Cześć!
Po pierwsze chciałam bardzo przeprosić, że jestem taka beznadziejna i okrutna. Pod ostatnim rozdziałem zapomniałam wam gorąco podziękować za wasze głosy w konkursie, który rozgrywa się na stronie www.spis1d.blogspot.com! Następnie dziękuję za wszystkie dotychczasowe komentarze i prawie 50 tys. wyświetleń! Pamiętam jak cieszyłam się z pierwszego tysiąca biegając po pokoju jak głupia (choć czasami dalej to robię), to teraz nie wiem co zrobię gdy dobijemy do tej magicznej liczby... W ramach mojej wdzięczności, że dalej mnie znosicie, kolejny rozdział będzie najdłuższy (to już oficjalne!) ze wszystkich i mam nadzieję, że spodoba wam się spojrzenie na głównych bohaterów z nieco innej perspektywy ;)
Rozdział pojawi się ok. godziny 13-14. Mam nadzieję, że wytrzymacie jakoś do tego czasu :)
Pozdrawiam!
Kate G.
Xx.
P.S. UWAGA! Zanim zasiądziecie to tej lektury, zjedzcie, wypijcie i skorzystajcie z toalety, bo czytanie może wam trochę zająć ;)
W ciągu jednej nocy Jej świat wywrócił się do góry nogami. Próbując ponownie odnaleźć się w otaczającej jej rzeczywistości, wyjeżdża do Anglii, gdzie stara się zacząć nowe życie. Niezwykle uzdolniona muzycznie dziewczyna staję się najlepszą i najbardziej pożądaną "tekściarką" w muzycznym show biznesie. Jednak czy TO jej wystarczy aby znów być szczęśliwą? Czy pięciu chłopaków z najsłynniejszego boysband'u na świecie namiesza jej w głowie i pokaże jak w pełni cieszyć się z życia?
15 grudnia 2013
2 grudnia 2013
32
Mieszkanie Kasi i Gaby
To naprawdę zabawne jak dziewczyna, która potrafi poradzić sobie w pracy z dorosłymi ludźmi, poruszając ważne biznesowe tematy, chowa się pod kołdrą, próbując uniknąć konwersacji ze swoją najlepszą przyjaciółką.
- Nie denerwuj mnie i wyłaź! Chyba nie myślisz, że uwierzę, że jeszcze śpisz po tym jak zagwarantowałam ci dość głośną pobudkę- pociągnęłam za narzutę i próbowałam ją z niej ściągnąć- Obiecałaś mi, że porozmawiamy!
Kasia odsłoniła kawałek swojej twarzy i przeczesała ręką włosy, próbując doprowadzić je do porządku. Z marnym skutkiem.
- Ja? Ja ci nic nie obiecywałam!- zarzekała się po raz kolejny.
- Po co się bronisz skoro i tak cię to nie ominie? Nie lepiej załatwić to od razu i po bólu?
Przyjaciółka spojrzała na mnie "wystraszonym" wzrokiem i naciągnęła kołdrę wyżej.
- Co ty masz mi zamiar zrobić, że będzie bolało?- spytała, a jej oczy zaczęły wypełniać się łzami. Gdyby nie była taka dobra w tym całym komponowaniu to wysłałabym ją na casting do jakiegoś filmu.
- Tajemnica. Będziesz grzeczna i powiesz mi wszystko jak na spowiedzi to okażę ci mą łaskę- odpowiedziałam poważnym głosem, krążąc wokół jej łóżka niczym kat czekający na dokonanie egzekucji. Kasia uniosła się na łokciach i z głupim uśmiechem na twarzy zaczęła mi się przyglądać.
- Serio? "Okażesz mi swą łaskę"?- zacytowała moje słowa i przygryzła wargę żeby się nie zaśmiać, na co ja wywróciłam oczami- Dobrze moja pani...- poprawiła się, opierając plecy o wezgłowie łóżka- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko.
- Tak wszystko, wszystko?- dopytywała się, co wzbudziło nieco moje podejrzenia. No tak! Stary trik...
- Możesz pominąć część gdzie się urodziłaś i co robiłaś przez wszystkie lata swojego życia, ograniczając się jedynie do ostatnich dwóch tygodni, a konkretnie do twojego pobytu w Szwecji.
- To i tak będzie bardzo długa historia...- westchnęła, przekręcając głowę w bok i wyglądając przez okno.
- Mi się nigdzie nie śpieszy, a tobie?- podniosłam szybko rękę, gdy zobaczyłam, że Kasia ma zamiar odpowiedzieć, co równałoby się z próbą wykręcenia się z naszej szczerej rozmowy- To, że musisz jechać do studia z chłopakami się nie liczy, więc nawet nie próbuj używać tego argumentu, bo i tak nic nim nie wskórasz- ostrzegłam ją, na co wywróciła oczami i zrobiła jakąś niewyraźną minę, demonstrując tym swoje niezadowolenie.
- Faktycznie jesteś dzisiaj dla mnie bardzo łaskawa. Ciekawe czy Blondynek też ma u ciebie takie fory...
- Niezła próba, ale i tak nie uda ci się zmienić tematu. Lepiej zacznij mówić już teraz, jeśli chcesz dzisiaj wyjść z pokoju.
- Przerwiesz mi chociaż raz to przestaję, jasne?- pogroziła mi palcem.
- Nie pisnę nawet słówka!- uśmiechnęłam się do niej, czując narastające we mnie podekscytowanie. W końcu się dowiem co zaszło w Sztokholmie!
- Jasne...- mruknęła cicho pod nosem, po czym wzięła głęboki oddech- No to zaczynamy...
Zdziwienie? Zaskoczenie? Zdumienie? Nie wiem jakim słowem mogłabym opisać to co czuję po wysłuchaniu opowieści Kasi, ale przyznam, że zabrakło mi słów. Przyjaciółka siedziała cicho ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w swoje palce, którymi nerwowo bawiła się od piętnastu minut. Ani razu na mnie nie spojrzała podczas przedstawiania swojej wersji wydarzeń, co zdecydowanie utrudniało mi odczytanie jej emocji odnośnie tego co wydarzyło się w ciągu tych kilku dni. A wszystko wskazuje na to, że wydarzyło się wiele...
Przekręcałam głowę z jednej strony na drugą, przyglądając się jej spokojnej postawie i zastanawiając się od czego zacząć moje przesłuchanie. Próbowałam poukładać sobie te wszystkie nowe, wprawiające mnie w osłupienie informacje i zdecydować co wywołało największy szok, ale Kasi najwyraźniej nie spodobał się mój wybór...
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?- przyjaciółka spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami i pokręciła z niedowierzaniem głową- Bardziej interesuje cię fakt jak wylądowałam z półnagim Styles'em w łóżku niż to jak zerwałam z Tomkiem?! Jesteś nienormalna!
- Musisz przyznać, że to jest bardzo zaskakująca wiadomość!- broniłam swojej reakcji, choć w gruncie rzeczy było to rzeczywiście trochę nie na miejscu.
- Może i jest, ale to nie jest najważniejsze co się wtedy wydarzyło, nie sądzisz? Gaba! Zakończyłam mój jedyny poważny związek, a ty mi tu wyskakujesz z taką, nic nie znaczącą głupotą?!- spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Przepraszam, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek pozwolisz mu się zbliżyć do siebie na bliżej niż dwa metry,w dodatku na czas dłuższy niż jedna piosenka. Tymczasem spędziłaś całą noc, wtulona w jego ciało...
- Możesz tego tak nie koloryzować?- przerwała mi zanim na dobre się rozpędziłam- Czemu zawsze wszystko musi sprowadzać się do jego osoby?!- zapytała bardziej samą siebie niż mnie.
- Masz coś konkretnego na myśli?- dziewczyna zastygła w miejscu, szybko zaprzeczając- O Boże! Wydarzyło się coś jeszcze?!
- Oczywiście, że nie! Skąd taki pomysł?- zaczęła się podnosić, ale przytrzymałam ją w miejscu i spojrzałam prosto w oczy.
- Mów albo zrobię coś głupiego, jak na przykład pobiegnę do Harry'ego i powiem mu, że nie możesz przestać o nim myśleć- uśmiechnęłam się bezczelnie, a Kasia uniosła do góry jedną brew i cicho się zaśmiała.
- Nie zrobisz tego...- odparła. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyłam pospiesznie w stronę drzwi, a Kasia gdy zorientowała się co robię, rzuciła się na mnie, chcąc mnie zatrzymać. Ostatecznie obie wylądowałyśmy na ziemi, upadając na porozrzucane przez nią po podłodze rzeczyi.
- Wszystko w porządku?! Co wy tam robicie?- usłyszałyśmy głos Nialla dobiegający z drugiej strony.
- Powiedz Harry'emu, że...
- Zamknij się!- dziewczyna zakryła mi usta dłonią, za co została ugryziona- Auć! Zwariowałaś?!
- Co się tam dzieje?!- do nasłuchiwania pod drzwiami dołączył się Liam.
- Nic!- dziewczyna odkrzyknęła im, zaciskając mocniej dłoń na moich ustach- Jak będziesz cicho to wszystko ci powiem- szepnęła mi na ucho, a ja zgodziłam się przytakując lekko głową.
Gdy byłam już wolna, obie wróciłyśmy na swoje dawne miejsca. Cierpliwie czekałam aż przyjaciółka w końcu się odezwie, ale najwyraźniej nie była skłonna do zaczęcia bez odpowiedniej zachęty.
- Masz trzy sekundy albo idę do chłopaków. Raz... Dwa...
- Już, już! Zastanawiam się tylko od czego zacząć.
- Najlepiej od początku- zaproponowałam, za co zostałam obdarowana spojrzeniem typu "No co ty nie powiesz?"
- Więc...
- Nie zaczyna się zdania od "więc"- zwróciłam jej uwagę, co wywołało pojawienie się oznak rosnącej irytacji.
- To moja historia zatem pozwól, że zacznę ją tak jak mi się podoba- odparła lodowatym tonem, a ja uniosłam ręce do góry- Więc... Wczoraj sama z siebie poprosiłam Styles'a o pomoc w przygotowaniu kolacji dla ciebie i Horana. To znaczy zapytałam czy mógłby pojechać z Alex'em po zakupu, ale jakoś tak wyszło, że został już do końca.
Teraz nie wiem czy wizja Loczka bez koszulki w jednym łóżku z Kasią jest dalej tym co najbardziej mnie zaszokowało, czy jednak wyciągnięcie przysłowiowej ręki w jego stronę jest bardziej przełomowym momentem w ich życiu.
- I?- zagadnęłam, aby skłonić ją do kontynuowania.
- I jakoś tak wyszło, że...
- Po prostu to powiedz!- teraz to ja zaczęłam się irytować jej ciągłym przeciąganiem.
- Prawie się pocałowaliśmy.
Myślałam, że już mnie nic więcej nie zaskoczy? Byłam w wielkim błędzie pisanym przez wielkie "w".
- Dwa razy- dodała, a ja zapewne zrobiłam tak duże oczy, że gdybym zobaczyła się w lustrze umarłabym ze strachu. Szczęka opadła mi do podłogi i za nic nie chciała wrócić na swoje dawne miejsce.
- S-słucham?- wydukałam, przełykając głośno ślinę i nie odrywając od przyjaciółki wzroku- Jak to dwa razy? I czemu prawie?!
- Cóż... Pierwszy raz przerwał nam twój ukochany, który wszedł w ostatnim momencie do kuchni gdzie byłam w trakcie udowadniania Styles'owi, że mój kurczak jest dobry bez żadnych ulepszeń.
- Kocham go, ale gdy stąd wyjdziemy, lepiej żeby nie był w zasięgu moich rąk- odparłam poważnie, a Kasia uśmiechnęła się lekko pod nosem- To był pierwszy raz. A drugi?
- Gdy już wyszliście, zastaliśmy żeby posprzątać. Zaczęliśmy rozmawiać i w pewnym momencie powiedział, że mnie nienawidzi- ściszyła nieco głos, a na jej twarzy pojawił się cień smutku.
- Na pewno nie miał tego na myśli...- ujęłam jej dłoń w swoją i uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Wiem tylko nie wiem czemu gdy sobie o tym przypomnę to...
- Jest ci przykro?- podpowiedziałam, a przyjaciółka przytaknęła.
- Mniejsza z tym. W każdym bądź razie zamiast odpowiedzieć, poprosił mnie do tańca, padła jakaś głupia wymiana zdań i w pewnym momencie zapadła cisza, spojrzeliśmy sobie prosto w oczy...
- Jezu! I?!- podskoczyłam podekscytowana, zanim przyjaciółka zgasiła moją euforię, przypominając mi o tym, że przecież do niczego nie doszło. Chociaż zależy, z której strony się na to spojrzy.
- Nic. W ostatnim momencie odsunęłam się i poprosiłam żeby tego nie robił.
- Co?! Jak mogłaś to zrobić?! Znaczy się nie zrobić tylko powiedzieć?! Zwariowałaś?- zaczęłam wymachiwać rękoma we wszystkie strony i chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Uspokój się. Pytasz się jak? Normalnie. Ja nawet nie "mogłam" tylko "musiałam". To jest mój podopieczny...
- Och skończ już z tym podopiecznym!- krzyknęłam, na co lekko podskoczyła, zaskoczona moją reakcją- Jest między wami taka chemia, że moglibyście pół Londynu wysadzić w powietrze, a ty mi się tu wypierasz tego wszystkiego tylko dlatego, że razem pracujecie?! Jesteś najbardziej popieprzoną osobą jaką znam. Jak można wypierać się takiego uczucia?
- Gaba w życiu nie jest tak jak w twoich książkach.. To nie jest romans, w którym każda historia kończy się zdaniem "żyli długo i szczęśliwie" pomimo kłopotów, które napotkali wcześniej- próbowała mi wyjaśnić sytuację w jakiej się znajdują, ale ja nie mogłam przyjąć tego do wiadomości.
- Prawda jest taka, że to tylko i wyłącznie twoja wina.
- Moja? O czym ty mówisz?
- O tym, że gdybyś tylko chciała mogłabyś być chociaż odrobinę bardziej szczęśliwa, pozwalając innym, a konkretnie Harry'emu na zbliżenie się do ciebie.
- Że co?!
- Nie chcesz być z nikim blisko, ponieważ boisz się, że ktoś cię zrani albo odejdzie, a tego byś nie przeżyła.
Kasia wpatrywała się we mnie przez chwilę, po czym spuściła wzrok i wygrzebując się spod kołdry, zarzuciła na ramiona bluzę i wyszła z pokoju. Pobiegłam za nią i chwytając jej ramię, obróciłam w swoją stronę.
- Powiedz mi, że te wszystkie rzeczy, małe gest i zbliżenia między tobą, a Harry'm nic nie znaczyły i nie chciałabyś czegoś więcej.
Między nami zapanowała grobowa cisza, a gdy przyjaciółka otworzyła usta żeby coś powiedzieć, w przedpokoju pojawił się Zayn wraz z Louisem. Po prostu świetne wyczucie czasu!
- Wow...- Malik wzdrygnął się na widok dziewczyny- Co ci się stało Kate?
- Miałam ciężką noc- odpowiedziała, nie spuszczając ze mnie swoich przeszywających na wskroś zielonych tęczówek.
- Czy ja czasem nie słyszałem imienia Loczka?- Lou poruszył wymownie brwiami, za co został spiorunowany moim spojrzeniem. Najwyraźniej reszta usłyszała nasze małe zamieszanie i dołączyła się do konwersacji.
- Co znowu ja?- Harry wychylił się zza pleców przyjaciela przecierając jeszcze zaspane oczy.
- Dziewczyny cię obgadują- poinformował go Zayn, a ten od razu się obudził, jednak zanim zdążył zacząć drążyć temat do rozmowy wtrącił się Liam.
- Kate, co ci się stało w rękę?- podniósł jej dłoń na wysokość swoich oczu, gdzie odbiły się ślady moich zębów.
- Gaba mnie ugryzła- wyjaśniła i zwróciła się w stronę Nialla, który stał obok- Lepiej się zastanów czy na pewno chcesz być z taką bestią. Ja bym się bała o własne życie- wskazała na mnie ruchem głowy, a chłopak lekko się do mnie uśmiechnął.
Kasia ruszyła w stronę łazienki ignorując żarty na temat mojej wampirzej natury ze strony chłopaków. Jeszcze raz zatrzymałam ją w miejscu i czekałam na odpowiedź na wcześniej zadane przeze mnie pytanie. Przyjaciółka cicho westchnęła i zerknęła za swoje ramię na Harry'ego.
- Tak. Znaczyło.
Kawiarnia Monmouth Coffee
Nigdy bym nie przypuszczała, że z taką ochotą zgodzę się na spotkanie z dziewczyną mojego byłego chłopaka. Gdy zobaczyłam nieznany numer na wyświetlaczu mojego telefonu, niechętnie przyłożyłam urządzenie do ucha, ale słysząc głos Caroline po drugiej stronie, proponujący mi spotkanie czułam, że los w końcu się do mnie uśmiechnął. Wolałabym być w każdym innym miejscu na Ziemi, byleby tylko nie w mieszkaniu, gdzie Gaba zadaje trudne pytania, Styles obserwuje każdy mój ruch, a reszta przeskakuje wzrokiem z niego na mnie i na odwrót.
Weszłam do ciepłego pomieszczenia, a moje nozdrza wypełnił zapach świeżo mielonej kawy. Wokół było pełno ludzi, którzy zawzięcie dyskutowali na przeróżne tematy, przez co kawiarnię wypełniał jeden głośny gwar. Sprawdziłam jeszcze raz wiadomość z adresem, którą dostałam od Caroline, aby upewnić się, że nie pomyliłam adresu, ale zanim zdążyłam rozejrzeć się za nią drugi raz, usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Obróciłam się w tamtą stronę i zauważyłam szatynkę, machającą do mnie z drugiego końca sali. Przepraszając ludzi, których mijałam przy okazji obijając się o nich moją wielką torbą, w końcu znalazłam się przy wcześniej zajętym przez dziewczynę stoliku. Wyglądała dokładnie tak jak ją zapamiętałam. Włosy spięte miała z boku głowy w idealnego koka, a na jej twarzy gościł ten sam przyjazny i ciepły uśmiech co za pierwszym razem gdy się spotkałyśmy. Ubrana w sweter o ostrym, różowym kolorze i białe spodnie, znacząco wyróżniała się spośród tłumu, na który składali się głównie biznesmeni w garniturach z aktówkami stojącymi koło nogi. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć?
- Mam nadzieję, że nie musiałaś długo na mnie czekać- odezwałam się jako pierwsza zerkając na zegarek żeby sprawdzić czy jestem na czas.
- Przyszłam niedawno i szczerze powiedziawszy to udało mi się zająć stolik w ostatniej chwili.
- Ciężko znaleźć miejsce w tak zatłoczonych miejscach, dlatego ich nie lubię- wyraziłam tylko swoją opinię, ale Caroline najwyraźniej źle mnie zrozumiała.
- Jeśli ci się tu nie podoba możemy iść gdzieś indziej- zaproponowała szybko, odsuwając się od stolika- Powinnam się zapytać czy pasuje ci...
- Spokojnie- pociągnęłam ją za rękę, żeby ponownie usiadła zanim zdążyła sięgnąć po swój płaszcz- Tutaj jest dobrze. Chodziło mi tylko o to, że z reguły nie mam czasu na to żeby czekać aż zwolni się stolik, dlatego decyduję się na kawę na wynos. Skoro już udało ci się wywalczyć dla nas miejsce to nie możemy go tak łatwo oddać- uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła mój gest, siadając na przeciwko mnie- Poza tym nich sobie te gbury z wielkich korporacji trochę poczekają. Jeszcze się przyzwyczają, że wszystko się im należy jak psu buda...
- Jaka buda?- dziewczyna spojrzała na mnie z niezrozumieniem.
- To takie polskie powiedzenia- wyjaśniłam- Na pewno je jeszcze kiedyś usłyszysz. Jedno z ulubionych Tomka.
Nie byłam do końca przekonana czy wspominanie o nim było na miejscu, ale tak naprawdę o czym innym mogłabym z nią rozmawiać? Nic innego nas nie łączy oprócz niego.
- Nawet mi nie przypominaj. Co chwilę rzuca jakimiś tekstami, których za nic nie jestem w stanie zrozumieć.
- Też tak miałam- przyznałam, wspominając jak kłóciłam się z nim o to czy jakaś złota myśl faktycznie istnieje, czy przed chwilą sam ją wymyślił- Chyba już nikt go tego nie oduczy.
- Chyba nie. Ale w końcu kocha się nie tylko za zalety, ale też za wady, prawda?- dziewczyna wbiła we mnie swoje piwne tęczówki otoczone gęstą ramką z mocno wytuszowanych czarnych rzęs.
- Podobno. Niestety nie wszyscy tak uważają.
- Świat nie jest idealny- odparła, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Nasza rozmowa schodzi na bardzo filozoficzne tematy- zwróciłam nam obu uwagę, a Caroline przyznała mi rację.
- Rzeczywiście. Chyba powinnyśmy porozmawiać o czymś innym- zgodziłam się skinieniem głowy i w tym momencie zapanowała niezręczna cisza, którą na szczęście po chwili przerwał męski głos informujący, że nasze zamówienie jest do odebrania. Spojrzałam zdziwiona na szatynkę, która wstała i po chwili wróciła do stolika z dwoma filiżankami kawy.
- Tomek mi powiedział jaką lubisz, więc pozwoliłam sobie zamówić też dla ciebie- odpowiedziała na moje niezadane jeszcze pytanie.
- Dziękuję- odebrałam od niej gorący napój i upiłam łyk- To może powiesz mi co u was słychać i jak podoba ci się Londyn?- zaproponowałam, chcąc uniknąć krępującej sytuacji sprzed chwili.
- Londyn jest piękny, chociaż i tak Paryż jest na pierwszym miejscu i chyba nigdy nie spadnie z tej pozycji. Pewnie dlatego, że tam się wychowałam i czuje do tego miasta pewien sentyment- uśmiechnęła się szerzej wspominając o swoim rodzinnym mieście, przez co zaczęłam się zastanawiać kiedy ja ostatni raz byłam w moim prawdziwym domu- Poza tym poznałam kilka osób ode mnie z uczelni i muszę przyznać, że są bardzo sympatyczni. Trochę się bałam, że nie będę mogła się tu z nikim dogadać.
- W razie czego masz Tomka i... mnie- dodałam niepewnie, co nie umknęło nad wyraz spostrzegawczemu oku Caroline.
- Dziękuję, ale nie musisz tego robić. Wiem, że to wszystko jest pokręcone i pewnie nawet nie chciałaś się ze mną spotkać, ale zrobiłaś to ze względu na Tomka.
- Uwierz mi...- wtrąciłam się- Jesteś dzisiaj dla mnie zbawieniem. Spędziłabym jeszcze chwilę w moim mieszkaniu i mogłoby się to skończyć ludobójstwem.
Dziewczyna zaczęła się śmiać słysząc moją wypowiedź. Najwyraźniej już nie bierze tak na poważnie tego co mówię. W sumie to dobrze, bo szlag bym mnie trafił gdybym musiała jej co chwilę uświadamiać, że połowa z tego co mówię to tylko żarty.
- W takim razie cieszę się, że udało mi się uratować kilka ludzkich istnień.
- Zdecydowanie powinni ci podziękować- przyznałam, a ona poprosiła o nazwiska osób, do których ma się zgłosić po zadośćuczynienie.
Dalej rozmowa potoczyła się dość płynnie i naturalnie nie licząc momentów kiedy to Caroline chciała widzieć więcej na mój temat. Po raz kolejny na pytanie czym się na co dzień zajmuję odpowiedziałam, że jestem kurierem. Czemu musiałam wybrać sobie akurat taki beznadziejny zawód kiedy One Direction zapytało się mnie o to pierwszy raz? Tak czy inaczej zdecydowałam, że lepiej brnąć dalej w tym samym kłamstwie niż później zastanawiać się komu sprzedałam jaką wersję. Na szczęście dziewczyna szybko zorientowała się, że nie przepadam za opowiadaniem o sobie, a Tomek najwyraźniej nie zdradził jej większych szczegółów.
- A może wpadłabyś do nas?- wypaliła nagle, a ja zrezygnowałam z kolejnego łyku kawy- Proszę! Nawet nie wiesz jak Tomek strasznie przeżywa to, że tak dawno się ze sobą nie widzieliście. Zaczął nawet podejrzewać, że go unikasz.
- Oczywiście, że go nie unikam!- oburzyłam się, choć po części to prawda- Po prostu mam teraz strasznie dużo pracy i ledwo znajduję czas na to żeby coś zjeść,a co dopiero na to żeby gdzieś wyjść...
- Rozumiem, ale chyba pracujesz na jakieś zmiany albo masz chociaż jeden dzień w tygodniu wolny? Jeśli nie to lepiej przejdź się do swojego szefa bo tak być nie może!- uderzyła pięścią w stół, a kobieta siedząca obok nas, spojrzała na nas z pogardą.
Klasyczna sytuacja, w której żadna z możliwości wykręcenia się z tarapatów nie jest na tyle satysfakcjonująca żeby wybrać ja bez wahania. Opcja numer jeden- powiedzieć Caroline, że tak naprawdę sama dla siebie jestem szefem, a godziny pracy ustala tylko i wyłącznie moja wena. Oczywiście to rozwiązanie odpada już w przedbiegach. Opcja numer dwa- zgodzić się na odwiedzenie swojego byłego w mieszkaniu gdzie mieszka teraz ze swoją nową dziewczyną i udawać, że wcale nie przeszkadza mi ich okazywanie uczyć na moich oczach. Na to też nie jestem jeszcze gotowa.
- To jak Kate? Odwiedzisz nas niedługo?- szatynka uśmiechnęła się szeroko, zachęcając mnie do przystania na jej propozycję. Nie wierzę, że to mówię...
- Jasne. Może być w przyszłym tygodniu?
- Pewnie!- klasnęła uradowana w dłonie, przez co kobieta po naszej lewej ponownie posłała nam lodowate spojrzenie- Zadzwoń tylko wcześniej żebyśmy zdążyli przygotować coś dobrego do jedzenia i takie tam...- machnęła ręką, uradowana, że udało jej się mnie namówić na spotkanie, a ja uniosłam lekko kącik ust do góry, udając, że jestem równie podekscytowana co ona.
