20 maja 2014

11

Liverpool, Hotel Hampton

       Obudziłem się z uśmiechem na ustach, który prawdopodobnie nie był tak urzekający jak zwykle. Dalej bolała mnie głowa, a mięśnie wciąż  bardziej przypominały galaretowatą papkę niż muskuły Herkulesa, ale czułem, że dzisiejszy dzień będzie o niebo lepszy.
- Nasza królewna wstała! Nareszcie!- usłyszałem głos Louisa, który siedział przy moim boku. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem jego roześmianą twarz- Witamy wśród żywych Harry!
- Cześć- przeciągnąłem się chcąc rozruszać zastane kości- Która godzina?
- Siódma wieczorem. Tym razem spałeś dłużej niż Zayn i Niall razem wzięci- odpowiedział, okazując swoje uznanie, dla pobicia nowego rekordu.
- Miałem tak piękny sen, że równie dobrze mógłbym się w ogóle nie obudzić- odparłem.
- O! A co ci się takiego śniło?- spytał wyraźnie zainteresowany.
Założyłem ręce za głowę przypominając sobie moje cudowne fantazje. Dzięki nim nie traktowałem mojej choroby jako kary za wydurnianie się. W końcu to nic złego kompletnie odpłynąć na kilka godzin i żyć przez chwilę w idealnym świecie. Szkoda tylko, że rzeczywistość nie jest taka piękna.
- No mów, a nie szczerzysz się jak mysz do sera!- szturchnął mnie w ramię z niecierpliwiony przyjaciel.
- Śniło mi się, że jakimś cudem Kate przyjechała. Martwiła się o mnie. Oprócz tego rozmawialiśmy i obiecała, że do mnie wróci... niby nic takiego, ale mi się podobała taka wizja- odpowiedziałem. Lou popatrzył na mnie z głupim wyrazem twarzy, po czym przygryzł wargę starając się ukryć rozbawienie- Co w tym śmiesznego?
- Wiesz, czasami marzenia się spełniają- odparł, wskazując ruchem głowy na fotel stojący niedaleko mojego łóżka. Gdy spojrzałem w tamtym kierunku, zobaczyłem śpiącą na nim brunetkę, jakby żywcem wyjętą z mojego snu. Te same obcisłe jeansy, biała bluzka i beżowa marynarka z dzianiny. Jak to możliwe?- Przyjechała dzisiaj rano z Gabą, po tym jak Paul do niej zadzwonił- odpowiedział na moje niewypowiedziane na głos pytanie.
Uniosłem się na łokciach żeby się jej lepiej przyjrzeć. Po grymasie na jej ustach mogłem jednoznacznie stwierdzić, że było jej niewygodnie, pomimo iż zamszowy mebel nie był aż tak mały. Nogi zwisały jej luźno na podłokietniku, a twarz zwrócona była w naszą stronę. Pierwszą moją myślą było to aby wstać, wziąć ją na ręce i położyć na miękkim materacu koło siebie, ale niestety moje ciało nie było na tyle silne w tym momencie. 
- Widzę, że jesteś w szoku- odezwał się Tommo, o którego obecności zdążyłem już zapomnieć.
- Trochę- przyznałem- Sądziłem, że to tylko sen...
- Jak tak ciężko ci w to uwierzyć, to możemy przyjąć, że śnisz na jawie- mrugnął do mnie okiem.
- Powinniśmy ją przenieść na łóżko. Gdy się obudzi będzie ją wszystko boleć.
- Mówiłem jej żeby poszła do siebie a ja z tobą zostanę, ale obaj dobrze wiemy, że jak się uprze to nawet najlepszy negocjator nie przemówi jej do rozsądku. Zapewniała, że nie zmruży oka, ale gdy wróciłem po dwóch godzinach oboje spaliście jak zabici- opisał przebieg wydarzeń, które do tej pory były dla mnie wymysłem mojej chorej (w dosłownym tego słowa znaczeniu) wyobraźni.
Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Naprawdę przyjechała tu dla mnie? A może Paul powiedział jej coś jeszcze, co skłoniło ją do opuszczenia Londynu? Te i dziesiątki innych pytań zaczęły kumulować się w mojej głowie, co tylko sprawiło mi większy ból. Nie byłem do końca przekonany czy chcę znać na nie wszystkie odpowiedzi. Wolałem cieszyć się jej widokiem i wykorzystać fakt, że jest znów blisko mnie. Dopiero kiedy ją zobaczyłem zdałem sobie sprawę jak bardzo za nią tęskniłem. Za tym nieodgadnionym wyrazem twarzy, przeszywającymi na wskroś zielonymi tęczówkami i nieśmiałym uśmiechem, który od czasu do czasu wypływał na jej bladoróżowe usta. Dziwne jak czasami będąc dosłownie obok kogoś dla ciebie ważnego, najbardziej odczuwamy jego brak wiedząc, że nigdy nie będzie twój. Smutne, ale prawdziwe.
Dziewczyna próbowała przewrócić się na bok, ale nie miała na to aż tyle miejsca. Szepcząc pod nosem niezrozumiałe dla nas słowa, otworzyła oczy i spojrzała na nas przez przymrużone powieki.
- Możecie przestać się tak na mnie gapić?- poprosiła, przeczesując ręką włosy- Nie jestem żadnym duchem.
- Harry może mieć na ten temat inne zdanie- odparł Louis.
- Jest chory. Nie oczekuj od niego oznak pełnej świadomości.
Mało zgrabnie, zmieniła swoją pozycję na siedzącą, opierając łokcie na kolanach. Popatrzyła na mnie zmęczonym wzrokiem, po czym wstała i podeszła bliżej łóżka- Jak się czujesz?
- Lepiej- odpowiedziałem krótko.
- To dobrze.
W pokoju nastała niezręczna cisza. Obdarzyłem wymownym spojrzeniem Louisa, mówiącym "Idź sobie!", ale nie od razu załapał jaką wiadomość chce mu przekazać. Dopiero kiedy mało konspiracyjne szturchnąłem go nogą, oprzytomniał i zaczął gadać jakieś głupoty. A podobno to ja nie ogarniam tego co się dzieje...
- Właśnie sobie przypomniałem, że miałem iść z Liamem na miasto!- uderzył się otwartą dłonią w czoło, odgrywając swój teatrzyk. Sam miałem ochotę mu przywalić- Jak moglibyśmy opuścić Liverpool bez małego zwiedzania?
- Szkoda zmarnować taką szansę- stwierdziła Kate, która dobrze wiedziała co się święci i czemu ma to wszystko służyć. Widocznie nie tylko mi zależało na tym aby sobie poszedł. 
- Dokładnie!- zgodził się z nią, ale nie podjął się zrobienia kolejnego ruchu. Co za pacan...
- Nie powinieneś już iść?- zasugerowałem, na co przytaknął wpatrując się w nas uważnie. Dopiero po chwili wstał i zniknął za drzwiami zostawiając nas samych- Może usiądziesz?- zaproponowałem dziewczynie, która dalej stała nade mną bez ruchu. Powoli przysiadł na skraju łóżka, praktycznie na samym jego końcu. Zmarszczyłem brwi nie rozumiejąc jej zachowania. Czemu kobiety są takie skomplikowane? 
- Chyba nie boisz się, że się zarazisz?
Brunetka pokiwała przecząco głową, skupiając całą uwagę na swoich butach, które najwyraźniej były dla niej najciekawszą rzeczą w tym pokoju. Przegrać z parą pantofli? To dopiero porażka!
- Czemu przyjechałaś?- spytałem w prost, decydując, że jednak chcę rozjaśnić nieco sytuację. 
- Paul do mnie zadzwonił.
- Tylko dlatego?- po raz kolejny zaprzeczyła, bez słowa wyjaśnienia- Więc czemu?
- Chciałam ci się odwdzięczyć za czas, który mi poświęciłeś gdy ja byłam chora- odparła, wciąż na mnie nie patrząc.
- Nie musiałaś tego robić.
- Nie chcesz żebym tu była?- nawiązała ze mną kontakt wzrokowy, czekając na odpowiedź. Starałem się wyczytać z jej sylwetki o czym teraz myśli, ale była to niemożliwe. Kiedy ciężko westchnęła, kręcąc nad czymś głową z rezygnacją i odsuwając się ode mnie jeszcze bardziej, złapałem ją za rękę udaremniając jej próbę- Byłam głupia myśląc, że to dobry pomysł.
- Wcale nie. Cieszę, że tu jesteś.
- Doprawdy?- prychnęła pod nosem nie wierząc w moje słowa.
- Tak. Jestem po prostu zaskoczony- wyjaśniłem- Nawet się z nami nie pożegnałaś gdy wyjeżdżaliśmy, a teraz budzę się i widzę jak śpisz na fotelu w moim pokoju.
- Przepraszam, że cię nie uprzedziłam...
- Możesz przestać się dąsać?- poprosiłem, gdy moje nerwy zaczęły wymykać się spod kontroli. Już dawno nie straciłem przy niej opanowania i wolałem żeby tak zostało- Czemu ty zawsze masz jakiś problem?
