę jeśli się zgodzę.
  Po półgodzinnym przedstawianiu mi wstępnych warunków nowej umowy, Simon odprowadził mnie do wyjścia i pomógł założyć kurtkę.
- Cieszę się, że przystałaś na moje warunki- oparł się o framugę drzwi, wyraźnie z siebie zadowolony.
- Jeszcze się na nic nie zdecydowałam. Ustaliliśmy jedynie kilka szczegółów w razie gdybym się zgodziła- upomniałam go, a on wywrócił oczami.
- I tak się zgodzisz- puścił do mnie oczko i poklepał po ramieniu. Czy Simon Cowell właśnie do mnie mrugnął i klepnął?
- Zobaczymy...- odparłam marszcząc brwi. 
Wymieniliśmy pożegnalny uścisk dłoni, ale zanim wyszłam, musiałam znać odpowiedź na pytanie, które zaprzątało moją myśli przez większość spotkania.
- Savan wie o twojej propozycji?
- Oczywiście. Właściwie to on zaproponował żebym skontaktował się z tobą, gdy tylko dowiedział się o chorobie Helene.
- Aha...
  Spacerując ulicami zachodniego Londynu rozważałam wszystkie "za" i "przeciw" odnośnie umowy przedstawionej mi przez Simona. Zgodzić się czy nie? Jedno było pewne. Najpierw muszę rozmówić się z moim kochanym braciszkiem...

Dom Savana

       Otworzyć? Nie otworzyć? Jeśli otworzę to równie dobrze mogę strzelić sobie samobója. Powinienem pożegnać się najpierw z Aną? Może ona mnie obroni? A może Simon jej nic nie powiedział? 
- Długo masz zamiar tak stać przed drzwiami i pozwalać jej marznąć?- aż podskoczyłem słysząc głos mojej narzeczonej, która stanęła za mną z rękami na biodrach i rozbawieniem na twarzy.
- Może sobie pójdzie?- zapytałem z nadzieją w głosie, a ona wywróciła oczami.
- Jak sobie naważyłeś piwa to teraz je wypij- poczochrała mnie po włosach i pociągnęła za klamkę- Kate!
- Cześć Ana!- dziewczyny rzuciły się sobie na szyję i zaczęły mocno ściskać- Jak było na wycieczce?
- Cudownie! Moja nowa klasa jest wspaniała. Pozwól jednak, że najpierw zaproponuję Ci coś do picia, a potem wszystko opowiem.
- Jasne- zmarznięta brunetka uśmiechnęła się do niej przyjaźnie- Mogę prosić o herbatę?
  Ana udała się do kuchni zostawiając mnie z nią sam na sam.
- Cześć siostra...- zacząłem niepewnie, starając się rozgryźć jaki ma humor.
- Cześć braciszku!- ucałowała mnie w policzek i ruszyła w kierunku salonu. Powolnym krokiem podążyłem za nią i usiadłem na przeciwnym końcu kanapy- Co ciekawego robiłeś w Szwecji kiedy mnie nie było? Stęskniłeś się chociaż?
- Takie tam...- machnąłem ręką- Nic ciekawego. I oczywiście, że tęskniłem! Jak mógłbym nie tęsknić za moją ukochaną siostrzyczką?!
Kasia zaczęła przyglądać mi z rozbawieniem na twarzy. 
- Chcesz coś ode mnie, że jesteś taki miły?
- Ja?! No co ty!- zaprzeczyłem zdecydowanie zbyt nerwowo- Po prostu zawsze za tobą tęsknię nawet jak wiem, że jesteś oddalona ode mnie tylko trzy piętra w wytwórni- uśmiechnąłem się do niej szeroko, a ona pokręciła głową z politowaniem. Po chwili dołączyła do nas Ana, podając swojej przyszłej szwagierce kubek z gorącą herbatą i zajmując miejsce między nami.
- To jak było na tej wycieczce? Gdzie w ogóle byliście?- ciągnęła temat z korytarza Kasia.
  Po czterdziestu minutach słuchania historii, którą już znam od podszewki, z najmniejszymi szczegółami jak to mały Nick zwymiotował w trakcie pierwszych czterdziestu minut jazdy autokarem i jak mała Nicole przez większość czasu płakała za swoją ulubioną lalką, której zapomniała z domu, miałem dość. Nie rozumiem co w tym takiego zabawnego... Może to dlatego, że jestem facetem, bo najwyraźniej dziewczyny uznały, że to bardzo śmieszną historię.
- Jak poszło na spotkaniu z Simonem?- wtrąciłem się w ich niezwykle interesującą rozmowę na temat szkolnictwa. Przynajmniej tak mi się wydaje, bo przez ostatnie kilka minut nuciłem sobie coś cicho pod nosem. Mogłaby być z tego fajna piosenka... Muszę to gdzieś zapisać!
- Normalnie- Kasia wzruszyła ramionami, odkładając pusty kubek na ławę- Tak jak zawsze było profesjonalnie i nudno- wykrzywiła usta w grymasie, po czym spojrzała mi prosto w oczy- Ale jak ci coś powiem to padniesz!

Przełknąłem głośno ślinę i czekałem w napięciu na tą zaskakującą informację.
- Wyobraź sobie, że biedna Helene... wiesz która?- spytała, chcąc być pewna, że wiem o kim mówi. Skinąłem lekko głową, a ona kontynuowała dalej- Bidulka się strasznie rozchorowała i nie może na razie pracować z chłopakami. Naprawdę mi jej szkoda...- dodała ze smutkiem w głosie.
- Możesz przejść do sedna?- zirytowany jej okrężną odpowiedzią, zacisnąłem usta w wąską linię.
- Jejku... Co się tak spinasz?- spytała, ale nie czekała na wyjaśnienia- W związku z tym, znaczy się z chorobą Helene, zaproponował mi żebym zastąpiła ją do czasu jej wyzdrowienia. 
- Naprawdę?!- Ana udawała zaskoczoną, jednocześnie posyłając mi wymowne spojrzenie- Ciekawe skąd wpadł na taki pomysł. Przecież dałaś mu jasno do zrozumienia, że nie chcesz mieć już więcej do czynienia z One Direction.
- Wiesz, że też się nad tym zastanawiałam!- klasnęła w dłonie zadowolona, że ktoś myśli podobnie do niej. Kobiety...- Tylko nikt nie przychodzi mi do głowy...
- Może Paul?- zaproponowała winowajcę moja narzeczona, ale Kasia od razu odrzuciła ten pomysł.
- Niemożliwe. Cały czas ma urlop i pewnie nawet o tym nie wie.
- A chłopaki? Może oni sami to zaproponowali?
- Na pewno nie. Oni nie wiedzą którą skarpetkę założyć na prawą, a którą na lewą nogę. Nie podejrzewałabym ich o aż takie nadużywanie szarych komórek- zakpiła z nich, a ja nie mogłem już dłużej słuchać tych bezsensownych osądów.
- Wystarczy!- krzyknąłem wyrzucając ręce w górę. Dziewczyny spojrzały na mnie zszokowane- To ja! Ja powiedziałem Simonowi żeby prosił cię o jeszcze jedną przysługę- przyznałem się do winy, ale na mojej siostrze nie zrobiło to żadnego wrażenia.
- Wiem- odparła spokojnie.
- Wiesz?!
- Od razu pomyślałam o Tobie gdy tylko minął pierwszy szok, po usłyszeniu propozycji Cowella. Gdy się go o to zapytałam, potwierdził moje przypuszczenia.
- Czyli nie jesteś na mnie zła?
- A kto powiedział, że nie jestem?- spojrzała na mnie zdziwiona- Dobrze wiesz, że nie mam ochoty spędzać z nimi więcej czasu. Niestety jestem zmuszona dzielić się Gabą z Niallem, ale on nie jest taki zły, więc jakoś go przeboleję.
- A co ci się nie podoba w reszcie?- spytałem, choć poniekąd znałem odpowiedź.
Kasia przez chwilę milczała, zapewne zastanawiając się jak wyrazić swoją niechęć do pozostałej czwórki One Direction nie wyrażając się przy tym zbyt wulgarnie. Oczywiście Harry'ego mogła pominąć, bo dobrze wiedziałem co do tej pory nawywijał, ale reszta?
- Nie ważne...- odparła w końcu unikając odpowiedzi- Ostatecznie powiedziałam mu, że się zastanowię. 
- Naprawdę?!
- Tak. W końcu zaproponował mi taką kwotę, że byłabym głupia gdybym się chociaż nie rozważyła jego propozycji- wzruszyła ramionami.
- Ile?
Siostra spojrzała na mnie rozbawiona słysząc zaciekawienie w moim głosie.
- Nie powiem ci, bo jeszcze zażądasz podwyżki- puściła do mnie oczko i wstała z kanapy- Miło było was znów odwiedzić, ale muszę się zbierać.
Poszliśmy za nią do przedpokoju, a ja pomogłem założyć jej kurtkę. 
- Może wpadniesz jeszcze wieczorem?- zaproponowałem, mając nadzieję, że gdy przyjdzie uda mi się ją przekonać do zaakceptowania propozycji dalszej współpracy z chłopakami.
- Niestety, ale jestem już umówiona na wieczór- odparła unikając ze mną kontaktu wzrokowego.
- To znaczy? Nie możesz tego odwołać?
Kasia zerknęła no mnie kątem oka, potem na Anę, aż w końcu po kilku głębokich wdechach i grymasach na twarzy wyjawiła nam swoje plany.
- Idę na randkę ze Styles'em- powiedziała to tak cicho, że byłem niemal pewien, że się przesłyszałem. Dopiero kiedy oczy Any zaczęły przypominać wielkością talerze, dotarło do mnie, że z moim słuchem wszystko jest w jak najlepszym porządku.
- W sensie, że z Harry'm? 
- A znasz jakiegoś innego?- mruknęła zdenerwowana- Musiałam go jakoś zmobilizować do pracy, ponieważ nie był w nastroju do śpiewania romantycznych piosenek, więc po małej konsultacji z Louisem wpadłam na ten jakże genialny pomysł żeby zachęcić go do minimalnego zaangażowania. Teraz tego żałuję...
Stałem jak oniemiały. Dopiero po jakiejś minucie otrząsnąłem się i byłem w stanie zacząć wszystko przetwarzać.
- Skoro tego nie chcesz to po co to robisz?
Dziewczyna wzruszyła ramionami przeczesując mocno skręcone przez wilgoć włosy palcami.
- Może to dobra opcja żeby sprawdzić czy dam radę spędzić z nimi jeszcze trochę czasu? Jeśli wytrzymam z nim to resztę też jakoś przeżyję...- stwierdziła nie do końca przekonana co do słuszności swojej tezy.
- Może...- również wzruszyłem ramionami- Obiecaj mi tylko, że jeśli coś pójdzie nie tak od razu wrócisz do domu i nie będziesz się denerwować- podszedłem do niej i mocno do siebie przytuliłem widząc jej rozterkę nad tym czy na pewno powinna to zrobić.
- Dobrze- wtuliła się mocniej w moje ciało, a ja ucałowałem ją w czubek głowy.
- Grzeczna dziewczynka.

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Pierwszy raz w życiu widzę żeby Kasia tak długo szykowała się na randkę czy na jakiekolwiek inne wyjście. Zazwyczaj ograniczała się do pary ulubionych jeansów i bluzki z niedużym dekoltem twierdząc, że przecież strój nie jest najważniejszy.
  Siedziałam na jej łóżku i przyglądałam się jak co chwilę wciska się w kolejną parę spodni i wyrzuca z szafy stos bluzek i koszul, z których żadna nie nadaje się na wieczorne wyjście z chłopakiem, nawet gdyby miał to być zwykły wypad do baru z kumplem.
- Nie wierzę, że to robisz...- odezwałam się nagle, sama nie zdając sobie z tego do końca sprawy. Przyjaciółka zastygła z założoną jedną nogawką obcisłych, czarnych spodni.
- Przestań mi tak mówić, bo zaraz sięgnę po telefon i to odwołam- spojrzała na mnie zirytowana- Z tego co pamiętam to jeszcze godzinę temu byłaś tak tym podekscytowana, że chciałaś lecieć do sklepu po jakąś sukienkę dla mnie.
Uniosłam ręce w geście obronnym i nie kontynuowałam tematu. Zamiast tego podeszłam do komody, w której trzyma resztę swoich ciuchów i zaczęłam ją dokładnie przeglądać. Na samym dnie jednej z szuflad znalazłam sukienkę, którą podarowałam jej w tym roku na urodziny. Zadowolona ze swojego znaleziska, szturchnęłam Kasię w ramię, aby zwrócić na mnie swoją uwagę,a gdy w końcu odwróciła swój wzrok od wielkiego lustra i skupiła go na mnie, pomału z rosnącym uśmiechem na twarzy zaczęłam wyciągać je z szuflady. Przyjaciółka popatrzała na mnie jak na wariatkę.
- Nie ma mowy!- wyrwała mi z rąk czarny materiał i wrzuciła na dno szafy- Nie założę tego!
- Czemu?- spytałam kładąc dłonie na biodrach- Wiesz jak świetnie byś w tym wyglądała?
- Z tyłkiem na wierzchu...- prychnęła pod nosem i wróciła do przymierzania jednej z jej służbowych koszuli.
- Idziesz na randkę czy na spotkanie biznesowe?- zmierzyłam ją wzrokiem od góry do dołu. Chyba sobie ze mnie żartuje!
- Zależy, z której strony na to spojrzymy- stwierdziła obojętnie i zaczęła ściągać przez głowę jedwabną bluzkę.
Sięgnęłam do szafy po wrzuconą tam wcześniej sukienkę i stanęłam przed przyjaciółką wciskając jej ubranie do ręki.
-Nie kupiłam ci jej po to żeby leżała na dnie szafy, tylko po to żebyś mogła ją wykorzystać na taką okazję jak ta, więc nie dyskutuj i wkładaj!
Po kilku minutach marudzenia pod nosem i zarzekania się, że i tak nie wyjdzie z mieszkania w takim stroju, poszła do łazienki. Odetchnęłam z ulgą, siadając na łóżku i wywracając oczami komentując tym jej zachowanie. Gdy wróciła z powrotem nawet ja nie mogłam oderwać od niej oczu, a co dopiero zrobi Harry gdy ją zobaczy.
- Wyglądasz świetnie i tak seksownie!- klasnęłam w dłonie zadowolona, że mój prezent pasuje idealnie.
- Zakładam dres- odparła krótko, nic sobie nie robiąc z mojego zachwytu.
- Po moim trupie!- zastąpiłam jej drogę, aby nie mogła dojść do szafy- Wyglądasz zajebiście i nie pozwolę żebyś ubrała coś innego.
- Gabriello! Od kiedy ty używasz takich wulgarnych słów?- spytała autentycznie zdziwiona- Najwyraźniej ten cały Horan ma na ciebie jednak zły wpływ i za wcześnie go pochwaliłam...
- Odkąd nie umiesz podjąć jedynej właściwej decyzji, a Niall ma na mnie bardzo dobry wpływ- pokazałam jej język i ciągnąc ją za rękę z powrotem do łazienki posadziłam na małym taborecie- A teraz siedź, nie ruszaj się i pozwól, że sprawię iż Harry będzie jadł ci z ręki.
Uśmiechnęłam się do niej promiennie, a ona zamknęła oczy, biorąc głęboki wdech i dając mi znak ręką żebym zaczynała.