Caroline z pasją opowiadała o swoich zajęciach artystycznych na uczelni, gdy w końcu zdecydowałyśmy się opuścić kawiarnię i udać się każda w swoją stronę. Żegnałyśmy się dobre dziesięć minut gdyż dziewczyna miała jeszcze co chwilę coś do dodania i kilkanaście razy musiała mi powtórzyć, że mam przyjść do niej i do Tomka w przyszłym tygodniu. Za każdym razem gdy to słyszałam mój żołądek ściskał się mocno i bałam się, że może to się źle skończyć dla jej skórzanych kozaków. Na szczęście sms od Liama z zapytaniem za ile pojawię się w studiu uratował mnie przed publicznym upokorzeniem. "Szczerze" przeprosiłam i oznajmiłam, że muszę już lecieć do pracy, co pozwoliło mi się uwolnić od Caroline. Gdy zniknęła za rogiem, odetchnęłam z ulgą i w końcu się rozluźniłam. Zdecydowałam, że przyda mi się jeszcze jedna kawa na wynos zanim pójdę do wytwórni. Weszłam z powrotem do środka zatłoczonej kawiarni i ustawiłam się w kolejce czekając aż będę mogła złożyć zamówienie. Przede mną stało dwoje młodych ludzi. Mężczyzna donośnie próbował uświadomić dziewczynie obok niego, że sukienka, którą kupiła na przyjęcie z okazji zaręczyn jego brata jest piękna, a co najważniejsze ona wygląda w niej zabójczo. Jak to zwykle bywa, kobieta miała inne zdanie na ten temat. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc ich wymianę zdać, aż w pewnym momencie, Nick (tak miał na imię chłopak) ujął w dłonie twarz swojej dziewczyny i powiedział najpiękniejsze słowa jakie chyba kiedykolwiek w życiu słyszała.
To naprawdę zabawne jak dziewczyna, która potrafi poradzić sobie w pracy z dorosłymi ludźmi, poruszając ważne biznesowe tematy, chowa się pod kołdrą, próbując uniknąć konwersacji ze swoją najlepszą przyjaciółką.
- Nie denerwuj mnie i wyłaź! Chyba nie myślisz, że uwierzę, że jeszcze śpisz po tym jak zagwarantowałam ci dość głośną pobudkę- pociągnęłam za narzutę i próbowałam ją z niej ściągnąć- Obiecałaś mi, że porozmawiamy!
Kasia odsłoniła kawałek swojej twarzy i przeczesała ręką włosy, próbując doprowadzić je do porządku. Z marnym skutkiem.
- Ja? Ja ci nic nie obiecywałam!- zarzekała się po raz kolejny.
- Po co się bronisz skoro i tak cię to nie ominie? Nie lepiej załatwić to od razu i po bólu?
Przyjaciółka spojrzała na mnie "wystraszonym" wzrokiem i naciągnęła kołdrę wyżej.
- Co ty masz mi zamiar zrobić, że będzie bolało?- spytała, a jej oczy zaczęły wypełniać się łzami. Gdyby nie była taka dobra w tym całym komponowaniu to wysłałabym ją na casting do jakiegoś filmu.
- Tajemnica. Będziesz grzeczna i powiesz mi wszystko jak na spowiedzi to okażę ci mą łaskę- odpowiedziałam poważnym głosem, krążąc wokół jej łóżka niczym kat czekający na dokonanie egzekucji. Kasia uniosła się na łokciach i z głupim uśmiechem na twarzy zaczęła mi się przyglądać.
- Serio? "Okażesz mi swą łaskę"?- zacytowała moje słowa i przygryzła wargę żeby się nie zaśmiać, na co ja wywróciłam oczami- Dobrze moja pani...- poprawiła się, opierając plecy o wezgłowie łóżka- Co chcesz wiedzieć?
- Wszystko.
- Tak wszystko, wszystko?- dopytywała się, co wzbudziło nieco moje podejrzenia. No tak! Stary trik...
- Możesz pominąć część gdzie się urodziłaś i co robiłaś przez wszystkie lata swojego życia, ograniczając się jedynie do ostatnich dwóch tygodni, a konkretnie do twojego pobytu w Szwecji.
- To i tak będzie bardzo długa historia...- westchnęła, przekręcając głowę w bok i wyglądając przez okno.
- Mi się nigdzie nie śpieszy, a tobie?- podniosłam szybko rękę, gdy zobaczyłam, że Kasia ma zamiar odpowiedzieć, co równałoby się z próbą wykręcenia się z naszej szczerej rozmowy- To, że musisz jechać do studia z chłopakami się nie liczy, więc nawet nie próbuj używać tego argumentu, bo i tak nic nim nie wskórasz- ostrzegłam ją, na co wywróciła oczami i zrobiła jakąś niewyraźną minę, demonstrując tym swoje niezadowolenie.
- Faktycznie jesteś dzisiaj dla mnie bardzo łaskawa. Ciekawe czy Blondynek też ma u ciebie takie fory...
- Niezła próba, ale i tak nie uda ci się zmienić tematu. Lepiej zacznij mówić już teraz, jeśli chcesz dzisiaj wyjść z pokoju.
- Przerwiesz mi chociaż raz to przestaję, jasne?- pogroziła mi palcem.
- Nie pisnę nawet słówka!- uśmiechnęłam się do niej, czując narastające we mnie podekscytowanie. W końcu się dowiem co zaszło w Sztokholmie!
- Jasne...- mruknęła cicho pod nosem, po czym wzięła głęboki oddech- No to zaczynamy...
Zdziwienie? Zaskoczenie? Zdumienie? Nie wiem jakim słowem mogłabym opisać to co czuję po wysłuchaniu opowieści Kasi, ale przyznam, że zabrakło mi słów. Przyjaciółka siedziała cicho ze spuszczoną głową i wzrokiem wbitym w swoje palce, którymi nerwowo bawiła się od piętnastu minut. Ani razu na mnie nie spojrzała podczas przedstawiania swojej wersji wydarzeń, co zdecydowanie utrudniało mi odczytanie jej emocji odnośnie tego co wydarzyło się w ciągu tych kilku dni. A wszystko wskazuje na to, że wydarzyło się wiele...
Przekręcałam głowę z jednej strony na drugą, przyglądając się jej spokojnej postawie i zastanawiając się od czego zacząć moje przesłuchanie. Próbowałam poukładać sobie te wszystkie nowe, wprawiające mnie w osłupienie informacje i zdecydować co wywołało największy szok, ale Kasi najwyraźniej nie spodobał się mój wybór...
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda?- przyjaciółka spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami i pokręciła z niedowierzaniem głową- Bardziej interesuje cię fakt jak wylądowałam z półnagim Styles'em w łóżku niż to jak zerwałam z Tomkiem?! Jesteś nienormalna!
- Musisz przyznać, że to jest bardzo zaskakująca wiadomość!- broniłam swojej reakcji, choć w gruncie rzeczy było to rzeczywiście trochę nie na miejscu.
- Może i jest, ale to nie jest najważniejsze co się wtedy wydarzyło, nie sądzisz? Gaba! Zakończyłam mój jedyny poważny związek, a ty mi tu wyskakujesz z taką, nic nie znaczącą głupotą?!- spojrzała na mnie jak na wariatkę.
- Przepraszam, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek pozwolisz mu się zbliżyć do siebie na bliżej niż dwa metry,w dodatku na czas dłuższy niż jedna piosenka. Tymczasem spędziłaś całą noc, wtulona w jego ciało...
- Możesz tego tak nie koloryzować?- przerwała mi zanim na dobre się rozpędziłam- Czemu zawsze wszystko musi sprowadzać się do jego osoby?!- zapytała bardziej samą siebie niż mnie.
- Masz coś konkretnego na myśli?- dziewczyna zastygła w miejscu, szybko zaprzeczając- O Boże! Wydarzyło się coś jeszcze?!
- Oczywiście, że nie! Skąd taki pomysł?- zaczęła się podnosić, ale przytrzymałam ją w miejscu i spojrzałam prosto w oczy.
- Mów albo zrobię coś głupiego, jak na przykład pobiegnę do Harry'ego i powiem mu, że nie możesz przestać o nim myśleć- uśmiechnęłam się bezczelnie, a Kasia uniosła do góry jedną brew i cicho się zaśmiała.
- Nie zrobisz tego...- odparła. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyłam pospiesznie w stronę drzwi, a Kasia gdy zorientowała się co robię, rzuciła się na mnie, chcąc mnie zatrzymać. Ostatecznie obie wylądowałyśmy na ziemi, upadając na porozrzucane przez nią po podłodze rzeczyi.
- Wszystko w porządku?! Co wy tam robicie?- usłyszałyśmy głos Nialla dobiegający z drugiej strony.
- Powiedz Harry'emu, że...
- Zamknij się!- dziewczyna zakryła mi usta dłonią, za co została ugryziona- Auć! Zwariowałaś?!
- Co się tam dzieje?!- do nasłuchiwania pod drzwiami dołączył się Liam.
- Nic!- dziewczyna odkrzyknęła im, zaciskając mocniej dłoń na moich ustach- Jak będziesz cicho to wszystko ci powiem- szepnęła mi na ucho, a ja zgodziłam się przytakując lekko głową.
Gdy byłam już wolna, obie wróciłyśmy na swoje dawne miejsca. Cierpliwie czekałam aż przyjaciółka w końcu się odezwie, ale najwyraźniej nie była skłonna do zaczęcia bez odpowiedniej zachęty.
- Masz trzy sekundy albo idę do chłopaków. Raz... Dwa...
- Już, już! Zastanawiam się tylko od czego zacząć.
- Najlepiej od początku- zaproponowałam, za co zostałam obdarowana spojrzeniem typu "No co ty nie powiesz?"
- Więc...
- Nie zaczyna się zdania od "więc"- zwróciłam jej uwagę, co wywołało pojawienie się oznak rosnącej irytacji.
- To moja historia zatem pozwól, że zacznę ją tak jak mi się podoba- odparła lodowatym tonem, a ja uniosłam ręce do góry- Więc... Wczoraj sama z siebie poprosiłam Styles'a o pomoc w przygotowaniu kolacji dla ciebie i Horana. To znaczy zapytałam czy mógłby pojechać z Alex'em po zakupu, ale jakoś tak wyszło, że został już do końca.
Teraz nie wiem czy wizja Loczka bez koszulki w jednym łóżku z Kasią jest dalej tym co najbardziej mnie zaszokowało, czy jednak wyciągnięcie przysłowiowej ręki w jego stronę jest bardziej przełomowym momentem w ich życiu.
- I?- zagadnęłam, aby skłonić ją do kontynuowania.
- I jakoś tak wyszło, że...
- Po prostu to powiedz!- teraz to ja zaczęłam się irytować jej ciągłym przeciąganiem.
- Prawie się pocałowaliśmy.
Myślałam, że już mnie nic więcej nie zaskoczy? Byłam w wielkim błędzie pisanym przez wielkie "w".
- Dwa razy- dodała, a ja zapewne zrobiłam tak duże oczy, że gdybym zobaczyła się w lustrze umarłabym ze strachu. Szczęka opadła mi do podłogi i za nic nie chciała wrócić na swoje dawne miejsce.
- S-słucham?- wydukałam, przełykając głośno ślinę i nie odrywając od przyjaciółki wzroku- Jak to dwa razy? I czemu prawie?!
- Cóż... Pierwszy raz przerwał nam twój ukochany, który wszedł w ostatnim momencie do kuchni gdzie byłam w trakcie udowadniania Styles'owi, że mój kurczak jest dobry bez żadnych ulepszeń.
- Kocham go, ale gdy stąd wyjdziemy, lepiej żeby nie był w zasięgu moich rąk- odparłam poważnie, a Kasia uśmiechnęła się lekko pod nosem- To był pierwszy raz. A drugi?
- Gdy już wyszliście, zastaliśmy żeby posprzątać. Zaczęliśmy rozmawiać i w pewnym momencie powiedział, że mnie nienawidzi- ściszyła nieco głos, a na jej twarzy pojawił się cień smutku.
- Na pewno nie miał tego na myśli...- ujęłam jej dłoń w swoją i uśmiechnęłam się pocieszająco.
- Wiem tylko nie wiem czemu gdy sobie o tym przypomnę to...
- Jest ci przykro?- podpowiedziałam, a przyjaciółka przytaknęła.
- Mniejsza z tym. W każdym bądź razie zamiast odpowiedzieć, poprosił mnie do tańca, padła jakaś głupia wymiana zdań i w pewnym momencie zapadła cisza, spojrzeliśmy sobie prosto w oczy...
- Jezu! I?!- podskoczyłam podekscytowana, zanim przyjaciółka zgasiła moją euforię, przypominając mi o tym, że przecież do niczego nie doszło. Chociaż zależy, z której strony się na to spojrzy.
- Nic. W ostatnim momencie odsunęłam się i poprosiłam żeby tego nie robił.
- Co?! Jak mogłaś to zrobić?! Znaczy się nie zrobić tylko powiedzieć?! Zwariowałaś?- zaczęłam wymachiwać rękoma we wszystkie strony i chodzić w tę i z powrotem po pokoju.
- Uspokój się. Pytasz się jak? Normalnie. Ja nawet nie "mogłam" tylko "musiałam". To jest mój podopieczny...
- Och skończ już z tym podopiecznym!- krzyknęłam, na co lekko podskoczyła, zaskoczona moją reakcją- Jest między wami taka chemia, że moglibyście pół Londynu wysadzić w powietrze, a ty mi się tu wypierasz tego wszystkiego tylko dlatego, że razem pracujecie?! Jesteś najbardziej popieprzoną osobą jaką znam. Jak można wypierać się takiego uczucia?
- Gaba w życiu nie jest tak jak w twoich książkach.. To nie jest romans, w którym każda historia kończy się zdaniem "żyli długo i szczęśliwie" pomimo kłopotów, które napotkali wcześniej- próbowała mi wyjaśnić sytuację w jakiej się znajdują, ale ja nie mogłam przyjąć tego do wiadomości.
- Prawda jest taka, że to tylko i wyłącznie twoja wina.
- Moja? O czym ty mówisz?
- O tym, że gdybyś tylko chciała mogłabyś być chociaż odrobinę bardziej szczęśliwa, pozwalając innym, a konkretnie Harry'emu na zbliżenie się do ciebie.
- Że co?!
- Nie chcesz być z nikim blisko, ponieważ boisz się, że ktoś cię zrani albo odejdzie, a tego byś nie przeżyła.
Kasia wpatrywała się we mnie przez chwilę, po czym spuściła wzrok i wygrzebując się spod kołdry, zarzuciła na ramiona bluzę i wyszła z pokoju. Pobiegłam za nią i chwytając jej ramię, obróciłam w swoją stronę.
- Powiedz mi, że te wszystkie rzeczy, małe gest i zbliżenia między tobą, a Harry'm nic nie znaczyły i nie chciałabyś czegoś więcej.
Między nami zapanowała grobowa cisza, a gdy przyjaciółka otworzyła usta żeby coś powiedzieć, w przedpokoju pojawił się Zayn wraz z Louisem. Po prostu świetne wyczucie czasu!
- Wow...- Malik wzdrygnął się na widok dziewczyny- Co ci się stało Kate?
- Miałam ciężką noc- odpowiedziała, nie spuszczając ze mnie swoich przeszywających na wskroś zielonych tęczówek.
- Czy ja czasem nie słyszałem imienia Loczka?- Lou poruszył wymownie brwiami, za co został spiorunowany moim spojrzeniem. Najwyraźniej reszta usłyszała nasze małe zamieszanie i dołączyła się do konwersacji.
- Co znowu ja?- Harry wychylił się zza pleców przyjaciela przecierając jeszcze zaspane oczy.
- Dziewczyny cię obgadują- poinformował go Zayn, a ten od razu się obudził, jednak zanim zdążył zacząć drążyć temat do rozmowy wtrącił się Liam.
- Kate, co ci się stało w rękę?- podniósł jej dłoń na wysokość swoich oczu, gdzie odbiły się ślady moich zębów.
- Gaba mnie ugryzła- wyjaśniła i zwróciła się w stronę Nialla, który stał obok- Lepiej się zastanów czy na pewno chcesz być z taką bestią. Ja bym się bała o własne życie- wskazała na mnie ruchem głowy, a chłopak lekko się do mnie uśmiechnął.
Kasia ruszyła w stronę łazienki ignorując żarty na temat mojej wampirzej natury ze strony chłopaków. Jeszcze raz zatrzymałam ją w miejscu i czekałam na odpowiedź na wcześniej zadane przeze mnie pytanie. Przyjaciółka cicho westchnęła i zerknęła za swoje ramię na Harry'ego.
- Tak. Znaczyło.
Kawiarnia Monmouth Coffee
Nigdy bym nie przypuszczała, że z taką ochotą zgodzę się na spotkanie z dziewczyną mojego byłego chłopaka. Gdy zobaczyłam nieznany numer na wyświetlaczu mojego telefonu, niechętnie przyłożyłam urządzenie do ucha, ale słysząc głos Caroline po drugiej stronie, proponujący mi spotkanie czułam, że los w końcu się do mnie uśmiechnął. Wolałabym być w każdym innym miejscu na Ziemi, byleby tylko nie w mieszkaniu, gdzie Gaba zadaje trudne pytania, Styles obserwuje każdy mój ruch, a reszta przeskakuje wzrokiem z niego na mnie i na odwrót.
Weszłam do ciepłego pomieszczenia, a moje nozdrza wypełnił zapach świeżo mielonej kawy. Wokół było pełno ludzi, którzy zawzięcie dyskutowali na przeróżne tematy, przez co kawiarnię wypełniał jeden głośny gwar. Sprawdziłam jeszcze raz wiadomość z adresem, którą dostałam od Caroline, aby upewnić się, że nie pomyliłam adresu, ale zanim zdążyłam rozejrzeć się za nią drugi raz, usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Obróciłam się w tamtą stronę i zauważyłam szatynkę, machającą do mnie z drugiego końca sali. Przepraszając ludzi, których mijałam przy okazji obijając się o nich moją wielką torbą, w końcu znalazłam się przy wcześniej zajętym przez dziewczynę stoliku. Wyglądała dokładnie tak jak ją zapamiętałam. Włosy spięte miała z boku głowy w idealnego koka, a na jej twarzy gościł ten sam przyjazny i ciepły uśmiech co za pierwszym razem gdy się spotkałyśmy. Ubrana w sweter o ostrym, różowym kolorze i białe spodnie, znacząco wyróżniała się spośród tłumu, na który składali się głównie biznesmeni w garniturach z aktówkami stojącymi koło nogi. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć?
- Mam nadzieję, że nie musiałaś długo na mnie czekać- odezwałam się jako pierwsza zerkając na zegarek żeby sprawdzić czy jestem na czas.
- Przyszłam niedawno i szczerze powiedziawszy to udało mi się zająć stolik w ostatniej chwili.
- Ciężko znaleźć miejsce w tak zatłoczonych miejscach, dlatego ich nie lubię- wyraziłam tylko swoją opinię, ale Caroline najwyraźniej źle mnie zrozumiała.
- Jeśli ci się tu nie podoba możemy iść gdzieś indziej- zaproponowała szybko, odsuwając się od stolika- Powinnam się zapytać czy pasuje ci...
- Spokojnie- pociągnęłam ją za rękę, żeby ponownie usiadła zanim zdążyła sięgnąć po swój płaszcz- Tutaj jest dobrze. Chodziło mi tylko o to, że z reguły nie mam czasu na to żeby czekać aż zwolni się stolik, dlatego decyduję się na kawę na wynos. Skoro już udało ci się wywalczyć dla nas miejsce to nie możemy go tak łatwo oddać- uśmiechnęłam się do niej, a ona odwzajemniła mój gest, siadając na przeciwko mnie- Poza tym nich sobie te gbury z wielkich korporacji trochę poczekają. Jeszcze się przyzwyczają, że wszystko się im należy jak psu buda...
- Jaka buda?- dziewczyna spojrzała na mnie z niezrozumieniem.
- To takie polskie powiedzenia- wyjaśniłam- Na pewno je jeszcze kiedyś usłyszysz. Jedno z ulubionych Tomka.
Nie byłam do końca przekonana czy wspominanie o nim było na miejscu, ale tak naprawdę o czym innym mogłabym z nią rozmawiać? Nic innego nas nie łączy oprócz niego.
- Nawet mi nie przypominaj. Co chwilę rzuca jakimiś tekstami, których za nic nie jestem w stanie zrozumieć.
- Też tak miałam- przyznałam, wspominając jak kłóciłam się z nim o to czy jakaś złota myśl faktycznie istnieje, czy przed chwilą sam ją wymyślił- Chyba już nikt go tego nie oduczy.
- Chyba nie. Ale w końcu kocha się nie tylko za zalety, ale też za wady, prawda?- dziewczyna wbiła we mnie swoje piwne tęczówki otoczone gęstą ramką z mocno wytuszowanych czarnych rzęs.
- Podobno. Niestety nie wszyscy tak uważają.
- Świat nie jest idealny- odparła, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- Nasza rozmowa schodzi na bardzo filozoficzne tematy- zwróciłam nam obu uwagę, a Caroline przyznała mi rację.
- Rzeczywiście. Chyba powinnyśmy porozmawiać o czymś innym- zgodziłam się skinieniem głowy i w tym momencie zapanowała niezręczna cisza, którą na szczęście po chwili przerwał męski głos informujący, że nasze zamówienie jest do odebrania. Spojrzałam zdziwiona na szatynkę, która wstała i po chwili wróciła do stolika z dwoma filiżankami kawy.
- Tomek mi powiedział jaką lubisz, więc pozwoliłam sobie zamówić też dla ciebie- odpowiedziała na moje niezadane jeszcze pytanie.
- Dziękuję- odebrałam od niej gorący napój i upiłam łyk- To może powiesz mi co u was słychać i jak podoba ci się Londyn?- zaproponowałam, chcąc uniknąć krępującej sytuacji sprzed chwili.
- Londyn jest piękny, chociaż i tak Paryż jest na pierwszym miejscu i chyba nigdy nie spadnie z tej pozycji. Pewnie dlatego, że tam się wychowałam i czuje do tego miasta pewien sentyment- uśmiechnęła się szerzej wspominając o swoim rodzinnym mieście, przez co zaczęłam się zastanawiać kiedy ja ostatni raz byłam w moim prawdziwym domu- Poza tym poznałam kilka osób ode mnie z uczelni i muszę przyznać, że są bardzo sympatyczni. Trochę się bałam, że nie będę mogła się tu z nikim dogadać.
- W razie czego masz Tomka i... mnie- dodałam niepewnie, co nie umknęło nad wyraz spostrzegawczemu oku Caroline.
- Dziękuję, ale nie musisz tego robić. Wiem, że to wszystko jest pokręcone i pewnie nawet nie chciałaś się ze mną spotkać, ale zrobiłaś to ze względu na Tomka.
- Uwierz mi...- wtrąciłam się- Jesteś dzisiaj dla mnie zbawieniem. Spędziłabym jeszcze chwilę w moim mieszkaniu i mogłoby się to skończyć ludobójstwem.
Dziewczyna zaczęła się śmiać słysząc moją wypowiedź. Najwyraźniej już nie bierze tak na poważnie tego co mówię. W sumie to dobrze, bo szlag bym mnie trafił gdybym musiała jej co chwilę uświadamiać, że połowa z tego co mówię to tylko żarty.
- W takim razie cieszę się, że udało mi się uratować kilka ludzkich istnień.
- Zdecydowanie powinni ci podziękować- przyznałam, a ona poprosiła o nazwiska osób, do których ma się zgłosić po zadośćuczynienie.
Dalej rozmowa potoczyła się dość płynnie i naturalnie nie licząc momentów kiedy to Caroline chciała widzieć więcej na mój temat. Po raz kolejny na pytanie czym się na co dzień zajmuję odpowiedziałam, że jestem kurierem. Czemu musiałam wybrać sobie akurat taki beznadziejny zawód kiedy One Direction zapytało się mnie o to pierwszy raz? Tak czy inaczej zdecydowałam, że lepiej brnąć dalej w tym samym kłamstwie niż później zastanawiać się komu sprzedałam jaką wersję. Na szczęście dziewczyna szybko zorientowała się, że nie przepadam za opowiadaniem o sobie, a Tomek najwyraźniej nie zdradził jej większych szczegółów.
- A może wpadłabyś do nas?- wypaliła nagle, a ja zrezygnowałam z kolejnego łyku kawy- Proszę! Nawet nie wiesz jak Tomek strasznie przeżywa to, że tak dawno się ze sobą nie widzieliście. Zaczął nawet podejrzewać, że go unikasz.
- Oczywiście, że go nie unikam!- oburzyłam się, choć po części to prawda- Po prostu mam teraz strasznie dużo pracy i ledwo znajduję czas na to żeby coś zjeść,a co dopiero na to żeby gdzieś wyjść...
- Rozumiem, ale chyba pracujesz na jakieś zmiany albo masz chociaż jeden dzień w tygodniu wolny? Jeśli nie to lepiej przejdź się do swojego szefa bo tak być nie może!- uderzyła pięścią w stół, a kobieta siedząca obok nas, spojrzała na nas z pogardą.
Klasyczna sytuacja, w której żadna z możliwości wykręcenia się z tarapatów nie jest na tyle satysfakcjonująca żeby wybrać ja bez wahania. Opcja numer jeden- powiedzieć Caroline, że tak naprawdę sama dla siebie jestem szefem, a godziny pracy ustala tylko i wyłącznie moja wena. Oczywiście to rozwiązanie odpada już w przedbiegach. Opcja numer dwa- zgodzić się na odwiedzenie swojego byłego w mieszkaniu gdzie mieszka teraz ze swoją nową dziewczyną i udawać, że wcale nie przeszkadza mi ich okazywanie uczyć na moich oczach. Na to też nie jestem jeszcze gotowa.
- To jak Kate? Odwiedzisz nas niedługo?- szatynka uśmiechnęła się szeroko, zachęcając mnie do przystania na jej propozycję. Nie wierzę, że to mówię...
- Jasne. Może być w przyszłym tygodniu?
- Pewnie!- klasnęła uradowana w dłonie, przez co kobieta po naszej lewej ponownie posłała nam lodowate spojrzenie- Zadzwoń tylko wcześniej żebyśmy zdążyli przygotować coś dobrego do jedzenia i takie tam...- machnęła ręką, uradowana, że udało jej się mnie namówić na spotkanie, a ja uniosłam lekko kącik ust do góry, udając, że jestem równie podekscytowana co ona.
Caroline z pasją opowiadała o swoich zajęciach artystycznych na uczelni, gdy w końcu zdecydowałyśmy się opuścić kawiarnię i udać się każda w swoją stronę. Żegnałyśmy się dobre dziesięć minut gdyż dziewczyna miała jeszcze co chwilę coś do dodania i kilkanaście razy musiała mi powtórzyć, że mam przyjść do niej i do Tomka w przyszłym tygodniu. Za każdym razem gdy to słyszałam mój żołądek ściskał się mocno i bałam się, że może to się źle skończyć dla jej skórzanych kozaków. Na szczęście sms od Liama z zapytaniem za ile pojawię się w studiu uratował mnie przed publicznym upokorzeniem. "Szczerze" przeprosiłam i oznajmiłam, że muszę już lecieć do pracy, co pozwoliło mi się uwolnić od Caroline. Gdy zniknęła za rogiem, odetchnęłam z ulgą i w końcu się rozluźniłam. Zdecydowałam, że przyda mi się jeszcze jedna kawa na wynos zanim pójdę do wytwórni. Weszłam z powrotem do środka zatłoczonej kawiarni i ustawiłam się w kolejce czekając aż będę mogła złożyć zamówienie. Przede mną stało dwoje młodych ludzi. Mężczyzna donośnie próbował uświadomić dziewczynie obok niego, że sukienka, którą kupiła na przyjęcie z okazji zaręczyn jego brata jest piękna, a co najważniejsze ona wygląda w niej zabójczo. Jak to zwykle bywa, kobieta miała inne zdanie na ten temat. Uśmiechnęłam się pod nosem słysząc ich wymianę zdać, aż w pewnym momencie, Nick (tak miał na imię chłopak) ujął w dłonie twarz swojej dziewczyny i powiedział najpiękniejsze słowa jakie chyba kiedykolwiek w życiu słyszała.
