15 czerwca 2013

18

Dom Savana

       Razem z Aną co chwilę wybuchaliśmy śmiechem kiedy Niall opowiadał nam o tym jak Kasia przyczyniła się do wyswatania go z Gabrysią. 
- A potem otworzyła drzwi i zapytała "No i jak tam moje gołąbeczki? Jaka decyzja?" 
- Nie chce sobie nawet wyobrażać jak my z Zaynem i Louisem wyglądaliśmy gdy zdaliśmy sobie sprawę, że ona wcale nie żartuje...- przebieg całego zdarzenia urozmaicał co chwilę Liam dokładając informacje ja to wyglądało z perspektywy reszty chłopaków.
- Nie wierzę, że znowu to zrobiła...- moja narzeczona kręciła z niedowierzaniem głową szeroko się przy tym uśmiechając. 
- Jak to znowu?- spytał zaintrygowany Tomlinson- Już kiedyś tak zrobiła?
Zerknąłem kątem oka na Anę i posłałem jej wesoły uśmiech przypominając sobie w jaki sposób oświadczyłem się tej cudownej kobiecie. 
- Wiecie... Zanim poznałem Kate, siedząca tutaj obok mnie niewiasta była już moją dziewczyną. Kiedy zaprzyjaźniłem się na dobre z waszą tekściarką opowiedziałem jej, że Ana to ta jedyna, ale boję się jej reakcji gdybym poprosił ją o rękę...
- Bałeś się?- narzeczona prychnęła pod nosem- Byłeś przerażony! Od tygodnia wiedziałam, że nosisz przy sobie pierścionek zaręczynowy, a kiedy niby przypadkiem zaczynałam temat małżeństwa Ty od razu go zmieniałeś!
- No dobra...- poddałem się unosząc do góry ręce- Owszem. Byłem przerażony. 
- Gdyby nie Kasia to w życiu byś mi się nie oświadczył i w końcu ja bym musiała to zrobić...- Ana założyła ręce na piersi robiąc obrażoną minę.
- Oj Kochanie...- nachyliłem się w jej stronę składając buziaka na policzku, a ona uśmiechnęła się do mnie promiennie rozluźniając swoją postawę i wtulając się w moje ramię.
- Dalej nie wiemy co miało znaczyć to "znowu".- Zayn zwrócił nam uwagę, że lekko zboczyliśmy z tematu.
- Pewnego dnia gdy byłem z Kasią na zakupach znowu zacząłem mówić, że obawiam się reakcji Any i nie wiem co mam robić. Dziewczyna jak zwykle rzuciła jedną ze swych życiowych rad mówiąc "Savan do jasnej cholery! Zrób to w końcu! Jak Ty tego nie zrobisz to ktoś inny Cię ubiegnie i tyle z tego będziesz miał. Weź się w garść i po prostu powiedz jej, że ją kochasz! Kochasz ją prawda?"- zacytowałem dokładnie słowa nastolatki, która choć młoda wiedziała o życiu i jego zasadach więcej niż niejeden dorosły w tym ja- Na koniec gdy przyznałem, że Ana to kobieta, z którą chcę się zestarzeć dodała zdanie, które od tamtego czasu jest jednym z naszych życiowych mott "Nigdy nie przegap okazji by powiedzieć komuś, że go kochasz"
 Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie tego jak opieprzała mnie na jednym z londyńskich targów i zerknąłem kątem oka na Harry'ego, który uważnie przysłuchiwał się mojej opowieści. Z resztą ktokolwiek zaczynał temat Kate chłopak od razu siadał prosto i zdawał się rejestrować dokładnie każde słowo. Nawet ślepy by zauważył jak bardzo interesuje go postać dziewczyny, która dla niego i pozostałych chłopaków była chodząca tajemnicą.
- Ostatecznie Kasia się wkurzyła i zorganizowała mały spisek razem z Gabrysią.
- I Tomkiem- narzeczona poprawiła mnie, a grymas na mojej twarzy dawał jasno do zrozumienia, że nie do końca byłem zadowolony z faktu iż chłopak też brał w tym udział.
- Umówiła się osobno ze mną i z Aną w jej mieszkaniu. Mnie zaprosiła pod pretekstem sprawdzenia jednej z jej piosenek, a Anę poprosiła o pomoc w matematyce. Gdy przyszedłem do niej Ana już tam była, siedząc w kuchni i popijając herbatę. Była równie zaskoczona moim widokiem jak ja jej. Nagle poczułem jak ktoś wpycha mnie do środka i zatrzaskuje za mną drzwi. Potem już było podobnie jak z Tobą i Gabrysią- wskazałem palcem na Horana- Gadka o tym, że nas nie wypuści dopóki się jej nie oświadczę i tak dalej...
Chłopaki zaczęli się śmiać, a Niall kręcił głową nie wierząc, że użyła "przeciwko" niemu i jego dziewczynie tego samego triku, który przetestowała na mnie i mojej narzeczonej. Jedynie Harry ze spuszczonym wzrokiem lekko się uśmiechał przygryzając przy tym dolną wargę. Mogłem się założyć, że teraz wyobrażał sobie siebie w takiej sytuacji, zamkniętego w jednym pomieszczeniu z obiektem jego nie do końca świadomych westchnień. To mogłoby być interesujące, ale na obecną chwilę pewnie skończyłoby się więzieniem dla jednego za zabicie drugiego...
- Naprawdę jej na Tobie zależy- usłyszałem cichy komentarz Loczka.
- To znaczy?
- Kate powiedziała mi, że nie wtrąca się w sprawy innych chyba, że są to jej najbliżsi- wyjaśnił, a ja dokładnie analizowałem jego słowa.
- Rozmawiałeś z nią?- spytałem nieco zdezorientowany, a Styles skinął twierdząco głową- Kiedy?
- Wczoraj wieczorem- odpowiedział bez zastanowienia po czym spojrzał na mnie przerażony - O kurde...
- Przecież miała lecieć na święta do Polski...
Harry nie wiedział gdzie podziać swój wzrok aby tylko na mnie nie patrzeć. Wstałem ze swojego miejsca i podszedłem do niego kładąc rękę na jego ramieniu.
- O której dokładnie z nią rozmawiałeś?
- Nie wiem... Wyszedłem od niej około dziesiątej...
Chłopcy wybałuszyli swoje gałki oczne na przyjaciela słysząc jego słowa.
- Byłeś u niej?- spytał zaskoczony Liam, a brak odpowiedzi został przyjęty jako "tak".
- Czyli jednak skorzystałeś z mojej rady...- Louis spojrzał na Loczka z chytrym uśmieszkiem na ustach, a ten zmierzył go groźnym wzrokiem.
Nie zwracając uwagi na napięcie jakie urosło między tą dwójką sięgnąłem po telefon i wybrałem numer mojej siostry. Po kilku sygnałach usłyszałem jej głos po drugiej stronie.
- Cześć braciszku. Co tam słychać?
- Czemu nie jesteś w Polsce?- bez ogródek postanowiłem przejść do sedna sprawy.
- Bo nie wsiadłam do samolotu?- spytała niby to retorycznie unikając odpowiedzi na moje pytanie.
- Nie rób ze mnie debila. Czemu nie poleciałaś z Gabrysią?
Cisza po drugiej stronie słuchawki wydłużała się kiedy czekałem na jej odpowiedź. Usłyszałem ciche westchnięcie,
- Jesteś u siebie?
- Tak.
- Będę za chwilę.
Kasia przerwała połączenie, a ja lekko zdenerwowany tym, że nie powiedziała mi, że zostaje w Londynie odłożyłem telefon na stolik. Wróciłem do obserwowania jak chłopcy przesłuchują Harry'ego w sprawie jego odwiedzin u ich kompozytorki.
- O czym rozmawialiście?- Niall szczerzył się jak głupi na wiadomość, że jego kumpel odważył się i wpadł z wizytą do dziewczyny.
- O wszystkim i o niczym...- udzielał jak najbardziej wymijających odpowiedzi- Zapytałem czy nas lubi...
- I co?!- cztery głosy wypowiedziały to samo zdanie jednocześnie, a ja sam zaciekawiłem się jaka była jej reakcja. Sam nigdy się o to nie zapytałem. Trochę obawiałem się, że nie darzy ich zbytnią sympatią kiedy ja uważałem ich za swoich przyjaciół. Wolałem pozostać w błogiej nieświadomości, ale skoro ktoś się już spytał...
- Powiedziała, że ta współpraca jest zupełnie inna niż te, które odbyła dotychczas, ale że nie jest aż tak źle. Sądzi, że to my się z nią męczymy, a nie ona z nami. Poza tym oznajmiła, że w głównej mierze robi to dla Savana bo ma u niego dług wdzięczności, a ona obiecała, że jeśli kiedykolwiek ją poprosi o wsparcie jakiegoś artysty zgodzi się bez wahania. Z tego co zrozumiałem to wybrałeś nas...
Harry odwrócił się w moją stronę i przekręcił głowę przyglądając się mi. Uśmiechnąłem się do niego i poczochrałem nieco jego bujne loki. 
- Naprawdę? Wybrałeś nas?- Lou otworzył szeroko oczy i szukał jakiegoś potwierdzenia na mojej twarzy. Lekko skinąłem głową.
- Czemu?- Zayn zmarszczył czoło jakby nie do końca rozumiejąc mój wybór. 
- Uważam, że na to zasługujecie. Jesteście niesamowicie i niezwykle utalentowani. Dzięki Kate na pewno osiągnięcie sukces jeśli będziecie się jej słuchali. Chcę żeby wam się udało, ponieważ traktuję was jak najlepszych przyjaciół, a przyjaciołom się pomaga. 
Dokładnie przejechałem po ich twarzach, a oni co chwila zerkali jeden na drugiego nie wiedząc co powiedzieć. Raczej nie byli gotowi na takie wyznanie z mojej strony. Jak zwykle pierwszy głos zabrał Liam.
- Dziękujemy i zrobimy wszystko żeby Cię nie zawieść- posłał mi szczery uśmiech i czekał aż reszta potwierdzi jego słowa. Każdy po kolei zgodził się z przyjacielem, a siedzący najbliżej mnie Harry wstał i mocno mnie uścisnął.
- Dzięki Savan. Za wszystko.
Po chwili dołączyła do nas reszta i tak trwaliśmy w grupowym uścisku do czasu kiedy usłyszeliśmy znajomy głos.
- Jak słodko...- Kasia stała w drzwiach salonu i patrzyła się na nas z lekkim obrzydzeniem- Wiecie co, trochę dziwnie to wygląda- lustrowała nas wzrokiem z góry na dół po czym przeniosła swój wzrok na Anę- Coś mnie ominęło?- spytała i klapnęła obok niej sięgając po garść orzeszków, które stały na stoliku.

