4 maja 2014

9

Dom One Direction

       Pożegnanie. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy jakie to trudne. Przez ostatnich kilka miesięcy byłem ciągle zabiegany, moje życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, a rodzina była daleko. Na szczęście udało mi się do tego przyzwyczaić. Codziennie dzwoniłem do bliskich, rozmawialiśmy przez internet, pisaliśmy i cały czas byłem pewien, że będą na mnie czekać, dlatego nie było tak źle. Można powiedzieć, że moje przedwczesne usamodzielnienie się było czymś co przyszło naturalnie. Nie było mamy, która zanosiłaby się od płaczu jakby żegnała syna, który wyrusza na wojnę, czy brata dającego rady jak mam się zachowywać gdy nie będzie go obok. Tym razem jednak było inaczej. To zupełnie coś innego gdy musisz powiedzieć "do widzenia" osobie, która nagle pojawiła się w twoim życiu, skradła serce i opanowała wszystkie myśli. Dziewczynie, która w bardzo krótkim czasie stała się twoim całym światem, lekiem na wszystkie smutki i osobą, do której pierwszej chcesz zadzwonić żeby podzielić się szczęśliwą nowiną. Sorry mamo, ale sama wiesz jak to jest gdy ktoś się zakocha. 
Mimo deklaracji prawdziwości uczuć ze strony Gabrysi obawiałem się jak to będzie, gdy zostaniemy rozdzieleni. Odkąd się poznaliśmy byliśmy praktycznie nie rozłączni. Widywaliśmy się niemal codziennie, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, a będąc blisko niej czułem, że jestem na właściwym miejscu. Dokładnie tak jak teraz.
- Chodź tu- przyciągnąłem brunetkę bliżej siebie, zakładając jej pasmo włosów za ucho. 
- Będę tęsknić- mruknęła łamiącym się głosem, z twarzą schowaną w moją klatkę piersiową.
- Ja bardziej- zapewniłem, ale akurat w tej kwestii się nie zgadzaliśmy.
- Nie. Ja- odchyliła głowę aby mnie lepiej widzieć.
- Mylisz się.
- To ty się mylisz- odparła nieco pewniejszym głosem, ale łzy, które uparcie napływały jej do oczu zdradzały co czuje. Ze mną było dokładnie tak samo.
- Nie zapomnisz o mnie?
- Ja?!- spojrzała na mnie zaskoczona- To ja się powinnam o to martwić. Niemalże codziennie będziesz w innym mieście, spotykał się z fanami, szalał na koncertach i robił inne zwariowane rzeczy, których nie jestem w stanie sobie wyobrazić. Biorąc to wszystko pod uwagę to raczej ja z moim nudnym uczelnianym życiem powinnam się trząść ze strachu, że wylecę ci z głowy równie szybko jak się w niej znalazłam. Tym bardziej jak otoczą cię te wszystkie tancereczki, które z wami jadą...- zacisnęła mocno usta, krzyżując ramiona.
- Nawet robiąc te wszystkie rzeczy będziesz jedyną osobą, która będzie zaprzątała moje myśli- oznajmiłem- A co do innych dziewczyn to choćby na scenę wyskoczyła Megan Fox w samej bieliźnie to i tak nie zwrócę na nią uwagi, bo będę zajęty wypatrywaniem ciebie w tłumie z nadzieją, że może jednak zrobisz mi niespodziankę i przyjedziesz wcześniej na koncert. 
Gabrysia delikatnie zarumieniła się słysząc moje słowa, po czym ponownie wtuliła się w moje ciało.
- Bardzo bym chciała cię tak zaskoczyć, ale niestety uda mi się odwiedzić cię dopiero w Liverpoolu.
- Wiem, wiem. Masz dużo nauki i projekt do zrobienia z Colinem...- skrzywiłem się na wspomnienie chłopaka, który został wyznaczony jej do pomocy. Nic do niego nie mam, bo w końcu go nie znam, ale gdy koło mojej dziewczyny kręci się wysoki brunet, który mógłby robić za modela, a nie studenta literatury to nie za bardzo mi się to uśmiecha. Czemu nie może jak inne kujony od niej z grupy nosić wielkich okularów i mieć pryszczy na całej twarzy? Byłbym wtedy o wiele spokojniejszy.
- Jesteś zazdrosny?- uniosła do góry brew, a gdzieś w głębi jej oczu widać było zadowolenie z całej sytuacji.  
- Pewnie, że nie- zaprzeczyłem, choć to było zbyt oczywiste kłamstwo- Możesz mu tylko powiedzieć, że jak nie będzie trzymał łapsk przy sobie to mu je pourywam- uśmiechnąłem się grzecznie, zupełnie jakbym prosił żeby przekazała mu pozdrowienia, nie zawierające żadnej groźby z mojej strony.
- Chyba jednak sobie daruję. Nie chcę żeby uciekł gdzie pieprz rośnie, przez co ja zostanę sama z masą roboty na głowie.
- Na pewno dałabyś sobie radę. Założę się, że jesteś najzdolniejsza na tej uczelni- skomplementowałem ją co wywołało kolejny rumieniec.
- Może i tak, ale wtedy zajęłoby mi to zdecydowanie więcej czasu i nawet w Newcastle byśmy się nie zobaczyli- zaznaczyła, a ja wybałuszyłem na nią oczy. Miałbym przeżyć prawie całą trasę bez ani jednego spotkania?! W takim wypadku pod koniec mogliby mi załatwić trumnę zamiast łóżka w hotelu.
- Dobra. Może ci pomagać- zezwoliłem jej na pracę z tym typkiem, choć nie miałem za dużo do gadania.
- Dziękuję bardzo- zaśmiała się pod nosem widząc moja wciąż niezadowoloną z tego faktu minę- Nie przejmuj się. Będę pod dobrą opieką.
- Mam nadzieję, że mówimy teraz o Kate, a nie tym lalusiu...
Gabrysia wywróciła oczami, wzdychając lekko.
- Tak, o niej. Prędzej ona go poderwie niż pozwoli mi się do niego zbliżyć bliżej niż to konieczne.
- I za to ją lubię!- uśmiechnąłem się szeroko, oddychając z ulgą. 
Najwidoczniej nieco się zagadaliśmy, ponieważ po tym jak usłyszałem jak ktoś mnie woła, zorientowałem się, że wszystko jest już gotowe. Bagażniki wypełnione walizkami, dom skontrolowany przez Paula, a chłopaki przyglądając mi się znacząco dawali do zrozumienia, że czas jechać. Niestety na jeszcze chwilę prywatności nie miałem szans.
- Cześć misiaczki!- zarzucił mi rękę na barki Louis, który od wczoraj chodził uradowany jak nigdy dotąd. Ciekawe co takiego robili z Eleanor...- Ślicznie razem wyglądacie, ale czas się zbierać.
- Jeśli zrobicie to teraz, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że Higgins nie zabije nas za jeszcze większe spóźnienie i spotkacie się jeszcze nie raz- dodał Harry, który ni z gruchy ni z pietruchy pojawił się przy Gabie obejmując ją ramieniem. Posłałem mu gniewne spojrzenie, ale nic sobie z tego nie zrobił. Jak mogę być zazdrosny o najlepszych kumpli?
- Chyba faktycznie powinnam wam go szybko oddać- westchnęła smutno.
- Nie smuć się kochana!- pocieszał ją Loczek- Przypilnuję go. Będzie grzeczny i potulny jak baranek.
- Byłabym bardziej usatysfakcjonowana gdybym usłyszała to od Liama.
- Ranisz mnie!- przyjaciel położył teatralnie rękę na piersi, po czym obrócił się do niej plecami obrażony. Przynajmniej jej nie dotyka.
- Przykro mi Harry, ale widziałam do czego jesteś zdolny razem z resztą i tylko Payne wzbudza we mnie choć odrobinę zaufania.
- No teraz to łamiesz mi serce- skrzyżowałem ramiona na piersi, a Louis zaczął mnie pocieszać.
- Nie martw się skarbie- gładził mnie po włosach uklepując je jeszcze bardziej niż były do tej pory- Na mnie zawsze możesz liczyć. Jak będzie ci smutno to możemy spać razem.
- Nie chcę tego słuchać!- brunetka zatkała uszy dłońmi, a my zaczęliśmy się z niej śmiać. Szybko popsuł nam się humor, gdy Higgins znalazł się koło nas.
- Chłopaki, jeśli za dziesięć sekund nie znajdziecie się w samochodach to wyślę was na Syberię!- krzyknął. Po chwili podszedł do Styles'a i Lou i zaczął ciągnąć ich za uszy w kierunku auta- Ile ja bym dał żeby Kate tu była. Na pewno chciałaby się was jak najszybciej pozbyć żeby nie musieć na was patrzeć. Dzięki temu już dawno bylibyśmy w drodze.
- Nie denerwuj się tak, bo ci żyłka wychodzi- Tommo wskazał palcem na czoło menadżera. Mężczyzna zatrzymał się, wziął kilka głębokich wdechów i puścił ich wolno, wracając do mnie i mojej dziewczyny. Chyba udawał, że nie zauważył jak chłopcy, których przed chwilą odciągnął wrócili za nim gęsiego na swoje miejsca. Mogę się założyć, że gdyby tylko mógł to przełożyłby ich przez kolano. 
- Gabrysiu możesz mi powiedzieć kiedy masz zamiar odwiedzić chłopaków w czasie trasy?- zwrócił się do brunetki, którą jako jedyną tolerował z tutaj obecnych. Chciałem się zapytać co ja mu takiego zrobiłem, ale wolałem nie ryzykować. 
- Przyjadę na pierwszy koncert w Liverpoolu.
- Świetnie. Nie musisz się o nic martwić. Załatwię ci bilet i pokój w hotelu, w którym będziemy mieszkać. Gdybyś miała jakieś pytania zawsze możesz zadzwonić.
- Dziękuję bardzo Paul. To miło z twojej strony- uśmiechnęła się do niego promiennie.
- Nie ma za co. Zawsze do usług. Poproś Kate o mój numer w razie czego.
- Ciekawe czemu dla nas nie jesteś taki miły- wtrącił się Louis.
- Bo ona w przeciwieństwie do was umie się zachować i słucha co się do niej mówi. Kiedy wy ostatnio stawiliście się gdzieś na czas kiedy was o to poprosiłem?- spytał.
- Nie spóźniliśmy się na ani jedną próbę- odpowiedział pewnie szatyn.
- Na żadną, na której była wasza kompozytorka. Na ostatnie dwie przyjechaliście spóźnieni pół godziny- poprawił go, na co przyjaciel wywrócił oczami.
- Nie moja wina, że Harry nie przygotował śniadania i musieliśmy po drodze wstępować do sklepu.
- Czemu zawsze zwalasz wszystko na mnie?- spytał oburzony Loczek.
- Na kogoś muszę, a najmłodszy ma zawsze najgorzej. Poza tym to szczera prawda- wzruszył niewinnie ramionami.
- Nie licz na to, że cokolwiek ci ugotuję po przyjeździe.
- Chłopaki!- warknął na niech zdenerwowany Paul- Czy wy czasem nie mieliście siedzieć na swoich czterech literach w samochodzie?
- Przecież i tak jeszcze nie odjeżdżamy, bo Niall nie pożegnał się z Gabą- odparł Harry.
- O Jezu...- mężczyzna przetarł zrezygnowany twarz dłonią- Dobra. Horan daję ci dwie minuty, a wy...- wskazał na upartą dwójkę- macie być za trzy sekundy w aucie. 
- Tylko dwie minuty?- jęknąłem niezadowolony.
- Ciesz się, że dałem ci aż tyle- ostrzegł mnie, przenosząc wzrok na moją dziewczynę- Do zobaczenia Gabrysiu. Pamiętaj, że w razie czego możesz zadzwonić lub gdyby Kate zdecydowała się jednak przyjechać również prosiłbym cię o jakąś informację.
- Kate będzie na naszym koncercie?- spytał zaskoczony Harry.
- Zaprosiłem ją, ale powiedziała, że najprawdopodobniej nie będzie miała czasu.
Słowa menadżera nie ucieszyły biednego Styles'a, który pewnie bardzo by się ucieszył na widok naszej tekściarki wśród publiczności. Jednak chyba żaden z nas nie sądził, że faktycznie mogłaby się pojawić. Ale jak to mówią- nadzieja umiera ostatnia i właśnie została pogrzebana.
- Dziękuję jeszcze raz. Skontaktuję się z tobą przed moim przyjazdem i gdyby się coś zmieniło też dam ci znać- dziewczyna pożegnała się z nim wymieniając uścisk ręki i obiecując, że nie będą na mnie czekać dłużej niż wyznaczone dwie minuty.
- Będą mnie musieli wołami zaciągnąć do auta- stwierdziłem przytulając się do mojej księżniczki- No chyba, że wsiądziesz razem ze mną.
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała, ale oboje wiemy, że nie mogę- odparła smutno wspinając się na palce i składając delikatny pocałunek na moich ustach- Będę strasznie tęsknić!
- Ja bardziej- uśmiechnąłem się lekko choć wcale nie miałem ochoty na ten gest- Będę codziennie dzwonić i pisać.
- Spróbowałbyś nie.
Gabrysia zarzuciła ręce na moje ramiona, a ja objąłem ją w talii. Unosząc ją nieco do góry, zbliżyłem nasze twarze do siebie i pocałowałem ją starając się nadrobić to co zostanie mi odebrane na najbliższe dwa tygodnie. Gdy w końcu odsunęliśmy się od siebie, nabierając zachłannie powietrze do płuc, przytuliłem ją ostatni raz i ruszyłem w kierunku samochodu, w którym czekali na mnie przyjaciele i zdenerwowany menadżer.
- Kocham cię!- krzyknąłem nim wsiadłem do środka.
- Ja też cię kocham!- usłyszałem w odpowiedzi, co posklejało nieco moje popękane z rozpaczy serce.

Mieszkanie Kasi i Gaby

- Trzysta sześćdziesiąt dwa, trzysta sześćdziesiąt trzy, trzysta sześćdziesiąt cztery...
Liczyłam na głos odbicia mojej prowizorycznej piłki, którą zrobiłam niedawno gdy miałam problem egzystencjalny. "Ty masz całe życie takie problem". Ignorując moją irytującą podświadomość i udając, że wyglądam równie fajnie co Hugh Laurie w serialu Dr. House, siedziałam wygodnie w fotelu, obserwując jak moje serce kłóci się z rozumem. Który to już raz? Po pewnym czasie przestałam liczyć, ale muszę szczerze przyznać, że ostatnio to narząd bijący w mojej klatce piersiowej wychodził na prowadzenie. Poza tym ich rozmowy były niekiedy inspirujące i zabawne. Wyglądało to mniej więcej tak jak dzisiaj.

Serce: Ona musi tam pojechać!
Rozum: Nie ma mowy! Wczoraj się już ostatecznie pożegnali!

Ta odpowiedź akurat mi się nie spodobała, ale postanowiłam poczekać na dalszy bieg wydarzeń.

Serce: Wcale, że nie! Jeśli zaraz nie wyjdzie, to nie wiadomo kiedy go znowu zobaczy!
Rozum: Jak to kiedy? Nigdy. I to będzie dla niej najlepsze.
Serce: Bardzo ciekawa teoria...
Rozum: Taka jest prawda. Nie spotkają się, ona o nim zapomni i wszystko będzie tak jak dawniej. Będzie prowadzić spokojne i poukładane życie. Ten chłopak tylko mąci jej w głowie i naraża na zranienie.
Serce: Zraniona to ona będzie jak zostaną rozdzieleni.

Wsłuchiwałam się w walczące wewnątrz mnie głosy, kiedy nagle usłyszałam... poczułam... nie wiem jak to określić, ale było mi to kompletnie obce.

Serce: Prawdziwej miłości nie można powstrzymać.
Rozum: Miłości? Ona nie wie co to miłość, więc tym bardziej nie jest gotowa żeby obdarzyć kogoś takim uczuciem. A już na pewno nie jego. 