"Nie interesuje mnie czy pójdziesz na to przyjęcie w kiecce za sto funtów czy w dresie.
To nie twoje ciuchy czy fryzura czynią cię piękną. Wystarczy, że będziesz się uśmiechać w ten swój słodki i nieśmiały sposób. To właśnie sprawia, że jesteś piękna!"
Podobnie jak inni kliencie w kolejce, obserwowałam scenę rozgrywającą się przed mną. Nie mogłam przestać powtarzać ostatnich słów wypowiedzianych przez tego faceta. Nagle doznałam olśnienia i rezygnując z kolejnej dawki kofeiny wybiegłam na zewnątrz, wyjmując telefon i nagrywając wszystko to co przychodziło mi na myśl. Ludzie oglądali się za mną i pewnie myśleli, że postradałam zmysły gdy pędziłam jak szalona zatłoczonymi ulicami Londynu w kierunku wytwórni Syco Music.
Siedziba Syco Music, studio nagraniowe
W oczekiwaniu na pojawienie się Kate razem z chłopakami postanowiliśmy zająć się czymś pożytecznym. No dobra. Może gra w piłkę nożną nie jest niczym co mogłoby nam pomóc w nagraniu pierwszego albumu, ale Louis słysząc propozycję Nialla, tak zapalił się do tego pomysłu, że nie było mowy o tym abyśmy zajęli się czymś innym. Po krótkiej kłótni między Liamem, a Harry'm na temat tego, który ma być bramkarzem, zaszczyt ten przypadł Styles'owi.
Od dobrej godziny biegaliśmy z piłką po korytarzu, korzystając z tego, że byliśmy jedynymi osobami na piętrze. Za którymś razem Tommo tak mocno kopnął piłkę, że wylądowała na drugim końcu holu. Harry zaoferował się, że po nią pobiegnie, najprawdopodobniej zdając sobie sprawę z tego, że i tak padło by na niego. Niall krzyknął do niego żeby się pośpieszył, na co ten obrócił się i pokazał mu środkowy palec. Nawet nie wiem kiedy Kate wybiegła zza rogu i z impetem wpadła na Loczka, przewracając się i lądując na nim.
- Żyjecie?!- Payne pomógł podnieść się dziewczynie, a ja pociągnąłem staranowanego przyjaciela za rękę i postawiłem go na nogi.
- Widzieliście mój telefon?!
Tekściarka zachowywała się tak jakby zupełnie nic się nie stało i rozglądała się dookoła szukając czegoś, za to przyjaciel energicznie pocierał ręką tył głowy. Jakby tego było mało, oboje w tym samym momencie zauważyli zgubę Kate i równocześnie schylili się po urządzenie, które leżało pod nogami Louisa, przez co zderzyli się głowami. Styles cicho jęknął, a dziewczyna chwyciwszy swój telefon, pobiegła do studia. Poszliśmy za nią nie wiedząc co się dzieje. Gdy weszliśmy do środka dziewczyna siedziała w kurtce, nucąc pod nosem i zapisując coś na kawałku kartki z prędkością światła.
- Kate...- odezwał się Liam, ale brunetka podniosła do góry dłoń, dając mu znać żeby jej nie przerywał.
Każdy z nas po cichu znalazł sobie miejsce i czekał co będzie dalej. Kilka razy popatrzeliśmy po sobie z chłopakami, ale za każdym razem kończyło się to wzruszeniem ramionami przez jednego z nas, albo miną w stylu "Nie mam zielonego pojęcia o co chodzi". Po kilku minutach, Kate obróciła się kilka razy wokół swojej własnej osi na fotelu, po czym przeleciała wzrokiem po naszych twarzach. Uśmiechnęła się triumfalnie jakby właśnie coś wygrała i oparła się plecami o oparcie krzesła.
- Wiecie... Czasami jest tak, że to nie nasza wyobraźnia, a życie pisze najlepsze scenariusze- zaczęła swój filozoficzny monolog, a ja wywróciłem oczami.
- Możesz konkretniej powiedzieć co masz na myśli?- zapytałem, chcąc się jak najszybciej dowiedzieć co się takiego wydarzyło, że nie przejęła się tym, że prawie zabiła Harry'ego.
- Otóż panie Malik, byłam dzisiaj świadkiem sceny, którą większość ludzi na świcie uznałaby za romantyczną i to obudziło we mnie skrywane w moim wnętrzu pokłady weny.
- Właśnie słyszę...- burknąłem pod nosem poirytowany.
- Możesz sobie mówić co chcesz, ale i tak nie uda ci się wytrącić mnie z równowagi- spojrzała na mnie z leniwym uśmiechem na ustach i odetchnęła głęboko.
- A tak konkretniej to co to oznacza?- dołączył do rozmowy Niall.
- To moi drodzy, że mam dla was ostatnie dwa single- odpowiedziała zadowolona, a my otworzyliśmy szeroko oczy ze zdziwienia. Popatrzyłem na każdego z chłopaków z osobna. Wbrew temu czego można było się spodziewać na twarzy żadnego z nas nie zagościł uśmiech, ani nawet odrobina ekscytacji.
- W sensie, że dwa ostatnie?- dopytywał się Lou, a Kate przytaknęła głową, zdezorientowana naszą reakcją.
-Nie cieszycie się?- zapytała zaskoczona, nie rozumiejąc czemu nie skaczemy z radości pod sam sufit.
Żaden z nas się nie odezwał, a Styles wyraźnie posmutniał. Twierdząc, że musi się przewietrzyć wyszedł na zewnątrz. Jego śladami podążył Tommo, zapewne chcąc się upewnić czy wszystko z nim w porządku.
- Ktoś mi może wytłumaczyć czemu się tak zachowujecie? Z reguły gdy ogłaszam taką nowinę wszyscy się cieszą i nie mogą się doczekać, aż nagramy przygotowane przeze mnie kawałki.
- My naprawdę się cieszymy tylko...- zaczął Liam, nie do końca wiedząc jak ubrać w słowa to co chciał powiedzieć.
- Tylko co?
- Kilkakrotnie powtarzałaś i dawałaś nam do zrozumienia, że po nagraniu ostatniego singla odejdziesz i zostawisz nas samych- dokończyłem za przyjaciela.
Dziewczyna kilkakrotnie otwierała i zamykała usta, próbując jakoś odpowiedzieć, ale przez dłuższy czas każda próba kończyła się fiaskiem.
- Przecież będzie z wami Savan i inni...
- Ale my chcemy ciebie.
Odwróciliśmy się jednocześnie w stronę drzwi, w których stał Harry z Louisem. Bezpośredniość Styles'a wprawiła mnie w osłupienie. Najwyraźniej postanowił postawić wszystko na jedną kartę i mówić dokładnie to co ma na myśli. Jeszcze tylko brakuje żeby jej się tu oświadczył...
- Dobrze wiedzieliście, że podpisujemy umowę tylko na trzy utwory. Prędzej czy później i tak musielibyśmy się pożegnać- brunetka zaczęła przypominać nam na co się pisaliśmy na początku naszej znajomości.
Harry podszedł do niej i przyklęknął przed nią. Naprawdę myślałem, że zaraz palnie coś głupiego w stylu "wyjdziesz za mnie?", ale na szczęście zebrało mu się tylko na małe wyznania i wspominki.
- To musisz być ty i tylko ty. Już ci to kiedyś mówiłem. Pamiętasz?- czy on właśnie zacytował kawałek naszej pierwszej piosenki?
Dziewczyna spojrzała na niego wielkimi oczami, ale szybko odwróciła wzrok. Sięgnęła za siebie po swoją torbę i wyciągnęła z niej jedną płytę po czym podała ją Loczkowi.
- Wasz przedostatni singiel. Odsłuchajcie go, nauczcie się, a ja pójdę do innego studia nagrać podkład pod What Makes You Beautiful. Tak notabene tak właśnie będzie nazywała się wasza ostatnia piosenka nagrana ze mną. Myślę jednak, że powinniście ją wybrać na debiutancki singiel, ale ostateczna decyzja należy do was.
- Kate posłuchaj...- przyjaciel próbował ją jeszcze zatrzymać, ale ona nie chciała go słuchać.
- Gdy wrócę nagramy obie piosenki jeśli starczy nam czasu. A teraz wszyscy weźmy się do roboty. Chyba nie chcecie tu siedzieć do jutra?- zapytała retorycznie, po czym wyszła ze studia.
Przez parę minut nikt nie ruszył się z miejsca, zastanawiając się czy to wszystko dzieje się naprawdę. Czy to już dzisiaj jest nasz ostatni dzień współpracy z Kate G? Najwyraźniej tak...
- Czego mamy się nauczyć?- odezwał się pierwszy Niall, zaglądając Harry'emu przez ramię.
- Czegoś co nazywa się One Thing.
Kompozytorka po godzinie wróciła z gotowym podkładem do naszego ostatniego kawałka. Szybko zabraliśmy się do nagrywania One Thing. Po kilkakrotnym zaśpiewaniu akustycznej wersji, każdy z nas nagrał swój wokal i w napięciu czekaliśmy co czeka nas dalej. Z jednej strony bardzo chcieliśmy usłyszeć utwór, który najprawdopodobniej jako pierwszy zaprezentujmy światu, ale z drugiej strony wiedzieliśmy, że to oznacza koniec naszej wspólnej drogi z Kate. Jak nie trudno się domyśleć najciężej przeżywał to Harry, którego trzeba było co chwilę upominać żeby wziął się w garść i skupił na tym co śpiewa. Gdy usłyszeliśmy jej wykonanie wiedzieliśmy, że WMYB jest świetnym wyborem na piosenkę w pewnym sensie reprezentującym nasz zespół. Po kilku próbach dziewczyna uznała, że umiemy już swoje partie i dobrze współbrzmimy, więc zdecydowała, że spróbujemy nagrać to jeszcze dzisiaj. Ja, Niall i Liam uwinęliśmy się z tym dosyć szybko, ale za to Zayn i Harry mieli spory problem.
- Chłopaki, możecie wziąć się w garść i skupić jeszcze na kilka minut?- Kate poprosiła ich błagalnym tonem.
- Nic z tego nie będzie...- Zayn zaczął się denerwować, a Styles stał obok niego nieruchomo ze zmarszczonymi brwiami.
- Wyobraźcie sobie, że próbujecie przekonać waszą ukochaną, że jest piękna bez względu na wszystko. Zupełnie tak jak ten facet w kawiarni, o którym wam opowiadałam.
- To i tak nie wypali- upierał się Malik, a Kate zaczęły puszczać nerwy. Zacisnęła dłonie w pięści, tak że kostki jej pobielały i kazała chłopakowi wyjść z box'u.
- Styles błagam cię!- poprosiła jeszcze raz zrezygnowanym głosem- Zaśpiewaj raz, porządnie swoją ostatnią solówkę i będziemy mogli iść do domu.
Przyjaciel westchnął i przeczesał włosy palcami po czym założył słuchawki na uszy. Brunetka włączyła muzykę i wstrzymała oddech wsłuchując się w jego głos, ale po pierwszym wersie wyłączyła wszystko i uderzyła głową o blat.
- Nie, nie i jeszcze raz nie! Brzmisz jakbyś śpiewał psalm na pogrzebie...- pokręciła z politowaniem głową i schowała twarz w dłoniach- Nie chcesz tego zrobić dla mnie to chociaż zrób to dla chłopaków i się przyłóż.
- To jest świetny pomysł!- krzyknąłem ucieszony, a reszta popatrzyła się na mnie jak na wariata, wystraszona moim nagłym wybuchem radości.
Podszedłem do Kate i zacząłem szeptać jej na ucho mój genialny plan, na który przed chwilą wpadłem. Gdy skończyłem, dziewczyna popukała mnie w czoło i pokręciła przecząco głową.
- Nie ma takiej opcji!- zarzekała się- Nie będziemy tu odgrywać żadnego teatrzyku.
- Gwarantuję ci, że to podziała. Możemy się nawet założyć- odparłem pewny siebie.
- Ty chyba zwariowałeś Louis...
- Co nam szkodzi spróbować?- zapytałem z uśmiechem na ustach.
- Chyba co mi szkodzi...- poprawiła mnie i zerknęła na Styles'a, który przyglądał nam się intensywnie podobnie jak reszta- Nie wierzę, że to robię...- dziewczyna westchnęła głośno i niepewnie weszła do pomieszczenia, gdzie znajdował się Harry.
- Możesz nam powiedzieć co się dzieje?- szturchnął mnie Zayn, oczekując odpowiedzi.
- Patrzcie i podziwiajcie jaką zbawczą moc mają pomysły wielkiego Louisa Tomlinsona!- odpowiedziałem dumny jak paw.
- Ćpałeś coś?- Malik obrócił mnie przodem do siebie żeby sprawdzić czy wszystko ze mną w porządku.
- Weź mnie zostaw! Obserwuj i żałuj, że jesteście tacy głupi i tylko ja wpadłem na tak wspaniały pomysł jak zmobilizować Hazzę do pracy.
Kate przysunęła sobie krzesełko stojące w box'ie i usiadła na przeciwko chłopaka. Przez chwilę panowała cisza, aż w końcu zdecydowała się wdrążyć mój plan w życie. Jakie było moje zdziwienia gdy "lekko" go zmodyfikowała.
- Słuchaj... Wyobraź sobie, że... że jesteś zauroczony moją osobą...
- ZAKOCHANY!- poprawiłem ją, a ona posłała mi zabójcze spojrzenie, na co reszta zaczęła się śmiać.
- Zamknij się Tomlinson albo twoi koledzy będą musieli poszukać sobie kogoś innego do zespołu!
Uniosłem ręce w geście obronnym i udawałem, że ja nic nie zrobiłem, wskazując palcem na Zayna i zwalając winę na niego. Tekściarka wywróciła oczami i pokręciła z politowaniem głową.
- Nie wiem jak ty z nimi wytrzymujesz- zwróciła się z powrotem do Loczka- Z resztą nie ważne. Skup się na tym co mówię i postaraj się w to wczuć, dobrze?
Chłopak przytaknął, a dziewczyna wzięła głęboki oddech i kontynuowała opisywanie sytuacji w jakiej teoretycznie się znajdują. Tylko kto jest na tyle głupi żeby uwierzyć w to "teoretycznie"?
- Na czym to ja skończyłam...
- Jestem w tobie zakochany- przypomniał jej.
- Tak... Jesteś we mnie zakochany, a ja zupełnie tak jak w tekście tej piosenki nie wierzę w siebie, jestem nieśmiała, skromna i przede wszystkim nie zdaję sobie sprawy z tego jaka jestem piękna. Twoim zadaniem jest przekonanie mnie, że nie mam powodów żeby się siebie wstydzić, muszę uwierzyć w siebie i takie tam...- machnęła ręką, spuszczając głowę i unikając jego wzrok. Albo tak dobrze gra żeby pomóc mu się wczuć w rolę albo on rzeczywiście ją onieśmiela- Jeśli...
- Jeśli?- powtórzyłem pod nosem, a chłopcy stojący obok mnie spojrzeli na mnie zdziwieni.
- Czemu mówisz "jeśli"?- drążył temat Liam- Myślałem, że to twój plan i go znasz, więc czemu jesteś zaskoczony.
Nim zdążyłem odpowiedzieć, ponownie usłyszeliśmy głos Kate.
- Jeśli uda ci się mnie przekonać, że jestem wyjątkowa i uwierzę, że to co śpiewasz jest prawdą... zaproszę cię na randkę- wydusiła w końcu z siebie, a ja omal nie upadłem z wrażenia.
- CO?!- krzyknęliśmy wszyscy równocześnie łącznie z Hazzą.
- Słyszałeś. Znaczy słyszeliście...- poprawiła się- Lepiej się decyduj czy w to wchodzisz czy nie, bo zaraz mogę zmienić zdanie.
- Jasne, że tak!- tym razem dało się usłyszeć tylko głos Loczka... i mój. Cała piątka popatrzyła na mnie jak na wariata, a ja jedynie wzruszyłem ramionami, darując sobie tłumaczenie mojego zachowania. I tak by mi nie uwierzyli w żadne kłamstwo.
- Przydaj się lepiej na coś Lou, a nie będziesz się bawił w adwokata Styles'a- wskazała ruchem ręki na wielki panel i poprosiła żebym się do niego zbliżył- Naciśnij przycisk pod żółtą lampką w lewym górnym rogu...- pokazałem palcem na jeden z guzików żeby upewnić się czy to na pewno ten, a ona przytaknęła głową- Teraz przesuń największe pokrętło po prawej o trzy kreski, a następnie wciśnij duży czerwony przycisk obok.
Zrobiłem wszystko dokładnie tak jak poprosiła, a z głośników zaczęła wydobywać się muzyka. Harry i Kate skupili na sobie swoje spojrzenia, a w studiu temperatura podskoczyła o kilka stopni. Gdy przyjaciel zaczął śpiewać nie dało się nie czuć napięcia jakie zaczęło przepływać między nimi, gdy nie odrywali od siebie wzroku, a dziewczyna uważnie wsłuchiwała się w jego głos. Choć było to dosłownie kilkanaście sekund dało się wyczuć iskry przeskakujące w powietrzu i gdyby leżał tu jakiś nieboszczyk, niepotrzebny byłby nam respirator żeby przywrócić go do życia.
Kate podniosła rękę dając mi znak, abym wszystko wyłączył i po jeszcze kilku sekundach wpatrywania się w Loczka wyszli z pomieszczenia, a brunetka odetchnęła z ulgą.
- Możemy wracać do mieszkania- odezwała się zachrypniętym głosem- Złożę wszystko w całość jutro.
- Wow! To było...- chciał skomentować to co przed chwilą się wydarzyło Niall, ale przerwał mu Harry.
- Lepiej już chodźmy.
Mieszkanie Kasi i Gaby
Jedyną rzeczą na jaką mam teraz ochotę to pójść do zatłoczonego baru, usiąść w kącie i upić się tak żeby wymazać wydarzenia dzisiejszego dnia. Zamiast tego siedzę w salonie z One Direction, Gabą i udaję, że interesuje mnie o czym rozmawiają. Słysząc jak co chwilę wybuchają śmiechem mam ochotę wrzucić ich wszystkich do palącego się kominka żeby tylko ich uciszyć i zapanować na tym cholernym bólem głowy.
- Dobrze się czujesz?- nie musiałam otwierać oczu żeby wiedzieć do kogo należy ten ochrypły głos, od którego dostawałam ciarek.
- Nie bardzo. Boli mnie głowa- przyznałam szczerze, a chłopak zwrócił się do roześmianej reszty.
- Wiecie co chyba powinniśmy być trochę ciszej. Kate nie najlepiej się czuje.
- Co Ci jest?- Gaba nachyliła się w moim kierunku i przyłożyła dłoń do mojego czoła, aby sprawdzić czy nie mam czasem gorączki.
- Mam kryzys egzystencjalny, zaczynam wątpić w ludzkość i utknęłam z bandą idiotów na jednej kanapie- odparłam oschle, a ona z uśmiechem ucałowała mnie w policzek.
- Czyli nic nowego. Nie ma się co martwić- machnęła na mnie ręką- Do jutra jej przejdzie.
- Czy ty właśnie machnęłaś na mnie ręką?!- spytałam oburzona, doskonale znając odpowiedź- Ja tu umieram, a ty...
- Ej! Ja też chcę buzi!- tym razem to Niall wyraził swoje niezadowolenie przerywając mi tym samym opieprzanie Gaby za jej obojętność w stosunku do mojego stanu zdrowia.
- Nie masz o co prosić Horan. Ona i tak uważa, że ja lepiej całuję- zwróciłam się w jego stronę z powagą wymalowaną na twarzy.
- Kaśka!- przyjaciółka klepnęła mnie w ramię, a reszta chłopaków nadstawiła uszu.
- Co takiego?- Blondynek spojrzał na swoja dziewczynę zszokowany.
- Nie słuchaj jej. Jak jest chora to gada głupoty...
- Chora?- powtórzyłam- Jeszcze przed chwilą uważałaś, że nic mi nie jest. A co do całowania, to ty nic nie wiesz Niall?- spojrzałam na niego pytająco, a on pokręcił przecząco głową- Twoja dziewczyna nie jest taka grzeczna na jaką wygląda...- mrugnęłam do niego okiem, a on wybałuszył oczy na zewnątrz.
- Przestań!- przyjaciółka uderzyła mnie poduszką i zatkała mi buzię- Lepiej idź do kuchni i zrób nam jakąś kolację, zanim ja się na to zdecyduję i puszczę całą kamienicę z dymem.
- Umierającego do kuchni zagoni...- prychnęłam pod nosem i wstałam z kanapy- Chociaż lepsze to niż siedzenie tu z wami. A ty się nie martw Horanku...- poklepałam go po ramieniu i nachyliłam w jego stronę- Kiedyś ci opowiem wszystkie brudne sekrety twojej ukochanej- ponownie puściłam do niego oczko, a Gaba znów się na mnie rzuciła.
- Mam pomysł!- usłyszałam ucieszonego Louisa, który do tej porył płakał ze śmiechu oglądając nasze potyczki słowne- Nie sądzicie, że to idealna chwila na rozegranie konkursu o tytuł mistrz kuchni?
- Co takiego?- zapytałam zaskoczona- O czym ty mówisz?
- Kiedyś jak Gaba była u nas powiedziała, że świetnie gotujesz, a Harry stwierdził, że na pewno jest lepszy od ciebie, pomimo tego, że wtedy jeszcze cię nie znał- zaczął mi objaśniać całą sytuację Liam- Padła wtedy propozycja, że jeśli kiedykolwiek się spotkacie i nadarzy się okazja to rozegracie między sobą pojedynek o tytuł wspomnianego wcześniej mistrza kuchni- dokończył, a ja założyłam ręce na piersi.
- A wpadł ktoś na to żeby się mnie zapytać o zdanie czy w ogóle mam na to ochotę?- odpowiedziała mi cisza, co mogłam uznać za "nie"- Tak myślałam...
- Daj spokój Kate!- Lou podszedł do mnie i objął mnie ramieniem, ale gdy tylko zobaczył moją niezadowoloną minę szybko je zabrał- Co ci szkodzi udowodnić Hazzie, że jesteś od niego lepsza?
- Wcale nie jest!- oburzył się Loczek i stanął naprzeciwko mnie- Do kuchni!- rozkazał mi, a ja popatrzyłam na niego jak na głupka.
- Słucham?! Chyba sobie ze mnie żartujesz!
- Może i jesteś lepsza w komponowaniu i innych rzeczach, ale to ja jestem króle kuchni- zaznaczył, a ja zaczęłam się głośno śmiać.
- Samozwańczy król? Po moim trupie!- wychyliłam się zza jego sylwetki i zwróciłam się do Malika- Wyciągaj zegarek. Za godzinę podamy wam po jednym daniu i wtedy zdecydujecie kto zasługuje na ten tytuł.
Wyminęłam Styles'a i udałam się w kierunku kuchni. Gdy zauważyłam, że nie idzie za mną, obróciłam się na pięcie i zobaczyłam go w tym samym miejscu.
- Mam ci jakieś zaproszenie wysłać?- zapytałam, a on uśmiechnął się łobuzersko, podciągnął rękawy swojej koszuli i pewnym krokiem przekroczył próg kuchni.
Zmieniam zdanie co do wspólnego gotowania. To zupełnie inne uczucie jeśli bierzesz udział w konkursie, który tak naprawdę nie ma wielkiego znaczenia i nie zmieni losów ludzkości. No chyba, że rywalizujesz z kimś kto myśli, że jest jest absolutnie najlepszy i nikt nie jest w stanie go pokonać, a ty chcesz za wszelką cenę udowodnić mu, że tak nie jest. Trudno jednak skupić ci się na pracy kiedy po niewielkiej kuchni krząta się seksowny chłopak i co chwilę na siebie wpadacie. Seksowny? Wcale tego nie powiedziałam!
Po raz setny wyciągnęłam rękę po tą samą rzecz, akurat w tym samym momencie co Styles.
- Naprawdę akurat teraz i akurat ten nóż jest ci potrzebny?- zapytałam, czując jak podskakuje mi ciśnienie. Na twarzy chłopaka zagościł bezczelny uśmieszek, po czym wyciągnął narzędzie przyszłej zbrodni z mojej dłoni, ponieważ właśnie do tego go użyję jak nie przestanie mnie wkurzać.
- Wyobraź sobie, że tak. Nie potrzebowałbym go gdybyście miały kilka dobrze naostrzonych noży, a nie tylko jeden.
- Jak tak bardzo ci to przeszkadza to w szafce nad kuchenką jest ostrzałka i możesz jej użyć kiedy tylko zechcesz- odparłam mierząc go groźnym spojrzeniem, które najwyraźniej dzisiaj przestało działać.
- Po co? Tak jest zabawniej!- mrugnął do mnie okiem.
Gdy w końcu udało mi się skupić na tym co robię i przypomnieć sobie czego jeszcze zapomniałam dodać do mojego dania, Styles znowu musiał się odezwać, poruszając temat, którego miałam nadzieję uniknąć przez najbliższe sto lat.
- Wymyśliłaś już gdzie zabierzesz mnie na randkę?- zastygłam w miejscu, zatrzymując rękę pełną malin nad miską. Po chwili wsypałam je do środka i udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
- Randkę? Jaką randkę?
- Próbuj dalej- odezwał się, nie odrywając wzroku znad swojego garnka, w którym coś się gotowało. Muszę przyznać, że pachniało cudowanie- To jak? Mam nadzieję, że wymyślisz coś oryginalnego, a nie mainstream'owego...- zrobił cudzysłów podkreślając ostatnie słowo, a ja podeszłam do niego i postawiłam patelnię na palniku obok jego naczynia.
- Czy ty się ze mnie naśmiewasz?
- Nigdy w życiu!- odparł i teatralnie położył rękę na piersi- Jak mogłaś tak w ogóle pomyśleć?
- Jakoś nie trudno mi to przyszło...
- Czyżbyśmy się znowu kłócili, po tym jak tak długo udało nam się utrzymać dobre stosunki?
- Nigdy w życiu!- tym razem to ja zaczęłam odgrywać jakiś beznadziejny teatrzyk- Przecież my się nie kłócimy. Gdyby tak było ta patelnia nie leżałaby teraz tak spokojnie na kuchence tylko odbijała się na twojej głowie- uśmiechnęłam się słodko, a on przygryzł wargę próbując zachować powagę- Poza tym bądź tak łaskaw i nie używaj słów jak "stosunki" i tym podobne...
- Czemu?
- Powiedzmy, że gdy padają one z twoich ust to ktoś może je dziwnie odebrać...- wyjaśniłam pokrętnie, a on wybuchnął śmiechem.
- Nie lubisz słowa S-T-O-S-U-N-E-K?- przeliterował mrucząc i zaznaczając dokładnie każdą literę. Wywróciłam oczami i po raz kolejny zadałam sobie odwieczne pytanie, a które jeszcze nikt nie udzielił mi odpowiedzi- czemu ja się z nim zadaję?!