       Odłożyłam telefon na bok doskonale zdając sobie sprawę z tego, że mam kłopoty. Szybko dokończyłam herbatę i zarzucając na ramiona kurtkę wyszłam z mieszkania. Zwykle gdy idę do Savana nie trudzę się złapaniem taksówki, ale wiedziałam, że jest wkurzony więc postanowiłam wybrać szybszy środek transportu niż moje nogi. Po kilku minutach byłam już pod jego domem. Bez zbędnych ceregieli weszłam do środka i udałam się do salonu gdzie spodziewałam się go zastać. Nie myliłam się. Stał koło kanapy, a wokół niego całe One Direction mocno go przytulało. 
- Jak słodko...- skomentowałam widok przede mną z lekkim sarkazmem robiąc przy tym krzywą minę- Coś mnie ominęło?- zwróciłam się w kierunku Any szukając jakiegoś wyjaśnienia dla zaistniałej sytuacji.
Savan odsunął się od obściskującej go piątki i ruszył w moim kierunku. Po jego minie widziałam, że nie jest w nastroju do żartów, więc darowałam sobie wszelkie docinki. Stanął nade mną chcąc przytłoczyć mnie swoją sylwetką i zmusić do mówienia prawdy. 
- Czemu nie jesteś w Polsce?- spytał niższym niż zwykle głosem.
- Bo jestem w Anglii- odpowiedziałam traktując to jako coś oczywistego i uznając jego pytanie za głupie. Nie spodobało mu się to.
- Ja nie żartuję. Czemu nie poleciałaś?
- Kto Ci powiedział, że zostałam?
Nie musiałam zadawać tego pytania. Doskonale wiedziałam kto mnie wydał. Wyjrzałam zza jego ciała i dostrzegłam chłopaka z kręconymi włosami, który pod wpływem mojego zimnego spojrzenia schował się nieco za plecami Louisa. Zaśmiałam się widząc jego reakcję i rzuciłam ze złością "Dzięki Styles". Wstałam z kanapy i chciałam wyminąć mężczyznę stojącego przede mną, ale mi na to nie pozwolił łapiąc mnie za przedramię.
- Odpowiedz.- rzucił krótko i uważnie mi się przyglądał.
- Nie miałam ochoty. Poza tym muszę coś zrobić...- moje wyjaśnienia nie zostały uznane za wystarczające, a Savan zmarszczył czoło pocierając o nie dłonią.
- Nie możesz zostać sama na święta...- jego głos nieco złagodniał, ale nadal był na mnie zły, że chciałam to przed nim ukryć.
- Mogę i taki mam zamiar.
- Nie- braciszek zmierzył mnie wzrokiem z nadzieją, że ulegnę.
- Już podjęłam decyzję.
- Przyjdziesz do nas- oświadczył nie przyjmując mojego sprzeciwu.
- Powiedziałam nie!- podniosłam głos i wyrwałam ramię z jego uścisku. 
- Nie pozwolę Ci być samej w święta! Nie zostawię Cię jak Tomek, który zapewne już siedzi w domku i czeka aż mama poda mu obiadek!
- On mnie nie zostawił! Skąd w ogóle taki pomysł?!- kompletnie wytrącił mnie z równowagi i czułam jak pomału tracę kontrolę. Chłopcy usiedli na przeciwnej stronie kanapy odsuwając się od nas, a Ana wstała i podeszła do swojego narzeczonego ściskając go za ramię jednocześnie szepcząc żeby przestał.
- Nie pieprz głupot Kaśka! Zostawił Cię i pewnie się nawet tym nie przejął!
- Kochanie uspokój się...- kobieta stojąca z nim pociągnęła go w swoją stronę, ale on nawet nie drgnął. Oboje byliśmy bojowo nastawieni, a jego ciągłe obrażanie mojego chłopaka dodatkowo podnosiło mi ciśnienie.
- Wyjechał i pewnie Ci nawet o tym nie powiedział. Założę się, że nie zadzwoni złożyć życzeń. Czy Ty jesteś ślepa? On na Ciebie nie zasługuje! Powinnaś być z kimś lepszym.
- A co Ty o nim wiesz?!- krzyknęłam głośno, a piątka siedząca na kanapie aż podskoczyła- Nigdy nie chcesz słuchać jak zaczynam o nim mówić! Starał się z tobą zaprzyjaźnić, ale Ty od razu go odtrąciłeś! Nie wiesz, że nie ocenia się ludzi po pozorach? Gdybym ja tak robiła w życiu nie namówiłbyś mnie do współpracy z nimi!- wskazałam palcem na zespół, a oni szeroko otworzyli oczy widząc, ze rozmowa schodzi na ich temat.
- To jest zupełnie inna sytuacja...- stwierdził.
- Wcale nie! Powiedz mi czemu Ty go tak nienawidzisz?! Tylko nie chrzań, że mnie źle traktuje...
- On do Ciebie nie pasuje!
- Poproszę jaśniej- skrzyżowałam ręce na piersi i czekałam, aż łaskawie wyjaśni mi o co mu tak naprawdę chodzi.
- Jak możesz być z kimś kto nie lubi muzyki? Nie pojmuję tego...
- Słucham?- nie wierzyłam w to co przed chwilą do mnie dotarło- Chcesz powiedzieć, że tylko dlatego, że nie przepada za muzyką powinnam się z nim rozstać?- patrzałam na niego z niedowierzaniem kręcąc głową- Ty chyba żartujesz...
- On Cię nie rozumie- twardo stawiał na swoim Kotecha.
- Czy Ty się słyszysz? Jakie to ma znaczenie? On też jest artystą! Maluje, fotografuje... Artystyczna dusza zawsze zrozumie drugą! 
- Sama mówisz, że zawsze jest wyjątek potwierdzający regułę- zauważył, bezczelnie używając moich słów przeciwko mnie.
- Wiesz co nie mam ochoty z Tobą rozmawiać na ten temat skoro jesteś taki uparty i nie masz zamiaru zmieniać swojego zdania. Nigdy więcej nie waż się powiedzieć, że Tomek mnie nie rozumie. Zna mnie od zawsze i to dosłownie. Wie o mnie absolutnie wszystko. Twoja wiedza na mój temat w porównaniu z jego jest nijaka- mówiłam dosadnie aby dać mu do zrozumienia, że jest w błędzie- A wracając do głównego tematu naszej rozmowy jeszcze raz powtarzam, nie przyjadę do Ciebie na święta i nawet nie próbuj mnie namawiać. Nie jesteś moim ojcem ani żadną rodziną żeby mnie do tego zmuszać. Nikt nie będzie mi mówił co mam robić! 
 Savan stał jak wryty słuchając mojego monologu. Ostatnie zdania wykrzyczałam i wcale nie zdziwiłabym się gdyby sąsiedzi zadzwonili na policję zawiadamiając o jakiejś awanturze w domu obok. Mężczyzna jedną rękę oparł na biodrze, a drugą zakrył oczy. Dopiero teraz zauważyłam, że Ana stoi za nim  z otwartą buzią starając się zasłonić ją ręką. Zaczęłam analizować to co powiedziałam, ale zanim zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało Kotecha ruszył w stronę drzwi wyjściowych rzucając przez ramię ciche "Myślałem, że jestem Twoim bratem..." i wyszedł z domu. Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam co zrobić. Ana podeszła do mnie i mocno mnie do siebie przytuliła nic nie mówiąc. Zerknęłam kątem oka na chłopaków. Czwórka z nich siedziała ze spuszczonymi głowami i zawzięcie bawiła się swoimi palcami wyraźnie starając się nie zwracać uwagi na to co się wydarzyło. Na pewno nie czuli się komfortowo przyglądając się temu wszystkiemu. Jedynie Styles uważnie mi się przyglądał i lekko uniósł lewy kącik ust do góry próbując dodać mi otuchy. Po chwili wstał i również wyszedł z domu bez słowa. 
- O mój Boże...- wydyszałam w końcu gdy odzyskałam zdolność mówienia. Chciałam ruszyć za moim braciszkiem, ale zostałam zatrzymana.
- Kasia zostaw...- Ana posadziła mnie na kanapie obejmując mnie ramieniem- Ochłonie trochę i wróci. 
- Ja...- nie wiedziałam jak dobrać słowa- Ja... N-nie chciałam... Nie t-to miałam na myśli... Ja tylko...
Jąkałam się próbując pozbierać swoje myśli. W końcu się poddałam i schowałam twarz w dłoniach opierając łokcie o uda. Nagle poczułam jak ktoś obejmuje mnie z drugiej strony. Podniosłam głowę i zobaczyłam siedzącego obok mnie Liama, który delikatnie ściskał moje ramię. Przede mną kucali Niall, Zayn i Louis. Ostatni z nich chwycił moje dłonie aby zapanować nad ich drżeniem. Patrzałam na ich twarze z szeroko otwartymi oczami nie wiedząc co się dzieje. Czemu byli dla mnie tacy mili? Przecież przed chwilą zwyzywałam ich przyjaciela, mentora, a oni klęczą tu przede mną i dodają mi otuchy. To chyba raczej za nim powinni pobiec tak jak zrobił to Styles, a nie użalać się nade mną. Mimo wszystko byłam im wdzięczna. Już dawno nikt nie obdarzył mnie takim gestem, tym bardziej ktoś obcy. 
  Nie wiem ile razy podchodziłam do okna i krążyłam po pokoju w oczekiwaniu aż Savan wróci do domu. Dochodziła czwarta popołudniu, a na dworze zaczęło się ściemniać. Moje nerwy były na granicy wytrzymałości i przysięgam, że jeszcze chwila a zadzwoniłabym na policję żeby zgłosić zaginięcie. Na szczęście usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili w progu wejścia do salonu stanął Kotecha, a zaraz za nim Styles. Od razu podbiegłam do mężczyzny, który wpatrywał się we mnie smutnym wzrokiem.
- Przeprasza...- zaczęłam szeptać mu do ucha po tym jak rzuciłam mu się na szyję- Nie chciałam... Nie to miałam na myśli... Ja... Chodziło mi o to, że... Ja tylko...
Moją nieudolną próbę wytłumaczenia mojego porywczego zachowania przerwały ręce Savana, które ciasno objęły mnie w tali przyciągając do siebie bliżej. Oparł czoło na moim ramieniu i powiedział, że mam siedzieć cicho. Zaśmiałam się słysząc jego uwagę, ale zrobiłam tak jak chciał. Staliśmy tak dobre kilka minut kiedy odsunął się lekko ode mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nadal jestem Twoim bratem?- spytał ze smutkiem i nadzieją w głosie. Poczochrałam go po włosach.
- Oczywiście!- uśmiechnęłam się- Jesteś moim małym, głupiutkim braciszkiem i nie zamieniłabym Cię na żadnego innego.
- Ej! Nie jestem głupiutki!- wbił palec w mój bok, a ja zaczęłam się śmiać z jego reakcji. Gdy się uspokoiłam pociągnął mnie za rękę w stronę skórzanej kanapy i posadził sobie na kolanach dalej się do mnie przytulając. 
- Przyjdę- powiedziałam cicho, a on uniósł swój wzrok na mnie.
- Cieszę się- posłała mi szeroki uśmiech- Kochanie będziemy mieli jednego gościa więcej!- krzyknął nie zauważając na to, że jego narzeczona siedzi zaraz za mną.
- Nie krzycz! Słyszałam...
Chłopcy, którzy cały czas siedzieli cicho zaczęli się cicho chichotać, a Savan i Ana dołączyli do nich. 
- Powinnaś podziękować Harry'emu, że mnie tu przyprowadził- mężczyzna wskazał ruchem głowy na chłopaka, który dalej stał w tym samym miejscu uważnie nam się przyglądając- Gdyby nie on to pewnie jeszcze poszwendałbym się tu i tam parę godzin.
Podniosłam na niego swój wzrok, a on obdarzył mnie nieśmiały uśmiechem. Nie wiem co mną kierowało kiedy podeszłam do niego wolnym krokiem i delikatnie go przytuliłam szepcząc "Dzięki Styles" po raz drugi tego dnia. Chłopak położył swoje duże dłonie na mojej talii i przyciągnął mnie nieco bliżej do siebie mówiąc "Nie ma za co". Gdyby nie przeciągające się "Uuuuu..." kilku głosów za mną i pogwizdywania pewnie nie pozwoliłby mi oderwać się od siebie tak szybko. Obróciłam się na pięcie i warknęłam "Zamknijcie się!" po czym wróciłam na swoje poprzednie miejsce. 
- Dobra teraz to już jestem zazdrosna! Złaź z niego!- Ana zepchnęła mnie z kolna swojego narzeczonego, a ja zaczęłam się głośno śmiać widząc jej sztuczną determinację aby odsunąć mnie od swojego przyszłego męża. Zajęłam miejsce obok Nialla i informując ją, że jeszcze go zdobędę odwróciłam się do niej plecami, a ona pokazała mi jezyk prychając, że chyba śnię.