Dom One Direction

       Jeśli ktokolwiek mi powie, że to kobiety spędzają najwięcej czasu w łazience to zabiję go śmiechem lecz najpierw pokażę im Styles'a...
  Harry od półtorej godziny siedzi zamknięty w łazience i szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia co tam robi.
- Hazza żyjesz, czy utopiłeś się w tej wannie?!- waliłem mocno w drzwi, ale opowiadała mi głucha cisza- Jeśli zaraz stamtąd nie wyjdziesz to dzwonię po pomoc!- krzyknąłem jeszcze raz i zamachnąłem się żeby ponownie uderzyć w drewniana powłokę. Niestety nieoczekiwanie drzwi ustąpiły i zamiast trafić w nie, moja pięść zatrzymała się na policzku Loczka.
- O kurwa!- wrzasnąłem, zakrywając usta, podczas gdy przyjaciel stał w progu oszołomiony nagłym ciosem- Liam! Przynieś lód!
Z pokoju przy łazience wyskoczył Zayn, który najwyraźniej ucinał sobie popołudniową drzemkę, ponieważ wyglądał na bardzo zaspanego.
- Co wy tu wyprawiacie?!- warknął niezadowolony, że go obudziliśmy.
- Próbowałem zmusić tego głąba żeby wyszedł w końcu z łazienki, a gdy w końcu się na to zdecydował oberwał przez przypadek w twarz- wskazałem na chłopaka, który zaczynał odzyskiwać świadomość po uderzeniu.
- Ja głąb?! To ty jesteś największym idiotą jakiego świat widział!- warknął na mnie, jednocześnie popychając. W międzyczasie na piętro wbiegł Payne z kubłem lodu.
- Co się stało?!- spojrzał przerażony na Loczka, który ciskał we mnie błyskawice. 
- Ten debil mnie pobił!
- Wcale cię nie pobiłem!- tym razem to ja warknąłem na niego- Trzeba było się chociaż odezwać gdy dobijałem się do drzwi!
- Jak niby miałem to zrobić skoro myłem zęby?!
- Przestańcie!- krzyknął na nas Malik, którego najprawdopodobniej zaczynała już głowa boleć od naszych krzyków, sądząc po tym jak zaczął się za nią łapać- Daj mu Liam ten lód i niech idzie do swojego pokoju się szykować.
- A co ja mam zrobić z całym wiaderkiem?!
- A wsadź je sobie na głowę!-Zayn szturchnął go w ramię, a mocno wkurzony Harry zaczął mu oddawać.
- Weźcie się w garść, bo zaraz będzie miał jeszcze więcej siniaków!- nieporadnie próbował ich rozdzielić Li, jednocześnie starając się nie upuścić lodu. Postanowiłem mu pomóc i zaciągnąłem młodszego do jego pokoju.
- Weź się opanuj!- wepchnąłem go do środka i zamknąłem za nami drzwi. Po chwili dołączył do nas Daddy.
- Masz i przyłóż to do twarzy- podał mu kilka kostek, owiniętych ręcznikiem.
- Dzięki...- burknął pod nosem Harry i przeczesał dłonią jeszcze mokre po prysznicu loki.
- Wyglądasz na mocno zdenerwowanego- stwierdził zmartwiony.
- Prędzej zestresowany...- westchnął Loczek i opadł na łóżko.
- Przecież to tylko Kate.
- Dla ciebie to może i tylko...- mruknął zasłaniając nie objętą lodem część twarzy dłonią.
- Harry...- usiadłem obok niego i poklepałem go po ramieniu- Nie ma się co przejmować. Będzie świetnie!
- Louis czy ty się słyszysz?- spojrzał na mnie rozdrażniony- Powiedziała, że to będzie najgorsza randka mojego życia i zdziwiłbym się gdyby jej to nie wyszło.
- Nie dramatyzuj...- dołączył się do pocieszania go Payne- Kate nie jest taka zła, jak się większości wydaje. Ty po prostu miałeś zły start, ale dzisiaj możesz to naprawić- pociągnął go za rękę, sprowadzając do pozycji siedzącej- Weź się w garść i zacznij ubierać, jeśli nie chcesz jej przywitać w samym ręczniku.
- Może to nie byłby głupi pomysł...- zacząłem się poważnie nad tym zastanawiać.
- LOUIS!

       Coś jest nie tak. Kate nigdy się nie spóźnia, a jeśli już to zawsze wcześniej o tym wszystkich powiadamia. Nie wiem, który już raz zerknąłem na zegarek żeby sprawdzić która godzina.
- Harry mógłbyś nie panikować?- Liam niestrudzenie starał się mnie uspokoić- To tylko dziesięć minut. Na pewno zaraz się zjawi- uśmiechnąłem się do mnie niewyraźnie i ponownie skupiłem swój wzrok na drzwiach frontowych. 
- Gdy Kate cię zobaczy to padnie do tych stóp i będzie błagać żebyś uciekł z nią na koniec świata- poruszył wymownie brwiami Lou, poprawiając moją grzywkę.
- Naprawdę jesteś głupi...
- Może mi ktoś wyjaśnić czemu wszyscy siedzimy w przedpokoju?- spytał szczerze zainteresowany Zayn- Wiecie, że usłyszymy dzwonek z każdego miejsca w tym domu, prawda?
- Chcesz żeby Hazza zabił się zbiegając ze schodów?- odpowiedział mu pytaniem na pytanie Tomlinson, a przyjaciel oparł zrezygnowany głowę o ścianę. Po chwili dołączył do nas Niall ściskający w ręce miskę z popcornem. 
- A co wy tu tak czatujecie?- przeleciał po nas wzrokiem ze zdziwioną miną.
- Czekamy aż Kate przyjedzie po Harry'ego. Spóźnia się już... dwanaście minut- wyjaśnił mu Liam, a Niall przekręcił na bok głowę wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
- Przecież jest dopiero po siódmej, a dziewczyny będą o wpół do ósmej- stwierdził skonsternowany.
- Jak to?! Skąd wiesz?!- zerwałem się na równe nogi.
- Gabrysia do mnie pisała. Podobno Kate musiała jeszcze coś pilnie załatwić i prosiła żeby przekazać, że się trochę spóźni.
- Niall!- zacząłem zaciskać ręce w pięści tak, że kostki mi pobielały- Czemu mi wcześniej tego nie powiedziałeś?!
- Nie mówiłem?- zdziwił się- Myślałem, że wspominałem o tym kiedy ganiałeś bez spodni z pokoju do pokoju.
- Mówiłeś, że Gaba przyjedzie koło ósmej, ale nie raczyłeś wspomnieć, że razem z Kate.
- Sorry...- uśmiechnął się do mnie przepraszająco, cały czas pałaszując prażoną kukurydzę- Jakoś bardziej skupiłem się na odwiedzinach mojej dziewczyny niż twojej dzisiejszej randki.-machnąłem na niego ręką i pokręciłem zrezygnowany głową.
Nim zdążyłem wrócić do swoich rozmyślań nad tym jak będzie wyglądał dzisiejszy wieczór i czego powinienem się spodziewać po prawdopodobnie najgorszej randce świata, w całym domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Jak poparzony zerwałem się z małej szafki na buty i chciałem popędzić do drzwi żeby je otworzyć, ale zatrzymały mnie silne ramiona Louisa i Zayna.
- A tobie gdzie się tak śpieszy?- spojrzał na mnie rozbawiony Tommo.
- Zachowujesz się jak napalony nastolatek- skomentował moje postępowanie Malik.
- Przecież nim jest- spojrzał na niego z niezrozumieniem ten drugi. Nie pozostało mi nic innego jak grzecznie czekać i słuchać ich niedorzecznej wymiany zdań.
  Liam wraz z Horanem wpuścili dziewczyny do środka i spokojnie się z nimi przywitali, w trakcie gdy moja krew buzowała mi w żyłach. Czy on mógłby się w końcu odsunąć?! Na szczęście moja prośba została szybko wysłuchana, a moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok na Ziemi. Kate ubrana w elegancki czarny płaszcz, przewiązany w pasie paskiem podkreślał jej talię przez co dół okrycia układał się niczym średniej długości spódnica, sięgająca nieco ponad kolano. Całości dopełniały wysokie kozaki ze skóry i niewielkich rozmiarów kopertówka, którą trzymała w ręce. 
- Szczęściarz z ciebie Harry...- szepnął mi na ucho Louis, ale ledwie co docierały do mnie jego słowa, gdyż wszystkimi zmysłami byłem skupiony na dziewczynie w czerni.
W pewnym momencie nasze spojrzenia skrzyżowały się, a ja nie mogłem nic poradzić na szeroki uśmiech, który uparcie wkradał się na moje usta. Kate zdecydowanie łatwiej przyszło powstrzymanie się od okazywania nadmiernych emocji. Przynajmniej tak sobie wmawiałem, mając nadzieję, że ja działam na nią chociaż w minimalnym stopniu tak jak ona na mnie.
Wolnym krokiem podszedłem bliżej i ujmując jej dłoń, uniosłem ją do swoich ust i delikatnie ucałowałem wierzch.
- Ślicznie wyglądasz- szepnąłem tak, że tylko ona mogła to usłyszeć. Na jej policzki wpłynął delikatny rumieniec i od razu spuściła wzrok. Po kilku sekundach ponownie spojrzała na mnie spod swoich niesamowicie długich rzęs, przeszywającymi na wskroś zielonozłotymi tęczówkami, ale tym razem nie mogłem nic wyczytać z jej twarzy.
- Chyba ciężko to ocenić skoro nadal jestem w płaszczu- stwierdziła, a ja stałem jak zaczarowany, nie mogąc się ruszyć ani odezwać- Gotowy?- spytała wyciągając w moim kierunku swoją zmarzniętą rękę. Dopiero kiedy Niall lekko mnie szturchnął ocknąłem się i skinąłem twierdząco głową, dalej nie będąc w stanie wydusić z siebie ani słowa. Kate widząc moje dziwne zachowanie zmarszczyła lekko czoło i nie czekając na mój ruch ujęła mnie pod ramię i pociągnęła w kierunku wyjścia.
- Tylko wróćcie przed dziesiątą!- usłyszałem za naszymi plecami głos Gaby, której wtórował Lou ze swoimi głupimi żartami.
- Harry! Zapomniałem ci powiedzieć jak się zabezpieczać!
Brunetka zatrzymała się w miejscu, przez co ja zrobiłem to samo. Zerknęła przez ramię na tego błazna i uśmiechnęła się do niego słodko.
- Myślę, że damy sobie radę bez pana jakże pouczających lekcji, panie Tomlinson.
Również odrobinę się odwróciłem żeby zobaczyć jego minę, która była bezcenna. Szczęka opadła mu do podłogi, a oczy wyszły na wierzch podobnie jak reszcie. Sam zaskoczony spojrzałem na Kate, która puściła do mnie oczko i pociągnęła za sobą do czekającej na nas taksówki. 

Restauracja "Only for adults"

       Wysiedliśmy przed niewielką restauracją o dość niespotykanej nazwie. Spojrzałem na dziewczynę stojącą obok mnie, która tajemniczo się uśmiechała przez całą drogę, drążąc jedynie temat czemu mam podbite oko.
- Gotowy na najgorszą randkę w swoim życiu?- odezwała się cichym i spokojnym głosem, a ja wpatrywałem się w nią bez słowa- Chodź- pociągnęła mnie za rękę nie czekając na potwierdzenie z mojej strony. 
Weszliśmy do środka, a zaraz przy drzwiach przywitał nas niewysoki, starszy mężczyzna ubrany w brązowy garnitur w prążki. Zabrał nasze płaszcze i poprowadził do wcześniej zarezerwowanego przez Kate stolika. Kilka razy potknąłem się o własne nogi, nie mogąc skoncentrować się na żadnej innej czynności niż wpatrywanie się w jej ciało, osłonięte jedynie cienkim materiałem czarnej sukienki, którą pamiętałem z jej urodzin. Gaba trafiła w dziesiątkę!
Gdy zajęliśmy wskazane przez niego miejsca, zacząłem rozglądać się dookoła. Sala, w której się znajdowaliśmy wyglądała jakby była rodem wyciągnięta z lat sześćdziesiątych podobnie zresztą do gości siedzący przy innych stolikach. Ściany obite były drewnianą boazerią, a stoły nakryte serwetami w biało czerwoną kratę. Na środku każdego z nich stał zestaw paluszków i jedna paląca się świeczka. 
Spojrzałem na brunetkę wertującą zawzięcie menu, która zdawała się nie zauważać, że coś najwidoczniej jest nie tak.
- Kate...- szepnąłem do konspiracyjnie, a ona uniosła na mnie wzrok znad obszernej karty dań- Jesteś pewna, że to to miejsce?- zapytałem z nadzieją, że może to tylko jakiś głupi żart.
- Nie wiem czy zdołałeś zarejestrować zdarzenie sprzed chwili kiedy to odebrałam naszą rezerwację- opuściła plik kartek obity w ciemnobrązową skórę.
- Może jest jeszcze jedna osoba, która ma tak samo na imię jak ty?
- Mało prawdopodobne- odparła z uśmiechem na twarzy widząc moje niezadowolenie- Nie podoba ci się tutaj?
- Średnio się czuję otoczony ludźmi których średnia wieku jest zdecydowanie powyżej pięćdziesiątki- przyznałem, a ona przygryzła dolną wargę próbując się nie zaśmiać.
- Obiecałam, że to będzie twoja najgorsza randka- po raz kolejny mrugnęła do mnie okiem, a ja westchnąłem cicho, zdając sobie sprawę, że wszyscy bacznie się nam przyglądają. "Będzie ciekawie"- pomyślałem i z braku laku wziąłem się za wybieranie swojego zamówienia.