- Skup się lepiej na tym co robisz, bo ci się zaraz to coś przypali- wskazałam na bulgoczący wywar, a chłopak energicznie zaczął go mieszać.
Może jednak wspólne gotowanie nie jest takie złe? W końcu widok przystojnego chłopaka w kuchni, którego mięśnie mocno napinają się przy każdym najmniejszym ruchu jest dość... interesujący. Nie! Kaśka, przestań o tym myśleć!
Z mojej wewnętrznej potyczki wyrwało mnie uczucie ucisku na ramieniu, spowodowane dłonią Loczka.
- Chyba telefon ci dzwoni- wskazał na tylną kieszeń moich spodni, która delikatnie brzęczała. Serio nie poczułam, że telefon mi wibruje przy tyłku?! Boże! Co się ze mną dzieje?!
Popatrzyłam na swoje brudne dłonie, które pokryte były warstwą ciasta na naleśniki. Zacisnęłam mocno usta i wzięłam głęboki oddech, zdobywając się na resztki odwagi i opanowania.
- Mógłbyś przyłożyć mi telefon do ucha?- poprosiłam go, a ona spojrzał na mnie z rozbawieniem.
- Chcesz żebym włożył rękę to tylnej kieszeni twoich spodni?
- Nie. Chcę żebyś wyjął z niej telefon najlepiej zanim skończy dzwonić i przytrzymał go gdy będę rozmawiać.
Chłopak sięgnął po urządzenie i oczywiście nie mógł się powstrzymać przed zaciśnięciem dłoni na moim pośladku, tłumacząc, że to przez to, że ma takie duże dłonie. Informując go, że i tak go zabiję, spojrzałam na wyświetlacz telefonu i ujrzałam na nim napis Cowell.
- Cześć Simon- powiedziałam kiedy ten głupek przyłożył rękę do mojego ucha- Wróciłeś już z wakacji? I jak było? Cieszę się, że się dobrze bawiłeś. Ja? Nic ciekawego... Aktualnie niańczę twój ulubiony zespół, ponieważ zalało im dom.
Poczułam jak Styles odsuwa swoją rękę w ramach żartów. Niemo dałam mu do zrozumienia żeby przestał, ale jemu najwidoczniej bardzo spodobała się ta zabawa. W ramach odegrania się na nim, zamoczyłam rękę w przygotowanym przeze mnie wcześniej cieście i wytarłam ją w jego włosy. Chłopak otworzył szeroko buzię i szepcząc, że mi tego nie daruje zrobił dokładnie to samo. Nie słuchałam już co Cowell ma mi do powiedzenia. Zakończyłam połączenie i wzięłam garść rozsypanej mąki z blatu. Chłopak przewidując moje zamiary, złapał mnie za nadgarstki i skrzyżował je za moimi plecami.
- Nawet się nie waż- ostrzegł mnie, choć po zadowoleniu jakie z niego biło wcale by się nie obraził.
- Możemy zrobić dwie rzeczy- zaczęłam przedstawiać swoje propozycje- Albo olewamy tan cały konkurs i urządzamy wojnę na jedzenie albo dajemy sobie spokój z bitwą i w spokoju dokańczamy naszą rywalizację.
Chłopak przez chwilę rozważał, którą opcję wybrać, ale ostatecznie zdecydował się na tą drugą. Szczerze to odetchnęłam z ulgą, bo wizja domywania włosów z klejącego się ciasta wcale nie była zbyt atrakcyjna.
Doprowadziłam się do jako takiego porządku i już miałam wracać do smażenia naleśników kiedy usłyszałam jak mój telefon znowu dzwoni. Wzięłam go do ręki i ku memu zaskoczeniu zobaczyłam wiadomość od Gaby.
Zrób coś dla mnie i chociaż raz daj mu wygrać. Tak na pożegnanie ;) X.
Przez chwilę wpatrywałam się w tekst wiadomości, po czym schowałam urządzenie z powrotem do kieszeni. Podeszłam do wcześniej miski z farszem z malin i jagód. Wyjęłam z szafki pojemnik z przyprawami i wyciągnęłam pierwszą lepszą saszetkę. Dosypałam dwie duże szczypty bazylii i dokładnie wymieszałam ją z resztą. Miejmy nadzieję, że się nie otrują...
W końcu nadeszła wiekopomna chwila kiedy to cały świat pozbędzie się wszelkich wątpliwości i oficjalnie dowie się, że jestem jednym, jedynym mistrzem kuchni i nikt nie zdoła odebrać mi tego tytułu!
Razem z Kate staliśmy przed naszymi daniami i czekaliśmy aż każdy spróbuje po trochu. Nie ukrywam, że w napięciu czekałem na werdykt, ale gdy widziałem lekkie grymasy na twarzach przyjaciół kiedy próbowali naleśników mojej konkurentki czułem, że wygraną mam w kieszeni. Komisja licząca pięciu sędziów udała się na naradę do pokoju Gaby, a dziewczyna stojąca obok mnie sięgnęła po widelec i nabrała odrobinę mojej potrawki z kurczaka z warzywami.
- Co robisz?- zapytałem przyglądając się jej jak próbuje mojego dzieła.
- Chcę zobaczyć jak smakuje- włożyła kawałek mięsa do ust i pokiwała z aprobatą głową.
Również chciałem spróbować efektu jej pracy, ale powstrzymała mnie, zabierając swój talerz. Nim zdążyłem zaprotestować, do pokoju wróciło nasze jury. Gaba podała białą kopertę Louisowi, a ja kątem oka zauważyłem jak Kate chowa twarz w dłoniach i kręci z niedowierzaniem głową.
- W imieniu szanownej komisji, ja, najwspanialszy przewodniczący Louis Tomlinson...
- Od kiedy to jesteś przewodniczącym?- wtrącił się mu w zadnie Zayn.
- I to najwspanialszym?- dołączył się Liam, ale Lou udawał, że ich nie słyszy i zaczął mówić głośniej.
- Chciałbym ogłosić, że tytuł mistrza kuchni otrzymuje... Poproszę o werble!- Niall wybił jakiś rytm palcami o stojąca obok niego komodę- Harry Styles! Gratulacje!
Wszyscy zaczęli mi bić brawo, a moja przeciwniczka pogratulowała mi zwycięstwa. Reszta także zaczęła ściskać mi dłonie i przytulać, ale ja starałem się ponownie dostrzec sylwetkę dziewczyny, która zajęła drugie miejsce. Chcąc uwolnić się od przyjaciół zaproponowałem, że mogą zjeść resztę, która została w kuchni. W ciągu sekundy byłem sam i mogłem wybrać się na poszukiwania mojej zguby. Wychyliłem głowę z salonu i zauważyłem jak drzwi do mieszkania zamykają się. Podbiegłem do nich i pociągnąłem za klamkę wychodząc na korytarz.
- Gdzie idziesz?- krzyknąłem za Kate, która ubrana w swoją puchową kurtkę szła po schodach na górę.
- Muszę się przewietrzyć- oznajmiła- Chcesz też iść?
Pokiwałem twierdząco głową i wróciłem szybko do mieszkania po swoje nakrycie. W ciszy weszliśmy na samą górę budynku, gdzie znajdowały się tylko jedne drzwi. Dziewczyna wyjęła z kieszeni stary klucz i przekręciła go kilka razy otwierając metalową przeszkodę. Poczułem chłód, który uderzył z zewnątrz i po przekroczeniu progu, znalazłem się na dachu kamienicy. Brunetka ruchem ręki pokazała mi żebym poszedł za nią i poprowadziła mnie na drugi koniec, gdzie stała mała ławeczka.
- Siadaj- poklepała miejsce koło siebie, a ja ochoczo przysiadłem się obok. Rozejrzałem się dookoła i choć samo miejsce nie było najprzyjemniejsze to rozpościerająca się przed moimi oczami panorama była piękna.
- Często tu przychodzisz?- zwróciłem się do Kate, przyglądając się jak wpatruje się w miejski krajobraz.
- Czasami. Z reguły wtedy, gdy potrzebuję przerwy. Przychodzę w takie miejsca jak te i staram się wszystko sobie poukładać i przemyśleć, co ostatnio zdarza mi się coraz częściej. Tutaj nikt mi nie przeszkadza, nie zrzędzi nad uchem... Taka moja samotnia- uśmiechnęła się lekko nie odrywając wzroku od widoku przed nami- A ty? Masz też takie swoje miejsce, do którego uciekasz przed światem?
- Chyba nie- odparłem po chwili zastanowienia- Jakoś nigdy nie musiałem uciekać. Przynajmniej odkąd przyjechałem do Londynu.
- A wcześniej?
Chwilę się zastanawiałem na odpowiedzią, kiedy przypomniałem sobie jedną sytuację z dzieciństwa.
- Raz gdy pokłóciłem się z Gemmą.
- Czemu się uśmiechasz?- zapytała zdziwiona moją reakcją.
- Bo to zabawna historia. Gdy miałem trzynaście lat posprzeczaliśmy się. Wybiegłem z domu i bardzo długo nie wracałem, krzątając się po ulicy, aż w końcu dotarłem do małej rzeczki i spędziłem tam większość czasu. Oczywiście zanim wróciłem z powrotem zgubiłem się kilka razy, bo nie pamiętałem drogi.
Kate słysząc moja opowieść zaczęła się śmiać, a ja szturchnąłem ją łokciem udając obrażonego.
- Nie wiem co w tym jest takiego zabawnego. Mogłem zginąć!
- Jasne. Mogli cię porwać kosmici albo zjeść krasnoludki. To naprawdę poważne zagrożenie.
Próbując ukryć swoje rozbawienie, zapięła kurtkę do końca zasłaniając tym samym swój cudowny uśmiech.
- Czasami naprawdę zachowujesz się jak w piosence, którą dzisiaj nagraliśmy- stwierdziłem, odsłaniając jej usta.
- Każdy ma swoje drugie oblicze.
- Ale nie każdy je tak dobrze ukrywa jak ty- zauważyłem. Dziewczyna przytaknęła i ponownie skupiła wzrok na widoku rozprzestrzeniającym się przed nami.
- Nie każdy ma do tego powód- odparła po chwili, ja obróciłem się w jej stronę, aby ją lepiej widzieć.
- To znaczy?
Na początku zwlekała z odpowiedzią, ale postanowiłem jej nie popędzać. W końcu prędzej mi coś powie sama z własnej woli, niż jak będę ją zmuszać do tego na siłę.
- Wiesz, czasami jest tak, że jednego dnia wydaje ci się, że wszystko czego potrzebujesz jest w zasięgu twojej ręki i możesz to dostać kiedy tylko chcesz. Wszystko przebiega po twojej myśli. Inaczej rzecz ujmując masz nad wszystkim kontrolę, przez co przestajesz przejmować się tym co złego może się wydarzyć. Aż pewnego dnia wszystko co kochasz, co zapewniało ci bezpieczeństwo zostaje ci odebrane. Nie wiesz co masz ze sobą zrobić i zaczynasz odczuwać lęk,ponieważ straciłeś panowanie nad swoim życiem. Po prostu boisz się zrobić kolejny krok na przód. Zamykasz się w sobie, w międzyczasie tworząc swoje alter ego, które będzie miało za zadnie bronić przed całym złem tego świata kiedy w końcu zdecydujesz się stanąć z nim twarzą w twarz. I choć wszystkim wydaje się, że wszystko jest w porządku i jesteś szczęśliwy, tak naprawdę to jedno wielkie kłamstwo. Prawda jest taka, że boisz się spojrzeć nawet w swoje oblicze w lustrze, ale to wszystko już chyba o mnie wiesz...
Odwróciła się w moją stronę i wbiła we mnie swoje zielonozłote tęczówki, które zaczynały się mienić od napływających do jej oczu łez. Gdy jednej z nich udało się wydostać na zewnątrz, przyłożyłem dłoń do jej policzka i starłem ją kciukiem. Dziewczyna chwyciła moją dłoń i odłożyła ją na moje kolano.
- Najśmieszniejsze jest to, że zdałam sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj rano, kiedy rozmawiałam z Gabą- kontynuowała swoją wypowiedź- Dopiero ona mi uświadomiła, że tak naprawdę boję się wszystkiego i wszystkich.
- Posłuchaj...- zacząłem nie do końca wiedząc o powiedzieć- Nie wiem co takiego wydarzyło się w twojej przeszłości, ale nie możesz żyć w ciągłym strachu, że ktoś znów cię skrzywdzi lub coś ci odbierze- próbowałem jakoś do niej dotrzeć, ale niestety jej ciężki charakter nie ułatwiał mi zadania.
- To nie jest takie proste...
- A kto mówi, że jest?- zapytałem nie oczekując odpowiedzi- Musisz po prostu spróbować otworzyć się na to co inni mają ci do zaoferowania.
- Nic nie rozumiesz...- pokręciła zrezygnowana głową- Jak niby mam to zrobić skoro nie wiem czy mogę komukolwiek zaufać?
- Musisz zaryzykować.
- Kiedy ja nie chcę tego robić. Nie mogę. Ja...- urwała i schowała twarz w dłoniach.
- Postaraj się zaufać mi- zaproponowałem choć wiedziałem, że nigdy się na to nie zgodzi. Nawet nie musiałem długo czekać na potwierdzenie moich przypuszczeń.
- Przykro mi, ale nie mogę...
- Czemu? Boisz się mnie?- spytałem, ale gdybym wiedział wcześniej jaka padnie odpowiedź, prawdopodobnie ugryzłbym się w język.
- Ciebie najbardziej.
1 grudnia 2013
KONKURS!!!
Chciałabym bardzo podziękować za nominację do konkursu na BLOG MIESIĄCA, który odbywa się na stronie www.spis1d.blogspot.com Nie wiem kto mnie zgłosił, ale bardzo się cieszę i dziękuję! Jeśli macie czas, ochotę, a przede wszystkim uważacie, że warto zagłosować na to opowiadanie gorąco zachęcam :)
Pozdrawiam!
Kate G.
Xx.
P.S. Rozdział 32 już dziś!!!
17 listopada 2013
31
Mieszkanie Kasi i Gaby
Siedzieliśmy wszyscy razem w kuchni i zajadaliśmy się kanapkami, które przygotował dla nas wcześniej Harry, zanim zniknął w łazience. Gaba chciałam mu pomóc, ale przyjaciel widząc jej delikatnie rzecz ujmując marne zdolności kulinarne, uparł się, że w ramach podziękowania za nocleg sam przyrządzi nam śniadanie. Muszę mu później podziękować za jego stanowczość, bo inaczej mogłoby się okazać, że byłby to nasz ostatni posiłek...
- Gdzie Kate?- zapytał Liam, który co chwilę zerkał w stronę wejścia, w oczekiwaniu aż dziewczyna pojawi się w progu.
- Nie wiem- Gabrysia wzruszyła ramionami- Pewnie jeszcze śpi.
- Już nie...
Odwróciłem głowę i zobaczyłem brunetkę, która powolnym krokiem podeszła do lodówki i po chwili przeczesywania jej zawartości wyjęła jogurt i pomarańcza. Sięgnęła do szafki nad zlewem po małą miskę, po czym przelała jogurt do naczynia. Z jednej z szuflad wyciągnęła nóż, obrała owoc, wkroiła go do miski, a na koniec dosypała trochę musli. Niall pomimo pochłonięcia większość z tego co znajdowało się na stole, dalej wydawał się być głodny, bo gdy tylko tekściarka skosztowała odrobinę i uśmiechnęła się zadowolona z efektu, zaczęło mu burczeć w brzuchu. Ten chłopak nie zna umiaru! Zresztą podobnie jak jego dziewczyna, która właśnie zaatakowała swoją przyjaciółkę uzbrojona w łyżeczkę. Ta jednak wiedziała co się święci i zdążyła schować swój posiłek za plecami.
- Nie ma mowy!- wyrwała jej z ręki "broń" i schowała się za Zaynem- Masz jeszcze cały stos kanapek na stole, więc odwal się do mojego śniadania.
- Tylko trochę!- zrobiła maślane oczka, ale Kate była nieugięta- Co Ci szkodzi?
- To, że później będę głodna, a poza tym Bozia Ci rączek nie dała? Sama sobie możesz coś takiego przyrządzić. Chociaż... Może lepiej nie, bo jeszcze kuchnię spalisz.
- Jak może spalić kuchnię skoro nie potrzeba do tego ognia?- zmarszczył brwi Malik zastanawiając się jak to możliwe.
- To jest Gaba. Przy niej możesz spodziewać się wszystkiego- wyjaśniła, a przyjaciółka pokazała jej język i wróciła na swoje miejsce.
Kuchnię opanował głośny gwar. Niall opowiadał Gabrysi jak minął mu pobyt w Szwecji, Zayn dyskutował z Liamem na temat jego zbliżającej się randki, czemu niewinnie przysłuchiwała się Kate co chwilę się uśmiechając, gdy Payne zaczynał panikować, że wyjdzie na głupka, a Malik jak na prawdziwego przyjaciela przystało utwierdzał go w tym przekonaniu. Parę razy próbowali mnie wciągnąć do rozmowy, ale ja nie mogłem oderwać wzroku od brunetki. Coś w jej wyglądzie mi nie pasowało. Pomijając fakt, że w ogóle się do nas odezwała czego się absolutnie nie spodziewałem po jej wczorajszej reakcji na wieść, że mamy zostać i to, że się delikatnie uśmiechała co było wielkim wyrazem zadowolenia jak na nią, coś nie dawało mi spokoju. Zlustrowałem jej sylwetkę kilka razy i omal nie udławiłem się sokiem, którego się właśnie napiłem. Wzrok wszystkich spoczął na mojej osobie, a Gaba poklepała mnie kilka razy po plecach. Po zapewnieniu, że wszystko jest w porządku nachyliłem się do Liama i szepnąłem mu na ucho:
- Czy tylko mi się wydaje, czy Kate ma na sobie koszulkę Harry'ego?
- O czym mówicie?- do rozmowy dołączył się Zayn, a gdy zauważył, że Payne przygląda się naszej kompozytorce równie uważnie co ja przed chwilą, sam skupił na niej wzrok. Niestety on nie był tak dyskretny i zamiast postąpić podobnie do mnie i się czymś zakrztusić, krzyknął głośne:
- O kurwa!- zrobił wielkie oczy, a Li otworzył szeroko usta, które zakryłem mu ręką- Czy Ty masz na sobie koszulkę Styles'a?
Dziewczyna słysząc jego "zarzut" omal nie upuściła miski, którą trzymała w ręce. Równie wielkimi oczami spojrzała na naszą trójkę i cicho wydukała:
- S-słucham?
- Harry ma taką samą koszulkę- poinformowałem ją, a ona spojrzała w dół i wyciągnęła materiał chcąc mu się lepiej przyjrzeć.
Nic nie powiedziała. Stała tak ze spuszczoną głową co doprowadzało mnie do szaleństwa! Jak mogłem nie zauważyć, że Harry najwyraźniej wczoraj zniknął z podłogi i spędził noc z... Nie! To nie możliwe! Przecież gdyby tak było to krzyczałby na cały głos ze szczęścia, tak żebyśmy się wszyscy pobudzili. Poza tym powiedziałby mi o wszystkim rano. W końcu jestem jego najlepszym przyjacielem! Tymczasem zrobił nam śniadanie bez żadnego głupkowatego uśmiechu na twarzy i zniknął za drzwiami łazienki. A może te ich kłótnie to tylko taka zmyłka żeby ukryć to, że są w związku? To również jest niemożliwe. Na pewno bym się zorientował. Przyznaję, że Kate jest zawodowym kłamcą, ale Harry nic przede mną nie ukryje. O proszę! Nadchodzi ten mały, kręcony...
- Co tu taka cisza?- spytał jak gdyby nigdy nic, przecierając mokre włosy ręcznikiem.
Wszyscy od razu zwróciliśmy uwagę na to w co jest ubrany. Ku memu zadowoleniu pomieszanym z lekką nutą zawodu miał na sobie dokładnie taki sam t-shirt co Kate. Podsumowując, wolałbym żeby okazało się, że moje początkowe przypuszczenia były prawdziwe, więc z moich ust wydobył się cichy jęk niezadowolenia. Gaba widząc moją minę nie mogła dłużej wytrzymać i wybuchnęła śmiechem, a do niej dołączyła reszta. Tylko Kate dalej stała cicho i przyglądała się Harry'emu.
- Mogę się dowiedzieć o co chodzi?- przyjaciel rozłożył ręce nie rozumiejąc co się dzieje. Gaba wstała ze swojego miejsca i poklepała go po ramieniu.
- Nic takiego. Okazało się, że Kasia ma taką samą koszulkę jak ty i chłopcy od razu pomyśleli, że się z tobą przespała- wyjaśniła mu nasze zachowanie, po czym poszła do swojego pokoju. Chłopak przeniósł swój wzrok na jego niedoszłą... partnerkę. Na jego twarzy pojawił się ten przebiegły, łobuzerski uśmieszek, ale gdy tylko tekściarka zrobiła minę mówiącą "Coś cię śmieszy?", jego mina zrzedła.
- I kto tu jest najbardziej zboczony...- skomentował i przysiadł się obok Nialla zajmując stare miejsce jego dziewczyny.
- Przyznaj, że chciałbyś żeby to była prawda- poruszył wymownie brwiami Zayn za co oberwał ogórkiem z kanapki Stylesa.
- Ja tu jestem...- wtrąciła się Kate, która odłożyła miskę do zlewu i założyła ręce na piersi, posyłając wymowne spojrzenie Malikowi.
- Sorry- uniósł ręce w geście obronnym, ale dobry humor go nie opuszczał.
- Może zamiast szukać dziury w całym pójdziecie ze mną na zakupy i pomożecie mi wybrać coś na dzisiejszą randkę?- postanowił zmienić temat Liam.
Nie byłem do końca przekonany czy chciał tym samym uratować Kate i Styles'a od dalszych żartów z naszej strony, czy rzeczywiście potrzebował naszego wsparcia w wyborze gaci.
- Z Danielle?- brunetka zajęła miejsce naprzeciwko niego i łobuzersko się do niego uśmiechnęła.
- Skąd wiesz?
- Rozmawiałam z nią u was na sylwestrze, a gdy zapytałam się czyją jest znajomą odpowiedziała, że twoją. Poza tym spędziłeś z nią cały wieczór nie mogąc oderwać od niej wzroku, a za każdym razem gdy chłopcy wspominali o niej w Szwecji rumieniłeś się dokładnie tak jak teraz- wskazała palcem na jego policzki i puściła do niego oczko.
- Aż tak widać?- chłopak schował twarz w dłoniach i pokręcił zrezygnowany głową.
- Hej...- brunetka zabrała jego ręce i zmusiła aby na nią spojrzał- To nic złego. Przynajmniej widać, że Ci zależy.
- Tak?
- Pewnie! Każdy mężczyzna jest nader śmiały gdy kieruje nim tylko i wyłącznie pożądanie. Gdy kryje się za tym coś więcej jest raczej nieśmiały.
Czyli to dlatego Harry jest taki powściągliwy w stosunku do niej! Zagadka wszechświata rozwiązana! Dzięki ci Boże za jej życiowe prawdy! A już się bałem, że musimy zawiesić działalność zespołu i wysłać go do psychiatryka.
- Naprawdę wiesz jak pocieszyć człowieka, nawet jeśli kłamiesz- uśmiechnął się do niej, a ona odwzajemniła jego gest.
- Dziękuję, ale tym razem to szczera prawda. Lepiej idźcie już na te zakupy. Przy okazji moglibyście wyświadczyć mi małą przysługę?
- Jasne. O co chodzi?
- Zabierzcie ze sobą Gabę.
- Co?- Niall spojrzał na nią zdziwiony.
- Nie odzywaj się- uniosła do góry dłoń żeby go powstrzymać od powiedzenia czegoś więcej- To jak? Weźmiecie ją ze sobą?
- Pewnie- zgodził się Li- Przyda mi się kobieca opinia.
- Czy w takim razie my też musimy iść?- spytałem z nadzieją na wywinięcia się ze spędzenia kilku godzin w centrum handlowym
- Tak- odparł krótko, ciągnąc mnie za ramię do przedpokoju, za co padło w jego kierunku kilka przekleństw.
Wróciłam do mieszkania z pozytywnym nastawieniem i idealnym planem jak zorganizować perfekcyjną randkę. Zrzuciłam przemoknięte od śniegu adidasy i udałam się do łazienki, która ku memu zaskoczeniu okazała się zamknięta. Stanęłam przed drzwiami nieco zaskoczona, ponieważ nie spodziewałam się, że kogokolwiek zastanę. W mieszkaniu panował porządek co mogło oznaczać tylko i wyłącznie to, że Gaba zdążyła już wrócić z zakupów z chłopakami. Jednak skoro zdążyli już wrócili to czemu tu jest tak pusto i cicho? Już miałam iść do salonu, gdy usłyszałam, że ktoś przekręca zamek i otwiera drzwi.
- Styles?- uniosłam zaskoczona brwi- Co ty tu robisz?
- Z tego co wiem to aktualnie pomieszkuję- spojrzał na mnie jakbym postradała zmysły i o tym zapomniała.
- A gdzie reszta?
- Jeszcze nie wrócili.
- Nie?- moje zaskoczenie było jeszcze większe- Kto w takim razie to wszystko ogarnął?
Chłopak wskazał na siebie palcem, ja stanęłam jak wryta. Posprzątał całe mieszkanie w zaledwie dwie godziny?! Spojrzałam na zegarek aby sprawdzić ile czasu dokładnie minęło odkąd wyszłam pobiegać.
- Widzę, że Gaba ma konkurenta w walce o złotą miotłę...
- Co takiego?- zapytał zdziwiony, a ja machnęłam ręką urywając temat.
- Mniejsza z tym. Masz coś dzisiaj ważnego do roboty?
Loczek wzruszyła ramionami i podrapał się po głowie chwilę się zastanawiając.
- Raczej nie. Liam nie marudził od rana, że mamy się gdzieś pojawić, więc pewnie mamy dzisiaj wolne.
- Świetnie!- klasnęłam uradowana w dłonie. Uradowana? Co się ze mną dzieje?!- Chcesz mi w takim razie pomóc w przygotowaniu przeprosin Nialla dla Gaby?
Co ja do cholery wyprawiam?! Czy ja właśnie poprosiłam go o pomoc w przygotowaniach tego, jakże ważnego wydarzenia w życiu mojej przyjaciółki i jej nowego chłopaka? To nie jest sarkazm. "Może w końcu zmądrzałaś?" Jak my się dawno nie słyszeliśmy... "Czas najwyższy na mój wielki powrót" Jeszcze jedno słowo i... "I?" Nienawidzę Cię. "Po prostu twój mózg zaczyna dogadywać się z twoim sercem" Świetnie. Tego mi było trzeba. "A żebyś wiedziała!"
- Jasne. Co mam zrobić?