- Kate słyszeliśmy, że lubisz zamykać ludzi w różnych dziwnych pomieszczeniach- zwróciłem się do tekściarki wymownie poruszając brwiami, a ona posłała mi zdziwione spojrzenie.
- Co masz na myśli?
- To, że Gaba i Niall nie byli pierwszymi, których wyswatałaś w ten sposób- wskazałem ruchem głowy na parę siedzącą w rogu kanapy.
- To zawsze działa- stwierdziła krótko wzruszając ramionami i łobuzerko się uśmiechając.
- Ciebie też tak ktoś kiedyś zamknął- wypalił Zayn, a Liam klepnął go w ramie żeby siedział cicho. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem i pokręciła przecząco głową.
- Ja nie potrzebuję takiej pomocy. Z reguły mówię prosto z mostu co do kogo czuję. Nie lubię niewyjaśnionych i niepewnych sytuacji.
Zerknąłem kątem oka na Hazę, który jak zwykle był wpatrzony w brunetkę siedzącą na przeciwko niego. Za każdym razem kiedy przeczesywała dłonią swoje loki albo tajemniczo się uśmiechała przyjaciel wstrzymywał oddech lub przygryzał delikatnie dolną wargę. Nigdy nie zapomnę jego wyrazu twarzy kiedy Kate podeszła do niego i go przytuliła dziękując za pomoc w sprowadzeniu Savana do domu. Na początku zszokowany, później odważył się położyć dłonie na jej talii i przyciągnąć ją lekko do siebie. Nie sądzę, że zdawał sobie sprawę jak niekorzystnie wygląda szczerząc się jak głupi i minimalnie zanurzając twarz w jej włosach. Nie mogłem się powstrzymać od dziecinnych komentarzy kiedy widziałem jego głupkowatą minę.
- Niall podziękowałeś już Kate za pomoc w zdobyciu Gaby?- Zayn szturchnął Horana w bok, a ten odwrócił się w jego stronę.
- Ja... Yyy...- Malik obrócił go w drugą stronę aby ten zaczął kierować swoje słowa do dziewczyny siedzącej obok niego- Ja chciałem...
- Nie ma sprawy- poklepała go po ramieniu widząc jego zaczerwienione policzki- Nie musisz mi dziękować. Cieszę się, że Gaba jest szczęśliwa i to jest najważniejsze. Prędzej czy później i tak by do tego doszło. Ja jedynie postarałam się żeby to było "prędzej". Bez obraz, ale już nie mogłam jej słuchać jak w kółko powtarzała jaki to jesteś wspaniały, i że taki chłopak to byłby skarb- wywróciła oczami i zrobiła zdegustowaną minę- W sumie zrobiłam to dla dobra swojego, a przy okazji jej.
- Teraz to będziesz wysłuchiwać czy Niall się dobrze całuje i gdzie byli na randce- zauważył Harry, a Kate zasłoniła twarz dłońmi.
- Cholera...- przeklnęła cicho pod nosem, a przyjaciel spalił buraka słysząc przypuszczenia Harry'ego- To ja już nie wiem co gorsze...
- Dzięki- burknął Horan i oparł się plecami o kanapę z obrażoną miną. Dziewczyna widząc jego reakcję poczochrała go po włosach burząc jego fryzurę, a gdy ten szorstko rzucił że i tak jest na nią obrażony zaczęła się głośno śmiać. Pochyliła się w jego stronę i szepnęła mu coś na ucho, a na jego twarzy zaczął pojawiać się coraz szerszy uśmiech. Popatrzyliśmy po sobie z chłopakami zastanawiając się co takiego mu powiedziała, gdy nagle nasz olśniło. Musiało chodzić o jedzenie. Nie musieliśmy długo czekać na potwierdzenie naszych przypuszczeń.
- Kiedy i gdzie?- zapytał uradowany Niall.
- Jak wróci twoja dziewczyna. Głupio by było jakby najlepsza przyjaciółką zaprosił jej chłopaka na kolację, nie? Nie mam zamiaru się później z tego tłumaczyć. Poza tym wolę móc spać spokojnie niż zastanawiać się czy nie udusi mnie poduszką w nocy...
Słysząc wyobrażenie Kate co Gaba by jej zrobiła gdyby ta potajemnie spotkała się z jej chłopakiem wszyscy wybuchnęliśmy gromkim śmiechem, a łzy lały się nam po policzkach gdy dziewczyna wymyślała w jaki inny sposób współlokatorka mogłaby zakończyć jej żywot. Nawet nie wiem kiedy zrobił się wieczór i dziewczyna oznajmiła, że musi wracać do domu żeby trochę popracować nad piosenką dla nas. Liam niemal wypchnął ją z domu Savana chcąc by jak najszybciej wzięła się do pracy.
- Jak mnie będzie poganiał to specjalnie zrobię Ci na złość i nawet jej dzisiaj nie ruszę- ostrzegła go niskim głosem i obdarzyła piorunującym spojrzeniem. Li lekko się kulił pod wpływem jej tonu i zaprzestał gorączkowego wyganiania jej. 
- Zadzwonię do Ciebie o której będzie kolacja- poinformował ją Kotecha kiedy żegnała się z nim i Aną.
- Jasne mój rycerzu- puściła do niego oczko trącając go w ramię.
- Rycerzu?- spytał rozbawiony Kotecha.
- Tak. Jak już mnie tak bronisz przed złymi ludźmi to chyba mogę Cię nazywać moim rycerzem... I Any oczywiście- spojrzała na nią i uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Rycerze są przereklamowani- zauważyłem- Lepiej załóż jakiś klub jak na przykład "Team Savan" albo coś takiego.
Kate chwilę się zastanawiała nad moją propozycją po czym przystała na nią. 
- Masz rację Tomlinson. Rycerze są za bardzo mainstrem'owi. W takim razie zakładamy ugrupowanie "Team Savan", którego członkowie mają na celu chronić swoje rodzeństwo. Mianuję Cię Savanie Kotecha jego prezesem, a ja z racji tego, że jestem twoją siostrą zostaje jego honorowym członkiem. Ktoś jeszcze chce się przyłączyć?
Wystrzeliliśmy ręce w górę, a Kotecha zaczął kręcić z politowaniem głową jednocześnie przyjmując nas do swojego klubu. Po kilku wstępnych ustaleniach jak to stowarzyszenie ma działać brunetka obróciła się w naszą stronę.
- A wam chłopaki życzę Wesołych Świąt! Payne do cholery przestań się tak na mnie gapić bo na serio nie dopiszę ani jednego słowa do tej piosenki.
- Kiedy ja nic nie zrobiłem!- Liam uniósł ręce w geście obronnym, a my zaczęliśmy się z niego śmiać.
- Ale chciałeś- puściła do niego oczko i pociągnęła za klamkę.
- Czekaj!- krzyknął Harry, a ona zatrzymała się w drzwiach- Odprowadzę Cię. Jest już późno...
Loczek założył szybko swoje buty i sięgnął po kurtkę. Uśmiechnąłem się pod nosem kiedy o mało co nie zaliczył bliskiego spotkania z posadzką gdy potknął się o kozaka Any. Oboje wyszli zamykając za sobą drzwi, a narzeczona Savana westchnęła ciężko mówiąc:
- Wpadł jak śliwka w kompot.

       Szliśmy bocznymi uliczkami omijając główne drogi, aby nikt nas nie zauważył. Nie chciałam zobaczyć swoje zdjęcia na pierwszej stronie gazet z dopiskiem "Czy to nowa dziewczyna Harry'ego Styles'a?" Pozwoliłam mu się odprowadzić, ponieważ nie chciałam być dla niego niemiła po tym jak sprowadził Savana. Byłam mu ogromnie wdzięczna za pomoc, o którą nawet nie musiałam go prosić, a znając mój popieprzony charakter pewnie bym tego nie zrobiła. Przez większość drogi panowała cisza i jedynie kątem oka widziałam jak chłopak co jakiś czas zerka na mnie przygryzając dolną wargę. Starałam się to ignorować i nie robić absolutnie nic co mogłoby w jakiś sposób dać mu do zrozumienia, że mogłabym być w chociaż minimalny stopniu nim zainteresowana "Jesteś, więc w czym problem? Obdarz go jednym ze swych nieziemskich spojrzeń i chłopak jest Twój!" Problem mojej podświadomości polegał na tym, że praktycznie w ogóle nie miała racji. Próbowała mi na siłę wmówić, że ja też lecę na Styles'a zwłaszcza po tym jak mi się przyśnił, ale to był tylko jednorazowy wybryk. Poza tym zawsze uważałam za nieetyczne umawianie się z kimś z pracy, nie wspominając już o Tomku... Właśnie. Pomimo tego, że nie zgadzałam się z opinią mojego braciszka na jego temat w mojej głowie roiło się od pytań czy aby na pewno mam rację i słusznie go bronię. Musiałam szczerze przyznać, że ostatnio zachowywał się dziwnie. Miałam wrażenie, że coś przede mną ukrywa, ale za każdym razem gdy zaprzeczał wmawiałam sobie, że przecież on nigdy by mnie nie okłamał. Dalej jestem tego pewna, ale jakoś tak mniej... Jak na złość powróciły wspomnienia gdy Gaba również zaczęła wątpić w nasz związek po tym jak idący obok Loczek przepraszał mnie w klubie. Za wszelką cenę starałam się ukryć przed światem i samą sobą, że chociaż trochę podobało mi się jak trzymał moją twarz w swoich dłoniach i ściskał nieświadomie kolano. Do tego dzisiejszy uścisk kiedy chciałam mu podziękować... Nie wiem czemu to zrobiłam. Obiecałam sobie, że nie będę się do niego zbliżać, ale nogi same mnie poprowadziły w jego kierunku. Gdy położył ręce na mojej talii i lekko mnie do siebie przysunął czułam jak się uśmiecha, a po moim ciele przeszedł nieznany mi dotąd dreszcz. Na szczęście chłopak tego nie zauważył, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
- Wszystko w porządku?- ocknęłam się gdy poczułam jak ktoś delikatnie ściska moją dłoń. Szybko ją cofnęłam i spojrzałam w ciemno zielone tęczówki.
- Tak. Jest ok- odparłam odwracając wzrok.
- Na pewno?- stanął przede mną zagradzając mi drogę- Zadałem Ci pytanie i od jakiś pięciu minut czekam na odpowiedź.
- Mógłbyś powtórzyć?
- Pytałem czy masz jakieś plany na sylwestra?- powtórzył, a ja chwilę się zastanowiłam nad odpowiedzią.
- Nie. Nie wiem. Jeszcze się nad tym nie zastanawiałam...- przyznałam szczerze, a on szeroko się uśmiechnął.
- Może wpadniesz do nas? Organizujemy taką małą imprezę...
- Nie sądzę żeby to był dobry pomysł- przerwałam mu zanim się rozkręcił, a jego twarz momentalnie spochmurniała- Pewnie zaprosicie jakiś znajomych z programu albo kogoś, a ja nie mogę ryzykować, że ktoś dowie się kim jestem. Zrozum...
- Rozumiem- przytaknął i odsunął się abym mogła iść dalej zakańczając tym samym temat.
Resztę drogi żadne z nas się nie odezwało. Po kilku minutach dotarliśmy na miejsce a Styles odprowadził mnie pod same drzwi. Wyjęłam z kieszeni pęk kluczy i wybierając jeden z nich przekręciła trzykrotnie zamek. 
- Dziękuję, że mnie odprowadziłeś- spojrzałam na chłopaka, który opierał się plecami o ścianę ze spuszczoną głową. Uśmiechnął się niewyraźnie pod nosem nawet na mnie nie zerkając. Moje ciało znowu zaczęło wykonywać ruchy, których nie byłam w stanie kontrolować. Podeszła do niego i położyłam mu dłoń na ramieniu- Dziękuję jeszcze raz za to, że przyprowadziłeś Savana. Odchodziłam od zmysłów...
- Nie ma za co- uniósł głowę, a jego wzrok spoczął na mojej dłoni, która wciąż spoczywała na jego barku. Cofnęłam ją, a on znów skrzyżował nasze spojrzenia- Powiedziałem mu, że to przeze mnie byłaś dzisiaj poddenerwowana i straciłaś panowanie nad sobą po tym jak wczoraj Cię odwiedziłem, i że tak naprawdę bardzo go kochasz. Tak jest, prawda?
Przytaknęłam nieśmiało głową nie wierząc w to co przed chwilą usłyszałam. Styles zwalił całą winę na siebie tylko po to żeby poprawić moją sytuację i usprawiedliwić mój napad gniewu?
- Czemu to zrobiłeś? Czemu skłamałeś? Przecież nie byłam zła, że przyszedłeś...
Brunet wzruszył ramionami zastanawiając się nad odpowiedzią. Po chwili stanął przodem do mnie zostawiając między nami kilka centymetrów odstępu. Chciałam się odsunąć, ale nogi wrosły mi w podłogę i nie mogłam się ruszyć. Chłopak spojrzał mi głęboko w oczy, a po moich plecach znowu przeszedł ten dziwny dreszcz.
- Po prostu uznałem, że tak trzeba. Nie lubię jak ludzie, którzy mnie otaczają się kłócą lub są na siebie źli. Poza tym Savan jest moim przyjacielem i nie chcę widzieć go przybitego. Zresztą Ty też lepiej wyglądasz jak się uśmiechasz...- uniósł dłoń do góry przejeżdżając opuszkami palców  po moim policzku. Resztki zdrowego rozsądku nakazały mi odsunąć głowę od jego gorącego dotyku- Na dodatek należę do klubu "Team Savan" a w nim dbamy o dobre relacje między jego członkami, co nie?
Zgodziłam się z nim i przeczesałam dłonią włosy na co on ponownie przygryzł dolną wargę. Szybko się zorientował, że to zauważyłam i wypuścił ją z pomiędzy swoich zębów. Zakłopotany życzył mi jeszcze raz wesołych świąt i zaczął schodzić po schodach na dół. Moje drugie, wredne Ja znowu przejęło kontrolę nad moim ciałem i umysłem. Podbiegłam do szczytu schodów i zawołałam za nim.
- Styles!- chłopak w momencie odwrócił się słysząc swoje nazwisko- Mogę się jeszcze zastanowić nad tym sylwestrem?
W oczekiwaniu na jego odpowiedź nerwowo zaczęłam bawić się pierścionkiem, który zawsze nosiłam i maltretowałam w swoich palcach gdy się denerwowałam. Na jego twarzy pojawił się jeden z jego bezczelnych i triumfalnych uśmieszków, a ja wywróciłam oczami. Uznałam to za znak zgody i skierowałam się szybko do mieszkania, zatrzaskując za sobą drzwi. "Idziemy do One Direction na sylwestra!!" głos w mojej głowie krzyczał w niebogłosy ciesząc się, a ja zsunęłam się na podłogę z myślą "Co ja najlepszego wyrabiam?!"