- Ja mam problem?- popatrzyła na mnie z niedowierzaniem- To tobie znowu coś nie pasuje. Nie pożegnałam się, ponieważ w ostatniej chwili kiedy wychodziłam z mieszkania wpadł do mnie Alex, który potrzebował mojego wsparcia. Przykro mi, ale w takim wypadku pomoc przyjacielowi była dla mnie ważniejsza.
- Mogłaś chociaż napisać- odparłem zdenerwowany.
- Mogłam też zostać w Londynie i starać się o tobie zapomnieć, a zamiast tego zmusiłam Gabę, aby wsiadła w nocy do auta i mnie tu przywiozła. Mogłam się porządnie wyspać zamiast gnieść się na tym cholernym fotelu. Mogłam też udawać, że się o ciebie nie martwię, ale aż tak dobrą aktorką nie jestem.
Otworzyłem szeroko oczy słysząc jej wyznanie. Moje serce urosło dziesięć razy kiedy sama przyznała, że niepokoiła się o mnie, ale z drugiej strony fakt, że przez ostatnie dwa tygodnie chciała wyrzucić mnie z pamięci nie był zbyt pokrzepiający. Nim zdążyłem coś odpowiedzieć, ona dalej utwierdzała się w przekonaniu, że popełniła kolejny błąd.
- Postąpiłam bezmyślnie. Ubzdurałam sobie, że ucieszysz się na mój widok, a tymczasem nie chciałeś żebym dowiedziała się co się z tobą dzieje.
- Skąd taki pomysł?- spytałem oburzony.
- Gdy był wczoraj u ciebie lekarz zastrzegłeś, że nie chcesz aby cokolwiek mówił niejakiej Kate. Ostatecznie i tak wszystkiego się dowiedziałam, bo Louis wypalił, że jestem twoją siostrą.
- Podałaś się za Gemmę?
- To nie był mój pomysł- zaznaczyła- Niemniej jednak to nie jest teraz ważne. Wolę żebyś mi wyjaśnił czemu to zrobiłeś. Czemu chciałeś zataić przede mną prawdę?
Spoliczkowałem się w duchu kilka razy. Dopiero teraz przypominałem sobie wydarzenia z dzisiejszego ranka. Choć wszystko było zamazane, a większość stanowiła tylko urywki, to akurat pamiętałem doskonale. Nie chciałem się narzucać skoro nie miała czasu wysłać chociażby głupiego smsa życząc nam w ten sposób powodzenia podczas trasy. Gdybym wiedział, że Kate jest już drodze, w życiu bym o coś takiego nie poprosił, ale to zrobiłem. Jak miałem się teraz z tego wykręcić?
- Po tym jak nie dawałaś znaku życia, stwierdziłem że nic cię już nie obchodzę. Pogodziłem się z tym i nie chciałem ci zawracać głowy swoją osobą. Na wypadek jednak gdybyś jakimś cudem się o tym dowiedziała, nie chciałem abyś znała żadnych konkretów. Niczemu by to nie służyło.
- Czyli to moja wina?- wskazała na siebie palcem, biorąc odpowiedzialność za moje nie do końca świadome czyny.
- Oczywiście, że nie! Ja też nie jestem w tym wypadku świętym.
- Zaczynam się gubić- przyznała, opadając ciężko na łóżko. Zakryła twarz dłońmi i westchnęła głęboko.
- Nie tylko ty- chciałem ją pocieszyć lecz sam wiedziałem, że lepiej by było gdyby chociaż jedno z nas rozumiało co się dzieje między nami. Zabrałem jej ręce, ujmując je w swoje i kładąc się obok niej.
- Tęskniłem- mruknąłem jej do ucha, całując jego płatek- Nawet nie wiesz jak bardzo. 
- Skoro tak, to czemu się kłócimy?- popatrzyła na mnie smutno- Przyjechałam tu po to żeby cię wesprzeć, a nie dobić. Za to drugie miałam się wziąć dopiero jak poczujesz się lepiej.
- Pocieszające...- zaśmiałem się pod nosem.
- Nie może być tak, że tylko twoi koledzy z zespołu dostają reprymendę za bezmyślne zachowanie. Musi być jakaś sprawiedliwość na tym świecie, więc ciebie też to nie ominie.
- Już nie mogę się doczekać. Lubię patrzeć jak się złościsz. Jesteś wtedy tak niebezpiecznie seksowna.
Kate wywróciła oczami, a następnie chciała się podnieść, ale jej na to nie pozwoliłem. Przytrzymałem ją, przyciągając bliżej siebie. Na szczęście nie stawiała oporu, co było dla mnie wielkim ułatwieniem.
- Gdzie się wybierasz? Dopiero co wyznałem ci, że umierałem z tęsknoty, a ty że się o mnie martwiłaś. Moim zdaniem powinnaś dobrze sprawdzić czy aby na pewno wszystko ze mną w porządku.
- Pochorowałeś się, bo długo się nie widzieliśmy?- uniosła do góry brew pokazując swoje zaskoczenie.
- Zdecydowanie to jest jeden z głównych powodów.
- Ale widzę, że jedna kłótnia postawiła cię na nogi, więc mogę już sobie iść- odparła zadowolona.
- Nie ma mowy!- zacieśniłem uścisk wokół jej talii- Musimy nadrobić te stracone dwa tygodnie.
- Chyba sobie żartujesz!
- Ani trochę- zapewniłem poważnym tonem.
- Przykro mi, ale to wszystko co ubzdurałeś sobie w swojej małej główce nie wchodzi w grę- oznajmiła.
- Niby czemu?
- Bo od kilku godzin jestem twoją siostrą, a kazirodztwo mnie nie interesuje- puściła do mnie oczko, zaciskając mocno usta i ukrywając rozbawienie, wywołane moją niezadowoloną miną- Wszelkie skargi i zażalenie kieruj do Louisa. To był jego pomysł.
- Zabije go!- warknąłem sam do siebie. Gdzie ten frajer się podział?!
- Na szczęście znalazłam już sobie pocieszenie.
- Jak to?!- otworzyłem szeroko oczy. O czym ona mówi?!
- Twój lekarz wydawał się być zainteresowany bliższym poznaniem mojej osoby. Tak na marginesie to niesprawiedliwe, że mój doktor podchodził pod sześćdziesiątkę i był tak łysy, że mogłam się przejrzeć w jego wypolerowanej czaszce. 
- Nie spotkasz się z nim- odparłem, tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Dał mi swój numer- wyjęła kartkę z kieszeni marynarki i przystawiła mi ją pod nos- Szkoda żeby się zmarnował.
Wyrwałem mały kartonik z jej ręki i zgniotłem zaciskając pięść. Kate próbowała odebrać zniszczoną wizytówkę, sięgając po nią ponad moim ciałem, ale jej się to nie udało. Wrzuciłem papier za łóżko, a ją przycisnąłem do swojej klatki piersiowej.
- Ej! Miałam mieć dzisiaj randkę!- klepnęła mnie obrażona.
- Możesz na nią iść tylko i wyłącznie ze mną.
- Kto tak powiedział?
- Ja- wzruszyłem ramionami, jakby to było coś oczywistego.
- Przykro mi, ale nie zadaję się z takimi słabeuszami. Ledwo jesteś w stanie leżeć ze mną na łóżku, nie wspominając już o wyjściu na zewnątrz, czego ci z resztą nie wolno- wątpiła w moje możliwości, ale dla niej byłem gotowy zebrać w sobie wszystkie siły na ten jeden wieczór, choćbym miał później umierać przez kolejny tydzień.
- Kate, Kate, Kate...- pokręciłem z politowaniem głową zmieniając naszą pozycję tak, że teraz to ja byłem nad nią- Oboje dobrze wiemy, że z nim nie będziesz się tak dobrze bawić jak ze mną. Poza tym nie musimy nigdzie iść żeby miło spędzić czas. Uwierz mi, że łóżko do którego zostałem przykuty może być równie dobrym miejscem na kolejną randkę, jeśli spędza się ją w odpowiednim towarzystwie. Tyle rzeczy może się wydarzyć...- dodałem, rozmyślając co mogłoby się stać, przez co znów zaczęło mi się robić gorąco. Tym razem nie była to wina gorączki, a scen, które zawładnęły moimi myślami z dziewczyną, która leżała pode mną w roli głównej.
- Widzę, że już ci lepiej. Wrócił arogancki i zbyt pewny siebie w odniesieniu do kobiet Harry Styles- skwitowała- Byłeś zdecydowanie atrakcyjniejszy kiedy nic nie mówiłeś, pogrążony we śnie.
- Zawsze możesz znaleźć inny sposób żeby mnie uciszyć- poruszyłem wymownie brwiami, a Kate słysząc desperację w moim głosie, która nawet mnie przeraziła, zaczęła się śmiać. Wsłuchując się w ten piękny dźwięk i obserwując szeroki uśmiech na jej twarzy, który rzadko tam gościł, postanowiłem poczekać z wdrażaniem w życie moich planów, które pomimo wszelkich starań nie opuszczały mnie ani na chwilę naszej rozłąki.