       Ledwo co udawało mi się zachować spokój i opanowanie gdy widziałam zakłopotanie malujące się na twarzy Styles'a. Żeby nie wybuchnąć śmiechem starałam się skupić na czymś innym, choć moje myśli nie odbiegały od jego osoby aż tak daleko. Muszę przyznać, że wyglądał niesamowicie w białej koszuli, rozpiętej pod szyją i ciemnych spodniach, dopasowanych do jego długich nóg. Zaraz po zdjęciu marynarki niedbale podwinął rękawy i zmierzwił swoje idealnie ułożone do tej pory włosy, które teraz tworzyły artystyczny nieład. W duchu dziękowałam Gabie za to, że namówiła mnie na założenie tej ultrakrótkiej sukienki, którą podarowała mi w prezencie. Czułabym się niezręcznie ubrana w jeden z moich służbowych zestawów podczas gdy on emanuje taką lekkością i swobodą. 
 Mój wzrok wodził za jego palcem, kiedy przesuwał nim po kolejnych kartach menu w poszukiwaniu dania, które chciałby zamówić. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że płycej oddycham obserwując jego ruchy i nasłuchując każdego pomruku, który przy tym wydawał.
Z mojego wewnętrznego świata, w którym znajdowałam się w muzeum i podziwiałam obraz przedstawiającego przystojnego chłopaka, o brązowych, kręconych włosach wyrwał mnie głos kelnerki.
- W czy mogę państwu służyć?- uśmiechnęła się do nas uprzejmie i z przygotowanym notesem i długopisem, cierpliwie czekała aż na coś się zdecydujemy. Styles skinął na mnie głową abym zamówiła pierwsza.
- Poproszę o risotto z kurczakiem, a do tego lampkę czerwonego wina.
- A dla pana?- kobieta zwróciła się do chłopaka, który ostatni raz zerknął na swoją kartę.
- Dla nie niech będzie polędwica wieprzow z puree ziemniaczanym.
Kelnerka poinformowała nas, że nasze dania powinny być gotowe za piętnaście minut, po czym zostawiła nas samych. Chcąc zapobiec niezręcznej ciszy, która zapewne za chwilę zapanowałaby między nami postanowiłam podjąć jakikolwiek temat.
- Koszula Malika?- spytałam, a Styles popatrzał na mnie zadziwiony.
- Czemu tak sadzisz?
- Kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem pożyczyłeś jego ciuchy- wzruszyłam ramionami sama nie wiedząc czemu zadałam tak głupie pytanie.
- Wziąłem od niego tylko koszulę, ponieważ nie sądziłem, że gdziekolwiek wyjdziemy się zabawić, dlatego też nie zabrałem nic swojego- wyjaśnił- A ta jest moja.
Skinęłam głową, dając mu do zrozumienia, że przyswoiłam tą informację. I co dalej? Coś czuję, że ten wieczór będzie mi się dłużył w nieskończoność.
- Gdzie wynalazłaś to miejsce?- tym razem to on zdecydował się pociągnąć rozmowę naprzód. 
- Moi dziadkowie tu przychodzili kiedy jeszcze żyli. Uważali to za najlepsze miejsce do zabawy dla ludzi w ich wieku- odparłam, a on uniósł rozbawiony brwi. Postanowiłam uciec od tego tematu- Nie podoba ci się?
- Impreza się rozkręca pełną parą, prawie jak na jakiejś stypie- wyraził swoją niezbyt pochlebną opinię zdecydowanie zbyt głośno, gdyż siedzące przy stoliku obok małżeństwo popatrzyło na niego spode łba, przez co się zmieszał. Zaśmiałam się cicho pod nosem widząc jego zakłopotaną minę, po czym uśmiechnęłam się do naszych dzisiejszych sąsiadów.
- Podobno później się rozkręca- wzruszyłam ramionami- Tak naprawdę to jestem tu pierwszy raz- przyznałam rozglądając się wokoło. 
- Następnym razem ja wybieram lokal- burknął.
- A kto powiedział, że będzie następny raz?- założyłam ręce na piersi i skupiłam na nim swój wzrok mrużąc lekko oczy.
- W razie gdyby był kolejny raz- poprawił się, a ja wywróciłam oczami. Do mojej głowy zaczęły się wkradać nieproszone myśli. Poszłabym z nim na jeszcze jedną randkę? Czy chcę żeby ta okazała się kompletną klapą?
- Jak ci minął dzisiaj dzień?- zaczął uważnie mi się przyglądać, a mnie kompletnie zaskoczyło to banalne pytanie. 
- Dobrze- odparłam patrząc na niego z taką samą intensywnością jak on na mnie- Miałam dzisiaj spotkanie z Cowellem, a potem odwiedziłam Savana i Anę.
- Po co byłaś się spotkać z Simonem?- wyraźnie zainteresowała go ta nowina.
- Wścibski pan jest, panie Styles- stwierdziłam, a on uniósł nieco dłonie nad stołem, unosząc przy tym jeden kącik swoich idealnie wykrojonych ust do góry.
- Cóż droga Kate... Nikt nie jest idealny, prawda?
Analizowałam przez chwilę jego słowa, próbując się w nich doszukać jakiegoś haczyka, ale po chwili postanowiłam sobie darować.
- Wasz producent zaproponował mi dalszą współpracę z wami- odpowiedziałam na wcześniej zadane przez niego pytanie, jednocześnie biorąc łyk wina, które w międzyczasie zostało podane do naszego stolika.
- Zgodziłaś się?
- Nie- pokręciłam przecząco głową, odkładając kieliszek- Powiedziałam, że muszę się jeszcze zastanowić.
- Naprawdę?- uśmiechnął się do mnie szerzej.
- Czemu miałabym cię okłamywać?
- Nie twierdzę, że mnie okłamujesz, tylko ciężko mi uwierzyć, że pomimo tego co do tej pory się wydarzyło...- urwał na chwilę zastanawiając się jak dokończyć to co ma na myśli- Tego co ja zrobiłem chcesz jeszcze rozważać jakąkolwiek propozycję czy umowę która obejmuje mnie w pakiecie.
Przyglądałam mu się przez chwilę lekko oszołomiona jego słowami. Nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego, choć sama jeszcze do końca nie wiedziałam czemu zdecydowałam się w ogóle wziąć taką opcję pod uwagę.
- Może teraz jest dobra pora abyś udowodnił mi, że jeśli się zgodzę to nie będę tego żałować?- zaproponowałam, a on pokręcił przecząco głową.
- Przykro mi Kate, ale nie mogę ci tego obiecać. Przy tobie zachowuję się nieobliczalnie i nie jestem w stanie kontrolować tego co robię czy mówię. Dlatego też nie chcę składać obietnic, których mogę nie dotrzymać i żałować, że dałem tobie i sobie nadzieję na to, że dam radę.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co. Nim udało mi się znaleźć odpowiednie słowa, wróciła kelnerka z naszymi daniami. Postawiła odpowiednia zamówienia przed każdym z nas i życząc smacznego ponownie zostawiła nas samych.
- Smacznego Kate- chłopak uśmiechnął się do mnie ciepło unosząc w górę swój kieliszek.

       Zjedliśmy kolację w ekspresowym tempie, a w restauracji zaczynało się robić coraz głośniej i tłoczniej. Dopiero teraz zauważyłem, że na samym końcu sali znajduje się nie wielka scena, na którą aktualnie zostały wnoszone różne sprzęty i oświetlenie. Czyżby impreza nie miała się jednak okazać stypą z okazji czyjejś śmierci?
Kate zainteresowana tym czemu się przyglądam, obróciła się na swoim krześle, po czym z uśmiechem na ustach spojrzała na mnie zadowolona.
- Mówiłam ci, że później będzie fajnie.
- To się dopiero okaże...- stwierdziłem upijając łyk wody- Mówiłaś, że twoi dziadkowie tu przychodzili...- za wszelką cenę chciałem wrócić do wcześniej zaczętego tematu.
Kate momentalnie się spięła i powoli zwróciła się w moim kierunku. Palcami jednej ręki bawiła się rogiem serwetki, a wzrok miała utkwiony w swoim kieliszku. Przez dłuższą chwilę siedziała nic się nie odzywając. Postanowiłem tak jak kiedyś dać jej czas i cierpliwie poczekać aż sama zacznie mówić. Wtedy dowiaduję się o wiele więcej.
- Tak...- mówiła tak cicho, że musiałem się nachylić w jej stronę żeby lepiej ją słyszeć poprzez zamieszanie panujące w pomieszczeniu- Przychodzili tutaj dwa razy w tygodniu potańczyć i zjeść coś dobrego. Byłam tu raz czy dwa jako mała dziewczynka, ale nie pamiętam tego za dobrze. Prawdopodobnie była to jakaś rodzinna impreza albo coś w tym stylu...- wzruszyła ramionami- Stare dzieje...- upiła trochę wina, a ja wpatrywałem się w nią zdumiony- O co ci chodzi?
Uniosłem ręce w geście obronnym nie chcąc jej zdenerwować. Jeszcze tego by brakowało, żebyśmy urządzili scenę w miejscu publicznym. Poza tym jeśli chciałem ją jeszcze kiedykolwiek zobaczyć i udowodnić, że możemy dalej razem pracować musiałem zważać na to co mówię i robię.
- O nic. Nie rozumiem tylko jak to możliwe, że twoi dziadkowie przychodzili tu tak często skoro jesteś Polką...- wyjaśniłem.
- To, że uważam Polskę za mój rodzinny kraj nie oznacza, że w stu procentach moje korzenie są z tamtego rejonu.
- To znaczy?- czy ona nigdy nie może powiedzieć czegoś wprost? Przynajmniej gdy się nie kłócimy?
- Jest wiele par i małżeństw, które nie pochodzą z tego samego kraju. Weźmy na przykład Gabę i Nialla. Z moimi rodzicami było tak samo- odpowiedziała nerwowo poruszając się na krześle. Najwyraźniej ten temat nie był jej ulubionym jak na pierwszą randkę.
- Mama?- spytałem, a ona westchnęła cicho.
- Tata.
Kate jest w połowie Brytyjką! A to ci nowina! Do głowy przychodziło mi teraz mnóstwo nowych pytań, tak że miałem poprosić kelnerkę o jej zeszyt i długopis, żebym mógł je wszystkie spisać i o żadnym nie zapomnieć. Jednak widząc wyraz twarzy brunetki siedzącej przede mną, który był pełen melancholii i smutku, odpuściłem sobie zbieranie dalszego wywiadu. Spośród wszystkich rzeczy, których chciałem się dowiedzieć musiałem wybrać najbardziej neutralne pytanie, aby nie zepsuć panującej jak dotąd miłej atmosfery. Może zapytam ją o pracę?
- Czemu zostałaś akurat kompozytorką, a nie na przykład aktorką?
- Aktorką?- spojrzała na mnie jak na wariata wyraźnie rozbawiona i bardziej rozluźniona.
- Świetnie ci idzie kłamanie, a to podobno cecha charakteryzująca najlepszych w branży filmowej.
Dziewczyna zaczęła się cicho śmiać i dopiero po chwili, którą umilił mi jej piękny głos, zdołała odpowiedzieć:
- Po porostu jestem w tym dobra- wzruszyła ramionami jakby to miło wszystko tłumaczyć- Poza tym moje życie tak się potoczyło, że spotkałam na swojej drodze odpowiednich ludzi, którzy pomogli mi na samym początku i tak już zostało.
- Masz na myśli Savana?
- Tak. Opowiadałam ci już tą historię- przypomniała mi. Nigdy nie zapomnę tej rozmowy, która jako jedna z niewielu w naszym wykonaniu była naprawdę spokojna.
- Ja uważam, że jesteś w tym świetna, a nie tylko dobra- posłałem jej komplement, a jej policzki znów lekko się zarumieniły.
- Dziękuję. Może to dlatego, że umiem słuchać ludzi...- zasugerowała do końca nie będąc pewna jaka jest prawda.
- I do tego świetnie znasz się na muzyce- dodałem, a ona pokręciła przecząco głową.
- Jestem samoukiem Styles. Zaczęłam grać na pierwszym instrumencie gdy miałam cztery lata i to bez niczyjej pomocy. Jak już zrozumiałam jego działanie i to co mogę z niego wydobyć brałam się za następny. Gorzej było z pianinem, ponieważ nie mieliśmy go w domu, więc godzinami przesiadywałam w szkolnej sali muzycznej, aż kiedyś mnie w niej zamknęli na noc- uśmiechnęła się na to wspomnienie, a ja od razu zacząłem wyobrażać sobie tą sytuację- Z reguły opierałam się tylko i wyłącznie na mojej intuicji. Nie miałam nauczyciela, który by mnie szkolił czy nawet książki. O dziwo najtrudniej przyszła mi nauka gry na gitarze. Ciężko było wywnioskować cokolwiek jedynie ze starych nagrań rockowych koncertów mojego taty. To był ostatni instrument, na którym nauczyłam się sama grać.
- Wow!- odparłem z podziwem- Naprawdę masz wielki talent!
- Jak już wcześniej mówiłam, zwalam to na garb muzycznej intuicji i podejmowania właściwych decyzji. Mając jakikolwiek talent nie oznacza to, że osiągniesz sukces. Sam powinieneś zdawać sobie z tego najlepiej sprawę...- dodała, a ja za nic nie wiedziałem o co jej chodzi. Przecież podpisaliśmy umowę z wytwórnią Syco Music, prawda?- Nie mówię konkretnie o tobie- kontynuowała widząc moje zdezorientowanie- Chodzi mi o innych uczestników programu, w którym brałeś udział. Naprawdę sądzisz, że wszyscy ci, którzy trafili chociażby tylko i wyłącznie do finału osiągną sukces i staną się sławni?- pokręciłem przecząco głową, a Kate wyraźnie zadowolona, że rozumiem co ma na myśli uśmiechnęła się do mnie ciepło- Jak już wcześniej wspomniałam, nie każdy kto ma talent skazany jest na sukces.
- A ty?- spytałem, nie odrywając od niej wzroku- Masz niesamowity talent, piękny głos i charakter, który jest wprost idealny do życia w tym szalonym świecie.
- To bardziej skomplikowane niż ci się wydaje- westchnęła jakby lekko zdenerwowana- Poza tym to jest mój wybór i nie mam zamiaru go zmieniać.
Sądząc po minie Kate, która już się słodko nie uśmiechała, a zamiast tego siedziała z głową odwróconą w drugą stronę uznałem temat za zakończony.
  W trakcie naszej rozmowy scenę wypełniło kilku starszych muzyków i jedna kobieta, która wyglądała na dobrze po sześćdziesiątce. Kilka par z sąsiednich stolików, udało się na środek niewielkiego parkietu i najwyraźniej oczekiwali aż zacznie się show, jakkolwiek mogłoby ono wyglądać w wykonaniu takich ludzi. Mam nadzieję, że nie będziemy musieli wzywać karetki gdy dostaną zawału z nadmiaru ruchu. 
 W końcu kapela, która miała dostarczyć nam dzisiaj rozrywki przywitała się serdecznie ze wszystkimi gośćmi i zapowiedziała, że dzisiejszego wieczoru zapewnią nam noc pełną dobre starej muzyki, ze świeżymi dodatkami. Czego innego mógłbym się spodziewać po grupie rencistów i emerytów? Jakoś ciężko mi sobie wyobrazić żeby coverowali tu Coldplay czy Lady Gagę. 
 Mężczyzna siedzący przy stoliku obok, którego żona od samego początku patrzyła na mnie z ukosa, po mojej zbyt głośno wypowiedzianej opinii na temat tego miejsca, podniósł się i podszedł do obserwującej tłum ludzi Kate. Muzyka zaczęła lecieć z głośników, a on delikatnie złapał ją za ramię. Dziewczyna nie spodziewając się czyjegoś dotyku, podskoczyła na krześle, po czym uśmiechnęła się promiennie do starszego mężczyzny.
- Panienka wybaczy, że przeszkadzam, ale wydaje mi się, że twój partner nie szybko zdecyduje się podnieść swoje młode dupsko i poprosić tak piękną dziewczynę do tańca, więc może ja mógłbym to zrobić. Byłby to dla mnie wielki zaszczyt- podkreślił jak bardzo będzie zadowolony z towarzystwa MOJEJ randki i wyciągnął do niej pomarszczoną dłoń.
Kate zerknęła na mnie kątem oka i widząc moje niezadowolenie z obrotu sprawy, chwyciła jego rękę i z gracją stanęła obok niego.
- Z przyjemnością!- zgodziła się, łapiąc go pod ramię- Może ty też znalazł byś sobie jakąś partnerkę- zwróciła się do mnie wskazując ruchem głowy na żonę złodzieja dam.
Niechętnie podszedłem do kobiety, ubranej w  elegancką jasnoróżową marynarkę i pasującą do niej spódnicę. Nałożyłem na twarz jedne ze swoich firmowych uśmiechów i stanąłem przy niej.
- Pani wybaczy, że przeszkadzam, ale pani mąż ukradł moją partnerkę. Może byłaby pani tak miła i pomogła mi się zemścić?- mrugnąłem do niej okiem, a ona spojrzała na mnie zbulwersowana.
- Nie boisz się, że dostanę ataku serca?- spytała z pogardą w głosie.
- Proszę mi wierzyć, znam się na pierwszej pomocy- pociągnąłem ją za rękę nie czekając na jej zgodę. Widocznie ze starszymi kobietami trzeba postępować bardziej dobitnie. 
 Poprowadziłem ją za sobą na parkiet i zająłem miejsce zaraz obok Kate i jej nowego partnera. Brunetka za wszelką cenę starała się ukryć rozbawienie, ale marnie jej to wychodziło. Mężczyzna objął ją w talii i zaczęli tańczyć niczym wyborowi tancerze. Dobra. Nie spodziewałem się, że dziadek będzie umiał się tak poruszać. Sunęli po całym parkiecie z jednej strony na drugą, a Kate nieustannie śmiała się i uśmiechała szeroko. Jeszcze nigdy nie wiedziałem jej takiej zadowolonej. Z jednej strony wdzięczny byłem jej nowemu partnerowi za pokazanie mi tej części jej osobowości, ale z drugiej wolałbym być na jego miejscu.
- Jeszcze raz mnie nadepniesz, a ja ci udowodnię, że znam się na samoobronie- kobieta odwróciła moją twarz w swoją stronę i posłała mi gniewne spojrzenie.
- Przepraszam najmocniej- wyraziłem swoją nieszczerą skruchę i starałem się nie spoglądać już więcej w kierunku Kate. Kogo ja oszukuję? To jest niewykonalne!
- Interesujące miejsce na randkę dla tak młodych ludzi- zagadnęła, a ja zaśmiałem się pod nosem.
- Tak się składa, że to ona mnie tu zaprosiła, chcąc żeby ten wieczór okazał się najgorszym w moim życiu- wyjaśniłem jej powód, dla którego tu jesteśmy, a ona spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami, otoczonymi małymi zmarszczkami dookoła.
- Może powinieneś jej pokazać jej, że nie ważne gdzie, z nią każda chwila będzie wyjątkowa?
Piosenka doszła do punktu kulminującego. Kate szalała w objęciach jej nowego partnera, a na sam koniec wykonała kilka obrotów, po czym mężczyzna przychylił ją delikatnie w tył. Dziewczyna ukłoniła się przed nim i wymieniła jeszcze kilka zdań. Nie czekając na specjalne zaproszenie podszedłem do nich i obejmując ją ramieniem, przyciągnąłem do siebie. Spojrzała na mnie zaskoczona, po czym przedstawiła mi faceta, któremu udało się mnie zdenerwować jak nikomu innemu w ciągu tych kilku minut.
- Poznaj Johna- wskazała na niego ręką, a on wyciągnął w moim kierunku dłoń. Wymieniliśmy mocny uścisk, a on zaczął się ze mnie śmiać.
- Nie musisz mi udowadniać kto tu jest silniejszy- poklepał mnie po ramieniu- Jedyne co musisz zrobić to szybciej podejmować trafne decyzje inaczej nie tylko ja sprzątnę ci ją sprzed nosa- uśmiechnął się ciepło do Kate, a ona odwzajemniła się mu tym samym- Choć przyznam, że dobrze wiedzieć, że potrafię jeszcze oczarować tak młode i piękne dziewczyny- puścił do niej oczko, powodując się pojawienie się rumieńcy na jej policzkach.
Na szczęście John wrócił do swojej żony, która nie była aż tak zadowolona z tańca ze mną i najwyraźniej postanowiła dać upust swoim emocją, krzycząc na męża jak mógł zostawić ja z takim "kołkiem" jak ja. Nie zwracając uwagi na to co dzieje się dookoła, przyciągnąłem Kate bliżej do siebie obejmując ją w talii i ujmując jedną dłoń.
- Zazdrosny?- spytała z rozbawieniem.
- Jak jasna cholera!- przyznałem, a ona pokręciła z politowaniem głową- Nigdy więcej mnie nie zostawiaj.
Dziewczyn spojrzała na mnie zaskoczona słysząc moje słowa. Sam zacząłem się zastanawiać czy gdzieś podświadomie nie ukryłem w nich jakiegoś drugiego znaczenia. Po chwili zdałem sobie sprawę, że nie chcę żeby mnie opuszczała nawet na jeden taniec. Chciałem z nią spędzać każdą wolną chwilę i za nic w świecie nie dopuszczałem do siebie myśli, że musiałbym dzielić się nią z kimś innym. Nigdy.