6 czerwca 2013

17

Dom One Direction

- Nie wydaje się wam to trochę dziwne?- Harry stał tyłem do nas i uważnie przyglądał się czemuś za oknem.
- Ale co?- spytał z pełną buzią Niall, który zajadał się przygotowaną przez przyjaciela kolacją.
- To że zrezygnowała ze swojego urlopu żeby popracować z nami te dwa tygodnie przed trasą- wyjaśnił i obrócił się w naszą stronę oczekując jakiejś reakcji. 
- Czy to ważne?- odezwał się Zayn- Ważne, że problem się chociaż trochę rozwiązał.
- Może po prostu mogła zmienić swoje plany i skorzystała z tego przy okazji wyświadczając nam przysługę- domniemałem głośno a reszta przytaknęła na moją propozycję rozwiązania tej zagadki.
- To coś innego...- Loczek dalej upierał się przy swoim choć nie wiadomo było co mu tak naprawdę chodzi po głowie- Czemu miałaby to robić skoro nas nie lubi?
Takiego pytania nikt się nie spodziewał. Niall zakrztusił się kawałkiem zapiekanki, który akurat konsumował, a Zayn i Louis zmarszczyli brwi nie rozumiejąc podejrzeń przyjaciela co do uczuć naszej kompozytorki w stosunku do nas. Poklepałem Horana po plecach żeby się nie udusił, a sam zwróciłem się do Hazzy.
- Czemu uważasz, że nas nie lubi?
- Przecież to widać...- odparł jakby to było czymś oczywistym.
- Przecież... Ona...- Niall próbował coś powiedzieć między kolejnymi kaszlnięciami. Malik podał mu szklankę z wodą, a gdy już odzyskał zdolność mówienia dokończył swoją wypowiedź- Kate nigdy czegoś takiego nie powiedziała.
- Właśnie- przytaknąłem przyjacielowi- Moim zdaniem nie jest źle. Może nie jest naszą przyjaciółką czy nawet koleżanką, ale uważam, że to może się zmienić jeśli się postaramy i będziemy tego chcieli. Sama mi powiedziała, że to mało prawdopodobne, ale "nigdy nie mów nigdy"- zacytowałem słowa Kate mając nadzieję, że Harry odpuści.
- Kiedy z nią rozmawiałeś?- Zayn zainteresował się faktem, że rozmawiałem z tekściarką sam na sam.
- Jak wyszedłem ze studia- zacząłem im opisywać jak to przypadkiem ją spotkałem- Usłyszałem jak ktoś gra w sali z instrumentami i zajrzałem do środka, a ona mnie zauważyła...
- Słyszałeś jak gra?!- Niall aż podskoczył na fotelu, o mało nie zrzucając z nóg talerza.
- Tak- przytaknąłem nieśmiało się uśmiechając.
- I jak?
- Jest niesamowita...- przyznałem szczerze, ale nasze zachwycanie się nad zdolnościami muzycznymi Kate przerwał Harry.
- Na jakim wy świecie żyjecie? Ona nigdy się z nami nie zaprzyjaźni!- pokręcił z niedowierzaniem głową i ruszył w stronę kuchni. Lou, który do tej pory siedział na kanapie i wyłącznie przysłuchiwał się naszej rozmowie, nagle odezwał się podniesionym głosem.
- O co Ci chodzi Styles? 
Chłopak odwrócił się i uniósł brwi ze zdziwienia patrząc na przyjaciela.
- O co mi chodzi?- powtórzył chcąc się upewnić czy dobrze usłyszał.
- Nie udawaj głupiego...- zmierzył go uważnie wzrokiem- Pytam co znowu uroiłeś sobie w tej kręconej główce.
Ton Louisa był zupełnie inny niż zwykle. Nigdy nie mówił do Loczka w taki sposób. Zawsze uważaliśmy z resztą chłopaków, że łączy ich niesamowita więź i że są najlepszym przykładem przyjaźni "na dobre i na złe" . Bez względu na wszystko i pomimo faktu, że znają się stosunkowo niedługo. Co więcej on nigdy nie mówił do niego po nazwisku! 
- Nie wiem o czym mówisz- zarzekał się Harry ponownie kierując się w stronę kuchni.
- Już Ty dobrze wiesz o czym mówię...- Tommo podniósł się i zastąpił mu drogę- Cały czas się jej czepiasz jakby nie wiem co Ci zrobiła, gdy tymczasem to Ty co chwila wyskakujesz z jakimiś głupotami i zaczynasz się unosić zamiast jej podziękować, że poświęca nam swój czas.
- A od kiedy Ty jej tak bronisz?- Styles naburmuszył się- Ona nie jest bez winy!
- Czyżby?- Lou założył ręce na piersi- A co niby takiego zrobiła?
- Ośmieszyła mnie przed wami. I to parokrotnie.
- Bo na to zasłużyłeś- wtrącił się Zayn- Gdybyś nie komentował tyłka każdej dziewczyny na ulicy nie musiałaby Cię ustawiać do pionu co w sumie by Ci się przydało bo czasem przeginasz...
- Odezwał się ten co tego nie robi...- odpłacił mu się Hazza.
- Co Ci w niej przeszkadza, co?- kontynuował swoje śledztwo Louis- Może to, że jako jedyna z do tej pory poznanych dziewczyn nie zarzuciła Cię komplementami jaki to jesteś przystojny, seksowny i nie chciała Ci wskoczyć do łóżka?! A może po prostu wkurza Cię, że nie jest jak inne i nie je Ci z ręki? Jednym słowem nie robi dokładnie tego czego Ty chcesz. Buntuje się przez co nie możesz dowodzić w tym "związku" o ile można to tak w ogóle nazwać...
- Weź się lepiej zamknij, bo chyba nie wiesz o czym mówisz...- Loczek próbował wyjść z salonu, ale został zatrzymany przez przyjaciela.
- Doskonale zdaję sobie sprawę co właśnie powiedziałem. Dodam jeszcze, że boisz się przyznać sam przed sobą, że Kate Ci się podoba bo wtedy oznaczałoby to, że jej uległeś, a tego Twoje wygórowane ego by nie zniosło. Żyjesz według zasady, że miłość jest grą, a kto pierwszy powie "kocham" ten przegrywa. Szkoda, że oboje jesteście tacy uparci bo sądzę, że byłaby z was świetna para...
- Chyba na głowę upadłeś!- Styles popukał się w czoło- Nigdy, przenigdy nie umówię się z Kate G! Zapamiętaj to sobie! To najgorsza osoba jaką w życiu spotkałem, a odkąd się z nią zadajemy wszyscy mają do mnie jakieś ale! Odwalcie się!
Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał. Siedzieliśmy z Zaynem i Niallem jak wryci przysłuchując się tej jakże porywczej wymianie zdań. W końcu Harry nie wytrzymał i wyszedł z domu mocno wkurzony, a Louis na odchodne rzucił mu żeby poszedł do Kate i wszystko sobie z nią wyjaśnił, na co przyjaciel odpowiedział mu pokazaniem środkowego palca... 
- Wow...- komentarz Malika, choć krótki doskonale podsumowywał to co się przed chwilą wydarzyło na naszych oczach.
- No co?- spytał ciągle wytrącony z równowagi szatyn.
- Nic...- wzruszył ramionami Mulat- Uważam, że masz rację.
- Ja też- poparł go Horan- Gołym okiem widać, że leci na nią jak bezzębny na suchary...
- Jak bezzębny może lecieć na suchary?- zdziwiłem się- Skąd Ty wziąłeś taki tekst?
- Gaba mi powiedziała- i wszystko jasne. Polskie złote myśli...- Zresztą gdy tego użyła również rozmawialiśmy o Harry'm i Kate...
- I co ona sądzi na ten temat?- Lou wrócił na swoje miejsce czekając na przedstawienie stanowiska Gabrysi w tej sprawie.
- Też uważa, że nasz kochany Styles leci na jej przyjaciółkę, zresztą jak wszyscy mężczyźni którzy ją otaczają. Jej zdaniem gdyby tylko mógł to wpakowałby ją do bagażnika swojego samochodu i wywiózł na koniec świata gdzie mogliby być sami...
- Jezu...- Zayn pokręcił głową- Zdecydowanie czyta za dużo romansów...
- Masz jakiś problem?- Niall był gotowy stanąć do walki w obronie swojej nie-dziewczyny, co było takie urocze... Kto by pomyślał, że obudzi ona w naszym Irlandczyku takiego wojownika?
- Chłopaki przestańcie...- uspokajałem ich śmiejąc się z wyobrażenia sobie przyjaciela w stroju jakiegoś wikinga.
- A co mówiła o Kate?- Louis zdawał się nie zauważyć komizmu tej sceny. Za bardzo było pogrążony w myślach nad rozpatrywaniem bardzo fikcyjnego przyszłego związku naszej tekściarki z Loczkiem.
- To znaczy?
- No czy mówiła co Kate sądzi o Harry'm?
Wszyscy skierowaliśmy swoje spojrzenia na Horana, który tylko smutno wzruszył ramionami.
- Gdy się o to zapytałem to powiedziała, że na początku myślała, że też jej się podoba, zwłaszcza po tym jak ją przeprosił po tej akcji co płakała... No wiecie zresztą...
- Tego się nie da zapomnieć- spuściłem wzrok na samo wspomnienie wyrazu twarzy dziewczyny gdy Harry na nią naskoczył doprowadzając ją do łez. Wtedy to naprawdę przegiął.
- Właśnie... Nie wiem dokładnie co się wtedy wydarzyło bo nie chciała mi powiedzieć zasłaniając się tym, że Kate ją zabije jak mi powie, a wszyscy wiemy, że prawdopodobnie jest do tego zdolna...
- Ja tam nie mam co do tego żadnych wątpliwości- odparł Malik
-Dajcie spokój...- stanąłem w jej obronie- Ona nie jest taka zła. Serio. Jak z nią rozmawiałem to była zupełnie inna. Miła i sympatyczna...
- Tak czy inaczej- Niall odchrząknął ponownie zwracając na siebie naszą uwagę- Teraz już sama nie wie. Mówi, że nie może nic z niej wyciągnąć i w końcu przestała próbować. Może jej kiedyś coś sama zdradzi...
- Fajnie by było wiedzieć co ona sądzi na jego temat.
- Wiedzielibyśmy na czym stoimy- dodał pogrążony w myślach Louis.
- Chwila... Co?- spytałem zdziwiony- Chyba nie macie zamiaru ich swatać?
- Trzeba im jakoś pomóc- bronił swojego głupiego pomysł Tommo.
- Ale nawet nie wiemy czy Kate też tego chce- zaznaczyłem wstając z fotela i nerwowo zacząłem chodzić po pokoju. Nie pozwolę im na to- Poza tym po co my w ogóle o tym rozmawiamy? Nie wiem czy pamiętacie, ale ona ma chłopaka, który z resztą obił już Styles'owi raz twarz, więc raczej łatwo nie odpuści...
- Savan uważa, że to nie jest chłopak dla niej- argument "za" dołożył Niall.
- A nie uważacie, że to jej decyzja z kim chce być? Nie żyjemy w czasach aranżowanych małżeństw i związków!- "Boże dopomóż!"
- Nie panikuj Li...- Louis podszedł i poklepał mnie po ramieniu- Przecież jeszcze nic nie zrobiliśmy...
- Po twojej minie widzę, że masz już jakiś niecny plan i aż się boję spytać na czym on polega..- potarłem zrezygnowany czoło obawiając się na co wpadł tym razem.
- To się nie pytaj. Teraz i tak Ci nie powiem, ale obiecuję, że dowiesz się w swoim czasie, gdy będzie mi potrzebna Twoja pomoc- uśmiechnął się do mnie łobuzersko i poruszył wymownie brwiami.
- Nie ma mowy!- uniosłem ręce w geście obronnym- Ja się w to nie mieszam! 
- Jeszcze się przekonamy...- puścił do mnie oczko i poszedł na górę obmyślać plan doskonały połączenia dwójki najbardziej nienawidzących się wzajemnie osób na świecie...