       Determinacja Stylesa spowodowana chęcią bycia sam na sam z Kate, była tak duża, że gdybym wczoraj na własne oczy nie widział jak jedną nogą jest już na tamtym świecie to w życiu bym nie przypuszczał, że boli go chociaż mały palec u nogi. Miałem wielką ochotę zostać i podsłuchać o czym rozmawiają, ale gdyby któreś z nich się dowiedziało, to przejąłbym rolę przyjaciela jako zespołowego chorowitka. Wiedziałem, że nie uda mi się namówić Liama na żadne wyjście, ale musiałem gdzieś przeczekać czas, w którym mieliśmy zwiedzać nowe dla nas miasto. Równie dobrze mogliśmy pooglądać zdjęcia znalezione w wyszukiwarce Google, dlatego udałem się do jego pokoju, który zamieszkiwał wraz z Zaynem i Niallem. 
- Mógłbyś się nauczyć pukać- zwrócił mi uwagę Payne, gdy bez niczyjej zgody przekroczyłem próg ich pokoju. 
- Widziałem już wszystko. Nie jesteście w stanie mnie niczym zaskoczyć- uśmiechnąłem się figlarnie- Co robisz?
- Piszę z Danielle- odpowiedział na moje pytanie, wpatrując się w ekran swojego telefonu. Rodzice go zabiją za rachunki, dopóki jeszcze za nie płacą.
- Gdzie Nialler?- rozejrzałem się dookoła, szukając blond przyjaciela, którego nie widziałem od rana.
- To powinno być pytanie retoryczne- podjął się udzielenia mi informacji na temat miejsca pobytu kumpla Malik. Dopiero po chwili wpatrywania się w niego wyczekująco postanowił być bardziej precyzyjnym- Siedzi u Gaby. Albo leży. Nie wiem co tam robią.
- Ale się chłopak wkopał...- pokręciłem z niedowierzaniem głową. Niby wiedziałem, że gdy postanowi obdarzyć kogoś jakimś pozytywnym uczuciem to w ogień by za nim skoczył, ale tego się nie spodziewałem. Czekałem aż któregoś dnia wejdzie do mojego pokoju i wciśnie mi w rękę zaproszenie na ślub oznajmiając, że oświadczył się swojej dziewczynie.
- Cieszmy się, że jest normalna, a nie jak większość lasek, które ostatnio się nim interesowały. Spotykanie się z Gabą wychodzi mu zdecydowanie na dobre- przedstawił swoją opinię na temat jego wybranki Mulat.
- A od kiedy to z ciebie taki specjalista od związków, co?- spytałem zaskoczony.
- Odkąd jest w stałym związku- wtrącił się Liam, uśmiechając się głupkowato. 
- Co?!- otworzyłem szeroko oczy, nie wierząc w to co usłyszałem- Zayn Malik ma dziewczynę i ja nic o tym nie wiem?! 
- Ale ty jesteś głupi Payne...- rzucił w niego poduszką przyjaciel, który deklarował chęć pozostanie singlem tak długo jak jest to tylko możliwe.
- Chcę wiedzieć więcej!- przeskoczyłem na kanapę obok kumpla, który zdradził mi największy sekret świata.
- Od walentynek pisze ciągle z jakąś Chloe. Jak na niego to bardzo dużo, więc myślę iż można to uznać za coś poważnego.
- Naprawdę?- zwróciłem się bezpośrednio do Zayna- Jaka jest?
- A co ci do tego?- spytał niby unikając odpowiedzi. Nie ze mną te numery stary. Dobrze wiem, że chcesz się pochwalić kogo poderwałeś.
- No dawaj!
- Skoro już musisz wiedzieć...- zaczął od niechcenia co było niezłym przekrętem- Jest zajebista, seksowna i niczego jej nie brakuje.
- Damska wersja ciebie- dogryzał mu dalej Li, który miał z tego niezły ubaw.
- Śmiej się, śmiej- pogroził mu palcem- Chciałbyś mieć chociaż w połowie tak udane życie erotyczne jak ja.
- Widziałeś się z nią tylko raz i zapewne połowy nie pamiętasz- przypomniał mu jak marnie prezentował się po powrocie do domu. Wyglądał jakby dorwało go tornado, w brudnych ciuchach i potarganych włosach.
- Raz a porządnie- skwitował- Poza tym gdy wrócimy do Londynu znów się mamy spotkać i wtedy długo mnie nie zobaczycie.
- Wyślemy za tobą list gończy- zapewniłem, go o naszej trosce, klepiąc go po ramieniu- Nie mogę uwierzyć, że się zakochałeś.
- Co zrobiłem?!- popatrzył na mnie z przerażeniem- Nie, nie, nie. Takie wybryki to pozostawiam wam panowie. Ja mam zamiar dobrze się bawić i to tyle w tym temacie.
- Do czasu...- szepnąłem sam do siebie, posyłają Liamowi porozumiewawcze spojrzenie, który w pełni się ze mną zgadzał.
 Chłopaki powrócili do zaciętego korespondowania ze swoimi dziewczynami, dlatego ja też postanowiłem zrobić to samo i napisać do Eleanor. Nim zdążyłem wystukać zwięzłą i zrozumiałą treść wiadomości do pokoju weszła Gaba, a po jej minie widziałem, że coś ją gnębi. O dziwo nie było przy niej Nialla, co było dość niespotykanym zjawiskiem, zwłaszcza jeśli znajdowali się w tym samym budynku.
- Cześć chłopaki- przywitała się z nami, po czym zwróciła się wyłącznie do mnie- Louis, moglibyśmy porozmawiać?
- Jasne- zgodziłem się i razem wyszliśmy na korytarz- Coś się stało? Gdzie jest Horan?
- Usnął u mnie w pokoju, ale to akurat dobrze się składa. Chciałam cię o coś zapytać.
- Wal śmiało- uśmiechnąłem się, chcąc dodać jej nieco odwagi, ponieważ wyglądała na niepewną czy dobrze robi. Sądziłem, że przyszła się o coś poradzić albo że przynajmniej będzie to miało związek z jej chłopakiem, ale się myliłem.
- Mógłbyś mi powiedzieć czy w umowie, którą ostatnio zawarliście z Kate jest coś na temat tego, że jest ona odpowiedzialna za wszystko co się z wami dzieje?
- Mogłabyś sprecyzować swoje pytanie? Chyba nie za bardzo rozumiem co masz na myśli.
- Chodzi mi o to czy na przykład jej obowiązkiem jest opieka nad wami- sprostowała, ale dalej nie bylem pewien czy wiem o co jej chodzi.
- To zależy- odparłem- Miała ona dbać o to żebyśmy poprawili swoje wokale i takie tam dopóki Helene nie wróci. Jeśli o taką opiekę ci chodzi, to tak. Jest to jej obowiązkiem.
- A przyjazd tutaj tylko i wyłącznie dlatego, że jeden z was się rozchorował?- drążyła dalej temat, a ja nie mogłem dojść czemu ją to tak interesuje.
- Nie znam się za bardzo na tym. Liam jest bardziej zorientowany w tym wszystkim co podpisywaliśmy, ale nie sądzę, żeby był tam taki zapis- odpowiedziałem, próbując sobie przypomnieć co tak właściwie zawierały punkty nowego kontraktu między nami a tekściarką- Mogę wiedzieć czemu o to pytasz?
- Chciałam wyciągnąć od Kate dlaczego chciała tu tak szybko przyjechać, ale pomimo tego, iż się przyznała, że martwiła się o Harry'ego, powiedziała, że głównym powodem jest podpisana między wami umowa- wyjaśniła, a ja oparłem się o ścianę z wrażenia. Nie wiem co jest bardziej zaskakującym newsem. To, że Zayn ma telefoniczną dziewczynę, czy nasza kompozytorka ogłaszająca swoją troskę w stosunku do Stylesa. Co się dzieje z tymi ludźmi? Ktoś ich zaczarował czy co?
- Chwila, chwila...- uniosłem do góry dłonie, nim dowiem się o czymś co kompletnie zwali mnie z nóg- Czy ty właśnie powiedziałaś, że twoja przyjaciółka zjawiła się tu tylko i wyłącznie ze względu na Hazzę?
- Skoro wasza umowa jej do tego nie obliguje, to tak- potwierdziła, to w co nie mogłem do końca uwierzyć.
- Wow... To jest dopiero nowina- odparłem zszokowany- Wiedziałem, że ich stosunki się trochę poprawiły, ale żeby aż tak?
-Wydaje mi się, że jest lepiej niż pozwalają nam zobaczyć.
- To znaczy?
- Nie sądzisz, że coś jest między nimi?- popatrzyła na mnie, oburzona że nie zauważyłem czegoś co jest dla niej oczywiste. Tylko co to takiego?
- Coś na pewno, ale nie koniecznie musi to być coś pozytywnego. Niby wczoraj mu powiedziała, że wróci czy coś takiego, ale nie wiadomo na ile majaczył. 
- Oj, proszę cię!- machnęła na mnie ręką- Kate nie całuje byle kogo i nie zaprasza na podwójną randkę ze swoim byłym chłopakiem.
- Że co?!- krzyknąłem, a Gaba otworzyła szeroko usta, ale szybko zakryła je ręką- Jak to kurwa całuje?
- Chyba już sobie pójdę...- dziewczyna uśmiechnęła się krzywo, po czym rzuciła się biegiem na drugi koniec korytarza. Na szczęście udało mi się ją dogonić zanim dotarła do swojego pokoju, gdzie obroniłby ją przede mną Niall.
- O nie! Masz mi powiedzieć wszystko co wiesz!
- Ale ja nic nie wiem!- zarzekała się.
- Nawet nie próbuj wciskać mi tu teraz takiego kitu.
- Czemu ja muszę mieć taki długi język?- spytała samą siebie, chowając twarz w dłoniach.
- Więc?- ponaglałem ją do wyjawienia mi całej prawdy, a przynajmniej tego o czym wiedziała.
- Najpierw musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz- zastrzegła, przedstawiając warunki, które musiałem spełnić aby posiąść te jakże znaczące informacje.
- Obiecujesz?
- Obiecuję- położyłem rękę na sercu- Mów co wiesz.
- Kate i Harry całowali się na jego urodzinach. To znaczy ona go pocałowała za pierwszym razem, a za drugim to już nie wiem z czyjej inicjatywy to wyszło.
- Co takiego?- oczy wyszły mi z orbit. Dwa razy? DWA RAZY?!
- To co słyszałeś. Jeśli chodzi o randkę to Kasia zaprosiła go na kolację do Tomka w walentynki. Trochę to była moja zasługa, bo sama ją w to wrobiłam gdy spotkałyśmy Caroline, ale to nie ja się go spytałam czy z nią pójdzie.
- A mi powiedział, że wychodzi z Edem...- nie wierzyłem w to jaki byłem głupi. Jak mogłem się nie zorientować?
- Może był z nim gdzieś wcześniej tego samego dnia...- Gaba gdybała na głos, ale wiedziałem swoje. Styles mnie okłamał. Mnie.
- To jest nieprawdopodobne!- wyrzuciłem ręce w górę, po czym pociągnąłem mocno za włosy zdenerwowany- Czemu to przede mną ukrywał? Przecież jestem jego najlepszym kumplem! Zabiję gnojka!- skierowałem się do pokoju mojego byłego przyjaciela, ale zostałem zatrzymany przez rękę Gaby, która zacisnęła się na mojej koszulce.
- Nie możesz do niego pójść! Obiecałeś, że nikomu nie powiesz- przypomniała mi, ale w tym momencie dotrzymanie danego jej słowa nie miało dla mnie żadnego znaczenia.
- Przecież on i tak o tym wszystkim wie. Tylko ze mnie robiono idiotę.
- Nie wiesz dlaczego tak postąpił. Pewnie chciał podzielić się z tobą tym wszystkim, ale nie mógł.
- Niby czemu? Ktoś mu zakleił usta?- zaśmiałem się, ale brunetce wcale nie było do śmiechu.
- Dokładnie- przyznała, choć nie tego oczekiwałem- Założę się, że Kate nie pozwoliła mu o tym mówić. Wiesz jaka ona jest. Żyje według swoich zasad i przestrzega ich jak dekalogu. Co by było gdyby ktoś się dowiedział, że złamała jedną z najważniejszych reguł i zbliżyła się do swojego podopiecznego?- zadała mi pytanie, na które nie znałem odpowiedzi dlatego wzruszyłem ramionami- Stryczek. Poza tym może Styles nie chciał zapeszać i bał się, że gdy ona odkryje, że wiesz odsunie się od niego i zepsuje to co udało mu się do tej pory osiągnąć? Przyczyn może być wiele, ale skoro nie jesteśmy pewni, która z nich jest tą właściwą lepiej żebyśmy pozostali w ukryciu z naszą wiedzą.
Po krótkiej analizie argumentów przedstawionych przez Gabrysię musiałem przyznać jej rację, choć serce dalej mnie bolało. Ja nie mógłbym przemilczeć przed nim czegoś takiego, ale z drugiej strony nie byłem w takiej sytuacji jak on. Bez żadnych obaw dzieliłem się z nim moimi przeżyciami związanymi z El, bez ryzyka, że gdy ta się o tym dowie zerwie ze mną wszelkie kontakty. Też się musiał zadurzyć w tak popieprzonej dziewczynie, która akurat z nami pracuje. Nie mógł poderwać jakiejś modelki?
- Skoro ty wiesz to Niall też, prawda?- spytałem ze smutkiem, że jestem jedynym, który nie miał o niczym pojęcia.
- Nie. Nie powiedziałam mu. Dzielę się z nim wszystkim, ale Kasia to moja przyjaciółka. Nie mogłabym jej tego zrobić. Choć gdy się dowie, że wygadałam się przed tobą to i tak mnie znienawidzi.
- Możesz być spokojna. To będzie nasza tajemnica- zapewniłem ją- Zachowam tą informację dla siebie.
- Dzięki Louis- uśmiechnęła się do mnie pocieszająco, widząc moją smutną minę- Harry'ego na pewno aż skręca żeby ci powiedzieć, ale sam rozumiesz...
- Jasne- westchnąłem- Nie chcę być przyczyną, przez którą spieprzy wszystko z dziewczyną, na której mu zależy.
- Tak powiedział?
- Nie musi tego  mówić głośno. To akurat widać gołym okiem- stwierdziłem, przypominając sobie jego zadowoloną minę, gdy opowiadał mi o swoim śnie, który okazał się być prawdą.
- Musimy coś zrobić!- wypaliła nagle brunetka.
- Niby co?
- Trzeba mu jakoś pomóc albo będzie się za nią uganiał do końca życia albo i dłużej- odparła drapiąc się po brodzie i obmyślając swój nikczemny plan.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł- wątpiłem w jej entuzjazm- Poza tym Savan zabronił mi ich swatać. 
- A od kiedy to słuchasz się tego co ci mówią?- spytała z nikczemnym uśmieszkiem.
- Zabiją nas- wspomniałem co nas czeka jeśli się zdecydujemy na podjęcie jakiś kroków.
- Wyprawimy podwójny pogrzeb. Będzie taniej- puściła do mnie oczko i podzieliła się swoim pomysłem, który jako pierwszy wpadł jej do głowy. Chcąc nie chcąc musiałem przyznać- to mogło się udać.