Piłka uderzyła mnie w głowę, a ja zamarłam w miejscu. Tego się nie spodziewałam. W tym momencie walka tocząca się w moim wnętrzu ucichła, czekając na to co zrobię. A co zrobiłam? Nic. Siedziałam w miejscu jak skamieniała bojąc się zacząć myśleć i analizować cokolwiek, bo to mogłoby doprowadzić mnie do samoistnej destrukcji. Niestety mój mózg podłapał temat i prędzej czy później musiałam zdecydować po czyjej stronie stoję. Serca, które uparcie wierzy, że powinnam postąpić wbrew zdrowemu rozsądkowi i zaryzykować, czy rozumu, który nalega abym postawiła na takie życie jak dawniej. Jedno było pewne. Bez względu na to jaką podjęłabym decyzję, zawsze będzie mnie prześladować pytanie "Co by było gdyby?".
  Wstałam z fotela i przebrałam się w pierwsze lepsze jeansy i bluzę. W biegu zakładałam kurtkę i buty, spoglądając co chwila na zegarek. Dokładnie za siedem minut i trzydzieści pięć sekund szansa na ostatnie pożegnanie, które mogłoby wyglądać zupełnie inaczej niż wczoraj miała minąć. Postanowiłam poczekać jeszcze minutę na jakiś znak. Gdy owy czas minął pociągnęłam za klamkę i o mały włos nie zostałam uderzona w sam czubek nosa. 
- Kate!- zobaczyłam Alexa, który trzymał uniesioną dłoń w powietrzu, najwidoczniej chcąc zapukać do drzwi, ale nie zdążył tego zrobić.
- Cześć- uśmiechnęłam się nieszczerze, ale gdy zobaczyłam jego zaszklone i podkrążone oczy, wiedziałam że coś jest nie tak- Stało się coś?
- Nie. To znaczy tak...- potarł zdenerwowany dłonią kark- Nie chciałem ci przeszkadzać. Przyjdę kiedy indziej, bo widzę, że się śpieszysz. 
- No coś ty!- zaprzeczyłam- Właśnie przyszłam. Chciałam tylko zobaczyć czy nie zostawiłam klucza w zamku- skłamałam wciągając go za rękę do środka- Mów o co chodzi.
Chłopak ściągną kurtkę, po czym pomógł mi zdjąć również moją. Zawiesił je koło siebie na wieszaku i zwrócił się w moją stronę ze łzami w oczach.
- Czy ja zawsze muszę trafiać na samych sukinsynów?- spytał, a ja wiedziałam dokładnie co się stało.
- Zerwałeś z Loganem- stwierdziłam, gdyż nie potrzebowałam od niego odpowiedzi. Przyjaciel pociągnął nosem próbując się nie rozkleić, ale kwestią czasu było aż skończymy w salonie, zajadając się lodami z popcornem narzekając na facetów chodzących po tym świecie- Och Alex...- uśmiechnęłam się do niego pocieszająco, zamykając go w mocnym uścisku.
Oto mój znak- pomyślałam, kierując się do kuchni i nastawiając wodę na gorącą czekoladę.

Birmingham, LG Arena

       Byłem stremowany od samego rana. Zresztą nie tylko ja. Patrząc na miny chłopaków, którzy uważnie słuchali ostatnich wskazówek Savana oni również czuli presję. Nawet sam Kotecha z resztą ekipy wydawał się poddenerwowany. Nie było co się dziwić, w końcu to pierwszy koncert i każdy chciał abyśmy wypadli jak najlepiej, a widownia świetnie się bawiła.
- Nie ma się co tak stresować- przemówiła Cher, która wychodziła na scenę jako pierwsza- Ciężko pracowaliśmy podczas prób, więc na pewno wszystko się uda. Robiliśmy to już tyle razy, że nie ma mowy aby coś poszło nie tak- dodawała nam otuchy, choć sama odczuwała panujące napięcie.
- Może pogadajmy o czymś innym?- zaproponował Niall. Pomysł sam w sobie nie był zły, ale Zayn postawił mu jeden warunek. 
- Dobra, ale jeśli jeszcze raz zaczniesz gdybać o tym, co akurat teraz może robić Gaba to zakleję ci usta taśmą, i odkleję dopiero kiedy przyjdzie nasza kolej.
- To róbcie w gacie dalej!- odparł Horan, biorąc garść cukierków, które stały nieopodal niego. 
- Lepiej podzielmy się wrażeniami sprzed kilku dni- podpowiedziałem kolejny temat do rozmowy, aby zająć się czymś innym niż powtarzanie tekstów piosenek- Jak wam minęły walentynki?
- Świetnie!- zaczął uradowany blond przyjaciel, ale o tym już zdążył nam opowiedzieć kilka razy.
- Twoją relację już słyszeliśmy- przerwał mu Liam, gdyż nawet on nie miał ochoty słuchać zachwytu kolegi nad wyglądem jego księżniczki i pyszności, które jedli. Wolał podzielić się własnymi wrażeniami- Ja wbrew wszelkim obawom bawiłem się rewelacyjnie.
- Niech zgadnę...- wtrąciłem się mu w zdanie- Klub był na tyle zapełniony, że twoje zdolności taneczne pozostały w ukryciu.
- Czy to ma jakieś znaczenie? Najważniejsze, że nikt nie ucierpiał, Danielle była zadowolona, przez co ja byłem w siódmym niebie- odparł- A wy co robiliście?
- Ja spędziłem miły wieczór w towarzystwie Eleanour- uśmiechnąłem się szeroko przypominając sobie naszą randkę.
- Ciekawe kto ci to załatwił...- prychnął pod nosem Harry.
- Nie ma opcji żebym ci dziękował za kradzież mojego telefonu kolejny raz- zastrzegłem.
- Możecie przestać się kłócić jak stare dobre małżeństwo? Mów Lou czy działo się coś ciekawego- wtrącił się Zayn przewidując, że Styles zacznie zaraz się domagać kolejnych słów uznania dla jego wspaniałomyślności.
- Jak już mówiłem było bardzo sympatycznie. Ugotowaliśmy kolację, obejrzeliśmy film, rozmawialiśmy...
- Nuuuuudy!- wywrócił oczami Malik. Rozczarowany podszedł do lustra i zaczął poprawiać swoją fryzurę, nad którą przestali niedawno pracować fryzjerzy.
- A co ty robiłeś?
- Ja panowie...- zaczął uśmiechając się szelmowsko- Spędziłem nieziemską noc z naprawdę gorącą laską- poruszył wymownie brwiami, a Niall zaczął się z niego śmiać- Co cię tak bawi Horan?
- To raczej była bardzo przyziemna noc, skoro wróciłeś do domu cały brudny i ledwo co trzymałeś się na nogach- stwierdził.
- Myśl sobie co chcesz przyjacielu- machnął na niego ręką- Bawiłem się wystarczająco dobrze żeby wziąć od niej numer telefonu i zapamiętać imię.
- To jest dopiero wyczyn Malik!- pogratulował mu Liam- Koniec gadania chłopaki. Idziemy pod scenę- zarządził i wszyscy pospiesznie udaliśmy się za nim.
Wychodząc z garderoby zauważyłem, że Styles zapomniał marynarki. Ściągnąłem ją z krzesła i podbiegłem do niego podając mu ją.
- Zapomniałeś o czymś- uśmiechnąłem się, ale nie odpowiedział mi tym samym.
- Dzięki stary.
- Hej...- złapałem go za ramie zatrzymując- Wszystko gra?
- Pewnie, że tak- odparł, ale mu nie uwierzyłem. Jego mina mówiła zupełnie coś innego.
- Harry, daj spokój. Przecież widzę, że coś jest nie tak.
Chłopak westchnął głęboko, kładąc mi swoją wielką dłoń na ramieniu.
- Naprawdę wszystko jest ok.
- Chodzi o Kate, prawda?- spytałem wprost, a po jego wyrazie twarzy widziałem, że trafiłem w dziesiątkę.
- Nie chcę o tym gadać- burknął pod nosem. Odszedł na kilka kroków, ale widocznie zmienił zdanie, gdy zatrzymał się i zwrócił w moją stronę- Widziałem się z nią. W walentynki.
- Naprawdę?
- Tak. Na koniec naszego spotkania, pożegnała się ze mną tak jakbyśmy się już mieli więcej nie zobaczyć.
- Może tylko ci się wydawało...- starałem się go jakoś pocieszyć.
- Nie Louis. Jestem tego pewien. Gdyby było inaczej przyjechałaby, powiedzieć choćby głupie "powodzenia" nam wszystkim. Nie wspominając już od przyjęciu od Paula zaproszenia na koncert.
Nic nie odpowiedziałem. Żadne słowa by go teraz nie przekonały, że być może się myli. Poza tym musieliśmy się teraz skupić i udowodnić Simonowi, który miał nas dzisiaj oglądać z widowni, że zasługujemy na kontrakt, który podpisaliśmy. 
Zarzuciłem przyjacielowi rękę na ramiona i pociągnąłem w kierunku sceny.
- Wejdźmy tam i zróbmy niesamowite show.
Widząc jego uśmiech wiedziałem, że chociaż na tą chwilę zapomni o tym co go dręczy i całkowicie podda się temu co kocha, zapominając o innych powodach przez które jego serce szybciej biło.

2 tygodnie później...

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Ostatni raz byłam tak podekscytowana gdy szłam na finał X Factora, na który zaprosiła mnie Kasia. Po chwili zastanowienia stwierdziłam jednak, że tym razem wyczekiwanie na dzień, w którym zobaczę mojego chłopaka i jego przyjaciół na scenie po raz kolejny, było praktycznie nie do zniesienia. Może po prostu koncerty tak na mnie działają? Kto by pomyślał, że trzy miesiące temu poznam faceta, w którym zakocham się po same uszy, a potem będę dumnie oglądać jak szaleje na własnym show? No może nie do końca własnym, ale jest to zdecydowanie duży krok naprzód w jego karierze. Nie mogę w to uwierzyć! Historia niczym z bajki! 
  Wrzucałam do walizki rzeczy, które mogłyby mi się przydać podczas pobytu w trasie z zespołem. Niby to tylko kilka dni, ale kto wie co będziemy robić? A co jeśli pójdziemy na jakąś imprezę? Nie mogę założyć starych spodni i różowego swetra. Wyjęłam kilka sukienek z szafy i przyjrzałam się im dokładnie. Jak zwykle wybór był niezmiernie trudny.
- Co sądzisz o tej?- pokazałam się przyjaciółce, przykładając seledynową spódnicę z białym topem do ciała. Dziewczyna leżała na moim łóżku i kompletnie nie zwracała na mnie uwagi- Możesz na mnie na chwilę spojrzeć?
Niechętnie odwróciła wzrok od swoich notatek, które pisała dniami i nocami. Twierdziła, że skoro ma teraz więcej czasu, ponieważ nie musi, tu cytat, "użerać się z cyrkiem zwanym One Direction" powinna nadrobić kilka spraw, które odłożyła przez nich na później. 
- Możesz mi wyjaśnić po co ci taki strój?- spytała, z grymasem przyglądając się mojemu wyborowi.
- Muszę mieć coś w razie gdybyśmy chcieli gdzieś wyjść- oznajmiłam, przeglądając się kolejny raz w lustrze.
- Zapewniam cię, że jedyne miejsca w jakich się znajdziesz to sala koncertowa, autokar i pokój hotelowy. Założę się, że cała piątka będzie tak zmęczona po występach, że nie będą marzyć o niczym innym jak o łóżku. Poza tym jest za zimno na bluzkę bez pleców, nie sądzisz?- uniosła do góry brew, czekając aż przyznam jej rację.
- Wezmę tą szarą- odparłam, sięgając po sukienkę na chłodniejsze dni, kiedy zauważyłam czarny kombinezon, który kupiłam niedawno na przecenie- A może to?
- Gaba! Staram się pracować! Poza tym wiesz, że jest druga w nocy?!- jęknęła rozgniewana, chowając twarz w poduszce.
- Gdybyś poświęciła mi pięć minut swojej uwagi już dawno dałabym ci spokój.
- Wybieranie z tobą ciuchów nigdy nie trwało krócej niż godzinę. 
- Skoro tak, to nie utrudniaj sobie życia i pomóż mi coś szybko wybrać.
Kasia przymknęła oczy i biorąc głęboki wdech zwlokła się z materaca. Stanęła przed otwartą na oścież szafą i omiotła wzrokiem wszystkie półki. Wyjęła kilka koszulek, dwie pary spodni, a z wieszaków ściągnęła trzy swetry. Podała mi je przechodząc do komody, która stała obok. Otworzyła pierwszą szufladę i po szybkich oględzinach zamknęła ją, kładąc na walizce trzy szaliki.
- Myślę, że bielizny nie muszę ci kompletować- uśmiechnęła się lekko, po czym wróciła z powrotem na łóżko. 
Ku memu zdziwieniu w pełni zaakceptowałam jej propozycję. Wszystko co wybrała mogłam połączyć na kilka sposobów, co zdecydowanie odchudziło moją wypchaną do tej pory po same brzegi torbę. 
- Dziękuję!- przytuliłam ją mocno, siadając obok niej.
  Przyglądałam się jej przez chwilę jak zapisuje coś w swoim notatniki, by zaraz to skreślić, zaznaczyć kółkiem lub dodać jakąś adnotację. Bił od niej spokój kiedy w pełnym skupieniu oddawała się swojej pracy. Niestety mam zbyt długi język, więc ten stan nie trwał wiecznie.
- Jestem taka podekscytowana tym wyjazdem!- zagadnęłam, gdy zaczynałam się nudzić. Przyjaciółka zerknęła na mnie kątem oka, po czym ponownie skoncentrowała się na zapisywanym tekście być może kolejnego hitu.
- Zauważyłam. Mówisz o tym od tygodnia.
- To chyba naturalna reakcja, prawda?- snułam głośno przypuszczenia- Wyobraź sobie, że twój chłopak występuje przed kilkoma tysiącami ludzi na żywo. Czy to nie cudowne?
- Niesamowite...- mruknęła pod nosem, zapewne w ogóle mnie nie słuchając.
- Twój entuzjazm mnie powala.
- A co ci mam innego powiedzieć?- spytała, zamykając zeszyt i odwracając głowę w moją stronę- Nie wiem jakie to uczucie oglądać kogoś kogo kocham, kiedy podbija serca setek, tysięcy czy milionów fanów. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
- I co z tego?- spojrzałam na nią z niezrozumieniem- To twoi podopieczni. Powinnaś być ciekawa jak im idzie, a skoro wiemy z relacji Savana i reszty ekipy, która codziennie do ciebie wydzwania żeby podzielić się nowymi wrażeniami, że całkiem nieźle, to powinnaś być z nich dumna i z tego czego ich nauczyłaś. Naprawdę nie interesuje cię o ile się poprawili odkąd zaczęli z tobą pracować?
Dziewczyna przeniosła wzrok na splecione palce, które spoczywały na jej kolanach. Chciałam wiedzieć o czym teraz myśli, gdyż jej ściągnięte brwi jednoznacznie wskazywały na to, że coś chodzi jej po głowie. Niestety to co się tam działo nigdy nie wychodziło na jaw. Tak było też tym razem.
- Widziałam ich na próbach. Wiem na co ich stać i nad czym muszą jeszcze popracować. Moja obecność z nimi w trasie jest zbędna.
- Próba, a koncert na żywo to zupełnie coś innego- odparłam, wstając i kończąc pakowanie. 
- A skąd niby o tym wiesz?
- Od Nialla. Kto mógłby być lepszym źródłem informacji na ten temat niż on?
Nie liczyłam na żadną odpowiedź, gdyż było to pytanie retoryczne. Obie wiedziałyśmy, że tym razem mam rację i nie ma się co o to sprzeczać. Chowając kosmetyczkę do jednej z kieszeni walizki, usłyszałam dzwonek telefonu Kasi, który zaraz ucichł gdy odebrała połączenie.
- Witaj Paul. Co słychać? Nie, nie śpię. Pomagam Gabie się pakować - uśmiechnęła się sama do siebie, ale po chwili wyglądała na wystraszoną- Jak to? Co mu się stało?!- podniosła głos, a ja siedziałam na podłodze skamieniała. 
O co albo raczej o kogo chodzi?!