       Cieszyłem się z obecności Gaby, ale gdzieś w głębi serca czułem smutek. Wiedziałem, że przyjechała do nas aby się z nami pożegnać zanim wróci na święta do domu. Niby to tylko kilka dni, ale dla mnie będzie to cała wieczność... 
 Siedziałem obok niej i uważnie się jej przyglądałem. Jak zwykle wyglądała nienagannie mając na sobie kremowy sweter, który połączyła z lekko rozkloszowaną czarną spódniczką, a dopełnienie jej stroju stanowiły wysokie kozaki na obcasie, choć mimo nawet takiej pomocy była ode mnie o pół głowy niższa. Nie ukrywam, że cieszył mnie fakt iż Gabrysia kocha nosić wszelkiego rodzaju spódnice i sukienki czy jak to się tam nazywa... Wygląda w nich obłędnie! Aż miło popatrzeć "I pomarzyć..." Uwielbiam słuchać jej miękkiego głosu i słodkiego śmiechu kiedy to dywaguje z chłopakami na przeróżne tematy co chwilę próbując im udowodnić swoją rację. Nie mogę się nie uśmiechnąć kiedy to nie udaje jej się postawić na swoim, na co ona zakładała ręce na piersi i robi minę obrażonej dwulatki, która nie dostała wymarzonej lalki pod choinkę. Jednak jeszcze bardziej cieszę się gdy na jej twarzy pojawia się szeroki uśmiech kiedy usłyszy jakiś żart, a już o palpitację serca przyprawiają mnie jej urocze rumieńce, które wypływają na jej policzki za każdym razem gdy na mnie zerka. Czuję wtedy narastającą radość, która aż rozrywa mnie od środka. W takich momentach jestem najszczęśliwszym facetem na świecie mogąc sobie tak bezkarnie siedzieć i na nią patrzeć. Nic więcej. Tylko patrzeć...
- A gdzie Harry?- pytanie Gaby wyrwało mnie z moich rozmyślań nad jej zewnętrznym jak i wewnętrznym pięknem.
- Pokłócił się z Louisem i wyszedł- odpowiedziałem, a dziewczyna zmarszczyła lekko brwi.
- Z Louisem? Nie możliwe...
- A jednak...- wzruszyłem ramionami choć sam nie mogłem uwierzyć, że taka jest prawda. Co jak co, ale ich dwójka jako ostatnia przyszłaby mi na myśl.
- O co się posprzeczali? Jeśli mogę wiedzieć oczywiście...
- Chyba raczej o kogo...- poprawił ją Payne.
- Zgadnij...- Zayn rzucił jej wyzwanie, a ona po chwili zastanowienia szeroko otworzyła oczy obracając głowę w stronę Malika.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że o...
- Tak. Pokłóciliśmy się o Kate.
Louis dokończył za nią wchodząc do salonu. Usiadł obok Liama na kanapie i sięgnął po swój kubek z herbatą, który zostawił tu wcześniej. Gaba wpatrywała się w niego oczekując jakiś wyjaśnień, ale on milczał jak grób. Dziewczyna w końcu nie wytrzymała i sama postanowiła go przesłuchać.
- Powiesz mi co tym razem się wydarzyło?- zmrużyła oczy posyłając mu groźne spojrzenie. Przyjaciel upił łyk zimnego już napoju i westchnął ciężko.
- Kate zrezygnowała ze swojego urlopu żeby z nami popracować zanim wyjedziemy w trasę z innymi uczestnikami X Factora, a Harry jak zwykle musi wymyślać jakieś teorie spiskowe...
- To znaczy?
- Ubzdurał sobie, że jej decyzja ma jakieś drugie dno- wyjaśnił jej co miał na myśli- Nie wytrzymałem i powiedziałem mu żeby wziął się w garść i docenił to co dla nas robi choć wcale nie musi. Ten oczywiście wyskoczył z tekstem, że ją bronię, a przecież ona nie jest bez winy i takie tam. Rozumiem, że może czuć się nieswojo po tym jak mu dzisiaj dowaliła, żeby się czasem w niej nie zakochiwał, ale bez przesady...
- Tak powiedziała?- Gaba otworzyła oczy jeszcze szerzej przysłuchując się opowieści Tomlinsona.
- Coś w tym stylu. Nie pamiętam dokładnie... Za to Harry zapewne mógłby Ci to wyrecytować. Podejrzewam, że cały czas o tym myśli.
- Ja tam jestem tego pewien- wtrącił się Zayn prezentując swoją opinię na ten temat.
- Dziwne...- brunetka oparła się o kanapę i zaczęła jeździć palcem po brodzie.
- Co jest dziwne?- spytał zdezorientowany jej reakcją Liam.
- To, że do tej pory gdy Kasia dawała jakiemuś chłopakowi do rozumienia żeby się od niej odczepił on to po prostu robił. Jak maszyna. Rozumiecie...- przeleciała po nas wzrokiem, a gdy zobaczyła, że nie do końca rozumiemy tłumaczyła dalej- O Jezu... Wiecie o co mi chodzi! Ten jej władczy ton i zimne podejście potrafiły zgasić największego casanove jakiego znałyśmy, ale widocznie na Harry'ego to nie działa...
- Uparty z niego typ- skomentował charakter przyjaciela Li.
- Jemu po prostu na niej zależy tylko nie zdaje sobie z tego sprawy- odezwałem się wyrażając swoją opinię na temat uczuć Loczka względem tekściarki.
- Nie chce się do tego przyznać- dodał Lou i zapadła cisza.
Wszyscy pogrążyliśmy się w rozmyślaniach jak rozwiązać ten "problem". Szkoda mi było Styles'a. Widziałem jak chłopak się męczy nie umiejąc sobie poradzić "Odezwał się ten co moja poukładane życie miłosne..." Nim zdążyłem się odgryźć mojej podświadomości Gaba wstała i zaczęła chodzić po pokoju.
- Ciężka sprawa...- westchnęła zatrzymując się przy oknie- Znam ją bardzo dobrze i nie pamiętam takiego przypadku zauroczenia jej osobą, a uwierzcie mi... Było ich mnóstwo i niektóre bardzo dziwne.
- Na przykład?- spytał zaintrygowany jej wypowiedzią Malik.
- Jeden chłopak...- zaczęła, ale od razu ugryzła się w język- O nie! Nie wyciągniecie tego ze mnie! Sorry, ale chcę jeszcze pożyć!
Momentalnie wszyscy zaczęliśmy się śmiać słysząc determinację w jej głosie oświadczającą nam, że nic nam na ten temat nie powie.
- Dobra, dobra- uspokoił ją Payne unosząc ręce w geście obronnym- O nic więcej nie pytamy!
- Właściwie to ja mam pytanie...- Lou spojrzał na nią poprawiając się na fotelu.
- Słucham- posłała mu ciepły uśmiech i czekała na zadanie pytani.
- Czy to prawda, że Kate nas nie lubi?
Gabrysia chwilę zastanawiała się co odpowiedzieć, a my z niecierpliwością i uwagą przyglądaliśmy się jej w oczekiwaniu na to co powie. 
- Nie wiem...- wzruszyła ramionami smutno się uśmiechając- Ona nie lubi mówić o swoich uczuciach, a ja nigdy się jej o to nie pytałam, ale sądzę, że tak nie jest. Co prawda nazwała was ostatnio "małpami", ale raczej nie chciała was tym obrazić. Musicie wiedzieć, że ona wyraża tak swoją sympatię.
- Od kiedy nazwanie kogoś "małpą" oznacza, że się tego kogoś lubi?- Zayn zmarszczył brwi analizując ostatnie dwa zdania dziewczyny.
- Wiem, że to dziwne, ale ona taka jest. Wiesz ile razy mnie wyzwała od "pajaca" albo "debila"? Jednak nigdy nie zrobiła tego z zamiarem poniżenia mnie czy coś w tym stylu. Może lepiej uprzedźcie o tym Styles'a zanim znowu zacznie na nią wrzeszczeć...- zaproponowała całkiem poważnie.
- Bez obrazy... Wiem, że to Twoja najlepsza przyjaciółka, ale czasami zastanawiam się czy ona aby na pewno jest normalna.
Gaba zaczęła się głośno śmiać, a po chwili my dołączyliśmy do niej. Gdy w końcu udało nam się uspokoić brunetka uchyliła nam rąbka tajemnicy na temat swojej współlokatorki. 
- Od razu Ci mogę powiedzieć, że nie jest. Kasia to najbardziej popieprzona osoba jaką znam i jaka chodzi po Ziemi, ale za to właśnie ją kocham. Całe życie wychodzi poza wszelkie ramy tak zwanej "normalności"...- zrobiła w powietrzu cudzysłów akcentując tym ostatnie słowo- Robi to z wdziękiem i klasą, a co najważniejsze...- zaznaczyła unosząc palce do góry- Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Wie ile jest warta i nie pozwoli nikomu tego zakwestionować. 
- W sumie to każdy ma odpały- przyznał Lou co znowu wywołało salwę śmiechu.
- Dokładnie. Tak samo jest z nią i to jest właśnie to co czyni ją taką wyjątkową...
- Powiedziałaś jej kiedyś, że jest popieprzona?
- Żartujesz?! Codziennie jej to powtarzam!
- Serio?!- nie potrafiłem ukryć zdziwienia po tym jak jeszcze nie dawno Kate groziła jej śmiercią.
- Pewnie! Sama tak o sobie mówi i nie kryje tego.
- Kate na pewno nie jest normalna...- podsumował Zayn burząc tym samym "powagę" naszej rozmowy...