Jego głos wyrwał mnie ze słownych potyczek z moją irytującą podświadomością. Przygryzłam wargę próbując podjąć ostateczną decyzję czy dobrze robię, ale jak się okazało mój mózg faktycznie zaczął dogadywać się z tym nieznośnym narządem w mojej klatce piersiowej, które ostatnio lubi mieszać mi w głowie:
- Dam ci listę zakupów i jeśli to nie problem chciałabym żebyś wybrał się po nie z Alex'em. Potem przywieźlibyście je do "27", a dalej już sobie sama poradzę.
- O której mam się z nim spotkać?
- Wpadnie tu za dziesięć minut, więc możesz zacząć się szykować- poinformowałam go, a on przytaknął kierując się do przedpokoju. Podałam mu kartkę z rzeczami do kupienia, sprawdzając jeszcze raz czy o niczym nie zapomniałam.
- Co tu jest napisane?- spytał wskazując palcem na jedną z pozycji.
- Groszek- odpowiedziałam wywracając oczami- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Ej! To nie moja wina, że bazgrzesz jak kura pazurem- bronił się.
- Właśnie dlatego jedzie z tobą Alex. On nie będzie miał z tym problemu. Lepiej niczego nie zapomnijcie, bo inaczej moje menu legnie w gruzach.
- Spokojna głowa- uśmiechnął się szeroko, a ja cicho westchnęłam.
Nie wiem czy taka spokojna...
Alex przyjechał punktualnie, dzięki czemu nie musiałem długo na niego czekać przy okazji marznąć na dworze. Pośpiesznie wsiadłem do samochodu zajmując miejsce pasażera. Wymieniliśmy uścisk dłoni, a chłopak szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ze mną jedziesz. Nienawidzę zakupów i gdyby nie to, że Kate jest moją przyjaciółką to w życiu bym się nie zgodził.
- W takim razie świetnie się składa, bo dla mnie to nie jest aż takie wyzwanie- odwzajemniłem jego gest, a on spojrzał na mnie jak na kosmitę.
- Skądś ty się wziął?!
- Z Holmes Chapel- zacząłem się śmiać widząc przerażenie w jego oczach i odpowiedziałem po chwili zastanowienia- Tak. Na pewno stamtąd.
- Zabawny jesteś- blondyn zerknął na mnie przez moment kątem oka, po czym ponownie skupił swój wzrok na drodze- To dobrze. Kate lubi zabawnych ludzi.
Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc czemu akurat o niej wspomniał.
- Jeśli zastanawiasz się teraz czemu to powiedziałem to odpowiedź jest prosta. Na kilometr widać, że dziewczyna ci się podoba. Zauważyłem to już pierwszego dnia kiedy się poznaliśmy. Twoja mina gdy mnie przytuliła na powitanie...- ponownie obrócił twarz w moją stronę gdy stanęliśmy na czerwonym- Bezcenna! Gdyby wzrok mógł zabijać już dawno wąchałbym kwiatki od spodu- zażartował wrzucając jedynkę i ruszając z miejsca.
Nie wiem czy powinienem się ucieszyć z jego odpowiedzi. Skoro nawet on to zauważył po zaledwie kilku minutach, to jakie jest prawdopodobieństwo, że sama Kate nie zdaje sobie sprawy z tego co do niej czuję? W sumie sam nie wiem jak zdefiniować to co dzieje się ze mną gdy tylko ją zobaczę, nie wspominając już o tym kiedy jestem obok niej. Jest tego świadoma? Czy ja też mam na nią taki wpływ, a jeżeli tak to czemu nie pozwala mi zbliżyć się do siebie?
- Harry?- usłyszałem swoje imię, przez co oderwałem się od moich wewnętrznych rozterek- Wszystko w porządku?- Alex przyglądał mi się uważnie, sprawdzając czy nic mi nie jest.
- Tak- wykrzywiłem usta w coś co miało przypominać uśmiech- Po prostu się zamyśliłem.
- Ciężko się skupić na czymkolwiek innym, gdy w głowie krąży tylko jedno imię, prawda?- poklepał mnie po ramieniu jakby chciał dodać mi otuchy- Nie przejmuj się. Też tak miałem na początku gdy ją poznałem.
- To znaczy? Też ci się podobała?- zapytałem szybko, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- A więc jednak!- chłopak klasną uradowany w dłonie, a ja wywróciłem oczami- Właśnie przyznałeś mi rację!
- Chyba sam przyznasz, że ciężko powiedzieć, że nie jest atrakcyjna- próbowałem się jakoś wytłumaczyć, ale Alex już wiedział swoje.
- To nie podlega negocjacjom, ale cieszę się, że potwierdziłeś moją tezę.
- Odpowiesz mi w końcu na moje pytanie?
- Już, już! Tylko się nie denerwuj...- szturchnął mnie w ramię w momencie gdy stanęliśmy na parkingu- Uważam, że Kate jest bardzo atrakcyjna, ale nie mógłbym z nią być. Nie jest w moim typie- sięgnął po koszyk przy wejściu i ruszył w kierunku półek z przyprawami.
- Czyli podoba Ci się, ale nie chciałbyś z nią być?
- Oj Harry...- pokręcił z politowaniem głową- Pewnie, że bym chciał. Tyle tylko, że musiałaby zmienić płeć- uśmiechnął się do mnie, a ja na chwilę przystanąłem, otwierając szeroko oczy- Nie strzelaj mi tu takich min- pogroził mi palcem, ale wiedziałem, że to tylko żart- Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jestem pierwszym gejem, którego poznałeś?
- Właściwie to tak- przyznałem, ciągnąc koszyk do następnego działu z warzywami- Trochę mnie tym zaskoczyłeś.
- Serio? Myślałem, że się domyśliłeś. Chociaż szczerze powiedziawszy to sam byłem zaskoczony gdy doszedłem do takiego wniosku. Gdyby nie Kate pewnie dalej umawiałbym się z pustymi laskami i nie wiedział czemu nie sprawia mi to nawet najmniejszej przyjemności.
- A co ona ma do tego?
- Dzięki niej przyznałem się sam przed sobą kim naprawdę jestem i czego chcę od życia- uśmiechnął się pod nosem na to wspomnienie- Prawda jest taka, że ona wiedziała o tym wcześniej ode mnie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym się umawiać z chłopakami. Nie to żebym się przechwalał, ale nigdy nie miałem problemu z tym żeby skłonić jakąś dziewczynę do pójścia ze mną na randkę, więc było dla mnie oczywistym, że takie jest moje "przeznaczenie"- zrobił w powietrzu cudzysłów, podkreślając ostatnie słowo- Dopiero Kate sprawiła, że zacząłem brać inną opcję pod uwagę.
- Jak to się stało?- spytałem chcąc dowiedzieć się jak najwięcej. Skąd mogła to wiedzieć?
- Naprawdę chcesz tego słuchać?- zerknął na mnie po skreśleniu kolejnej rzeczy z listy zakupów. Kiwnąłem pewnie głową, a on ciężko westchnął- Dobra, ale musisz mi obiecać, że nie będziesz chciał mnie potem zabić.
- Czemu miałbym to zrobić?
- Powiedzmy, że metoda, którą zastosowała zapewne ci się nie spodoba- popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, aby upewnić się, czy na pewno chcę usłyszeć tą historię. Z odrobiną niepewności przytaknąłem po raz kolejny, na co chłopak cicho westchnął, po czym zaczął swoją opowieść.
- Nigdy nie zapomnę tego dnia. Była to sobota, dwunasty kwietnia. Pogoda była wtedy nadzwyczaj ładna i dalej żyjąc w przekonaniu, że to w ramionach dziewczyny znajdę miłość swojego życia, zaprosiłem Kate na randkę.
Przystanąłem na środku sklepu, a Alex zaczął się śmiać widząc moje zdziwienie pomieszane z nutką zazdrości.
- Mówiłem, że może ci się to nie spodobać- zaznaczył przypominając mi swoje wcześniejsze ostrzeżenie- Mam kontynuować?- brak odpowiedzi uznał za "tak" i zaczął mówić dalej- Byłem bardzo zadowolony gdy od razu się zgodziła. W końcu kto by nie był? Gdy taka laska chce się z tobą umówić, to tak jakbyś wygrał co najmniej milion w lotto.
Musiałem przyznać mu rację. Oddał bym nawet dziesięć milionów jeśli mógłbym spędzić z nią jeden romantyczny wieczór. Szybko się otrząsnąłem, zanim znów zagłębiłem się w swoich myślach i słuchałem dalej jego opowieści.
- Wszystko było perfekcyjne zaplanowane. Przyjechałem pod jej kamienicę piętnaście minut wcześniej żeby się nie spóźnić, po drodze zahaczając o kwiaciarnię i kupując bukiet czerwonych róż. Kiedy zbliżała się siódma, poszedłem po nią na górę. Oczy omal nie wyszły mi z orbit gdy zobaczyłem ją w koktajlowej, czerwonej sukience na jedno ramię. Notabene był to pierwszy i ostatni raz kiedy widziałem ją w takim stroju. Ale wracając do tematu...- upomniał sam siebie, dzięki czemu ja nie musiałem tego robić- Zabrałem ją do najlepszej restauracji jaką znałem. Zarezerwowałem stolik w kącie sali, abyśmy mieli chociaż odrobinę prywatności. Wieczór był naprawdę wspaniały. Jeszcze z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z nią. Poruszyliśmy chyba każdy możliwy temat, co jakiś czas śmiejąc się ze swoich żartów. Po kolacji postanowiliśmy się przejść nie chcąc kończyć za szybko naszej randki. Naprawdę nigdy nie bawiłem się tak dobrze jak wtedy. W pewnym momencie zebrałem się w sobie i powiedziałem Kate, że bardzo ją lubię, a ona kompletnie mnie zaskoczyła gdy bez słowa od tak pocałowała mnie. Nie był to zwykły całus w policzek, tylko naprawdę namiętny pocałunek.
Faktycznie nie podoba mi się tak historia pomimo tego, że wiem iż to nic nie znaczyło. Alex najwyraźniej zauważył moje niezadowolenie i postanowił darować sobie dokładny opis jego zbliżenia z dziewczyną.
- Jednak nie to zaskoczyło mnie najbardziej. Nawet nie wiesz w jakim szoku byłem kiedy zapytała się mnie czy cokolwiek poczułem gdy to zrobiła. Chwilę mi zajęło zanim przyznałem, że nie było to nic więcej oprócz zaskoczenia. Myślałem, że powie mi, że jestem okropny skoro zaprosiłem ją na randkę, a teraz twierdzę, że nic do niej nie czuję. Tymczasem ona wprost oświadczyła mi, że jej zdaniem byłoby inaczej gdyby na jej miejscu stał jakiś chłopak.
- Naprawdę tak powiedziała?- wtrąciłem się mu w słowo, nie mogąc uwierzyć, że była aż tak bezpośrednia.
- Tak. Na początku zaprzeczałem, ale jak zwykle nie dawała za wygraną. Uparciuch...- westchnął, a ja nie mogłem się z nim nie zgodzić. Co jak co, ale to, że jest uparta jak osioł nie podlega żadnym negocjacjom- Chcą udowodnić mi swoją rację zrobiła coś, co sprawiło, że pierwszy raz stwierdziłem, że jest mocno popieprzona.
- Co takiego?- chyba powinienem przygotować się na jakąś bombę.
- Zabrała mnie do klubu. Jak się szybko okazało nie był to zwykły klub, tylko taki dla homoseksualistów. Błagałem żebyśmy stamtąd wyszli, ale ona pozostawała nieugięta. Powiedziała, że dopiero kiedy będzie na sto procent pewna, że się myliła pozwoli mi iść do domu.
- I co stało się potem?
- Jak na popieprzonego człowieka przystało tak mną zakręciła, że nawet nie wiedziałem kiedy, a tańczyłem z mega przystojnym brunetem. Miał na imię Sam. Nie mogłem uwierzyć, że to robię, a co najważniejsze, że mi się podobało. Żebym nie czuł się źle Kate dołączyła do szalejącego tłumu wyrywając jakąś blondynkę.
- Słucham?!- niemal krzyknąłem słysząc tą informację. Alex zaczął się głośno śmiać widząc moją reakcję. Na szczęście zdołał się opanować zanim ktoś pomyślał, że jesteśmy nienormalni.
- Lepiej nie będę ci opowiadać co jeszcze tam robiła- puścił do mnie oczko i zanim zdążyłem się zapytać co miał na myśli, zaczął mówić dalej- Ostatecznie skończyłem wieczór z numerem Sama zapisanym na klatce piersiowej i wielkim uśmiechem na ustach. Od tamtej chwili wiedziałem co jest dla mnie, a co nie. Najważniejsze jednak było to, że miałem wsparcie Kate kiedy zdecydowałem się ogłosić to oficjalnie.
- Jak zareagowali twoi rodzice?
- Na początku nie mogli się z tym pogodzić. Co więcej wyrzucili mnie na kilka dni z domu.
- I co wtedy zrobiłeś?
- Udałem się po pomoc do Kate. Wtedy byłem na nią wściekły, że pomogła mi przyznać się przed samym sobą kim jestem. Pojechałem do jej mieszkania i zwyzywałem ją od góry do dołu, a ona zamiast zatrzasnąć mi drzwi przed nosem mocno mnie do siebie przytuliła i pozwoliła zostać do czasu, aż nie pogodzę się z rodziną.
- Jak to się skończyło?
- Na szczęście doczekałem się happy endu. Po dwóch tygodniach nocowania u niej, odważyłem się wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Oczywiście towarzyszyła mi przy tym, bo bez niej w życiu bym się na to nie zdecydował. Co prawda nie zrobiła nic oprócz siedzenia obok mnie i trzymania za rękę, ale to wystarczyło aby dodać mi odwagi.
Przetwarzałem w głowie to co przed chwilą usłyszałem. Mimo tego, że Kate uważana jest raczej za zimną sukę niż za kogoś miłego i przyjaznego, wiedziałem, że ma w sobie dużo dobroci, ale to przeszło moje najśmielsze przypuszczenia. Nie znam drugiej takiej osoby, która zrobiłaby tak dużo dla drugiego człowieka bez niczego w zamian.
- Czy ona kiedykolwiek przestanie mnie zaskakiwać?- zapytałem sam siebie, ale jak się okazało Alex postanowił pomóc mi znaleźć odpowiedź.
- Nie liczyłbym na to- odparł poważnie- Właśnie za to ją kocham.
- Kochasz?
- Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, Kate należy do grupy osób, które albo kochasz albo nienawidzisz. Ja jestem za tą pierwszą opcją. A ty?
Popatrzyłem na niego niepewnie. Sytuacja między nami jest o wiele bardziej skomplikowana niż mu się wydaje. Z jednej strony ta dziewczyna irytuje mnie i wkurza jak nikt inny, ale jednocześnie nie chciałbym aby na jej miejscu stanął ktoś inny. Nie wiem co zrobię gdy nasza współpraca dobiegnie końca.
Udaliśmy się po ostatni produkt z jakże długiej listy, którą dała nam Kate. Był to nieszczęsny groszek, którego byśmy nie kupili, bo nawet Alex miał problem z odczytaniem co było nabazgrane na kawałku papieru. Zastanawiając się nad wyborem jednej z tysiąca firm, która oferowała puszki z tym oto warzywem, usłyszałem za moimi plecami znajomy głos, który powodował, że dłonie mimowolnie zaciskały mi się w pięści, a ciśnienie podskakiwało do zdecydowanie za wysokich wartości.
- Proszę, proszę! Kogo moje oczy widzą!- niechętnie obróciłem się na pięcie i stanąłem twarzą w twarz z Kylem- Jak my się dawno nie widzieliśmy!
- Nie tęskniłem- odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby. Na szczęście Alex postanowił, że lepiej będzie jak on przejmie stery.
- Cześć Kyle- wymienił z nim krótki uścisk dłoni. Brunet chciał zrobić to samo ze mną, ale ja nawet nie drgnąłem. Moje zachowanie skomentował bezczelnym, sztucznym uśmiechem. Najwyraźniej jednak nie zrozumiał mojej aluzji, bo postanowił urządzić sobie ze mną małą pogawędkę.
- Słyszałem Harry, że razem ze swoim zespołem byliście w Szwecji. Co więcej towarzyszyła wam Kate.
- Zgadza się. Byliśmy ponad tydzień w Sztokholmie- odpowiedziałem, zastanawiając się w międzyczasie po co ja się w ogóle odzywam.
- Ponad tydzień sam na sam? Musiało być ciekawie...- zagwizdał, a ja postanowiłem tego nie skomentować. Dla niego też lepiej by było gdyby się zamknął- Opowiadaj. Zaliczyłeś ją w końcu?- spytał, zakładając ręce na piersi. Powinien dziękować niebiosom za to, że jego kolega jest obok i znajdujemy się w miejscu publicznym, bo inaczej skończyłby ze złamanym nosem.
- Zamknij się- ostrzegł go blondyn stojący obok mnie, gdy zauważył jak ostatkami sił staram się opanować.
- O co ci chodzi? Tylko pytam, czy Harry w końcu znalazł sposób aby dobrać się do jej majtek. Założę się, że byłby o wiele mniej nerwowy gdyby nie musiał wyobrażać sobie Kate wijącej się pod jego ciałem tylko faktycznie...
Urwał żeby uniknąć ciosu, który w niego wymierzyłem. Alex zacisnął ręce na moich ramionach i odsunął mnie od niego. Nie sądziłem, że jest aż tak silny kiedy powstrzymywał mnie od obicia tej przemądrzałej twarzyczki.
- Mówiłem Styles. Powinieneś znaleźć sposób aby dać upust swoim emocjom- dodał widząc, że jest bezpieczny.
- Wierz mi, że zaraz to zrobię!- spróbowałem jeszcze raz wyrwać się z mocnego uścisku, który mnie obejmował, ale po raz kolejny nie dałem rady.
- Czy ja czasem nie powiedziałem, że masz się zamknąć?!- przyjaciel warknął na niego, a ten uniósł ręce w geście obronnym.
- Już nic nie mówię!- uśmiechnął się szyderczo- Niestety chłopaki nie mam całego dnia na pogaduszki z wami. Mam kilka ważnych rzeczy do załatwienia. Żegnam- ukłonił się lekko i ruszył w kierunku wyjścia. Miałem nadzieję, że to koniec, ale on oczywiście musiał coś dodać- Harry chyba nie będziesz miał nic przeciwko jeśli ja zajmę się Kate, skoro ty nie możesz sobie z nią poradzić?
- Nawet nie waż się jej tknąć!- krzyknąłem, na co zaczął się głośno śmiać.
- Nie mam takiego zamiaru. To ona będzie dotykać mnie- puścił do mnie oczko, a Alex po raz kolejny musiał zapobiec rozlewowi krwi.
Klub "27"
Kolejny raz zerknęłam na zegarek. O ile wszystko pójdzie po mojej myśli, Gaba powinna się pojawić za nieco ponad dwie godziny, a Alexa ze Styles'em jak nie było tak nie ma. Ile można kupować puszkę groszku?! Na dodatek wszystko idzie mi sto razy wolniej przez moją małą kontuzję. Teoretycznie miał pomagać mi Niall, ale jest tak zestresowany, że przy pierwszej próbie nakrycia do stolika potrzaskał kilka talerzy. Po tej akcji wysłałam go na scenę, żeby przećwiczył jeszcze raz piosenkę, którą zaśpiewa gdy jego dziewczyna wejdzie do środka, jeśli chcą zjeść kolację jak cywilizowani ludzie, a nie podłogi. Poza tym jeszcze tego by mi brakowało żeby mu się coś stało. Wtedy cały plan ległby w gruzach.
Już miała dzwonić do chłopaków, aby dowiedzieć się gdzie są, kiedy weszli do głównej sali.
- Dłużej się nie dało?!- założyłam ręce na piersi mierząc ich groźnym wzrokiem.
- Spotkaliśmy kogoś w sklepie i trochę nam zeszło- tłumaczył się tajemniczo Alex, zerkając kątem oka na Stylesa, który wyglądał jakby ktoś naprawdę porządnie go wkurzył.
- Kogo?
- Nie ważne- machnął ręką blondyn, niemo prosząc abym dała spokój. Postanowiłam go posłuchać i darować sobie dalsze śledztwo. Miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie.
Poprosiłam chłopaków, żeby zanieśli zakupy do kuchni. Zaskoczyło mnie, że przywieźli aż siedem siatek. Jak się szybko okazało postanowili kupić coś sobie w zamian za pomoc. Naprawdę zaczynam wątpić w ludzką bezinteresowność.
- Bardzo chętnie bym ci dalej pomógł, ale niestety muszę pojawić się dzisiaj na rodzinnej kolacji- oznajmił z grymasem na twarzy Alex, wypakowując wszystkie rzeczy.
- To co ty tu jeszcze robisz? Leć już!- wygoniłam go z kuchni i po krótkim pożegnaniu wróciłam z powrotem z zamiarem przygotowania zaplanowanego wcześniej menu.
Weszłam do środka i zobaczyłam Styles'a stojącego przy stole, opróżniającego resztę reklamówek.
- Ty też już możesz iść- poinformowałam go sięgając po wielką patelnię. Nie sądziłam, że jest aż taka ciężka, więc upuściłam ja na ziemię z wielkim hukiem. Chłopak aż podskoczył, a Niall przybiegł sprawdzić co się stało.
- Wszystko w porządku?- spytał z lękiem w oczach. Ostatni raz widziałam go takiego zestresowanego kiedy miał po raz pierwszy zaprezentować przede mną swoje umiejętności wokalne.
- Jasne. Tylko patelnia wyślizgnęła mi się z ręki. Wracaj ćwiczyć- uśmiechnęłam się do niego uspokajająco i zanim zdążyłam się schylić, loczek odkładał już naczynie na kuchenkę.
- Może jednak ci pomogę?- zaproponował, ale ja pokręciłam przecząco głową.
- Dam sobie radę- zapewniłam go, co wywołało nikły uśmiech na jego twarzy. Szepnął coś dla mnie niezrozumiałego pod nosem i podał mi słoik z koncentratem pomidorowym- Otwórz.
- Co?- zmarszczyłam czoło, nie wiedząc do czego zmierza.
- Jeśli poradzisz sobie sama z otworzeniem tego słoika, wyjdę i nie będę się wtrącał. Jeśli nie zostaję i pomagam przyrządzić kolację dla Gaby i Nialla.
Przechyliłam głowę i przyglądałam mu się przez chwilę. Stał swobodnie, opierając się o blat i czekał aż zrobię to o co mnie poprosił. Choć prędzej można byłoby to podpiąć pod rozkaz czy szantaż. Wzięłam od niego słoik i zastanawiałam się jak mam to niby zrobić. Obolałą ręką powoli objęłam zakrętkę i próbowałam ją mocno ścisnąć, ale nie był to na tyle mocny uścisk żebym dała radę ją odkręcić. Zamiast tego na mojej twarzy pojawił się grymas bólu i syknęłam cicho nim Styles zabrał mi koncentrat.
- Widzisz? Nie poradzisz sobie sama.
- Przed chwilą udekorowałam całą salę. Oczywiście, że dam sobie radę- odparłam- Poza tym w razie czego poproszę Horana o pomoc- dodałam, a brunet zaczął się głośno śmiać.
- Proszę cię! On jest w takim stanie, że wody by nie umiał zagotować. Lepiej nie dawać mu dzisiaj do ręki żadnego noża, bo sobie chłopak jeszcze palce poodcina.
Co racja to racja. Blondynek nie nadawał się dzisiaj zupełnie do niczego. Zaczynałam się obawiać jak uda mu się zaśpiewać przed Gabą kiedy ją zobaczy. Mam nadzieję, że kilka głęboki wdechów i zrobi to co do niego należy.
Popatrzyłam jeszcze raz na Styles'a i cicho westchnęłam zanim zaczęłam mu mówić co nasza mała kuchnia ma dzisiaj w karcie.
- Jako przystawkę podamy gorące pomarańcze z czekoladą. Danie główne to faszerowana pierś kurczaka z miętą i fetą w sosie pomarańczowym, a na deser czekoladowe brownie z owocami i lekkim kremem. Do picia tradycyjnie wino.
- Chcesz przygotować to wszystko w dwie godziny?
- Dokładnie to w godzinę i pięćdziesiąt minut, ale przecież skoro mam ciebie do pomocy to chyba nic trudnego, prawda?
Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie i po chwili mierzenia mnie uważnym wzrokiem uniósł do góry lekko jeden kącik ust i uśmiechnął się szelmowsko.
- W takim razie zaczynajmy.
Nie sądziłam, że gotowanie z kimkolwiek u boku może być takie przyjemne. Zawsze gdy pozwalałam Gabie pomóc mi przy obiedzie kończyło to się obrażoną miną i wywaleniem jej z kuchni. Na szczęście wszystko wracało do normy po pierwszym kęsie drugiego dania. Ze Styles'em pracowało mi się o wiele lepiej, przynajmniej dopóki nie zaczął się wtrącać i na siłę przekonywać mnie, że lekkie poprawki udoskonaliłyby moje przepisy.
- Nie sądzisz, że powinnaś dodawać nieco więcej mięty do tego kurczaka. Wtedy smak byłby o wiele bardziej wyrazisty, a tak to będzie czuć tylko fetę z zielonym czymś w środku.
Oparłam ręce o blat i wzięłam głęboki oddech.
- Od kiedy to z ciebie taki Gordon Ramsay?- spytałam poirytowana- Ja jestem odpowiedzialna za sukces tej kolacji, więc to ja decyduję ile mięty będzie w farszu. Poza tym spróbowałeś go chociaż, że wiesz, że jest niedobry?
- Nie powiedziałem, że jest niedobry, tylko że mógłby być lepszy gdybyś...
- Och zamknij się!- rzuciłam ścierkę na stół i odkroiłam kawałek nieszczęsnego kurczaka, o który toczył się na spór. Nabiłam go na widelec i podeszłam do bruneta, który nie wiedział co mam zamiar zrobić z widelcem w mojej dłoni- Spróbuj, a później komentuj.
Zamiast wziąć ode mnie sztuciec, nachylił się lekko i skosztował podany przeze mnie kawałek. Jego wzrok ani na moment nie opuścił moich oczu kiedy rozkoszował się delikatnym smakiem. Na koniec oblizał dolną wargę i leniwie się uśmiechnął mówiąc ochrypłym głosem:
- Miałaś rację. To jest idealne.
- W-wiem- zająknęłam się, próbując przestać wpatrywać się w jego pełne wargi.
- Myślę, że ty też powinnaś spróbować- wyjął mi widelec z dłoni i nabił na niego kolejny kawałek. Niepewnie otworzyłam usta kiedy podstawił mi go pod nos. Nie pozostawałam mu dłużna i również wpatrywałam się w niego zawzięcie kiedy delikatne mięso kurczaka, zmieszane w idealnych proporcjach z aromatyczną miętą i lekko słonawą fetą rozpływało się w moich ustach, doprowadzając podniebienie do ekstazy.
- Tak jak mówiłam. Perfekcyjne.
Atmosfera w kuchni zdecydowanie się zagęściła, a temperatura znacznie podskoczyła. Czułam jak robi mi się gorąco, oddech staje się nierówny, a serce zaczyna bić szybciej. Styles najwyraźniej odczuwał to samo, sądząc po tym jak jego klata piersiowa szybko opadała i unosiła się w górę. Zrobił jeden krok w przód, stając jeszcze bliżej mnie i zaczął delikatnie się pochylać ku mojej twarzy. Stałam jak skamieniała gdy jego usta dzieliły zaledwie milimetry od moich, kiedy do kuchni wszedł Niall.