       Wróciliśmy z Margaret do naszego stolika i popijaliśmy słodkie, czerwone wino. Trzymałem cały czas moją ukochaną żonę za rękę. Robiłem to od przeszło czterdziestu lat i dalej uważam to za moje ulubione zajęcie. Choć czasem bywa irytująca i strasznie szybko się denerwuje, nie zamieniłby jej na żadną inną kobietę na świecie. Nikt nie jest idealny i każdy ma jakieś wady. Nie przeskoczymy tego choćbyśmy nie wiem jak bardzo tego chcieli. Dlatego też musimy nauczyć się kochać nie tylko za to co sprawia, że uśmiechamy się na widok drugiej osoby, ale przede wszystkim za to co w nas w nich wkurza i doprowadza do szału.
- Czemu to zrobiłeś John?- Margaret obróciła się w moją stronę dalej obrażona za to, że zostawiłem ją na pastwę młodzieńca o imieniu Harry.
- Musiałem pomóc temu chłopakowi dostrzec co może stracić jeśli się nie weźmie w garść- uśmiechnąłem się do niej przepraszająco i ucałowałem w policzek- Gdyby twój brat nie sprawił czterdzieści lat temu, że byłbym o ciebie zazdrosny to kto wie czy bylibyśmy tutaj razem.
- Pamiętam. Byłeś wściekły jak osa, gdy zobaczyłeś nas tańczących razem na weselu naszych znajomych. Nie dałeś sobie wytłumaczyć, że to tylko mój brat- uśmiechnęła się na to wspomnienie i ścisnęła mocniej moją dłoń- Po dwóch tygodniach oświadczyłeś mi się, argumentując swoje zachowanie tym, że nie pozwolisz żeby ktokolwiek zabrał mnie ci sprzed nosa.
- Prędzej bym się zabił niż pozwolił komuś zbliżyć się do ciebie- odparłem całkiem poważnie.
- Myślisz, że im się uda?- spytała wskazując ruchem głowy na młodą parę wirującą na parkiecie. 
Zacząłem im się uważnie przyglądać. Chłopak obejmował dziewczynę ciasto w talii, a ona zaciskała dłonie na jego karku. Na twarzach obojga widniał delikatny, niewinny uśmiech. Harry co chwilę szeptał coś do ucha Kate, która śmiała się pod nosem, wtulając się w jego ciało jeszcze bardziej. Wyglądali razem niesamowicie. On wysoki, dobrze zbudowany, w białej koszuli i czarnych spodniach. Ona w obcisłej małej czarnej na wysokich obcasach. Ich zdjęcia spokojnie mogłyby się znaleźć na okładce czasopisma modowego. Jednak to nie ich wygląd zewnętrzny skupiał na nich uwagę wszystkich gości w restauracji. Czuć było od nich ciepło, pożądanie i gorące uczucie, które wypełniało salę po brzegi. Gdyby tylko zdawali sobie z tego sprawę, spokojnie mogliby nazwać to miłością. 
Westchnąłem cicho wracając wspomnieniami jeszcze raz do przeszłości kiedy to ja poczułem się tak pierwszy raz. Zerknąłem kątem oka na moją żonę, która wpatrywała się w nich z uśmiechem na twarzy.
- Myślę, że tak.

- Nie przesadzaj...- wywróciłem oczami, a Kate zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem- Nie mieszkało się z nami aż tak źle!
- Ciekawe co byś powiedział gdyby u ciebie za ścianą cały czas ktoś skakał i się darł- prychnęła wyprzedając mnie o kilka kroków- Naprawdę Simon powinien otworzyć cyrk zamiast wytwórni. Bylibyście główną atrakcją! Pięć małp nazywających się One Direction. Gdybyście skakali w tą samą stronę po drzewach na pewno byłaby to wyjątkowo chwytliwa nazwa.
Zacząłem rechotać słyszeć jej propozycję nie do odrzucenia. Skąd ona bierze takie pomysły?
- Poza tym gotowanie było dla was prawdziwą udręką!- wymieniała dalej co jej się nie podobało podczas naszego pobytu w jej mieszkaniu- Ten nie je tego, ten tamtego, Louis najchętniej pałaszowałby marchewki na każde danie, w każdej możliwej postaci, a do tego dwójka największych głodomorów świata, czyli Gaba i Niall, którzy są wiecznie głodni. I ty mi chcesz wmówić, że było super?!
- Teraz przynajmniej możesz sobie wpisać do CV, że jesteś zawodową kucharką, która potrafi przyrządzić obiad dla całego tabunu wojska- mrugnąłem do niej, a ona wywróciła oczami- Poza tym gdybyś pozwoliła mi coś przygotować nie musiałabyś tego wszystkiego robić.
- Po moim trupie! Moja kuchnia, więc ja w niej gotuję.
- Ale podczas konkursu pozwoliłaś mi z niej skorzystać...- wypomniałem jej, a ona zacisnęła usta w wąską linię, wiedząc, że mam na nią haczyk.
- To tylko wyjątek potwierdzający regułę- odparła, wkładając ręce do kieszeni.
  Spacerowaliśmy pustymi ulicami Londynu. Dookoła nie było ani jednej żywej duszy, a chodniki oświetlały żółte światła lamp. Spojrzałem na Kate, która szła przy moim boku ze spuszczonym wzrokiem, nucąc coś cicho pod nosem. W jej obecności cisza nie była tak krępująca jak przy innych. Wydawało mi się to naturalne, że od czasu do czasu musimy zagłębić się we własnych myślach i zapomnieć o otaczającym nas świcie.
- Ta randka wcale nie okazała się najgorszą w moim życiu- odezwałem się, wyciągając rękę Kate z jej kieszeni i splatając nasze palce razem.
- Nie?- spytała zaskoczona moim postępowaniem- Cholera- dodała, a ja nie mogłem się nie uśmiechnąć.
- Powiedziałbym nawet, że była najlepsza na jakiej do tej pory byłem.
- Podwój cholera- teraz i ona zaczęła się śmiać, a ja napawałem się tym pięknym dźwiękiem- To jak wyglądała twoja najgorsza randka?
- Zaprosiłem kiedyś dziewczynę do domu na kolację. Uparłem się, że sam coś ugotuję, więc moja mama postanowiła wyjść z domu z tekstem, że nie chce patrzeć jak niszczę jej kuchnię. Moja randka przyszła w ślicznej sukience, a ja nie mogłem oderwać od niej wzroku. Wszystko szło świetnie, dopóki nie przypomniałem sobie podczas naszej długiej rozmowy o wstawionej do piekarnika zapiekance. Gdy wbiegłem do kuchni nic nie było widać od kłębiącego się w niej dymu. Sąsiedzi zadzwonili po straż pożarną, a moja siostra wypomina mi to do dzisiaj- jęknąłem, przypominając sobie jak Gemma wspomina o tym przy każdej możliwej okazji.
- Może i najgorsza, ale za to na długo zapadnie ci w pamięci- skomentowała Kate śmiejąc się głośno.
- A co się wydarzyło podczas twojej najgorszej randki?
- Do tej pory nie chodziłam na randki- przyznała, a ja spojrzałem na nią zaskoczony- Powiedziałabym raczej, że po prostu spotykałam się z różnymi chłopakami. Za każdym razem kończyłam naszą znajomość kiedy sprawy zaczynały się komplikować. Uważałam, że wszystko i tak skończy się tragicznie, dlatego decydowałam się odejść, zanim ktoś odejdzie ode mnie.
- Ktoś cię kiedyś zranił?- spytałem, ściskając mocniej jej dłoń i chowając do swojej kieszeni, przez co musiała iść bliżej mnie.
- Musiałbyś bardziej sprecyzować swoje pytanie, ale można tak powiedzieć- odparła- Podobno przeżywamy w życiu dwie miłości- pierwszą i prawdziwą. Ja mam pierwszą za sobą, a na prawdziwą nie liczę.
Jej słowa obijały się echem w mojej głowie. Jak może tak sądzić?!
- Tylko dlatego, że coś nie wyszło, nie można zakładać, że nikt inny nie jest warty twojego uczucia. Miłość jest byt ważna żeby ją porzucić i spędzić bez niej resztę swojego życia.
Dziewczyna uniosła do góry głowę i uśmiechnęła się do mnie smutno. Miałem wrażenie, że uważa iż kompletnie nie rozumiem o co jej chodzi. Może rzeczywiście tak było.
- Widzisz Harry... Tak bardzo boję się stracić coś co kocham, że wolę nie kochać niczego i nie wyastawiać się na niepotrzebny ból i rozczarowanie.
- To nie ty decydujesz czy kogoś lub coś pokochasz. To samo przychodzi...- stwierdziłem pewien swoich słów. Gdybym tylko miał wybór postarał bym się o niej zapomnieć zaraz po naszej pierwszej kłótni żeby nie sprawić jej tyle przykrości i zawodu.
Kate nie odezwała się już ani słowem, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić, mając tyle nowych informacji na jej temat.
- Wiesz, że pierwszy raz zwróciłaś się do mnie po imieniu?- zagadnąłem, a ona spojrzała na mnie zaskoczona.
- Naprawdę?- przytaknąłem i uśmiechnąłem się do niej szeroko.
- Podoba mi się jak brzmi z twoim akcentem- przyznałem, a ona zaczęła w kółko powtarzać moje imię, przekształcając je i robiąc przy tym śmieszne miny. Zastąpiłem jej drogę i przyciągnąłem ją do siebie obejmując w pasie.
- Tak bardzo chciałbym cię teraz pocałować...- powiedziałem wstrzymując oddech i opierając swoje czoło o jej.
- Wiem Harry...- odparła mocno zaciskając oczy- Problem jest tylko taki, że ja nie całuję się na pierwszy randkach.
- Tylko?!- podniosłem głowę i spojrzałem na nią zaskoczony.
- Oficjalnie już z wami nie pracuję, a kolejnej umowy jeszcze nie podpisałam.
Nie wiedziałem co mam zrobić. Czy to oznacza, że mogę w końcu spełnić największe marzenie mojego życia i zaspokoić pragnienie, które narastało we mnie od dnia, w którym ją poznałem? Czy może nie powinienem robić nic żeby nie stracić jej zaufania, które uzyskałem podczas dzisiejszego wieczoru? Jedno było pewne. Musiałem jakoś wykorzystać tą sytuację, bo inaczej żałowałby tego do końca życia.
- W takim razie może powinniśmy pójść na mały kompromis- uśmiechnąłem się do niej tajemniczo, powoli zbliżając jej twarz do swojej. Gdy znajdowałem się dosłownie milimetry od jej bladoróżowych warg, przekręciłem lekko głowę i złożyłem długi, delikatny pocałunek w kąciku jej ust. Czekałem czy może sama wykona jakiś ruch, ale ona stała nieruchomo, wstrzymując oddech. Odsunąłem się od niej nieznacznie i potarłem kciukiem dolną wargę.
- Następnym razem nie daruję ci tak łatwo...

Z cyklu ogłoszenia parafialne ;)

Cześć!

  Po pierwsze chciałam bardzo przeprosić, że jestem taka beznadziejna i okrutna. Pod ostatnim rozdziałem zapomniałam wam gorąco podziękować za wasze głosy w konkursie, który rozgrywa się na stronie www.spis1d.blogspot.com! Następnie dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i prawie 50 tys. wyświetleń! Pamiętam jak cieszyłam się z pierwszego tysiąca biegając po pokoju jak głupia (choć czasami dalej to robię), to teraz nie wiem co zrobię gdy dobijemy do tej magicznej liczby... W ramach mojej wdzięczności, że dalej mnie znosicie, kolejny rozdział będzie najdłuższy (to już oficjalne!) ze wszystkich i mam nadzieję, że spodoba wam się spojrzenie na głównych bohaterów z nieco innej perspektywy ;)
  Rozdział pojawi się ok. godziny 13-14. Mam nadzieję, że wytrzymacie jakoś do tego czasu :)

Pozdrawiam!
Kate G.
Xx.

P.S. UWAGA! Zanim zasiądziecie to tej lektury, zjedzcie, wypijcie i skorzystajcie z toalety, bo czytanie może wam trochę zająć ;)

2 grudnia 2013

32

Mieszkanie Kasi i Gaby

       To naprawdę zabawne jak dziewczyna, która potrafi poradzić sobie w pracy z dorosłymi ludźmi, poruszając ważne biznesowe tematy, chowa się pod kołdrą, próbując uniknąć konwersacji ze swoją najlepszą przyjaciółką. 
- Nie denerwuj mnie i wyłaź! Chyba nie myślisz, że uwierzę, że jeszcze śpisz po tym jak zagwarantowałam ci dość głośną pobudkę- pociągnęłam za narzutę i próbowałam ją z niej ściągnąć- Obiecałaś mi, że porozmawiamy!
Kasia odsłoniła kawałek swojej twarzy i przeczesała ręką włosy, próbując doprowadzić je do porządku. Z marnym skutkiem.
- Ja? Ja ci nic nie obiecywałam!- zarzekała się po raz kolejny.
- Po co się bronisz skoro i tak cię to nie ominie? Nie lepiej załatwić to od razu i po bólu?
Przyjaciółka spojrzała na mnie "wystraszonym" wzrokiem i naciągnęła kołdrę wyżej.
- Co ty masz mi zamiar zrobić, że będzie bolało?- spytała, a jej oczy zaczęły wypełniać się łzami. Gdyby nie była taka dobra w tym całym komponowaniu to wysłałabym ją na casting do jakiegoś filmu.
- Tajemnica. Będziesz grzeczna i powiesz mi wszystko jak na spowiedzi to okażę ci mą łaskę- odpowiedziałam poważnym głosem, krążąc wokół jej łóżka niczym kat czekający na dokonanie egzekucji. Kasia uniosła się na łokciach i z głupim uśmiechem na twarzy zaczęła mi się przyglądać.
- Serio? "Okażesz mi swą łaskę"?- zacytowała moje słowa i przygryzła wargę żeby się nie zaśmiać, na co ja wywróciłam oczami- Dobrze moja pani...- poprawiła się, opierając plecy o wezgłowie łóżka- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko.
- Tak wszystko, wszystko?- dopytywała się, co wzbudziło nieco moje podejrzenia. No tak! Stary trik...
- Możesz pominąć część gdzie się urodziłaś i co robiłaś przez wszystkie lata swojego życia, ograniczając się jedynie do ostatnich dwóch tygodni, a konkretnie do twojego pobytu w Szwecji.
- To i tak będzie bardzo długa historia...- westchnęła, przekręcając głowę w bok i wyglądając przez okno.
- Mi się nigdzie nie śpieszy, a tobie?- podniosłam szybko rękę, gdy zobaczyłam, że Kasia ma zamiar odpowiedzieć, co równałoby się z próbą wykręcenia się z naszej szczerej rozmowy- To, że musisz jechać do studia z chłopakami się nie liczy, więc nawet  nie próbuj używać tego argumentu, bo i tak nic nim nie wskórasz- ostrzegłam ją, na co wywróciła oczami i zrobiła jakąś niewyraźną minę, demonstrując tym swoje niezadowolenie. 
- Faktycznie jesteś dzisiaj dla mnie bardzo łaskawa. Ciekawe czy Blondynek też ma u ciebie takie fory... 
- Niezła próba, ale i tak nie uda ci się zmienić tematu. Lepiej zacznij mówić już teraz, jeśli chcesz dzisiaj wyjść z pokoju.
- Przerwiesz mi chociaż raz to przestaję, jasne?- pogroziła mi palcem.
- Nie pisnę nawet słówka!- uśmiechnęłam się do niej, czując narastające we mnie podekscytowanie. W końcu się dowiem co zaszło w Sztokholmie!
- Jasne...- mruknęła cicho pod nosem, po czym wzięła głęboki oddech- No to zaczynamy...