Liverpool, Hotel Hampton 

       Wszystko szło wręcz idealnie! Publiczność była zadowolona, chłopcy byli zadowoleni, Savan był zadowolony, Cowell był zadowolony, dlatego ja też byłem zadowolony. Co więcej potrzeba mi było do szczęścia? Może odrobina kawy, bo ostatnia podróż wymagała ode mnie wiele poświęceń. Nie wiem skąd ta piątka ma tyle siły, ale ja po kilku występach pod rząd padałbym na twarz, a ci biegali pół nocy po dworze bez kurtek. Odpowiedź Louisa na moje pytanie co najlepszego wyprawiają nawet nie jest warta cytowania. Niby jest najstarszy, ale oleju w głowie to ma chyba najmniej z nich wszystkich. Dzisiaj na szczęście angielskie ulice były dla nas łaskawe i dojechaliśmy do kolejnego hotelu bez stania w niekończących się korkach. Dodatkowo jutro mieliśmy wolne, co pomimo zmęczenia wprawiało mnie w pozytywny nastrój. 
 Po przydzieleniu nam pokoi moi podopieczni obiecali zrezygnować z wszelkich rozrywek i pójść grzecznie spać. W głębi duszy wiedziałem, że jest to nie możliwe, ale miałem nadzieję, że ograniczą się do wygłupów w swoich pokojach i będą na tyle cicho, że pozostali goście hotelu nie będą żądać ich wyrzucenia za bramy budynku.
 Ledwo przekroczyłem progu mojego pokoju i od razu rzuciłem się na łóżko. Najchętniej usnąłbym w tym co miałem na sobie, ale zapach moich ubrań za bardzo wdawał mi się we znaki. Zsuwając się niechętnie z wygodnego łóżka, które wołało za mną "Nie odchodź! Połóż się i oddaj się zasłużonemu odpoczynkowi", udałem się do łazienki. Po szybkim prysznicu, przebrałem się w coś wygodnego i wróciłem do sypialni, gdzie wsunąłem się pod ciepłą kołdrę zapadając w głęboki sen.
  Jedną z najgorszych rzeczy jaka może przytrafić się zapracowanemu człowiekowi to wrażenie, że przed chwilą się położył, a już musi wstać, bo dzwoni jego budzik. Po omacku sięgnąłem po telefon, wciskając pierwszy lepszy klawisz aby go uciszyć, ale nic to nie dało. Po chwili zacząłem się zastanawiać od kiedy to jako dźwięk alarmu mam ustawiony odgłos walenia do drzwi. Gdy nieco oprzytomniałem, podświetliłem ekran, co poraziło moje oczy i na chwilę straciłem zdolność korzystanie z tego zmysłu. Gdy wszystko wróciło do normy, spojrzałem jeszcze raz na wyświetlacz, ale tym razem z większej odległości. Okazało się, że wcale nie musiałem wstawać. Była dopiero druga w nocy i spokojnie mogłem przewracać się z boku na bok jeszcze kilka godzin. Mógłbym gdyby ktoś natarczywie nie dobijał się do mojego pokoju. Przeklinając pod nosem, zarzuciłem na ramiona bluzę, którą zostawiłem na krześle, po czym otworzyłem drzwi. Na korytarzu stał Liam z Louisem. Wyglądali jakby połowa rodziny im wymarła, a to nie wróżyło nic dobrego.
- Błagam...- zacząłem łapiąc się za obolały kark- Powiedzcie, że nie rozwaliliście kolejnego łóżka, a Niall nie najadł się żadnego dziadostwa z hotelowego baru.
- Gdyby tak było to pozostawilibyśmy cię w błogiej nieświadomości do rana- oznajmił Payne. Nie wiedziałem czy powinienem być cieszyć się z tego oświadczenia czy nie.
- W takim razie o co chodzi?
- Z Harry'm jest coś nie tak- poinformował mnie Louis, a ja spojrzałem na niego zaskoczony.
- A tak konkretniej? Jeszcze kilka godzin temu szalał  na scenie i nic nie wskazywało na to żeby mu coś dolegało- stwierdziłem, przypominając sobie jak skakał, biegał i wydurniał się przez ponad godzinę.
- Ale teraz jest inaczej. Zresztą chodź i sam zobacz- pociągnął mnie za rękę w stroję pokoju, który dzielił ze Styles'em. 
Gdy weszliśmy do środka, przy łóżku najmłodszego z całej paczki siedział Zayn i Niall.
- Co mu jest?- spytałem, przysiadając obok chłopaka, który leżał przykryty dwiema kołdrami i cały się trząsł.
- Nie wiem- zruszył ramionami Malik, a w ślad za nim poszedł Horan- Tommo przybiegł po nas żebyśmy mu pomogli, ale nie jestem doktorem żeby oświadczyć co mu jest.
- Po przyjeździe narzekał, że boli go głowa- wtrącił się Louis, który stąpał w miejscu zmartwiony stanem swojego przyjaciela- Wziął gorący prysznic i położył się spać. Ja poszedłem jeszcze na chwilę do chłopaków, a gdy wróciłem cały dygotał i ledwo co mówił. Zawołałem chłopaków, a oni kazali mi iść po ciebie.
Uważnie wysłuchałem opisu wydarzeń przedstawionego przez Tomlinsona, po czym zabrałem się za oględziny Loczka. Podobnie jak Zayn nie jestem lekarzem żeby jasno stwierdzić co mu dolega, ale gdy tylko przyłożyłem dłoń do jego czoła wiedziałem, że nie jest dobrze. Był strasznie rozpalony. 
- I co z nim?- spytał przerażonym głosem Niall.
- Jak dla mnie to nieźle się rozchorował- odparłem, wzdychając ciężko- Liam idź po Savana i powiedz mu żeby zdobył na recepcji numer do najbliższego szpitala. Musi go zobaczyć ktoś kto się na tym zna. Potem niech tu przyjdzie.
  Po kilku minutach w pokoju zrobiło się całkiem tłoczno. Przyjaciele spoglądali na Harry'ego, do którego nie docierało to co się wokół niego działo, a ja z Kotechą próbowaliśmy wymyślić jak mu pomóc, gdyż doktor mógł przyjechać dopiero rano. Pieprzona służba zdrowia!
- Jakieś pomysły?- spytałem mężczyznę, który chodził w tę i z powrotem po pokoju.
- Musimy mu podać jakieś lekarstwo. Jak tak dalej pójdzie to nam do rana zejdzie.
- Co?!- usłyszeliśmy głośny krzyk czwórki siedzącej pod oknem.
- Uspokójmy się. Nic mu nie będzie- próbowałem zapanować nad sytuacją, ale takie gadanie nie pomagało.
- Zadzwońmy do Kate- wypalił nagle Savan, a ja spojrzałem na niego jak na idiotę.
- Słucham?
- Ona na pewno nam pomoże. Ostatnio jak byłem chory, podała mi jakieś zioła i przeszło mi w mgnieniu oka.
- Ciebie chyba też coś dopadło...- stwierdziłem, kręcąc z niedowierzaniem głową- Nie zadzwonię do niej w środku nocy.
- To wyjątkowa sytuacja. Na pewno zrozumie- przekonywał mnie, ale nie chciałem dać się na to namówić. 
- Czemu ja? To ciebie nazywa swoim bratem. Ty to zrób!
- To ty jesteś menadżerem chłopaków. Poza tym na mnie zaraz zacznie krzyczeć, że go nie upilnowałem- odparł, na co zacisnąłem mocno szczękę. Też mi się zachciało takiej roboty!
Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem numer Kate. Po co w ogóle to robiłem? Jak mogłaby nam pomóc skoro jest prawie cztery godziny drogi stąd? 
- Witaj Paul. Co słychać?- usłyszałem po drugiej stronie słuchawki i przełknąłem głośno ślinę.
- Dobry wieczór Kate. Mam nadzieję, że cię nie obudziłem...
- Nie, nie śpię. Pomagam Gabie się pakować- odpowiedziała, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Bardzo mnie to cieszy. Dzwonię ponieważ mamy mały problem- zacząłem objaśniać jej całą sytuację- Chodzi o Harry'ego. Nie jest z nim najlepiej...
- Jak to? Co mu się stało?!- niemal krzyknęła do mikrofonu, przez co musiałem odsunąć urządzenie od ucha.
- Wydaje mi się, że jest poważnie chory. 

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Nie mogłam tak bezczynnie siedzieć. Podeszłam do okna przeczesując nerwowo włosy, ale to również nie pomagało ani mi ani Harry'emu. 
- Możesz być bardziej szczegółowy?- poprosiłam, chcąc żeby bardziej naświetlił mi zaistniałą sytuację.
- Przyjechaliśmy do hotelu i według wersji Louisa zaczęła go boleć głowa, potem dopadły go dreszcze, a teraz w ogóle nie kontaktuje.
- Tak nagle? Jeszcze niedawno gdy do mnie dzwoniłeś wszystko było w porządku- domagałam się konkretnych informacji. Jak ze zdrowego, szalejącego chłopaka, zamienił się w konające na łóżku warzywo?!
- Sam nie wiem. Pewnie to przez to, że biegali po dworze bez kurtek.
Otworzyłam szeroko oczy słysząc jego przypuszczenia. Co. Za. Debile. Miałam ochotę przywalić każdemu z osobna. Nawet Styles'owi choć jemu darowałabym dopóki by nie wyzdrowiał.
- Po tym jak skończymy tą rozmowę możesz im przekazać, że mają u mnie przerąbane- oznajmiłam- Dzwoniłeś po lekarza?
- Tak, ale przyjedzie dopiero jutro rano.
- Pieprzona służba zdrowia- przeklęłam pod nosem, ale Paul musiał to usłyszeć.
- Mam taką samą opinię na ten temat.
Nagle poczułam jak ktoś szturcha mnie w ramię. Zerknęłam przez ramię i zobaczyłam zdezorientowaną twarz Gaby. Cholera. Zapomniałam, że wszystko słyszy.
- Co się stało?- spytała szeptem. Przyłożyłam dłoń do mikrofonu mojego telefonu i odpowiedziałam krótko.
- Harry jest chory. Opowiem ci później.
- Kate?- usłyszałam głos Higginsa, który musiał coś do mnie mówić, ale go nie słyszałam.
- Jestem- oparłam czoło o zimna szybę okna i starałam się pozbierać myśli.
Z jednej strony ogarniała mnie chęć zabicia całej piątki za bezmyślność, ale z drugiej bardziej przejmowałam się stanem Loczka. Prawda była taka, że na odległość nie mogłam mu pomóc, a nawet gdybym była na miejscu nie znałam się na medycynie aż tak dobrze. Jedne co wiedziałam to jak udzielić pierwszej pomocy i jak zbić gorączkę domowymi sposobami, których nauczyła mnie mam mojej przyjaciółki. Mimo to gdzieś w głębi czułam, że powinnam tam być. Czyżby kolejny znak? Ktoś na górze mógłby się wreszcie na coś zdecydować! Przez takie sytuacje mam tylko jeszcze większy mętlik w głowie.
- Wyślij Savana do apteki po leki na obniżenie temperatury. Podejrzewam, że jest strasznie rozpalony skoro ma dreszcze. Dajcie mu od razu podwójną dawkę. W międzyczasie ubierzcie go w coś ciepłego i przykryjcie czym się da. Jak porządnie się wypoci powinno być lepiej. Niech ktoś też zrobi mu zimny okład na czoło i zmienia go co jakiś czas. Wystarczy ręcznik zamoczony w zimnej wodzie- skończyłam wydawać polecenia i instrukcje, które mogłyby jakoś złagodzić cierpienia Harry'ego- To tyle co mogę na razie zrobić, ale jutro obowiązkowo musi zobaczyć go lekarza.
- Oczywiście. Dziękuję bardzo za pomoc- wyrażał swoją wdzięczność Paul.
- Nie ma za co- odparłam- Zobaczymy się jutro i wtedy mi wszystko dokładnie opowiesz.
- Jutro?!- spytał zaskoczony. Wierz mi chłopie, sama nie wierzę, że to zaraz powiem.
- Tak. Przyjadę razem z Gabą. To chyba nie stanowi wielkiego problemu?
- Skądże!- zaprzeczył, choć pewnie zupełnie się tego nie spodziewał. Zupełnie tak jak ja- Za zawracanie ci głowy możesz liczyć na co tylko chcesz.
- Poproszę o dużą kawę. Powinnyśmy za niedługo wyjechać. Spakuję tylko kilka rzeczy i ruszamy. Będziemy u was koło siódmej. Do zobaczenia.
  Odłożyłam telefon i pognałam do swojego pokoju, wyjmując z pod łóżka walizkę i pakując do niej najpotrzebniejsze rzeczy. Po chwili w drzwiach stanęła moja współlokatorka, która uważnie przyglądała się temu co robię.
- Chcesz mi powiedzieć, że jedziesz ze mną do Liverpoolu?
- Tak- odpowiedziałam, wrzucając na dno torby kilka bluzek i parę ulubionych jeansów.
- Teraz?
- A kiedy?!- uniosłam się zirytowana- Przepraszam. Dla mnie też jest to zaskoczeniem.
- Nie wątpię- odparła- Chwila... chcesz żebym ja nas tam zawiozła?
- Na mnie nie mamy co liczyć, bo nie mam prawa jazdy.
- Ale ja nie wiem jak tam dojechać! Nigdy nie wyjeżdżałam poza Londyn! Nie ma mowy!- buntowała się, a ja czułam jak krew zaczyna mnie zalewać.
- Posłuchaj...- starałam się ukryć moje zdenerwowanie- Styles jest chory. Jako, że wciąż według obowiązującej mnie umowy jest moim podopiecznym muszę mu pomóc- zaczęłam, ale to co mówiłam to stek bzdur. Nigdzie w kontrakcie nie było wzmianki, że muszę bawić się w pielęgniarkę któregoś z chłopaków jeśli źle się poczują- Poza tym sama namawiałaś mnie żebym z tobą pojechała. Potraktuj to jako małą wycieczkę. Taki road trip.
- Tylko, że ja dalej nie wiem, którą drogę wybrać!- zaprotestowała po raz kolejny.
- Nie słyszałaś nigdy o GPS'ie? 



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Rozdział krótki i nudny, ale muszę jakoś płynnie przejść do kolejnych wydarzeń ;).
Dziękuję za kolejną nominację do BLOGA MIESIĄCA: KWIECIEŃ! Jesteście kochani! <3 Ten kto chce może zagłosować na stronie http://spis1d.blogspot.com/. Z góry dziękuję za każdy głos!
Xx.