- Jak wam idzie?
Jego głos podziałał na mnie jak kubeł zimnej body, w wyniku czego odskoczyłam od bruneta i spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Świetnie!- odpowiedziałam zdecydowanie za szybko, a gdy obróciłam się w stronę blondynka, wyglądał na bardzo zaskoczonego tym co przed chwilą zobaczył. Wcale mu się nie dziwię. Sama nie mogę w to uwierzyć, że omal... Nie. Nie powiem tego.
- Czy ja wam czasem w czymś nie przeszkodziłem?-TAK!
-NIE!- krzyknęliśmy jednocześnie ze Styles'em przez co chłopak był jeszcze bardziej zdezorientowany- Oczywiście, że nie. Twojemu przyjacielowi wpadło coś do oka i musiałam mu pomóc- wymyśliłam pierwsze lepsze kłamstwo, w które nawet przedszkolak by nie uwierzył.
- Albo ktoś...- mruknął pod nosem Niall na tyle głośno, że go usłyszałam. Uniosłam wymownie brwi i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Czy ty czasem nie miałeś ćwiczyć piosenki dla Gaby?
- Miałem, ale gdy do niej zadzwoniłem żeby odwołać nasze spotkanie i usłyszałem smutek w jej głosie odechciało mi się wszystkiego i dopadła mnie depresja- westchnął i usiadł na krześle koło drzwi. Podeszłam do niego i klękłam przed nim, odsłaniając jego twarz, którą zasłonił dłońmi.
- Nic się nie martw. Obiecałam, że wszystko się uda, więc tak będzie. Zawsze dotrzymuję słowa- uśmiechnęłam się do niego pocieszająco- Idź się szykuj, a ja do niej zadzwonię żeby tu przyjechała.
Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Po kilku sygnałach usłyszałam jej zrezygnowany głos po drugiej stronie.
- Cześć pajacu!- przywitałam się z nią naszym stałym tekstem, ale nie była skora do żartów.
- Hej. Co tam?
- Co robisz? Jak spotkanie z Niallem?- spytałam udając, że nic się nie dzieje, niczego nie planujemy za jej plecami i generalnie nic nie wiem.
- Nijak. Musiał je odwołać, bo ma coś ważnego za załatwienia- wyjaśniła smutnym głosem, a mi serce się lekko zacisnęło słysząc w jakim jest stanie.
- Na pewno musiało być to coś ważnego- stanęłam w jego obronie, a Gaba zapewne przytaknęła wnioskując po ciszy w słuchawce- Może wpadniesz do "27"? Musiałam tu zrobić mały remanent i znalazłam pyszne wino. Przy okazji mogłybyśmy spokojnie porozmawiać o tym i o tamtym...
- Będę za pół godziny- zgodziła się, od razu się rozłączając.
- Gaba będzie za trzydzieści minut- poinformowałam chłopaków, chowając telefon z powrotem do kieszeni.
- Tak szybko?!- strach pojawił się na twarzy Horana i w momencie pobladł.
- Nie panikuj! Wszystko pójdzie świetnie. Idź na swoje miejsce i przećwicz piosenkę ostatni raz, a ja naszykuję resztę.
Poklepałam go po ramieniu i ruszyłam za nim na główną salę żeby pogasić wszystkie światła i cierpliwie oczekiwać na przybycie naszego gościa.
Cieszyłam się, że Kate zadzwoniła akurat w momencie kiedy wybierałam między pójściem do najbliższego baru się upić, a powrotem do domu i zakopania się po czubek głowy w pościeli. Koniec końców pewnie zdecydowałabym się na tą drugą opcję dodając do niej kubek lodów i popcornu jak bohaterki tych głupich seriali, które nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem, ponieważ chłopak je rzucił. Ja co prawda nie miałam takiego problemu, ale wcale nie czułam się przez to lepiej.
Gdy dotarłam do klubu zaskoczył mnie fakt, że drzwi wejściowe były otwarte. Z reguły gdy przyjaciółka była tu sama zamykała się od środka żeby nikt nie mógł wejść. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że wzdłuż korytarza prowadzącego do głównej sali pozapalane były małe świeczki, a na podłodze porozsypywane były płatki białych i czerwonych róż. Niepewnie weszłam do środka, a gdy zobaczyłam jak to miejsce się zmieniło zaprało mi dech w piersiach. Ze ścian zniknęły modernistyczne obrazy, a zamiast nich pojawiły się wielki obraz wieży Eiffla. Małe, białe lampki, które razem ze świeczkami oświetlały pomieszczenie, nadawały mu ciepła i uroku. Na środku stał jeden stolik, idealnie nakryty dla dwóch osób z małym pudełeczkiem na jednym z porcelanowych talerzy. Odwróciłam się w stronę sceny gdy usłyszałam dobiegający stamtąd szmer. Jeden z reflektorów został włączony, padając idealnie na sylwetkę... Nialla?! Chłopak stał na środku podestu, ubrany w czarne spodnie i białą koszulę rozpiętą lekko pod szyją i podwiniętymi rękawami. Trzymał przed sobą swoją gitarę i ciepło się do mnie uśmiechał. Ruchem ręki poprosił abym do niego podeszła, co od razu zrobiłam. Pomógł mi wejść na scenę i posadził na jednym z krzesełek znajdujących się na niej. Sam zajął drugie i po chwili przyglądania się sobie nawzajem w końcu się odezwał.
- Przepraszam za to, że odwołałem nasze dzisiejsze spotkanie, ale chciałem zrobić ci niespodziankę- wskazał ruchem głowy na wszystko dookoła, a gdy chciałam coś powiedzieć położył mi palce na ustach żeby mnie uciszyć- Poczekaj. Chciałem cię jeszcze przeprosić za to jak zachowałem się wtedy gdy spotkaliśmy te dwie dziewczyny. Nie wiem czemu szczerze nie przyznałem, że jesteś moją dziewczyną. Chyba byłem w szoku, że ktoś wie kim jestem i chce ode mnie głupi autograf. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy, a gdy tylko nadarzy się okazja będę się tobą chwalił przed całym światem i pokazywał jak bardzo mnie uszczęśliwiasz- ujął moją dłoń i pocałował jej wierzch- A teraz pozwól, że zaprezentuję ci moją pierwszą niespodziankę tego wieczoru.
Niall poprawił się na siedzeniu i oparł gitarę o swoją nogę. Wpatrywałam się w niego jak zaczarowana kiedy zaczął grać, a do moich oczu napłynęły łzy. Gdy je zauważył chciał przestać, ale szybko się uśmiechnęłam i niemo poprosiłam aby kontynuował. Nie mogłam uwierzyć, że zadał sobie tyle trudu, aby przygotować to wszystko dla mnie. Dokładnie wsłuchiwałam się w słowa piosenki, której nie rozpoznawałam, ale jej słowa trafiały prosto do mego serca, które wypełniało się coraz większą miłością skierowaną do blond chłopaka śpiewającego naprzeciwko mnie. Miałam nadzieję, że czuje dokładnie to co ja w tym momencie, ponieważ tak jak w tej piosence, ja również nie mogę oderwać od niego oczu, a świat, który nas otacza za każdym razem przestaje istnieć i mieć jakiekolwiek znaczenie gdy tylko jestem obok niego.
Gdy skończył i odłożył swój instrument rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam. Dałam upust swoim emocją przez co łzy szczęścia zaczęły spływać po moich policzkach, mocząc mu koszulkę. Czułam się taka bezpieczna i szczęśliwa w jego ramionach. Oplótł mnie wokół talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej chowając twarz w moich włosach.
- Przepraszam- powiedział cicho- Nie chciałem żebyś była smutna i płakała.
- Nie jestem smutna, tylko szczęśliwa- uśmiechnęłam się do niego i oparłam policzek o jego klatkę piersiową. Nie pozwolił mi długo trwać w tej pozycji, ponieważ chwycił mój podbródek i uniósł moją głowę do góry, abym znów niego spojrzała.
- Kocham cię- powiedział spokojnie patrząc mi prosto w oczy, a ja nie sądziłam, że mogę być szczęśliwsza niż do tej pory. Ujęłam jego twarzy w dłonie i przysunęłam ją bliżej do siebie szepcząc mu prosto w usta:
- Ja też cię kocham.
Niall uśmiechnął się delikatnie, po czym złączył nasze usta w długim, wypełnionym miłością pocałunku.
Nie mogłem się napatrzeć na dwójkę siedzącą przy stoliku i zajadającą się daniami przygotowanymi przeze mnie i Kate. Jeszcze nigdy nie widziałem Niall tak szczęśliwego. Uśmiechu, który nie schodził z jego twarzy, nie można porównać nawet z tym, który pojawił się gdy dostaliśmy informację, że Simon chce podpisać z nami kontrakt. Gaba wyglądała na równie zadowoloną, więc misję mogliśmy uznać za zakończoną sukcesem. Zerknąłem kątem oka na brunetkę obok mnie, która podobnie jak ja obserwowała ich z uwagą. Widać, że szczęście jej przyjaciółki sprawia radość również jej samej. Nagle poderwała się do góry i ruszyła w kierunku kuchni, szturchając mnie abym poszedł za nią. Wyjęła z lodówki dwa małe talerzyki i bez słowa podała mi deser, na którego widok aż ślinka zaczęła mi cieknąć. Posłusznie zaniosłem je do stolika, przy którym wrzała dyskusja na temat tego jaki to kurczak był wyśmienity. Na samo wspomnienie jego smaku i sceny z przed kilku godzin zrobiło mi się gorąco, a w głowie zaczęły krążyć nieprzyzwoite myśli. Mój gniew na Horana za to, że nam przerwał znów powrócił i miałem ochotę rzucić w niego ciastkiem.
- Czekoladowe brownie z owocami i kremem- oznajmiła Kate stojąca za moimi plecami, kiedy ja kłóciłem się sam ze sobą czy rozsmarować przysmak na twarzy przyjaciela czy nie.
- Uwielbiam je!- odparła uradowana Gaba kiedy zobaczyła co przed nią stawiam.
- Lepiej zabierze rękę zanim ci ja odgryzie- usłyszałem cichy szept jej przyjaciółki.
- Słyszałam!- dziewczyny pokazały sobie nawzajem języki, a my z Niallem zaśmialiśmy się cicho- Tak w ogóle to zastanawiam się czemu razem z Harry'm nie macie na sobie strojów kelnerów.
- Nie pozwalaj sobie za dużo, bo ci jeszcze zabiorę ten talerz sprzed nosa- ostrzegła ją Kate, a Gaba uśmiechnęła się do niej z rozbawieniem. Marne szanse żeby pozwoliła jej na to bez konieczności stoczenia walki.
- Chciałem się przebrać, ale doszedłem do wniosku, że gdybyś zobaczyła mnie jedynie w fartuszku zawiązanym na biodrach, rzuciłabyś tego tutaj bez zastanowienia i chciała uciec ze mną w nieznane- wskazałem palcem na przyjaciela, a ten posłał mi zabójcze spojrzenie- Niestety za bardzo go lubię żeby tak złamać mu serce, więc pozwolisz, że znajdę sobie inną ofiarę, a wam pozwolę żyć długo i szczęśliwie- mrugnąłem do niej okiem, a ona zachichotała pod nosem. Niallowi najwyraźniej nie spodobał się mój żart, bo zaczął rzucać we mnie serwetkami przed czym obroniła mnie Kate, ciągnąc mnie z powrotem do baru.
Wróciliśmy na swoje stare miejsca, a brunetka zaproponowała mi drinka w zamian za pomoc w przygotowaniach dzisiejszego wieczoru.
- Po pierwsze to nie ty tylko Niall powinien nam podziękować- zauważyłem- Poza tym gdy widzę jaki jest szczęśliwy nie potrzebuję niczego w zamian- zerknąłem jeszcze raz przez ramię na parę za mną i uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Czy to nie zabawne, że ludzie gonią za pieniędzmi i sławą myśląc, że to uczyni ich życie lepszym i bardziej wartościowym?- spytała z powagą.
- To jest tragiczne, a nie zabawne- poprawiłem ją- Poza tym to przykre, że nie potrafimy dostrzec i docenić tego co już mamy. Może tak naprawdę nie potrzebujemy żeby cały świat nas kochał. Może wystarczy miłość jednej osoby.
Dziewczyna skupiła na mnie swój przeszywający wzrok, po czym odwróciła głowę i upiła duży łyk swojego napoju.
- Masz rację- przyznała ze smutkiem- Tyle tylko, że jak to zwykle bywa, łatwiej powiedzieć trudniej zrobić.
- Ale jeśli się już jest tego świadomym, to jest to mały krok naprzód.
- Chodzisz na jakieś korepetycje z filozofii?- spytała, patrząc na mnie zdziwiona. Po chwili ciszy zaczęliśmy się śmiać, ale szybko się opanowaliśmy nie chcąc przeszkadzać naszym gołąbeczkom.
- Chyba spędzanie czasu w twoim towarzystwie skłania mnie do takich refleksji na temat życia- odparłem.
- Powinnam to sobie wpisać do CV- zażartowała, a ja poparłem jej pomysł.
- Zdecydowanie. Na twoim miejscu zażądałbym podwyżki u Cowella.
- Zrobię tak zaraz po jego powrocie. Tymczasem dam mu się cieszyć wakacjami na Hawajach- westchnęła, wspinając się na bar i przechodząc na drugą stronę.
- Gdzie idziesz?- zapytałem zdezorientowany jej zachowaniem, gdy zaczęła iść w kierunku sceny.
- Zaraz się dowiesz- puściła do mnie oczko i weszła na niewielki podest.
Włączyła kilka urządzeń i przysunęła mikrofon bliżej pianina, które stało z tyłu sceny. Gabę i Nialla również zaciekawiło co się dzieje, ale nie musieliśmy długo czekać aby dowiedzieć się o co chodzi.
- Panie i Panowie, a właściwie mam na myśli waszą dwójkę, na której widok serce rośnie, a świat maluje się w różowych barwach- ruchem ręki wskazała na zakochanych, którzy stali wtuleni w siebie tuż przed sceną- Pozwólcie, że zacznę od dam. Tak więc Gaba... wiem, że ostatnio ciężko było nam się dogadać i to wszystko moja wina, ale mam nadzieję, że doskonale zdajesz sobie sprawę, że zrobiłabym dla ciebie wszystko. Jesteś dla mnie jak siostra i kocham cię najmocniej na świcie. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak wiele ci zawdzięczam, a świadomość tego, że nigdy nie będę w stanie chociaż w minimalnym stopniu ci za to podziękować dobija mnie każdego dnia. Dlatego też mam nadzieję, że spodobała ci się niespodzianka, którą przygotowaliśmy razem z Niallem, a w szczególności piosenka, której byłaś inspiracją. Skoro już wspomniałam o twoim chłopaku...- przerwała na chwilę i uśmiechnęła się do niego szeroko- Dziękuję za to, że się o nią troszczysz, a jej szczęście stawiasz przed swoim. Jednocześnie przyrzekam, że jeśli kiedykolwiek zobaczę jak płacze przez ciebie albo dowiem się, że ją skrzywdziłeś, nie masz co liczyć na moja litość. Znajdę cię nawet na końcu świata i poćwiartuję, a potem będę wspominać tą chwilę do końca życia za kratkami.
Przyjaciel przełknął głośno ślinę i popatrzał na dziewczynę przestraszony. Szczerze to wcale mu się nie dziwię, gdyż Kate była bardzo przekonująca w tym co powiedziała.
- Ale koniec gadania na dziś. Oto piosenka ze specjalną dedykacją dla waszej dwójki. Jak przed chwilą doszliśmy do wniosku razem ze Styles'em- nie ważne jest nic innego kiedy mamy koło siebie kogoś, kogo kochamy całym sercem, a nasza miłość jest odwzajemniona. Dokładnie tak jak w waszym przypadku- przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się skrzyżowały, po czym jej dłonie spoczęły na białych klawiszach- Tym razem to panie proszą panów- mrugnęła do swojej przyjaciółki i zaczęła grać.
Widziałem lekki grymas na jej twarzy gdy lewą ręką wykonywała jakkolwiek ruch, ale była tak skupiona na tym co robi, że udawało się jej ignorować bólu. Gabrysia zgodnie z jej poleceniem poprosiła Horana do tańca słodko się przy tym uśmiechając. Chłopak od razy objął ją ramieniem i przysunął do swojego ciała tak, że nie było między nimi nawet milimetra przerwy. Oboje byli wpatrzeni w siebie jak w obrazek i choćby przez klub przeszedł huragan, w tym momencie by go nie zauważyli. Ja skupiłem swój wzrok na dziewczynie przy pianinie, która co jakiś czas zerkała to na nich, to na mnie. Po raz kolejny nie mogłem się nadziwić jak doskonale potrafi dobrać utwór do danej sytuacji. Ponownie zatonąłem w swoich rozmyślaniach nad tym co do tej pory wydarzyło się między nami i zastanawiałem się co jeszcze nas czeka. Czasami miałem wrażenie, że już nic nie może popsuć naszej relacji, ale wtedy zawsze musiało się wydarzyć coś, co przekreśliło wszystko nad czym do tej pory oboje pracowaliśmy. Wsłuchałem się w słowa piosenki i złapałem się na tym, że sam śpiewam to co ona. Ciągle mnie zaskakiwało jak bardzo pragnę widzieć ją w takim stanie jak teraz, choćbym musiał ponieść za to wielką cenę. Jedyne czego nie mogłem przezwyciężyć to strach przed powiedzeniem tego na głos i przyznaniem się d wszystkiego co kryje się wewnątrz mnie przed nią. Bałem się, że to tylko pogorszy całą sytuację, a nie przeżyłbym gdybym decydując się na szczerość stracił nawet tak niewiele co mam teraz. Dlatego postanowiłem wstrzymać się z jakimikolwiek wyznaniami. Pytanie tylko- na jak długo?
Powinnam się przyzwyczaić, że razem z tym chłopakiem zawsze kończymy w podobnych miejscach i sytuacjach. Po raz kolejny Styles został ze mną w "27" żeby pomóc mi posprzątać. Dochodziła pierwsza w nocy kiedy skończyliśmy rozstawiać krzesełka na swoje miejsca i ściągać podobiznę wieży Eiffla ze ściany.
- Skąd wytrzasnęłaś ten obrazek?- spytał gdy górna część oderwała się i spadła na niego.
- Opłaca się mieć znajomości tu i tam. To akurat wypożyczyłam od kolegi Gaby ze studiów. Należy do jakiegoś kółka teatralnego i mieli coś takiego w magazynie. Z racji tego, że to ulubione miejsce Gaby pomyślałam, że idealnie się nada na ozdobę. Poza tym zajmuje dużo miejsca, więc nie musiałam się głowić co zrobię z resztą tej wielkiej ściany.
- Szkoda tylko, że nie wymyśliłaś sposobu jak to zdjąć bez zaplątania się- mruknął wydostając się spod sztucznej budowli i poprawiając włosy.
- Trzeba było mnie widzieć gdy to zawieszałam- na samo wspomnienie jak walczyłam o równowagę na jednym ze stolików, odechciało mi się dalszego sprzątania i usiadłam na moim ostatnim nabytku do klubu, czyli fioletowej, futrzanej kanapie.
- Zawsze możesz dokonać dla mnie małej prezentacji- poruszył wymownie brwiami, a ja pokazałam mu żeby popukał się w czoło- Zmęczona?
- Bardzo- odparłam szczerze. Loczek usiadł obok mnie i nie spuszczał ze mnie wzroku- Możesz przestać się na mnie gapić?- poprosiłam grzecznie, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Zamiast tego zebrało mu się na prowadzenie rozmów nocą.
- Alex opowiedział mi dzisiaj o tym jak pomogłaś mu uświadomić sobie co jest dla niego lepsze.
- Boże...- zakryłam twarz dłońmi i pokręciłam z niedowierzaniem głową- Serio powinieneś przestać chodzić na te korki z filozofii, bo twój dobór słów zaczyna mnie przerażać- próbowałam zmienić jakoś temat, ale nie dał się tak łatwo zmylić.
- Nie żartuj sobie teraz. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. W końcu nie każdy wybrałby się do klubu dla gejów i lesbijek żeby komuś pomóc, a na dodatek udawać, że jest się tej samej orientacji.
- Poza tym kto powiedział, że udawałam?
Jego mina- bezcenna. Już dawno nie widziałam kogoś tak zaskoczonego. Starałam się opanować, ale nie długo trwało zanim wybuchnęłam śmiechem, a Styles wywrócił oczami.
- Jak ja cię nienawidzę...- westchnął cicho. Te cztery słowa odbijały się echem w mojej głowie i nie mogła nic na poradzić na nieprzyjemne ukłucia w sercu.
- Ale chociaż trochę mnie lubisz?
Przeraziło mnie jak bardzo pragnęłam usłyszeć "tak", którego się nie doczekałam. Zamiast tego, brunet wstał i ciągnąc mnie za rękę poprowadził na środek parkietu. Zostawił mnie na chwilę samą, a sam podszedł do wierzy i zaczął coś przy niej majstrować. Gdy w końcu przestał, wbił we mnie swoje zielone tęczówki. Po chwili wpatrywania się w nie, spuściłam głowę w dół i pokornie czekałam na to co się wydarzy, nie będą pewna czego się spodziewać i co ze sobą zrobić. Z głośników zaczęło wydobywać się ciche brzmienie gitary, w momencie gdy chłopak położył dłoń na moim policzku i zmusił mnie abym na niego spojrzała.
- Będę cię lubił jeszcze bardziej jeśli zgodzisz się ze mną zatańczyć- uśmiechnął się i zjeżdżając swoimi rękami wzdłuż moich ramion, uniósł je do góry i zaplótł sobie wokół karku. Sam objął mnie w mocno w talii i przyciągnął bliżej, a ja oparłam twarz o jego klatkę piersiową. Słyszałam jak serce bije mu nieco szybciej w takim samym tempie jak moje.
- Co dokładnie powiedział ci Alex?- spytałam odrywając się nieco od jego ciepłego ciała.
- Że zabrał cię na randkę, pocałował, potem poszliście do klubu, a gdy postanowił się ujawnić, cały czas byłaś przy nim i go wspierałaś.
- Widzę, że nie pominął niczego- uśmiechnęłam się przypominając sobie tamten okres zupełnie jakby było to wczoraj.
- To niesamowite co dla niego zrobiłaś- powiedział z uznaniem w głosie.
- Postąpiłam tak jak każdy powinien- wzruszyłam ramionami, będąc przekonana, że to nic wielkiego.
- Ale ty pierwsza mu pomogłaś- upierał się przy swoim- Nikt wcześniej nie zawracał sobie głowy tym, dlaczego nie potrafi się właściwie zakochać.
- Nie sądzę...
- Nawet nie zaczynaj jeśli nie chcesz się dzisiaj ze mną kłócić- ostrzegł mnie ostrym tonem. Następna kłótnia to ostatnie o czym w tym momencie marzę.
- W takim razie chyba powinnam ci w końcu podziękować- zmieniłam temat na taki, który wcale nie wydawał mi się lepszy.
- Mówiłem już, że nie musisz...- przerwałam mu, kładąc palec na jego wpółotwartych ustach.
- Nie będę ci dziękować za to, że mi dzisiaj pomogłeś, tylko za to, że udało ci się mnie uspokoić podczas lotu do Londynu. Dokonałeś tego jako pierwszy, więc... dziękuję.
Odetchnęłam głęboko, a Styles patrzył na mnie z zamyśleniem wymalowanym na twarzy.
- Nie ma za co- odezwał się w końcu i odgarnął moje włosy, wtulając się w zagłębienie mojej szyi. Momentalnie zaczęłam chichotać gdy jego ciepły oddech łaskotał moją wrażliwą skórę- Co się tak śmieszy?- zapytał, szepcząc mi do ucha.
- Łaskoczesz mnie gdy to robisz.
- Doprawdy?- spojrzał na mnie z rozbawieniem tańczącym w jego oczach- Pozwól, że to sprawdzę...
Próbowałam mu się wyrwać gdy zbliżył usta do mojej szyi i zaczął delikatnie w nią dmuchać, jednak jego silne ramiona objęły mnie jeszcze mocniej, nie pozwalając mi na ucieczkę. Droczył się ze mną chwilę dopóki nie zaczęłam go błagać żeby przestał.
- Proszę cię, wystarczy!- wydyszałam próbując się uspokoić i opanować napad śmiechu.
- Kiedy ja tak lubię ten dźwięk- odparł odrywając się od mojej skóry i patrząc na mnie z zadowoleniem.
- Znajdź sobie inny sposób aby doprowadzić mnie do takiego stanu- powiedziałam, a na jego twarzy zagościł ten łobuzerski uśmieszek- Albo lepiej nie- dodałam szybko co bardzo go rozbawiło.
- Lepiej uważaj czego sobie życzysz.
Skrzyżowałam nasze spojrzenia i wstrzymałam oddech gdy po raz drugi tego dnia jego usta zaczęły się zbliżać do moich. Dopiero gdy były dosłownie milimetr od moich chciałam się odsunąć przez co zastygł w miejscu.
- Nie rób tego- szepnęłam w jego nabrzmiałe wargi, a on zacisnął mocno powieki. Westchnął ciężko i oparł swoje czoło o moje.
- Obiecaj mi, że zaczniesz bardziej wierzyć w to, że jesteś dobrą osobą i nie pozwolisz traktować się jak przedmiot.
- Czemu...
- Po prostu mi to obiecaj- nakazał zaciskając boleśnie palce na mojej koszulce. Popatrzyłam na niego zaskoczona, ale zgodziłam się lekkim skinieniem głowy.
- Obiecuję.
- Styles?- uniosłam zaskoczona brwi- Co ty tu robisz?
- Z tego co wiem to aktualnie pomieszkuję- spojrzał na mnie jakbym postradała zmysły i o tym zapomniała.
- A gdzie reszta?
- Jeszcze nie wrócili.
- Nie?- moje zaskoczenie było jeszcze większe- Kto w takim razie to wszystko ogarnął?
Chłopak wskazał na siebie palcem, ja stanęłam jak wryta. Posprzątał całe mieszkanie w zaledwie dwie godziny?! Spojrzałam na zegarek aby sprawdzić ile czasu dokładnie minęło odkąd wyszłam pobiegać.
- Widzę, że Gaba ma konkurenta w walce o złotą miotłę...
- Co takiego?- zapytał zdziwiony, a ja machnęłam ręką urywając temat.
- Mniejsza z tym. Masz coś dzisiaj ważnego do roboty?
Loczek wzruszyła ramionami i podrapał się po głowie chwilę się zastanawiając.
- Raczej nie. Liam nie marudził od rana, że mamy się gdzieś pojawić, więc pewnie mamy dzisiaj wolne.
- Świetnie!- klasnęłam uradowana w dłonie. Uradowana? Co się ze mną dzieje?!- Chcesz mi w takim razie pomóc w przygotowaniu przeprosin Nialla dla Gaby?