       Dzisiejszy dzień minął w miarę spokojnie, oczywiście po tym jak moja siostra postanowiła rozmówić się z chłopakami. Z tego co mi mówili lekko nie było, ale wyszli z tego cało i to się liczyło. Niestety nie spędziliśmy dzisiaj ze sobą za dużo czasu. Zaraz po tym jak udało mi się wygonić tego lekarza, który gdy ją zobaczył najwidoczniej zapomniał po co go wezwaliśmy, a na pewno nie było to zabieganie o względy kogokolwiek, a już na pewno nie Kasi, dziewczyna postanowiła siedzieć przy boku Harry'ego dopóki się nie obudzi. Tym oto sposobem skończyłem na wspólnym obiedzie z Paulem i kilkoma innymi osobami z obsługi technicznej.
Po przejrzeniu kilku stron w internecie i spisaniu najnowszych pomysłów na piosenki, które wpadły mi w ciągu dnia do głowy, postanowiłem położyć się spać gdyż od rana czekała nas ciężka harówka w przygotowaniach do kolejnego show. Już miałem zamknąć się w łazience gdy usłyszałem jak ktoś cicho puka do drzwi. Otworzyłem je, a za nimi zobaczyłem Kasię, która opierała się o ścianę na korytarzu.
- Cześć siostra. Wejdź- wpuściłem ją do środka i pokierowałem do sypialni. Od razu wskoczyła na wielkie łóżko i przytuliła się do białej pościeli- Widzę, że wcale nie przyszłaś spędzić trochę czasu z bratem.
- Staram się łączyć dwie przyjemności naraz- odpowiedziała, uśmiechając się do mnie- Idziesz już spać? 
- Niedługo miałem zamiar to zrobić.
- Mogę zostać u ciebie na noc?- poprosiła, robiąc maślane oczka.
- Pewnie, ale będziesz musiała rano uważać żebyś na nikogo nie wpadła- ostrzegłem ją o konsekwencjach, z których i tak pewnie zdawała sobie sprawę.
- Wiem, ale tym się nie martwię. Umiem się wymykać niespostrzeżenie- ziewnęła i jeszcze mocniej wtuliła się w jedną z poduszek- Poza tym nie chcę żeby ktoś doniósł Anie, że jakaś nieznana dziewczyna spędziła całą noc w pokoju z jej narzeczonym. To by się dopiero porobiło.
- Najpierw by mnie pogrzebała żywcem, a potem dopiero spytała kto to był- stwierdziłem, bardziej niż prawdopodobny przebieg zdarzeń w razie zaistnienia takiej sytuacji. W końca moja narzeczona sama tak właśnie opisała moją karę jaką zafundowałaby mi za zdradę. 
- Też mi strata...- prychnęła pod nosem, drocząc się ze mną.
- Może i bym ci się odgryzł, ale jestem zbyt zmęczony- odparłem kładąc się obok niej.
- Ja też nie mam już na nic siły. Niby się zdrzemnęłam na fotelu, ale nie było to nic przyjemnego. Następnym razem wybiorę podłogę- oznajmiła.
- Jak się czuje Styles?- spytałem, ponieważ domyślałem się, że cały czas była u niego, i że musiał się obudzić skoro tu przyszła.
- Lepiej. Jego ego wróciło do swojej przerośniętej postaci, więc niedługo znów zacznie mnie wkurzać- poinformowała mnie o jego aktualnym stanie. Skoro tak się sprawy mają to jest nadzieja, że da radę wystąpić na jutrzejszym koncercie.
- To świetnie!
- Świetnie, że mu lepiej, czy że mnie zaczyna denerwować?
- Obie wiadomości świadczą o tym, że wyjdzie jutro na scenę, więc chyba i to i to.
- Dzięki za wsparcie braciszku- burknęła oburzona- Na nikim nie można polegać tak jak na przyszywanej rodzinie. 
- Daj spokój. Obojgu nam zależy żeby szybko wyzdrowiał.
- Liczyłam, że przejdzie jakieś wielką przemianę dzięki tej chorobie i się zmieni, ale wciąż pozostaje mi tylko nadzieja, że jeszcze kiedyś to nastąpi.
- Nie jest aż taki zły- stanąłem w jego obronie, a Kate o dziwo przyznała mi rację.
- Prawda. Zawsze mógłby być takim dupkiem jak Kyle. Albo Logan.
- Logan?- powtórzyłem, nie będąc pewny czy dobrze zrozumiałem- Ten nowy chłopak Alexa?
- Były chłopak- poprawiła mnie- Zerwali dwa tygodnie temu. Dokładnie w dniu, w którym wyjechaliście w trasę.
- Naprawdę?!- nie mogłem uwierzyć w to słyszałem. Miałem nadzieję, że to jakiś głupi żart, ale niestety nic na to nie wskazywało- Przecież byli taką ładną parą.
- Byli, ale już nie są- wzruszyła bezradnie ramionami- Obiecałam sobie, że jak tylko spotkam tą zdradziecką świnię na ulicy to urwę mu łeb.
- Nie rób tego- poprosiłem- Zostaw to mnie. Tobie nie do twarzy w pomarańczowym. 
- Odwiedzę cię w więzieniu z Aną- obiecała nie opuszczać mnie nawet gdy zamkną mnie za kratkami- Upiekę ci twoje ulubione ciasto.
- Gdybym wiedział, że dostanę je pod takim warunkiem już dawno bym coś ukradł.
- Kradzież, a zabójstwo w dobrej wierze to dwie różne rzeczy- zaznaczyła- Za to drugie należałaby ci się nagroda. 
- Biedny Alex...- westchnąłem ciężko- Taki dobry chłopak, a trafia na samych sukinsynów.
- Szkoda mi go- wyraziła podobne zdanie- Sądziłam, że stworzą naprawdę udany związek. Pasowali do siebie idealnie.
- Może w tym właśnie był problem- gdybałem głośno wypowiadając to co mi ślina na język przyniosła.
- To znaczy?- siostra uniosła się na łokciu, opierając głowę na dłoni. Z ciekawością bijąca z jej oczu, czekała aż bardziej rozwinę swoją myśl, gdy tak właściwie była to jedna z powszechniejszych teorii krążących na świecie.
- Może byli zbyt podobni. Wiesz, wiele się mówi o tym, że to przeciwieństwa się przyciągają i takie tam...
- A jak jest z tobą i Aną?- spytała, chcąc bardziej zgłębić ten temat.
- A jak ci się wydaje? Moim zdaniem jesteśmy kompletnie innymi osobowościami. Ona lubi nauki ścisłe, a ja sztukę. Ja wolę ostre jedzenie, ona go nienawidzi. Sam fakt, że gdy wprowadzaliśmy się do naszego nowego domu trzy razy przemalowywaliśmy salon, ponieważ nie mogliśmy się dogadać co do koloru ścian- zacząłem wymieniać rzeczy, które nas różnią i sam się zdziwiłem, że jest ich aż tyle.
- Więc jak to jest, że pomimo tego iż jesteście zupełnie inni bierzecie ślub?- spytała, nie rozumiejąc mechanizmu jak to wszystko działa.
- Miłość- odpowiedziałem krótko, ale najlepiej jak tylko było można- Czasami jest tak, że się pokłócimy i potrafimy nie odzywać się do siebie przez kilka dni, ale dzięki miłości znajdujemy sposób aby dojść do porozumienia. Oboje wiemy, że nie jesteśmy idealni, ale spotkało nas największe szczęście jakie może spotkać człowieka.
- Czyli?
- Znaleźliśmy osobę, która pokochała nas ze względu na nas samy, a raczej pomimo nas samych.
Kate usiadła na łóżku, podciągając kolana i opierając na nich brodę. Długo zajęło jej przetwarzanie tego co starałem się jej w łatwy sposób przekazać i ostatecznie wyciągnęła nienajgorsze wnioski.
- Wychodzi na to, że nawet jeśli ludzie pochodzą z kompletnie innych planet, to gdy będą kochać się wzajemnie i tak im się uda.
- Mniej więcej- przytaknąłem, na co zmarszczyła brwi.
- To mniej czy więcej?
- Czasami zajmuje im to dużo czasu żeby dowiedzieć się jak poradzić sobie z wszelkimi przeciwnościami, a niekiedy zdarza się tak, że po długim okresie prób i błędów, zdają sobie sprawę, że to co ich łączy to nie miłość, a na przykład zauroczenie czy pożądanie. Ważne jednak żeby nie bać się znaleźć odpowiedzi na pytanie "czy to jest miłość?" nawet jeśli będzie ona negatywna.
- To jest zbyt skomplikowane, czasochłonne i mało konkretne- stwierdziła, kładąc się z powrotem obok mnie- O wiele łatwiej byłoby gdyby ktoś wymyślił formularz, w którym zaznaczałoby się tylko czy jakieś zjawisko zachodzi w twoim związku czy nie, zliczasz punkty i na podstawie tego wiesz czy kochasz czy nie. Nie każdy chce się wystawiać na taką próbę.
- Oczywiście, ale jeśli sama nie potkniesz się kilka razy nie będziesz umiała rozróżnić miłości od zauroczenia. Czasami to boli, ale cel uświęca środki.
- Może to dlatego nie wyszło mi z Tomkiem- wciągnęła do naszej rozmowy swojego byłego chłopaka- Może byliśmy do siebie zbyt podobni.
- Być może- wzruszyłem ramionami, nie znając odpowiedzi na to konkretne pytanie.
- Wiesz Savan, nie wiem czemu od razu do ciebie nie przyszłam z tym pytaniem- przyznała- Rozmawiałam z kilkoma osobami i nikt nie umiał mi tego wytłumaczyć w taki sposób jak ty. Nie wiem czemu sądziłam, że Ed jest odpowiednią do tego osobą. To, że umie napisać piosenki o miłości nie znaczy, że wie co to znaczy. Sama potrafię stworzyć coś takiego, a tak naprawdę nie mam na ten temat zielonego pojęcia. Przynajmniej jeśli chodzi strikte o relacje damsko-męskie.
- Starszy bart, z narzeczoną pod ręką czasami się przydaje- odparłem, czochrając ją po włosach, za co mi się oberwało- Tak notabene nie zapominaj, że obiecałaś napisać piosenkę na mój ślub.
- Wiem, wiem...- westchnęła- Już mam kilka w zanadrzu, ale po tej rozmowie dochodzę do wniosku, że są beznadziejne i muszę zacząć od początku.
- Na pewno nie są aż tak złe- nie zgodziłem się z jej opinią na temat jej dzieła. Nie pamiętam kiedy ostatnio nie spodobało mi się coś co wyszło spod jej pióra i strun- Jak ci na nich nie zależy zawsze możesz sprzedać je Laurze. 
- Laurze?- popatrzyła na mnie zdziwiona- Czemu akurat jej?
- Dzwoniła dzisiaj do mnie i pytała czy jesteś pewna, że nie chcesz z nią współpracować- poinformowałem ją o telefonie, który odebrałem podczas lanchu.
- I co jej powiedziałeś?
- Że powinna porozmawiać z tobą, gdyż teraz sama decydujesz z kim pracujesz.
- Czy ona może mi dać w końcu spokój?- jęknęła, zakrywając twarz poduszką- Dlaczego niektórzy nie rozumieją, że nie to znaczy nie?
- Na to pytanie akurat nie znam odpowiedzi- uśmiechnąłem się do niej ciepło i cmoknąłem w policzek.
- Idę pod prysznic mała. Jak chcesz to możesz wziąć sobie którąś z moich koszulek do spania. Są na dnie walizki- wskazałem na czarną tobę, która leżała pod oknem.
- Ok. A ty faktycznie idź się umyj, bo nie wiem co dzisiaj robiłeś, ale musiałeś się bardzo przy tym zmęczyć- zatkała palcami nos, a ja wywróciłem oczami.
- Nie marudź, bo pójdziesz do siebie!- rzuciłem przez ramię, znikając za drzwiami łazienki.