       Zdziwienie? Zaskoczenie? Zdumienie? Nie wiem jakim słowem mogłabym opisać to co czuję po wysłuchaniu opowieści Kasi, ale przyznam, że zabrakło mi słów. Przyjaciółka siedziała cicho ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w swoje palce, którymi nerwowo bawiła się od piętnastu minut. Ani razu na mnie nie spojrzała podczas przedstawiania swojej wersji wydarzeń, co zdecydowanie utrudniało mi odczytanie jej emocji odnośnie tego co wydarzyło się w ciągu tych kilku dni. A wszystko wskazuje na to, że wydarzyło się wiele...
 Przekręcałam głowę z jednej strony na drugą, przyglądając się jej spokojnej postawie i zastanawiając się od czego zacząć moje przesłuchanie. Próbowałam poukładać sobie te wszystkie nowe, wprawiające mnie w osłupienie informacje i zdecydować co wywołało największy szok, ale Kasi najwyraźniej nie spodobał się mój wybór...
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?- przyjaciółka spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami i pokręciła z niedowierzaniem głową- Bardziej interesuje cię fakt jak wylądowałam z półnagim Styles'em w łóżku niż to jak zerwałam z Tomkiem?! Jesteś nienormalna!
- Musisz przyznać, że to jest bardzo zaskakująca wiadomość!- broniłam swojej reakcji, choć w gruncie rzeczy było to rzeczywiście trochę nie na miejscu.
- Może i jest, ale to nie jest najważniejsze co się wtedy wydarzyło, nie sądzisz? Gaba! Zakończyłam mój jedyny poważny związek, a ty mi tu wyskakujesz z taką, nic nie znaczącą głupotą?!- spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Przepraszam, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek pozwolisz mu się zbliżyć do siebie na bliżej niż dwa metry,w dodatku na czas dłuższy niż jedna piosenka. Tymczasem spędziłaś całą noc, wtulona w jego ciało...
- Możesz tego tak nie koloryzować?- przerwała mi zanim na dobre się rozpędziłam- Czemu zawsze wszystko musi sprowadzać się do jego osoby?!- zapytała bardziej samą siebie niż mnie.
- Masz coś konkretnego na myśli?- dziewczyna zastygła w miejscu, szybko zaprzeczając- O Boże! Wydarzyło się coś jeszcze?!
- Oczywiście, że nie! Skąd taki pomysł?- zaczęła się podnosić, ale przytrzymałam ją w miejscu i spojrzałam prosto w oczy.
- Mów albo zrobię coś głupiego, jak na przykład pobiegnę do Harry'ego i powiem mu, że nie możesz przestać o nim myśleć- uśmiechnęłam się bezczelnie, a Kasia uniosła do góry jedną brew i cicho się zaśmiała.
- Nie zrobisz tego...- odparła. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyłam pospiesznie w stronę drzwi, a Kasia gdy zorientowała się co robię, rzuciła się na mnie, chcąc mnie zatrzymać. Ostatecznie obie wylądowałyśmy na ziemi, upadając na porozrzucane przez nią po podłodze rzeczyi. 
- Wszystko w porządku?! Co wy tam robicie?- usłyszałyśmy głos Nialla dobiegający z drugiej strony.
- Powiedz Harry'emu, że...
- Zamknij się!- dziewczyna zakryła mi usta dłonią, za co została ugryziona- Auć! Zwariowałaś?!
- Co się tam dzieje?!- do nasłuchiwania pod drzwiami dołączył się Liam.
- Nic!- dziewczyna odkrzyknęła im, zaciskając mocniej dłoń na moich ustach- Jak będziesz cicho to wszystko ci powiem- szepnęła mi na ucho, a ja zgodziłam się przytakując lekko głową.
  Gdy byłam już wolna, obie wróciłyśmy na swoje dawne miejsca. Cierpliwie czekałam aż przyjaciółka w końcu się odezwie, ale najwyraźniej nie była skłonna do zaczęcia bez odpowiedniej zachęty.
- Masz trzy sekundy albo idę do chłopaków. Raz... Dwa...
- Już, już! Zastanawiam się tylko od czego zacząć.
- Najlepiej od początku- zaproponowałam, za co zostałam obdarowana spojrzeniem typu "No co ty nie powiesz?"
- Więc...
- Nie zaczyna się zdania od "więc"- zwróciłam jej uwagę, co wywołało pojawienie się oznak rosnącej irytacji.
- To moja historia zatem pozwól, że zacznę ją tak jak mi się podoba- odparła lodowatym tonem, a ja uniosłam ręce do góry- Więc... Wczoraj sama z siebie poprosiłam Styles'a o pomoc w przygotowaniu kolacji dla ciebie i Horana. To znaczy zapytałam czy mógłby pojechać z Alex'em po zakupu, ale jakoś tak wyszło, że został już do końca. 
Teraz nie wiem czy wizja Loczka bez koszulki w jednym łóżku z Kasią jest dalej tym co najbardziej mnie zaszokowało, czy jednak wyciągnięcie przysłowiowej ręki w jego stronę jest bardziej przełomowym momentem w ich życiu.
- I?- zagadnęłam, aby skłonić ją do kontynuowania. 
- I jakoś tak wyszło, że...
- Po prostu to powiedz!- teraz to ja zaczęłam się irytować jej ciągłym przeciąganiem.
- Prawie się pocałowaliśmy.
Myślałam, że już mnie nic więcej nie zaskoczy? Byłam w wielkim błędzie pisanym przez wielkie "w".
- Dwa razy- dodała, a ja zapewne zrobiłam tak duże oczy, że gdybym zobaczyła się w lustrze umarłabym ze strachu. Szczęka opadła mi do podłogi i za nic nie chciała wrócić na swoje dawne miejsce.
- S-słucham?- wydukałam, przełykając głośno ślinę i nie odrywając od przyjaciółki wzroku- Jak to dwa razy? I czemu prawie?!

- Cóż... Pierwszy raz przerwał nam twój ukochany, który wszedł w ostatnim momencie do kuchni gdzie byłam w trakcie udowadniania Styles'owi, że mój kurczak jest dobry bez żadnych ulepszeń.
- Kocham go, ale gdy stąd wyjdziemy, lepiej żeby nie był w zasięgu moich rąk- odparłam poważnie, a Kasia uśmiechnęła się lekko pod nosem- To był pierwszy raz. A drugi?
- Gdy już wyszliście, zastaliśmy żeby posprzątać. Zaczęliśmy rozmawiać i w pewnym momencie powiedział, że mnie nienawidzi- ściszyła nieco głos, a na jej twarzy pojawił się cień smutku.
- Na pewno nie miał tego na myśli...- ujęłam jej dłoń w swoją i uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Wiem tylko nie wiem czemu gdy sobie o tym przypomnę to...
- Jest ci przykro?- podpowiedziałam, a przyjaciółka przytaknęła.
- Mniejsza z tym. W każdym bądź razie zamiast odpowiedzieć, poprosił mnie do tańca, padła jakaś głupia wymiana zdań i w pewnym momencie zapadła cisza, spojrzeliśmy sobie prosto w oczy...
- Jezu! I?!- podskoczyłam podekscytowana, zanim przyjaciółka zgasiła moją euforię, przypominając mi o tym, że przecież do niczego nie doszło. Chociaż zależy, z której strony się na to spojrzy.
- Nic. W ostatnim momencie odsunęłam się i poprosiłam żeby tego nie robił.
- Co?! Jak mogłaś to zrobić?! Znaczy się nie zrobić tylko powiedzieć?! Zwariowałaś?- zaczęłam wymachiwać rękoma we wszystkie strony i chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Uspokój się. Pytasz się jak? Normalnie. Ja nawet nie "mogłam" tylko "musiałam". To jest mój podopieczny...
- Och skończ już z tym podopiecznym!- krzyknęłam, na co lekko podskoczyła, zaskoczona moją reakcją- Jest między wami taka chemia, że moglibyście pół Londynu wysadzić w powietrze, a ty mi się tu wypierasz tego wszystkiego tylko dlatego, że razem pracujecie?! Jesteś najbardziej popieprzoną osobą jaką znam. Jak można wypierać się takiego uczucia?
- Gaba w życiu nie jest tak jak w twoich książkach.. To nie jest romans, w którym każda historia kończy się zdaniem "żyli długo i szczęśliwie" pomimo kłopotów, które napotkali wcześniej- próbowała mi wyjaśnić sytuację w jakiej się znajdują, ale ja nie mogłam przyjąć tego do wiadomości.
- Prawda jest taka, że to tylko i wyłącznie twoja wina.
- Moja? O czym ty mówisz?
- O tym, że gdybyś tylko chciała mogłabyś być chociaż odrobinę bardziej szczęśliwa, pozwalając innym, a konkretnie Harry'emu na zbliżenie się do ciebie.
- Że co?! 
- Nie chcesz być z nikim blisko, ponieważ boisz się, że ktoś cię zrani albo odejdzie, a tego byś nie przeżyła.
Kasia wpatrywała się we mnie przez chwilę, po czym spuściła wzrok i wygrzebując się spod kołdry, zarzuciła na ramiona bluzę i wyszła z pokoju. Pobiegłam za nią i chwytając jej ramię, obróciłam w swoją stronę.
- Powiedz mi, że te wszystkie rzeczy, małe gest i zbliżenia między tobą, a Harry'm nic nie znaczyły i nie chciałabyś czegoś więcej.
Między nami zapanowała grobowa cisza, a gdy przyjaciółka otworzyła usta żeby coś powiedzieć, w przedpokoju pojawił się Zayn wraz z Louisem. Po prostu świetne wyczucie czasu!
- Wow...- Malik wzdrygnął się na widok dziewczyny- Co ci się stało Kate?
- Miałam ciężką noc- odpowiedziała, nie spuszczając ze mnie swoich przeszywających na wskroś zielonych tęczówek.
- Czy ja czasem nie słyszałem imienia Loczka?- Lou poruszył wymownie brwiami, za co został spiorunowany moim spojrzeniem. Najwyraźniej reszta usłyszała nasze małe zamieszanie i dołączyła się do konwersacji.
- Co znowu ja?- Harry wychylił się zza pleców przyjaciela przecierając jeszcze zaspane oczy.
- Dziewczyny cię obgadują- poinformował go Zayn, a ten od razu się obudził, jednak zanim zdążył zacząć drążyć temat do rozmowy wtrącił się Liam.
- Kate, co ci się stało w rękę?- podniósł jej dłoń na wysokość swoich oczu, gdzie odbiły się ślady moich zębów.
- Gaba mnie ugryzła- wyjaśniła i zwróciła się w stronę Nialla, który stał obok- Lepiej się zastanów czy na pewno chcesz być z taką bestią. Ja bym się bała o własne życie- wskazała na mnie ruchem głowy, a chłopak lekko się do mnie uśmiechnął. 
  Kasia ruszyła w stronę łazienki ignorując żarty na temat mojej wampirzej natury ze strony chłopaków. Jeszcze raz zatrzymałam ją w miejscu i czekałam na odpowiedź na wcześniej zadane przeze mnie pytanie. Przyjaciółka cicho westchnęła i zerknęła za swoje ramię na Harry'ego.
- Tak. Znaczyło.