       Od jakiś dobrych trzydziestu minut żegnaliśmy się z Gabą, a ona co chwilę miała nam coś jeszcze do powiedzenia. Kate, która przyjechała odebrać swoją przyjaciółkę i udać się razem z nią na lotnisko siedziała na oparciu fotela kręcąc z politowaniem głową.
- Gabrielo Szymańska jeśli za dwie minuty nie wsiądziesz do taksówki spóźnimy się na samolot i do dupy pojedziesz a nie do rodziców na święta. Będziesz jadła wigilijnego hamburgera w Mac'u zamiast domowego karpia!- dziewczyna sięgnęła po leżącą obok poduszkę i rzuciła nią w przyjaciółkę. 
- Ała!- brunetka odwróciła się w jej stronę i posłała jej groźne spojrzenie- Uspokój się! Jeszcze tylko Zayn i Niall i już jedziemy. Bez nas nie odlecą...
- Żebyś się nie zdziwiła...- zakpiła z niej i wywróciła oczami.
Dziwnie było widzieć Kate w naszym domu, w dodatku nie z powodów służbowych. Tekściarka rozglądała się dookoła lustrując wnętrze salonu. Jej wzrok spoczął na ścianie, która wypełniona była płytami DVD.
- Niezła kolekcja...- odezwała się ruchem głowy wskazując na zbiór naszych filmów
- Trochę tego jest- przyznałem chowając ręce do kieszeni i siadając obok niej.
- Trochę?! Żartujesz sobie ze mnie?- spytała oburzona- Półki to się zaraz zarwą tyle tego macie!
- Dobra! Przyznaję się! Tylko nie bij!- uniosłem dłonie do góry i uśmiechnąłem się do niej.
- Masz szczęście...- puściła do mnie oczko.
- Wiesz to tak na wypadek gdyby nie wypaliła nasza kariera muzyczna. Zawsze możemy otworzyć wypożyczalnie filmów z takim zapleczem.
- O! Mądrze mówisz! Trzeba mieć jakąś alternatywę w życiu.
  Widząc dobry humor Kate postanowiłem nieco wybadać teren jeśli chodzi o jej stosunek do Harry'ego. Nie za bardzo wiedziałem jak zacząć, ale na szczęście brunetka nieświadomie przyszła mi z pomocą.
- Możesz pójść po Styles'a? Niech się ustawi następny w kolejce bo inaczej to będzie trwało wieczność...
- Nie ma go- odparłem krótko przyglądając się jej reakcji. Dziewczyna obróciła twarz w moją stronę i miną z serii "Jak to?" niemo spytała gdzie on się podziewa- Wyszedł jakieś dwie godziny temu po tym jak się pokłóciliśmy i jeszcze nie wrócił...- wyjaśniłem, a ona nie do końca wierzyła moim słowom.
- Ty się z nim pokłóciłeś?- spytała upewniając się czy dobrze zrozumiała, na co ja przytaknąłem twierdząco głową- Myślałam, że się dość mocno przyjaźnicie. Przynajmniej Savan tak mówił...
- Bo to prawda, tyle tylko, że chyba najwyższy czas nim trochę potrząsnąć.
- Życzę powodzenia...- Kate zaśmiała się pod nosem dając mi do zrozumienia, że chyba nie wiem czego się podejmuję.
- Dam sobie radę- odpowiedziałem pewny siebie- Nie jesteś ciekawa o co się z nim pokłóciłem?
Miałem nadzieję, że dziewczyna złapie haczyk i pociągnie temat, ale oczywiście się przeliczyłem. Jak mogłem sądzić, że ktoś kto o sobie nie mówi nic i uważa prywatność za rzecz świętą będzie na tyle ciekawski żeby dopytywać się o szczegóły kłótni innych osób? Tomlinson gdzie ty masz mózg...
- Nie wtrącam się w życie innych, więc nie. Nie jestem ciekawa o co się pokłóciłeś ze Styles'em. To wasz problem. Poza tym nie sądzę, żeby chciał abym się dowiedziała.
Pokonany odpuściłem i jedyne co mogłem zrobić to przyznać jej rację. Co jak co, ale Kate to najbardziej honorowa i uczciwa osoba jaką do tej pory spotkałem. Nawet w stosunku do osób, których podobno nie lubi...
  Dziewczyna zerknęła za siebie sprawdzając postępy w żegnaniu się Gaby z resztą chłopaków. Aktualnie brunetka rozmawiała z Zaynem, ale szczerze powiedziawszy nie zapowiadało się, że skończy się na krótkim "Do zobaczenia. Widzimy się po świętach" na co na pewno liczyła jej przyjaciółka.
- Długo jeszcze?- zapytała chowając twarz w dłoniach i kręcąc z niedowierzaniem głową. Sam dziwiłem się ile to może trwać?
- Jeszcze tylko Niall!- odkrzyknęła jej ponownie wracając do przerwanej przed chwilą czynności.
Tekściarka przejechała dłonią przez swoje grube loki i zwróciła się w moim kierunku.
- Macie tu jakieś małe pomieszczenie, które można zamknąć od zewnątrz na klucz?- spytała całkiem poważnie, a mi oczy wyszły z orbit. Przez chwilę miałem wrażenie, że się przesłyszałem, ale Kate cierpliwie czekała na moją odpowiedź. 
- Yyyy... Tak. Spiżarkę w kuchni da się tak zamknąć.
- A zmieszczą się tam dwie osoby?
- Że co proszę?- teraz to mnie już kompletnie zatkało. Wpatrywałem się w nią nic nie rozumiejąc, a ona jedynie tajemniczo się do mnie uśmiechnęła- Tak. Na pewno się zmieszczą.
  Kate zerwała się z miejsca i po chwili ciągnęła Nialla i Gabę w kierunku kuchni. Oboje byli tak zaskoczeni, że nawet nie protestowali. Razem z Zaynem i Liamem poszliśmy za nimi, a gdy dziewczyna zlokalizowała miejsce gdzie trzymaliśmy część naszego jedzenia wepchnęła tam parę, zamykając za nimi drzwi i przekręcając kluczyk. Staliśmy oniemiali nie wiedząc co się dzieje i co to wszystko ma znaczyć.
Gabrysia waliła mocno w kawałek drewna wrzeszcząc na swoją przyjaciółkę.
- Kaśka otwieraj! Co Ty wyprawiasz?
- Przestań obijać te swoje delikatne piąstki i uważnie mnie posłuchaj!
Gdy dziewczyna po drugiej stronie się uspokoiła kompozytorka odsunęła się nieco od drzwi i spokojnym tonem przedstawiła uwięzionej dwójce kilka zasad.
- Nie wypuszczę was stamtąd dopóki w końcu nie powiecie sobie, że się kochacie i te wszystkie inne pierdoły.
- Zwariowałaś?! Otwieraj!
- Cicho siedź! Nie skończyłam! Im szybciej do tego dojdzie tym szybciej wyjdziecie na wolność. Ty moja panno będziesz mogła lecieć na święta do rodziców, gdy tymczasem twój ukochany będzie tu siedział i tęsknił za Tobą. Jeśli tego nie zrobicie... No cóż... Nie wypuszczę was, One Direction się rozpadnie gdy zabraknie Blondyna, a Ty nie skończysz swoich wymarzonych studiów. Wybór pozostawiam wam. Wiem Niall, że pewnie perspektywa spędzenia z Gaba reszty swoich dni w spiżarce jest bardzo kusząca, ale nie lepiej byłoby zabrać ją na jakąś kolację? Chociaż sama nie wiem... Dajcie znać jak już oficjalnie będziecie w stanie oznajmić, że jesteście parą bo to wasze "to-nie-moja-dziewczyna/chłopak" mnie już męczy. Zresztą podejrzewam, że nie tylko mnie... Prawda chłopaki?
Kate zerknęła w naszym kierunku, ale jedyne na co było nas stać to delikatne skinięcie głową, które wykonaliśmy równocześnie. 
- To nie jest śmieszne! Ostatni raz powtarzam! Wypuść nas!- Gaba ponownie zaczęła walić w drzwi, ale przyjaciółka nic sobie z tego nie robiła.
- Przestań... I tak Ci to nic nie da. Odezwij się jak już zrobicie to co trzeba. A! Niall! Nie zapomnij o pocałunku!
Dziewczyna obróciła się na pięcie i omijając nas wyszła z kuchni. Gdy otrząsnęliśmy się z szoku poszliśmy za nią, zajmując miejsca w salonie.
- Na prawdę ich stamtąd nie wypuścisz dopóki się nie zejdą?- spytał zszokowany Liam.
- A wyglądam jakbym żartowała?
Kate posłała mu łobuzerski uśmiech i puściła do nas oczko nie pozostawiając żadnych złudzeń co do tego, że mówi całkiem poważnie...

       Nie wierzę... Po prostu nie wierzę! Jak ona mogła mi to zrobić?! To ma być przyjaciółka?! Niech no ja ją tylko dorwę to...
- Dobrze się czujesz?- Niall położył dłoń na moim ramieniu i lekką ją ścisnął. Obróciłam się w jego kierunku i posłałam mu krzywy uśmiech.
- Tak...- westchnęłam opierając się od drzwi- Przepraszam Cię za nią... Mówiłam wam, że jest popieprzona...
- Faktycznie chyba coś wspominałaś- uśmiechnął się do mnie dając mi do zrozumienia, że to nie moja wina- Na serio nas stąd nie wypuści?- pokręciłam przecząco głową, a chłopak zaczął się śmiać- Boże... Wariatka...
- To byłby dla niej komplement, więc musisz wymyślić coś innego- poinformowałam go, że musi się bardziej postarać.
- Świruska?
- Też by jej raczej nie ruszyło.
- Nawet obrazić ją nie jest łatwo. Co to za człowiek?- spytał wyrzucając w górę ręce i uderzając się o regał. Mimowolnie się zaśmiałam na co on posłał mi "groźne" spojrzenie.
- Popieprzony...- przypomniałam mu przymiotnik opisujący moją przyjaciółkę.
- Tak... Chwila! Czy Ty właśnie się ze mnie śmiejesz?!- założył ręce na piersi i zrobił oburzoną minę, czekając na moje wyjaśnienia.
- Ja! Skądże znowu!- położyłam rękę na piersi i przesadnie zaprzeczyłam jego domniemaniom.
- No ja mam nadzieję...- puścił do mnie oczko i podszedł bliżej- I co teraz?
Czując zapach jego perfum, które unosiły się w powietrzu, a wraz z zmniejszoną odległością między nami wzmocniły na swojej intensywności, kolana się pode mną ugięły. Chłopak zauważył, że tracę grunt pod nogami, więc objął mnie w pasie zapewniając mi równowagę. Jednak coś za coś... Może i nie groził mi już upadek, ale za to istniało duże prawdopodobieństwo niedotlenienia mózgu bo jeśli zaraz nie zacznę z powrotem oddychać to będzie ze mną źle...
- Nie wiem...- odparłam tak cicho, że sama się ledwo słyszałam.
- Jeśli dobrze zrozumiałem to Kate nie wypuści nas stąd dopóki nie zostaniesz moją dziewczyną, tak?- przytaknęłam lekko głową nie mogąc uwierzyć w to co się dzieje- Wiesz nie to żebym narzekał czy coś bo naprawdę podoba mi się wizja spędzenia z Tobą reszty moich dni, ale muszę przyznać jej rację, że chyba lepiej będzie jak pójdziemy na jakąś romantyczną kolację. Poza tym chciałbym móc pochwalić się światu, że mam taką piękną i wspaniałą dziewczynę... To znaczy...
  Niall spojrzał mi prosto w oczy, a w nich mogłam ujrzeć wszystkie uczucia, które go teraz wypełniały. Radość, lęk, szczęście, niepokój... Miłość? Zaplotłam swoje ręce wokół jego szyi i posłałam mu najpiękniejszy uśmiech jaki tylko potrafiłam z siebie wydobyć. Chłopak przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i pogładził mnie wierzchem dłoni po policzku, a ja poczułam jak przez moje ciało przechodzi delikatny prąd, który zapierał mi dech w piersiach.
- Gabrielo...
- Tak?- spytałam wypuszczając resztki powietrza z płuc.
- Czy uczynisz mnie najszczęśliwszym facetem na Ziemi i pozwolisz mi powiedzieć światu albo przynajmniej tej czwórce, która czeka za drzwiami, że oficjalnie jesteś moją dziewczyną?
Czułam jak moje serce oblewa przyjemne ciepło, a uśmiech poszerza się niebezpiecznie o mało co nie rozrywając kącików ust. Oczy zaczęły wypełniać mi się łzami, które po chwili spływały po moich policzkach. Niall widząc to szybko starł je kciukiem i mocno mnie do siebie przytulił.
- Hej...- delikatnie głaskał mnie dłonią po plecach, w międzyczasie składając pocałunki na mojej twarzy- Nie płacz... Nie chciałem... Przepraszam...
Odsunęłam się lekko od niego ponownie krzyżując nasze spojrzenia.
- Nic się nie stało... Ja tylko jestem szczęśliwa...
- I płaczesz? Przestań zadawać się z Kate bo widzę, że mieszają się wam obu odpowiednie reakcje...
Słysząc jego słowa zaczęłam się histerycznie śmiać uwalniając wszystko to co do tej pory skumulowało się we mnie w środku. Gdy w końcu zdołałam się opanować ponownie spojrzałam w jego niebieskie tęczówki i zbliżając swoją twarz do jego szepnęłam mu prosto w usta "Zgadzam się". Niall słysząc moją odpowiedź od razu połączył nasze wargi w czułym i namiętnym pocałunku. Czas przestał dla mnie płynąć, a świat istnieć. Nie liczyło się nic poza nami. Nic nie słyszałam, nic nie widziałam... Tylko czułam. Czułam jak jego dłonie zaciskają się na mojej talii, nasze serca biją jak szalone, a ciało domaga się chociaż odrobiny tlenu. Czułam jak przelewa na mnie swoje najgłębsze uczucia niemal obnażając swoją duszę przede mną. Nie wiem ile tak trwaliśmy połączeni ze sobą, ale mogło się to okazać ciut za długo bo gdy oderwaliśmy się od siebie nie mogliśmy złapać oddechu. Zupełnie jakbyśmy przebiegli maraton. Wtuliłam się w jego gorące ciało i zamknęłam oczy rozkoszując się tą chwilą. Ciszę, która mieszała się z emocjami wiszącymi w powietrzu przerwał miękki głos chłopaka.
- Kiedy wracasz?
- Za 5 dni.
- Dopiero?
W jego głosie można było usłyszeć niemalże przerażenie połączone ze smutkiem. Potarłam jego policzek dłonią chcąc go pocieszyć.
- Zleci zanim się obejrzysz- uśmiechnęłam się słodko- A do tego czasu możesz pomyśleć co kupimy Kasi na urodziny...
- Urodziny?- spytał zaskoczony- Kiedy ma?
- Dwudziestego ósmego grudnia. Ta to potrafi się wstrzelić. Nie dość, że zawsze dostawała prezenty na gwiazdkę to jeszcze później na urodziny. Szczęściara...
- Wracacie do Londynu na jej urodziny?
- Tak. Savan zawsze zabiera ją rano na urodzinowe śniadanie, a nasz przyjaciel Ed na podwieczorek. Taka tradycja...- wyjaśniłam mu jak ten dzień wygląda od pewnego czasu.
- Nie sądzę żebym wymyślił dla niej dobry prezent. Prawie wcale jej nie znam...
- Daj spokój! Wierzę w Ciebie! 
- Kate organizuje jakąś imprezę?- chłopak dopytywał się dalej chcą uzyskać więcej informacji na ten temat.
- Nie. Już kilka lat nie miała prawdziwych urodzin...
Niall pokręcił głową widocznie zastanawiając się już nad pomysłem na prezent dla ich kompozytorki.
- Mogę Cię o coś jeszcze prosić?- zagryzłam dolną wargę czekając na jego pozwolenie.
- O co tylko chcesz.
- Wolę jak mówisz do mnie Gaba...
Złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach gdy nagle drzwi od spiżarni się otworzyły, a w progu stanęła Kasia z tym swoim triumfalnym uśmieszkiem na twarzy.
- No i jak tam moje gołąbeczki? Jaka decyzja?
Odwróciłam twarz stronę Nialla a on szeroko się uśmiechnął jednocześnie się rumieniąc.
- Chyba mamy wam coś do powiedzenia...
  