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następny rozdział dopiero po 09.06. Wybaczcie, ale sesja nadeszła :(

12 maja 2014

10

W drodze do Liverpoolu...

       Po trzech godzinach za kierownicą musiałam się zatrzymać. Nienawidzę jeździć nocą, zwłaszcza po nieznanym terenie. Gdyby nie GPS w telefonie Kasi, nawet tutaj byśmy się nie znalazły, choć tak naprawdę nie mam zielonego pojęcia co to za miejscowość.
- Jesteś pewna, że to dobra droga?- spytałam przyjaciółki, kiedy płaciłam za kawę zakupioną na przydrożnej stacji benzynowej. Nie przepadałam za tym napojem, ale po całym dniu na uczelni bez nawet krótkiej drzemki, potrzebowałam czegoś co mnie pobudzi.
- Tak. Zostało nam jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów- odpowiedziała niepewnie, sprawdzając w nawigacji czy ma rację- Długo jeszcze będziemy stały? Możemy już jechać?
Odsunęłam papierowy kubek od warg, które mocno zacisnęłam. Spojrzałam karcącym wzrokiem na dziewczynę, która oczekiwała ode mnie, że rzucę wszystko i wsiądę z powrotem za kierownicę. Nie tym razem moja droga!
- Cały dzień siedziałam na zajęciach, później pracowałam nad projektem z Colinem, a po tym wszystkim kazałaś mi o trzeciej w nocy zawieść się kompletnie nieznanymi mi wioskami do Liverpoolu. Pozwól z łaski swojej, że wypiję w spokoju tą ohydną kawę, ponieważ jestem zmęczona, a nie chcę zasnąć za kierownicą i wpakować nas do rowu.- powiedziałam, dobitnie akcentując każde słowo- Aż tak ci się śpieszy?

- Owszem- bąknęła pod nosem, tak cicho, że ledwo ją usłyszałam.
- Nawet jeśli dojedziemy później niż planowałyśmy to nic takiego się nie stanie. 
Brunetka zerknęła na mnie kątem oka, ale nie skomentowała mojej wypowiedzi. Wyglądała na bardzo niespokojną. Jej stopa wybijała bliżej nieokreślony rytm o żwirowe podłoże, a splecione razem palce rąk pobielały od mocnego uścisku. Była tak spięta, że obawiałam się, że zaraz pęknie kiedy długo wstrzymywała powietrze, nie wiadomo z jakiego powodu.
- Mów- szturchnęłam ją w ramię swoim, opierając się o maskę samochodu. 
- Co?- zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc czego od niej chcę.
- Co cię gryzie. Wyrzuć to z siebie.
Przez dłuższą chwilę z ust przyjaciółki nie mogło wydostać się żadne słowo, pomimo ich naprzemiennego otwierania i zamykania. Przeczesywała nerwowo ręką włosy, by później przenieść ją na kark i zacisnąć na nim z całej siły. 
- Oj proszę cię Kasia! Przecież widzę, że coś jest nie tak. Odkąd skończyłaś rozmawiać z Paulem, wyglądasz jakbyś siedziała na bombie, a twoje ciągłe pytania, czy nie możemy jechać szybciej tylko to potwierdzają. 
Kilka niepewnych spojrzeń w moja stronę, dwa zawahania i w końcu się otworzyła. Przynajmniej w pewnym sensie.
- Martwię się.
Oczekiwałam ciągu dalszego, tego że zaleje mnie nową dawką informacji dlaczego zachowuje się tak a nie inaczej, ale jak zwykle musiałam ciągnąć ją za język i sama domyślać się połowy.
- Czym? Harry'm?
Cisza, która zapanowała między nami potwierdziła moje przypuszczenia. Byłam zaskoczona tym co "usłyszałam". Kto by pomyślał, że Kasia zostawi wszystko i popędzi na pomoc chłopakowi, którego wydawała się nie znosić do tego stopnia, że przez pewien czas był on tematem tabu w naszych rozmowach? Kiedy to było? Dokładnie nie pamiętam, ale wcale nie tak dawno. Czasami mam wrażenie, że odkąd obie poznałyśmy One Direction czas płynie dwa razy szybciej, a nasze życie stało się o wiele ciekawsze i zwariowane. Przynajmniej ja to tak postrzegałam.
Widziałam jak przygryza wnętrze policzka, aby czasem czegoś nie powiedzieć. Nie wiem ile razy muszę jej tłumaczyć, że duszenie w sobie uczuć nie jest dobrym rozwiązaniem, ale najwyraźniej jeszcze nie mogę się pochwalić, że czegoś ją nauczyłam.
- Nie musisz się tak zamartwiać- starałam się poprawić jej humor- Jest z nim Higgins, Savan i chłopaki, a rano ma przyjechać lekarz. Na pewno wszystko będzie dobrze.
- Wiem, ja tylko...- umilkła, biorąc głęboki wdech i powoli wypuszczając powietrze- Nie ważne.
- Oczywiście, że ważne! Powiedz co ci leży na sercu, a na pewno ci ulży- uśmiechnęłam się do niej ciepło, co przez moment odwzajemniła, by potem znów wrócić do swojej skwaszonej miny, która towarzyszyła mi od kilku godzin.
- Po prostu chcę mu się odwdzięczyć za to, że przejmował się mną, kiedy ja byłam chora. Chyba jestem mu to winna.
- Sądziłam, że denerwowały cię jego odwiedziny- stwierdziłam, przypominając sobie jak prosiła mnie żebym mówiła mu, że jej nie ma, co było marnym kłamstwem. 
- Trochę- przyznała- Może czas też na mały rewanż- uniosła lekko kącik ust do góry, planując słodką zemstę. 
- Nie żebym była przeciwko tobie i chciała za wszelką cenę pohamować twój entuzjazm, ale obawiam się, że nie ważne co wymyślisz, Styles i tak będzie zadowolony, że w ogóle jesteś przy nim.
- Cholera!- przeklęła cicho pod nosem- Czemu wszystko co jest z nim związane musi być takie trudne? Człowiek chce coś zrobić dla własnej przyjemności, a na końcu okazuje się, że i tak on wygrywa- skrzyżowała na piersi ręce, obrażona na cały wszechświat i Harry'ego. Wyglądała jak małe dziecko, które postanowiło nie odzywać się do mamy, gdyż nie dostało upragnionego lizaka, którego mu obiecano. 
- Widocznie to taki typ człowieka.
- Bardzo wkurzający.
- Ale za to przystojny- odparłam, za co wywołało na jej twarzy zdziwienie.
- Myślałam, że to Niall jest tym jedynym.
-  Bo jest, ale to nie oznacza, że nie mogę stwierdzić pewnych faktów.
- Lepiej daruj sobie dzielenie się, swoimi spostrzeżeniami przy Blondynku, bo jeszcze pozbawi Loczka zębów i nawet jego urocze dołeczki w policzkach mu nie pomogą lepiej wyglądać jak będzie się uśmiechał szczerbaty.
Rada przyjaciółki była bardzo trafna i przy okazji zabawna. Gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały, zaczęłyśmy się histerycznie śmiać. Wyobrażenie Loczka bez zębów nie chciało opuścić mojej głowy i jestem pewna, że gdy tylko go jutro zobaczę to choćby nie wiem w jak złym byłby stanie, będę miała problem z ukryciem rozbawienia. 
Gdy udało nam się opanować, dokończyłam zimny już napój i wsiadłyśmy do samochodu. Na szczęście w radiu leciała dość żywiołowa muzyka, która nie potęgowała mojego zmęczenia. Co jakiś czas zerkałam na dziewczynę siedzącą obok mnie, która pilnowała abym skręciła w odpowiednim miejscu i nie pominęła żadnego zjazdu. 
- Kasia...- zagadnęłam, pragnąc dostać odpowiedź na pytanie, męczące mnie odkąd usłyszałam, że dziewczyna martwi się o bruneta z zielonymi oczami. 
- Tak?
- Naprawdę jedziesz tam tylko po to żeby poznęcać się nad Harry'm?
- Oczywiście, że nie- odpowiedziała oburzona- Jak mogłaś tak pomyśleć? Jestem okropna, ale nie do tego stopnia. 
- Nie to miałam na myśli- starałam się wszystko sprostować gdyż źle mnie zrozumiała- Chodziło mi o to, czy faktycznie jedziesz tam tylko z powodu zawartego między wami kontraktu, przy okazji odpłacając mu się za te wszystkie godziny, w których nie dawał ci odpocząć, czy może jest jeszcze coś innego.
- Masz coś konkretnego na myśli?- obróciła głowę w moją stronę.
- A powinnam?- oderwałam na chwilę wzrok od drogi, aby ją lepiej widzieć. Jej wyraz twarzy był nieodgadniony i chyba nawet Bóg nie wiedział co kryje się za jej myślami.
- Decyzja o wyjeździe z tobą do Liverpoolu była podjęta z czysto zawodowych powodów- oznajmiła poważnym tonem- Nie chcę później wysłuchiwać od Cowella, że nie spełniłam warunków umowy albo czegoś podobnego. 
- Ale też się martwisz. Sama to przyznałaś- zaznaczyłam.
- Tak. To chyba normalna reakcja? Przejmuję się nim tak samo jak innymi. Nie jest moim wrogiem żebym mu źle życzyła.
Przytaknęłam, nie mając nic więcej do powiedzenia. Czy nie łatwiej byłoby przyznać, że oprócz tego wszystkiego, najnormalniej w świecie go lubi? Przecież już to kiedyś powiedziała. A to, że go pocałowała? Czy naprawdę zrobiła to pod wpływem chwili i teraz nie miało to żadnego znaczenia? Postanowiłam darować sobie wyciąganie z niej odpowiedzi. Obie byłyśmy zmęczone, a dyskusja na ten temat w obecnej sytuacji nie miała sensu. Skupiłam się na drodze i bezpiecznym dowiezieniu nas do celu. Moment, w którym zobaczyłam przy drodze wielki znak z napisem Liverpoolu był dla mnie niczym zbawienie. Dojechałyśmy. Całe i zdrowe.