21 kwietnia 2014

8

Dom One Direction      

       Od rana chodziłem po domu ze skwaszoną miną, ale przyrzekam, że mam do tego pełne prawo i gdybym kogokolwiek postawił na moim miejscu, na pewno zachowywałby się dokładnie tak samo. Zaraz po przebudzeniu wiedziałem, że ten dzień nie będzie moim ulubionym. Gdy wszedłem rano do kuchni śniadanie było nie gotowe, a na moje pytanie czemu zaistniała taka sytuacja Harry stwierdził, że przecież mam rączki i mogę sobie sam coś przygotować. "I miał rację leniu!". Najwidoczniej wymiana wiadomości z pewną tajemniczą osobą była ważniejsza, niż podtrzymanie panującej w naszym nowym domu tradycji i nakarmienie swoich przyjaciół. Jak tylko się dowiem kto jest po drugiej stronie telefonu to znajdę go i każę naszykować wszystkie zaległe posiłki, które Loczek sobie odpuścił. Zmuszony do pójścia za radą młodszego kolegi, postanowiłem sam zrobić sobie coś do jedzenia. Niestety jak się szybko okazało było to niemożliwe, gdyż akurat to na co miałem ochotę zostało już wchłonięte przez Nialla, który mnie ubiegł i wcześniej dorwał się do lodówki wraz z Zaynem. Widząc pusty karton po mleku, przekląłem pod nosem, uświadamiając sobie, że z kawy również nici, dlatego też udałem się na górę. Ledwo zdążyłem wejść na ostatni stopień, kiedy dopadł mnie Liam, proszący a właściwie błagający o to, żebym ocenił jeszcze raz jego strój na dzisiejszą imprezę z Danielle. 
- Nie bądź świnia Louis i pomóż przyjacielowi w potrzebie!- ciągnął mnie za rękę do swojego pokoju ubrany jedynie w luźne bokserki i ręcznik na głowie.
- Odczep się!- próbowałem się uwolnić z jego uścisku, ale skubany silny był.
- Proszę!
- Jak pójdziesz po jajka i mleko do sklepu- objaśniłem mu warunki i cenę mojej jakże niezbędnej pomocy.
Po chwili zastanowienia zgodził się i czym prędzej przebrał w coś bardziej wyjściowego niż małe świnki zdobiące jego cztery litery, następnie wybiegając z domu. Ciesząc się, że przez najbliższe dwadzieścia minut da mi spokój skierowałem się do pokoju na przeciwko, który zajmował nikczemny kucharz. Leżał rozłożony na swoim wielkim łóżku i podobnie jak dwie godziny temu wpatrywał się w ekran swojego telefonu, ale z mniejszym zadowoleniem niż wcześniej. 
- Co robisz?- spytałem kładąc się obok niego, ale darowałem sobie próbę odkrycia z kim tak zawzięcie pisze. 
- Staram się dowiedzieć co wczoraj ugryzło Kate- mruknął pod nosem, w międzyczasie wystukując kolejną wiadomość. 
- Faktycznie ciekawe co jej tak nagle odwaliło- przyznałem podpierając się na dłoni. Sam zacząłem się zastanawiać co wywołało u niej taką nagłą zmianę nastroju. Co dwie głowy to nie jedna, co nie?
- Nic jej nie odwaliło! Może po prostu źle się poczuła i tyle.
- Wyluzuj kochasiu!- uniosłem wolną rękę do góry słysząc jego podniesiony ton- Myśl sobie co chcesz, ale moim zdaniem to wcale nie było związane z jej chorobą.
- A niby z czym?- zerknął na mnie, odrywając na chwilę wzrok od kolorowego wyświetlacz znajdującego się nad jego twarzą.
- Nie wiem- wzruszyłem ramionami- Nie rozumiem zachowania swoich sióstr, które znam od urodzenia, a ty oczekujesz że powiem ci o co poszło dziewczynie, o której mam podobne pojęcie jak o fizyce kwantowej? Jedyne czego nauczyłem się przez tych kilka lat obcowania z płcią piękną, to to, że mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiet. 
- Chyba muszę się z tobą zgodzić...- przyznał ciężko wzdychając, po czym odłożył telefon na bok- W takim razie lepiej powiedz co ciebie gryzie.
Chłopak przewrócił się na bok i zaczął przyglądać się mi uważnie. Muszę mu zakazać spotykanie się z Kate nawet na polu zawodowym, ponieważ nieświadomie nauczył się od niej nie tylko jak lepiej śpiewać, ale również jak wywoływać ciarki swoimi zielonymi tęczówkami, które analizują teraz każdy najdrobniejszy grymas na mojej twarzy. Czasami są do siebie tak bardzo podobni, że aż mnie to przeraża. 
- Wkurzyłem się, bo nie zrobiłeś śniadania- odpowiedziałem, co wywołało u niego cichy śmiech- Naprawdę nie wiem co jest takiego zabawnego w tym, że muszę głodować.
- Wczoraj nie zrobiłem kolacji i jakoś dałeś radę to przeżyć- odparł- Poza tym gdyby zamiast ciebie leżał tu Horan, prędzej bym uwierzył, że to prawdziwa przyczyna jego złego nastroju. 
- Skończyło się mleko do kawy- wymieniałem dalej, powody przez które chodziłem dzisiaj zły jak osa.
- Louis...- Loczek posłał mi znaczące spojrzenie, na co wywróciłem oczami. Ciekawe kiedy on mnie tak dobrze poznał. 
- Dobra! Przyznaję, wcale nie chodzi o problemy gastronomiczne.
- To już wiem.
Ściągnąłem brwi, mierząc go pogardliwym wzrokiem, ale on w ogóle się tym nie przejął i ruchem ręki ponaglał mnie, żebym w końcu wyrzucił z siebie to co mi leżało na sercu. 
- Wkurzają mnie te całe walentynki- przyznałem- Wszyscy gdzieś wychodzą, nawet Zayn wybywa gdzieś z kolegami, a ja będę ślęczał w domu jak jakiś stary dziad. Dobrze, że ty też zostajesz.
Harry otworzył szerzej oczy i przygryzł lekko swoją wargę, próbując ukryć zakłopotanie, które biło od niego na kilometr. No chyba sobie ze mnie jaja robi...
- Nawet się nie waż mówić, że ciebie też nie będzie!
- Tak właściwie to... jestem już umówiony.
- Z kim?!- usiadłem prosto na łóżku i miałem ochotę sięgnąć po lampkę nocną stojąca obok, aby mu nią przywalić.
- Z... Edem- odpowiedział szybko, ale nim zdążyłem nabrać jakichkolwiek podejrzeń kontynuował swoje tłumaczenie- Stwierdziliśmy, że nie będziemy siedzieć sami przed telewizorem, więc postanowiliśmy wyjść gdzieś na miasto.
- Jak śmiesz?!- założyłem ręce na piersi obrażony- Mogę iść z wami?- zrobiłem najbardziej uroczą i jednocześnie smutną minę na jaką było mnie stać.
- Naprawdę wolisz spędzić ten wieczór ze mną i Sheeranem, niż z jakąś fajną laską?
- Nie znam takiej- odparłem naburmuszony.
- A co z Eleanor? Już jej nie lubisz?
- Lubię...
- No to w czym problem?- spytał, nie rozumiejąc mojej postawy- Zaproś ją gdzieś.
- Nie zgodzi się- westchnąłem, opadając z powrotem na miękki materac. 
- Czemu tak myślisz?
- Bo... tak.
Styles popukał mnie palcem w czoło i przeskakując przeze mnie pobiegł do mojego pokoju. Leżałem przez chwilę skonsternowany, kiedy dotarło do mnie co zamierza zrobić. Narażając własne życie, pobiegłem za nim ile sił w nogach, omijając porozrzucane na podłodze ubrania, a gdy dotarłem na miejsce, zobaczyłem jak trzyma mój telefon przy uchu. 
- Nawet się nie waż!- krzyknąłem, ale było już za późno.
- Cześć El! Tu Harry- uśmiechnął się szeroko, ale mina mu zrzedła gdy rzuciłem się na niego i po krótkiej walce upadliśmy obaj na ziemię. Co prawda nie obyło się bez małych obrażeń kiedy nabiłem się na jego kolano, ale chociaż odzyskałem swoją komórkę.
- Harry? Co się tam dzieje?- usłyszałem głos po drugiej stronie, i zdałem sobie sprawę, że nie przerwałem połączenia. 
- Tu Louis- poprawiłem szybko dziewczynę, a gdy zerknąłem na Loczka, oślepiła mnie biel jego zębów, które wyszczerzył w szerokim i triumfalnym uśmiechu. Niech no ja go dorwę! "Już na nim leżysz". A faktycznie!
- Wszystko w porządku? Coś mu się stało?- dopytywała się swoim uroczym, a teraz także zmartwionym głosem.
- Wszystko gra. Nic mu nie jest. Przynajmniej na razie...- warknąłem w jego stronę, na co Eleonor zaczęła chichotać.
- Mam rozumieć, że nie chciałeś żeby do mnie zadzwonił?- spytała, kiedy siadałem okrakiem na Loczku żeby mi nie uciekł zanim skończę tą rozmowę. Już ja mu dam popalić!
- Zgadza się. Wolałem sam to zrobić- odparłem, uderzając się dłonią w czoło. "Jasne. Tak się do tego paliłeś..." Cicho siedź!
- Więc... czemu zawdzięczam ten niekonwencjonalny telefon? 
Przygryzłem wargę i przejechałem nerwowo ręką po włosach, na co Harry wywrócił oczami i niemo wyszeptał "Zaproś ją!". Zbierając w sobie całe męstwo i odwagę, postawiłem wszystko na jedną kartę i modliłem się żeby nie zostać odrzuconym.
- Zastanawiałem się... czy może.... masz jakieś plany na dzisiaj?
I stało się najgorsze co tylko mogło mi się przytrafić. Między nami zapadła głucha cisza, która wydawała się ciągnąć w nieskończoność. Dopiero kiedy Styles podniósł się do pozycji siedzącej i pociągnął mnie za rękę żebym się zniżył i przystawił słuchawkę też do jego ucha, dziewczyna odezwała się.
- Zostaję sama w domu i zapewne będę się nudzić oglądając durną komedię romantyczną. 
- W takim razie może zechciałabyś ponudzić się ze mną?- pociągnąłem dalej temat, w napięciu czekając na odpowiedź. No błagam, powiedz coś!
- Z wielką chęcią- odparła, a ja wypuściłem z płuc całe powietrze, które wstrzymywałem do tej pory. Ta chwila byłaby idealna gdyby nie Harry.
- Louis ma dzisiaj randkę! Louis ma dzisiaj randkę!- darł się w niebogłosy, co niestety usłyszała El i zaczęła się śmiać.
- Zamknij się debilu!- palnąłem go w ten głupi łeb, ale nie wróciło mu to rozumu, o ile kiedyś go miał. 
- Widzę, a właściwie słyszę, że ktoś tu się cieszy bardziej niż ty- mogłem sobie wyobrazić jak pięknie się uśmiecha, domyślając się co dzieje się po drugiej stronie.
- Już niedługo- zapewniłem ją i sam siebie. Teraz żałuję, że go nie puściłem wolno- Przepraszam cię bardzo, ale muszę załatwić taką jedną sprawę. Zadzwonię później, dobrze?
- Jasne- zgodziła się- Tylko bądź dla niego delikatny. Do zobaczenia Louis.
- Cześć.
Rozłączyłem się, odrzuciłem telefon i zacząłem łaskotać Styles'a, w najbardziej wrażliwych miejscach. Miałem być delikatny, prawda? Słodka tortura!
- Z-zostaw m-mnie!- śmiał się głośno, ale przemawiała przez niego rozpacz, a nie zadowolenie.
- Nie ruszaj więcej moich rzeczy!
- O-obiecuję!- przyrzekł, dzięki czemu przestałem go katować- Ale przyznaj, że gdyby nie ja to w życiu byś się nie odważył do niej zadzwonić.
- Jak ja cię czasami nienawidzę!- odparłem i powróciłem do wcześniej przerwanej czynności. Niestety przybycie Liama zakończyło całą zabawę. A tak przyjemnie oglądało się z góry Loczka, błagającego o pomoc.
- Eee... czy ja wam czasem nie przeszkadzam?- Payne, popatrzył na nas z nieskrywanym zdziwieniem.
- Przyszło twoje wybawienie smarkaczu. Masz szczęście- zwróciłem się do Hazzy, który poczerwieniał na twarzy.
- Wyglądacie co najmniej niestosownie w takim ułożeniu- skomentował naszą pozycję Li- Mogę się dowiedzieć Lou czemu siedzisz okrakiem na Harry'm, a on jest calusieńki czerwony i ciężko oddycha?
- Bawiliśmy się- wysapał zmęczony Loczek.
- Tak... to by tłumaczyło pogniecioną koszulkę Tomlinsona- skwitował, przejeżdżając po nas jeszcze raz wzrokiem- Dobra, nie wnikam co tu zaszło, ale moglibyście przestać się na chwilę zabawiać i mi pomóc?
- A mleko kupiłeś?- spytałem, podnosząc się z ziemi, choć powinienem powiedzieć Styles'a.
- Jest w kuchni. Czekam u siebie!- oznajmił wychodząc z pokoju i kierując się do sypialni na przeciwko.
- Dzięki młody- pomogłem wstać przyjacielowi, który zaczął dochodzić do siebie- Miałeś rację. Gdyby nie ty to pewnie bym nie zadzwonił.
- Nie ma za co- poklepał mnie po ramieniu- Ty wspierałeś mnie gdy miałem ciężki okres z Kate, więc teraz przyszła pora żeby się odwdzięczyć.
- Cieszę się, że się jakoś dogadaliście- uśmiechnąłem się do niego lekko, na co odpowiedział tym samym.
- Jest lepiej. Zdecydowanie- potwierdził moje ciche przypuszczenia.
- To świetnie! Głupio by było rozstać się w niezgodzie.
Harry zatrzymał się w pół kroku i spojrzał na mnie zaskoczony. Chyba ktoś tu o czymś zapomniał.
- Co masz na myśli?
- Wpadłeś jak śliwka w kompot- pokręciłem z politowaniem głową nad jego losem- Zastanów się po co codziennie jeździmy do studia na próby?
- Trasa...- wyszeptał, odpowiadając samemu sobie. Widząc smutek wypływający na jego twarz, starałem się go jakoś pocieszyć, ale na niewiele się to zdało.
- Wiesz, może to i dobrze. Ostatnio zrobiłeś się naprawdę przerażający i podobny do niej. Odpoczniesz trochę.
- Tak. Świetnie- odparł, udając się do swojego pokoju i zatrzaskując za sobą drzwi. Chyba lepiej by było gdym się w ogóle nie odezwał.