Lotnisko Heathrow

       Przyznaję, że na tyle na ile znam chłopaków z One Direction zawsze uważałam Blondyna za najbardziej uroczego i słodkiego z tej całej piątki, ale dzisiaj to chyba przeszedł samego siebie. Po tym jak oznajmił nam, że Gaba została oficjalnie jego KSIĘŻNICZKĄ (tak... Na serio tak powiedział... Też w to nie mogę uwierzyć! A jednak...) objął ją ramieniem i lekko cmoknął w policzek przyprawiając ją o rumieńce koloru dorodnego buraka. Liam, Zayn i Louis zaczęli im wiwatować i gratulować, a ja po prostu stałam i cieszyłam się ich szczęściem. Zwłaszcza przyjaciółki, dla której zawsze pragnę jak najlepiej. Myślę, że związek z Horanem to dobry wybór. Są jak dwie krople wody co czasem jest trochę przerażające...
- Jejku jaka jestem szczęśliwa!- Gaba ciągle podniecała się wydarzeniami ostatniej godziny. Bogu dziękowałam, że zdecydowała się mówić po polsku bo inaczej kierowca taksówki wziąłby nas za wariatki. Chociaż nie... Tylko ją- Normalnie ręce mi się trzęsą a nogi mam jak z waty!
- Widać- odparłam zerkając kątem oka na rozanieloną twarz dziewczyny, która trajkotała całą podróż idealnie zastępując zepsute radio. Po godzinie jazdy dotarłyśmy na lotnisko, z którego miałyśmy lecieć do Polski na święta. Właśnie... Miałyśmy...
- Gdzie masz swoje walizki?- przyjaciółka spojrzała na mnie zdziwiona, gdy nie wyjęłam swoich toreb z bagażnika samochodu- Kaśka co jest?
- Nie lecę z Tobą- oznajmiłam krótko i na temat.
- Słucham? Powiedz, że sobie ze mnie żartujesz...
- Niestety. Zostaję w Londynie- odpowiedziałam spokojnie mając nadzieję, że moje opanowanie udzieli się Gabie. Nic bardziej mylnego. Ona jest idealnym przeciwieństwem tego słowa.
- Ale jak to?! Zwariowałaś?! Chcesz spędzić tu świat sama?! Rodzice mnie zabiją jak znowu wrócę bez Ciebie i to jeszcze w Boże Narodzenie! Nie ma mowy! Już ostatnio byli źli, że do nich nie wpadłaś! Lecisz i koniec! Nawet bez ciuchów! Pożyczę Ci moje...
  Stałam z rękami założonymi na piersi i czekałam aż skończy. Nie było sensu jej przerywać dopóki wszystkiego z siebie nie wyrzuci. Po dwóch minutach gadania na jednym wdechu zrobiła przerwę na uzupełnienie niedoboru tlenu. To była jedyna szansa, aby dojść do głosu.
- Gaba nie ważne co teraz powiesz i tak nie polecę. Przeproś Twoich rodziców w moim imieniu, a ja jak do nich zadzwonię z życzeniami to wszystko im wyjaśnię...
- Ale czemu?- przyjaciółka spojrzała na mnie smutnymi oczami, układając dolną wargę w podkówkę. Wywróciłam oczami widząc jej próbę zmiękczenia mnie.
- Przestań mi tu strzelać miny a la kot ze Shreka bo wiesz, że to na mnie nie działa. Po prostu potrzebuję zostać sama...
- Jesteś na mnie zła?- skąd ona bierze takie beznadziejne pytania?
- Nie! No coś Ty! Skąd taki pomysł? Z resztą nie ważne...- machnęłam ręką nie do końca przekonana czy aby na pewno chcę usłyszeć odpowiedź- Po prostu nie mam w tym roku ochoty na świętowanie, a poza tym muszę uporządkować sobie parę spraw służbowych...- skłamałam, ale nie było to aż tak dobra ściemą jak sądziłam.
- W Gwiazdkę? Ciekawe jak chcesz to zrobić... Wszyscy mają wtedy wolne.
O ho! Witamy podejrzliwą Gabę! No to mam przekopane...
- Nie wiem czy pamiętasz, ale jestem jednoosobową firmą, co wiąże się z tym, że nie jestem zależna od innych. Muszę przemyśleć sprawę materiału na album dla Olly'ego i ustalić nowy grafik pracy z One Direction. Wszystko się skomplikowało przez ten ich wyjazd w trasę, o którym Simon nie raczył mnie poinformować- brunetka spuściła wzrok i sięgnęła po swoją torbę.
- Rozumiem... Ale jesteś pewna, że nie wracasz ze mną?
- Tak- uśmiechnęłam się do niej i pomogłam z drugą walizką. Po co jej aż dwie na pięć dni?!
  Podeszłyśmy do odpowiedniego okienka i odebrałyśmy jej bilet. Ostatni raz sprawdziłyśmy czy wszystko ze sobą wzięła i pożegnałyśmy się. Czekałam, aż zniknie za rogiem, kiedy nagle odwróciła się i zwróciła się w moim kierunku.
- Jesteś pewna, że chodzi o sprawy służbowe?- spytała dokładnie obserwując moją reakcję na jej pytanie. Zaśmiałam się pod nosem zdając sobie sprawę, że gdyby tylko chciała i wiedziała jak mnie podejść mogłaby wszystko ze mnie wyciągnąć. Na szczęście dla mnie jeszcze nie zdobyła tej umiejętności, a ja wcale nie miałam zamiaru jej w tym pomagać. Nic nie mówiąc kiwnęłam twierdząco głową posyłając jej ostatniego całusa na do widzenia. Gaba zniknęła w długim korytarzu, a ja poszłam złapać jakąś taksówkę, aby dostać się do mojego małego i przytulnego mieszkania.