Liverpool, Hotel Hampton

       Wiadomość, którą dostałem od Kate mówiła, że razem z Gabrysią będą na mnie czekać w hotelowym lobby o siódmej trzydzieści. Nie spodziewałem się, że będą punktualnie. W końcu kto potrafi przewidzieć czy załapią się na wszystkie czerwone światła w mieście i czy nie pomylą drogi, ale z racji tego, że mój zegarek wskazywał dwadzieścia siedem po, postanowiłem zejść na dół. Jak się szybko okazało ostrożności nigdy za wiele. Ledwo wyszedłem z windy, a w oddali zobaczyłem jak dziewczyny przekraczają próg hotelu. Zerknąłem z niedowierzaniem na wskazówki, które wskazywały godzinę przyjazdu, szacowaną przez Kate. Punktualne co do minuty. Zacząłem się zastanawiać czy nie majstrowała czegoś przy sygnalizacji świetlnej, ale szybko odsunąłem tą myśl na bok. To niedorzeczne!
- Witam panie- wyciągnąłem do każdej z nich rękę i delikatnie uścisnąłem na przywitanie. W odpowiedzi dostałem jedynie zmęczone uśmiechy. Nocna podróż je wykończyła- Jak droga?
- Nie było źle pomimo tego, że był to dość niespodziewany wyjazd- odezwała się Gabrysia, która nie mogła powstrzymać ziewania- Mogło być zdecydowanie gorzej.
- Udało nam się nie zgubić i to najważniejsze- dodała jej przyjaciółka, która pomimo nieprzespanej nocy i długiej jazdy wyglądała tak jak zwykle, gdy ją spotykałem. Luźne, ale eleganckie ubranie i włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Ten zestaw był dla mnie jej znakiem rozpoznawczym. Chyba tylko dwa razy w życiu widziałem ją w czymś bardziej "na co dzień". Jedyną oznaką wyczerpania były lekko podkrążone oczy i ściszony głos, który z reguły był stanowczy i pewny siebie. Dzisiaj dodatkowo można było usłyszeć w nim odrobinę zdenerwowania, nawet jeśli ktoś nie miał dobrego ucha.
- Obiecana kawa- podałem dziewczynom, dwa wypełnione gorącą cieczą kubki, które udało mi się wcześniej zamówić do mojego pokoju.
- Dziękuję Paul- tekściarka wzięła ode mnie oba, co trochę mnie zdziwiło- Gaba nie pije kawy.
- Nie wiedziałem. Masz ochotę na coś innego?- spytałem brunetki, która ledwo trzymała się na nogach, a tak właściwie podpierała się na ramieniu swojej koleżanki.
- Jedyne co jest mnie w stanie uratować to łóżko.
- Świetnie się składa, bo mam już klucze do waszych pokoi. Proszę bardzo- wręczyłem każdej z nich magnetyczną kartę i ruchem ręki wskazałem, aby udały się za mną do windy- Gabrysia, ty masz pokój na tym piętrze co chłopaki i ja. Twój Kate jest trzy piętra wyżej. Nie mieszka tam nikt z naszej ekipy, więc nie musisz się martwić, że ktoś cię przypadkiem rozpozna. 
- O wszystkim pomyślałeś- tekściarka spojrzała na mnie z podziwem- Jesteś pewien, że chcesz pracować z One Direction? Chętnie cię zatrudnię jako mojego asystenta.
- To miłe z twojej strony, ale chyba nie szybko udałoby się Simonowi znaleźć kogoś na moje miejsce. Poza tym już się trochę do nich przyzwyczaiłem.
- Zapłacę ci podwójnie- podniosła stawkę, a ja naprawdę zacząłem rozważać przyjęcie jej propozycji. Może i bym się zgodził, ale gdy tylko uświadomiłem sobie, że musiałbym praktycznie cały czas być poważny i idealnie zorganizowany jakoś mi się odechciało.
- Naprawdę mi schlebiasz, ale muszę zrezygnować. 
- Jak chcesz- wzruszyła ramionami upijając łyk kawy, kiedy wchodziliśmy do winy- Gdybyś jednak zmienił zdanie, dla ciebie moja oferta będzie zawsze aktualna.
- Przemyślę to- odparłem, po czym wcisnąłem guzik z numerem dwa.
 Nasza podróż na górę nie trwała długo i już po chwili szliśmy korytarzem, w kierunku pokoju, w którym pomieszkiwał tymczasowo Louis i Harry. Gabrysia darowała sobie odwiedziny, tłumacząc że jeśli zaraz się nie położy to będziemy musieli zanieść ją na rękach do łóżka. Po tym jak byłem świadkiem zazdrości Nialla w stosunku do niej, wolałem nie ryzykować i pokazałem jej, w którą stronę ma iść. Nie żebym się bał mojego podopiecznego. Bardziej obawiałem się tego, że ja mu coś zrobię przy okazji obrony własnej, kiedy będzie próbował dać mi nauczkę. Pamiętam jak ja byłem w ich wieku. Wtedy też mi się wydawało, że jestem niepokonany i nikt nie może mi nic zrobić, dopóki nie dostałem lania od takiego jednego Luke'a, starszego ode mnie o dwa lata. Ach ta młodość...
- Paul?- Kate pociągnęła mnie za rękę- Wydaje mi się, że minęliśmy już ich pokój.
- Skąd wiesz?- spojrzałem na nią zaskoczony, ale jednocześnie musiałem przyznać jej rację. Tak się zamyśliłem, że prawie dotarliśmy na drugi koniec korytarza.
- Słyszałam jak Zayn się darł kilka kroków wcześniej. 
Zawróciliśmy i po chwili stanęliśmy przed właściwymi drzwiami. Bez pukania weszliśmy do środka, by zobaczyć wygłupiających się na ziemi chłopaków. Nim zdążyłem powiedzieć im żeby się uspokoili, Kate wkroczyła do akcji. Jak dla mnie to powinni ją zatrudnić w wojsku jako dowódcę. 
- Wasz przyjaciel jest chory, a wy urządzacie sobie głupie zabawy na podłodze w jego pokoju?- odezwała się apodyktycznym tonem, przez co cała czwórka zastygła w miejscu. Liam przez chwilę nawet cieszył się na jej widok, ale gdy tylko dostrzegł jej mrożące krew w żyłach spojrzenie, zrezygnował z ciepłego powitania- Kilka ogłoszeń parafialnych panowie- zaczęła, rzucając w Nialla pierwszą lepszą koszulką, która leżała na fotelu aby się ubrał- Po pierwsze żaden z was nie ma prawa powiedzieć komuś, że tu jestem. Po drugie macie u mnie przechlapane, ale tym zajmiemy się później. Trzecia rzecz dotyczy właściwie tylko Blondynka- zwróciła się w jego stronę- Gaba jest w pokoju dwieście sześć. Nie wiem czy ci otworzy, bo jest bardzo zmęczona, ale...- próbowała dokończyć lecz chłopak podniósł się szybko z dywanu i czym prędzej wybiegł na zewnątrz. Dziewczyna machnęła na niego ręką- Nie ważne. 
- Miło cię widzieć- odważył się w końcu zabrać głos Liam, ale nawet jego najlepsze komplementy na nic by się dzisiaj nie zdały.
- Nie podlizuj się Payne- zmierzyła go groźnym wzrokiem- I tak ci to nie pomoże. Lepiej mi powiedz co ze Styles'em.
- Jest u niego Savan z lekarzem. Siedzą tam od pół godziny- poinformował nas.
Brunetka podeszła do drzwi od sypialni i już miała chwytać za klamkę, gdy nagle same ustąpiły. Mężczyzna w całkiem młodym wieku jak na medyka, o kruczoczarnych włosach i latynoskiej urodzie zmarszczył brwi, przyglądając się jej uważnie. Nawet stojąc kilka metrów od nich widziałem jak skanuje jej ciało wzrokiem od stóp do głów, ale na niej w ogóle nie zrobiło to wrażenia.
- Widzę, że mój pacjent ma kolejnego gościa i tym razem jest to ktoś zdecydowanie bardziej cieszący oko- uśmiechnął się do niej szarmancko- Mam nadzieję, że to nie ty jesteś Kate.
- N-nie- zająknęła się, zmieszana- A nawet jeśli to czy to ma jakieś znaczenie, panie...
- Och przepraszam! Gdzie moje maniery?- ujął jej dłoń i pocałował wierzch- Nazywam się Simmons. Doktor Simmons. Poproszono mnie abym nie przekazywał żadnych informacji tamtej dziewczynie, więc jak tobie na imię?
- Jestem...
- Gemma!- krzyknął za nami Louis. Wszyscy popatrzyliśmy na niego podejrzliwie, ale on uśmiechnął się szeroko, kontynuując swój teatrzyk- To jego siostra. Zadzwoniłem do niej wczoraj, że jej brat jest chory i przyjechała. To się nazywa rodzinka, co?
- Tak. Faktycznie rzadko kiedy akurat rodzeństwo odwiedza chorych. Zwłaszcza w tym wieku- odparł lekarz.
- Cóż...- Kate uśmiechnęła się do niego przekonująco- Mój mały braciszek wyprowadził się z domu i trochę przykrzy* mi się bez niego. Jak mogłabym go zostawić w potrzebie?
- No proszę! Wzór do naśladowania.
Gdyby nie to, że wiem jak oboje bardzo się nie cierpią to może i bym uwierzył w to, że któreś z nich się za sobą stęskniło. Niemniej jednak musiałem przyznać, że Tomlinson jak chce to potrafi wymyślić coś mądrego, choć pewnie G i tak znalazłaby sposób na wydobycie informacji o stanie zdrowia swojego podopiecznego. Zwłaszcza gdyby dotarło do niej, że młody lekarz ma na nią chrapkę. Zastanawiałem się czy tylko udaje, że tego nie widzi, czy rzeczywiście nie jest świadoma co mu chodzi po głowie. Nawet Savan, który cały czas stał przy boku mężczyzny to dostrzegł i zdecydowanie nie podobało mu się w jaki sposób patrzy na jego siostrę. Ile on może mieć lat? Dwadzieścia pięć? Sześć?
- Skoro ustaliliśmy kto jest kim, mógłby nam pan powiedzieć co takiego dolega Harry'emu?- wtrąciłem się w ich rozmowę, chcąc przejść do sedna sprawy i zapobiec pobiciu człowieka niosącego pomoc, przez nadopiekuńczego brata. 
- Chłopak ma jeszcze trochę podwyższoną temperaturę, ale z waszej relacji wynika, że znacznie mu się polepszyło. Tak na marginesie, pomysł z lekami i wypoceniem się był bardzo dobry. Stare metody są czasami lepsze od tych nowoczesnych- pochwalił nasze działania, które podjęliśmy dzięki Ka... to znaczy Gemmie- Wygląda mi to na dość ostre przeziębienie. Nie ma się jednak powodów do zmartwień. Mogłoby być zdecydowanie gorzej gdyby okazało się, że to grypa. Na szczęście nie słyszałem żadnych świstów w płucach ani oskrzelach. 
- Mogę o coś spytać doktorze?- przerwała mu nowa siostra Styles'a. Na pewno się ucieszy jak się dowie, że zyskał kolejnego członka rodziny. 
- Naturalnie- podarował jej kolejny szeroki uśmiech mówiący "Możesz mnie pytać o co tylko chcesz, a najlepiej o numer telefonu".
- Czy ta cała sytuacja... to znaczy pogorszenie jego stanu zdrowia może być wynikiem na przykład... hmm... wyjścia na dwór nieodpowiednio ubranym?
- Jak najbardziej. Zwłaszcza jeśli zrobi się to spoconym, przechodząc z ciepłego pomieszczenia na zimne powietrze. Przyczyn może być wiele- potwierdził jej przypuszczenia. Tekściarka ze sztucznym uśmiechem na ustach zerknęła przez ramię na chłopaków, niemo mówiąc "Zabiję was", po czym znów przeniosła wzrok na przystojnego lekarza.
- Jakieś zalecenia?- spytałem nim udało mu się jeszcze bardziej pogrążyć chłopaków. I tak już mają prze... przerąbane. 
- Radziłbym mu zostać do końca dnia w łóżku i oszczędzać siły. Oprócz tego przepisałem mu jeszcze dwa nowe leki.
- A co z jutrzejszym koncertem?
- W trosce o dobro pacjenta, wolałbym żeby sobie odpuścił, ale skoro pojutrze macie trzy dni wolnego ewentualnie mogę się zgodzić na jego udział w tym wydarzeniu. Proszę jednak aby do ostatniej chwili odpoczywał, a zaraz po zakończeniu położył się spać i nie wychodził na dwór jeśli to nie będzie konieczne.
- Zajmiemy się nim- odparła Kate, która uważnie przysłuchiwała się jego słowom. 
- Nie wątpię. Ma szczęście, że jest otoczony takim gronem przyjaciół i rodziny.
- Nie omieszkam mu o tym przypomnieć- uśmiechnęła się tajemniczo i już mogę zacząć sobie wyobrażać co biedny Loczek będzie musiał przechodzić gdy mu się polepszy. 
- Jeśli chodzi o mnie to wszystko co mogę na tą chwilę poradzić- rozłożył bezradnie ręce Simmons- Gdyby działo się coś niepokojącego proszę dzwonić. Oto moja wizytówka- wyciągnął z kieszeni marynarki biały kartonik i podał go tekściarce- Gdybyś miała też jeszcze jakiś pytania, nie krępuj się. Jestem dostępny dwadzieścia cztery godziny na dobę- ostatnie słowa skierował już tylko do niej dając do zrozumienia zarówno jej jak i nam, że liczy na szybki kontakt. Dostępny całą dobę, tak? Ciekawe gdzie był dzisiaj nad ranem gdy go potrzebowałem. Trzeba było zmusić G do pojechania z nami w trasę od początku. Mielibyśmy wszystko i wszystkich na skinienie palca. Może jednak powinienem przyjąć jej propozycję pracy? Wystarczyłoby żebym powiedział dla kogo potrzebuję głupiego ksera dokumentów, a dostałbym je na złotej kartce. 
- Dziękujemy bardzo za pomoc, ale na pewno śpieszy się pan do innych pacjentów- zabrał głos Kotecha, niemal wyrzucając doktora za drzwi gdy ten dalej zapewniał jego siostrę, że nie będzie robiła problemu, gdy zdecyduje się do niego zadzwonić. Założę się, że nie zdaje sobie sprawy ile ma lat. 
- Rzeczywiście, ale...- ponownie skupił całą swoją uwagę na dziewczynie stojącej przed nim- Po czwartej mam wolne.
- Na pewno poradzimy sobie sami- zapewnił, odciągając brunetkę na bok.
- Bardzo możliwe. Cóż, na mnie już pora. Mam kolejną wizytę o ósmej, a podobno ktoś zepsuł coś w systemie sygnalizacji świetlnej w mieście i działają one w cały świat. Ciężko jest przejechać nie stając co chwilę na czerwonym. Chyba, że wjeżdża się do miasta od strony Londynu. Jeśli macie dzisiaj jakieś spotkania przygotujcie się na korki. 
Wszyscy pożegnaliśmy znachora-casanovę, a ja odwróciłem się w stronę brunetki, która bawiła się jego wizytówką. Popatrzyłem na nią szeroko otwartymi oczami, przez co najprawdopodobniej wzięła mnie za wariata, nie wiedząc o co mi chodzi.
- Czemu się tak na mnie gapisz?- spytała.
- Ja?! Nie nic...
To nie kobieta. To wiedźma.  