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Siedziałem w kuchni i obserwowałem jak Kate przygotowuje kolację dla mnie i mojej dziewczyny. Po wczorajszej wybuchowej nauce, obie doszły do wniosku, że rozsądniej będzie gdy jednak Gabrysia będzie trzymała się z daleka od palników z gazem. Mimo wszystko uparły się, że zostajemy dzisiaj u nich. Szkoda tylko, że jak na razie spędzam ten wyjątkowy wieczór z moją tekściarką zamiast ukochaną. Nie to żebym narzekał, ale nie licząc zajadania się jej smakołykami i pracowania nad muzyką wolę spędzać czas w towarzystwie jej przyjaciółki.
- Myślisz, że długo jej jeszcze zjedzie?- spytałem brunetki, która krzątała się po kuchni w tę i z powrotem, wyciągając co chwilę nowe składniki z po przypalanych do połowy szafek. 
- Chce wyglądać dla ciebie olśniewająco, ale skoro nie wychodzi z pokoju od dwóch godzin to pewnie już kończy- odpowiedziała, uśmiechając się pod nosem po spróbowaniu przyrządzonego przez siebie sosu, który nie tylko wyglądał, ale również pachniał smakowicie- Tylko pamiętaj Horan, nie chcę wrócić do mieszkania i zastać cię biegającego na golasa po wszystkich pokojach- uniosła palec do góry, ostrzegając mnie przed tym co mogłoby się stać gdybym tak postąpił. 
- Spokojna twoja rozczochrana!- zapewniłem ją, na co mruknęła coś sama do siebie, w obcym dla mnie języku. 
- A oto i twoja księżniczka!- odezwała się nagle wskazując palcem za moje plecy, a kiedy się obróciłem zobaczyłem anioła. 
Gabrysia w dopasowanej białej sukience, sięgającej nico za kolano wyglądała olśniewająco! Włosy, które zazwyczaj uparcie opadały na jej twarz, spięła z tyłu spinkami, odsłaniając tym samym swoje piękne oczy, ozdobione delikatnym makijażem. Nie mogłem przestać lustrować jej wzrokiem, kiedy niepewnie przestępowała z nogi na nogę, w oczekiwaniu na moją reakcję.
- I jak?- spytała, nie mogąc się doczekać żeby usłyszeć moją opinię.
- Powiedz coś!- Kate klepnęła mnie w ramię aby mnie załączyć na właściwy tryb pracy.
- Wyglądasz nieziemsko!- odezwałem się, podchodząc do przepięknej dziewczyny i składając delikatny pocałunek na jej lekko zaróżowionych ustach. 
- Naprawdę ci się podoba?
- Oczywiście, że tak! Zawsze wyglądasz cudownie, a dzisiaj aż mowę mi odjęło. Gdyby nie cios od Kate, możliwe że w ogóle nie byłbym w stanie się dzisiaj odezwać.
- Jak zwykle nie ma za co- machnęła ręką, zadowolona z siebie tekściarka i przeszła koło nas żeby wyjść z kuchni- Pozwólcie gołąbeczki, że teraz ja wyszykuję się na dzisiejszy wieczór, a wy zajmijcie się sobą- na chwilę wróciła się, stając obok nas i położyła obie dłonie na moich ramionach- Niall, błagam cię. Pamiętaj, że wszystko jest gotowe, a jedyne co musicie zrobić to wstawić naczynie stojące na kuchence do piekarnika i wyciągnąć po dwudziestu minutach. Zrozumiano?
- Pewnie!- zapewniłem ją, ale nie wydawała się przekonana.
- Powiedzmy, że ci wierzę- westchnęła- I jeszcze jedno! Oprócz tego o czym wcześniej rozmawialiśmy, nie chcę za dziewięć miesięcy od dnia dzisiejszego usłyszeć, że chcecie żebym została matka chrzestną waszego dziecka.
- Czy ty czasem nie masz dzisiaj randki?- Gabrysia spojrzała na nią pytająco, zirytowana jej słowami.
- Kwestia niespodziewanego pojawienia się potomstwa mojej przyjaciółki jest ważniejsza od zwykłej kolacji.
- Idź się szykuj!
- A co nie możesz się doczekać aż rzucisz się na swojego ukochanego?- brunetka o kręconych włosach, poruszyła wymownie brwiami, na co moje kochanie chwyciło za brudną ścierkę i rzuciło w nią z całej siły- Nie denerwuj się tak, bo jeszcze ci się fryzura popsuje.
- Kaśka spadaj stąd!
- Idę, idę!- uniosła ręce w geście obronnym i zniknęła w ciemnym korytarzu.
- Zabawnie się na was patrzy gdy tak sobie dogryzacie- stwierdziłem, uśmiechając się lekko.
- Żałuj, że nie widziałeś nas w akcji gdy jesteśmy pijane- odparła, zarzucając mi ręce na kark, gdy objąłem ją w talii. 
- Pijane?- uniosłem do góry jedną brew- Kate nie wygląda mi na taką co by nie żałowała sobie alkoholu. A ty tym bardziej.
- Proszę cię! Gdy mieszkałyśmy w Polsce żadna impreza nie mogła się bez niej odbyć i dopiero kiedy przychodziła towarzystwo się rozkręcało. To były czasy...- rozmarzyła się, spoglądając gdzieś w dal.
- Czyli chcesz mi powiedzieć, że razem upijałyście się i robiłyście nie wiadomo co?
- Nie koloryzujmy tak tego- zwróciła mi uwagę- Po prostu dobrze się bawiłyśmy.
- Nieletnie odurzone alkoholem- pokręciłem niezadowolony głową- Często tak balujecie?
- Od dwóch lat nie widziałam, żeby Kasia wypiła więcej niż trzy drinki na raz- odpowiedziała szczerze, co trochę mnie uspokoiło.
- I dobrze. Inaczej musiałbym zabronić ci się z nią spotykać, a może i nakazać przeprowadzić do mnie- oznajmiłem poważnie.
- Czemu?
- Ponieważ nie pozwolę żeby ktoś miał na ciebie taki zły wpływ, a tym bardziej kiedy mnie nie ma obok.
Gabrysia zarumieniła się na policzkach i wspięła się na palce, całując mnie delikatnie w usta.
- Mój kochany rycerz! Zdajesz sobie sprawę, że by ci się to nie udało?
- Dlaczego?
- Ponieważ odkąd się poznałyśmy jesteśmy niemal nierozłączne. Można to uznać za pewien rodzaj uzależnienia- wyjaśniła, a ja poczułem jak ogarnia mnie nieproszona zazdrość.
- W takim razie trzeba cię wysłać na odwyk albo znaleźć ci kogoś nowego od kogo nie będziesz mogła się uwolnić.
- Masz kogoś konkretnego na myśli?- spytała, przyglądając mi się bacznie.
- Znam takiego jednego, który z chęcią zająłby miejsce twojej przyjaciółki.
Chcąc potwierdzić swoje słowa, ująłem jej twarz w dłonie i złączyłem nasze wargi. Całowaliście kiedyś anioła? Pewnie nie i od razu wam powiem, że moim się z wami nie podzielę. Jedyne o czym mogę was zapewnić, to że jest to niesamowite uczucie. Gdybym tylko mógł nie przestawałbym tego robić, ale niestety zawsze się znajdzie ktoś kto bezczelnie nam przerwie.
- Czy ja czasem nie wspominałam coś o tym, że nie spieszno mi do roli ciotki?- Kate ponownie pojawiła się w progu kuchni, jednak tym razem nie miała na sobie pobrudzonego fartucha. Jego miejsce zastąpiła ciemnoniebieska sukienka.
- Pasuje ci ten kolor- skomplementowałem jej strój, ale ona tak tego nie odebrała.
- Dzięki Niall, ale te miłe słowa nie pomogą ci jeśli okaże się, że złapiesz moją przyjaciółkę na dziecko.
- Kaśka!- Gabrysia spojrzała na nią szeroko otwartymi oczami- Zwariowałaś?!
- Ja tylko kulturalnie ostrzegam.
- Chyba powinnaś brać te leki kilka dni dłużej!
- Żebym znowu pozwoliła spalić ci kuchnię?- spojrzała na współlokatorkę wymownie- Nie ma mowy. Na wasze szczęście muszę już wychodzić, więc nie mam czasu dać wam reprymendy za wasze niestosowne zachowanie, ale myślę że jeszcze to kiedyś nadrobimy- obiecała, na co zacząłem się śmiać- Nie wiem co cię tak bawi Horan, ale cieszę się, że humor ci dopisuje. I jeszcze jedno...- dodała zanim skierowała się do wyjścia- Jak już musicie łamać moje zakazy to róbcie to u Gaby w pokoju. Nie chcę później jeść z naznaczonego stołu. Jeśli wiecie co mam na myśli...
Moja dziewczyna otworzyła kilka razy usta żeby coś powiedzieć, ale nic z nich  nie wyleciało. Ja z kolei spojrzałem na wspomniany przed chwilą przedmiot i stwierdziłem, że zdecydowanie wygodniej będzie na miękkim łóżku, niż drewnianej powłoce. 

Dom Danielle + klub Funky Buddha

       Punktualnie o siódmej zapukałem do drzwi domu Danielle. Ku memu zaskoczeniu to nie ona mi otworzyła tylko wysoka blondynka. Na początku myślałem, że pomyliłem numery, ale nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć dziewczyna zabrała głos:
- Cześć! Ty pewnie jesteś Liam- zmierzyła mnie uważnie wzrokiem od stóp do głów, po czym zrobiła miejsce w przejściu- Wejdź i się rozgość. Dani zaraz do ciebie zejdzie- puściła mi oczko, by za chwilę zniknąć gdzieś na tyłach domu.
Rozglądałem się dookoła, próbując zaznajomić się z nowym miejscem. Wszystko idealnie do siebie pasowało i było zachowane w nienagannym porządku. Zastanawiałem się kiedy ostatni raz dom mój i chłopaków wyglądał tak schludnie i czysto, ale wytrzymał on w takim stanie chyba tylko pierwszą godzinę naszego pobytu w nim. Od tamtego czasu nic nigdy nie było wysprzątane na błysk, nawet pomimo ciężkich starań Harry'ego. Na początku starałem się mu pomagać, ale ostatecznie obaj doszliśmy do wniosku, że nasz praca nie ma sensu. Zamierzałem wkroczyć do salonu, aby sprawdzić jak został urządzony, ale mój wzrok został przykuty do postaci, która pojawiła się na szczycie schodów. Gdy obserwowałem jak powoli schodzi na dół niczym modelka, trzymając się jedną ręką poręczy czułem się jak bohater filmu, który widzi swoją partnerkę, po którą przyjechał na bal, czekając na nią z korsarzem. Gdy stanęła przede mną, nie wiedziałem na czym mam skupić swój wzrok. Czy na jej sięgających nieba nogach, czy przenieś się wyżej skanując każdy kawałek odzianego w obcisłą sukienkę ciała. Równie zachęcającą opcją były pełne usta pomalowane czerwoną szminką i piękne brązowe oczy.
- Wyglądasz zniewalająco!- odezwałem się w końcu, ujmując jej dłoń i obracając ją wokół własnej osi, abym mógł się jej jeszcze lepiej przyjrzeć. "Ktoś tu się napalił...".
- Dziękuję. Tobie też niczego dzisiaj nie brakuje- stwierdziła, oceniając moje ubranie- Nigdy bym nie pomyślała, że możesz tak dobrze prezentować w cętkach.
- Naśmiewasz się ze mnie?- uniosłem pytająco brew. Trzeba było postawić na zwykły t-shirt i jeansy. 
- Skądże! Naprawdę uważam, że świetnie wyglądasz i jestem przekonana, że będziesz wyglądał najlepiej ze wszystkich chłopaków!- upewniała mnie w swojej opinii, co trochę mnie uspokoiło. Może jednak powinienem bardziej wierzyć w stylistyczny zmysł stuletnich kobiet.
- Mam taką nadzieję- odparłem uśmiechając się lekko- Gotowa do wyjścia?- nadstawiłem swoje ramię, za które dziewczyna złapała się i razem opuściliśmy jej dom.
  Droga do klubu, w którym mieliśmy się spotkać ze znajomymi Danielle przebiegła w miłej i zabawnej atmosferze. Cały czas śmialiśmy się z absolutnie wszystkiego, co najwyraźniej nie podobało się naszemu kierowcy, który stroił do tylnego lusterka kwaśne miny. Nam to jednak nie przeszkadzało, gdyż humor nam dzisiaj bardzo dopisywał. Po uregulowaniu należnej opłaty i wysłuchaniu, jaka to dzisiejsza młodzież jest głośna i okropna, stanęliśmy w kolejce przed wejściem.
- Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, że jestem strasznym tancerzem- zwróciłem się do brunetki, która akurat poprawiała swój makijaż w małym, kieszonkowym lusterku. Teraz już wiem jak dziewczyny mieszczą te wszystkie badziewia w swoich miniaturowych torebeczkach. 
- Oczywiście, że jestem tego świadoma. Widziałam cię na próbie z chłopakami- mrugnęła do mnie okiem i ucałowała w policzek- Zostaw to mnie.
Nie składałem większego sprzeciwu, choć wiedziałem, że nie ominie mnie rozrywka na parkiecie. Miałem jednak nadzieję, że z jej pomocą nie wyjdę na kompletną ofiarę i nie ośmieszę nas obojga na oczach tłumu, który gnieździ się w środku. 
  Nie jesteście sobie w stanie wyobrazić jak się ucieszyłem widząc wypełniony po brzegi parkiet, gdy udało nam się dostać do głównej sali. Głośna muzyka wydobywająca się z głośników, wypełniała cały budynek, który został należycie przygotowany. Wszystko było dopięte na ostatni guzik, dzięki czemu klub zamienił się w dyskotekę rodem z lata osiemdziesiątych. Odetchnąłem z ulgą, gdy zaważyłem, że nie jestem jedynym facetem, który postawił na dziko wzorzyste koszule i skórzane spodnie. Dani ledwo co przekroczyła próg i od razu poddała się jednemu z hitów Madonny. Po raz kolejny poczułem się jak w niebie widząc jak kołysze biodrami tuż przed moimi oczami. Mógłbym tak stać i przyglądać się jej kocim ruchom, podobnie jak reszta panów urzędująca tu dzisiejszego wieczoru. Asekuracyjnie położyłem dłonie na jej biodrach, do czego na szczęście nie miała zastrzeżeń. Przylgnęła plecami do mojej klatki piersiowej i poprowadziła w głąb parkietu. Nie wiem jak znaleźliśmy się w samym środku ocierających się o siebie ciał, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Było na tyle ciasno, że nie musiałem się szczególnie martwić o to, że ktoś zauważy moje taneczne braki. Poza tym jedyne na czym byłem w stanie się skupić to wciśnięta we mnie Danielle, która z całą pewnością przejęła kontrolę nie tylko nad swoim, ale także i moim ciałem. 
- Myślałam, że będzie ci gorzej szło- zaśmiała się, co od razu odwzajemniłem.
- Też spodziewałem się większej porażki, ale taki układ mi odpowiada- odparłem, przyciskając usta do jej ucha- Gdybym wiedział, że zawsze jest tu tak tłoczno, przyprowadzałbym cię tu co wieczór tylko po to żeby się do ciebie zbliżyć.
- Może powinieneś to wykorzystać?- uśmiechnęła się, seksownie przygryzając wargę, która po chwili znalazła się między moimi. 
Wierzcie lub nie, ale była to moja najlepsza noc spędzona na parkiecie. Wystarczy odpowiednie towarzystwo i coś co nigdy w życiu nie wydawałoby się wam warte zachodu może okazać się świetną zabawą.