Co ja do cholery wyprawiam?! Czy ja właśnie poprosiłam go o pomoc w przygotowaniach tego, jakże ważnego wydarzenia w życiu mojej przyjaciółki i jej nowego chłopaka? To nie jest sarkazm. "Może w końcu zmądrzałaś?" Jak my się dawno nie słyszeliśmy... "Czas najwyższy na mój wielki powrót" Jeszcze jedno słowo i... "I?" Nienawidzę Cię. "Po prostu twój mózg zaczyna dogadywać się z twoim sercem" Świetnie. Tego mi było trzeba. "A żebyś wiedziała!"
- Jasne. Co mam zrobić?
Jego głos wyrwał mnie ze słownych potyczek z moją irytującą podświadomością. Przygryzłam wargę próbując podjąć ostateczną decyzję czy dobrze robię, ale jak się okazało mój mózg faktycznie zaczął dogadywać się z tym nieznośnym narządem w mojej klatce piersiowej, które ostatnio lubi mieszać mi w głowie:
- Dam ci listę zakupów i jeśli to nie problem chciałabym żebyś wybrał się po nie z Alex'em. Potem przywieźlibyście je do "27", a dalej już sobie sama poradzę.
- O której mam się z nim spotkać?
- Wpadnie tu za dziesięć minut, więc możesz zacząć się szykować- poinformowałam go, a on przytaknął kierując się do przedpokoju. Podałam mu kartkę z rzeczami do kupienia, sprawdzając jeszcze raz czy o niczym nie zapomniałam.
- Co tu jest napisane?- spytał wskazując palcem na jedną z pozycji.
- Groszek- odpowiedziałam wywracając oczami- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Ej! To nie moja wina, że bazgrzesz jak kura pazurem- bronił się.
- Właśnie dlatego jedzie z tobą Alex. On nie będzie miał z tym problemu. Lepiej niczego nie zapomnijcie, bo inaczej moje menu legnie w gruzach.
- Spokojna głowa- uśmiechnął się szeroko, a ja cicho westchnęłam.
Nie wiem czy taka spokojna...
Alex przyjechał punktualnie, dzięki czemu nie musiałem długo na niego czekać przy okazji marznąć na dworze. Pośpiesznie wsiadłem do samochodu zajmując miejsce pasażera. Wymieniliśmy uścisk dłoni, a chłopak szeroko się do mnie uśmiechnął.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że ze mną jedziesz. Nienawidzę zakupów i gdyby nie to, że Kate jest moją przyjaciółką to w życiu bym się nie zgodził.
- W takim razie świetnie się składa, bo dla mnie to nie jest aż takie wyzwanie- odwzajemniłem jego gest, a on spojrzał na mnie jak na kosmitę.
- Skądś ty się wziął?!
- Z Holmes Chapel- zacząłem się śmiać widząc przerażenie w jego oczach i odpowiedziałem po chwili zastanowienia- Tak. Na pewno stamtąd.
- Zabawny jesteś- blondyn zerknął na mnie przez moment kątem oka, po czym ponownie skupił swój wzrok na drodze- To dobrze. Kate lubi zabawnych ludzi.
Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc czemu akurat o niej wspomniał.
- Jeśli zastanawiasz się teraz czemu to powiedziałem to odpowiedź jest prosta. Na kilometr widać, że dziewczyna ci się podoba. Zauważyłem to już pierwszego dnia kiedy się poznaliśmy. Twoja mina gdy mnie przytuliła na powitanie...- ponownie obrócił twarz w moją stronę gdy stanęliśmy na czerwonym- Bezcenna! Gdyby wzrok mógł zabijać już dawno wąchałbym kwiatki od spodu- zażartował wrzucając jedynkę i ruszając z miejsca.
Nie wiem czy powinienem się ucieszyć z jego odpowiedzi. Skoro nawet on to zauważył po zaledwie kilku minutach, to jakie jest prawdopodobieństwo, że sama Kate nie zdaje sobie sprawy z tego co do niej czuję? W sumie sam nie wiem jak zdefiniować to co dzieje się ze mną gdy tylko ją zobaczę, nie wspominając już o tym kiedy jestem obok niej. Jest tego świadoma? Czy ja też mam na nią taki wpływ, a jeżeli tak to czemu nie pozwala mi zbliżyć się do siebie?
- Harry?- usłyszałem swoje imię, przez co oderwałem się od moich wewnętrznych rozterek- Wszystko w porządku?- Alex przyglądał mi się uważnie, sprawdzając czy nic mi nie jest.
- Tak- wykrzywiłem usta w coś co miało przypominać uśmiech- Po prostu się zamyśliłem.
- Ciężko się skupić na czymkolwiek innym, gdy w głowie krąży tylko jedno imię, prawda?- poklepał mnie po ramieniu jakby chciał dodać mi otuchy- Nie przejmuj się. Też tak miałem na początku gdy ją poznałem.
- To znaczy? Też ci się podobała?- zapytałem szybko, zanim zdążyłem ugryźć się w język.
- A więc jednak!- chłopak klasną uradowany w dłonie, a ja wywróciłem oczami- Właśnie przyznałeś mi rację!
- Chyba sam przyznasz, że ciężko powiedzieć, że nie jest atrakcyjna- próbowałem się jakoś wytłumaczyć, ale Alex już wiedział swoje.
- To nie podlega negocjacjom, ale cieszę się, że potwierdziłeś moją tezę.
- Odpowiesz mi w końcu na moje pytanie?
- Już, już! Tylko się nie denerwuj...- szturchnął mnie w ramię w momencie gdy stanęliśmy na parkingu- Uważam, że Kate jest bardzo atrakcyjna, ale nie mógłbym z nią być. Nie jest w moim typie- sięgnął po koszyk przy wejściu i ruszył w kierunku półek z przyprawami.
- Czyli podoba Ci się, ale nie chciałbyś z nią być?
- Oj Harry...- pokręcił z politowaniem głową- Pewnie, że bym chciał. Tyle tylko, że musiałaby zmienić płeć- uśmiechnął się do mnie, a ja na chwilę przystanąłem, otwierając szeroko oczy- Nie strzelaj mi tu takich min- pogroził mi palcem, ale wiedziałem, że to tylko żart- Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jestem pierwszym gejem, którego poznałeś?
- Właściwie to tak- przyznałem, ciągnąc koszyk do następnego działu z warzywami- Trochę mnie tym zaskoczyłeś.
- Serio? Myślałem, że się domyśliłeś. Chociaż szczerze powiedziawszy to sam byłem zaskoczony gdy doszedłem do takiego wniosku. Gdyby nie Kate pewnie dalej umawiałbym się z pustymi laskami i nie wiedział czemu nie sprawia mi to nawet najmniejszej przyjemności.
- A co ona ma do tego?
- Dzięki niej przyznałem się sam przed sobą kim naprawdę jestem i czego chcę od życia- uśmiechnął się pod nosem na to wspomnienie- Prawda jest taka, że ona wiedziała o tym wcześniej ode mnie. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbym się umawiać z chłopakami. Nie to żebym się przechwalał, ale nigdy nie miałem problemu z tym żeby skłonić jakąś dziewczynę do pójścia ze mną na randkę, więc było dla mnie oczywistym, że takie jest moje "przeznaczenie"- zrobił w powietrzu cudzysłów, podkreślając ostatnie słowo- Dopiero Kate sprawiła, że zacząłem brać inną opcję pod uwagę.
- Jak to się stało?- spytałem chcąc dowiedzieć się jak najwięcej. Skąd mogła to wiedzieć?
- Naprawdę chcesz tego słuchać?- zerknął na mnie po skreśleniu kolejnej rzeczy z listy zakupów. Kiwnąłem pewnie głową, a on ciężko westchnął- Dobra, ale musisz mi obiecać, że nie będziesz chciał mnie potem zabić.
- Czemu miałbym to zrobić?
- Powiedzmy, że metoda, którą zastosowała zapewne ci się nie spodoba- popatrzył na mnie pytającym wzrokiem, aby upewnić się, czy na pewno chcę usłyszeć tą historię. Z odrobiną niepewności przytaknąłem po raz kolejny, na co chłopak cicho westchnął, po czym zaczął swoją opowieść.
- Nigdy nie zapomnę tego dnia. Była to sobota, dwunasty kwietnia. Pogoda była wtedy nadzwyczaj ładna i dalej żyjąc w przekonaniu, że to w ramionach dziewczyny znajdę miłość swojego życia, zaprosiłem Kate na randkę.
Przystanąłem na środku sklepu, a Alex zaczął się śmiać widząc moje zdziwienie pomieszane z nutką zazdrości.
- Mówiłem, że może ci się to nie spodobać- zaznaczył przypominając mi swoje wcześniejsze ostrzeżenie- Mam kontynuować?- brak odpowiedzi uznał za "tak" i zaczął mówić dalej- Byłem bardzo zadowolony gdy od razu się zgodziła. W końcu kto by nie był? Gdy taka laska chce się z tobą umówić, to tak jakbyś wygrał co najmniej milion w lotto.
Musiałem przyznać mu rację. Oddał bym nawet dziesięć milionów jeśli mógłbym spędzić z nią jeden romantyczny wieczór. Szybko się otrząsnąłem, zanim znów zagłębiłem się w swoich myślach i słuchałem dalej jego opowieści.
- Wszystko było perfekcyjne zaplanowane. Przyjechałem pod jej kamienicę piętnaście minut wcześniej żeby się nie spóźnić, po drodze zahaczając o kwiaciarnię i kupując bukiet czerwonych róż. Kiedy zbliżała się siódma, poszedłem po nią na górę. Oczy omal nie wyszły mi z orbit gdy zobaczyłem ją w koktajlowej, czerwonej sukience na jedno ramię. Notabene był to pierwszy i ostatni raz kiedy widziałem ją w takim stroju. Ale wracając do tematu...- upomniał sam siebie, dzięki czemu ja nie musiałem tego robić- Zabrałem ją do najlepszej restauracji jaką znałem. Zarezerwowałem stolik w kącie sali, abyśmy mieli chociaż odrobinę prywatności. Wieczór był naprawdę wspaniały. Jeszcze z nikim nie rozmawiało mi się tak dobrze jak z nią. Poruszyliśmy chyba każdy możliwy temat, co jakiś czas śmiejąc się ze swoich żartów. Po kolacji postanowiliśmy się przejść nie chcąc kończyć za szybko naszej randki. Naprawdę nigdy nie bawiłem się tak dobrze jak wtedy. W pewnym momencie zebrałem się w sobie i powiedziałem Kate, że bardzo ją lubię, a ona kompletnie mnie zaskoczyła gdy bez słowa od tak pocałowała mnie. Nie był to zwykły całus w policzek, tylko naprawdę namiętny pocałunek.
Faktycznie nie podoba mi się tak historia pomimo tego, że wiem iż to nic nie znaczyło. Alex najwyraźniej zauważył moje niezadowolenie i postanowił darować sobie dokładny opis jego zbliżenia z dziewczyną.
- Jednak nie to zaskoczyło mnie najbardziej. Nawet nie wiesz w jakim szoku byłem kiedy zapytała się mnie czy cokolwiek poczułem gdy to zrobiła. Chwilę mi zajęło zanim przyznałem, że nie było to nic więcej oprócz zaskoczenia. Myślałem, że powie mi, że jestem okropny skoro zaprosiłem ją na randkę, a teraz twierdzę, że nic do niej nie czuję. Tymczasem ona wprost oświadczyła mi, że jej zdaniem byłoby inaczej gdyby na jej miejscu stał jakiś chłopak.
- Naprawdę tak powiedziała?- wtrąciłem się mu w słowo, nie mogąc uwierzyć, że była aż tak bezpośrednia.
- Tak. Na początku zaprzeczałem, ale jak zwykle nie dawała za wygraną. Uparciuch...- westchnął, a ja nie mogłem się z nim nie zgodzić. Co jak co, ale to, że jest uparta jak osioł nie podlega żadnym negocjacjom- Chcą udowodnić mi swoją rację zrobiła coś, co sprawiło, że pierwszy raz stwierdziłem, że jest mocno popieprzona.
- Co takiego?- chyba powinienem przygotować się na jakąś bombę.
- Zabrała mnie do klubu. Jak się szybko okazało nie był to zwykły klub, tylko taki dla homoseksualistów. Błagałem żebyśmy stamtąd wyszli, ale ona pozostawała nieugięta. Powiedziała, że dopiero kiedy będzie na sto procent pewna, że się myliła pozwoli mi iść do domu.
- I co stało się potem?
- Jak na popieprzonego człowieka przystało tak mną zakręciła, że nawet nie wiedziałem kiedy, a tańczyłem z mega przystojnym brunetem. Miał na imię Sam. Nie mogłem uwierzyć, że to robię, a co najważniejsze, że mi się podobało. Żebym nie czuł się źle Kate dołączyła do szalejącego tłumu wyrywając jakąś blondynkę.
- Słucham?!- niemal krzyknąłem słysząc tą informację. Alex zaczął się głośno śmiać widząc moją reakcję. Na szczęście zdołał się opanować zanim ktoś pomyślał, że jesteśmy nienormalni.
- Lepiej nie będę ci opowiadać co jeszcze tam robiła- puścił do mnie oczko i zanim zdążyłem się zapytać co miał na myśli, zaczął mówić dalej- Ostatecznie skończyłem wieczór z numerem Sama zapisanym na klatce piersiowej i wielkim uśmiechem na ustach. Od tamtej chwili wiedziałem co jest dla mnie, a co nie. Najważniejsze jednak było to, że miałem wsparcie Kate kiedy zdecydowałem się ogłosić to oficjalnie.
- Jak zareagowali twoi rodzice?
- Na początku nie mogli się z tym pogodzić. Co więcej wyrzucili mnie na kilka dni z domu.
- I co wtedy zrobiłeś?
- Udałem się po pomoc do Kate. Wtedy byłem na nią wściekły, że pomogła mi przyznać się przed samym sobą kim jestem. Pojechałem do jej mieszkania i zwyzywałem ją od góry do dołu, a ona zamiast zatrzasnąć mi drzwi przed nosem mocno mnie do siebie przytuliła i pozwoliła zostać do czasu, aż nie pogodzę się z rodziną.
- Jak to się skończyło?
- Na szczęście doczekałem się happy endu. Po dwóch tygodniach nocowania u niej, odważyłem się wrócić do domu i porozmawiać z rodzicami. Oczywiście towarzyszyła mi przy tym, bo bez niej w życiu bym się na to nie zdecydował. Co prawda nie zrobiła nic oprócz siedzenia obok mnie i trzymania za rękę, ale to wystarczyło aby dodać mi odwagi.
Przetwarzałem w głowie to co przed chwilą usłyszałem. Mimo tego, że Kate uważana jest raczej za zimną sukę niż za kogoś miłego i przyjaznego, wiedziałem, że ma w sobie dużo dobroci, ale to przeszło moje najśmielsze przypuszczenia. Nie znam drugiej takiej osoby, która zrobiłaby tak dużo dla drugiego człowieka bez niczego w zamian.
- Czy ona kiedykolwiek przestanie mnie zaskakiwać?- zapytałem sam siebie, ale jak się okazało Alex postanowił pomóc mi znaleźć odpowiedź.
- Nie liczyłbym na to- odparł poważnie- Właśnie za to ją kocham.
- Kochasz?
- Jeśli jeszcze nie zauważyłeś, Kate należy do grupy osób, które albo kochasz albo nienawidzisz. Ja jestem za tą pierwszą opcją. A ty?
Popatrzyłem na niego niepewnie. Sytuacja między nami jest o wiele bardziej skomplikowana niż mu się wydaje. Z jednej strony ta dziewczyna irytuje mnie i wkurza jak nikt inny, ale jednocześnie nie chciałbym aby na jej miejscu stanął ktoś inny. Nie wiem co zrobię gdy nasza współpraca dobiegnie końca.
Udaliśmy się po ostatni produkt z jakże długiej listy, którą dała nam Kate. Był to nieszczęsny groszek, którego byśmy nie kupili, bo nawet Alex miał problem z odczytaniem co było nabazgrane na kawałku papieru. Zastanawiając się nad wyborem jednej z tysiąca firm, która oferowała puszki z tym oto warzywem, usłyszałem za moimi plecami znajomy głos, który powodował, że dłonie mimowolnie zaciskały mi się w pięści, a ciśnienie podskakiwało do zdecydowanie za wysokich wartości.
- Proszę, proszę! Kogo moje oczy widzą!- niechętnie obróciłem się na pięcie i stanąłem twarzą w twarz z Kylem- Jak my się dawno nie widzieliśmy!
- Nie tęskniłem- odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby. Na szczęście Alex postanowił, że lepiej będzie jak on przejmie stery.
- Cześć Kyle- wymienił z nim krótki uścisk dłoni. Brunet chciał zrobić to samo ze mną, ale ja nawet nie drgnąłem. Moje zachowanie skomentował bezczelnym, sztucznym uśmiechem. Najwyraźniej jednak nie zrozumiał mojej aluzji, bo postanowił urządzić sobie ze mną małą pogawędkę.
- Słyszałem Harry, że razem ze swoim zespołem byliście w Szwecji. Co więcej towarzyszyła wam Kate.
- Zgadza się. Byliśmy ponad tydzień w Sztokholmie- odpowiedziałem, zastanawiając się w międzyczasie po co ja się w ogóle odzywam.
- Ponad tydzień sam na sam? Musiało być ciekawie...- zagwizdał, a ja postanowiłem tego nie skomentować. Dla niego też lepiej by było gdyby się zamknął- Opowiadaj. Zaliczyłeś ją w końcu?- spytał, zakładając ręce na piersi. Powinien dziękować niebiosom za to, że jego kolega jest obok i znajdujemy się w miejscu publicznym, bo inaczej skończyłby ze złamanym nosem.
- Zamknij się- ostrzegł go blondyn stojący obok mnie, gdy zauważył jak ostatkami sił staram się opanować.
- O co ci chodzi? Tylko pytam, czy Harry w końcu znalazł sposób aby dobrać się do jej majtek. Założę się, że byłby o wiele mniej nerwowy gdyby nie musiał wyobrażać sobie Kate wijącej się pod jego ciałem tylko faktycznie...
Urwał żeby uniknąć ciosu, który w niego wymierzyłem. Alex zacisnął ręce na moich ramionach i odsunął mnie od niego. Nie sądziłem, że jest aż tak silny kiedy powstrzymywał mnie od obicia tej przemądrzałej twarzyczki.
- Mówiłem Styles. Powinieneś znaleźć sposób aby dać upust swoim emocjom- dodał widząc, że jest bezpieczny.
- Wierz mi, że zaraz to zrobię!- spróbowałem jeszcze raz wyrwać się z mocnego uścisku, który mnie obejmował, ale po raz kolejny nie dałem rady.
- Czy ja czasem nie powiedziałem, że masz się zamknąć?!- przyjaciel warknął na niego, a ten uniósł ręce w geście obronnym.
- Już nic nie mówię!- uśmiechnął się szyderczo- Niestety chłopaki nie mam całego dnia na pogaduszki z wami. Mam kilka ważnych rzeczy do załatwienia. Żegnam- ukłonił się lekko i ruszył w kierunku wyjścia. Miałem nadzieję, że to koniec, ale on oczywiście musiał coś dodać- Harry chyba nie będziesz miał nic przeciwko jeśli ja zajmę się Kate, skoro ty nie możesz sobie z nią poradzić?
- Nawet nie waż się jej tknąć!- krzyknąłem, na co zaczął się głośno śmiać.
- Nie mam takiego zamiaru. To ona będzie dotykać mnie- puścił do mnie oczko, a Alex po raz kolejny musiał zapobiec rozlewowi krwi.
Klub "27"
Kolejny raz zerknęłam na zegarek. O ile wszystko pójdzie po mojej myśli, Gaba powinna się pojawić za nieco ponad dwie godziny, a Alexa ze Styles'em jak nie było tak nie ma. Ile można kupować puszkę groszku?! Na dodatek wszystko idzie mi sto razy wolniej przez moją małą kontuzję. Teoretycznie miał pomagać mi Niall, ale jest tak zestresowany, że przy pierwszej próbie nakrycia do stolika potrzaskał kilka talerzy. Po tej akcji wysłałam go na scenę, żeby przećwiczył jeszcze raz piosenkę, którą zaśpiewa gdy jego dziewczyna wejdzie do środka, jeśli chcą zjeść kolację jak cywilizowani ludzie, a nie podłogi. Poza tym jeszcze tego by mi brakowało żeby mu się coś stało. Wtedy cały plan ległby w gruzach.
Już miała dzwonić do chłopaków, aby dowiedzieć się gdzie są, kiedy weszli do głównej sali.
- Dłużej się nie dało?!- założyłam ręce na piersi mierząc ich groźnym wzrokiem.
- Spotkaliśmy kogoś w sklepie i trochę nam zeszło- tłumaczył się tajemniczo Alex, zerkając kątem oka na Stylesa, który wyglądał jakby ktoś naprawdę porządnie go wkurzył.
- Kogo?
- Nie ważne- machnął ręką blondyn, niemo prosząc abym dała spokój. Postanowiłam go posłuchać i darować sobie dalsze śledztwo. Miałam teraz ważniejsze sprawy na głowie.
Poprosiłam chłopaków, żeby zanieśli zakupy do kuchni. Zaskoczyło mnie, że przywieźli aż siedem siatek. Jak się szybko okazało postanowili kupić coś sobie w zamian za pomoc. Naprawdę zaczynam wątpić w ludzką bezinteresowność.
- Bardzo chętnie bym ci dalej pomógł, ale niestety muszę pojawić się dzisiaj na rodzinnej kolacji- oznajmił z grymasem na twarzy Alex, wypakowując wszystkie rzeczy.
- To co ty tu jeszcze robisz? Leć już!- wygoniłam go z kuchni i po krótkim pożegnaniu wróciłam z powrotem z zamiarem przygotowania zaplanowanego wcześniej menu.
Weszłam do środka i zobaczyłam Styles'a stojącego przy stole, opróżniającego resztę reklamówek.
- Ty też już możesz iść- poinformowałam go sięgając po wielką patelnię. Nie sądziłam, że jest aż taka ciężka, więc upuściłam ja na ziemię z wielkim hukiem. Chłopak aż podskoczył, a Niall przybiegł sprawdzić co się stało.
- Wszystko w porządku?- spytał z lękiem w oczach. Ostatni raz widziałam go takiego zestresowanego kiedy miał po raz pierwszy zaprezentować przede mną swoje umiejętności wokalne.
- Jasne. Tylko patelnia wyślizgnęła mi się z ręki. Wracaj ćwiczyć- uśmiechnęłam się do niego uspokajająco i zanim zdążyłam się schylić, loczek odkładał już naczynie na kuchenkę.
- Może jednak ci pomogę?- zaproponował, ale ja pokręciłam przecząco głową.
- Dam sobie radę- zapewniłam go, co wywołało nikły uśmiech na jego twarzy. Szepnął coś dla mnie niezrozumiałego pod nosem i podał mi słoik z koncentratem pomidorowym- Otwórz.
- Co?- zmarszczyłam czoło, nie wiedząc do czego zmierza.
- Jeśli poradzisz sobie sama z otworzeniem tego słoika, wyjdę i nie będę się wtrącał. Jeśli nie zostaję i pomagam przyrządzić kolację dla Gaby i Nialla.
Przechyliłam głowę i przyglądałam mu się przez chwilę. Stał swobodnie, opierając się o blat i czekał aż zrobię to o co mnie poprosił. Choć prędzej można byłoby to podpiąć pod rozkaz czy szantaż. Wzięłam od niego słoik i zastanawiałam się jak mam to niby zrobić. Obolałą ręką powoli objęłam zakrętkę i próbowałam ją mocno ścisnąć, ale nie był to na tyle mocny uścisk żebym dała radę ją odkręcić. Zamiast tego na mojej twarzy pojawił się grymas bólu i syknęłam cicho nim Styles zabrał mi koncentrat.
- Widzisz? Nie poradzisz sobie sama.
- Przed chwilą udekorowałam całą salę. Oczywiście, że dam sobie radę- odparłam- Poza tym w razie czego poproszę Horana o pomoc- dodałam, a brunet zaczął się głośno śmiać.
- Proszę cię! On jest w takim stanie, że wody by nie umiał zagotować. Lepiej nie dawać mu dzisiaj do ręki żadnego noża, bo sobie chłopak jeszcze palce poodcina.
Co racja to racja. Blondynek nie nadawał się dzisiaj zupełnie do niczego. Zaczynałam się obawiać jak uda mu się zaśpiewać przed Gabą kiedy ją zobaczy. Mam nadzieję, że kilka głęboki wdechów i zrobi to co do niego należy.
Popatrzyłam jeszcze raz na Styles'a i cicho westchnęłam zanim zaczęłam mu mówić co nasza mała kuchnia ma dzisiaj w karcie.
- Jako przystawkę podamy gorące pomarańcze z czekoladą. Danie główne to faszerowana pierś kurczaka z miętą i fetą w sosie pomarańczowym, a na deser czekoladowe brownie z owocami i lekkim kremem. Do picia tradycyjnie wino.
- Chcesz przygotować to wszystko w dwie godziny?
- Dokładnie to w godzinę i pięćdziesiąt minut, ale przecież skoro mam ciebie do pomocy to chyba nic trudnego, prawda?
Chłopak spojrzał na mnie podejrzliwie i po chwili mierzenia mnie uważnym wzrokiem uniósł do góry lekko jeden kącik ust i uśmiechnął się szelmowsko.
- W takim razie zaczynajmy.
Nie sądziłam, że gotowanie z kimkolwiek u boku może być takie przyjemne. Zawsze gdy pozwalałam Gabie pomóc mi przy obiedzie kończyło to się obrażoną miną i wywaleniem jej z kuchni. Na szczęście wszystko wracało do normy po pierwszym kęsie drugiego dania. Ze Styles'em pracowało mi się o wiele lepiej, przynajmniej dopóki nie zaczął się wtrącać i na siłę przekonywać mnie, że lekkie poprawki udoskonaliłyby moje przepisy.
- Nie sądzisz, że powinnaś dodawać nieco więcej mięty do tego kurczaka. Wtedy smak byłby o wiele bardziej wyrazisty, a tak to będzie czuć tylko fetę z zielonym czymś w środku.
Oparłam ręce o blat i wzięłam głęboki oddech.
- Od kiedy to z ciebie taki Gordon Ramsay?- spytałam poirytowana- Ja jestem odpowiedzialna za sukces tej kolacji, więc to ja decyduję ile mięty będzie w farszu. Poza tym spróbowałeś go chociaż, że wiesz, że jest niedobry?
- Nie powiedziałem, że jest niedobry, tylko że mógłby być lepszy gdybyś...
- Och zamknij się!- rzuciłam ścierkę na stół i odkroiłam kawałek nieszczęsnego kurczaka, o który toczył się na spór. Nabiłam go na widelec i podeszłam do bruneta, który nie wiedział co mam zamiar zrobić z widelcem w mojej dłoni- Spróbuj, a później komentuj.
Zamiast wziąć ode mnie sztuciec, nachylił się lekko i skosztował podany przeze mnie kawałek. Jego wzrok ani na moment nie opuścił moich oczu kiedy rozkoszował się delikatnym smakiem. Na koniec oblizał dolną wargę i leniwie się uśmiechnął mówiąc ochrypłym głosem:
- Miałaś rację. To jest idealne.