Kawiarnia Monmouth Coffee

       Nigdy bym nie przypuszczała, że z taką ochotą zgodzę się na spotkanie z dziewczyną mojego byłego chłopaka. Gdy zobaczyłam nieznany numer na wyświetlaczu mojego telefonu, niechętnie przyłożyłam urządzenie do ucha, ale słysząc głos Caroline po drugiej stronie, proponujący mi spotkanie czułam, że los w końcu się do mnie uśmiechnął. Wolałabym być w każdym innym miejscu na Ziemi, byleby tylko nie w mieszkaniu, gdzie Gaba zadaje trudne pytania, Styles obserwuje każdy mój ruch, a reszta przeskakuje wzrokiem z niego na mnie i na odwrót. 
  Weszłam do ciepłego pomieszczenia, a moje nozdrza wypełnił zapach świeżo mielonej kawy. Wokół było pełno ludzi, którzy zawzięcie dyskutowali na przeróżne tematy, przez co kawiarnię wypełniał jeden głośny gwar. Sprawdziłam jeszcze raz wiadomość z adresem, którą dostałam od Caroline, aby upewnić się, że nie pomyliłam adresu, ale zanim zdążyłam rozejrzeć się za nią drugi raz, usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Obróciłam się w tamtą stronę i zauważyłam szatynkę, machającą do mnie z drugiego końca sali. Przepraszając ludzi, których mijałam przy okazji obijając się o nich moją wielką torbą, w końcu znalazłam się przy wcześniej zajętym przez dziewczynę stoliku. Wyglądała dokładnie tak jak ją zapamiętałam. Włosy spięte miała z boku głowy w idealnego koka, a na jej twarzy gościł ten sam przyjazny i ciepły uśmiech co za pierwszym razem gdy się spotkałyśmy. Ubrana w sweter o ostrym, różowym kolorze i białe spodnie, znacząco wyróżniała się spośród tłumu, na który składali się głównie biznesmeni w garniturach z aktówkami stojącymi koło nogi. Jak  mogłam jej wcześniej nie zauważyć? 
- Mam nadzieję, że nie musiałaś długo na mnie czekać- odezwałam się jako pierwsza zerkając na zegarek żeby sprawdzić czy jestem na czas.
- Przyszłam niedawno i szczerze powiedziawszy to udało mi się zająć stolik w ostatniej chwili.
- Ciężko znaleźć miejsce w tak zatłoczonych miejscach, dlatego ich nie lubię- wyraziłam tylko swoją opinię, ale Caroline najwyraźniej źle mnie zrozumiała.
- Jeśli ci się tu nie podoba możemy iść gdzieś indziej- zaproponowała szybko, odsuwając się od stolika- Powinnam się zapytać czy pasuje ci...
- Spokojnie- pociągnęłam ją za rękę, żeby ponownie usiadła zanim zdążyła sięgnąć po swój płaszcz- Tutaj jest dobrze. Chodziło mi tylko o to, że z reguły nie mam czasu na to żeby czekać aż zwolni się stolik, dlatego decyduję się na kawę na wynos. Skoro już udało ci się wywalczyć dla nas miejsce to nie możemy go tak łatwo oddać- uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła mój gest, siadając na przeciwko mnie- Poza tym nich sobie te gbury z wielkich korporacji trochę poczekają. Jeszcze się przyzwyczają, że wszystko się im należy jak psu buda...
- Jaka buda?- dziewczyna spojrzała na mnie z niezrozumieniem.
- To takie polskie powiedzenia- wyjaśniłam- Na pewno je jeszcze kiedyś usłyszysz. Jedno z ulubionych Tomka.
Nie byłam do końca przekonana czy wspominanie o nim było na miejscu, ale tak naprawdę o czym innym mogłabym z nią rozmawiać? Nic innego nas nie łączy oprócz niego. 
- Nawet mi nie przypominaj. Co chwilę rzuca jakimiś tekstami, których za nic nie jestem w stanie zrozumieć. 
- Też tak miałam- przyznałam, wspominając jak kłóciłam się z nim o to czy jakaś złota myśl faktycznie istnieje, czy przed chwilą sam ją wymyślił- Chyba już nikt go tego nie oduczy.
- Chyba nie. Ale w końcu kocha się nie tylko za zalety, ale też za wady, prawda?- dziewczyna wbiła we mnie swoje piwne tęczówki otoczone gęstą ramką z mocno wytuszowanych czarnych rzęs. 
- Podobno. Niestety nie wszyscy tak uważają.
- Świat nie jest idealny- odparła, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Nasza rozmowa schodzi na bardzo filozoficzne tematy- zwróciłam nam obu uwagę, a Caroline przyznała mi rację.
- Rzeczywiście. Chyba powinnyśmy porozmawiać o czymś innym- zgodziłam się skinieniem głowy i w tym momencie zapanowała niezręczna cisza, którą na szczęście po chwili przerwał męski głos informujący, że nasze zamówienie jest do odebrania. Spojrzałam zdziwiona na szatynkę, która wstała i po chwili wróciła do stolika z dwoma filiżankami kawy. 
- Tomek mi powiedział jaką lubisz, więc pozwoliłam sobie zamówić też dla ciebie- odpowiedziała na moje niezadane jeszcze pytanie.
- Dziękuję- odebrałam od niej gorący napój i upiłam łyk- To może powiesz mi co u was słychać i jak podoba ci się Londyn?- zaproponowałam, chcąc uniknąć krępującej sytuacji sprzed chwili.
- Londyn jest piękny, chociaż i tak Paryż jest na pierwszym miejscu i chyba nigdy nie spadnie z tej pozycji. Pewnie dlatego, że tam się wychowałam i czuje do tego miasta pewien sentyment- uśmiechnęła się szerzej wspominając o swoim rodzinnym mieście, przez co zaczęłam się zastanawiać kiedy ja ostatni raz byłam w moim prawdziwym domu- Poza tym poznałam kilka osób ode mnie z uczelni i muszę przyznać, że są bardzo sympatyczni. Trochę się bałam, że nie będę mogła się tu z nikim dogadać.
- W razie czego masz Tomka i... mnie- dodałam niepewnie, co nie umknęło nad wyraz spostrzegawczemu oku Caroline.
- Dziękuję, ale nie musisz tego robić. Wiem, że to wszystko jest pokręcone i pewnie nawet nie chciałaś się ze mną spotkać, ale zrobiłaś to ze względu na Tomka.
- Uwierz mi...- wtrąciłam się- Jesteś dzisiaj dla mnie zbawieniem. Spędziłabym jeszcze chwilę w moim mieszkaniu i mogłoby się to skończyć ludobójstwem.
Dziewczyna zaczęła się śmiać słysząc moją wypowiedź. Najwyraźniej już nie bierze tak na poważnie tego co mówię. W sumie to dobrze, bo szlag bym mnie trafił gdybym musiała jej co chwilę uświadamiać, że połowa z tego co mówię to tylko żarty.
- W takim razie cieszę się, że udało mi się uratować kilka ludzkich istnień.
- Zdecydowanie powinni ci podziękować- przyznałam, a ona poprosiła o nazwiska osób, do których ma się zgłosić po zadośćuczynienie.
  Dalej rozmowa potoczyła się dość płynnie i naturalnie nie licząc momentów kiedy to Caroline chciała widzieć więcej na mój temat. Po raz kolejny na pytanie czym się na co dzień zajmuję odpowiedziałam, że jestem kurierem. Czemu musiałam wybrać sobie akurat taki beznadziejny zawód kiedy One Direction zapytało się mnie o to pierwszy raz? Tak czy inaczej zdecydowałam, że lepiej brnąć dalej w tym samym kłamstwie niż później zastanawiać się komu sprzedałam jaką wersję. Na szczęście dziewczyna szybko zorientowała się, że nie przepadam za opowiadaniem o sobie, a Tomek najwyraźniej nie zdradził jej większych szczegółów.
- A może wpadłabyś do nas?- wypaliła nagle, a ja zrezygnowałam z kolejnego łyku kawy- Proszę! Nawet nie wiesz jak Tomek strasznie przeżywa to, że tak dawno się ze sobą nie widzieliście. Zaczął nawet podejrzewać, że go unikasz.
- Oczywiście, że go nie unikam!- oburzyłam się, choć po części to prawda- Po prostu mam teraz strasznie dużo pracy i ledwo znajduję czas na to żeby coś zjeść,a co dopiero na to żeby gdzieś wyjść...
- Rozumiem, ale chyba pracujesz na jakieś zmiany albo masz chociaż jeden dzień w tygodniu wolny? Jeśli nie to lepiej przejdź się do swojego szefa bo tak być nie może!- uderzyła pięścią w stół, a kobieta siedząca obok nas, spojrzała na nas z pogardą. 
  Klasyczna sytuacja, w której żadna z możliwości wykręcenia się z tarapatów nie jest na tyle satysfakcjonująca żeby wybrać ja bez wahania. Opcja numer jeden- powiedzieć Caroline, że tak naprawdę sama dla siebie jestem szefem, a godziny pracy ustala tylko i wyłącznie moja wena. Oczywiście to rozwiązanie odpada już w przedbiegach. Opcja numer dwa- zgodzić się na odwiedzenie swojego byłego w mieszkaniu gdzie mieszka teraz ze swoją nową dziewczyną i udawać, że wcale nie przeszkadza mi ich okazywanie uczyć na moich oczach. Na to też nie jestem jeszcze gotowa.
- To jak Kate? Odwiedzisz nas niedługo?- szatynka uśmiechnęła się szeroko, zachęcając mnie do przystania na jej propozycję. Nie wierzę, że to mówię...
- Jasne. Może być w przyszłym tygodniu?
- Pewnie!- klasnęła uradowana w dłonie, przez co kobieta po naszej lewej ponownie posłała nam lodowate spojrzenie- Zadzwoń tylko wcześniej żebyśmy zdążyli przygotować coś dobrego do jedzenia i takie tam...- machnęła ręką, uradowana, że udało jej się mnie namówić na spotkanie, a ja uniosłam lekko kącik ust do góry, udając, że jestem równie podekscytowana co ona.
  Caroline z pasją opowiadała o swoich zajęciach artystycznych na uczelni, gdy w końcu zdecydowałyśmy się opuścić kawiarnię i udać się każda w swoją stronę. Żegnałyśmy się dobre dziesięć minut gdyż dziewczyna miała jeszcze co chwilę coś do dodania i kilkanaście razy musiała mi powtórzyć, że mam przyjść do niej i do Tomka w przyszłym tygodniu. Za każdym razem gdy to słyszałam mój żołądek ściskał się mocno i bałam się, że może to się źle skończyć dla jej skórzanych kozaków. Na szczęście sms od Liama z zapytaniem za ile pojawię się w studiu uratował mnie przed publicznym upokorzeniem. "Szczerze" przeprosiłam i oznajmiłam, że muszę już lecieć do pracy, co pozwoliło mi się uwolnić od Caroline. Gdy zniknęła za rogiem, odetchnęłam z ulgą i w końcu się rozluźniłam. Zdecydowałam, że przyda mi się jeszcze jedna kawa na wynos zanim pójdę do wytwórni. Weszłam z powrotem do środka zatłoczonej kawiarni i ustawiłam się w kolejce czekając aż będę mogła złożyć zamówienie. Przede mną stało dwoje młodych ludzi. Mężczyzna donośnie próbował uświadomić dziewczynie obok niego, że sukienka, którą kupiła na przyjęcie z okazji zaręczyn jego brata jest piękna, a co najważniejsze ona wygląda w niej zabójczo. Jak to zwykle bywa, kobieta miała inne zdanie na ten temat. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc ich wymianę zdać, aż w pewnym momencie, Nick (tak miał na imię chłopak) ujął w dłonie twarz swojej dziewczyny i powiedział najpiękniejsze słowa jakie chyba kiedykolwiek w życiu słyszała.

"Nie interesuje mnie czy pójdziesz na to przyjęcie w kiecce za sto funtów czy w dresie. 
To nie twoje ciuchy czy fryzura czynią cię piękną. Wystarczy, że będziesz się uśmiechać  w ten swój słodki i nieśmiały sposób. To właśnie sprawia, że jesteś piękna!

  Podobnie jak inni kliencie w kolejce, obserwowałam scenę rozgrywającą się przed mną. Nie mogłam przestać powtarzać ostatnich słów wypowiedzianych przez tego faceta. Nagle doznałam olśnienia i rezygnując z kolejnej dawki kofeiny wybiegłam na zewnątrz, wyjmując telefon i nagrywając wszystko to co przychodziło mi na myśl. Ludzie oglądali się za mną i pewnie myśleli, że postradałam zmysły gdy pędziłam  jak szalona zatłoczonymi ulicami Londynu w kierunku wytwórni Syco Music.

Siedziba Syco Music, studio nagraniowe

       W oczekiwaniu na pojawienie się Kate razem z chłopakami postanowiliśmy zająć się czymś pożytecznym. No dobra. Może gra w piłkę nożną nie jest niczym co mogłoby nam pomóc w nagraniu pierwszego albumu, ale Louis słysząc propozycję Nialla, tak zapalił się do tego pomysłu, że nie było mowy o tym abyśmy zajęli się czymś innym. Po krótkiej kłótni między Liamem, a Harry'm na temat tego, który ma być bramkarzem, zaszczyt ten przypadł Styles'owi. 
  Od dobrej godziny biegaliśmy z piłką po korytarzu, korzystając z tego, że byliśmy jedynymi osobami na piętrze. Za którymś razem Tommo tak mocno kopnął piłkę, że wylądowała na drugim końcu holu. Harry zaoferował się, że po nią pobiegnie, najprawdopodobniej zdając sobie sprawę z tego, że i tak padło by na niego. Niall krzyknął do niego żeby się pośpieszył, na co ten obrócił się i pokazał mu środkowy palec. Nawet nie wiem kiedy Kate wybiegła zza rogu i z impetem wpadła na Loczka, przewracając się i lądując na nim. 
- Żyjecie?!- Payne pomógł podnieść się dziewczynie, a ja pociągnąłem staranowanego przyjaciela za rękę i postawiłem go na nogi. 
- Widzieliście mój telefon?!
Tekściarka zachowywała się tak jakby zupełnie nic się nie stało i rozglądała się dookoła szukając czegoś, za to przyjaciel energicznie pocierał ręką tył głowy. Jakby tego było mało, oboje w tym samym momencie zauważyli zgubę Kate i równocześnie schylili się po urządzenie, które leżało pod nogami Louisa, przez co zderzyli się głowami. Styles cicho jęknął, a dziewczyna chwyciwszy swój telefon, pobiegła do studia. Poszliśmy za nią nie wiedząc co się dzieje. Gdy weszliśmy do środka dziewczyna siedziała w kurtce, nucąc pod nosem i zapisując coś na kawałku kartki z prędkością światła. 
- Kate...- odezwał się Liam, ale brunetka podniosła do góry dłoń, dając mu znać żeby jej nie przerywał. 
  Każdy z nas po cichu znalazł sobie miejsce i czekał co będzie dalej. Kilka razy popatrzeliśmy po sobie z chłopakami, ale za każdym razem kończyło się to wzruszeniem ramionami przez jednego z nas, albo miną w stylu "Nie mam zielonego pojęcia o co chodzi". Po kilku minutach, Kate obróciła się kilka razy wokół swojej własnej osi na fotelu, po czym przeleciała wzrokiem po naszych twarzach. Uśmiechnęła się triumfalnie jakby właśnie coś wygrała i oparła się plecami o oparcie krzesła.
- Wiecie... Czasami jest tak, że to nie nasza wyobraźnia, a życie pisze najlepsze scenariusze- zaczęła swój filozoficzny monolog, a ja wywróciłem oczami.
- Możesz konkretniej powiedzieć co masz na myśli?- zapytałem, chcąc się jak najszybciej dowiedzieć co się takiego wydarzyło, że nie przejęła się tym, że prawie zabiła Harry'ego.
- Otóż panie Malik, byłam dzisiaj świadkiem sceny, którą większość ludzi na świcie uznałaby za romantyczną i to obudziło we mnie skrywane w moim wnętrzu pokłady weny.
- Właśnie słyszę...- burknąłem pod nosem poirytowany.
- Możesz sobie mówić co chcesz, ale i tak nie uda ci się wytrącić mnie z równowagi- spojrzała na mnie z leniwym uśmiechem na ustach i odetchnęła głęboko. 
- A tak konkretniej to co to oznacza?- dołączył do rozmowy Niall.
- To moi drodzy, że mam dla was ostatnie dwa single- odpowiedziała zadowolona, a my otworzyliśmy szeroko oczy ze zdziwienia. Popatrzyłem na każdego z chłopaków z osobna. Wbrew temu czego można było się spodziewać na twarzy żadnego z nas nie zagościł uśmiech, ani nawet odrobina ekscytacji. 
- W sensie, że dwa ostatnie?- dopytywał się Lou, a Kate przytaknęła głową, zdezorientowana naszą reakcją.
-Nie cieszycie się?- zapytała zaskoczona, nie rozumiejąc czemu nie skaczemy z radości pod sam sufit. 
  Żaden z nas się nie odezwał, a Styles wyraźnie posmutniał. Twierdząc, że musi się przewietrzyć wyszedł na zewnątrz. Jego śladami podążył Tommo, zapewne chcąc się upewnić czy wszystko z nim w porządku. 
- Ktoś mi może wytłumaczyć czemu się tak zachowujecie? Z reguły gdy ogłaszam taką nowinę wszyscy się cieszą i nie mogą się doczekać, aż nagramy przygotowane przeze mnie kawałki.
- My naprawdę się cieszymy tylko...- zaczął Liam, nie do końca wiedząc jak ubrać w słowa to co chciał powiedzieć.
- Tylko co?
- Kilkakrotnie powtarzałaś i dawałaś nam do zrozumienia, że po nagraniu ostatniego singla odejdziesz i zostawisz nas samych- dokończyłem za przyjaciela. 
Dziewczyna kilkakrotnie otwierała i zamykała usta, próbując jakoś odpowiedzieć, ale przez dłuższy czas każda próba kończyła się fiaskiem. 
- Przecież będzie z wami Savan i inni...
- Ale my chcemy ciebie.
Odwróciliśmy się jednocześnie w stronę drzwi, w których stał Harry z Louisem. Bezpośredniość Styles'a wprawiła mnie w osłupienie. Najwyraźniej postanowił postawić wszystko na jedną kartę i mówić dokładnie to co ma na myśli. Jeszcze tylko brakuje żeby jej się tu oświadczył...
- Dobrze wiedzieliście, że podpisujemy umowę tylko na trzy utwory. Prędzej czy później i tak musielibyśmy się pożegnać- brunetka zaczęła przypominać nam na co się pisaliśmy na początku naszej znajomości. 
Harry podszedł do niej i przyklęknął przed nią. Naprawdę myślałem, że zaraz palnie coś głupiego w stylu "wyjdziesz za mnie?", ale na szczęście zebrało mu się tylko na małe wyznania i wspominki.
- To musisz być ty i tylko ty. Już ci to kiedyś mówiłem. Pamiętasz?- czy on właśnie zacytował kawałek naszej pierwszej piosenki?
Dziewczyna spojrzała na niego wielkimi oczami, ale szybko odwróciła wzrok. Sięgnęła za siebie po swoją torbę i wyciągnęła z niej jedną płytę po czym podała ją Loczkowi.
- Wasz przedostatni singiel. Odsłuchajcie go, nauczcie się, a ja pójdę do innego studia nagrać podkład pod What Makes You Beautiful. Tak notabene tak właśnie będzie nazywała się wasza ostatnia piosenka nagrana ze mną. Myślę jednak, że powinniście ją wybrać na debiutancki singiel, ale ostateczna decyzja należy do was.
- Kate posłuchaj...- przyjaciel próbował ją jeszcze zatrzymać, ale ona nie chciała go słuchać.
- Gdy wrócę nagramy obie piosenki jeśli starczy nam czasu. A teraz wszyscy weźmy się do roboty. Chyba nie chcecie tu siedzieć do jutra?- zapytała retorycznie, po czym wyszła ze studia.
Przez parę minut nikt nie ruszył się z miejsca, zastanawiając się czy to wszystko dzieje się naprawdę. Czy to już dzisiaj jest nasz ostatni dzień współpracy z Kate G? Najwyraźniej tak...
- Czego mamy się nauczyć?- odezwał się pierwszy Niall, zaglądając Harry'emu przez ramię.
- Czegoś co nazywa się One Thing