       Zamiast siedzieć na tej przeklętej kanapie i wysłuchiwać co Kate ma nam do powiedzenia, równie dobrze moglibyśmy stać pod ścianą i czekać na rozstrzelanie. W sumie to można było przewidzieć, że się wkurzy i to nawet bardzo, ale jakoś nikomu nie przyszło to wcześniej na myśl.
- Czy wy naprawdę jesteście tacy głupi, czy tylko udajecie?!- warknęła na nas, odstawiając drugi kubek kawy. Kto jej go dał? Przez chwilę miałem nadzieję, że to może przez nadmiar kofeiny wpadła w taki szał, ale doskonale zdawałem sobie sprawę, że to wszystko przez nasze nierozważne zachowanie.
- Przepraszamy- wszedłem jej w zdanie- Zachowaliśmy się nierozsądnie, ale czasu już nie cofniemy, a Harry nagle nie wyzdrowieje.
- Nie mądruj się Louis!- wytknęła mnie palcem, jeszcze bardziej zdenerwowana. Nie sądziłem, że się da...- Dam sobie obie ręce uciąć, że pomysł rozegrania meczu piłki nożnej w to zimno, był twój.
- Może i mój- prawie się przyznałem, ale nie byłem na tyle głupi żeby wziąć całą winę na siebie.
- Skoro to nie nasza wina to czemu my też jesteśmy sądzeni?- odezwał się Zayn.
- Nie wymigasz się od odpowiedzialności Malik- zastrzegła- Trzeba było ruszyć własną mózgownicą i doradzić kolegom żeby się opamiętali, choć zastanawiam się czy coś w ogóle jest w tych waszych głowach. Pewnie gdybym wam krzyknęła do ucha to odezwałoby się echo- wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, po czym zacisnęła mocno usta- Poza tym nie jesteście sądzeni. Gdyby tak było, mielibyście szansę się bronić, a ta została wam odebrana.
- Przez kogo?- spytał Niall, który siłą został sprowadzony z powrotem do pokoju. Trzeba go było widzieć jak kurczowo trzymał się Gaby, gdy próbowałem go wyciągnąć z jej sypialni. Tęsknota połączona ze strachem nad tym co go czekało przy spotkaniu twarzą w twarz z rozwścieczoną tekściarką spowodowała, że omal obojga nie przyprowadziłem. Łącznie z łóżkiem.
- Przeze mnie- odparła nieznoszącym sprzeciwu głosem.
- Powinnaś się nieco wyluzować- pragnął wyrazić swoją opinię Liam. Biedaczysko chyba postradało zmysły ze stresu- Przecież nic takiego się nie stało. Doktor powiedział, że nic mu nie będzie, jutro znów wystąpimy, będziesz miała okazję nas zobaczyć...
- Naprawdę myślisz, że nie mam lepszych rzeczy do roboty tylko patrzenie jak biegacie po scenie robiąc z siebie pajacy?!- odparła z wyrzutem- Mam masę pracy, którą musiałam odłożyć na później kolejny raz, ponieważ One Direction znów mnie potrzebowało. Chociaż może faktycznie masz rację Payne. Może ja się zrelaksuję, poczytam książkę, posłucham muzyki, a ty zadzwonisz do moich pracodawców i klientów z informacją, że bardzo mi przykro, ale nie miałam czasu napisać dla nich piosenek i wprowadzić poprawek, gdyż bawiłam się w przedszkole?!
W niewielkim salonie zapadła grobowa cisza. Nikt nie miał ochoty ani odwagi się odezwać. Z jednej strony Kate miał rację. Nie dostrzegaliśmy całości problemu. Oprócz tego, że Styles był przez kilka godzin w stanie agonalnym, w rzeczywistości stworzyliśmy o wiele więcej zamieszania. Savan strasznie się martwił, zastanawiając się co zrobić aby postawić go na nogi, Paul musiał zając się organizacją pomocy, przez co zadzwonił do dziewczyny, która stała przed nami niewyspana, po tym jak postanowiła zrezygnować z pozostałych obowiązków, które czekały na nią w Londynie. Z drugiej strony powinna wiedzieć, że nie zrobiliśmy tego specjalnie, a już na pewno nie chcieliśmy zrobić jej na złość. Jeszcze kogo jak kogo, ale Liama w ogóle nie powinna o to podejrzewać. Kątem oka widziałem jak posmutniał gdy tekściarka wspomniała o tym, że mogłaby znaleźć sobie lepsze zajęcie niż przyjście na nasz koncert. Jemu od początku najbardziej zależało żeby zawsze dobrze przed nią wypaść i nigdy jej nie zawieść. To on walczył z nami każdego ranka abyśmy się pośpieszyli, ponieważ nie chciał się spóźnić na próbę z nią i prosił abyśmy poćwiczyli jeszcze trochę piosenki, których nas nauczyła, pomimo tego, że mieliśmy już wolne.
Przyjaciel powoli wstał ze swojego miejsca i podszedł do Kate, która karciła nas wzrokiem z założonymi na piersi rękami. 
- Przepraszam. Powinienem ich upilnować- mruknął cicho, po czym ze spuszczoną głową wyszedł z pokoju. Zayn zerwał się z kanapy i wybiegł za nim, a Niall bez słowa podążył jego śladem.
- Mogłaś sobie darować- odezwałem się gdy zostaliśmy sami.
- Słucham?- spojrzała na mnie zdziwiona- Niby czemu?
- Mogłaś tak naskoczyć na każdego z nas, ale nie na Liama- odparłem cierpkim głosem- On jako jedyny nigdy cię nie zawiódł i starał się abyśmy niczego nie zawalili. Może i ochrzciłaś go naszym ojcem nazywając go Daddy Direction, ale to nie znaczy, że naprawdę nim jest i cała odpowiedzialność spada na niego.
- Chyba jasno wyraziłam swoje zdanie, że każdy z was jest winny.
- Ale nie każdy się tak tym przejął ja on- zaznaczyłem- Nawet nie wiesz ile byłby wstanie zrobić żeby ci zaimponować. Żeby usłyszeć od ciebie jedno słowo pochwały. Gdy dowiedzieliśmy się, że odrzuciłaś zaproszenie Paula na nasz występ, był drugi w kolejce żeby do ciebie zadzwonić i starać się przekonać żebyś zmieniła zdanie. Ale przecież ty masz lepsze rzeczy do roboty, prawda?
Kate stała nieruchomo, a z jej wyrazu twarzy nie dało się nic wyczytać. Zastanawiałem się co teraz myśli, ale nawet powieka jej nie drgnęła podczas moje monologu. Naprawdę miała nas gdzieś? Nie zależało jej na tym abyśmy godnie ją reprezentowali jako uczniowie wypuszczeni spod jej skrzydeł? Jeśli tak to po co tu przyjechała? Tylko ze względu na to, że Higgins ją poprosił? 
- Idź go poszukaj, a ja zobaczę co ze Styles'em- odezwała się szeptem, odwracając się w drugą stronę i znikając za drzwiami sypialni Hazzy.