- W-wiem- zająknęłam się, próbując przestać wpatrywać się w jego pełne wargi.
- Myślę, że ty też powinnaś spróbować- wyjął mi widelec z dłoni i nabił na niego kolejny kawałek. Niepewnie otworzyłam usta kiedy podstawił mi go pod nos. Nie pozostawałam mu dłużna i również wpatrywałam się w niego zawzięcie kiedy delikatne mięso kurczaka, zmieszane w idealnych proporcjach z aromatyczną miętą i lekko słonawą fetą rozpływało się w moich ustach, doprowadzając podniebienie do ekstazy.
- Tak jak mówiłam. Perfekcyjne.
Atmosfera w kuchni zdecydowanie się zagęściła, a temperatura znacznie podskoczyła. Czułam jak robi mi się gorąco, oddech staje się nierówny, a serce zaczyna bić szybciej. Styles najwyraźniej odczuwał to samo, sądząc po tym jak jego klata piersiowa szybko opadała i unosiła się w górę. Zrobił jeden krok w przód, stając jeszcze bliżej mnie i zaczął delikatnie się pochylać ku mojej twarzy. Stałam jak skamieniała gdy jego usta dzieliły zaledwie milimetry od moich, kiedy do kuchni wszedł Niall.
- Jak wam idzie?
Jego głos podziałał na mnie jak kubeł zimnej body, w wyniku czego odskoczyłam od bruneta i spojrzałam na niego z przerażeniem.
- Świetnie!- odpowiedziałam zdecydowanie za szybko, a gdy obróciłam się w stronę blondynka, wyglądał na bardzo zaskoczonego tym co przed chwilą zobaczył. Wcale mu się nie dziwię. Sama nie mogę w to uwierzyć, że omal... Nie. Nie powiem tego.
- Czy ja wam czasem w czymś nie przeszkodziłem?-TAK!
-NIE!- krzyknęliśmy jednocześnie ze Styles'em przez co chłopak był jeszcze bardziej zdezorientowany- Oczywiście, że nie. Twojemu przyjacielowi wpadło coś do oka i musiałam mu pomóc- wymyśliłam pierwsze lepsze kłamstwo, w które nawet przedszkolak by nie uwierzył.
- Albo ktoś...- mruknął pod nosem Niall na tyle głośno, że go usłyszałam. Uniosłam wymownie brwi i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Czy ty czasem nie miałeś ćwiczyć piosenki dla Gaby?
- Miałem, ale gdy do niej zadzwoniłem żeby odwołać nasze spotkanie i usłyszałem smutek w jej głosie odechciało mi się wszystkiego i dopadła mnie depresja- westchnął i usiadł na krześle koło drzwi. Podeszłam do niego i klękłam przed nim, odsłaniając jego twarz, którą zasłonił dłońmi.
- Nic się nie martw. Obiecałam, że wszystko się uda, więc tak będzie. Zawsze dotrzymuję słowa- uśmiechnęłam się do niego pocieszająco- Idź się szykuj, a ja do niej zadzwonię żeby tu przyjechała.
Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni telefon i wybrałam numer przyjaciółki. Po kilku sygnałach usłyszałam jej zrezygnowany głos po drugiej stronie.
- Cześć pajacu!- przywitałam się z nią naszym stałym tekstem, ale nie była skora do żartów.
- Hej. Co tam?
- Co robisz? Jak spotkanie z Niallem?- spytałam udając, że nic się nie dzieje, niczego nie planujemy za jej plecami i generalnie nic nie wiem.
- Nijak. Musiał je odwołać, bo ma coś ważnego za załatwienia- wyjaśniła smutnym głosem, a mi serce się lekko zacisnęło słysząc w jakim jest stanie.
- Na pewno musiało być to coś ważnego- stanęłam w jego obronie, a Gaba zapewne przytaknęła wnioskując po ciszy w słuchawce- Może wpadniesz do "27"? Musiałam tu zrobić mały remanent i znalazłam pyszne wino. Przy okazji mogłybyśmy spokojnie porozmawiać o tym i o tamtym...
- Będę za pół godziny- zgodziła się, od razu się rozłączając.
- Gaba będzie za trzydzieści minut- poinformowałam chłopaków, chowając telefon z powrotem do kieszeni.
- Tak szybko?!- strach pojawił się na twarzy Horana i w momencie pobladł.
- Nie panikuj! Wszystko pójdzie świetnie. Idź na swoje miejsce i przećwicz piosenkę ostatni raz, a ja naszykuję resztę.
Poklepałam go po ramieniu i ruszyłam za nim na główną salę żeby pogasić wszystkie światła i cierpliwie oczekiwać na przybycie naszego gościa.
Cieszyłam się, że Kate zadzwoniła akurat w momencie kiedy wybierałam między pójściem do najbliższego baru się upić, a powrotem do domu i zakopania się po czubek głowy w pościeli. Koniec końców pewnie zdecydowałabym się na tą drugą opcję dodając do niej kubek lodów i popcornu jak bohaterki tych głupich seriali, które nie wiedzą co zrobić ze swoim życiem, ponieważ chłopak je rzucił. Ja co prawda nie miałam takiego problemu, ale wcale nie czułam się przez to lepiej.
Gdy dotarłam do klubu zaskoczył mnie fakt, że drzwi wejściowe były otwarte. Z reguły gdy przyjaciółka była tu sama zamykała się od środka żeby nikt nie mógł wejść. Jednak jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że wzdłuż korytarza prowadzącego do głównej sali pozapalane były małe świeczki, a na podłodze porozsypywane były płatki białych i czerwonych róż. Niepewnie weszłam do środka, a gdy zobaczyłam jak to miejsce się zmieniło zaprało mi dech w piersiach. Ze ścian zniknęły modernistyczne obrazy, a zamiast nich pojawiły się wielki obraz wieży Eiffla. Małe, białe lampki, które razem ze świeczkami oświetlały pomieszczenie, nadawały mu ciepła i uroku. Na środku stał jeden stolik, idealnie nakryty dla dwóch osób z małym pudełeczkiem na jednym z porcelanowych talerzy. Odwróciłam się w stronę sceny gdy usłyszałam dobiegający stamtąd szmer. Jeden z reflektorów został włączony, padając idealnie na sylwetkę... Nialla?! Chłopak stał na środku podestu, ubrany w czarne spodnie i białą koszulę rozpiętą lekko pod szyją i podwiniętymi rękawami. Trzymał przed sobą swoją gitarę i ciepło się do mnie uśmiechał. Ruchem ręki poprosił abym do niego podeszła, co od razu zrobiłam. Pomógł mi wejść na scenę i posadził na jednym z krzesełek znajdujących się na niej. Sam zajął drugie i po chwili przyglądania się sobie nawzajem w końcu się odezwał.
- Przepraszam za to, że odwołałem nasze dzisiejsze spotkanie, ale chciałem zrobić ci niespodziankę- wskazał ruchem głowy na wszystko dookoła, a gdy chciałam coś powiedzieć położył mi palce na ustach żeby mnie uciszyć- Poczekaj. Chciałem cię jeszcze przeprosić za to jak zachowałem się wtedy gdy spotkaliśmy te dwie dziewczyny. Nie wiem czemu szczerze nie przyznałem, że jesteś moją dziewczyną. Chyba byłem w szoku, że ktoś wie kim jestem i chce ode mnie głupi autograf. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy, a gdy tylko nadarzy się okazja będę się tobą chwalił przed całym światem i pokazywał jak bardzo mnie uszczęśliwiasz- ujął moją dłoń i pocałował jej wierzch- A teraz pozwól, że zaprezentuję ci moją pierwszą niespodziankę tego wieczoru.
Niall poprawił się na siedzeniu i oparł gitarę o swoją nogę. Wpatrywałam się w niego jak zaczarowana kiedy zaczął grać, a do moich oczu napłynęły łzy. Gdy je zauważył chciał przestać, ale szybko się uśmiechnęłam i niemo poprosiłam aby kontynuował. Nie mogłam uwierzyć, że zadał sobie tyle trudu, aby przygotować to wszystko dla mnie. Dokładnie wsłuchiwałam się w słowa piosenki, której nie rozpoznawałam, ale jej słowa trafiały prosto do mego serca, które wypełniało się coraz większą miłością skierowaną do blond chłopaka śpiewającego naprzeciwko mnie. Miałam nadzieję, że czuje dokładnie to co ja w tym momencie, ponieważ tak jak w tej piosence, ja również nie mogę oderwać od niego oczu, a świat, który nas otacza za każdym razem przestaje istnieć i mieć jakiekolwiek znaczenie gdy tylko jestem obok niego.
Gdy skończył i odłożył swój instrument rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam. Dałam upust swoim emocją przez co łzy szczęścia zaczęły spływać po moich policzkach, mocząc mu koszulkę. Czułam się taka bezpieczna i szczęśliwa w jego ramionach. Oplótł mnie wokół talii i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej chowając twarz w moich włosach.
- Przepraszam- powiedział cicho- Nie chciałem żebyś była smutna i płakała.
- Nie jestem smutna, tylko szczęśliwa- uśmiechnęłam się do niego i oparłam policzek o jego klatkę piersiową. Nie pozwolił mi długo trwać w tej pozycji, ponieważ chwycił mój podbródek i uniósł moją głowę do góry, abym znów niego spojrzała.
- Kocham cię- powiedział spokojnie patrząc mi prosto w oczy, a ja nie sądziłam, że mogę być szczęśliwsza niż do tej pory. Ujęłam jego twarzy w dłonie i przysunęłam ją bliżej do siebie szepcząc mu prosto w usta:
- Ja też cię kocham.
Niall uśmiechnął się delikatnie, po czym złączył nasze usta w długim, wypełnionym miłością pocałunku.
Nie mogłem się napatrzeć na dwójkę siedzącą przy stoliku i zajadającą się daniami przygotowanymi przeze mnie i Kate. Jeszcze nigdy nie widziałem Niall tak szczęśliwego. Uśmiechu, który nie schodził z jego twarzy, nie można porównać nawet z tym, który pojawił się gdy dostaliśmy informację, że Simon chce podpisać z nami kontrakt. Gaba wyglądała na równie zadowoloną, więc misję mogliśmy uznać za zakończoną sukcesem. Zerknąłem kątem oka na brunetkę obok mnie, która podobnie jak ja obserwowała ich z uwagą. Widać, że szczęście jej przyjaciółki sprawia radość również jej samej. Nagle poderwała się do góry i ruszyła w kierunku kuchni, szturchając mnie abym poszedł za nią. Wyjęła z lodówki dwa małe talerzyki i bez słowa podała mi deser, na którego widok aż ślinka zaczęła mi cieknąć. Posłusznie zaniosłem je do stolika, przy którym wrzała dyskusja na temat tego jaki to kurczak był wyśmienity. Na samo wspomnienie jego smaku i sceny z przed kilku godzin zrobiło mi się gorąco, a w głowie zaczęły krążyć nieprzyzwoite myśli. Mój gniew na Horana za to, że nam przerwał znów powrócił i miałem ochotę rzucić w niego ciastkiem.
- Czekoladowe brownie z owocami i kremem- oznajmiła Kate stojąca za moimi plecami, kiedy ja kłóciłem się sam ze sobą czy rozsmarować przysmak na twarzy przyjaciela czy nie.
- Uwielbiam je!- odparła uradowana Gaba kiedy zobaczyła co przed nią stawiam.
- Lepiej zabierze rękę zanim ci ja odgryzie- usłyszałem cichy szept jej przyjaciółki.
- Słyszałam!- dziewczyny pokazały sobie nawzajem języki, a my z Niallem zaśmialiśmy się cicho- Tak w ogóle to zastanawiam się czemu razem z Harry'm nie macie na sobie strojów kelnerów.
- Nie pozwalaj sobie za dużo, bo ci jeszcze zabiorę ten talerz sprzed nosa- ostrzegła ją Kate, a Gaba uśmiechnęła się do niej z rozbawieniem. Marne szanse żeby pozwoliła jej na to bez konieczności stoczenia walki.
- Chciałem się przebrać, ale doszedłem do wniosku, że gdybyś zobaczyła mnie jedynie w fartuszku zawiązanym na biodrach, rzuciłabyś tego tutaj bez zastanowienia i chciała uciec ze mną w nieznane- wskazałem palcem na przyjaciela, a ten posłał mi zabójcze spojrzenie- Niestety za bardzo go lubię żeby tak złamać mu serce, więc pozwolisz, że znajdę sobie inną ofiarę, a wam pozwolę żyć długo i szczęśliwie- mrugnąłem do niej okiem, a ona zachichotała pod nosem. Niallowi najwyraźniej nie spodobał się mój żart, bo zaczął rzucać we mnie serwetkami przed czym obroniła mnie Kate, ciągnąc mnie z powrotem do baru.
Wróciliśmy na swoje stare miejsca, a brunetka zaproponowała mi drinka w zamian za pomoc w przygotowaniach dzisiejszego wieczoru.
- Po pierwsze to nie ty tylko Niall powinien nam podziękować- zauważyłem- Poza tym gdy widzę jaki jest szczęśliwy nie potrzebuję niczego w zamian- zerknąłem jeszcze raz przez ramię na parę za mną i uśmiechnąłem się sam do siebie.
- Czy to nie zabawne, że ludzie gonią za pieniędzmi i sławą myśląc, że to uczyni ich życie lepszym i bardziej wartościowym?- spytała z powagą.
- To jest tragiczne, a nie zabawne- poprawiłem ją- Poza tym to przykre, że nie potrafimy dostrzec i docenić tego co już mamy. Może tak naprawdę nie potrzebujemy żeby cały świat nas kochał. Może wystarczy miłość jednej osoby.
Dziewczyna skupiła na mnie swój przeszywający wzrok, po czym odwróciła głowę i upiła duży łyk swojego napoju.
- Masz rację- przyznała ze smutkiem- Tyle tylko, że jak to zwykle bywa, łatwiej powiedzieć trudniej zrobić.
- Ale jeśli się już jest tego świadomym, to jest to mały krok naprzód.
- Chodzisz na jakieś korepetycje z filozofii?- spytała, patrząc na mnie zdziwiona. Po chwili ciszy zaczęliśmy się śmiać, ale szybko się opanowaliśmy nie chcąc przeszkadzać naszym gołąbeczkom.
- Chyba spędzanie czasu w twoim towarzystwie skłania mnie do takich refleksji na temat życia- odparłem.
- Powinnam to sobie wpisać do CV- zażartowała, a ja poparłem jej pomysł.
- Zdecydowanie. Na twoim miejscu zażądałbym podwyżki u Cowella.
- Zrobię tak zaraz po jego powrocie. Tymczasem dam mu się cieszyć wakacjami na Hawajach- westchnęła, wspinając się na bar i przechodząc na drugą stronę.
- Gdzie idziesz?- zapytałem zdezorientowany jej zachowaniem, gdy zaczęła iść w kierunku sceny.
- Zaraz się dowiesz- puściła do mnie oczko i weszła na niewielki podest.
Włączyła kilka urządzeń i przysunęła mikrofon bliżej pianina, które stało z tyłu sceny. Gabę i Nialla również zaciekawiło co się dzieje, ale nie musieliśmy długo czekać aby dowiedzieć się o co chodzi.
- Panie i Panowie, a właściwie mam na myśli waszą dwójkę, na której widok serce rośnie, a świat maluje się w różowych barwach- ruchem ręki wskazała na zakochanych, którzy stali wtuleni w siebie tuż przed sceną- Pozwólcie, że zacznę od dam. Tak więc Gaba... wiem, że ostatnio ciężko było nam się dogadać i to wszystko moja wina, ale mam nadzieję, że doskonale zdajesz sobie sprawę, że zrobiłabym dla ciebie wszystko. Jesteś dla mnie jak siostra i kocham cię najmocniej na świcie. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak wiele ci zawdzięczam, a świadomość tego, że nigdy nie będę w stanie chociaż w minimalnym stopniu ci za to podziękować dobija mnie każdego dnia. Dlatego też mam nadzieję, że spodobała ci się niespodzianka, którą przygotowaliśmy razem z Niallem, a w szczególności piosenka, której byłaś inspiracją. Skoro już wspomniałam o twoim chłopaku...- przerwała na chwilę i uśmiechnęła się do niego szeroko- Dziękuję za to, że się o nią troszczysz, a jej szczęście stawiasz przed swoim. Jednocześnie przyrzekam, że jeśli kiedykolwiek zobaczę jak płacze przez ciebie albo dowiem się, że ją skrzywdziłeś, nie masz co liczyć na moja litość. Znajdę cię nawet na końcu świata i poćwiartuję, a potem będę wspominać tą chwilę do końca życia za kratkami.
Przyjaciel przełknął głośno ślinę i popatrzał na dziewczynę przestraszony. Szczerze to wcale mu się nie dziwię, gdyż Kate była bardzo przekonująca w tym co powiedziała.
- Ale koniec gadania na dziś. Oto piosenka ze specjalną dedykacją dla waszej dwójki. Jak przed chwilą doszliśmy do wniosku razem ze Styles'em- nie ważne jest nic innego kiedy mamy koło siebie kogoś, kogo kochamy całym sercem, a nasza miłość jest odwzajemniona. Dokładnie tak jak w waszym przypadku- przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się skrzyżowały, po czym jej dłonie spoczęły na białych klawiszach- Tym razem to panie proszą panów- mrugnęła do swojej przyjaciółki i zaczęła grać.
Widziałem lekki grymas na jej twarzy gdy lewą ręką wykonywała jakkolwiek ruch, ale była tak skupiona na tym co robi, że udawało się jej ignorować bólu. Gabrysia zgodnie z jej poleceniem poprosiła Horana do tańca słodko się przy tym uśmiechając. Chłopak od razy objął ją ramieniem i przysunął do swojego ciała tak, że nie było między nimi nawet milimetra przerwy. Oboje byli wpatrzeni w siebie jak w obrazek i choćby przez klub przeszedł huragan, w tym momencie by go nie zauważyli. Ja skupiłem swój wzrok na dziewczynie przy pianinie, która co jakiś czas zerkała to na nich, to na mnie. Po raz kolejny nie mogłem się nadziwić jak doskonale potrafi dobrać utwór do danej sytuacji. Ponownie zatonąłem w swoich rozmyślaniach nad tym co do tej pory wydarzyło się między nami i zastanawiałem się co jeszcze nas czeka. Czasami miałem wrażenie, że już nic nie może popsuć naszej relacji, ale wtedy zawsze musiało się wydarzyć coś, co przekreśliło wszystko nad czym do tej pory oboje pracowaliśmy. Wsłuchałem się w słowa piosenki i złapałem się na tym, że sam śpiewam to co ona. Ciągle mnie zaskakiwało jak bardzo pragnę widzieć ją w takim stanie jak teraz, choćbym musiał ponieść za to wielką cenę. Jedyne czego nie mogłem przezwyciężyć to strach przed powiedzeniem tego na głos i przyznaniem się d wszystkiego co kryje się wewnątrz mnie przed nią. Bałem się, że to tylko pogorszy całą sytuację, a nie przeżyłbym gdybym decydując się na szczerość stracił nawet tak niewiele co mam teraz. Dlatego postanowiłem wstrzymać się z jakimikolwiek wyznaniami. Pytanie tylko- na jak długo?
Powinnam się przyzwyczaić, że razem z tym chłopakiem zawsze kończymy w podobnych miejscach i sytuacjach. Po raz kolejny Styles został ze mną w "27" żeby pomóc mi posprzątać. Dochodziła pierwsza w nocy kiedy skończyliśmy rozstawiać krzesełka na swoje miejsca i ściągać podobiznę wieży Eiffla ze ściany.
- Skąd wytrzasnęłaś ten obrazek?- spytał gdy górna część oderwała się i spadła na niego.
- Opłaca się mieć znajomości tu i tam. To akurat wypożyczyłam od kolegi Gaby ze studiów. Należy do jakiegoś kółka teatralnego i mieli coś takiego w magazynie. Z racji tego, że to ulubione miejsce Gaby pomyślałam, że idealnie się nada na ozdobę. Poza tym zajmuje dużo miejsca, więc nie musiałam się głowić co zrobię z resztą tej wielkiej ściany.
- Szkoda tylko, że nie wymyśliłaś sposobu jak to zdjąć bez zaplątania się- mruknął wydostając się spod sztucznej budowli i poprawiając włosy.
- Trzeba było mnie widzieć gdy to zawieszałam- na samo wspomnienie jak walczyłam o równowagę na jednym ze stolików, odechciało mi się dalszego sprzątania i usiadłam na moim ostatnim nabytku do klubu, czyli fioletowej, futrzanej kanapie.
- Zawsze możesz dokonać dla mnie małej prezentacji- poruszył wymownie brwiami, a ja pokazałam mu żeby popukał się w czoło- Zmęczona?
- Bardzo- odparłam szczerze. Loczek usiadł obok mnie i nie spuszczał ze mnie wzroku- Możesz przestać się na mnie gapić?- poprosiłam grzecznie, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Zamiast tego zebrało mu się na prowadzenie rozmów nocą.
- Alex opowiedział mi dzisiaj o tym jak pomogłaś mu uświadomić sobie co jest dla niego lepsze.
- Boże...- zakryłam twarz dłońmi i pokręciłam z niedowierzaniem głową- Serio powinieneś przestać chodzić na te korki z filozofii, bo twój dobór słów zaczyna mnie przerażać- próbowałam zmienić jakoś temat, ale nie dał się tak łatwo zmylić.
- Nie żartuj sobie teraz. Naprawdę jestem pod wielkim wrażeniem. W końcu nie każdy wybrałby się do klubu dla gejów i lesbijek żeby komuś pomóc, a na dodatek udawać, że jest się tej samej orientacji.
- Poza tym kto powiedział, że udawałam?
Jego mina- bezcenna. Już dawno nie widziałam kogoś tak zaskoczonego. Starałam się opanować, ale nie długo trwało zanim wybuchnęłam śmiechem, a Styles wywrócił oczami.
- Jak ja cię nienawidzę...- westchnął cicho. Te cztery słowa odbijały się echem w mojej głowie i nie mogła nic na poradzić na nieprzyjemne ukłucia w sercu.
- Ale chociaż trochę mnie lubisz?
Przeraziło mnie jak bardzo pragnęłam usłyszeć "tak", którego się nie doczekałam. Zamiast tego, brunet wstał i ciągnąc mnie za rękę poprowadził na środek parkietu. Zostawił mnie na chwilę samą, a sam podszedł do wierzy i zaczął coś przy niej majstrować. Gdy w końcu przestał, wbił we mnie swoje zielone tęczówki. Po chwili wpatrywania się w nie, spuściłam głowę w dół i pokornie czekałam na to co się wydarzy, nie będą pewna czego się spodziewać i co ze sobą zrobić. Z głośników zaczęło wydobywać się ciche brzmienie gitary, w momencie gdy chłopak położył dłoń na moim policzku i zmusił mnie abym na niego spojrzała.
- Będę cię lubił jeszcze bardziej jeśli zgodzisz się ze mną zatańczyć- uśmiechnął się i zjeżdżając swoimi rękami wzdłuż moich ramion, uniósł je do góry i zaplótł sobie wokół karku. Sam objął mnie w mocno w talii i przyciągnął bliżej, a ja oparłam twarz o jego klatkę piersiową. Słyszałam jak serce bije mu nieco szybciej w takim samym tempie jak moje.
- Co dokładnie powiedział ci Alex?- spytałam odrywając się nieco od jego ciepłego ciała.
- Że zabrał cię na randkę, pocałował, potem poszliście do klubu, a gdy postanowił się ujawnić, cały czas byłaś przy nim i go wspierałaś.
- Widzę, że nie pominął niczego- uśmiechnęłam się przypominając sobie tamten okres zupełnie jakby było to wczoraj.
- To niesamowite co dla niego zrobiłaś- powiedział z uznaniem w głosie.
- Postąpiłam tak jak każdy powinien- wzruszyłam ramionami, będąc przekonana, że to nic wielkiego.
- Ale ty pierwsza mu pomogłaś- upierał się przy swoim- Nikt wcześniej nie zawracał sobie głowy tym, dlaczego nie potrafi się właściwie zakochać.
- Nie sądzę...
- Nawet nie zaczynaj jeśli nie chcesz się dzisiaj ze mną kłócić- ostrzegł mnie ostrym tonem. Następna kłótnia to ostatnie o czym w tym momencie marzę.
- W takim razie chyba powinnam ci w końcu podziękować- zmieniłam temat na taki, który wcale nie wydawał mi się lepszy.
- Mówiłem już, że nie musisz...- przerwałam mu, kładąc palec na jego wpółotwartych ustach.
- Nie będę ci dziękować za to, że mi dzisiaj pomogłeś, tylko za to, że udało ci się mnie uspokoić podczas lotu do Londynu. Dokonałeś tego jako pierwszy, więc... dziękuję.
Odetchnęłam głęboko, a Styles patrzył na mnie z zamyśleniem wymalowanym na twarzy.
- Nie ma za co- odezwał się w końcu i odgarnął moje włosy, wtulając się w zagłębienie mojej szyi. Momentalnie zaczęłam chichotać gdy jego ciepły oddech łaskotał moją wrażliwą skórę- Co się tak śmieszy?- zapytał, szepcząc mi do ucha.
- Łaskoczesz mnie gdy to robisz.
- Doprawdy?- spojrzał na mnie z rozbawieniem tańczącym w jego oczach- Pozwól, że to sprawdzę...
Próbowałam mu się wyrwać gdy zbliżył usta do mojej szyi i zaczął delikatnie w nią dmuchać, jednak jego silne ramiona objęły mnie jeszcze mocniej, nie pozwalając mi na ucieczkę. Droczył się ze mną chwilę dopóki nie zaczęłam go błagać żeby przestał.
- Proszę cię, wystarczy!- wydyszałam próbując się uspokoić i opanować napad śmiechu.
- Kiedy ja tak lubię ten dźwięk- odparł odrywając się od mojej skóry i patrząc na mnie z zadowoleniem.
- Znajdź sobie inny sposób aby doprowadzić mnie do takiego stanu- powiedziałam, a na jego twarzy zagościł ten łobuzerski uśmieszek- Albo lepiej nie- dodałam szybko co bardzo go rozbawiło.
- Lepiej uważaj czego sobie życzysz.
Skrzyżowałam nasze spojrzenia i wstrzymałam oddech gdy po raz drugi tego dnia jego usta zaczęły się zbliżać do moich. Dopiero gdy były dosłownie milimetr od moich chciałam się odsunąć przez co zastygł w miejscu.
- Nie rób tego- szepnęłam w jego nabrzmiałe wargi, a on zacisnął mocno powieki. Westchnął ciężko i oparł swoje czoło o moje.
- Obiecaj mi, że zaczniesz bardziej wierzyć w to, że jesteś dobrą osobą i nie pozwolisz traktować się jak przedmiot.
- Czemu...
- Po prostu mi to obiecaj- nakazał zaciskając boleśnie palce na mojej koszulce. Popatrzyłam na niego zaskoczona, ale zgodziłam się lekkim skinieniem głowy.
- Obiecuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)