       Kompozytorka po godzinie wróciła z gotowym podkładem do naszego ostatniego kawałka. Szybko zabraliśmy się do nagrywania One Thing. Po kilkakrotnym zaśpiewaniu akustycznej wersji, każdy z nas nagrał swój wokal i w napięciu czekaliśmy co czeka nas dalej. Z jednej strony bardzo chcieliśmy usłyszeć utwór, który najprawdopodobniej jako pierwszy zaprezentujmy światu, ale z drugiej strony wiedzieliśmy, że to oznacza koniec naszej wspólnej drogi z Kate. Jak nie trudno się domyśleć najciężej przeżywał to Harry, którego trzeba było co chwilę upominać żeby wziął się w garść i skupił na tym co śpiewa. Gdy usłyszeliśmy jej wykonanie wiedzieliśmy, że WMYB jest świetnym wyborem na piosenkę w pewnym sensie reprezentującym nasz zespół. Po kilku próbach dziewczyna uznała, że umiemy już swoje partie i dobrze współbrzmimy, więc zdecydowała, że spróbujemy nagrać to jeszcze dzisiaj. Ja, Niall i Liam uwinęliśmy się z tym dosyć szybko, ale za to Zayn i Harry mieli spory problem.
- Chłopaki, możecie wziąć się w garść i skupić jeszcze na kilka minut?- Kate poprosiła ich błagalnym tonem.
- Nic z tego nie będzie...- Zayn zaczął się denerwować, a Styles stał obok niego nieruchomo ze zmarszczonymi brwiami. 
- Wyobraźcie sobie, że próbujecie przekonać waszą ukochaną, że jest piękna bez względu na wszystko. Zupełnie tak jak ten facet w kawiarni, o którym wam opowiadałam.
- To i tak nie wypali- upierał się Malik, a Kate zaczęły puszczać nerwy. Zacisnęła dłonie w pięści, tak że kostki jej pobielały i kazała chłopakowi wyjść z box'u. 
- Styles błagam cię!- poprosiła jeszcze raz zrezygnowanym głosem- Zaśpiewaj raz, porządnie swoją ostatnią solówkę i będziemy mogli iść do domu.
  Przyjaciel westchnął i przeczesał włosy palcami po czym założył słuchawki na uszy. Brunetka włączyła muzykę i wstrzymała oddech wsłuchując się w jego głos, ale po pierwszym wersie wyłączyła wszystko i uderzyła głową o blat. 
- Nie, nie i jeszcze raz nie! Brzmisz jakbyś śpiewał psalm na pogrzebie...- pokręciła z politowaniem głową i schowała twarz w dłoniach-  Nie chcesz tego zrobić dla mnie to chociaż zrób to dla chłopaków i się przyłóż.
- To jest świetny pomysł!- krzyknąłem ucieszony, a reszta popatrzyła się na mnie jak na wariata, wystraszona moim nagłym wybuchem radości.
Podszedłem do Kate i zacząłem szeptać jej na ucho mój genialny plan, na który przed chwilą wpadłem. Gdy skończyłem, dziewczyna popukała mnie w czoło i pokręciła przecząco głową.
- Nie ma takiej opcji!- zarzekała się- Nie będziemy tu odgrywać żadnego teatrzyku.
- Gwarantuję ci, że to podziała. Możemy się nawet założyć- odparłem pewny siebie.
- Ty chyba zwariowałeś Louis...
- Co nam szkodzi spróbować?- zapytałem z uśmiechem na ustach.
- Chyba co mi szkodzi...- poprawiła mnie i zerknęła na Styles'a, który przyglądał nam się intensywnie podobnie jak reszta- Nie wierzę, że to robię...- dziewczyna westchnęła głośno i niepewnie weszła do pomieszczenia, gdzie znajdował się Harry.
- Możesz nam powiedzieć co się dzieje?- szturchnął mnie Zayn, oczekując odpowiedzi.
- Patrzcie i podziwiajcie jaką zbawczą moc mają pomysły wielkiego Louisa Tomlinsona!- odpowiedziałem dumny jak paw.
- Ćpałeś coś?- Malik obrócił mnie przodem do siebie żeby sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku.
- Weź mnie zostaw! Obserwuj i żałuj, że jesteście tacy głupi i tylko ja wpadłem na tak wspaniały pomysł jak zmobilizować Hazzę do pracy. 
  Kate przysunęła sobie krzesełko stojące w box'ie i usiadła na przeciwko chłopaka. Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu zdecydowała się wdrążyć mój plan w życie. Jakie było moje zdziwienia gdy "lekko" go zmodyfikowała. 
- Słuchaj... Wyobraź sobie, że... że jesteś zauroczony moją osobą...
- ZAKOCHANY!- poprawiłem ją, a ona posłała mi zabójcze spojrzenie, na co reszta zaczęła się śmiać.
- Zamknij się Tomlinson albo twoi koledzy będą musieli poszukać sobie kogoś innego do zespołu!
Uniosłem ręce w geście obronnym i udawałem, że ja nic nie zrobiłem, wskazując palcem na Zayna i zwalając winę na niego. Tekściarka wywróciła oczami i pokręciła z politowaniem głową.
- Nie wiem jak ty z nimi wytrzymujesz- zwróciła się z powrotem do Loczka- Z resztą nie ważne. Skup się na tym co mówię i postaraj się w to wczuć, dobrze?
Chłopak przytaknął, a dziewczyna wzięła głęboki oddech i kontynuowała opisywanie sytuacji w jakiej teoretycznie się znajdują. Tylko kto jest na tyle głupi żeby uwierzyć w to "teoretycznie"?
- Na czym to ja skończyłam...
- Jestem w tobie zakochany- przypomniał jej.
- Tak... Jesteś we mnie zakochany, a ja zupełnie tak jak w tekście tej piosenki nie wierzę w siebie, jestem nieśmiała, skromna i przede wszystkim nie zdaję sobie sprawy z tego jaka jestem piękna. Twoim zadaniem jest przekonanie mnie, że nie mam powodów żeby się siebie wstydzić, muszę uwierzyć w siebie i takie tam...- machnęła ręką, spuszczając głowę i unikając jego wzrok. Albo tak dobrze gra żeby pomóc mu się wczuć w rolę albo on rzeczywiście ją onieśmiela- Jeśli...
- Jeśli?- powtórzyłem pod nosem, a chłopcy stojący obok mnie spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Czemu mówisz "jeśli"?- drążył temat Liam- Myślałem, że to twój plan i go znasz, więc czemu jesteś zaskoczony.
Nim zdążyłem odpowiedzieć, ponownie usłyszeliśmy głos Kate.
- Jeśli uda ci się mnie przekonać, że jestem wyjątkowa i uwierzę, że to co śpiewasz jest prawdą... zaproszę cię na randkę- wydusiła w końcu z siebie, a ja omal nie upadłem z wrażenia.
- CO?!- krzyknęliśmy wszyscy równocześnie łącznie z Hazzą.
- Słyszałeś. Znaczy słyszeliście...- poprawiła się- Lepiej się decyduj czy w to wchodzisz czy nie, bo zaraz mogę zmienić zdanie.
- Jasne, że tak!- tym razem dało się usłyszeć tylko głos Loczka... i mój. Cała piątka popatrzyła na mnie jak na wariata, a ja jedynie wzruszyłem ramionami, darując sobie tłumaczenie mojego zachowania. I tak by mi nie uwierzyli w żadne kłamstwo.
- Przydaj się lepiej na coś Lou, a nie będziesz się bawił w adwokata Styles'a- wskazała ruchem ręki na wielki panel i poprosiła żebym się do niego zbliżył- Naciśnij przycisk pod żółtą lampką w lewym górnym rogu...- pokazałem palcem na jeden z guzików żeby upewnić się czy to na pewno ten, a ona przytaknęła głową- Teraz przesuń największe pokrętło po prawej o trzy kreski, a następnie wciśnij duży czerwony przycisk obok.
Zrobiłem wszystko dokładnie tak jak poprosiła, a z głośników zaczęła wydobywać się muzyka. Harry i Kate skupili na sobie swoje spojrzenia, a w studiu temperatura podskoczyła o kilka stopni. Gdy przyjaciel zaczął śpiewać nie dało się nie czuć napięcia jakie zaczęło przepływać między nimi, gdy nie odrywali od siebie wzroku, a dziewczyna uważnie wsłuchiwała się w jego głos. Choć było to dosłownie kilkanaście sekund dało się wyczuć iskry przeskakujące w powietrzu i gdyby leżał tu jakiś nieboszczyk, niepotrzebny byłby nam respirator żeby przywrócić go do życia. 
 Kate podniosła rękę dając mi znak, abym wszystko wyłączył i po jeszcze kilku sekundach wpatrywania się w Loczka wyszli z pomieszczenia, a brunetka odetchnęła z ulgą. 
- Możemy wracać do mieszkania- odezwała się zachrypniętym głosem- Złożę wszystko w całość jutro.
- Wow! To było...- chciał skomentować to co przed chwilą się wydarzyło Niall, ale przerwał mu Harry.
- Lepiej już chodźmy.

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Jedyną rzeczą na jaką mam teraz ochotę to pójść do zatłoczonego baru, usiąść w kącie i upić się tak żeby wymazać wydarzenia dzisiejszego dnia. Zamiast tego siedzę w salonie z One Direction, Gabą i udaję, że interesuje mnie o czym rozmawiają. Słysząc jak co chwilę wybuchają śmiechem mam ochotę wrzucić ich wszystkich do palącego się kominka żeby tylko ich uciszyć i zapanować na tym cholernym bólem głowy. 
- Dobrze się czujesz?- nie musiałam otwierać oczu żeby wiedzieć do kogo należy ten ochrypły głos, od którego dostawałam ciarek. 
- Nie bardzo. Boli mnie głowa- przyznałam szczerze, a chłopak zwrócił się do roześmianej reszty.
- Wiecie co chyba powinniśmy być trochę ciszej. Kate nie najlepiej się czuje.
- Co Ci jest?- Gaba nachyliła się w moim kierunku i przyłożyła dłoń do mojego czoła, aby sprawdzić czy nie mam czasem gorączki. 
- Mam kryzys egzystencjalny, zaczynam wątpić w ludzkość i utknęłam z bandą idiotów na jednej kanapie- odparłam oschle, a ona z uśmiechem ucałowała mnie w policzek.
- Czyli nic nowego. Nie ma się co martwić- machnęła na mnie ręką- Do jutra jej przejdzie.
- Czy ty właśnie machnęłaś na mnie ręką?!- spytałam oburzona, doskonale znając odpowiedź- Ja tu umieram, a ty...
- Ej! Ja też chcę buzi!- tym razem to Niall wyraził swoje niezadowolenie przerywając mi tym samym opieprzanie Gaby za jej obojętność w stosunku do mojego stanu zdrowia. 
- Nie masz o co prosić Horan. Ona i tak uważa, że ja lepiej całuję- zwróciłam się w jego stronę z powagą wymalowaną na twarzy.
- Kaśka!- przyjaciółka klepnęła mnie w ramię, a reszta chłopaków nadstawiła uszu.
- Co takiego?- Blondynek spojrzał na swoja dziewczynę zszokowany.
- Nie słuchaj jej. Jak jest chora to gada głupoty...
- Chora?- powtórzyłam- Jeszcze przed chwilą uważałaś, że nic mi nie jest. A co do całowania, to ty nic nie wiesz Niall?- spojrzałam na niego pytająco, a on pokręcił przecząco głową- Twoja dziewczyna nie jest taka grzeczna na jaką wygląda...- mrugnęłam do niego okiem, a on wybałuszył oczy na zewnątrz.
- Przestań!- przyjaciółka uderzyła mnie poduszką i zatkała mi buzię- Lepiej idź do kuchni i zrób nam jakąś kolację, zanim ja się na to zdecyduję i puszczę całą kamienicę z dymem.
- Umierającego do kuchni zagoni...- prychnęłam pod nosem i wstałam z kanapy- Chociaż lepsze to niż siedzenie tu z wami. A ty się nie martw Horanku...- poklepałam go po ramieniu i nachyliłam w jego stronę- Kiedyś ci opowiem wszystkie brudne sekrety twojej ukochanej- ponownie puściłam do niego oczko, a Gaba znów się na mnie rzuciła.
- Mam pomysł!- usłyszałam ucieszonego Louisa, który do tej porył płakał ze śmiechu oglądając nasze potyczki słowne- Nie sądzicie, że to idealna chwila na rozegranie konkursu o tytuł mistrz kuchni?
- Co takiego?- zapytałam zaskoczona- O czym ty mówisz?
- Kiedyś jak Gaba była u nas powiedziała, że świetnie gotujesz, a Harry stwierdził, że na pewno jest lepszy od ciebie, pomimo tego, że wtedy jeszcze cię nie znał- zaczął mi objaśniać całą sytuację Liam- Padła wtedy propozycja, że jeśli kiedykolwiek się spotkacie i nadarzy się okazja to rozegracie między sobą pojedynek o tytuł wspomnianego wcześniej mistrza kuchni- dokończył, a ja założyłam ręce na piersi.
- A wpadł ktoś na to żeby się mnie zapytać o zdanie czy w ogóle mam na to ochotę?- odpowiedziała mi cisza, co mogłam uznać za "nie"- Tak myślałam...
- Daj spokój Kate!- Lou podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, ale gdy tylko zobaczył moją niezadowoloną minę szybko je zabrał- Co ci szkodzi udowodnić Hazzie, że jesteś od niego lepsza?
- Wcale nie jest!- oburzył się Loczek i stanął naprzeciwko mnie- Do kuchni!- rozkazał mi, a ja popatrzyłam na niego jak na głupka.
- Słucham?! Chyba sobie ze mnie żartujesz!
- Może i jesteś lepsza w komponowaniu i innych rzeczach, ale to ja jestem króle kuchni- zaznaczył, a ja zaczęłam się głośno śmiać.
- Samozwańczy król? Po moim trupie!- wychyliłam się zza jego sylwetki i zwróciłam się do Malika- Wyciągaj zegarek. Za godzinę podamy wam po jednym daniu i wtedy zdecydujecie kto zasługuje na ten tytuł.
Wyminęłam Styles'a i udałam się w kierunku kuchni. Gdy zauważyłam, że nie idzie za mną, obróciłam się na pięcie i zobaczyłam go w tym samym miejscu. 
- Mam ci jakieś zaproszenie wysłać?- zapytałam, a on uśmiechnął się łobuzersko, podciągnął rękawy swojej koszuli i pewnym krokiem przekroczył próg kuchni. 