Ulice Londynu

       Tocząc wewnętrzną batalię z własnym sumieniem i tym co podpowiadało mi serce, przemierzałam chłodne ulice Londynu w niewygodnych butach i definitywnie zbyt cienkiej sukience. Też mi się zachciało wyglądać lepiej od nowej dziewczyny mojego przyjaciela. Przeklinając przy co drugim kroku, udało mi się w końcu dojść do miejsca gdzie miałam spotkać się z Harry'm. Nie byłabym sobą gdybym widząc go czekającego na mrozie, z rękami schowanymi głęboko w kieszeniach grubego płaszcza i lekko zgarbioną sylwetką nie przystanęła na chwilę, aby przyjrzeć mu się z daleka. Kiedy chciałam zrobić kolejny krok w jego stronę, mój mózg stawiał przede mną czerwony znak stopu, za to jakaś nieznana mi wewnętrzna potrzeba znalezienie się blisko niego próbowała go obejść z każdej możliwej strony. Zacisnęłam mocniej zdrętwiałe z zimna pięści, wkurzając się sama na siebie, za swoje niezdecydowanie. Biorąc głęboki wdech i nieświadomie wstrzymując powietrze podeszłam bliżej, stając na przeciwko niego i delikatnie się uśmiechając.
- Już myślałem, że mnie wstawisz- powiedział, przyglądając się mi intensywnie, dzięki czemu od razu zrobiło mi się cieplej. "Widzisz?! Trzeba było ruszyć dupsko, a nie stać na zimnie jak ta idiotka!". No jeszcze ciebie mi tu brakowało! Spadaj!
- Skąd takie przypuszczenia?
- Po tym jak się wczoraj nagle zezłościłaś bez powodu, nie byłem pewien czy cię tu zastanę- chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie, a ja zupełnie nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje- Powiesz mi co się stało?
- Nie chcę o tym rozmawiać- mruknęłam pod nosem, starając się schować twarz w wełnianym szaliku. Oczywiście mi się to nie udało gdyż pan Ciekawski, nakłonił mnie abym znów popatrzyła w górę, ciągnąc mnie lekko za podbródek.
- A ja nie chcę iść na kolację do twojego byłego chłopaka, na myśl o którym mam ochotę wbić mu nóż w plecy i oddać się dobrowolnie policji, będąc dumny z tego co zrobiłem. Nie będę udawać że wszystko jest w porządku, skoro tak nie jest- odparł ściągając brwi- Albo dowiem się prawdy albo pójdziesz tam sama.
Stanęłam jak wryta, a nogi wrosły mi w ziemię. Jak mógł ode mnie oczekiwać, że wyjawię mu wszystko to co kumuluje się od kilku dni w mojej głowie, a ja za wszelką cenę staram się z tym walczyć i nie przejmować się tym co czuję? Czy on nie rozumie, że robię to dla naszego wspólnego dobra? Widocznie nie.
- Lepiej będzie jeśli pozostawię to dla siebie- stwierdziłam, ale taka odpowiedź nie przypadła mu do gustu. 
- Skoro tak uważasz...- odparł i obrócił się na pięcie, oddalając w przeciwnym kierunku. 
Na początku nie wierzyłam, że naprawdę to zrobił. Jak mógł mnie tak po prostu zostawić? Przeczesałam kilka razy palcami włosy, niszcząc moją misterną fryzurę, ale w tym momencie mało mnie to obchodziło. Jedyne czego chciałam to, zamknąć oczy i  przekonać się, że gdy za chwilę je otworzę, to zobaczę go z pięknym uśmiechem na ustach, ukazującym dwa urocze dołeczki w policzkach. Cierpliwie czekającego aż wskażę mu drogę, dzięki czemu będzie mógł złapać mnie za rękę i poprowadzić w odpowiednim kierunku. Jednak gdy tak zrobiłam, musiałam zmierzyć się z wielkim i bolesnym rozczarowaniem. Rozejrzałam się dookoła, ale jego nigdzie nie było. Zamiast ciepłej aury wypływającej z jego ciała, otaczało mnie mroźne powietrze, które torturowało moje zaróżowione policzki i skostniałe palce. Z nieproszonymi łzami napływającymi do oczy, postanowiłam coś z tym zrobić. Ruszyłam w stronę, w którą chłopak przed chwilą się oddalił. Stając na niewielkim skrzyżowaniu czułam jakby coś rozdzierało mnie od środka. W prawo czy lewo? Zachciało mi się śmiać, kiedy przypomniałam sobie jak to zwykle bywa w filmach. Założę się, że bez względu na to, którą drogę wybiorę, okaże się ona tą niewłaściwą, a ludzie patrzący na mnie z drugiej strony ekranu będą krzyczeć "Zawróć! Wybrał inną drogę!", ale ja i tak ich nie usłyszę. Podejmowałam w swoim życiu wiele naprawdę trudnych decyzji lecz tej nie byłam w stanie porównać do żadnej z nich. Niby nic wielkiego, przecież zawsze mogłabym zadzwonić na następny dzień, wytłumaczyć się, posprzeczać... Mogło się wydawać, że wszystko byłoby tak jak dawniej, jednak wiedziałam, że to nie prawda. Nie byłoby czasu na kolejne przeprosiny, nie spotkalibyśmy się ponownie w zatoczonym studiu żeby udawać, że tylko razem pracujemy. Ciężko to wytłumaczyć. Czasami stajemy w życiu przed wyborami, które mogą przysporzyć nam wiele kłopotów, mnóstwo szczęścia, ale zazwyczaj nie mamy zielonego pojęcia co czeka nas za zamkniętymi drzwiami przyszłości. Zawsze natomiast wiemy gdy coś się kończy, a coś się zaczyna. Dzisiaj ja zostałam wystawiona na taką próbę i za cholerę mi się to nie podobało. 
Obróciłam się w prawo, skąd niedawno zmierzałam do miejsca, w którym aktualnie się znajdowałam. Była to najkrótsza droga żeby wrócić do domu zarówno dla mnie jak i dla niego. Już miałam postawić pierwszy krok, kiedy z kolejnego niewiadomego powodu zawahałam się i zmieniłam zdanie. Spoglądając ostatni raz przez ramię na oddalające się oświetlone centrum Londynu, spuściłam głowę by za chwilę ją podnieść z powrotem, zaskoczona i jednocześnie szczęśliwa słysząc wypowiedziane ochrypłym głosem słowa.
- Dobry wybór.
Mój wzrok spotkał się z zielonymi tęczówkami Styles'a, który stał dokładnie na przeciwko mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie odezwał się ani słowem i nawet nie drgnął czekając na mój ruch. Czemu to zawsze jest takie trudne?
- Chciałabym być lepsza w wyrażaniu tego co czuję i co skrywają moje myśli, ale nie potrafię...- zabrałam w końcu głos, czując się jakbym poległa. 
- Mylisz się- odparł podchodząc bliżej i ujmując moją dłoń- Jesteś w tym najlepsza, tyle tylko, że potrzebujesz odpowiedniego bodźca i muzyki- uniósł do góry jeden kącik ust, a ja zaczęłam się cicho śmiać.
- Chyba nie sądzisz, że zacznę śpiewać na środku ulicy- rozejrzałam się dookoła nas i choć byliśmy sami w życiu bym tego nie zrobiła.
- Jak ty mnie dobrze znasz...
- Przestań! To wcale nie jest śmieszne...
- Jak na razie to ty wyglądasz na rozbawioną. Ja jestem śmiertelnie poważny.
I od tak rozluźniona atmosfera stała się bardziej napięta. Żałowałam, że nie mam pod ręką kartki żeby spisać sobie w punktach, to co powinnam powiedzieć, ale znając życie nie mogłabym się zdecydować co zapisać pod numerem pierwszym, a co pod setnym.
- Dalej Kate- zachęcał mnie do wyrzucenia wszystkiego z siebie- Po prostu to powiedz, wykrzycz, zrób cokolwiek. Ja będę tu stał i cierpliwie cię słuchał.
Po chwili wahania, skorzystałam z jego rady. Zabrałam rękę, którą ściskał w swojej aby móc w pełni skupić się na wyznaczonym zadaniu. Dalej poszło łatwiej niż się spodziewałam, oczywiście do pewnego momentu.
- Wczoraj poczułam, że tracę całą kontrolę- przyznałam niechętnie- Nigdy nie zachowuję się tak jak ostatnio. Nie jestem rozkojarzona, o niczym nie zapominam, mój dzień zaplanowany jest co do minuty, a w razie jakiś nagłych zmian, zawsze mam plan B. Ostatni raz byłam chora trzy lata temu, gdyż nawet na to nie miałam czasu. Odkąd poznałam One Direction, ciebie... wszystko się zmieniło- oznajmiłam, patrząc na niego z wyrzutem choć na to nie zasługiwał. 
- Czyli to nasza wina?- spytał zastanawiając się nad tym co powiedziałam- Masz do nas żal o to, że twoje życie nie jest już takie poukładane jak przedtem?
- Tak. To znaczy nie! Nie wiem...- plątałam się w zeznaniach ukazując swoją własną winę- Czasami mi to nie przeszkadza, a czasami doprowadza do obłędu.
- Kiedy konkretnie?
- Kiedy co?- spojrzałam na niego z niezrozumieniem gdyż nie wiedziałam o którą część mu chodzi.
- Kiedy ci to nie przeszkadza- odparł zirytowany, że musi się powtarzać- Później przejdziemy do tej mniej przyjemnych spraw.
Przygryzłam wargę, przypominając sobie wszystkie momenty, w których sprawiał, że moje serce zaczynało bić szybciej, a oddech stawał się nierówny. Gdy zapominałam o wszystkich problemach, a jedyną rzeczą, a właściwie osobą, na jakiej byłam się w stanie skupić był on.
- Kate.
- Zawsze gdy jesteś blisko, niespodziewanie łapiesz mnie za rękę, szepczesz coś do ucha, całujesz...- zaczęłam wymieniać, każdą najdrobniejsza rzecz, starając się o niczym nie zapomnieć- Wczoraj siedząc na twoich kolanach, czy tańcząc czułam się naprawdę dobrze, do momentu w którym zaczęło mnie to przerażać.
- Przerażać?
- Tak- westchnęłam, bojąc się, że moja nagła wylewność doprowadzi do kolejnej sprzeczki- Te spojrzenia wszystkich skierowane w naszą stronę, uświadomiły mi, że to co robimy, na co sobie pozwalam, jest wbrew wszystkiemu według czego żyłam przez ostatnie dwa lata. Zawsze traktowałam swoje zasady jak rzecz świętą, niczym dekalog, którego nie można złamać, pod groźbą kary. Tymczasem przy tobie robię wszystko na odwrót i nie dostrzegam w tym nic złego, a być może powinnam. Może pogrążam się popełniając najgorszy błąd swojego życia, który tylko na razie wydaje mi się być najlepszym, a potem będę tego żałować.
- Czemu tak myślisz?- popatrzył na mnie zasmucony- Naprawdę sądzisz, że znajomość ze mną może doprowadzić cię do samoistnej destrukcji?- zaczął się śmiać analizując brzmienie swoich słów- Boże, co ja gadam...
- To wcale nie jesteś śmieszne Harry- odparłam srogo, mierząc go lodowatym spojrzeniem- Jesteś jedyną osobą, którą znam tak krótko, a która zdążyła się o mnie dowiedzieć tak wiele. I to jest ta przyprawiająca mnie o nieprzyjemne ciarki część. Powiedziałam ci o śmierci moich rodziców choć przyrzekłam sobie, że nikt więcej się już o tym nie dowie, a ty co zrobiłeś? Nic. Nie wspomniałeś już o tym ani razu, nie dopytywałeś się co się z nimi stało. Zachowujesz się tak jakbyś o tym zapomniał, w trakcie gdy ja nie wiem co ze sobą zrobić. Może faktycznie nie zrobiło to na tobie wrażenia, a może zapisałeś to sobie gdzieś żeby w razie czego móc to wykorzystać przeciwko mnie. Nie wiem tego i właśnie to spędza mi sen z powiek. Fakt, że z taką łatwością wydobywasz ze mnie największe sekrety, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Nawet jeśli robisz to nieświadomie. 
- Po pierwsze nie zmuszałem cię do opowiedzenia mi o swojej rodzinnej tragedii- zaczął, jedną ręką obejmując mnie w talii, a drugą ujmując zaróżowiony policzek, ale wcale nie był to przyjemny dotyk- Po drugie jak możesz podejrzewać mnie o zrobienie czegoś tak okropnego jak wykorzystanie takiej informacji żeby cię skrzywdzić? 
- Może dlatego, że cię nie znam...
- Masz rację- zgodził się- Nie znasz, ale nawet nie w tym tkwi problem. Problemem jest to, że gdy ja staram się dowiedzieć o tobie jak najwięcej żeby cię zrozumieć i nie zranić kolejnym głupim, wypowiedzianym pod wpływem emocji tekstem, ty nie robisz absolutnie nic w odwrotnym kierunku. Nie zależy ci na tym żeby poznać prawdziwego mnie, żeby móc przestać się bać o moje ukryte zamiary, które istnieją tylko w twojej głowie.
Kompletnie mnie zamurowało. Gdybym tylko mogła, podeszłabym do najbliższej ceglanej ściany i przywaliła w nią z całej siły głową, ale byłam w takim szoku, po tym co usłyszałam, że nie byłam w stanie się ruszyć. Poza tym dalej kurczowo przytrzymywana byłam przez silne ramiona Styles'a.
- Harry...- próbowałam jakoś naprawić swój błąd, ale mi na to nie pozwolił.
- Zdajesz sobie sprawę jak bardzo mnie ranisz takim myśleniem?- zapytał- Wolałabym się zabić niż wiedzieć, że tak mnie postrzegasz. Jako zimnego i bezuczuciowego drania. Nie wspominałem więcej o twoich rodzicach, ponieważ uważałem, że to delikatny temat i niekoniecznie będziesz chciała o tym rozmawiać.
Zamknęłam oczy, usiłując powstrzymać krwawienie mojego serca, dla którego to wszystko stanowiło zbyt wiele. Wstrzymywałam oddech, co pozwoliło mi jeszcze przez chwilę utrzymywać się jako jedną całość, ale doskonale zdawałam sobie sprawę, że długo tak nie wytrzymam. Jak mogłam być taka okropna? W czasie gdy on starał się zdobyć moje zaufanie i udowodnić mi, że na nie zasługuje, ja robiłam wszystko aby zniechęcić do niego samą siebie. Kiedy zaczęłam dostrzegać w ludziach najpierw wady i przekładać je nad ich zalety? Czy kiedykolwiek będę potrafiła normalnie z kimś porozmawiać, nie zastanawiając się co mogę powiedzieć, a co nie? A może już do końca życia będę odpychać od siebie ludzi, aż w końcu zgodnie z przewidywaniami Louisa zostanę starą panną, z przyjaciółmi w postaci gromady kotów? Czy chęć ciągłej kontroli była tego warta?
- Nie płacz- usłyszałam cichy szept przy uchu, nie będąc świadoma, że po moich policzkach zaczęły spływać nieproszone łzy- Serce mi się łamię, gdy widzę cię w takim stanie.
- Przepraszam. Nie zdawałam sobie spraw, że jestem takim okropnym człowiekiem.
- Nie jesteś!- zapewniał mnie, ale wiedziałam, że to nie prawda.
- Jestem. To tylko ty jesteś zbyt dobry i zapatrzony we mnie żeby to przyznać- oznajmiłam- Przepraszam Harry. Nie powinnam była oceniać cię tak pochopnie i skupić się na tym co faktycznie dla mnie zrobiłeś, a nie zajmować się wymyślaniem czarnych scenariuszy z tobą w roli głównej. Naprawdę jest mi cholernie przykro- dodałam na co zaczął się śmiać. Zdezorientowana jego nagłym rozbawieniem dołączyłam do niego- Możesz mi powiedzieć co się do cholery dzieje?
- Potrafisz ułożyć taką piękną przemowę tylko po to żeby ją zepsuć dodając na końcu słowo "cholera"- wyjaśnił, nie mogąc się opanować. 
- Cieszę się, że jestem dla ciebie zabawna, ale wolałabym teraz usłyszeć, że mi wybaczasz lub coś w tym stylu...- stwierdziłam, krzyżując ręce na piersi lekko zdenerwowana. Ja tu się przed nim płaszczę, a on zachowuje się jakby stał przed nim klaun. Dopiero po chwili zdołał się uspokoić i ze szczerością bijącą z jego oczu powiedzieć:
- Wybaczam ci- odetchnęłam z ulgą, rozluźniając spiętą sylwetkę.- A teraz pozwól, że zabiorę cię na najprawdopodobniej najnudniejszą i  najbardziej niezręczną randkę świata.
- Chyba możemy się jeszcze wstrzymać skoro i tak już jesteśmy spóźnieni- odparłam ujmując jego twarz w dłonie i ciągnąć ją lekko w dół, aby gdy tylko znalazła się na wysokości mojej złączyć nasze usta razem w delikatnym, ale zarazem pasjonującym pocałunku. Wszystko inne mogło poczekać. Popełnianie najlepszego błędu jest ważniejsze od nawet najbardziej wykwintnej kolacji. Nawet jeśli jest się świadomym możliwej porażki. 