Mieszkanie Kasi i Gaby

       Odkąd wyszedłem z domu po mojej kłótni z Louisem zjeździłem chyba cały Londyn. Zdenerwowany nie zwracałem szczególnej uwagi dokąd jadę. Dziękowałem Bogu, że mój samochód jest wyposażony w GPS bo w pewnym momencie nie miałem zielonego pojęcia gdzie jestem, ani czy to nadal stolica Anglii. A teraz... Stoję przed brązowymi drzwiami ze śmiesznie powyginanym numerem "27" i zastanawiam się co ja tu robię. "Korzystasz z rady Lou i wszystko wyjaśniasz"
  Niepewnie zapukałem od razu tego żałując. Co ja niby chcę jej powiedzieć? Pewnie znowu skończy się to kolejną ostrą wymianą zadań, ja będę zmuszony ją przeprosić, ona powie, że to nie tylko moja wina, spojrzy na mnie, mi zabraknie tchu... "Ogarnij się Harry! Ona stoi w drzwiach i się na Ciebie patrzy debilu, a Ty nie reagujesz!"
- Mogę wiedzieć co tu robisz?
Kate przechyliła głowę w bok i zmarszczyła brwi uważnie mi się przyglądając. Cierpliwie czekała na odpowiedź, ale gdy ją tylko zobaczyłem w tych przeraźliwie obcisłych jeansach, które opinały jej szczuplutkie nogi i bluzce na ramiączkach z napisem "Bitch" nie byłem w stanie nic z siebie wydusić. "Znowu..."
- Ja... W sumie to...- przeniosłem wzrok na swoje buty i próbowałem pozbierać myśli jednak z marnym skutkiem- Sam nie wiem...- westchnąłem ciężko i ponownie zerknąłem na dziewczynę. Odsunęła się w bok robiąc miejsce w przejściu.
- Chcesz wejść?- spytała zapraszając mnie ruchem ręki do środka, a mnie zamurowało. Czy ona właśnie zaproponowała mi żebym wszedł do jej mieszkania? "Nie, zapytała się czy pójdziesz z nią ulepić bałwana... Ogarnij dupę Styles i właź!" Idę! Jasne, że idę! Po prostu jest w szoku...
  Minąłem ją w przejściu, a ona zamknęła za mną drzwi. Zdjąłem z siebie kurtkę i podążając za nią udałem się do małego saloniku. Ruchem ręki wskazała mi miejsce na kanapie podczas gdy ona podeszła do wieży i ściszyła nieco lecącą muzykę. Rozglądałem się po pokoju sprawdzając czy dobrze zapamiętałem je ostatnim razem. Nic się nie zmieniło oprócz tego, że na komodzie stało zdjęcie Kate i Gaby z jakiegoś wyjazdu. Obie były na nim szeroko uśmiechnięte i wyglądały na bardzo szczęśliwe. Nie-dziewczyna Nialla dalej sprawia takie wrażenia, ale o brunetce stojącej obok nie mogę powiedzieć tego samego...
- Chcesz coś do picia?
- Herbaty, jeśli można.
Złożyłem zamówienie, a dziewczyna poszła do kuchni przyrządzić mój napój. Nie chcąc być niegrzecznym udałem się za nią i wszedłem do kuchni. "Grzeczny Harry? To się kupy nie trzyma..." Cicho siedź!
- Może w czymś Ci pomóc?- spytałem widząc jak staje na palcach aby sięgnąć po kubek z szafki. Nim zdążyłem zainterweniować średniej wielkości garnuszki stały już na blacie, a Kate nalewała wodę do czajnika. 
- Nie trzeba. Zrobienie herbaty to nie jest jakaś wielka filozofia. Chyba, że mówimy o Gabie. Ona potrafi wszystko spieprzyć.
Słysząc opinię na temat zdolności kulinarnych jej przyjaciółki nie mogłem się powstrzymać od śmiechu. Brunetka jedynie uśmiechnęła się lekko po czym sięgnęła po cytrynę i miód. Gdy woda się w końcu zagotowała wlała ją do kubków i delikatnie poruszając metalową zaparzarką uwalniała niesamowity aromat liści herbaty. Gdy ten proces dobiegł końca wkroił do środka cytrynę i dodała po łyżeczce miodu.
- Mam nadzieję, że lubisz trochę słodyczy- powiedziała podając mi kubek równocześnie ujmując swój w dłoń. 
Powolnym krokiem wróciliśmy do salonu gdzie zająłem wskazane wcześniej przez nią miejsce podczas gdy ona usiadła obok mnie podkulając nogi i zwracając się w moją stronę. Również obróciłem się będąc z nią twarzą w twarz. Zanurzyłem usta w gorącym napoju, a po jednym łyku mój przełyk i żołądek wypełnił się słodkim ciepłem.
- To jest przepyszne!- przyznałem odrywając wargi od kubka. Chyba faktycznie mam poważną konkurencję jeśli chodzi o tytuł mistrza kuchni.
- Dziękuję. Możesz mi już powiedzieć co Cię do mnie sprowadza?- brunetka czekała na moje wyjaśnienia, a ja wolną ręką przeczesałem włosy ciężko wzdychając.
- Pokłóciłem się z Louisem...- zacząłem choć tak naprawdę nie wiedziałam co chciałem dalej powiedzieć.
- Wiem- odparła krótko, a ja nie potrafiłem ukryć zdziwienia.
- Jak to? Przecież...
- Byłam dzisiaj u was odebrać Gabę i zawieźć ją na lotnisko żeby mogła wrócić na święta do domu. Tomlinson mi powiedział, że się posprzeczaliście, ale nie chciałam wiedzieć o co poszło z czego wydawał się nie być do końca zadowolony. Chyba myślał, że będę równie wścibska co...- przerwała na chwilę i mogę się założyć, że miała na myśli mnie, ale ugryzła się w język- Że będę wścibska i zacznę się go wypytywać o szczegóły. No cóż... To się chłopak rozczarował...
Odetchnąłem z ulgą słysząc, że Kate nie dowiedziała się co było powodem mojej dzisiejszej kłótni z Lou. Chyba bym spalił się ze wstydu gdyby się okazała, że zna prawdę, a ja przyszedłem sobie do niej pogadać... To by było jedna wielka katastrofa! "Ale przynajmniej wszystko byłoby jasne" 
- Czemu nie wróciłaś z Gabrysią do Polski?- spytałem unikając dalszej rozmowy na temat mój i Louisa.
- Nie twój interes- zgasiła mnie szybko- Niestety Styles, ale raczej nie pomogę Ci w godzeniu się z twoim przyjacielem. Za mało was znam żeby się wtrącać, a poza tym nie mam tego w zwyczaju. No chyba, że chodzi o kogoś naprawdę mi bliskiego. W czymś jeszcze mogę Ci pomóc?
Dokładnie jej słuchałem i zastanawiałem się czy ona zawsze jest taka poważna czy tylko wtedy kiedy jest ze swoimi podopiecznymi jak to raczy nas nazywać. Nie mogłem pojąć jak dziewczyna, która jest tak młoda może być taka sztywna i zdystansowana do ludzi i świata. Przecież to jest wbrew naturze! "Muszę przyznać. To było głębokie..." Filozof Harry, do usług!
- Szczerze powiedziawszy to chciałem Cię przeprosić...
- Znowu?- Kate uniosła do góry brwi- Jeszcze trochę, a stanie się to naszą tradycją. Po każdym  naszym spotkaniu będziesz przychodził i mnie przepraszał...
- Wolałbym tu przychodzić w innym celu...- palnąłem nie myśląc co mówię. Czemu nie mam takiego daru jak ona i nie potrafię w odpowiednim momencie ugryźć się w język? "Bo Ty najpierw mówisz, a potem myślisz i nie jestem przekonany czy używasz do tego mózgu..." To się nazywa pocieszenie. Na szczęście dziewczyna udała, że nie słyszała mojego komentarza za co byłem jej wdzięczny.
- To za co przepraszasz mnie tym razem?- spytała poprawiając się na kanapie.
- Za to, że byłem dzisiaj wścibski- posłałem jej wymowne spojrzenie i dokładnie zaakcentowałem ostatnie słowo dając jej do zrozumienia iż wiem, że wcześniej miała mnie na myśli- Nie chcę żebyś miała jakieś problemy przeze mnie i dlatego zapytałem się o Tomka. Nie powinienem tym bardziej, że widziałem, że nie masz najlepszego humoru.
Dziewczyna uśmiechnęła się lekko i przyznała mi rację.
- Tak... To nie był najlepszy moment na wtrącenie mnie z równowagi. Nie mniej jednak ja też przepraszam, że tak na Ciebie naskoczyłam. Miałeś dobre intencje, a ja nie potrafiłam się kontrolować. Tym razem na to nie zasłużyłeś, więc jeszcze raz przepraszam.
- Nic się nie stało- uśmiechnąłem się do niej i przygryzłem dolną wargę zastanawiając się czy aby na pewno zrobić to co zamierzałem- Kate...
- Tak?- dziewczyna podniosła swój wzrok na mnie, a gdy ujrzałem jej nieziemsko zielone tęczówki moja zdolność logicznej oceny sytuacji poszła się...- Czemu zrezygnowałaś ze swojego urlopu żeby z nami pracować przed trasą? Przecież nie musiałaś tego robić...- Kate westchnęła i wzruszyła ramionami.
- Im szybciej nagramy te single tym szybciej wy wydacie album i się ode mnie uwolnicie- wyjaśniła mi choć czułem, że to nie do końca prawda.
- Tylko dlatego? Aż tak Ci z nami źle?
- A kto powiedział, że mi źle?- spytała zdziwiona-  To chyba raczej wam to nie odpowiada. Owszem, przyznaję, że jest to zupełnie inna współpraca niż te, przez które przeszłam do tej pory, ale nie powiedziałabym, że jest mi AŻ tak źle. Trochę mnie irytujecie, ale bez przesady. W gruncie rzeczy nie łatwo wytrącić mnie z równowagi. No chyba, że ktoś wie co powiedzieć. Poza tym podziękujcie Savanowi. Gdyby nie on już dawno byśmy się pożegnali.
Przez chwilę zastanawiałem się nad esencją jej słów. Czyli jednak nas lubi? Jak Kotecha ją przekonał, żeby dała nam jeszcze jedną szansę? "Tobie to już chyba z dziesięć..." Na matmie to Ty się nie znasz... 
- No pytaj bo Ci zaraz mózg uszami wyjdzie- zaśmiała się widząc skupienie na mojej twarzy gdy rozmyślałem nad jej uczuciami, które do nas żywi.
- Co Ci takiego powiedział Kotecha, że dalej nas znosisz? A już w szczególności mnie?
Po jej minie widać było, że nie spodziewała się takiego pytania. Skupiła wzrok na swoich dłoniach i zaczęła bawić się palcami.
- Przekonał mnie, że na to zasługujecie. Dobrze, że nie słyszeliście jak was zachwalał bo byście jeszcze w piórka obrośli. Oprócz tego mam u niego dług wdzięczności, który właśnie spłacam...
- To znaczy?
Kate kolejny raz zaszczyciła mnie swoim spojrzeniem zastanawiając się czy powinna mi odpowiedzieć. Myślałem, że znowu usłyszę tekst typu "To nie twoja sprawa", ale czekało mnie miłe rozczarowanie.
- Po tym jak przyjechałam do Londynu Savan bardzo mi pomógł pomimo tego, że mnie nie znał i nic o mnie nie wiedział. Gdy już zyskałam swoją pozycję w muzycznym show biznesie co jest po części jego zasługą, głównie dlatego, że on jako jedyny uwierzył, że wtedy jeszcze piętnastolatka z innego kraju poradzi sobie w tym okropnym świecie, obiecałam sobie, że gdy tylko mnie o to poprosi wesprę jakiegoś artystę tak samo jak on mnie i nigdy w niego nie zwątpię. Właśnie to robię. Wybrał was, a ja przyrzekłam, że zrobię wszystko żeby wam się udało. To właśnie powiedział mi kiedy dzwonił do mnie po jednej z waszych pierwszych wpadek.
Nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem. Savan wybrał nas? Ale czemu? Przecież jest tyle uzdolnionych muzycznie osób! Czemu my? Zdecydowałem, że muszę z nim o tym porozmawiać gdy tylko się z nim zobaczę i przekazać chłopakom wszystko czego się tu dowiedziałem. Wpatrywałem się w nią oszołomiony pomału przyswajając informację, którymi Kate się ze mną podzieliła. W szczególności fragmentu dotyczący jej samej i początków z jej życia w Anglii. Nie było tego dużo, ale nie miałem wątpliwości, że jeszcze kiedyś wrócę do tego tematu.
- Mogę się teraz ja o coś zapytać?- dziewczyna wyrwała mnie z mojej zadumy, a ja pokiwałem twierdząco głową.
- Czemu wam tak zależało żebym wam wybaczyła? Nie jestem jedyną tekściarką na wyspach. Mieliście już Savana. Czemu ja?
- To proste- wzruszyłem ramionami udzielając jej odpowiedzi- Jesteś najlepsza w tym co robisz i nikt nie ma co do tego żadnych wątpliwości. To zaszczyt z Tobą współpracować zwłaszcza dla zespołu, który dopiero zaczyna. Nikt nie podjąłby się napisania dla nas piosenek decydując się połączyć nasze gusta muzyczne, a Ty zrobiłaś to bez wahania. Jesteś niesamowita i niepowtarzalna. Kto inny mógłby nad nami zapanować? To po prostu musisz być Ty i tylko Ty...
 Kate patrzyła na mnie z szeroko otwartymi oczami. Zdecydowanie nie była przygotowana na taką przemową w moim wykonaniu tym bardziej, że zawierała ona same komplementy na jej temat. Odwróciła nieco głowę i wstała z kanapy co chwilę powtarzając moje ostatnie zdanie. "It's gotta be you... Only you..." Wyjęła z komody kawałek kartki i zapisała coś na nim. Z zainteresowaniem przyglądałem się co robi nie do końca wiedząc co się dzieje. Dziewczyna odwróciła się do mnie i posłała mi tajemniczy uśmiech po czym schowała kawałek papieru do kieszeni. 
  Zerknąłem na zegarek, który wskazywał już dziesiąta. Jak poparzony podniosłem się i ruszyłem w kierunku przedpokoju.
- Muszę lecieć. Chłopaki będą się martwić czemu mnie tak długo nie ma.
Ubrałem szybko kurtkę i ostatni raz spojrzałem na Kate, która opierała się o framugę drzwi. 
- Wiesz Styles...- zaczęła przygryzając dolną wargę- Nie wiem o co Ci poszło z Louisem, ale lepiej to naprawcie. Wydajecie się być dobrymi przyjaciółmi. Szkoda byłoby stracić coś takiego...
- Zrobię to- posłałem jej ciepły uśmiech odwdzięczając się za dobrą radę.
- Logika naszego serca jest niedorzeczna, więc warto czasami użyć głowy. Tak mi się przynajmniej wydaje...- puściła do mnie oczko i popchnęła w stronę drzwi- A! Tak dla Twojej informacji... Niall i Gaba oficjalnie są parą, więc się nie zdziw jak Horan będzie chodził i śpiewał szczęśliwy po domu...
- Jak to? Kiedy to się stało?- a to Ci to dopiero news!
- Dzisiaj. Nie powiem, że nie maczałam w tym palcy, ale chodziło o moją najlepszą przyjaciółkę, więc musiałam- wzruszyła ramionami usprawiedliwiając tym swoje zachowanie- Na pewno wszystko Ci sam opowie.
- Jestem tego więcej niż pewien- jęknąłem na myśl o nieprzespanej nocy, którą zafunduje mi Niall opowiadając jak do tego w końcu doszło. 
Pożegnałem się z Kate, ale zanim na dobre zamknęła za mną drzwi przytrzymałem je jeszcze ręką, a drugą wskazałem na dziewczynę.
- Zapomniałbym! Fajna koszulka...