       Zmieniam zdanie co do wspólnego gotowania. To zupełnie inne uczucie jeśli bierzesz udział w konkursie, który tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia i nie zmieni losów ludzkości.  No chyba, że rywalizujesz z kimś kto myśli, że jest jest absolutnie najlepszy i nikt nie jest w stanie go pokonać, a ty chcesz za wszelką cenę udowodnić mu, że tak nie jest. Trudno jednak skupić ci się na pracy kiedy po niewielkiej kuchni krząta się seksowny chłopak i co chwilę na siebie wpadacie. Seksowny? Wcale tego nie powiedziałam!
  Po raz setny wyciągnęłam rękę po tą samą rzecz, akurat w tym samym momencie co Styles.
- Naprawdę akurat teraz i akurat ten nóż jest ci potrzebny?- zapytałam, czując jak podskakuje mi ciśnienie. Na twarzy chłopaka zagościł bezczelny uśmieszek, po czym wyciągnął narzędzie przyszłej zbrodni z mojej dłoni, ponieważ właśnie do tego go użyję jak nie przestanie mnie wkurzać.
- Wyobraź sobie, że tak. Nie potrzebowałbym go gdybyście miały kilka dobrze naostrzonych noży, a nie tylko jeden.
- Jak tak bardzo ci to przeszkadza to w szafce nad kuchenką jest ostrzałka i możesz jej użyć kiedy tylko zechcesz- odparłam mierząc go groźnym spojrzeniem, które najwyraźniej dzisiaj przestało działać.
- Po co? Tak jest zabawniej!- mrugnął do mnie okiem.
 Gdy w końcu udało mi się skupić na tym co robię i przypomnieć sobie czego jeszcze zapomniałam dodać do mojego dania, Styles znowu musiał się odezwać, poruszając temat, którego miałam nadzieję uniknąć przez najbliższe sto lat.
- Wymyśliłaś już gdzie zabierzesz mnie na randkę?- zastygłam w miejscu, zatrzymując rękę pełną malin nad miską. Po chwili wsypałam je do środka i udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
- Randkę? Jaką randkę?
- Próbuj dalej- odezwał się, nie odrywając wzroku znad swojego garnka, w którym coś się gotowało. Muszę przyznać, że pachniało cudowanie- To jak? Mam nadzieję, że wymyślisz coś oryginalnego, a nie mainstream'owego...- zrobił cudzysłów podkreślając ostatnie słowo, a ja podeszłam do niego i postawiłam patelnię na palniku obok jego naczynia.
- Czy ty się ze mnie naśmiewasz?
- Nigdy w życiu!- odparł i teatralnie położył rękę na piersi- Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?
- Jakoś nie trudno mi to przyszło...
- Czyżbyśmy się znowu kłócili, po tym jak tak długo udało nam się utrzymać dobre stosunki?
- Nigdy w życiu!- tym razem to ja zaczęłam odgrywać jakiś beznadziejny teatrzyk- Przecież my się nie kłócimy. Gdyby tak było ta patelnia nie leżałaby teraz tak spokojnie na kuchence tylko odbijała się na twojej głowie- uśmiechnęłam się słodko, a on przygryzł wargę próbując zachować powagę- Poza tym bądź tak łaskaw i nie używaj słów jak "stosunki" i tym podobne...
- Czemu?
- Powiedzmy, że gdy padają one z twoich ust to ktoś może je dziwnie odebrać...- wyjaśniłam pokrętnie, a on wybuchnął śmiechem.
- Nie lubisz słowa S-T-O-S-U-N-E-K?- przeliterował mrucząc i zaznaczając dokładnie każdą literę. Wywróciłam oczami i po raz kolejny zadałam sobie odwieczne pytanie, a które jeszcze nikt nie udzielił mi odpowiedzi- czemu ja się z nim zadaję?!
- Skup się lepiej na tym co robisz, bo ci się zaraz to coś przypali- wskazałam na bulgoczący wywar, a chłopak energicznie zaczął go mieszać. 
Może jednak wspólne gotowanie nie jest takie złe? W końcu widok przystojnego chłopaka w kuchni, którego mięśnie mocno napinają się przy każdym najmniejszym ruchu jest dość... interesujący. Nie! Kaśka, przestań o tym myśleć! 
Z mojej wewnętrznej potyczki wyrwało mnie uczucie ucisku na ramieniu, spowodowane dłonią Loczka.
- Chyba telefon ci dzwoni- wskazał na tylną kieszeń moich spodni, która delikatnie brzęczała. Serio nie poczułam, że telefon mi wibruje przy tyłku?! Boże! Co się ze mną dzieje?!
Popatrzyłam na swoje brudne dłonie, które pokryte były warstwą ciasta na naleśniki. Zacisnęłam mocno usta i wzięłam głęboki oddech, zdobywając się na resztki odwagi i opanowania.
- Mógłbyś przyłożyć mi telefon do ucha?- poprosiłam go, a ona spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Chcesz żebym włożył rękę to tylnej kieszeni twoich spodni?
- Nie. Chcę żebyś wyjął z niej telefon najlepiej zanim skończy dzwonić i przytrzymał go gdy będę rozmawiać.
  Chłopak sięgnął po urządzenie i oczywiście nie mógł się powstrzymać przed zaciśnięciem dłoni na moim pośladku, tłumacząc, że to przez to, że ma takie duże dłonie. Informując go, że i tak go zabiję, spojrzałam na wyświetlacz telefonu i ujrzałam na nim napis Cowell. 
- Cześć Simon- powiedziałam kiedy ten głupek przyłożył rękę do mojego ucha- Wróciłeś już z wakacji? I jak było? Cieszę się, że się dobrze bawiłeś. Ja? Nic ciekawego... Aktualnie niańczę twój ulubiony zespół, ponieważ zalało im dom.
 Poczułam jak Styles odsuwa swoją rękę w ramach żartów. Niemo dałam mu do zrozumienia żeby przestał, ale jemu najwidoczniej bardzo spodobała się ta zabawa. W ramach odegrania się na nim, zamoczyłam rękę w przygotowanym przeze mnie wcześniej cieście i wytarłam ją w jego włosy. Chłopak otworzył szeroko buzię i szepcząc, że mi tego nie daruje zrobił dokładnie to samo. Nie słuchałam już co Cowell ma mi do powiedzenia. Zakończyłam połączenie i wzięłam garść rozsypanej mąki z blatu. Chłopak przewidując moje zamiary, złapał mnie za nadgarstki i skrzyżował je za moimi plecami.
- Nawet się nie waż- ostrzegł mnie, choć po zadowoleniu jakie z niego biło wcale by się nie obraził.
- Możemy zrobić dwie rzeczy- zaczęłam przedstawiać swoje propozycje- Albo olewamy tan cały konkurs i urządzamy wojnę na jedzenie albo dajemy sobie spokój z bitwą i w spokoju dokańczamy naszą rywalizację.
 Chłopak przez chwilę rozważał, którą opcję wybrać, ale ostatecznie zdecydował się na tą drugą. Szczerze to odetchnęłam z ulgą, bo wizja domywania włosów z klejącego się ciasta wcale nie była zbyt atrakcyjna. 
 Doprowadziłam się do jako takiego porządku i już miałam wracać do smażenia naleśników kiedy usłyszałam jak mój telefon znowu dzwoni. Wzięłam go do ręki i ku memu zaskoczeniu zobaczyłam wiadomość od Gaby.

Zrób coś dla mnie i chociaż raz daj mu wygrać. Tak na pożegnanie ;) X.

Przez chwilę wpatrywałam się w tekst wiadomości, po czym schowałam urządzenie z powrotem do kieszeni. Podeszłam do wcześniej miski z farszem z malin i jagód. Wyjęłam z szafki pojemnik z przyprawami i wyciągnęłam pierwszą lepszą saszetkę. Dosypałam dwie duże szczypty bazylii i dokładnie wymieszałam ją z resztą. Miejmy nadzieję, że się nie otrują... 

       W końcu nadeszła wiekopomna chwila kiedy to cały świat pozbędzie się wszelkich wątpliwości i oficjalnie dowie się, że jestem jednym, jedynym mistrzem kuchni i nikt nie zdoła odebrać mi tego tytułu!
  Razem z Kate staliśmy przed naszymi daniami i czekaliśmy aż każdy spróbuje po trochu. Nie ukrywam, że w napięciu czekałem na werdykt, ale gdy widziałem lekkie grymasy na twarzach przyjaciół kiedy próbowali naleśników mojej konkurentki czułem, że wygraną mam w kieszeni. Komisja licząca pięciu sędziów udała się na naradę do pokoju Gaby, a dziewczyna stojąca obok mnie sięgnęła po widelec i nabrała odrobinę mojej potrawki z kurczaka z warzywami.
- Co robisz?- zapytałem przyglądając się jej jak próbuje mojego dzieła.
- Chcę zobaczyć jak smakuje- włożyła kawałek mięsa do ust i pokiwała z aprobatą głową.
Również chciałem spróbować efektu jej pracy, ale powstrzymała mnie, zabierając swój talerz. Nim zdążyłem zaprotestować, do pokoju wróciło nasze jury. Gaba podała białą kopertę Louisowi, a ja kątem oka zauważyłem jak Kate chowa twarz w dłoniach i kręci z niedowierzaniem głową.
- W imieniu szanownej komisji, ja, najwspanialszy przewodniczący Louis Tomlinson...
- Od kiedy to jesteś przewodniczącym?- wtrącił się mu w zadnie Zayn.
- I to najwspanialszym?- dołączył się Liam, ale Lou udawał, że ich nie słyszy i zaczął mówić głośniej.
- Chciałbym ogłosić, że tytuł mistrza kuchni otrzymuje... Poproszę o werble!- Niall wybił jakiś rytm palcami o stojąca obok niego komodę- Harry Styles! Gratulacje! 
  Wszyscy zaczęli mi bić brawo, a moja przeciwniczka pogratulowała mi zwycięstwa. Reszta także zaczęła ściskać mi dłonie i przytulać, ale ja starałem się ponownie dostrzec sylwetkę dziewczyny, która zajęła drugie miejsce. Chcąc uwolnić się od przyjaciół zaproponowałem, że mogą zjeść resztę, która została w kuchni. W ciągu sekundy byłem sam i mogłem wybrać się na poszukiwania mojej zguby. Wychyliłem głowę z salonu i zauważyłem jak drzwi do mieszkania zamykają się. Podbiegłem do nich i pociągnąłem za klamkę wychodząc na korytarz.
- Gdzie idziesz?- krzyknąłem za Kate, która ubrana w swoją puchową kurtkę szła po schodach na górę.
- Muszę się przewietrzyć- oznajmiła- Chcesz też iść?
 Pokiwałem twierdząco głową i wróciłem szybko do mieszkania po swoje nakrycie. W ciszy weszliśmy na samą górę budynku, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Dziewczyna wyjęła z kieszeni stary klucz i przekręciła go kilka razy otwierając metalową przeszkodę. Poczułem chłód, który uderzył z zewnątrz i po przekroczeniu progu, znalazłem się na dachu kamienicy. Brunetka ruchem ręki pokazała mi żebym poszedł za nią i poprowadziła mnie na drugi koniec, gdzie stała mała ławeczka. 
- Siadaj- poklepała miejsce koło siebie, a ja ochoczo przysiadłem się obok. Rozejrzałem się dookoła i choć samo miejsce nie było najprzyjemniejsze to rozpościerająca się przed moimi oczami panorama była piękna. 
- Często tu przychodzisz?- zwróciłem się do Kate, przyglądając się jak wpatruje się w miejski krajobraz.
- Czasami. Z reguły wtedy, gdy potrzebuję przerwy. Przychodzę w takie miejsca jak te i staram się wszystko sobie poukładać i przemyśleć, co ostatnio zdarza mi się coraz częściej. Tutaj nikt mi nie przeszkadza, nie zrzędzi nad uchem... Taka moja samotnia- uśmiechnęła się lekko nie odrywając wzroku od widoku przed nami- A ty? Masz też takie swoje miejsce, do którego uciekasz przed światem?
- Chyba nie- odparłem po chwili zastanowienia- Jakoś nigdy nie musiałem uciekać. Przynajmniej odkąd przyjechałem do Londynu.
- A wcześniej?
Chwilę się zastanawiałem na odpowiedzią, kiedy przypomniałem sobie jedną sytuację z dzieciństwa.
- Raz gdy pokłóciłem się z Gemmą.
- Czemu się uśmiechasz?- zapytała zdziwiona moją reakcją.
- Bo to zabawna historia. Gdy miałem trzynaście lat posprzeczaliśmy się. Wybiegłem z domu i bardzo długo nie wracałem, krzątając się po ulicy, aż w końcu dotarłem do małej rzeczki i spędziłem tam większość czasu. Oczywiście zanim wróciłem z powrotem zgubiłem się kilka razy, bo nie pamiętałem drogi.
Kate słysząc moja opowieść zaczęła się śmiać, a ja szturchnąłem ją łokciem udając obrażonego.
- Nie wiem co w tym jest takiego zabawnego. Mogłem zginąć!
- Jasne. Mogli cię porwać kosmici albo zjeść krasnoludki. To naprawdę poważne zagrożenie.
Próbując ukryć swoje rozbawienie, zapięła kurtkę do końca zasłaniając tym samym swój cudowny uśmiech.
- Czasami naprawdę zachowujesz się jak w piosence, którą dzisiaj nagraliśmy- stwierdziłem, odsłaniając jej usta.
- Każdy ma swoje drugie oblicze.
- Ale nie każdy je tak dobrze ukrywa jak ty- zauważyłem. Dziewczyna przytaknęła i ponownie skupiła wzrok na widoku rozprzestrzeniającym się przed nami.
- Nie każdy ma do tego powód- odparła po chwili, ja obróciłem się w jej stronę, aby ją lepiej widzieć.
- To znaczy?
Na początku zwlekała z odpowiedzią, ale postanowiłem jej nie popędzać. W końcu prędzej mi coś powie sama z własnej woli, niż jak będę ją zmuszać do tego na siłę.
- Wiesz, czasami jest tak, że jednego dnia wydaje ci się, że wszystko czego potrzebujesz jest w zasięgu twojej ręki i możesz to dostać kiedy tylko chcesz. Wszystko przebiega po twojej myśli. Inaczej rzecz ujmując masz nad wszystkim kontrolę, przez co przestajesz przejmować się tym co złego może się wydarzyć. Aż pewnego dnia wszystko co kochasz, co zapewniało ci bezpieczeństwo zostaje ci odebrane. Nie wiesz co masz ze sobą zrobić i zaczynasz odczuwać lęk,ponieważ straciłeś panowanie nad swoim życiem. Po prostu boisz się zrobić kolejny krok na przód. Zamykasz się w sobie, w międzyczasie tworząc swoje alter ego, które będzie miało za zadnie bronić przed całym złem tego świata kiedy w końcu zdecydujesz się stanąć z nim twarzą w twarz. I choć wszystkim wydaje się, że wszystko jest w porządku i jesteś szczęśliwy, tak naprawdę to jedno wielkie kłamstwo. Prawda jest taka, że boisz się spojrzeć nawet w swoje oblicze w lustrze, ale to wszystko już chyba o mnie wiesz...
 Odwróciła się w moją stronę i wbiła we mnie swoje zielonozłote tęczówki, które zaczynały się mienić od napływających do jej oczu łez. Gdy jednej z nich udało się wydostać na zewnątrz, przyłożyłem dłoń do jej policzka i starłem ją kciukiem. Dziewczyna chwyciła moją dłoń i odłożyła ją na moje kolano.
- Najśmieszniejsze jest to, że zdałam sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj rano, kiedy rozmawiałam z Gabą- kontynuowała swoją wypowiedź- Dopiero ona mi uświadomiła, że tak naprawdę boję się wszystkiego i wszystkich.
- Posłuchaj...- zacząłem nie do końca wiedząc o powiedzieć- Nie wiem co takiego wydarzyło się w twojej przeszłości, ale nie możesz żyć w ciągłym strachu, że ktoś znów cię skrzywdzi lub coś ci odbierze- próbowałem jakoś do niej dotrzeć, ale niestety jej ciężki charakter nie ułatwiał mi zadania.
- To nie jest takie proste...
- A kto mówi, że jest?- zapytałem nie oczekując odpowiedzi- Musisz po prostu spróbować otworzyć się na to co inni mają ci do zaoferowania.
- Nic nie rozumiesz...- pokręciła zrezygnowana głową- Jak niby mam to zrobić skoro nie wiem czy mogę komukolwiek zaufać?
- Musisz zaryzykować.
- Kiedy ja nie chcę tego robić. Nie mogę. Ja...- urwała i schowała twarz w dłoniach.
- Postaraj się zaufać mi- zaproponowałem choć wiedziałem, że nigdy się na to nie zgodzi. Nawet nie musiałem długo czekać na potwierdzenie moich przypuszczeń.
- Przykro mi, ale nie mogę...
- Czemu? Boisz się mnie?- spytałem, ale gdybym wiedział wcześniej jaka padnie odpowiedź, prawdopodobnie ugryzłbym się w język.
- Ciebie najbardziej.

1 grudnia 2013

KONKURS!!!

       Chciałabym bardzo podziękować za nominację do konkursu na BLOG MIESIĄCA, który odbywa się na stronie www.spis1d.blogspot.com Nie wiem kto mnie zgłosił, ale bardzo się cieszę i dziękuję! Jeśli macie czas, ochotę, a przede wszystkim uważacie, że warto zagłosować na to opowiadanie gorąco zachęcam :) 

Pozdrawiam!
Kate G.
Xx.

P.S. Rozdział 32 już dziś!!!