       Ogarnęło mnie poczucie winy po tym co usłyszałam od Louisa. Może i nie powinnam się tak na nich wydzierać, ale co miałam zrobić? Jestem zmęczona, mam mnóstwo spraw na głowie, a jakby tego było mało to zamiast pracować pojechałam sobie na wycieczkę ponad trzysta kilometrów za Londyn. Ciekawe kto pójdzie jutro za mnie na spotkanie z nowym producentem... Cholera! Spotkanie! Muszę je odwołać. "Skleroza nie boli, co?"- naśmiewało się ze mnie moje drugie Ja, które wcale nie było pomocne. "Nie rozumiem czemu tak marudzisz. Przecież nikt cię nie zmuszał żebyś tu przyjeżdżała". Paul do mnie zadzwonił. "I wpakował cię na siłę do auta?". Miałam ochotę uderzyć głową o ścianę. Po co ja w ogóle dyskutuję sama ze sobą? Nigdy nic dobrego z tego nie wychodzi. 
Prawdopodobnie dalej toczyłabym zawziętą dyskusję z moją podświadomością, dowodząc za wszelką cenę swoich racji i odpierając kolejne ataki moich pogmatwanych myśli gdyby nie widok, który pojawił się przed moimi oczami. 
Na wielkim łóżku leżał przykryty pod trzema kołdrami Harry. Po cichu podeszłam bliżej i przysiadłam na brzegu materaca. Spojrzałam na jego zmęczoną twarz, podkrążone oczy i lekko rozchylone, spierzchnięte usta, przez które wydostawało się powietrze. Po skroni spływało mu kilka kropel potu, a do mokrego czoła przykleiło się kilka kosmyków włosów. Wyciągnęłam przed siebie rękę aby odgarnąć je na bok, ale gdy tylko dotknęłam jego skóry chłopak się wzdrygnął, przez co szybko ją cofnęłam. Bałam się ruszyć żeby go nie obudzić, ale było już za późno. Powoli otworzył oczy, by niemal od razu je zamknąć. Musiał mieć wczoraj naprawdę wysoką temperaturę, skoro jest tak wycieńczony. Ponowił próbę uniesienia powiek, ale udało mu się to tylko do połowy. Mimo tego dał radę utrzymać je rozwarte przez dłuższy czas.
- Kate?- spytał przeraźliwie cichym głosem, słabo mnie widząc w przygaszonym świetle.
- Cześć- uśmiechnęłam się do niego ciepło, choć pewnie tego nie zauważył- Powinieneś odpoczywać. Śpij.
- Naprawdę tu jesteś?- kontynuował swoje pytania, chcąc się upewnić, że nie ma omamów. Resztkami sił wydobył swoją dłoń spod kilku pierzyn i starał się znaleźć moją. Widząc jego poczynania, złapałam go za nią i delikatnie ścisnęłam- Przyjechałaś.
- Tak, a teraz proszę cię spróbuj znowu zasnąć. Nie chciałam cię obudzić.
- Co za pech...- mruknął niewyraźnie, splatając nasze palce razem. 
Spojrzałam w dół, przez chwilę zastanawiając się czy nie przerwać naszego kontaktu. Gdy jednak moje serce, które zacisnęło się tak mocno, że przypominało wielkością orzeszek od momentu kiedy przekroczyłam próg tego pokoju, przekonało mnie, że jesteśmy sami, skapitulowałam. Zamiast tego dołączyłam drugą i zaczęłam gładzić wierzch jego. Styles przyglądał mi się spod pół przymkniętych powiek, przeciwstawiając się wyczerpaniu. Skrzyżowałam nasze spojrzenia, a następnie zauważyłam jak jeden kącik jego ust minimalnie unosi się do góry.
- Zawsze jesteś taki uparty i irytujący? Nawet gdy jesteś chory?
- Dla ciebie wszystko- odparł szeptem.
- Idź spać- nakazałam, ale mogłam sobie gadać i gadać...
- Zawsze musisz mi mówić co mam robić? Nawet gdy jestem chory?
W duchu wywróciłam oczami, ale przed zaciśnięciem ust w wąską linię nie mogłam się powstrzymać. Czemu zawsze gdy go widzę mam ochotę rzucić czymś w niego albo na niego? To jest sprzeczne ze wszystkimi prawami natury, etyki i czego tam jeszcze ludzie nie wymyślą. Odwróciłam głowę aby nie patrzeć na zielone tęczówki, które pomimo tego, że były przykryte szklistą powłoką wciąż były piękne i wywołujące gęsią skórkę na moim ciele. Na stoliku nocnym stała butelka wody, która była teraz idealnym punktem zaczepienia żeby zająć myśli czymś innym.
- Chcesz się napić?
Chłopak skinął delikatnie głową, a ja sięgnęłam po napój i odkręciłam korek. Szybko jednak odstawiłam go z powrotem. Dopiero kiedy pomogłam mu się nieco podnieść i podłożyłam drugą poduszkę pod głowę żeby był wyżej, przelałam trochę płynu do szklanki i przystawiłam do jego bladych warg. Niewiele upił, ale dzięki temu jego głos brzmiał nieco lepiej.
- Dzięki- westchnął, szukając po omacku mojej dłoni. Tak jak poprzednio wyręczyłam go w tym zadaniu- Będę żył?- spytał nagle, a ja zaśmiałam się pod nosem. 
- Nie- odparłam pewnie- Jak tylko wyzdrowiejesz, ja wezmę się za ciebie.
- Grozisz czy obiecujesz?- uniósł jedną powiekę, ale za chwilę ją opuścił.
Już miałam zacząć szukać słów, którymi mogłabym mu się odgryźć, gdy nagle usłyszałam jak ktoś puka. Odruchowo puściłam rękę Harry'ego i przesiadłam się na fotel obok łóżka, zapewniając nam bezpieczną i nie budzącą podejrzeń odległość. Drzwi się otworzyły, a w progu stanął smutny Liam.
- Szukałaś mnie?- zwrócił się do mnie, po tym jak przyjrzał się swojemu przyjacielowi.
- Tak. Mógłbyś poczekać na mnie w drugim pokoju?- poprosiłam, na co chłopak przytakną i się wycofał. Wypuściłam z płuc powietrze, oddychając z ulgą.
- Wrócisz?- Styles przekręcił głowę w moją stronę, ale nawet na mnie nie spojrzał. Wróciłam na swoją dawną pozycję i nachyliłam się, całując go w czoło.
- Wrócę. Obiecuję- szepnęłam, składając na rozgrzanej skórze kolejny pocałunek- A teraz przestań być taki uparty i spróbuj zasnąć.

       Na początku byłem zdziwiony, gdy Louis powiedział, że Kate chce mnie widzieć. Dopiero co podejrzewałem ją o to, że wyrzuci kogoś z hukiem przez okno, a widok któregokolwiek z nas jest ostatnią rzeczą na jaką ma ochotę. Może postanowiła zamienić swoje plany w czyny i niedługo będę leżał plackiem, dwa piętra niżej na chodniku? Gdy wszedłem do pokoju Hazzy rozejrzałem się wokół, ale nigdzie jej nie było. Postanowiłem sprawdzić w jego sypialni i tam ją znalazłem.
- Szukałaś mnie?- spytałem, przenosząc wzrok z schorowanego przyjaciela na tekściarkę.
- Tak. Mógłbyś poczekać na mnie w drugim pokoju?- skinąłem głową, ulatniając się z powrotem do pokoju. 
Zasiadłem na kanapie, na której nie tak dawno czułem się jak na stryczku. Próbowałem znaleźć nieco bardziej optymistyczny powód, dla którego chciała ze mną porozmawiać. Nie musiałem długo czekać, aż do mnie dołączy.
- Jak się czuje?- zagadnąłem, usiłując uniknąć niezręcznej ciszy.
- Chyba lepiej. Nie wiem do końca w jakim stanie był wczoraj, ale wciąż jest zbyt pewny siebie, więc wszystko powinno wrócić do normy.
- To dobrze- odparłem i to by było na tyle co miałem do powiedzenia. Na szczęście dziewczyna również nie chciała abyśmy zamilkli na amen i od razu przeszła do konkretów. Bardzo szokujących swoją drogą.
- Chciałam cię przeprosić- zaczęła, bawiąc się rękawem marynarki, którą miała na sobie- Nie powinnam była tak na ciebie naskoczyć. Na żadnego z was co nie znaczy, że nie jestem zła za wasze lekkomyślne postępowanie.
- Wiem. Zachowaliśmy się nieodpowiedzialnie- przyznałem jej rację.
- Właśnie. Pomyśleliście co by było gdyby cała piątka zachorowała? Albo gdyby Styles nabawił się zapalenia płuc?- nic się nie odezwałem, a ona pokręciła z politowaniem głową- Tak sądziłam.
- To się już więcej nie powtórzy.
- Nie musisz mi tego obiecać- spojrzała na mnie ze spokojem- To wasze występy, wasza trasa, wasza kariera i wasze życie. Nie chcę się bawić w zrzędzącą nad wami matkę i zwracającą wam uwagę na każdym kroku. I tak już jestem wystarczająco nieznośna.
- Nieprawda!- zaprzeczyłem, ale machnęła na mnie ręką.
- Daj spokój Liam. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że praca ze mną nie należy do najłatwiejszych, nie wspominając już o stosunkach na innych polach niż zawodowe. 
- Jesteś dla siebie zbyt surowa- stwierdziłem- Nie jest z tobą aż tak źle.
- Dzięki- zaśmiała się, wzdychając głęboko- Naprawdę chcę dla was jak najlepiej. Pewnie, że o wiele łatwiej by mi było gdybyście słuchali tego co mówię i robili to o co proszę bez żadnego sprzeciwu, ale wtedy nie bylibyście sobą. Piątką szalonych chłopaków, których niedługo pokocha cały świat. 
- Przesadzasz...
- Wcale nie- odparła pewna swoich przewidywań- Prędzej dorobicie się milionów sprzedanych płyt niż będziecie się zachowywać tak jak inni moi podopieczni. Tamci chodzą jak w zegarku, ale podobno nie można mieć wszystkiego. 
- Ja nie narzekam. Zawsze może być gorzej.
- Taa... gdzieś już to słyszałam- burknęła pod nosem, po czym zmieniła temat- Jak wam idzie na koncertach?
- Dobrze- odpowiedziałem, nie będąc pewny co tak właściwie powiedzieć. Jeszcze nie tak dawno w ogóle ją to nie interesowało. 
- Tylko dobrze?- uniosła zaskoczona jedną brew- Dajesz mi do zrozumienia, że gdy przyjdę zobaczyć was na żywo będę rozczarowana?
- Będziesz na koncercie?!- spytałem z niedowierzaniem. 
- Pewnie. Ktoś musi ocenić czy faktycznie idzie wam tak wyśmienicie jak opisuje to Higgins- uśmiechnęła się- Nie chcę go obrażać, ale na muzyce to on się w ogóle nie zna.
Zacząłem się śmiać, słysząc jej słowa. Biedny Paul, na początku kompletnie nie pojmował co się łączy z czym i dlaczego. Louis się nawet z niego nabijał, że to przez to iż jest stary, ale gdy tylko raz oberwał od menadżera, darował sobie dalsze docinki.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę- objąłem ją ramieniem i przytuliłem do siebie, nie myśląc nad tym co robię. Dopiero gdy dziewczyna nie odwzajemniła gestu zdałem sobie sprawę co ja najlepszego wyrabiam i chciałem ją puścić, ale nim zdążyłem to zrobić, lekko objęła mnie w pasie. Przez chwilę siedzieliśmy tak wtuleni w siebie, ale Kate postanowiła przerwać nasz mały moment pojednania.
- Dobra, koniec tych czułości, bo mnie jeszcze oskarżą o molestowanie w pracy!
- Nikomu nie powiem- zapewniłem.
- Spróbowałbyś...









* przykrzyć- nie wiem jak w innych regionach naszego pięknego kraju, ale u mnie to synonim takich słów jak tęsknić czy smucić, np. Przykrzy mi się za nim = tęsknie za nim = smutno mi, że go tu nie ma. :) Mam nadzieję, że się rozumiemy ;D