Mieszkanie Tomka

       Spoglądałem co chwila na zegarek, nie wierząc w to co widzę. Kasia absolutnie nigdy się nie spóźnia, a tymczasem wciąż jej nie ma, choć powinna być tutaj już od pół godziny. Musiało się coś stać!
- Spróbuj jeszcze raz do niej zadzwonić- zaproponowała Caroline, widząc narastającą we mnie obawę. 
- Nie odbiera.
- To może do tego chłopaka co ma z nią przyjść. Nie pamiętam jak ma na imię- podrzucała kolejne pomysł, ale były one mało trafne.
- Harry. Ma na imię Harry- wysyczałam przez zęby, na co dziewczyna popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
- Coś mi się wydaje, że za nim nie przepadasz. Znasz go w ogóle?
- Trochę- oznajmiłem, bawiąc się nerwowo telefonem- Poza tym nie mogę tego zrobić, bo nie mam jego numeru.
- Na pewno zaraz przyjdą- ucałowała mnie pocieszająco w policzek, w momencie gdy po mieszkaniu rozszedł się dźwięk dzwonka- A nie mówiłam?- mrugnęła do mnie okiem i pobiegła otworzyć drzwi. Podążyłem za nią niespiesznie przeciągając moment, w którym będę musiał stanąć twarzą w twarz ze Styles'em, pomimo tego, że chciałem jak najszybciej zobaczyć przyjaciółkę. Gdy dotarłem do przedpokoju, chłopak pomagał zdejmować jej płaszcz, a moje pięści zacisnęły się niemiłosiernie mocno, kiedy zauważyłem jak lustruje jej ciało przyozdobione ciemnogranatową sukienką, z elementami koronki. Przy mnie nigdy nie nosiła takich ubrań. Spodnie i przyduży sweter były obowiązkowym zestawem bez względu na okazję.
- Nie mogliśmy się was doczekać!- poinformowała gości moja dziewczyna, jak to usychaliśmy z tęsknoty za ich widokiem. 
- Wybaczcie, ale nasz kierowca taksówki, wpakował się w korek- Kasia wyjaśniła przepraszająco powód ich spóźnienia, ale jakoś jej nie wierzyłem- Witaj Caroline. Poznaj Harry'ego. Harry to nowa dziewczyna Tomka, Caroline.
Chłopak uścisnął jej lekko dłoń deklarując, że jest zaszczycony, na co ona odpowiedziała tym samym. Jak słodko! Zaraz będę rzygać tęczą. 
- Tomek- usłyszałem swoje imię i gdy w końcu oderwałem wzrok od Loczka, zobaczyłem przypatrującą się mi uważnie przyjaciółkę- Wszystko w porządku?
- Jasne- odparłem, uśmiechając się krzywo- Możemy pogadać?
Dziewczyna przytaknęła niepewnie, a ja wskazałem jej drogę do mojej pracowni. Poprosiłem aby pozostała dwójka przeszła do salonu, mimo iż nie chciałem zostawiać ich samych. Niemniej jednak musiałem zamienić kilka słów w cztery oczy z Kasią.
Gdy weszliśmy do niewielkiego pokoju, w którym znajdowało się mnóstwo moich prac, dziewczyna omiotła wzrokiem ściany, nie skupiając się szczególnie na żadnej z nich. Była to jedna z niewielu rzeczy, która nas różniła. Pomimo tego, że oboje kochaliśmy sztukę nigdy nie interesował nas ten sam jej rodzaj. Ja wolałem przekazywać piękno i uczucia na zdjęciach i obrazach, z kolei ona w pełni oddała się muzyce. Choć dążyliśmy do osiągnięcie tego samego celu, rzadko kiedy potrafiliśmy się dogadać w kwestii jego osiągnięcia. 
- Dodałeś kilka nowych fotografii- oznajmiła trafnie, bo choć nie przywiązywała zbyt dużej wagi do moich prac, zawsze zauważyła nowy nabytek w kolekcji.
- Dużo ostatnio pracowałem, więc pojawiło się kilka nowości.
Brunetka skinęła głową, jakby chciała dać mi do zrozumienia, że przyjęła tą nową informację do wiadomości i czekała na to co będzie dalej. Jak zwykle była bardzo niecierpliwa.
- Możemy przejść od razu do sedna sprawy? Nie obraź się, ale chyba oboje zdajemy sobie sprawę, że twoja dziewczyna jest straszna gadułą i nie chciałabym zostawiać z nią Harry'ego sam na sam zbyt długo.
- Jak sobie życzysz. Tak właściwie to już wspomniałaś o kimś o kim chciałbym pogadać.
- Domyślam się, że nie chodzi o pewną szatynkę- odparła przysiadając na niewielkim biurku i klepiąc miejsce obok siebie- Co chcesz wiedzieć?
- Chcę się upewnić, że wiesz co robisz- usiadłem na wskazanym miejscu i spojrzałem jej prosto w oczy.
- Wiem- odpowiedziała pewnie, co niechętnie przyznałem w głowie.
- Dobrze cię traktuje?- dopytywałem się dalej, na co wywróciłam oczami.
- Tak. Na tyle na ile potrafi.
- Może powinien starać się bardziej- zasugerowałem, ale nie zostało to pozytywnie odebrane.
- A co ci do tego? Oboje dobrze wiemy, że wszelkie nieporozumienia, w których jestem jedną ze stron mają miejsce tylko i wyłącznie dlatego, że ukrywam się pod grubą skorupą. Niedawno zrozumiałam, że taka forma obrony przed światem nie przynosi nic dobrego, wręcz przeciwnie.
- On ci to powiedział?
- Nie. Sama do tego doszłam- oświadczyła- Może pośrednio jest to też jego zasługa, ale czy to ważne? Powinieneś się cieszyć, że postanowiłam się przed kimś otworzyć, chociaż minimalnie.
- Cieszę się, ale niekoniecznie z tego, że wybrałaś akurat jego- odparłem niezadowolony- Czemu z pośród siedmiu miliardów ludzi na świecie padło akurat na niego?
- A czemu nie?- rozłożyła bezradnie ręce, nie pojmując mojego negatywnego nastawienia- Nie podoba ci się to, że jako jedyny nie boi się mi powiedzieć co tak naprawdę myśli, nawet jeśli nie przekazuje tego w najłagodniejszy sposób?
- Dokładnie- potwierdziłem jej przypuszczenia- Nie pozwolę żeby jakiś facet doprowadzał cię do łez, nawet jeśli ma rację w tym co mówi.
- Kiedy właśnie może to jest jedyny sposób żebym otrząsnęła się i wyszła z tego pieprzonego amoku, w którym się znalazłam!- niemal krzyknęła, obniżając swój głos na końcu zdania.
Pomiędzy nami zapadła grobowa cisza. Jednocześnie przeczesywaliśmy rękami włosy lub braliśmy głębokie oddechy. Dowodziło to jedynie prawdy, której do niedawana każde z nas bało się dostrzec. W swoim zachowaniu byliśmy do siebie tak bardzo podobni, że prędzej można było uznać nas za biologiczne rodzeństwo niż za parę. W tym samym momencie postanowiliśmy skrzyżować nasze spojrzenia, które były już łagodniejsze niż chwilę temu.
- Tomek, ja naprawdę nie chcę się kłócić. Ani o niego, ani o kogokolwiek innego- odezwała się podchodząc do mnie i łapiąc mnie za dłonie- Jestem cholernie zadowolona, że udało ci się znaleźć szczęście przy czyimś boku, pomimo tego że nie jestem to ja.
- Kate, to nie tak- pokręciłem zrezygnowany głową- Przy tobie też byłem szczęśliwy.
- Ale nie tak jak powinieneś przy kimś kogo kochasz w tej jedyny, niepowtarzalny sposób- zaznaczyła, a ja nie mogłem zaprzeczyć- Proszę cię jedynie o to żebyś pozwolił mi na to samo. Może masz rację i kiedyś okaże się, że Harry był złym wyborem, ale nie przekonam się o tym dopóki nie zaryzykuję.
- Masz rację- przyznałem niechętnie, kręcąc niezadowolony nosem- Ale to nie zmieni faktu, że dalej go nie lubię i mu nie ufam.
Kasia wywróciła oczami, nie komentując mojego stanowiska w stosunku do jej wybranka. 
- Nie trudno to zauważyć- burknęła, czochrając moje włosy. Złapałem ją za ramiona i przyciągnąłem do siebie, zamykając w mocnym uścisku- Tomek?
- Tak?
- Gdyby okazało się, że jednak popełniłam błąd, to mogę na ciebie liczyć?- spytała, patrząc na mnie z obawą.
- Jasne! Zaraz po tym jak urwę mu łeb- uśmiechnąłem się łobuzerko.
- Wiesz, że to samo dotyczy się twoich miłosnych wyborów?
- To znaczy?
- Jeśli jakaś dziewczyna złamie ci serce, obetnę ją na łyso, połamię idealnie pomalowane paznokcie i zmasakruję twarz, a potem każe jej tak żyć, wyśmiewanej przez społeczeństwo- przedstawiła swój plan zadośćuczynienia za wyrządzone mi krzywdy.
- Na pewno dam ci znać w razie potrzeby. Jeśli oczywiście obierzesz telefon...
- Sorry- uśmiechnęła się przepraszająco- Nie słyszałam jak dzwoniłeś.
- Pewnie byłaś bardzo zajęta- mruknąłem- Mam jeszcze jedno pytanie. Czy ty i Styles to już oficjalne?
Kasia otworzyła szeroko oczy, pospiesznie kręcąc głową.
- Nie. Nie jesteśmy razem. Po prostu staramy się nie wydłubać sobie nawzajem oczu.
- A to ciekawe...- potarłem palcem brodę- To masz jakiegoś chłopaka czy nie?- brunetka ponownie, niemo zaprzeczyła- A co z kierowcą taksówki?
- Co?- zmarszczyła brwi, zupełnie mnie nie rozumiejąc- O co ci chodzi?
- Ktoś musiał pomóc ci rozmazać Gaby ulubioną szminkę na szyi- Zacisnąłem mocno usta, starając się nie ujawnić mojego rozbawienia, kiedy szybko zakryła dłonią kawałek skóry, który zabrudzony był lekko czerwoną pomadką- Przynajmniej nie nudziło ci się w korku.

  Po tym jak przyjaciółka zmyła dowody wcześniejszej zbrodni, a ja uznałem że wcale nie podoba mi się wizja czyichkolwiek ust zbliżonych do niej nawet na metr, a już zwłaszcza takiego jednego, dołączyliśmy do naszych dzisiejszych randek. Biłem się jeszcze w pierś za reagowanie w ten sposób, zupełnie jakbym był jej ojcem, bo w końcu jest już dorosła i takie tam, ale gdy tylko znów ujrzałem ten lokowany łeb od razu mi przeszło. Co mogę poradzić? Gdyby nie to, że obiecałem być grzecznym już dawno bym go zlikwidował. Niestety wyobrażenia o zrzucaniu go z urwiska mimo błagania o pomoc musiałem odłożyć na czas aż potknie mu się noga. Z jednej strony wiedziałem, że to złamało by to Kasi serce, ale z drugiej nie chciałem żeby okazało się, że nie miałem racji.
- Już chciałam dzwonić na policję i zgłaszać wasze zaginięcie- Caroline zaśmiała się dźwięcznie ze swojego żartu. Złożyła krótki pocałunek na moich ustach, na co przyjaciółka szepnęła cicho w tylko nam znanym języku "Uważaj na szminkę". Stanęła przy Harrym, który chwycił ją za rękę i poprowadził do stołu, na którym leżała zastawa dla czterech osób i butelka schłodzonego wina. 
  Ku memu zdziwieniu kolacja przebiegła w dość przyjemnej atmosferze. Co prawda nie obyło się bez kilku niezręcznych momentów między mną a Styles'em, które były błyskawicznie kończone przez przyjaciółkę, która kazała nam się uspokoić, dlatego też unikaliśmy konwersacji ze sobą. 
- Walentynki to wspaniałe święto!- zachwycała się moja dziewczyna, która uwielbiała każdą możliwą okazję, przy której mogła podarować komuś prezent- Tyle miłości wokoło i romantycznych gestów. Mamy szczęście Kate, że zamiast siedzieć i objadać się zrozpaczone lodami, możemy je spędzić w towarzystwie naszych przystojnych mężczyzn.
Brunetka, która akurat kosztowała wino omal nie udusiła się, dławiąc się swoim napojem. Jej partner, który omyłkowo został wzięty za jej chłopaka, poklepał ją lekko po plecach i upewniwszy się, że jest już dobrze, położył swoją rękę na jej kolanie, co niestety nie umknęło mojej uwadze.
- Oni nie są razem- oświadczyłem zadowolony, a Caroline nie mogła uwierzyć w tą cudowną wiadomość.
- Naprawdę?- spojrzała zdumiona na parę siedzącą na przeciwko- Dałabym sobie obie ręce uciąć, że łączy was coś więcej. Tak ładnie razem wyglądacie- oznajmiła, przyglądając się im z niedowierzaniem- Na co jeszcze czekasz Harry? Zaproś ją gdzieś!
Musiałem jak najszybciej zakończyć ten temat, zanim dojdzie do tego, że jeszcze dzisiaj wybiorą się do kina albo gdzieś indziej, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Opcja, w której zostawiam niestety potencjalnego, znienawidzonego przeze mnie chłopaka mojej przyjaciółki samego z Caroline nie wchodziła w rachubę. Tak by go ugadała, że jutro zostałbym poproszony o bycie świadkiem na ich ślubie. Nie mogłem do tego dopuścić. Na szczęście wpadł mi do głowy plan, dzięki któremu mógłbym usmażyć dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Styles lubisz samochody?- spytałem i co ciekawe moja nagła ciekawość jego zainteresowaniami nie zdziwiła wyłącznie jego, ale również resztę. 
- Nawet bardzo- odparł, patrząc podejrzliwie podobnie jak Kasia, która postanowiła się wtrącić.
- Chyba nie będziecie nas zanudzać opowieściami o najnowszych silnikach i zawieszeniach- uniosła pytająco do góry brew, czując że coś ukrywam. Niestety nie miałem jak ją uświadomić, że robię to dla jej dobra.
- Jasne, że nie. Obiecałem Caroline, że coś dla nas zagrasz, ale skoro my...- wskazałem ruchem ręki na siebie i chłopaka siedzącego obok niej- Już znamy twój niesamowity talent, to zaprezentujesz go tylko swojej nowej przyszłej fance, a ja pokaże Harry'emu moją kolekcję zdjęć zapierających dech w piersi cacek, które sfotografowałem będąc ostatnio w Monako- oznajmiłem co się za chwilę wydarzy, ale była na tyle mądra żeby mi nie uwierzyć.
- Z tego co wiem to twoje pianino nie jest nastrojone- przypomniała, mierząc mnie groźnym spojrzeniem, ale nic sobie z niego nie robiłem.
- Na pewno dasz sobie z tym radę. Kto jak nie ty?- spytałem retorycznie, otrzymując potrzebną pomoc.
- Tak! Proszę Kate! Tomek mówił, że pięknie grasz!- niemal błagała ją na kolanach szatynka, która jako jedyna nie wiedziała jak zdolna jest dziewczyna, której niemal nie zabiła swoim wcześniejszym komentarzem.
- Doprawdy?- popatrzyła na mnie ostatni raz z pogardą, po czym przykleiła na swoją twarz sztuczny uśmiech- Tylko jedna piosenka- zastrzegł unosząc palec do góry, ale tyle zupełnie wystarczyło.
Panie podeszły do instrumentu znajdującego się na drugim końcu salonu, który tak naprawdę należał do mojej przyjaciółki. Gdy jeszcze byliśmy parą uparła się żeby go tu wstawić aby mogła u mnie pracować. Po pierwszych kilku dźwiękach obie były tak skupione na prezentowanym utworze, że w ogóle nie zwracały na nas uwagi co było mi na rękę. Wyciągnąłem z półki wspomniany wcześniej album, zawierający zdjęcia najdroższych aut świata, ale jak łatwo się domyślić był on tylko podkładką do rozmowy, która miała się za chwilę odbyć.
- Nie będziemy debatować na temat aut- stwierdził Harry, nawet nie udając zainteresowania zdjęciami.
- Może jednak jesteś mądrzejszy niż mi się wydawało- stwierdziłem nie zdobywając się na wymuszony uśmiech- Muszę to jednak sprawdzić, skoro Kate postanowiła dać ci kolejną szansę.
- A co tobie do tego?- spytał krzyżując ramiona na klatce piersiowej, pozbywając się łagodnego i przyjaznego wyrazu twarzy.
- To, że nie jesteśmy już razem nie znaczy, że kocham ją chociażby odrobinę mniej w związku z czym nie pozwolę, żeby taki dupek jak ty, który dotychczas sprawił jej więcej bólu niż nakłonił do uśmiechu zranił ją ponownie.
- Nie masz zielonego pojęcia co jest między nami- prychnął pod nosem, chcąc odejść od stołu, ale mu na to nie pozwoliłem.
- Posłuchaj mnie uważnie- warknąłem łapiąc go za przedramię- Usiądziesz z powrotem i wysłuchasz co mam ci do powiedzenia albo zrobię wszystko żeby Kate zniknęła z twojego życia raz na zawsze- dodałem, będąc pewnym, że jeśli tylko mnie do tego zmusi, to tak zrobię.
Chłopak ponownie zajął swoje poprzednie miejsce i cierpliwie czekał ma mój monolog, który przygotowałem sobie w głowie.
- Na początku czuję się w obowiązku uświadomić cię, że jest to najpiękniejsza, najwspanialsza i najbardziej oddana kobieta jaką spotkałeś w swoim życiu. Zapewniam, że drugiej takiej nie znajdziesz nawet za tysiąc lat.
- Wiem o tym- zapewnił, na co przytaknąłem głową, ciesząc się że chociaż to do niego dociera.
- Nie rozumiem co ona w tobie widzi, ani czemu daje ci kolejne szanse pomimo tego, że co chwilę nawalasz, ale to jej wybór. Z racji tego, że jest jedną z najważniejszych dla mnie osób na tych pochrzanionym świecie  postanowiłem ci pomóc chociaż trochę ją rozumieć- powiedziałem sam nie wierząc w to co wypłynęło z moich ust. Chyba postradałem zmysły. 
- Pomóc?- powtórzył, równie zaskoczony jak ja.
- Nie powtarzaj po mnie, bo jeszcze zmienię zdanie- ostrzegłem go- Tak. W woli wyjaśnienia, nie robię tego dla ciebie tylko dla niej. Nie pozwolę żebyś przez swoje błędne wyobrażenie jej osoby, znów ją skrzywdził. 
Przeniosłem swój wzrok na brunetkę, grającą na zakurzonym pianie. Już na pierwszy rzut oka widać było, że kocha to co robi. Że muzyka jest jej oazą spokoju, wybawieniem od codziennych problemów i tych, które ciągną się za nią z przeszłości.
- Zapewne już widziałeś jak gra- zabrałem ponownie głos, wciąż obserwując obrazek przede mną- Tylko wtedy jest sobą. Niczego nie ukrywa, niczego się nie boi i w pewien nie do końca zrozumiały dla mnie sposób mówi to co myśli. Jej mowa ciała, każdy dźwięk i zaśpiewane słowo wyraża więcej niż jakiekolwiek zdanie, które do tej pory wypowiedziała. Musisz to dostrzegać, skoro nawet taki laik jak ja jest w stanie to zrobić- zwróciłem się bezpośrednio do chłopaka- Prawda jest taka, że przez większość swojego życia udaje.
- Co masz na myśl?- spytał marszcząc brwi.
- Mało kogo obchodzi historia danego człowieka, zwłaszcza jeśli nie jest ona usłana różami- odparłem- Kasia zawsze starała się odkryć wszystko co ludzie mają do zaoferowania, ale nikt nie chciał tego od niej. Zawsze uważana była za przykładną córkę, wzorową uczennicę, idealną dziewczynę, szaloną imprezowiczkę...- wymieniałem łatki, które otaczający ją świat przypiął jej do pleców- Ale gdy to wszystko okazało się tylko złudzeniem, a ona potrzebowała zrozumienia jej niewyimaginowanych problemów, nikt nie mógł pojąć jak ktoś taki może je w ogóle mieć. 
- Mówisz o śmierci jej rodziców?- przerwał mi, bawiąc się w zamyśleniu palcami. Wcale nie ukrywałem zaskoczenia, że się o tym dowiedział.
- To dość drażliwy temat, ale chodzi mi między innymi o to- przyznałem krótko, chcąc wrócić do głównego tematu- Odnoszę jednak wrażenie, że gwoździem do trumny, w której pochowaną jej starą osobowość była obojętność, z która się spotkała. Zawsze kręciło się w wokół niej dużo ludzi, a gdy tylko przestała spełniać ich oczekiwania opuścili ją. Od tamtego czasu wychodzi z założenia, że wszystkie miłe słowa, które słyszy są wypowiadane tylko po to żeby zamydlić jej oczy i wykorzystać. Jedno co na pewno się nie zmieniło to to, że nie lubi dram dlatego postanowiła ukrywać się w cieniu postaci, która istnieje tylko i wyłącznie na biznesowych spotkaniach lub wypisana małym druczkiem na okładkach płyt.
Brunet zerknął jeszcze raz na główną bohaterkę opowiadanej przeze mnie historii, by za chwilę wyciągnąć ode mnie więcej informacji.
- Chcesz powiedzieć, że nie zawsze była taka?
- Mniej więcej- odparłem- Kiedyś częściej się uśmiechała, podczas gdy teraz usłyszeć jej śmiech można uznać za święto narodowe- westchnąłem ciężko, gdy zacząłem sobie na nowo uświadamiać jak się zmieniła- Wbrew pozorom Kasia wcale w siebie nie wierzy.
- Żartujesz?- popatrzył na mnie jakbym postradał zmysły- Jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak pewnego siebie. Gdybyś widział ją podczas spotkań z Cowellem!
- Nie mówię o sprawach zawodowych- wywróciłem oczami, kiedy okazało się że nie rozumiemy się pod tym względem- Popełniasz ten sam błąd co reszta. Zwracasz uwagę tylko na to co pozwala wam zobaczyć, a nie to co ukrywa między wierszami. Po tym jak została najnormalniej w świecie zostawiona przez większość swoich niby przyjaciół stwierdziła, że dobro którym starała się wszystkich obdarzyć nie miało dla nich większego znaczenia i nie mogła liczyć na jego odwzajemnienie. Ubzdurała sobie, że bycie prawdziwą sobą, czyli kimś kto troszczy się o innych bez ukrytych podtekstów wcale nie wychodzi jej na dobre, a co więcej nikt tego od niej nie oczekuje, po to żeby ona nie robiła tego samego. Dlatego stała się taka zimna i oschła w stosunku do osób, których nie zna. Nikt nigdy nie przekonał jej, że bycie prawdziwą Kaśką jest wystarczające przez co przestała wierzyć we wszystko co pozytywne. Podejrzewam, że gdyby ktoś przedstawiłby jej taką opcję wcześniej, zdecydowałaby się na nią bez mrugnięcia okiem.
- Jak można uznać stanie się taką osobą za coś lepszego?
- Nie wiem- wzruszyłem bezradnie ramionami- W pewnym sensie zapewnia ci to spokój i nietykalność. Gdy jesteś tak postrzeganym ludzie nic od ciebie nie chcą, bojąc się twojej reakcji na nawet najmniejszą prośbę. Ona nazywa to kontrolą. 
- Dzięki temu nikt jej nigdy nie poprosi o coś czego by się nie spodziewała- mruknął pod nosem sam do siebie.
- Kasia jest piękną katastrofą. Mam nawet jedno jej zdjęcie, które tak podpisałem- przypomniałem sobie o fotografii, którą zrobiłem podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce- Nie wiem jak udało ci się ją przekonać, że warto ci zaufać, ale niechętnie muszę przyznać, że cię za to podziwiam.
- Nie zależy mi na twoim podziwie czy uwielbieniu. Chcę tylko zrobić wszystko co w moje mocy żeby znów była szczęśliwa.
- Cieszę się, że chociaż w tym się zgadzamy- powiedziałem, w momencie gdy grana piosenka dobiegła końca- Zapamiętaj jedno Styles. U mnie masz tylko jedną szansę. Jeśli ją zmarnujesz znajdę cię choćbyś ukrył się w innej galaktyce i urwę ci łeb u samej dupy, rozumiesz? Ona nie zniesie kolejnego rozstania i rozczarowania.
- Nie przeszkadzam?- usłyszałem niepewny głos przyjaciółki, która podeszła do nas i położyła swojej walentynce dłoń na ramieniu.
- Wszystko w porządku- zapewniłem ją, obdarzając ostatnim srogim spojrzeniem bruneta.
- Jesteś niesamowita! To było przepiękne i takie wzruszające!- komplementowała ją Caroline, nie mogąc wyjść z zachwytu- Jak mogliście beztrosko przeglądać zdjęcia tych zabawek, kiedy obok odgrywał się taki cudowny koncert?!
- Mamy podzielną uwagę- zapewniłem, biorąc ją w ramiona- Jak zwykle idealnie- zwróciłem się do Kasi, która nie przestawała snuć w swojej głowie podejrzeń.
- Dziękuję- odpowiedziała z lekkim uśmiechem- Musimy się zbierać- stwierdziła posyłając Harry'emu znaczące spojrzenie.
- Już? Jest taka młoda godzina!- szatynka na moich kolanach oburzyła się. Po raz kolejny okazało się, że mam nadzwyczajnie inteligentną przyjaciółkę, która doskonale zdawała sobie sprawę z tego co tu przed chwilą zaszło.
- Rzeczywiście musimy już iść- poparł ją Harry, widząc jej determinację.
Ciekawe tylko czy zdaje sobie sprawę jakie przesłuchanie go czeka, gdy tylko zamkną się za nimi drzwi mojego mieszkania. Lepiej żeby nic się nie wygadał, bo po tym jak go zabiję, Kasia zrobił to samo ze mną.

Ulice Londynu

       Multum informacji, które otrzymałem od Tomka ledwo mieściły się w mojej głowie. Zachowywałem się jak idiota, idąc obok Kate i obserwując jej każdy, nawet najdrobniejszy ruch zupełnie jakbym nigdy wcześniej nie widział osobnika płci żeńskiej. Czułem się jak chłopak, który po kilkunastu latach wychowywania się tylko i wyłącznie wśród swoich męskich rówieśników, został rzucony w stado kobiet, o których istnieniu nie miał pojęcia.
Od kilkunastu minut panowała pomiędzy nami cisza, którą postanowiłem wykorzystać na nauczenie się zupełnie innego patrzenia na dziewczynę idącą obok. Co jakiś czas potykałem się o własne nogi, sprowadzając się tym samym na ziemię. Jeśli wrócę do domu ze wszystkimi zębami to będzie cud!
- Powiesz mi w końcu o czym rozmawiałeś z Tomkiem?- brunetka przystanęła, ciągnąc mnie za rękę abym zrobił to samo.
- Mówiłem już, że o samochodach- skłamałem po raz kolejny- To czerwone Ferrari zrobiło na mnie duże wrażenie. Ile bym dał żeby przejechać się taką furą...- westchnąłem, udając że wyobrażam sobie taką przejażdżkę, ale zamiast tego próbowałem na nowe zrozumieć wszystko to co kiedyś od niej usłyszałem, ale do tej pory nie byłem w stanie pojąć.
- Masz mnie za idiotkę?- spytała- Chcę poznać tą mniej oficjalną wersję.
- Przykro mi, ale nie ma takiej opcji- rozłożyłem bezradnie ręce- Nie powinnaś się cieszyć, że się nie pobiliśmy?
- Wolałabym żeby tak było- odparła- Przynajmniej wiedziałabym, że wszystko jest tak jak przedtem, a teraz sama nie wiem co mam myśleć.
- To przestań to robić- złożyłem jej propozycję nie do odrzucenia. Nim zdążyła użyć kolejnego argumentu żeby przekonać mnie do wyjawienia jej prawdy, objąłem ją w talii i przycisnąłem do swojego ciała, łącząc nasze usta razem. Dziewczyna nie zwlekała z oddaniem pocałunku, przez co nie mogłem się nie uśmiechnąć.
- Znowu pana bawię, panie Styles?- spojrzała na mnie próbując wyglądać na groźną, ale nic jej z tego nie wyszło.
- Jak zwykle mnie pani zaskakuje- odpowiedziałem lecz tym razem zostałem zatrzymany przed ponownym zbliżeniem się do jej bladoróżowych warg.
- Czyli nie ma nawet najmniejszych szans, że zdradzisz mi o czym tak zawzięcie dyskutowaliście?
- Niestety- wzruszyłem ramionami, jakbym nic nie mógł na to poradzić.
- Skoro tak...- odparła wyswobadzając się z moich objęć, po czym zaczęła kierować się w stronę swojego domu.
- Gdzie idziesz?! Było tak miło!- krzyknąłem za nią, na co odwróciła się, idąc tyłem.
- Naprawdę sądziłeś, że całuję cię dla przyjemności?- zaśmiała się pod nosem widząc jak mina mi zrzedła- Skoro to nie jest cię w stanie przekonać do zdradzenia jednego małego sekretu to nie mamy o czym rozmawiać.
Spojrzałem na nią z niedowierzaniem, ale kiedy przygryzała wargę żeby nie wybuchnąć śmiechem, zdałem sobie sprawę, że to tylko gra. Chyba. Nagle usłyszeliśmy dźwięk jej telefonu. Nie spuszczając ze mnie wzroku, wyjęła urządzenie z kieszeni i przyłożyła je do ucha.
- Halo? Cześć Gaba!- przywitała się ze współlokatorką, która nie mogła znaleźć sobie lepszego momentu na pogaduszki. Niech Niall się nią zajmie!- U mnie wszystko w porządku, a u ciebie? Mam nadzieję, że nie dzwonisz, żeby mi powiedzieć, że pomimo moich szczegółowych instrukcji nie mamy dachu nad głową...- dodała z przerażeniem. Z racji tego, że wciąż uparcie szła tyłem, nie zauważyła wystającego z ziemi korzenia, potykając się o niego. Na szczęście byłem już na tyle blisko żeby ją złapać i uchronić przed upadkiem. Pokręciłem z politowaniem głową nad jej niezdarnością, na co słodko się uśmiechnęła, przyspieszając pracę mojego serce. "Kiedyś częściej się uśmiechała...", rozbrzmiewały w moich myślach słowa Tomka. Byłem tak szczęśliwy widząc, że to przy mnie znów ten drobny gest zagościł na jej twarzy- To dobrze, bo nie lubię nocować w hotelach.
- Zawsze mogłabyś spać u mnie- mruknąłem jej do drugiego ucha, co spotkało się z miną mówiącą "Możesz sobie pomarzyć...". Żeby tylko wiedziała ile razy dziennie mam takie sceny przed oczami.
- Muszę kończyć. Powinnam być w domu za jakieś dziesięć minut- poinformowała przyjaciółkę, a do mnie dotarło, że nasz cudowny wieczór mimo niezbyt udanego początku dobiega końca. Brunetka zakończyła połączenie, chowając telefon z powrotem do kieszeni. Po kilku próbach zrezygnowała z próby wyswobodzenia się z mojego uścisku, który jedynie wzmocnił się wokół jej szczupłego ciała.
- Nie żartowałem z propozycją pójścia do mnie- zagadnąłem z nadzieją, że może jednak się zgodzi.
- Dziękuję, ale powinnam nacieszyć się własnym kątem dopóki Gaba postanowiła go oszczędzić i nie spalić doszczętnie.
- Nie chcę żebyś szła- powiedziałem w końcu, wyjawiając prawdziwy powód dla którego tak kurczowo się jej trzymałem.
- Jakie to romantyczne!- westchnęła, zarzucając mi ręce na ramiona i splatając dłonie na karku.
- To nie jest romantyczne tylko prawdziwe- poprawiłem ją- Jutro wyjeżdżam z chłopakami i Savanem w trasę. Wolę spędzić każdą ostatnią minutę z tobą, niż zmuszać się do pakowania.
Kate uśmiechnęła się smutno, wplatając swoje drobne palce w moje włosy. Przymknąłem oczy oddając się przyjemnemu uczuciu, kiedy poczułem jak przypiera swoje chłodne od mrozu wargi do moich. Zaciskając mocniej ramiona wokół jej talii uniosłem ją nieco do góry aby mieć lepszy dostęp do jej ust. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze, na co mruknęła cicho rozłączając je, pozwalając mi na pogłębienie pocałunku. Jeszcze nigdy nie włożyłem w to tyle uczucia i starań. Chciałem pokazać jej jak bardzo mi na niej zależy. Mnie również przerażało to, że pomimo tego, że nie znamy się zbyt długo, okręciła mnie wokół swojego palca bez najmniejszego wysiłku. Wiedziałem jednak, że nie mogę dać się stłamsić swoim obawom. Musiałem być wystarczająco silny za nas oboje. Oderwaliśmy się od siebie, dopiero wtedy, gdy nasze płuca zaczęły domagać się świeżego tlenu, palącym bóle. Oparłem o siebie nasze czoło, nie chcąc oddalać się od niej na większą odległość niż to konieczne.
- Obiecaj, że gdy wrócę znowu się zobaczymy- szepnąłem błagalnie, ale nie usłyszałem oczekiwanej odpowiedzi.
- Będę tęsknić Harry.
Te słowa musiałby mi wystarczyć. Nawet kolejny, namiętny pocałunek, którym mnie obdarzyła nie był w stanie przyćmić rozczarowania i strachu, że może to być nasze ostatnie spotkanie.

Któryś z kolei klub...

       Byłem ostro zalany. Chrzanić wszystkie związki tego świata! Wypad z kumplami okazał się najlepszą opcją, jaką mogłem wybrać żeby spędzić ten jedyny, niepowtarzalny, ble, ble, ble dzień w roku. Naprawdę nie czaję czemu mężczyźni wolą iść na romantyczną kolację przy świecach, kiedy zamiast tego mogą spędzić ten wieczór w sto razy lepszy sposób. Co chwilę przed moimi oczami przechodziła jakaś laska, która swoim strojem nie pozostawiała żadnych złudzeń, że czeka na tego wyjątkowego faceta. Brunetki, blondynki wszystkie ubrane w wysokie szpilki i przykrótkie spódniczki, tańczyły seksownie kręcąc biodrami albo ocierając się niby przypadkowo o każdego napotkanego samca.
- Zayn nie śpij, bo cię kolejka ominie!- krzyknął Adam, którego poznałem przed godziną. Przynajmniej tak mi się wydawało mi się, że to było jego imię. 
Wlałem w siebie kolejny kieliszek, a gdy rzuciłem go na zalany wódką stół, zauważyłem jak pewna dziewczyna przygląda mi się, lustrując moje ciało wzrokiem.
- Zaraz wracam!- krzyknąłem do chłopków, ale żaden z nich nie przejmował się tym co mówiłem.
Przedzierając się przez szalejący na parkiecie tłum, zacząłem oceniać swój cel. Długie blond włosy, obcisłe czarne spodnie i idealnie podkreślający piersi top w tym samym kolorze. Była chyba jedyną laską, która nie paradowała w różowej mini. Gdy w końcu stanąłem na przeciwko niej, jej przenikliwe niebieskie tęczówki, wdzierały się we mnie, kiedy oblizywała dolną wargę.
- Jak się bawisz?- spytałem żeby jakoś zagadać, ale miałem jej odpowiedź głęboko w dupie- Jestem Zayn!- krzyknąłem, próbując być głośniejszym od muzyki, wypełniającej klub.
- Chloe- odpowiedziała, siadając na stołku barowym i przyciągając mnie między swoje nogi za odpiętą do połowy koszulę- Chcesz postawić mi drinka?- mruknęła mi do ucha, przygryzając jego płatek. Od razu poczułem jak moje spodnie stają się za ciasne, choć jeszcze przed chwilą pasowały idealnie.
- A co będę z tego miał?- położyłem dłonie na jej pełnych biodrach, przyciskając je do swojego bezczelnie widocznego problemu. 
- Myślę, że oboje mamy sobie mnóstwo do zaoferowania- stwierdziła, oplatając mnie nogami w pasie i bez ostrzeżenia wsuwając swój język do moich ust. 
I kto chciałby być w stałym związku, kiedy można tak dobrze się bawić?

  
       




Polecam z zapoznaniem się z oryginalnym wykonaniem piosenki "Beautiful disaster" ;) https://www.youtube.com/watch?v=_eWDZqc7lCc

Wszystkiego najlepszego, dla osoby która ma dzisiaj urodziny! Spełnienia marzeń i wiele radości!
Xx.